Mentionsy

Radio Wnet
Radio Wnet
16.03.2026 16:51

Krzyżak: nie ma dowodu, że Wojtyła krył sprawę ks. Surgenta

Tomasz Krzyżak w rozmowie na antenie Radia Wnet odniósł się do publikacji przygotowanej wspólnie z Piotrem Litką dla „Plusa Minusa”. Jej głównym bohaterem jest ks. Eugeniusz Surgent – duchowny, którego sprawa od lat wraca w debacie o odpowiedzialności Karola Wojtyły za reagowanie na przestępstwa seksualne w Kościele.

Zdaniem publicysty nowe materiały z archiwum kurii krakowskiej nie potwierdzają tezy, że ówczesny metropolita krakowski próbował ukrywać sprawę.

„W dokumentach, tak archiwów państwowych, jak i archiwów kościelnych, nie ma żadnego dowodu na to, ażeby Karol Wojtyła, dowiedziawszy się o przestępstwach tego konkretnego duchownego, próbował je ukrywać, próbował je tuszować”.

– mówi Tomasz Krzyżak.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 7 wyników dla "Lubaczowski"

Jasne, szybkie decyzje dotyczące tego księdza, odsunięcie od pracy z dziećmi i młodzieżą, odsunięcie od pracy w ogóle, bo to było suspendowanie, oddalenie go od tej diecezji, oddanie go do dyspozycji biskupa Lubaczowskiego, więc wszystkie te decyzje, które należało wtedy podjąć, zostały po prostu przez Karola Wojtyłę podjęte.

Ona jest przede wszystkim, ona się na początku komplikuje powiedzmy drogi kapłańskiej samego księdza Surgenta, no bo tak jak już powiedzieliśmy, on pracował w archidiecezji krakowskiej, natomiast był oficjalnie księdzem diecezji lubaczowskiej.

Eugeniusz Surgent urodził się we Lwowie, więc był inkardynowany do archidiecezji tej lubaczowskiej.

Natomiast w październiku pojawia się już informacja o tym, że biskup Jan Nowicki, to był wikariusz kapitul na archidiecezji lubaczowskiej, napisał do niego jakiś list, w którym on go upomina za właśnie wykorzystanie seksualne chłopca.

Zostaje ten ksiądz oddany do dyspozycji właśnie arcybiskupa Lubaczowskiego.

To znaczy, jeżeli mówimy o tym porządku prawnym z lat 70., to właściwie to było wszystko, co mógł zrobić, dlatego że władza ukarania tego duchownego leżała po stronie arcybiskupa Lubaczowskiego.

Oczywiście arcybiskup Lubaczowski w styczniu 1975 roku napisał, i to jest właśnie w tych