Mentionsy

Rekonstrukcja Zdarzeń
Rekonstrukcja Zdarzeń
17.08.2025 11:32

RZ#63 Książe na białym koniu - Podcast kryminalny

Zapraszam na Youtube, gdzie możesz zasubskrybować mój kanał oraz pozostawić łapkę, komentarz albo Super Podziękowania.



✅ Music: https://www.purple-planet.com ✅ Sound Effect from Pixabay✅ Źródła: https://tinyurl.com/y49kw6e2https://tinyurl.com/295j59amhttps://tinyurl.com/3a2d9956https://tinyurl.com/3z9tye7xhttps://tinyurl.com/3b3pz3fnhttps://tinyurl.com/wajdvafhttps://tinyurl.com/4neeubv4https://tinyurl.com/3umebcudhttps://tinyurl.com/knsd4nd6https://tinyurl.com/d96ud8wjhttps://tinyurl.com/2bnaxx47

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 242 wyników dla "T"

Być może leży tam jakieś zranione zwierzę, pomyślał mężczyzna, który wieczorową porą ostatniego dnia roku 2016 wpatrywał się w jakiś dziwny ksztt leżący w rowie przydrożnym w okolicy drogi A19 przy miejscowości Hiliue.

Niedługo potem okazuje się jednak, że spacerowicz pomylił się dosyć znacząco, a policja w rowie znajduje ludzkie ciało.

Badania wskazują, że przeleżało już tam wiele tygodni, ale nikt nie potrafi zidentyfikować kim była ofiara.

Rozwiązaniu sprawy nie pomagał również fakt, że ciało zostało troszkę spalone.

Kiedy reporterzy belgijskiej gazety Het Latste Nieus poprosili Sophie o wywiad z nimi, kobieta zgodziła się bez wahania.

Dlaczego jednak chcieli akurat z nią rozmawiać, skoro nie była ona ani żadną celebrytką, ani też nie zrobiła w swoim życiu niczego specjalnego, co mogłoby przyciągnąć uwagę miliona ludzi?

Na dzień dzisiejszy samodzielna matka małego synka, która opowiada o swoim życiu rodzinnym z rozbrajającą szczerością i bez poczucia jakiegokolwiek szalu.

Choć to, co ją spotkało, na pewno nie należy do zwyczajnych rzeczy dnia codziennego.

Sophie mieszkała ze swoim synkiem na nowo wybudowanym osiedlu, znajdującym się w miejscowości Zulnbyjke, mieścinie niezbyt okazałej, bo liczącej sobie zaledwie niecałe 13 tysięcy mieszkańców, jednakże znanej ze swojego zamku i pozostałości po bitwie pod Passendaun z czasów I wojny światowej.

Oprócz tej dwójki do ich rodziny należał również partner Sophie, John,

który już za niedługo miał przejść na wyższy i nieco cięższy level w relacji wiążący się ze zmianą stanu cywilnego na męża Sufi.

Do uroczystości pozostało niewiele czasu, dlatego kobieta zajęta była ostatnimi przymiarkami stroju ślubnego, na które wybrała się 7 listopada 2018 roku.

Jednakże to nie ten dzień zapadnie Sufi najbardziej w pamięć,

Ten bardziej ciekawy, zwłaszcza dla mediów, które będą potem z Sophie tak chętnie wywiady przeprowadzać, okaże się dzień następny, 8 listopada, czwartek.

Tego dnia John budzi się około godziny 6 rano.

Zresztą nie jest to nic wyjątkowego, bo robi tak prawie każdego dnia pracującego.

Mama Sophie i ich dwuletni synek śpią jednak nadal w swoich łóżkach, a John żegna się z nimi dając im buziaka na pożegnanie.

Następnie odjeżdża spod domu swoim firmowym dostawczakiem i kieruje się w stronę swojej pracy.

Sophie nie zdąży się jeszcze dobrze rozbudzić po pożegnaniu z partnerem, kiedy słyszy dzwonek do swojej drzwi.

Zwleka się z łóżka, idzie sprawdzić, czy może John czegoś nie zapomniał, bo nie podejrzewa, aby ktoś inny o tej porze mógł się aż tak bardzo z nią chcieć widzieć.

Po otwarciu drzwi nie od razu dochodzi do niej, kto stoi na ich progu.

Znajduje się tam bowiem dwójka mundurowych, a za ich plecami pół wojska funkcjonariuszy ubranych w kamizelki kuloodporne.

Za nimi natomiast stoją porozstawiane wozy policyjne, rozjaśniające szarawy poranek migającymi na ich dachach światłami.

Zaiste piękny widok dla sąsiadów, spoglądających za swoich firanek.

Nie zdarzał się on bowiem zbyt często w tej ślepej małej uliczce, zamieszkałej przez jakże spokojnych ludzi.

Sophie jednak nie rejestruje na razie takich szczegółów, nie ma też nawet zresztą na to zbyt dużo czasu.

Po kurtuazyjnym przywitaniu przez policjantów, Sophie zostaje delikatnie wypchnięta do swojego domu, tak aby zrobiła drogę z niecierpliwionym funkcjonariuszom, którzy mieli ogromną potrzebę, aby tego poranka zajrzeć do jej domostwa.

Weszli więc sobie kulturalnie, zamknęli ze sobą drzwi i przenieśli się z panią domu do jej pokoju dziennego.

Sophie zaczęła kojarzyć jakieś fakty i pomyślała, że mundurowi mogli pojawić się tutaj tylko w jednym celu.

Zapewnie po to, aby ją poinformować o tym, że John, który wyjechał tego poranka do pracy, miał po drodze pecha i przydarzył mu się jakiś poważny wypadek.

Szybko jednak przekalkulowała możliwości i doszła do wniosku, że przecież nie pojawiliby się tak szybko oni w domu, gdyby Johnowi przydarzył się jakiś zwyczajny wypadek drogowy.

W tym momencie jednak nie mogła się jeszcze domyślić, co innego mogło być powodem takiej wizyty.

Widząc jej zmieszanie, policjantka stwierdziła, że czas nadszedł już na to, aby zarzucić jakąś odpowiedzią i przekazała oszczędnie kobiecie, że od dnia dzisiejszego pani życie znacząco się odmieni.

Nie dodała jednak żadnych innych informacji, co pozostawiało Sufii nadal w niepewności.

Nie wiedząc jednak, jak ma na takie relewacje zareagować, postanowiła zwrócić się do policjantów z przeprosinami za to, że w jej domu zastali tego poranka tak ogromny bałagan.

Ci jednak bardzo roztropnie odpowiedzieli, że nie ma czym się martwić, ich technicy i tak zaraz wszystko przewrócą do góry nogami.

Z jakiego miałoby to być powodu, odpowiedź na to daje Sophie dokument przedstawiony przez mundurowych.

Na nim napisany jest dużymi literami tytuł dokumentu, morderstwo z premedytacją.

I żeby Sophie nie zaczęła się namyślać kiedy by mogła takowe popełnić, policjantka obecna w jej mieszkaniu dodaje, że to nie ona, ale jej partner jest o to podejrzewany.

Mundurowi nakazują Sophie ubranie się i przygotowanie jej syna do wyjścia do żłobka.

Dziewczyna udaje się na górę, a w ślad za nią idzie policjantka.

Według funkcjonariuszki, jak ona to sama później wyjaśni, Sophie wyglądała na tak bardzo zszokowaną, odebraną przez chwilę informacją, iż podejrzewano, że mogłaby sobie zrobić krzywdę, jeśli tylko dostałaby taką okazję.

Dla spokoju ducha postanowiono więc ją trochę popilnować.

Po przygotowaniu się i opuszczeniu mieszkania Sophie i Johna, syn Pary zostaje oddelegowany do placówki wychowawczej pod postacią żłobka, natomiast jego mama udaje się na komendę.

Tam zostaje przesłuchana jako świadek na temat swojej wiedzy o pewnej Wietnamce, która zaginęła dwa lata temu.

Ostatniego dnia roku 2016 pewien Spacerowicz z Werwig postanowił zadzwonić na policję.

Przekazał im, że zauważył coś dziwnego w ślepej uliczce przylegającej do Besselare Strat w mieście Helue.

Myślałem, że to nieżywe zwierzę, ale kiedy teraz tak sobie myślę, to i równie dobrze mógł być to człowiek, przekazuje mężczyzna dyspozytorowi.

Kiedy policja przyjeżdża na podskazany adres, ta druga opcja, przekazana przez czujnego obywatela, zaczyna również im wydawać się bardziej prawdopodobna.

Ciało jest w stanie zaawansowanego rozkładu, a do tego nadgryzione nie tylko zębem czasu, ale i okolicznych szczurów.

W jakiś jednak sposób udaje się rozpoznać płeć ofiary, a jest nią na pewno, według śledczych, kobieta.

Niskiego wzrostu, filigranowej postury, z pomalowanymi, wyrzucający się z oczy, posób paznokciami u nóg.

Do tego w okolicy ciała znaleziono wisiorek na szyję oraz zegarek na rękę.

Do ciekawszych spostrzeżeń zaliczyć można także spalone krzaki znajdujące się przy ofierze oraz kawałek darmowej gazety rozdawanej na stacjach kolejowych o nazwie Metro, datowany na 21 listopada 2016.

Niestety jeszcze długo nie dane będzie policji odkryć, jakim imieniem identyfikowała się owa kobieta.

W rok po jej znalezieniu wiedziano jedynie tyle, że jest z pochodzenia azjatyckiego, a wiek szacowano na przedział pomiędzy 18 a 25 lat.

Policja była w posiadaniu wielu akt spraw zaginionych osób, jednakże żadne z nich nie umiała połączyć ze znalezionym w rowie ciałem Azjatki.

Z badań, paru skrawków materiału znalezionego na miejscu zdarzenia,

Potwierdzono jedynie, że ubrania pochodziły z Dalekiego Wschodu, a dokładniej to zostały wyprodukowane przez tamtejszego producenta ubrań, czyli markę Maziquino.

Najciekawsze było jednak odkrycie, że znaleziony przy ofierze zegarek sprzedany został w ilości zaledwie 1300 sztuk, a co ciekawsze sprzedaż zegarka tej marki, Citizen, dotyczyła jedynie jednego z krajów azjatyckich, a dokładniej to kraju kwitnącej wiśni.

Potwierdzenie azjatyckich korzeni zostaje również dostarczone przez dentysty.

Natomiast badania Narodowego Instytutu Kryminalistyki i Kryminologii w sprawie larw znalezionych wokół ofiary dostarczają informacji o dacie ich śmierci, którą na razie ustalono na 22 listopada.

Śledczy podejmują w końcu kontakty z ambasadami krajów azjatyckich, a jedna z nich informuje policję o zaginięciu 21-letniej Japonki we francuskim Besançon.

Wtedy też śledczy postanawiają nawiązać kontakt z szerszą publiką i dostają czas antenowy, w którym mogą omówić sprawę znalezionego ciała w programie kryminalnym Farouk wypuszczanym przez stację VTM.

Ten ruch powoduje rozruszenie sprawy, a do śledczej dochodzi wiele wskazówek, z tym, że nagle okazuje się, iż tych zaginięć jest tak jakby troszkę więcej.

Ktoś informuje o tym, że właścicielka salonu masaży nagle zniknęła.

Inny znowu przekazuje policji, że świeżo poślubiona żona pochodząca z Nepalu, hajtnięta z Belgiem zmiennym, zniknęła mu z pola widzenia już jakiś czas temu.

Jest jeszcze mężczyzna z okolic Besselare Strat, który już od dłuższego czasu miał mieć relacje z pewną tajską pięknością.

Wszelkie ślady zostały sprawdzone, ale nie znaleziono zgodności z listopadowym ciałem.

Zrobiono nawet rekonstrukcję twarzy ofiary, używając do tego technologii 3D i wypuszczono ją w świat.

Niestety również to nie naprowadziło śledczych na odpowiednią drogę.

Dopiero 13 sierpnia 2018 roku, czyli niecałe dwa lata po odnalezieniu ciała w rowie, śledczy z IPER Christoph Volstige wpada na poważny trop.

Dostaje on bowiem cynk od brukselskiej policji, do której zgłosiła się wietnamska ambasada.

Miała ona zgłoszenie od pewnej rodziny, która poszukiwała swojej 28-letniej córki, pani Thi Xuan Nguyen.

Rodzice kobiety, rolnicy zajmujący się uprawą ryżu, wysłali Tii do japońskiego miasta Nogoya, aby tam podjęła się studiów.

Ta niestety z niewiadomych przyczyn przerwała naukę i wyjechała z Japonii, gdzieś pod koniec listopada 2016 roku.

Jak poinformowała jej najlepsza przyjaciółka, Thi opuściła Japonię i udała się do Belgii, aby spotkać się tam ze swoim belgijskim przyjacielem, zwanym też przez nią Little John.

Zapoznała go podczas jego pobytu w tym właśnie kraju.

Śledczy dostają również wolont w zapytaniu o wizę wypełnioną przez TX1.

To jednak nie jest najważniejsze.

W faktach znajduje się bowiem kopia paszportu osoby mającej odpowiadać za TI w trakcie jej pobytu w Belgii.

Co jednak od razu śledczym rzuca się w oczy to fakt, że paszport ten nie należy do najlepiej sfałszowanych.

Nazwisko Johna jest amatorsko przerobione programem komputerowym Paint.

Do tego w zapytaniu znajduje się również zaproszenie dla pani Thi, napisane przez Johna, który twierdzi, że zaprasza kobiety do Belgii na mały rekonesans turystyczny jego ojczyzny.

A dziewczyna ma przebywać w jego kraju tylko i wyłącznie na czas owej atrakcji i ani jednego dnia dłużej.

DNA ciała znalezionego w Hylwy zostaje jak najszybciej możliwe, porównane z tym należącym do rodziców zaginionej 28-latki.

To okazuje się być przełomowe dla śledztwa, jeśli chodzi przynajmniej o ustalenie profilu ofiary, która właśnie połączyła się z jakimś konkretnym imieniem.

Ale to nie wszystko.

Ojciec dziewczyny pokazuje policji zrzuty ekranu, na których widnieje kopia konwersacji SMS-owej z tym samym Johnem Roziersem.

Wiadomości wysłane zostały do ojca dziewczyny, który był w ten sposób przez mężczyznę informowany, iż bilety lotnicze dla jego córki zostały już opłacone.

Piszący obiecuje także, że dobrze zadba o dziewczynę podczas jej podróży i prosi o ojca, żeby nie za długo zastanawiał się nad zgodą, bo szkoda by było wydanych już pieniędzy.

Bingo policjantów okazuje się być jeszcze większe.

Teraz śledczy poszukują jedynie do kogo należy użyty przez Johna numer telefonu i dowiadują się, że przypisany jest do pewnej firmy z miasta Maine.

Niestety na liście płacowej firmy nie można odnaleźć żadnego pana Roziersa.

Jest jednak pewien John.

Z tym, że o nazwisku van der Lache.

Nazwisko może się i nie zgadza, ale coś innego już tak.

Bo kiedy oglądają akta pracownika Johna, widzą także zdjęcie jego twarzy.

A to już całkowicie pasuje do tej, którą widzieli na sfałszowanym paszporcie.

Nguyen pochodziła z ośmioosobowej rodziny i była najmłodszą z rodzeństwa.

Ze względu na jej wyjątkowe zdolności akademickie, rodzina zainwestowała znaczne środki w jej edukację, w tym zaciągając pożyczki, po to, aby umożliwić dziewczynie studia za granicą.

Później zmieniła kierunek na projektowanie wnętrz i inżynierię biomedyczną.

Aby utrzymać się, pracowała jako pokojówka, kelnerka i pomoc w supermarkecie.

W trakcie pobytu w Japonii poznała mężczyznę z Belgii.

Ich relacja rozwijała się pomimo tego, że rodzina Nguyen nie aprobowała tego związku.

Oczekiwali bowiem, że ich córka znajdzie sobie partnera mieszkającego troszkę bliżej ich rodziny.

John odwiedził Japonię w celu nauki obsługi maszyn, nowych nabywców produktów, które sprzedawał jego pracodawca.

Takie wyjazdy odbywały się w jego firmie regularnie, wyjazd do Japonii nie był więc aż tak bardzo wyjątkowy.

Jednakże John w trakcie swojego pobytu nudził się tak bardzo przeokropnie, że postanowił zrobić użytek z dostępnej na miejscu aplikacji randkowej.

Dzięki niej zapoznał się z 28-letnią Thi, Wietnamką o wzroście 1,44 m, na której prawie dwumetrowy, 130-kilowy potężny facet z Belgii na pewno musiał zrobić jakieś dobre wrażenie, skoro postanowiła się z nim spotkać.

Do wizyty jednej doszło raz w maju roku 2016 i para umówiła się na spędzenie ze sobą dwóch dni.

John, jak się jednak na miejscu później okazało, miał jedynie zarezerwowany dla dziewczyny czas do poranka dnia następnego.

Bo jak ją niestety zapomniał powiadomić, po tym jak jechała do niego 450 km, był już niestety umówiony z flamandzkimi kolegami na wycieczkę po Hiroshimie.

I nie tylko o tym, że on zapomniał powiadomić Ti, do innych późniejszych niespodzianek będzie należał fakt, że mężczyzna był już w stałej relacji i właśnie czekał na narodziny swojego pierwszego potomka.

Po powrocie z delegacji John i T nadal utrzymują kontakt.

Dziewczyna była już zakochana po uszy i wyobrażała sobie wspaniałą przyszłość ze swoim belgijskim kochankiem, pomimo tego, że na horyzoncie od czasu do czasu powiewały jej przed nosem czerwone flagi.

Podczas kontaktów przez videochat John, który miał być podobno samotny, czyli bez rodziny, bez problemu pokazuje swoją twarz, jednak za nią znajduje się ściana, na której wiszą zdjęcia jego, jego partnerki i ich niedawno narodzonego dziecka.

Studentka z Japonii oczywiście jest tym faktem bardzo zdenerwowana, ale zamiast zerwać relacje zaczyna jedynie przeszukiwać internet,

Myślę, że ten wyjawi jej całą prawdę o Little Jonie.

Nie posiadała jednak jego prawdziwego nazwiska ani numeru telefonu.

Jon również z tym nie miał problemu i chętnie przesłał jej zdjęcia domu, tyle że nie swojego, ale jakiegoś randomowego znalezionego w Google.

Natomiast dowód osobisty też jej przesłał, z tym że przerobiony.

Joan obiecuje dziewczynie złote góry oczywiście, ale na przykład o jej przyjazd, trzeba przyznać, walczy naprawdę i składa aż 139 wniosków o zaproszenie jej do kraju.

W końcu dochodzi do upragnionego wyjazdu i Ti przyjeżdża do Belgii.

Cała podróż zajmuje jej 32 godziny, ale jest przeszczęśliwa, że w końcu spotka się ze swoim ukochanym.

21 listopada Nguyen czeka na stacji kolejowej w Kortrijk, skąd John ma ją odebrać.

Niestety, krótko po spotkaniu się ukochanych dochodzi między nimi do poważnej wymiany zdań.

W trakcie jazdy autem John parkuje je w pewnym momencie obok starej linii kolejowej na skrzyżowaniu Korteuachenstraat i Soldatenstraat w miejscowości Lidl.

Rozmowa przeradza się w walkę, w której kobieta niestety nie wygrywa.

Nie przeżyje, umiera na miejscu, John nie pozbywa się jej ciała i wraca sobie z nim do swojego rodzinnego domu, skąd ma zamiar zabrać jakieś materiały nadające się na podpałkę.

Potem ponownie wsiada do pojazdu i udaje się na Molenhuk w miejscowości Hilwe, gdzie wrzuca Tii do przydrożnego rowu i ją podpala.

Dwa lata po tym zdarzeniu, podczas przesłuchiwania pani Sophie, policja informuje ją, że jej John podejrzewany jest o zamordowanie właśnie tej Wietnamki, którą zapoznał w trakcie wyjazdu do Japonii.

Przesłuchiwana dziewczyna myśli, że policja informuje ją właśnie o jakimś zdarzeniu, które miało miejsce poza granicami Belgii.

I na razie nie kojarzy faktów.

Powoli z czasem zaczyna jej coś świtać.

To na przykład, że John ciągle siedział na telefonie i laptopie, a ona zawsze myślała, że jest zajęty swoją dodatkową pracą konsultanta w Herbalife, którą właśnie wykonywał online.

Teraz jednak dodaje dwa do dwóch i zaczyna się domyślać, że prawdopodobnie bardziej od pracy fascynowały go wiadomości wymieniane ze studentką z Japonii.

Przypomina sobie również, jak wraz z Johnem oglądali kiedyś program kryminalny Foruk, który omawiał sprawę spalonego ciała, znalezionego w Heiliue.

Sophie była bardzo zaciekawiona tematem, gdyż sprawa zadziała się niedaleko ich domu.

Kiedy jednak próbowała Johna zainteresować informacją, ten wykręcił się zmęczeniem i postanowił jak najszybciej położyć się do łóżka.

Sophie pamięta jednak dobrze, że kiedy i ona w końcu położyła się spać, John wcale jeszcze nie chrapał, wręcz przeciwnie.

Tak jakby zamyślony był czymś i o czymś ciężko rozmyślał.

Kiedy Sophie jest przesłuchiwana, inni mądrowi zajęci są akcją łapania Johna.

Niedługo po rozpoczęciu jego przesłuchania, dostają od Johna potwierdzenie, że tak, to on jest odpowiedzialny za śmierć Nguyen.

Z tym, że mężczyzna stanowczo zaprzecza, aby jego postępowanie miało być zaplanowane.

Twierdzi, że do śmierci kobiety doszło zupełnie przypadkowo.

Śledczy informują wtedy Sophie o tym, że jej partner przyznał się do zarzucanych mu czynów.

Dla kobiety jest to ogromny szok, jednak dość szybko się z niego otrząsa.

Spowodowane jest to faktem, że jeszcze niedawno myśleli z Johnem o sprawieniu sobie drugiego potomka, a właśnie wczoraj wieczorem byli zajęci jego formowaniem.

Nie było wiadomo, czy plan się udał, jednak Sophie, myśląc za trzeźwo, jak najszybciej zgłosiła się do lekarza o przepisanie jej tabletki dzień po, na wypadek gdyby jednak morderca mieszkający z nią w jednym domu

Miał po raz drugi zostać ojcem jej dziecka, czego kobieta ewidentnie już nie pragnęła.

John zostaje następnego dnia postawiony przed sędzią śledczym, któremu przyznaje teraz, że morderstwo jednak było zaplanowane.

Celem jego pozytywnego zakończenia było według Johna ochrona jego rodziny i otoczenia.

W sensie musiał się pozbyć rozkochanej studentki, gdyż zagrażała ona jego dobru rodzinnemu.

Choć można by przecież pomyśleć, że wystarczyło jej po prostu do Belgii nie zapraszać.

Ale można też inaczej, prawda?

John zostaje osadzony w areszcie, a Sophie odwiedza go w pierwszym tygodniu aż trzy razy.

Żąda od niego odpowiedzi na ważne dla niej pytania, czyli dlaczego potrzebował romansu oraz dlaczego zabił ową kobietę.

Na zadane pytania John daje jej jedynie mało wyjaśniające odpowiedzi, a dodatkowo oskarża jeszcze Sophie o to, że to ona sama jest winna zaistniałej sytuacji.

To jej wina jest przecież, że go nieudolnie zaspokajała, w związku z czym był on zmuszony podjąć pewne kroki.

I doprowadziły go one nie tylko do tego romansu, ale także do dwóch dodatkowych.

Po trzeciej wizycie

Na której John w ogóle nie okazywał skruchy, doszło do Sophie, że jest on ciężkim przypadkiem i nie za dużo zdoła tu ona zadziałać.

Tak, aby ich sytuację rodzinną poprawić.

Nie ma kobieta, więc ochoty już więcej widywać Johna niestety mają wspólne dziecko, a sąd rodzinny nakazuje utrzymania kontaktu dziecka z ojcem.

Przez to raz w miesiącu Sophie i syn muszą wyruszyć w podróż do więzienia, w którym spędzają jedną godzinę z Johnem.

Na szczęście dla kobiety, która w ogóle nie zgadza się z decyzją sądu.

Za niedługo nadchodzi czas korony, co sprawia, że odwiedziny zostają zawieszone na dłuższy czas, a później zostają zamienione na spotkania online, w trakcie których Sophie nie musi z Johnem nawet rozmawiać.

4 kwietnia 2019 roku odbywa się Rekonstrukcja Zdarzeń.

John, obecny na miejscu, pokazuje policji gdzie i jak pozbawił Tixuan Nguyen życia.

Poprzez przerobienie każdej minuty fatalnego dnia,

Rekonstrukcja odbyła się w trzech miejscach.

Prasa nie została zaproszona, a mieszkańcy okolic zostali grzecznie, a stanowczo poproszeni o pozostanie w swoich domach.

John nie ukrywa przed śledczymi żadnych faktów i krok po kroku opowiada i pokazuje, co się owego feralnego dnia T przydarzyło.

Proces Johna van der Lache, 31-latka z zachodnio-flamandzkiego Zulnbeke, był pierwszym procesem z udziałem ławy przysięgłych, który rozpoczął w Belgii rok sądowy 2021.

Cztery lata po śmierci Nguyen jej ciało leżało już pochowane na cmentarzu w belgijskim Hilue, a jej rodzina z Wietnamu nadal nie miała okazji się z nią pożegnać.

Jej ciało nie mogło zostać odesłane do rodzinnego kraju,

Te jednak nie sprawy prawne się do tego przyczyniły, ale pandemia z początku lat dwudziestych XXI wieku, przez którą takie sprawy stały się mało priorytetowe.

Praktycznym tego powodem był fakt, że nie posiadali finansowego wsparcia, które by im na tę wizytę za granicą pozwoliło.

Do tego nie rozmawiali nawet w języku angielskim, co prawie uniemożliwiało ich udział w procesie.

Zgodzono się jednak na to, aby pracownik wietnamskiej ambasady śledził debatę w sądzie i informował rodziców o przebiegu zdarzeń.

Śledztwo wykazało, że Tik Swan sama uzbierała pieniądze na wyjazd do Belgii, a John obiecał jedynie pokrycie kosztów jej powrotu do Japonii.

Jednakże John wcale nie planował tego zrobić i nigdy nawet nie podjął próby zakupu takowego biletu.

Tee wylądowała na brukselskim lotnisku, a potem sama pojechała pociągiem do Cortraig.

Tam została odebrana przez Johna, który ze stacji zabrał ze sobą darmową codzienną gazetkę Metro, którą chyba czyta każdy, kto jeździ belgijską koleją.

Po drodze Tee rozpoczęła kłótnię z Johnem, która dotyczyła faktu posiadania przez niego rodziny.

Kobieta zagrożyła Johnowi, że o wszystkim powie jego partnerce, a jej groźby doprowadziły do tego, że już po 22 minutach wspólnie spędzonych mało romantycznych chwil, dziewczyna została przez Johna pobita i uduszona.

Pan Vandula nie wzruszył się faktem dokonania przez siebie okropnej zbrodni i nadal grał rolę perfekcyjnego taty.

O tym, czy był perfekcyjnym partnerem, nikt niestety nie wspomina.

Być może dlatego, że po zabiciu Tee, John nawiązał kontakty intymne z jeszcze paroma kobietami, również zapoznanymi podczas swoich zagranicznych delegacji.

Oskarżony zostaje zapytany przez przewodniczącego ławy, dlaczego zaprosił Tidu w siebie, skoro nie planował nawiązać z nią uczciwej relacji.

Mężczyzna przyznaje, że chciał jej zapewnić lepszą przyszłość w Europie, a przy okazji korzystać z tego, że mógłby ją w wolnym czasie wykorzystywać do spełniania swoich fantazji.

John dodaje również, że być może był trochę zakochany w Tee, jednakże strona oskarżająca ma do tego duże wątpliwości.

Skoro zakochany, to dlaczego nie kupił Tee biletu powrotnego, ani nie zapewnił jej w ogóle pobytu w Belgii?

Przecież nie mógł jej zawieźć do swojego domu, w którym mieszkała Sophie i ich syn.

John twierdzi jednak, że miał ją zamiar przenocować u swojego brata, który miał udawać, że dom należy do Johna.

Mężczyzna twierdził również, że następnego dnia miał Tee zaodwieźć na lotnisko.

Po co więc starał się zaprosić ją przez urząd aż 139 razy, skoro już po jednym dniu chciał ją z powrotem odesłać do domu?

Poza tym dziwnym wydaje się być też fakt, że w domku ogrodowym John znalazł wszystko, co było mu potrzebne do podpalenia ciała.

Miał on tam w tego dnia i beczkę, w którą chciał ciało włożyć, i środek łatwopalny, i podpałkę do grilla.

Co za dziwny przypadek, że akurat to wszystko leżało tam przygotowane zupełnie przypadkowo, twierdzi oskarżyciel.

Przewodniczący ławy przysięgłych zapytuje też Johna o jego partnerkę i jej udział w jego dziwnym planie.

Kobieta na pewno nie brała udziału w akcji pozbicia się T i nawet nie wiedziała o ich romansie, a nawet się go prawdopodobnie nawet nie domyślała.

Jednakże Joan twierdzi bez krępacji, że i tak wszystko zaczęło się od niej, no bo nie była wystarczająco dobra w łóżku.

Albo inaczej, nie robiła tego, co on sobie zażyczył.

John jest bezczelny nie tylko w stronę Sophie, ale i rodziny ofiary, której na ten moment wypłaca już miesięcznie aż 25 euro.

Według mężczyzny jest to przecież więcej niż wystarczająco, biorąc pod uwagę, jak on mało w więzieniu na siebie może zarabiać.

John twierdzi, pomimo tego, że fakty zaprzeczają temu, iż wcale nie planował pozbycia się Dee.

Jednakże motywacja przedstawiona przez oskarżycieli wskazuje na coś zupełnie innego,

Jak już wyżej przytuczono, tego pozbawienia ofiary dostępu do tlenu przez 43 sekundy raczej całkowicie zaprzecza temu, że jej śmierć mogłaby być przypadkowa.

Dodajmy jeszcze, że gdyby tak było, to John raczej próbowałby ją chociażby reanimować, a nijak zrobił zakleić jej jeszcze usta i nos taśmą klejącą.

Nie zapomnijmy też o tym, że postura Johna nie dawała w sumie Tee żadnych szans na obronę przed napastnikiem.

Pała Przysięgłych nie wzięła pod uwagę względem premedytacji postępowania Johna faktu, że pomiędzy parą doszło przed śmiercią Tee do kłótni.

Zdołali ustalić, że John zabrał kobiecie wtedy telefon komórkowy, przez co ona nie miała dostępu do kontaktu z kimkolwiek, a przecież znajdowała się w obcym kraju.

Mężczyzna twierdził, że zabrał jej telefon, ponieważ jego oświetlenie przeszkadzało mu w prowadzeniu pojazdu, co wydawało się oczywiście być dla niedorzecznym wytłumaczeniem.

John miał jednak w rękawie jeszcze parę innych historii do przekazania,

W celu usprawiedliwienia swojego postępowania ustalono na przykład, że wiele ze złamań na ciele ofiary powstało już po jej śmierci, a wyjaśnienie żona było takie, że trzy dni po porzuceniu ciała w rowie wrócił sobie w to miejsce, potknął się i upadł na kobietę.

Jednakże lekarz sądowy oraz radiolog stwierdzili jednogłośnie, że rozkład złamań oraz ich ciężki stan wskazywały raczej na to, że John, posiadacz stopy o rozmiarze 52, musiałby upaść na studentkę przynajmniej 6 razy i to raczej skacząc, a nie przypadkowo się potykając.

I żeby nie było pomyłki, ława przysięgły dopytuje czy złamania nie były może wynikiem działań jakiegoś zwierzęcia, na co radiolog Verstraete wyjaśnia, że możliwe by było, gdyby akurat w pobliżu rowu przechodził jakiś słoń.

Czyli nie mogło to być zwierzę.

Psychiatra Hans Hellebeck zostaje poproszony o przedstawienie raportu Rady Psychiatrów Sumlowych.

Przykładem jest na przykład fakt, że John zezłościł się na swoją partnerkę Sophie, kiedy tak uznała, że nie chce już z nim mieć dużej relacji.

John nie zrozumiał, jak mogła ona tak zrobić po 9 latach bycia razem.

Wskazują również na fakt, że John uznał, iż nie może przecież przez całe życie żałować swoich czynów oraz, że żałuje tylko tego, iż chciał pomóc swojej ofierze w polepszeniu jej bytu materialnego.

No po prostu byłby dobry i teraz za to siedzi w więzieniu.

Psychiatrzy nie wykryli jednak u Johna żadnych zaburzeń mentalnych i uznali go za mało gruzinego względem społeczeństwa.

Podkreślono jednak, że nie oznacza to wcale, iż jest on zupełnie bezpieczny.

Prawdopodobieństwo popełnienia podobnych czynów możliwe jest jeśli John ponownie znajdzie się w takiej samej sytuacji, a do tego, że najwyraźniej nie wyciąga wniosków z popełnionych przez siebie błędów.

W nocy z 14 na 15 stycznia zapada decyzja o winie Johna w Rduulahe, którego owa przysięgłych uznaje winnego popełnionego morderstwa.

Jednakże nie są zgodni co do jego motywacji i dochodzą do wniosku, że pozbawienie Tii życia nie było z góry zaplanowane, ale sytuacja stała się dla Johna jasna w momencie, kiedy para zaczęła się kłócić.

Z oczekiwanych przez stronę oskarżającą 28 lat w zamknięciu John dostaje 27.

Pod uwagę wzięto jego nienaganne zachowanie w więzieniu jak do tej pory oraz fakt, że jego kartoteka była do tej pory także czysta jak usa.

W listopadzie roku 2027 Vertor Lache może już jednak złożyć podanie o wcześniejsze wyjścia na wolność.

Sam będzie miał wtedy

Partnerka Johna zdaje sobie sprawę z tego, że w przyszłości będzie się jeszcze z nim musiała kontaktować.

Stara się jednak na razie o tym nie myśleć.

Być może zajęta jest po prostu bardziej przyziemnymi sprawami jak np.

utrzymanie się jako samodzielna matka, która od Johna nie dostaje niestety nawet 25 euro miesięcznie, gdyż w świetle prawa nie została zaliczona do jego ofiar.

Chociaż dziwne, bo jakieś alimenty na dziecko to chyba powinno dostawać.

Mniejsza o to.

Dobrze wiedzą, że gdyby John był bardziej uważny, sprawcy śmierci T nigdy by nie znaleziono.

Jak sami mówią, gdyby John użył do komunikacji z ojcem T numeru z karty przedpłaconej, prepaid, w sumie nie wiem, jak się to mówi po polsku, no cała sprawa wyglądałaby już