Mentionsy

Reportaż Radia Lublin
Reportaż Radia Lublin
25.02.2026 22:07

Katarzyna Michalak "Przyjaciel z wakacji"

Olga i Dariusz Cybulscy przez wiele lat prowadzili pensjonat nad Morzem Azowskim. W 2014 roku przyjechał tam z rodziną Andrii Yakunych – chirurg z Zaporoża. W tak pięknych okolicznościach przyrody, narodziła się wakacyjna przyjaźń. Przyszedł jednak 2022 rok. W telefonie dra Andrija zamiast zdjęć zachwycających widoków, pojawiły się obrazy, na które nie każdy jest w stanie patrzeć.

Realizacja dźwięku Piotr Król

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 173 wyników dla "S"

To pierwsze na co zwróciłam uwagę wchodząc do salonu Olgi i Dariusza Cybulskich.

Obok kominka krzątał się przyjaciel gospodarzy Andrii.

Uśmiechnięty mężczyzna po czterdziestce, w wojskowym moro i z kilkoma medalami na piersi.

Mundur włożył specjalnie na nasze spotkanie.

Wczoraj, jak zaczęłyśmy ćwiczyć właśnie piosenki, tam parę piosenek, skończyłyśmy chyba o 23 albo 24, bo poszło bardzo dużo piosenek, różnych wspomnieć i tak dalej, później wygłupiania się.

Przyjaźń polsko-ukraińskiego małżeństwa Cybulskich z Andrijem, chirurgiem z Zaporoża, zaczęła się kilkanaście lat temu, w pięknych okolicznościach przyrody.

O, jest!

Więc tak, tutaj mamy Ukrainę, fragment Ukrainy, południe w zasadzie Ukrainy, prawda?

Tutaj mamy Krym, jak wiadomo, a w pobliżu Krymu, od południowego wybrzeża Ukrainy, na zachodnim krańcu Morza Zoskiego,

Wrzyna się mierzeja taka, która oddziela Morze Ozowskie od Krymu.

To jest mierzeja dlatego, że łączy dwa wybrzeże, południowe wybrzeże Ukrainy z Krymem, na wysokości Kerczu.

I nasz ośrodek znajduje się mniej więcej na jakimś piętnastym, może dwudziestym kilometrze tej mierzei, zwanej Arabacką Stryłką.

Nazywa się to Arabacka Stryłka.

Wcześniej jeździliśmy właśnie do Krymu, tam spojrzeć czas na wakacje.

I kiedy został Krym aneksowany, to wtedy my szukaliśmy, gdzie możemy spędzić te wakacje przy morzu, bo ja wcześniej uwielbiałem spędzić wakacje przy morzu.

I szukaliśmy mieszkanie.

No i wtedy ja trafił do pensjonatu Euro i spytałem tam robotników, gdzie jest właściciel.

Mówili, że on tam, gdzie jest polski flag.

To mi zaskoczyło.

Ja pytam, że to właściciel jest Polak.

Mówili, że tak, właśnie tak, właściciel jest Polak.

Ja przyszedłem do Darka.

Wtedy pierwszy raz my sspotkaliśmy.

I co mnie zaskoczyło, to że od niego po prostu takim domowym ciepłem odchodziło.

On mnie tak rozłożył do siebie, że ja po prostu nie miałem wtedy takiego nerwowego napięcia.

Po prostu tak rozmawiać z nim.

I jeszcze, co mnie zaskoczyło, ja spytał, ile tam kosztuje ten pokój.

A jaka jest pana price?

No naprawdę to zaskoczyło tak, że ja nie zwykłem do tego, że tak może być.

To było nasze pierwsze spotkanie.

Tutaj bardzo mi miło, że to co Andrzej powiedział na temat tego jak pierwszy raz oczywiście pamiętam go doskonale, no ale to chyba za szybko trochę spuściłem sceny.

Był taki, jak gdyby troszeczkę z boku stał.

Nie było u niego takiego, jak gdyby narzucania się ze swoją osobą, swoim towarzystwem, co jest, proszę mi wierzyć, po 20 latach działalności, spotykania się naprawdę z różnymi ludźmi, którzy po prostu są troszkę tak, no trochę, trochę, trochę natarczywi, a on tego nie miał w sobie.

I prawdę mówiąc, to ja szukałem jego towarzystwa.

A od razu wiedziałeś, że jest lekarzem?

To miało znaczenie w waszej znajomości?

Wiedziałem, że jest, no cóż, że jest inteligentem.

Także to nie jest to oczywiście tak, że chcemy schierarkizować w jakiś niewłaściwy sposób ludzi, ale tak jak gdyby, no cóż powiem nieskromnie, swój do swojego ciągnie.

Andrii powracał z rodziną na arabacką striełkę w każde kolejne lato.

Był to czas o zapachu morza i szaszłyków.

Czas wypełniony śmiechem i śpiewem, który Andrii szczególnie kochał.

Na maty moja noczy nie dospała,

Wodila mene u pola kraj-sela, I w drogu daleku Ty mene na zori prowadżala, I rosznyk wyszywany na szczastia, na dolu dala.

Kiedy słucham tej pieśni o tęsknocie matki za synem, trudno mi wyobrazić sobie Andrija jako chirurga, specjalistę od amputacji u chorych na cukrzycę.

Tych amputacji zrobił ponad tysiąc.

Pamiętasz swoją pierwszą amputację, kiedy musiałeś odciąć część ciała i jak ty to psychicznie przeżyłeś?

Teraz będziecie zaskoczeni.

Więcej razy ja byłem na takiej amputacji jako asystenta i chciałem próbować zrobić sam taką operację.

I ona mnie nawet w snach przechodziła.

I kiedy ja zrobiłem pierwsswoją amputację,

Poprosiłem pielęgniarkę, żeby ona zrobiła mi zdjęcie z odciętej nogi.

I to dla mnie nie było jako psychiczna trauma, a dla moich rodziców to była taka psychiczna trauma.

Ja do ojca przyszedłem i pokazałem zdjęcie.

Tata, zobacz, to jest moja pierwsza amputacja.

Ja mówię mu, że a ty zdjęcie z zerwanymi jabłkami robił, kiedy pracowałem w sadu, no taki jest suchoz jeszcze z radzieckich czasów.

I on urażaj taki zabrał, że on nawet jeździł do Moskwy, tam była wystawka w DNH, zajął pierwsze miejsce z tymi jabłkami.

A ty z jabłkami robił, to twoje dosięgnienie, a to moje dosięgnienie.

Były takie czasy, kiedy ja w ogóle to lubię śpiewać i śpiewałem często na operacjach.

A amputacja to jest taka operacja, która robicie pod anestezję spinalną.

On wszystko może słyszeć.

Miejscowe znieczulenie.

W kręgosłup, tak.

To ja był zaskoczony.

Mówił mu, co ty robisz?

No to pani doktor śpiewa, to ja znam tę piosenkę, to podśpiewam.

Ożywe wse znajome do boliu, I dytynsto rozluka i wirna lubo, I na tim gruszniczkowi Ożywe wse znajome do boliu,

Wraz z nadejściem 2022 roku przyjaciele stracili ze sobą kontakt.

My nie widzieliśmy, że on jest na froncie.

Po prostu, bo to nie było tak, że my dzwoniliśmy raz na tydzień, raz w dzień, raz na miesiąc.

Po prostu przyjaźń, bo nie zawsze tak jest, że przyjaźni się z kimś i codziennie dzwonisz.

Przyjaźń jest wtedy, kiedy możesz nie rozmawiać rok, ale jeżeli ktoś zadzwoni, a tym bardziej potrzebuje pomocy, to po prostu rzucasz wszystko i starasz się pomóc, zwłaszcza w takiej sytuacji.

Jego rodzina do Wrocławia przyjechała, kiedy już ta pełnoskalowa wojna wybuchła.

Tam mieszkali we Wrocławiu.

I tam było napisane, że dla jego brygady potrzebne są pieniądze na

Bardzo podstawowe niektóre środki, że ojciec jest osobą niezwykle skromną i sam na pewno nie poprosi.

I wtedy żona mi powiedziała o tym, więc zatelefonowałem do ojcza i o dziwo, on bywał w różnych schronach, nie zawsze był kontakt z nim możliwość i powiedziałem, czego nie powiedziałeś, on jest tego typu człowiekiem.

Wtedy myśmy wraz z przyjaciółmi zorganizowali taką zbiórkę pieniędzy, bo tylko w ten sposób mogliśmy przekazać pomoc.

Żona pojechała na Ukrainę do znajomej, tutaj za granicę, na zachodnią Ukrainę i poprzez bank po prostu, bo przecież Andrzej jako lekarz tam przyfrontowy był oczywiście na ukraińskiej stronie.

I te pieniądze tam doszły, za co kupili jakieś chyba agregaty pręgotwórcze.

To była bardzo szybka zbiórka.

Naprawdę bardzo szybko w kręgu takich najbliższych znajomych, także to nie było.

Poza tym, tak szerzej powiem, bardzo ciężko zbierać pieniądze.

Bardzo ciężko i po prostu, zresztą mówię, że to jest krępujące.

Ludzie nie dowierzają, różne są reakcje.

Jeżeli może, przepraszam za przerwę, jakkolwiek, mieliśmy 99% skuteczności tam, gdzieśmy zatelefonowali.

W swoim telefonie Andrii przechowuje dźwięki i obrazy, cyfrowe zapiski z wojny.

Spędził na niej trzy lata.

Zastanawiam się, jak radził sobie z ciągłym zagrożeniem życia.

Co tak pamiętam z pierwszych dni, zwykle ja był jedyny medyk w batalionie.

Ja myślałem, że Rosja ma taką wielką armię, która nas zniesie za 3-4 dni.

To była taka bajka, która przez tą propagandę rosyjską.

To taka psychologiczna była trauma i przez to ja uważam, że te pierwsze dni byli takie zbyt ciężkie, zbyt ciężkie.

Nawet może powiedzieć, że troszeczkę myślał, że jeśli coś będzie takie trudne, to może ucieknąć z wojska.

Myśli byli, ponieważ ja obawiałem się,

Po prostu za swoje życie.

Ale z czasem wszystko w mózgu stało na swoje miejsce i zacząłem jakby tą medyczną służbę wybudowywać tak, żebyśmy mieli normalne ewakuacje, normalnie moglibyśmy ratować rannych, no i tak dalej, i tak dalej.

To nie był zwykły szpital, to był medyczny punkt.

To był właśnie punkt, dokąd z frontu zostali przywiezione wszyscy ranny.

I on nazywał się punkt stabilizacyjny.

Tam zadanko my mieli nie takie już chirurgiczne, a raczej, żeby on przeżył dalszą ewakuację do wielkiego szpitala.

W niektórych wypadkach my operowaliśmy, tam ja pamiętam, że to kulę wyjmowałem, to wielu tych odłamków, to jajko zaszywałem, rozerwane przez ułamek.

Przy wielkim napływie tych rannych, to my nie mieli takiego długiego czasu, żeby coś takie operować, gdzie można tam jeszcze pospiewać.

No to po prostu tak.

Czy taki punkt jest mobilny i po prostu się jeździ w różne miejsca?

Był taki momencik, kiedy my przeprowadziliśmy ze swoim punktem medycznym za 24 godziny gdzieś 4 razy.

Rozstawiaj te leki, zbieraj w te pudełka.

No to jak jest zwykłe takie mieszkanie, komnatuszka, w której stoi taki no kuszetka, leżak.

Leżanka, na której mógłby jakiś chory żołnierz się rozmieścić.

Czyli ktoś jechał wcześniej i szukał takiego mieszkania, w którym mogliście przez chwilę tą służbę pełnić, tak?

Z batalionu to była taka służba logistyki, która poprzednio jeździła i wywiadywała, gdzie można by tak pozostać.

Andrzej, kiedy przyjechał, to przywiózł na Pendrewie film, który jest takim krótkim przekrojem jego pracy jako chirurga przyfrontowego.

Film jest dosyć wstrząsający na tle takiej bardzo przejmującej muzyki.

To jest mocny, to jest film trudny.

Obawiałam sswojej reakcji.

Obawiałam się, czy dooglądam do końca.

Myślę, że wiele osób kojarzy wojnę z amerykańskich filmów, gdzie oczywiście są bohaterowie, oczywiście biegają, oni są zniszczalni, ale tam codzienność widziałam po prostu inną.

Ratowanie życia, kiedy na przykład pocisk uderzył, zawaliło się wszystko, ziemia przesypała ludzi i odkupywali ludzi i wyciągali żywych, ratowali życie.

Dlatego bardzo, bardzo podziwiam, że rzeczywiście coś takiego się dzieje i ten spokój Andrzeja, to jest coś niesamowitego.

Piosenka na pianinie

Tamtego wieczoru postać kozaka pojawiła się w jeszcze jednej odsłonie.

W pewnym momencie Andrii zdjął wojskową bluzę i pokazał swój tatuaż.

Była to głowa wojownika, która przypominała mi ilustrację ze starego wydania Ogniem i Mieczem.

No tutaj, jeżeli ja teraz troszeczkę zdejmuję to będzie tak.

To jest Ataman Iwan Sirko, kozak ukraiński, dowódca.

Który walczył obok z Polakami przeciw Osmańskiej Imperii i który nie przegrał żadnej swojej bitwy.

I nawet kiedy on umierał, wtedy on zapowiedział swoim podległym żołnierzom, kozakom, żeby oni

Dariusz, Cybulska, Olga, Cybulski, Dariusz, Cybulski, Dariusz, Cybulski, Dariusz, Cybulski, Dariusz, Cybulski, Dariusz, Cybulski,

Zrobiłem go gdzieś w maju 2022 roku, ponieważ ja znałem, że niektórych żołnierzy, którzy zginęli, ich można identyfikować tylko po tatuażu i to była dla mnie poważna decyzja, żeby to zrobić, bo wcześniej ja nie przyjmowałem takich decyzji, żeby zniszczyć ciało albo coś.

Oni szli na szturm, jego strzelili z karabinu maszynowego.

Nie było na czaszce, nie było na twarzy, ani skóry, ani oczy, niczego.

My swoje niesmiertelniki wtedy jeszcze robili sami i ten niesmiertelnik, który mam, on też zrobiony na zamówienie sam, ponieważ my znali, że po nim też można identyfikować, ale to może być gdzieś zaczepione i zdjęte z ciała, a tatuaż już nie zdejmujesz niczym.

Miałeś często do czynienia z ciałami martwych żołnierzy?

Kiedy tylko zdarzało się tak, że nasz batalion miał wtruty,

Stracony, gdzieś był ubity żołnierz, to jeżeli jego tylko można było wywieźć, ponieważ dużo więcej ludzi pozostali tam gdzieś na polu walcy, ich po prostu niemożliwe było, żeby zabrać.

I tych, których mogli zabrać, to wtedy ja musiał robić zdjęcia po prostu dlatego, żeby ja potem musiał robić dokładny raport do dowódcy, że oglądał ciało zmarłego żołnierza i jego rany zostały tymi, że nie odpowiadają takimi, że mogą pozostać jego żywymi.

I zdjęcia robił dlatego, żeby kiedy ktoś mógłby w tym mieć wątpliwość, to ja mógłbym im pokazać zdjęcie i mówić, że no to sądzicie sami.

A jak porobił zdjęcie, tam przywrócił zwłoki też z innej strony, to

Wracał, przeubierał się i zmienił rękawiczki i dalej jazda do rannych.

Ty śmierć widziałeś już często pewnie będąc lekarzem w czasach pokoju, prawda?

Widziałeś często pewnie.

Nie, nie wyrywała, ponieważ ja po prostu wiedział, że ja muszę to robić i nie tylko to.

To ja wtedy by nie mógł by dalsze pracować, a ja tego sobie nie mógł pozwolić, ponieważ po prostu powinienem był ratować rannych.

Był jeden facet, który był synem mojego kierowcy samochodu ewakuacyjnego, który został rozrwany przez pocisk ciągu, który trafił mu w okop.

I ja chociaż widziałem, że to, można tak powiedzieć, że to była łatwa śmierć, ponieważ on spał w ten czas.

W ten czas on nie patrzył gdzie jest wróg, nie strzelał, a tylko odpoczywał.

I no naprawdę to była straszna tragedia.

Wszyscy z tej roty po tym zdarzeniu, one w tym wypadku moralnie byli prosto zniszczone.

Po tym wypadku byli takich chłopaki, którzy namierzyli się zaczeknąć po prostu z wojny, ale my ich troszeczkę odmówili od tego, co zrobisz, jeżeli już nie ma kolegi.

To okropnie działa, ale po prostu tak, że rozumiesz, że powinien dalej pracować.

Płakałeś kiedyś podczas wojny?

Ja myślę, że to chirurgia troszeczkę zrobiła mnie bezlitosny.

Ja po prostu wiem, że ja muszę robić dalej, ponieważ jeżeli ja coś będę przejmować blisko do serca, to ja albo zginę od infarktu,

Bardzo dobrze, że są ludzie, którzy umieją.

Nie, to nie jest kwestia, że ktoś umie to lub nie, ale że jednak jego struktura psychiczna jest taka, że potrafi sobie właśnie w ten sposób poradzić.

Mogę zdradzić twój pseudonim bojowy, czy nie?

Skąd Ajax?

A S już sobie dodał, ale bardzo fajny pseudonim.

S to był ogunek taki.

Andrii Yakunych uratował wiele ludzkich istnień.

Trzy lata nie tylko pomagał, ale też bez przerwy wymykał się rosyjskim dronom, namierzającym medyczne punkty stabilizacyjne.

Służbę zakończył na początku 2025 roku po operacji biodra.

Ich dom pod Zaporożem już nie istnieje.

Również Olga i Dariusz Cybulscy stracili swój pensjonat nad Morzem Azowskim.

Nasz ośrodek tam nad Morzem Azowskim jest zajęty przez Rosjan.

Ludzi, którzy byli tam rezydentami, wygoniono, pomimo że oni pokazali, że to jest obywatelki Ukrainy, bo to jest obywatelstwo ukraińskie cały czas.

Akty własności, kopie akty własności, wyrzucono ich, nawet z groźby użycia broni.

No i ośrodek ten jest okupowany.

No cóż, tak to wygląda na dzień dzisiejszy.

A i teraz troszkę pochwalę sswoim kolegą, bo jeszcze sam się nie pochwalił, że jest na intensywnym kursie nauki polskiego i będzie nostryfikował dyplom, więc za jakiś czas powitamy go jako pewnie gdzieś może ordynatora oddziału chirurgii.

I zostaniecie już w Polsce?

Troszeczkę ja nie wierzę ukraińskim politykom.

Andrzej jest bohaterem.

I rusznik wyszywany na szczęście dała, I w drogę daleką Ty mnie na wzorze prowadziła, I rusznik wyszywany na szczęście, na dolę dała.