Mentionsy
RZ#69 Kiedy rodzina staje się ofiarą - Podcast kryminalny
Zapraszam na Youtube, gdzie możesz zasubskrybować mój kanał oraz pozostawić łapkę, komentarz albo Super Podziękowania.
✅ Music: https://www.purple-planet.com ✅ Sound Effect from Pixabay✅ Źródła: https://tinyurl.com/38umm8p2https://tinyurl.com/3xvhd8vphttps://tinyurl.com/2snns2s6https://tinyurl.com/jmd3bc2hhttps://tinyurl.com/3cnwputbhttps://tinyurl.com/2kanhhe3https://tinyurl.com/5xp2svmxhttps://tinyurl.com/2vpr978r
Szukaj w treści odcinka
Kiedy w czerwcu roku 2025 dochodzi w Hasrod do strasznej tragedii rodzinnej, media zaczynają ją porównywać do innej, bardzo podobnej, która zdarzyła się parędziesiąt lat temu w Schalde-Wyendecke, a podczas której ośrodzona została czwórka dzieci.
Jedno z nich, jedyne, które nie chce pozostawać anonimowe,
I z chęcią, ale także z lekko wyczuwalnym żalem rozmawia po wielu latach z dziennikarzami o zdarzeniu z początku czerwca.
Jest 54-letnia Sandra, która zmaga się ze swoją tragedią już od prawie połowy wieku.
Dirk zabrał mi prawie wszystko, ale nadal jest moim bratem.
Tak komentuje sprawę kobieta, która nigdy nie zapomni tego, co przydarzyło się w roku 1976, także w czerwcu, tak jak tegoroczne zdarzenie i jego skutki, a może bardziej to przyczyny, są dla Sandry jak najbardziej rozpoznawalne.
Magda zaprasza do odsłuchu.
Detali całego zdarzenia Sandra Dwyny tak naprawdę już wcale nie pamięta.
Wie jedynie, że tego poranka ktoś wyciągnął ją z łóżka, zawinął w pościel i zaniósł do policyjnego auta.
Trochę później, gdy już doszło do niej, jak bardzo jej sytuacja rodzinna się zmieniła, co chciała poznać tego przyczynę?
Reszta familii postanowiła wtedy wyjaśnić 5-letniej dziewczynce oraz jej 9-letniemu bratu, co tak naprawdę z ich rodzicami się stało.
I przyznali, że powodem tego, iż dzieci zostały teraz sierotami, był niestety nieszczęśliwy wypadek samochodowy,
I tak właśnie Sandra przez wiele lat myślała.
Nie wiedziała jednak, że przez długie lata ktoś z rodziny specjalnie dla niej w zielonej mapce na dokumenty zbierał wycinki z gazet dotyczące prawdziwości wypadku, w którym podobno mieli zginąć jej rodzice.
Jednakże kiedy Sandra w końcu poznała całą prawdę, życie ponownie wskoczyło na inne tory i kobieta do teraz ma niestety napady paniki, zmaga się ze stanami depresyjnymi i już nie raz musiała odbywać leczenie w zakładzie psychiatrycznym.
Do poprawy jej stanu psychicznego potrzeba do dzisiaj, czyli przez już parędziesiąt lat, co dwutygodniowych wizyt u psychologa.
Bo może i Sandra nadal uważa Dirka za swojego brata, jednakże w głębi duszy ma do niego ciche, lecz jak najbardziej uzasadnione pretensje.
Do których zapewne ciężko jest się jej przyznać, bo łatwiej przychodzi jej przebaczenie i chęć zrozumienia działań sprawcy.
Z tym, że jej niestety jest gorzej w życiu, a sprawca wypadku jakoś w życiu sobie lepiej niż ona radzi.
Bo Sandra w pracy zajmuje się sprzątaniem sal operacyjnych, a co Dirk robi to zaraz usłyszymy.
Chłopak, jak i podobno reszta rodzeństwa, z nakazu ojca musieli wykonywać ciężkie prace fizyczne, a ulubioną według tatusia było pielenie chwastów z bardzo długiego podjazdu do garażu.
I nie tylko z tego powodu postępowanie ojca miało być surowe.
Słabe wyniki w szkole również były nagradzane karami, a 17-letni Dirk, który na egzaminie z religii dostał 0 punktów za ściąganie, również i teraz obawiał się, że jego ojciec będzie mniej niż zadowolony.
Karol zapewne będzie pozbawienie go pozwolenia na wyjście do pracy weekendowej w restauracji, którą chłopiec wolno od szkoły dni tygodnia wykonywał.
I to nie pójście do pracy może nie byłoby takie najgorsze, gdyby nie fakt, że bez niej chłopak niestety nie mógł liczyć na dodatkowe pieniądze.
A to u młodzieży w tym wieku wiadomo jak bardzo jest potrzebne.
I to właśnie też żal z powodu prawdopodobnej utraty kieszonkowego.
Niestety przelał Dirkaczarek goryczy i postanowił siedemnastolatek, że tym razem przemilczy swoje wyniki szkolne, a w zamian za to postanowi podejść do problemów w zupełnie nowy, jeszcze niesprawdzony przez niego sposób.
2 czerwca 1976 roku, po otrzymaniu zgłoszenia na numer alarmowy, policja wysłała pod jeden z domów w Scheldwindeke swoją jednostkę.
Na progu zostali powitani przez chłopca, który zgłosił dzisiejszego poranka smutną wiadomość.
Winna wszystkiemu miała być siostra zgłaszającego, czyli siostra Dirka, która z niewiadomych mu przyczyn postanowiła zabić nie tylko siebie, ale także swoich rodziców.
Policja musiała zająć się wtedy najmłodszymi dziećmi z rodziny, 5-letnią Sandrą i 9-letnim Frankiem, którzy zostali oddelegowani do szpitala.
Dla ojca, pana szefa, nie było już żadnego ratunku.
Matka Astrid i 14-letnia siostra Colette również miały małe szanse na przeżycie.
Za to zgłaszający całą sprawę siedemnastoletni Dirk de Winne w jakiś sposób nie miał nawet zszarpanych nerwów.
Pomimo tego, że przed chwilą odkrył w swoim domu trzy ciała członków rodziny, kulturę jednak potrafił zachować.
Bo po przyjeździe policji zapytał nawet grzecznie, czy może nie chcieliby się panowie napić z nim kawę.
Według Dirka rodzice na pewno zginęli z rąk 14-letniej siostry.
Inaczej nie potrafi on w ogóle wyjaśnić zaistniałej sytuacji.
Jednakże już parę pytań doprowadziło do tego, że chłopak zaczął się robić coraz bardziej nerwowy.
Nikt jakoś nie wierzył, że 14-letnia dziewczyna potrafiła obsługiwać się bronią, a do tego tak dobrze celować, bo wszystkie ofiary, włącznie skolec, czyli to, która obsługiwała broń, miały bowiem na środku czoła ranę, w której znajdował się nabój.
Dirk twierdził jeszcze na początku, że jest to bardzo prawdopodobne, że to Colette strzelała, po czym dodał, że na broni policja na pewno znajdzie odciski palców należące do dziewczynki.
Następnie jednak ponownie zasmucił się, kiedy śledczy przeprowadzający z nim wywiad zasugerowali, że to nic takiego, ważniejsze będzie czy na łuskach od naboi również odciski Colette będą się znajdować.
Zanim znajdująca się w szpitalu 14-latka zdążyła odejść, a stało się to jeszcze tego samego dnia, kiedy Dirk zaprosił policję do swojego domu, chłopiec zdążył się już złamać i wyznać policji całą prawdę, bo jak się można domyślić, to nie jego siostra pozbyła się połowy rodzinny, ale zupełnie ktoś inny.
Zbrodnia nie była przypadkowa, a na dodatek sprawca przygotował się już do niej wcześniej.
Nie zrobił więc niczego pod wpływem emocji, a już na pewno miał wystarczająco czasu na to, aby swoje działanie solidnie przemyśleć.
Jego przyrządami do ćwiczeń stały się ptaszki ogrodowe,
Takie żywe, które zapewne nie spodziewały się tak niemiłego przyjęcia u jego w domu.
31 maja Dirk podjął decyzję o pozbyciu się nie tylko ojca, choć to właśnie ten podobno był tym, którego Dirk tak bardzo się bał i ten, który dawał mu kary.
Dirk jednak postanowił się pozbyć jeszcze matki, a także siostry, która w jego planie miała wykonać dodatkową rolę.
Na noc wybraną do wykonania planu Dirk jednak był tak zmęczony, że po prostu całą ją smacznie przespał.
Dla tego dnia następnego nastawił sobie budzik na godzinę drugą w nocy, co tym razem skutecznie go zmusiło do wykonania swojego planu.
Dziwne, że z nerwów nie siedział przez całą noc na szpilkach, no ale może niektórzy nie odczuwają strachu, że coś im na przykład w ich planie może nie wyjść.
Na przykład, że budzik mógłby złudzić nie tylko jego, ale także jego przyszłe ofiary.
W każdym razie po obudzeniu Dirk wyślizgnął się ze swojego łóżka i wybrał się do sypialni swoich rodziców.
Na pierwszy ogień poszła matka.
Nie wiem, czy to dlatego, że tak było mu łatwiej, bo na przykład leżała bliżej.
Tata Dirka miał podobno z wystrzału nic nie usłyszeć, gdyż wziął przed pójściem do łóżka tabletki nasenne.
Dirk strzelił do niego w następnej kolejności i ze zdziwieniem obserwował, jak jego ojciec zaczyna przecierać ręką po swojej przestrzelonej twarzy.
I skądś przyszła mu do głowy myśl, że zachowanie taty może nieco
Utrudnić wykonanie założonego planu.
A mianowicie tego, co Dirk zamierzał później powiedzieć na policji.
Cała sytuacja, która właśnie się w sypialni odbywała, miała bowiem później wyglądać na to, że to ojciec jest sprawcą odejścia i swojego, i swojej żony.
Dlatego też po przecieraniu ręką twarzy, siedemnastolatek postanowił, a trzeba tutaj podkreślić, że decyzję o drugiej w nocy nie każdy tak bardzo szybko potrafi podejmować.
Dirk postanowił, że będzie potrzebował nowego kozła ofiarnego.
Zawołał więc, że ma ona natychmiast przybyć do pokoju rodziców, gdyż ich rodzicielka dziwnie się zachowuje.
Zanim jednak dziewczynka dobrze zdążyła się przyjrzeć ich matce, chłopak strzelił ponownie Nicoletę.
Następnie została przez niego umieszczona na łóżku rodziców, a w jej ręce została wciśnięta strzelba.
Kolejnym krokiem Dirka było podejście do telefonu, wykręcenie numeru lekarza rodzinnego.
Temu natomiast chłopak oznajmił, że jego siostra właśnie pozbawiła życia ich matki i ojca.
Pomimo tego, że Dirk Devine był niepełnoletni w momencie popełniania zbrodni, sądzony był jak dorosły.
Pomimo tego, że jego dość wysoko postawiony w hierarchii adwokackiej mecenas błagał sąd o uniewinnienie, gdyż ten, czytuję tutaj, grzeczny i o dobrym sercu chłopiec tylko raz jednej nocy popełnił poważny błąd.
Ale czas spędzony w celi spożytkował bardziej niż dobrze.
Aż nawet szkoda, że nie zrobił tego będąc jeszcze w domu rodzinnym, skoro, jak się później okazało, na pewno był do tego jak najbardziej zdolny.
Skończył z sukcesem liceum ogólnokształcące, a po spędzeniu połowy wyroku w celi wyszedł na wolność, gdzie nadal kontynuował naukę, tym razem na studiach wyższych.
Kto trochę posurfuje po necie może się dowiedzieć, że mężczyzna założył rodzinę, jest ojcem czwórki dzieci, a w życiu zawodowym miał już okazję nieraz zasiadać na wysokich stanowiskach w świecie finansowym.
Jego nazwisko stoi też w dokumentacji jako właściciela zamku w pewnej francuskiej wiosce.
Już będąc na wolności, Dirk został zaproszony przez Jeffa Vermasena, swojego adwokata, bardzo znanego mniej więcej ze sprawy belgijskiego Jokera.
Notabene tego, który też Dirka bronił na sprawie.
W każdym razie Jeff poprosił rodzeństwo o spotkanie się ze sobą.
Nie było to oczywiście spotkanie mające pojednać rodzinę, ale odbyło się w ramach omówienia odszkodowania.
Bowiem rodzeństwo mordercy zażyczyło sobie od niego właśnie takiej wypłaty.
Było to około 17 lat po tragedii i można się domyślić, że Dirk miał już na swoim koncie jakieś sukcesy w profesji bankowej.
Myślę więc, że pomysł rodzeństwa nie był najgłupszy, aby chociaż tak móc wypełnić swojej rodzinie pustkę po stracie rodziców.
W każdym razie Sandra miała wtedy 22 albo 3 lata i była bardzo zdenerwowana spotkaniem z bratem.
Ciekawe jest jednak to, że kobieta nie była na niego w ogóle zła, ale próbowała się nawet wczuć w jego emocje i tok myślenia.
I tak bardzo starała się zrozumieć tego Dirka, że odbyła już wtedy na swoim koncie paromiesięczny staż jako strażnik w gandawskim więzieniu.
Tak bardzo chciała znaleźć odpowiedź na nurtujące ją latami pytania.
Spotkanie z bratem przebiegło w atmosferze złości ze strony młodszego brata oraz łez płynących z oczu Sandry.
Ta tak bardzo potrzebowała pojednania z bratem, że wyciągnęła nawet zdjęcie swojego synka z portfela i jemu pokazała.
Na co ten, ten tylko odpowiedział, że jego siostrzeniec ma takie same niebieskie oczy jak nasza matka.
Czy Sandra otrzymała odpowiedzi na swoje pytania?
Na szczęście brata stać było na porządną odszkodowanie, za co siostra kupiła ziemię pod budowę domu.
Zawsze lepiej niż nic, nieprawdaż?
Trzeba dodać, że brat Sandry nie podzielał jej chęci zapoznania się z motywami starszego brata?
Sandra natomiast nie może uwierzyć, że powodem było coś tak banalnego jak ocenę w szkole.
Choć jak zaraz usłyszymy dla innych nastolatków to równie, tak jak dla Dirka, bardzo poważna sprawa i prawdopodobnie dlatego też Sandra, z takimi doświadczeniami jakie niestety już ma, dla swoich dzieci stara się być bardziej wyrozumiała.
Tak bardzo, że chodzi wokół nich na paluszkach.
Nie wiadomo czy ze strachu, czy to dlatego, że sama nie miała zbyt długiego doświadczenia z takimi miłymi rodzicami, bo jej matka była podobno miłą kobietą i dbała o swoje dzieci.
Tego Sandra nie pamięta.
Ale też na pewno nie pamięta, aby był aż tak bardzo surowy, jak Dirk, jej starszy brat, który go pozbawił życia, go przedstawiał.
Dirk natomiast, sprawca zdarzenia, spotkał się z rodzeństwem u adwokata i to był chyba jedyny taki raz, bo na dzień dzisiejszy mieszka już od dawna za granicą i nie życzy sobie kontaktu z dawną rodziną.
Za to Sandra usilnie stara się go namierzyć i sprawić, aby Józef chciał mieć w swoim życiu.
Po cichu liczy też na głęboką rozmowę z bratem, która to zapewnie ma wyjaśnić, dlaczego zrobił tak, a nie inaczej.
Gdyby Dirk jej coś chciał wyjaśnić, to przecież mógłby ją sam odnaleźć, przeprosić nawet, wyjaśnić, opowiedzieć to, co Sandra tak bardzo chce usłyszeć, czyli to, że pozbawienie rodziców życia wcale nie było jego zamiarem.
O tych wszystkich zdarzeniach z 76 Sandra ponownie opowiada w gazetach.
Dlatego, że 6 czerwca o godzinie 9.20 oddział straży pożarnej w Leuven dostaje zgłoszenie jednego z mieszkańców Hasrode, małej 3000 miejscowości położonej około 10 km od Leuven.
Zgłaszający zauważył, iż z jednego z apartamentów leżącego w nieczynnej już plebanii, przynależącej niegdyś do kościoła Najświętszej Panny, wydobywa się dym.
Strażacy udają się na miejsce, stwierdzają pożar i się nim skutecznie zajmują.
Po godzinie sytuacja wydaje się być pod całkowitą kontrolą, jednakże trzeba jeszcze przeprowadzić kontrolę wewnątrz budynku,
A żeby być pewnym, iż nikt podczas pożaru nie ucierpiał, a trzeba dodać, że budynek został zaadaptowany przez gminę pod wynajem mieszkań dla uchodźców z Ukrainy.
Nie spodziewano się tego.
Najprawdopodobniej, co na miejscu odkryto, we wnętrzu znajdowały się ciała dwóch osób, które, jak się później okazało, były ze sobą spokrewnione.
Starsza z nich, 46-letnia matka, pani Lilia, nie dawała już oznak życia.
Młodszą, jej 6-letnią córkę Annę, próbowano jeszcze na miejscu reanimować.
Niestety, z powodu zadanych ran, akcja się nie powiodła.
Do tego okazało się także, że pies należący do rodziny i tego dnia również, tak jak jego właściciele, wyziono niestety ducha.
Rodzina pochodziła z Lwowa i nie należały do niej tylko te dwie kobiety, ale jeszcze jedna starsza, pani siostra Alina oraz brat.
Alina nie przyjechała tak jak reszta rodziny do Belgii, ale schroniła się w Irlandii.
Za to ojciec familii oddawał cześć swojej ojczyźnie, wspierając ją i mentalnie i fizycznie na miejscu.
Natomiast ten ojciec dla brata i Anny był ojcem przybranym.
A dla pomtomności tylko dodam, że jeśli byś się kiedyś zastanawiała, dlaczego Ukraińcy musieli ze swojego kraju na początku lat dwudziestych XX wieku uciekać, dwudziestego pierwszego wieku już mamy, przepraszam.
Ja przypomnę tylko, że to z powodu napaści na ich kraj, jaka się rozpoczęła po decyzji podjętej przez rosyjskiego prezydenta.
Jak już wspomniałam, jedna z ofiar zmarła z powodu zadanych jej ran i nie były to rany.
Niedługo potem okazało się, że i również matka dziewczynki posiadała rany, które odebrały jej życie jeszcze przed rozprzestrzenieniem się ognia w mieszkaniu.
W jaki sposób pożar w domu zaczął się palić, tego niestety nie można było od razu stwierdzić, jednakże niektóre przesłanki wskazywały na to, że nie powstał raczej na pewno przez przypadek.
Autopsja nie wskazała przyczyny śmierci obu kobiet, jednakże postanowiono przeprowadzić dalsze badania.
Postanowiono również, że laboratorium kryminalistyczne zajmie się przebadaniem śladów znajdujących się w domu ukraińskiej rodziny.
Według prokuratury należało to do działań standardowych, czytaj, nie było w tym zupełnie nic nadzwyczajnego.
Niedługo jednak potem okazało się, że liczne rany na ciałach kobiet zostały zrobione ostrym narzędziem, co potwierdzono.
Pożar także potwierdzono, jak się spodziewano, okazał się być podłożony.
W związku z zaistniałą sytuacją prokuratura w Leuven otworzyła śledztwo dotyczące podwójnego morderstwa.
Jedyną osobą, która przeżyła pożar był 16-letni brat i syn i mógł on jedynie opowiedzieć policji.
On jedyny, co stało się tego piątkowego poranka.
Już po pożarze został wzięty przez policję na przepytki i nie musieli oni za długo tego śledztwa przeprowadzać, bo już dnia następnego w sobotę 16-letni pan P. przyznał się do popełnienia zbrody.
Pepo dał policji motywy, które kierowały nim podczas planowania i popełniania czynów z piątkowego poranka.
Niestety, według policji było
Tak samo jak nie można było uwierzyć dlaczego 17-letni Dirk zabił kiedyś swoich rodziców, bo według P tragedia spowodowana była zwyczajną dyskusją o wagarach, która niestety dla matki i córki eskalowała i spowodowała taką, a nie inną reakcję chłopaka.
Z tym, że niektórzy świadkowie twierdzili, a zgłosili się oni na policję jeszcze w piątek, zaraz po pożarze, świadkowie twierdzili, iż P już nie raz i nie dwa.
Bo akurat na trzy dni przed pożarem wyrażał się dziwnie na temat swojej matki i siostry.
I wcale nie opowiadał tego w zaufaniu jakiemuś przyjacielowi, ale na żywce informował o tym ludzi, z którymi pracował w jednej z kafejek.
Czyli tak jak Dirk też miał swoją weekendową pracę, też w kafejce akurat.
Dziwny przypadek.
W każdym razie Dirk właśnie opowiadał to ludziom po prostu w kafejce i dlatego też policja miała powody, aby nie wierzyć w nagły i zupełnie przypadkowy wybuch agresji.
20-letnia Alina, starsza z córek pani Lili, udzieliła wywiadu w gazecie Headlots The News.
Oświadczyła, że zanim jeszcze pan P. przyznał się policji do swojego udziału w zbrodni, ona zdążyła dostać od niego telefon, w którym chłopak oznajmił je złe wieści.
Było to zaraz po opanowaniu pożaru, około godziny 10.30.
Pani Alina nie mogła uwierzyć w to, co się zdarzyło i zadzwoniła jeszcze do szkoły, do której sześcioletnia Anna chodziła.
Tam ją poinformowali, że tego dnia w szkole nie zobaczyli ani córki, ani matki pani Lili.
Wtedy Alina zaczęła bać się najgorszego i już za niedługo dostała informację, że jej rodzina pożaru nie przeżyła.
Rodzina cała oprócz pana B.
Pierwsze o czym Alina pomyślała było oczywiście zatrucie się dymem.
Jednakże po godzinie 19 w piątek dostała wiadomość, że przyczynami śmierci kobiet było zupełnie coś innego.
Lilia i jej dzieci mieli się za niedługo przenieść do nowego mieszkania położonego niedaleko w Kesselloh, parę kilometrów od obecnego miejsca postoju.
Jeszcze na tydzień przed śmiercią pani Lilia pojechała do nowej szkoły Anny, aby ją do niej zapisać, a ze swoją córką Aliną omawiała przez telefon, w jakiej kolorystyce będzie urządzone nowe mieszkanie.
I sama Alina tak bardzo się cieszyła dla matki, że postanowiła nawet przyjechać do Belgii i wziąć udział w domówce, która była zaplanowana na 10 czerwca.
Kiedy Alina dostała wiadomość, że jej brat przeżył pożar i jest przesłuchiwany przez policję jako świadek, stwierdziła jedynie, że to jest normalne.
On tak samo był zapewne ofiarą zdarzenia, choć na szczęście dla niego był w tamtej chwili przecież na lekcjach, w technikum, w szkole, w której uczęszczał.
Alina była pewna, że sprawca by to był ktoś obcy, kto po prostu musiał zaczekać, aż pan P wyjdzie z domu i dopiero wtedy postanowił pozbyć się Lili i Anny.
P ważył bowiem 110 kg, miał wzrost 1,90 m i zapewne tak był odstraszająco wyglądający dla sprawcy, że tamten wolał przeczekać i się z panem P nie konfrontować.
Dlaczego jednak następnego dnia P. nadal siedział na komendzie, tego Alina nie mogła wtedy jeszcze zrozumieć?
Podejrzewała jedynie, że jest to spowodowane obawą, że i może jemu musiało coś grozić, chociażby na przykład to, że teraz kiedy jest już sam w Belgii, no to na przykład będzie próbował sobie pomóc odejść z naszego świata.
Jednakże okazało się być zupełnie inaczej.
16-latek został przeniesiony po zatrzymaniu do ośrodka zamkniętego w Iverberg, gdzie miał spędzić kolejne 30 dni.
No i spędza je jeszcze tam, ale prawdopodobnie ten okres zostanie wydłużony na tak długo, jak długo będzie trwało śledztwo.
W ośrodku pan P zostanie przebadany, jego stan psychiczny zostanie przebadany i raport będzie również decydował o tym, co pan P będzie robił w przyszłości.
Istnieje bowiem możliwość, że zamiast przeniesienia do innego ośrodka dla nieletnich, sąd postanowi, aby winnego
Skarżyć przed ławą przysięgłych nie jako małolata, ale jako dorosłego.
Co oczywiście sprawi, że na wiele więcej lat wyląduje w kiciu.
Chociaż patrząc na to, co Dirk z pierwszej historii osiągnął, to w jego wypadku akurat resocjalizacja zadziałała.
Proszę państwa, mamy taki pierwszy chyba przypadek w mojej karierze podcasterki.
Szkoda tylko, że nie szukał kontaktu ze swoją rodziną, ale to też potrafię zrozumieć.
Ostatnie odcinki
-
RZ#72 Co wydarzyło się w lesie Polderbos? - Pod...
19.10.2025 11:26
-
RZ#71 Czy sprawca znał studentów? - Podcast kry...
12.10.2025 11:23
-
RZ#70 Przysięga, której nie wolno złamać - Podc...
05.10.2025 11:19
-
RZ#69 Kiedy rodzina staje się ofiarą - Podcast ...
28.09.2025 11:50
-
RZ#68 Co wydarzyło się na stacji benzynowej? - ...
21.09.2025 11:47
-
RZ#67 Niespodzianka na rocznicę ślubu - Podcast...
14.09.2025 11:43
-
RZ#66 Biznesmen i jego trofea - Podcast kryminalny
07.09.2025 11:40
-
RZ#65 Przełom po czternastu latach - Podcast kr...
31.08.2025 11:38
-
RZ#64 Krótka rozmowa z sąsiadem - Podcast krymi...
24.08.2025 11:35
-
RZ#63 Książe na białym koniu - Podcast kryminalny
17.08.2025 11:32