Mentionsy Mentionsy
Radio MORS
Radio MORS

Radio MORS - Reportaż w Radiu MORS - 8 marca 2026

20.03.2026 ·20 min 27 s

„Kiedyś tam wrócę” – Z pozoru zwyczajna studentka, dziś mieszka w Kielcach i próbuje ułożyć sobie życie od nowa. Wcześniej jej codzienność wyglądała inaczej. To opowieść o tym, jak żyje się pod ostrzałem i co zostaje w człowieku, który musiał uciekać przed wojną. Reportaż Karoliny Gleinert.

O tym nikt tak nie mówił. Wszystkie po prostu ludzie kontynuowali słuchać jakieś rosyjskie piosenki, żartować z Putina i tak dalej. Nie było to aż tak poważnie. Więc nie traktowali nas, aż jakieś takie zagrożenie, albo jak przyczyną tego, co się stało. A w 2022 roku, no nie wszystkie osoby Nie wszystkie, ale jest część, która się mówi o tym, że no to przez nas, przez to, że rozmawiamy w języku rosyjskim, przez to, że tam u nas ktoś kiedyś jechał tam do pracy do Rosji, a nie gdzieś do Europy. Więc ja się czułam Ukrainką, ja jestem patriotką, Kocham swój kraj. Nigdy ja nie czułam, że ja tam jakaś Rosjanka albo pomieszana. Nie patrząc na to, że nawet ja mam w swojej rodzinie kogoś, kto pochodzi z Rosji.

Na przykład moja babcia jest Rosjanką. Ale nigdy nie czułam się Rosjanką. W ogóle nie. Nie lubię Rosjaninów. Nigdy nie lubiłam. Zawsze czułyśmy się jakąś taką presję od nich, że jesteśmy Ukraińcy i Ukraina jest jakimś takim młodszym bratem Rosji, że no nie warty jesteśmy czegoś i tak dalej, że ukraiński język to tylko język takich z wiosek, ale na co dzień ja rozmawiam ze swoją rodziną w języku rosyjskim. Ja się zaczęłam, będąc w Polsce, rozmawiać z rodzicami po ukraińsku, ale ja rozumiem, że jest to trochę nie moje. Przez całą życie rozmawiałam w języku rosyjskim i ja nagle się tak przejść na język ukraiński, nawet mając w doświadczeniu to, że to co zrobili Rosjanie, dla mnie nadal język to język. To tylko sposób mówienia.

Moja mama i mój tata tak o 4 rano, może trochę wcześniej, wstali z... Bardzo mocnym lękiem, że coś się teraz zdarzy. No ja tak wstałam, tylko słyszę no dokładnie, że jak pan Zeleński mówi, że no Rosja napadła na Ukrainę i wprowadzamy stan wojenny i ja po prostu patrzę, kurde, pisze swojej przyjaciółce, że o nie, idę do szkoły, czy a jak się iść do szkoły? Ona mi pisze, że Nastia, halo, do szkoły, idziemy do piwnicy. Bo ja siedziałam przez prawie miesiąc w piwnicy z rodzicami, z dziadkiem, z babcią i byliśmy w takim osiedlu, gdzie bardzo było słychać, co się dzieje.

Bo w tym momencie nie mieliśmy tyle kasy, żeby wyjechać, a inny sposób w ogóle już nie istniał, bo były wszystkie zamknięte jakieś powiedzmy takie granice między terytorium okupowanym a Ukrainą. To było prawie trzy doby. Bardzo, bardzo gorąco. Staliśmy po prostu pod ciężarówkami, żeby chociaż była jakaś cień, bo bez tych ciężarówek można by było, pytam, no naprawdę po prostu umrzeć. Sprzedawali jakąś słodką wodę za, no jeśli tak w złotówkach mówiąc, to 30 zł za butelkę. Jakaś bułeczka, gdzieś może też za trzy dychy. My musieliśmy wpisywać, że idziemy gdzieś do Rosji, bo inaczej my by nie wyjechaliśmy stąd.

Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.