Mentionsy

Radio Wnet
Radio Wnet
05.06.2026 08:05

Prof. Krystyna Pawłowicz: Nie każdy poseł korzystający z kilometrówek jest złodziejem

W „Prawie bez cenzury” prof. Krystyna Pawłowicz przekonywała, że wokół sejmowych kilometrówek narosło wiele mitów. Jej zdaniem politycy, którzy zgodnie z prawem rozliczają służbowe przejazdy związane z wykonywaniem mandatu, są dziś niesłusznie stawiani pod pręgierzem opinii publicznej. – Problemem nie są kilometrówki, lecz nieuczciwi politycy – argumentowała była poseł, apelując o odróżnianie legalnych uprawnień od rzeczywistych nadużyć. 

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 40 wyników dla "PO"

Po publikacji sejmowych zestawień i informacji dotyczących spraw finansowych funkcjonowania biur poselskich zwykle wybuchają afery i krytyka poselskich wydatków dotyczących tzw. kilometrówek.

To jest zwrotu kosztów przejazdów posłów w celach służbowych.

Ostatnio krytyka dotyczy głównie poseł Żukowskiej czy Kingi Gajewskiej i Arkadiusza Myrchy.

Nadużycia w tym obszarze zdarzają się, ale nie wolno generalizować i posłów, którym zwraca się koszty podróży, przecież służbowych, po swym okręgu wyborczym czy podróży samochodami w sprawach związanych z wykonywaniem mandatu poselskiego, nazywać złodziejami.

Te niesprawiedliwe i obraźliwe epitety świadczą o niezrozumieniu i niewiedzy o charakterze zadań i obowiązków posła.

W latach 2011-2019 byłam posłem i pamiętam obraźliwe ataki na mnie ze strony lewackich i PO-owskich posłów i aktywistów.

Nie pamiętam, który to, Sikorski, Giertych czy Palikot, złożyli nawet wniosek do prokuratury oskarżając mnie całkowicie bezpodstawnie, co sama prokuratura potem potwierdziła, o jakieś nadużycia dotyczące właśnie tych kilometrówek.

Moje biuro poselskie przedstawiło jednak pełną dokumentację przejazdów z datami, trasami przejazdów, godzinami, miejscami spotkań z wyborcami lub w sprawach związanych z wykonywaniem mojego mandatu poselskiego.

Prokuratura umorzyła więc to złośliwie wszczęte postępowanie wszczynane jako forma nękania przyznanych sejmowych awanturników.

Przy okazji warto wyjaśnić skąd się to uprawnienie dotyczące zwrotu kosztów przejazdu posłów bierze.

Podstawą prawną dla zwrotu posłom kosztów przejazdu w celach służbowych tj. związanych z wykonywaniem mandatu posła jest art. 23 ust.

10 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora z 1996 roku.

3 mówi, iż tu cytuję, posłowi i senatorowi przysługuje ryczałt na pokrycie kosztów związanych z funkcjonowaniem biur na zasadach i wysokości określonych wspólnie przez Marszałka Sejmu i Marszałka Senatu.

10 zaś zobowiązuje posła do corocznego rozliczania kwot tego ryczałtu w Kancelarii Sejmu.

Kilometrówki są rozliczane w ramach kwoty ryczałtu przeznaczonego na prowadzenie biura poselskiego.

Nieco inaczej rozliczane są kwoty na przejazdy na terenie swego okręgu, a nieco inaczej poza okręgiem wyborczym posła.

Zawsze jednak muszą być one udokumentowane datami, trasami, godzinami spotkań i celem wyjazdu.

Tak wygląda zwrot kosztów podróży służbowych posłowi, który jeździ swoim własnym samochodem.

Ale są też posłowie, a takim byłam i ja, którzy samochodów, a często i prawa jazdy nie posiadają, a też muszą mieć możliwość bezpośrednich kontaktów z wyborcami i instytucjami leżącymi w ich okręgu wyborczym, a nawet poza nim.

W takich sytuacjach posłowie mogą zawierać umowy różnego rodzaju z osobami wykonującymi przewozy na ich rzecz.

Wszystko w ramach limitów określonych w ryczałcie na prowadzenie biur poselskich.

Kolejne zarządzenia Prezydium Sejmu na bieżąco regulują limity i kwoty ryczałtów na przejazdy posłów.

Nie bardzo rozumiem demagogicznych oskarżeń posłów o jakieś złodziejstwo, gdy zgodnie przecież z prawem poruszają się do swych biur poselskich w swych okręgach wyborczych, a czasem poza ich okręgi, co się przecież często zdarza.

Ja na przykład byłam posłem w jednym z największych obszarowo okręgu wyborczym nr 18,

Siedlecko-Ostrołęckim, obejmującym 11 gmin, które musiałam odwiedzić i spotykać się tam w różnych sprawach.

A że miałam łącznie trzy biura w swym okręgu wyborczym, więc te wyjazdy z Warszawy do biur na liczne spotkania, uroczystości, święta i powroty do Warszawy tworzyły kwoty pokrywane zgodnie z prawem z ryczałtu na biuro poselskie.

Nigdy nie przekroczyłam wyznaczonych limitów, prosząc często na przykład, by to organizatorzy spotkań zapewniali mi transport.

Co więcej, w samej Warszawie, gdzie mieszkam, poza wyjazdami służbowymi do różnych instytucji, nie korzystałam z przejazdów opłacanych z ryczałtu poselskiego.

W sprawach własnych, prywatnych, korzystałam z prywatnych taksówek lub z transportu miejskiego, a czasami niektórzy to zauważali i nawet ze zdziwieniem opisywali w mediach.

Wysokość moich wydatków na transport w celach służbowych była wynikiem rozległości mojego okręgu wyborczego i cotygodniowymi dojazdami z Warszawy do okręgu i z powrotem.

Zawsze jednak było to pod kontrolą Kancelarii Sejmu, w pełni udokumentowane.

A potwierdziła to też później prokuratura, uznając moją dokumentację dotyczącą kilometrówek za wzorcową.

Atakom jednak nie było końca, choć posłowie lewaccy, chyba Nitras i wielu innych, mieli koszty zwrotu znacznie wyższe, a media wielokrotnie pisały nawet o tym i o tych ich nadużyciach.

Ówcześni ministrowie, posłowie wożeni byli przecież służbowo przez 24 godziny na dobę, a wykazywali równocześnie ogromne kwoty tych poselskich kilometrówek.

Dziś pani Żukowska ma problem z wytłumaczeniem sposobu korzystania z sejmowych kilometrówek,

Myślę, że problem nie leży w samym fakcie, iż posłom należy się, tak jak wszystkim innym przy wszystkich innych zawodach, oczywisty zwrot kosztów dojazdu do pracy i kosztów ich wykonywania.

Problem leży często w nieuczciwości i cwaniactwie niektórych posłów traktujących swą ważną publiczną funkcję jak sposób na dorabianie się choćby lichymi przekrętami na paliwie.

Nie wolno obrażać wielu uczciwych posłów oskarżaniem o złodziejstwo, gdy korzystają jedynie z należnych im poselskich uprawnień niezbędnych dla wykonywania mandatu poselskiego.

Ta sama zasada dotyczy też posłów.

Tyle, że sejmowa kontrola tego obszaru korzystania przez posłów ze środków publicznych musi być realna, a nadużycia tępione.