Mentionsy

Radio LUZ
Radio LUZ
21.02.2026 21:00

"Jeśli wierzysz, to możesz zrobić niesamowite rzeczy" - Piotr Nadolny | Crunch Time

W kolejnym wydaniu audycji koszykarskiej Crunch Time Kajtek Krawczyk rozmawia z Piotrem Nadolnym - trenerem przygotowania motorycznego koszykarskiego Śląska Wrocław. W rozmowie koszykówka jest tylko pretekstem. Piotrek opowiada m.in. o swojej filozofii życia, różnych wymiarach sportowej pasji, czy tego jak zainteresował się basketem.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 319 wyników dla "B"

No i jak to mamy w zwyczaju, bardzo często gościmy u nas różnych, różnych ludzi ze świata koszykówki.

Dzisiaj nasze studio odwiedził człowiek wielu talentów, ale na potrzeby nagrania nadamy Ci tutaj oficjalny tytuł, trener przygotowania motorycznego w koszykarskim Śląsku Wrocław, Piotr Nadolny jest ze mną.

Jak wspominasz poprzednie wizyty w budynku C8?

Bardzo miło, kolorowo, na przestrzeni 10 lat.

Właśnie to jest chyba trzecia wizyta.

Także miło wracać tym razem jakby z innej strony.

Wcześniej było bardziej artystycznie, teraz sportowo, więc zobaczmy, co tym razem właśnie udostajemy.

Ale w pewnym sensie odcień jest dość podobny, bo jakby ok, sztuka sztuką, ale zawsze to była sztuka związana z ruchem, jakby jakieś tam formy ruchowe, czy to breaking, czy to hasel, więc po prostu zostałem z ciałem, zostałem z ruchem, tylko inna funkcja, inny cel do osiągnięcia, jeśli chodzi o tą pracę z ciałem.

Już mniej z własnym, a bardziej z innymi, czyli z zawodnikami.

Bardzo często ludzie nie wiedzą jaka jest różnica, jakbyś mógł wytłumaczyć.

Może nie będę najlepszą osobą jeśli chodzi o definicję, ale mogę powiedzieć jakby czym, czym jest jakby moja perspektywa wiadomo.

Ruch powiedzielibyśmy, że powiedziałbym, że jest to forma relacji z ciałem i po prostu ekspresja ruchowa.

Mówmentowa, czyli nasze kończyny, kręgosłup, w jaki sposób będziemy je zginać, prostować, rotować.

Czyli relacja z ciałem byłoby takim najprostszym sformułowaniem.

Natomiast sport narzuca już pewnego rodzaju zasady i cel po co to robimy.

Czyli ruch może być po to, żeby właśnie mieć relację z samym sobą poprzez...

Ciało, sport, natomiast zazwyczaj wiąże się z tym, że musisz jakby dążyć do tego, żeby zwyciężyć, bo jednak jak mówimy o profesjonalnym sporcie, to jesteś rozliczany za sukcesy, a nie za próby i zachęci, wow, brawo, tylko jednak na końcu musi być ten zwycięzca, plus mamy ograniczony, w sensie mamy jakiś zbiór zasad, które determinują, co w tym danym dyscyplinie można robić, a naszym wehikułem do tego zazwyczaj jest ciało.

A powiedz mi, czy bardziej uważasz, że aspekt sztuki w tym wszystkim bardziej jest w ruchu, czy bardziej w sporcie?

O, to zależy, bo na przykład dla mnie najlepsi sportowcy to artyści, po prostu.

Jak patrzę, jak się ruszają i co robią, to oni tworzą, oni łamią schematy, wychodzą poza ramy.

Natomiast jeśli chodzi o ruch on sam w sobie,

Nie ma, bądź nie musi mieć takiego właśnie zabarwienia artystycznego, bo na przykład jeśli sobie pomyślimy o ruchu jako formie jakiejś artystycznej, to pomyślimy na przykład o tańcu.

No i taniec też będzie miał, podobnie jak sport, sport jest nastawiony na zwycięstwo, taniec będzie bardziej nastawiony na jakąś ekspresję, na poszukiwania, na czy to wyrażenie ciebie jako osobowości, emocji czy czegokolwiek.

Więc znowu pojawia się jakiś koncept, cel, gdzie chcemy to zawęzić i co chcemy powiedzieć, bo jaka jest na przykład różnica między, no nie wiem, breakingiem tańcem, breaking boing, a na przykład kung fu.

Kung fu będziemy mieli jakąś

Formy relacji z drugim człowiekiem, zagrożenie, atak, obrona, znajdywanie luk, cios, a w breakingu będzie to bezkontaktowe, ale na przykład ruchy są bardzo podobne, jest dużo inspiracji i tak dalej, więc to może to wszystko właśnie zależy od celu.

Ale u ciebie muszę zadać pytanie bardziej ogólne.

Bo kosztykówka to nie jest jedyne twoje pole zainteresowania i działania.

Może masz jakąś taką jedną osobę?

Nie wiem, jak głęboko chcemy iść, ale ogólnie, żeby był ruch, musi bbezruch.

Nie chcę teraz, żeby to były jakieś super deep story itd., ale moje życie zaczęło się od bezruchu.

W jednym zdaniu powiem, że dostałem wyrok od lekarzy, że będę osobą niepełnosprawną.

No i tam long story short, moja mama wykonała fantastyczną robotę, jeśli chodzi o rehabilitację, więc mama szacun.

I jakby z tego bezruchu okazało się, że jest nadzieja na ruch, neuroplastyczność, znaleźliśmy nowe połączenia nerwowe, ba ba ba.

To w sumie interesowało mnie wszystko, jeśli chodzi o sport i może właśnie w związku z tym, że była taka dość duża panika moich rodziców na początku, że oh my god, bo to dość duży news, nie?

To chcieli przybodźcować mnie ruchowo i zapisywali mnie na bardzo wiele rzeczy od małego.

Taekwondo, basket, piłka nożna, gdziekolwiek coś można było robić.

Dobra, młody, idź.

No i tak sobie tam eksplorowałem te różne rzeczy i okazało się, że jakby nie mam jakichś niesamowitych warunków fizycznych ogólnie i zawsze byłem tam ten taki mniejszy, ale przez to, że tyle różnych bodźców spróbowałem i tyle różnych form, to jakby stworzyła się pewnego rodzaju inteligencja ruchowa.

Bo to jest też bardzo ważny aspekt, to też możemy potem, jeśli będzie to ciekawe, jeśli chodzi o tą wczesną specjalizację i tak dalej, ale inteligencja ruchowa, tak samo jak mamy klasyczną inteligencję w naszym rozumowaniu, będzie podobnie, jeśli chodzi o tą ruchową, czyli rozwiązywanie zagadek ruchowych, odnajdywanie się, rozumienie właśnie kontrola kończyny, koordynacja ręka-oko, manipulacja innym przedmiotem, więc... Czyli to jest taka umiejętność dostosowania się do różnych działań ruchowych w różnym zakresie, w różnym aspekcie?

Plus rozwiązywanie właśnie tych zagadek, bo wiesz, na przykład są osoby, które jak dasz im, zmienisz im lekko coś, co potrafią ruchowo, albo dodasz jakiś element, albo coś zmienisz, no to zaczynają się gubić i są mocno początkującymi.

A są osoby, które zmienisz, dorzucisz, jeszcze zmienisz scenerię, scenografię, koncept i one się odnajdują.

I to bym powiedział właśnie, że to jest jedno z takich sygnałów, że ta osoba ma naprawdę wysoką inteligencję ruchową.

No i podobnie jakby w koszykówce mamy też taki scenariusz, że dynamiczny sport, bardzo szybki i ta układanka cały czas się zmienia i mówimy o IQ boiskowym.

IQ boiskowe to jest jedno, jako czytanie gry, rozumienie gry, co się wydarzy, jeśli okej, okej, tu poszła piła, tu jeszcze będzie się przesunąć, tam jest miejsce, wykorzystam to, ale tu w międzyczasie jeszcze będzie to właśnie IQ ruchowe, żeby wiedzieć jak to wykonać, że jakby rozumienie gry jedno, plus rozumienie swojego ciała, łączenie tych dwóch rzeczy i mamy...

Umiejętność przewidywania tego, co się zaraz wydarzy na boisku i umiejętność właśnie jakoś się wpasowania w to wszystko.

Wpasowania, bądź jak, co zrobić, żeby na przykład ty pomyślisz o tym rozwiązaniu i wiesz, że druga osoba będzie mogła o tym pomyśleć, więc co zrobić, żeby ona wpadła w to rozwiązanie, a tu już masz zaplanowane inne, nie?

Więc to jest, a to się wszystko dzieje w ułamku sekundy, dlatego jakby koszykówka jest fascynująca dla mnie.

Tak, ja uwielbiam to porównanie, że koszykówka jest jak jazz.

Że to wszystko po prostu płynie, wiadomo jest jakoś na już wyższym poziomie taktycznie zaawansowane i to jest jakoś mniej lub bardziej zaplanowane, bo myślę, że według mnie to odróżnia amatorski sport na przykładzie koszkówki, amatorską koszkówkę, a koszkówkę zawodową.

Tak, jeśli o to chodzi, to tak, rzeczywiście jeden z takich jakby wyróżniających konceptów, jeśli chodzi o jazz, to jest ta adaptacja, synergia, rozumienie siebie nawzajem i też łamanie pewnych schematów, więc podoba mi się, ciekawe, zapamiętam.

Powiedz mi i naszym słuchaczom wytłumacz, kim jest b-boy?

Kim jest b-boy?

B-boy, no w skrócie można powiedzieć, że to jest osoba, która tańczy breaking, czyli b-boying.

I to jest, b-boying to jest element kultury hip-hop?

I jakby breaking, to breaking, b-boying, to również popularnie zwane breakdance.

W świętej pamięci Andrzej Leper powiedział, breakdance, taniec na głowie, jakby ktoś nie wiedział, więc to jest to.

Jeśli mówimy właśnie tam o elementach, jeśli chodzi o hip-hop, no to wiemy, że tam mamy jeszcze DJ'ing, MC'ing, graffiti, mamy właśnie breaking, no i tam nazwijmy tym piętym elementem jest wiedza, nie?

To jak tak sobie wejdziemy na ten taki oldschoolowy, hip-hopowy przekminki.

No i breaking był jednym, jakby był pierwszym taką właśnie ruchową ekspresją hip-hopową, która pojawiła się w tych latach siedemdziesiątych na imprezach tam DJ'a Cool Herca.

Też skąd się wzięło break, że jako break boy, że jak bbreak w utworach muzycznych, czyli wchodziła perka i tak dalej, to to był moment, że wszyscy na imprezie wiedzieli, że robią miejsce i chłopaki wjeżdżają i robią swoje powiedzmy.

A jak ty napotkałeś b-boying?

Ja jak wpadałem na breaking... fu fu fu fu fu...

A, no może to nie jest jakaś fantastyczna historia, bo to były czasy... Ja miałem 13 lat, może 14, może mniej.

Między 12 a 15 lat coś miałem i to były tam czasy tych wszystkich początków programów telewizyjnych typu You Can Dance czy coś takiego.

I gdzieś tam zobaczyłem to You Can Dance, coś tam tańczą.

I kiedyś szedłem przypadkiem jakby do biblioteki osiedlowej, usłyszałem dobry beat w jednej sali obok, mówię co jest grane, wchodzę do tego pomieszczenia, tam gościu na rękach coś się kręci, mówię god damn, muszę to robić.

I przyszedłem, siema, co tu robisz, on mówi tańczę.

No to mówi, zbijaj.

A potem się otworzyły wszystkie ścieżki, jeśli chodzi o rozwojowe i tak dalej, ale po prostu dobry beat.

Zobaczyłem akrobacje fizyczne, które mnie zainteresowały, a ten element self-expression, tożsamości jako tancerz, b-boy i tak dalej, to przyszło z czasem, ale początki były dość proste, jeśli chodzi o motywację.

Właśnie mnie to fascynuje, ten aspekt łączenia tego, o czym już mówiliśmy, że i właśnie ta ekspresja siebie, też dobór odpowiedniej muzy do tego wszystkiego, no ale też te umiejętności atletyczne, że tak to określę.

Breaking ogólnie jest, moim zdaniem, jedną z najtrudniejszych form fizycznych.

Niezależnie od tego, jaką formę ruchową sobie weźmiemy.

Elementy akrobatyczne, które są bardzo ciężkie, kalistheniczne, gimnastyczne.

To wszystko musi mieć swój styl, musisz mieć swój charakter, więc jest bardzo wiele takich aspektów, niuansów.

Może jakby na razie nie ma tam ciągłości oficjalnej, ale być może to się zmieni.

Uważam, że w sensie są przeciwnicy i zwolennicy tego, czy breaking powinien być jako sport olimpijski, czy nie.

Jakby to jest bardzo ciężka forma, bo b-boye i b-girls muszą mieć ciało prawdziwego atlety i trening prawdziwego atlety i regenerację prawdziwego atlety, ale muszą mieć mindset artysty.

Jeśli tylko jedną, no to jesteś albo gimnastycznym ruchowcem, który ma pointy na stopach i to wygląda jakby wyszedł z sali gimnastycznej, ale nie ma tego charakteru, smaku i tego brudu.

Albo jesteś super taneczny, ale brakuje ci właśnie heavy hitter, że nie masz tych ciężkich ciosów, które będą mogły sprawić, że tą walkę, bo jakby w breakingu i boingu masz tak, że są walki, więc będzie ktoś wygrywa, ktoś przegrywa, więc tej walki na swoją stronę nie przeciągniesz, jeśli nie będziesz miał solidnych argumentów, na które ktoś nie będzie mógł odpowiedzieć.

Czyli tutaj trzeba mieć naprawdę ogromny elementarz umiejętności, nie tylko atletycznych, ale też jakąś wizję na to wszystko trzeba mieć.

Co byś powiedział tej nieaktywnej części naszego społeczeństwa?

Znaczy, co bym miał im powiedzieć?

Przede wszystkim nie chcę nikomu mówić, co ma robić.

Musisz robić 10 tysięcy kroków.

Zbyt dużo słyszeliśmy, co musimy, co musimy, co musimy.

Po co to robić?

Tak, po co to robić?

Z drugiej strony do tego samego pytania, czemu tego nie robić.

W sensie, ja wiem do czego zmierasz i oczywiście odpowiem, tylko jestem już troszkę zmęczony tą taką wszechobecną narracją z każdej strony, że ruszajmy się, ruszajmy się, ruszajmy się i ten fitness i wszędzie ten fitness, bo bardzo dużo ludzi jakby teraz postawiło znak równości pomiędzy ruch, siłownia.

Jakby 20% Polaków się rusza, a Polacy powinni iść na siłownię na przykład.

A chodzi o to, żebyśmy znaleźli formy ruchowe, które są po prostu dla nas przyjemne i żebyśmy znaleźli, odnaleźli relacje z ciałem, z samym sobą.

Bo różnego rodzaju zmysły są i ten fizyczny jest taki w pewnym sensie najbardziej namacalny.

I jeśli będziemy mieli właśnie relacje z naszym ciałem, bo obecnie rozumiem, że te 80% Polaków, którzy się nie ruszają,

Prawdopodobnie ta relacja z ciałem jest na, nazwijmy to, niewysokim poziomie.

W sensie, no bo jeśli się nie ruszam, a robię inne rzeczy, no to są innego rodzaju stymulanty i bodźce, które będą zagłuszały mi potem to, co się dzieje z moim ciałem.

A ogólnie nasza telewizja i wszystko to, jak tylko coś się dzieje, to najlepiej albo maść, albo tabletkę i tak dalej.

A relacja z ciałem to jest misja, którą będziemy mieli przez całe życie, niezależnie od tego, ile ona trwa.

Życie zaczyna się z pierwszym wdechem, kończy z ostatnim wydechem, więc fajnie byłoby zastanowić się po prostu, jak ja się czuję, jak ten mój wehikuł, jak ta część mojej osobowości, jak ona się czuje i czy mogę o nią zadbać, bo jeśli dbamy o samochód, o mieszkanie, to czemu nie dbamy o siebie?

Na przykład dla mnie też jakby

Jakby ruch i bezruch to będzie to samo, więc ostatnio z moim przyjacielem Arturem Karapetianem mieliśmy rozmowę o medytacji i tak właśnie uznaliśmy we dwójkę, że no tak, że jakby myjemy zęby, a medytacja to jest tak samo jakby mycie mózgu, w pewnym sensie, mocno spłycając, ale że to jest taki self-care i jeśli chodzi o ten ruch, to naprawdę to nie musi być nic wielkiego, bo to może być w zależności od tego, kto czego potrzebuje.

Przez jakieś formy sportowe, przez sztuki walki, to wszystko może być i nie chodzi o to, że musimy się zafiksować, że to ma być 10 tysięcy tego, 7 tego, 14 tego, tylko bardziej też z każdym dniem nasz jakby nasz rozwój polega na tym, że się rodzimy, idziemy jakby tendencja z wyszkoła, potem dochodzimy do jakiegoś takiego plateau, czyli tam powiedzmy przedział 20-35 to się normuje i potem powoli tak naprawdę zaczyna się spadać.

Odkąd się rodzimy, jesteśmy w misji umierania, więc teraz wydłużmy sobie w komforcie to nasze życie, bo nawet patrząc na świętej pamięci mojego dziadka, on miał końcówkę ograniczoną fizycznie i widziałem, że ta relacja z ciałem sprawiała mu problem.

I ja na przykład chciałbym po prostu, żeby moje ciało nie było moim przeciwnikiem.

I wolę siedzieć w nim w zgodzie i próbuję szukać sojusznika.

Więc dlatego polecam się ruszać, ale też nie nakładajmy na siebie presji.

Jakby takiej, że muszę, muszę, muszę, muszę, muszę.

Tylko bardziej właśnie, skoro myjemy zęby, to zadbajmy o te nasze stawy, umyjmy nasze stawy, kręgosłup i tak dalej, to jest coś.

Co nam będzie towarzyszyło, jak już powiedziałem od początku do końca, więc dajmy mu troszkę atencji, troszkę miłości, a zobaczycie, jak mocno wam się to wasze ciało odpłaci.

Wow, wow, to było naprawdę mądre to, co powiedziałeś.

A propos koszykówki, rozmawiałem o duszy, lubię to.

No nie byłem gotowy do końca, żeby rozmawiać o koncepcie duszy.

Jeśli miałbym powiedzieć o duszy jako nieprzygotowane uczeń, powiedziałbym, że w pewien sposób wrzuciłbym ją w jakiegoś wora szeroko pojętej energii.

Ja na przykład, jeśli chodzi o moje poglądy, to jakby kultura wschodu przede wszystkim jakby trafiła do mnie, czyli mówimy tutaj jakby taoizm, zen, tego typu nazwijmy to filozofie, podpowiadają mi też

No i... Puuu, zadałeś mi takie pytanie, bo tu możemy mówić o tej duszy i 20 minut i 5 sekund.

Jedyne co mogę powiedzieć myślę tak na teraz, żeby też słuchaczy nie pogubić, bo w momencie kiedy ja sam nie jestem konkretnie określony i nie mam konkretnej definicji, to nie chcę zbyt dużą podróż zabierać, bo możemy się pogubić wspólnie.

Ale powiedziałbym, że to jest jakby energetyczna część mnie, która jest nie fizyczna, ale która istnieje, która jest w tym obecnym, jakby w tym momencie i na tej sferze materialnej, w której jesteśmy, jest właśnie jakby jednolitą częścią tego mojego fizycznego wehikułu, w którym obecnie jestem.

Powiedziałeś pogubić się.

Czy lubisz się rzucać na głęboką wodę w życiu, czy lubisz mieć zaplanowane wszystko i jakoś tak siedzieć w tej swojej strefie komfortu?

Nie, myślę, że nie należy do superbezpieczeń, w sensie też zależy gdzie, zależy gdzie, ale jakby lubię wyzwania, lubię nowości, lubię nie wiedzieć, lubię wchodzić w sytuacje, że zobaczmy, co mi to powie, zobaczmy, jak się będę czuł, co mi to powie i czy się w tym odnajduję, bo po prostu mam też duży dystans, tak mi się wydaje.

Możliwe, że stoimy w miejscu, ale rzeczywiście ten... ale mniej się dowiemy o sobie.

Po prostu mniej się dowiemy o sobie.

I czy taka motywacja też była przy tych wyjazdach za granicę?

Bo mówię, że mieszkałeś chwilę gdzieś.

Ale to były wyjazdy, nie wiem, na studia tam jechałeś czy po prostu podróż życia?

Tak, super skrót, bo to też byśmy mogli mówić o podróżach bardzo dużo, ale mój pierwszy, pierwszy raz mieszkając za granicą naszego kraju to był Amsterdam i leciałem tam na trzy miesiące z moją byłą partnerką po prostu zobaczyć, czy... bo to było miasto, w którym już wcześniej byłem i bardzo mi się spodobało, jeśli chodzi o klimat, vibe, rowery, kanały, zielono, niska zabudowa i otwarci ludzie.

Byłem wtedy młody, więc miałem także, kurczę,

Kiedy jak nie teraz, nie mam żony, dzieci ani żadnych takich obowiązków, spróbujmy, zobaczmy.

I ogólnie byłem przekonany, że tam wpadnę na 3 miesiące, jakaś praca na pewno będzie, będą mnie chcieli, życie będzie super.

No i po dwóch miesiącach miałem na koncie 3 euro, wyrzucili mnie z mieszkania, nie mogłem zostawić tej partnerki, ona musiała zostać jeszcze dłużej, bo była na stażu.

I to się zamieniło w prawie 2 lata, bo trzeba było wnieść nowe mieszkanie i uznałem, że tam zostanę i życie było fantastyczne.

Więc to było znak zapytania, niewiadome odnajdywanie się w nowym scenariuszu.

I tam już zacząłem pracę w ruchu takim trenerskim, bo jakby idąc tam nie chciałem, nie chciałem jakby robić kroku wstecz.

Jakby w morsku pracowałem z ruchem, to nie chciałem się wyprowadzać, żeby... To co dzień Castro czy cokolwiek.

Ja byle jaką chciałem, po prostu jakby kontynuować to, co mnie interesuje, bo jeśli mnie interesuje, to znaczy, że będę chciał być lepszy, a jeśli będę chciał lepszy, to liczyłem na to, że po prostu w pewnym momencie ktoś mnie zaufa i będę mógł przeżyć to dalej i mam nadzieję zarobić.

I potem organizowałem taki duży międzynarodowy festiwal ruchowy, który zaczynał się we Wrocławiu i potem robiłem po raz pierwszy taki myk, że rozszerzyłem go na Tokio i na Tajpej.

I w momencie, jak poleciałem, żeby robić edycję w Tokio, przyszedł COVID.

Albo wracam ratunkowym samolotem do Polski, albo zostaję na nie wiadomo ile.

Więc wybór był prosty.

Zostaję na nie wiadomo ile i zobaczmy co się wydarzy.

Polecam wszystkim na covidzie być w Japonii.

To brzmi naprawdę świetnie.

Ja jeszcze chciałbym wrócić do tej Holandii, bo w ogóle okazuje się, że mamy bardzo podobne jakieś doświadczenia życiowe.

Ja przez rok studiowałem w Holandii, mieszkałem w Hadze i nie ukrywam, że mnie trochę ten kraj, może nie, że przerósł, no dobra, nie bójmy się tego, przerósł mnie to, przerosło mnie to po prostu.

Miałem, wiesz, 18 lat, trafiłem sam w zupełnie nowym świecie i trochę nie wiedziałem, jak sobie tam poukładać życie.

Jak było w twoim przypadku?

Czy to było takie, jak już tam zostałeś, to miałeś takie myśli, że o Jezu, albo chciałbym być teraz w Polsce, czy...

Jakoś tak się to ułożyło, miałeś tyle wsparcia wśród znajomych, właśnie partnerki, że to jednak było przyjemne.

Ja bardzo sobie cenię ten czas w Amsterdamie.

Teraz niedawno byłem w te wakacje, chyba w te wakacje byłem ponownie odwiedzić i czuję, że to jest takie jedno z moich miejsc, więc był to bardzo intensywny czas, zwłaszcza te pierwsze miesiące, kiedy trzeba było ogarnąć rzeczywistość i po prostu móc stanąć niezależnie na nogi, to to było

Bardzo intensywne doświadczenie, ale pokazało mi właśnie, że jak poradziłem sobie wtedy, to miałem właśnie moment, że zmieniałem to mieszkanie, musiałem zapłacić kaucji 1000 euro, na koncie miałem 7 euro, nie miałem pracy.

Tam już był, w Amsterdamie już dużo wcześniej, tam jest dużo więcej chętnych niż jest mieszkań, więc jakby płacenie kaucji, płacenie następnego miesiąca, nie masz pieniędzy, masz 7 euro.

Na treningu mi się złamał ząb.

W pewnym momencie było już tak, że mówię, jedyne co się gorzej może wydarzyć, to tylko ktoś umrze, a tak to już jest chill.

Nikt nie umarł i w ciągu dwóch tygodni znalazłem pracę, jaką chciałem i tak dalej, więc to tylko jakby była motywacja.

To mi się właśnie podobało, że im było trudniej,

Tym bardziej trzymałem się mojej rutyny i postanowień, że wstawałem o tej 6 rano, najpierw zawsze była medytacja, potem była krótka gimnastyka ruchowa, potem była lektura i miałem taką swoją godzinną rutynę rozpoczęcia dnia i nie zwątpiłem jakby i zauważyłem na przykład, że potem kilka lat później, nazwijmy, moje życie ułożyło się już tak, że jakiś tam komfort, jakby stabilny przychód, jakby bezpieczeństwo i nagle patrzę, a ja poranki mam leniwe.

Że to rzeczywiście to bezpieczeństwo i ten komfort sprawia, że ty już tak dużo od siebie nie wymagasz.

Wtedy byłeś głodny, musiałeś i robiłem dużo więcej dla siebie, to mnie pchało do przodu, a jak już coś, cudzysłów, usiągnąłeś, to nagle...

Czasem osiadam, staram się, nie wiem, w sensie też mam tak, że mam relację ze sobą taką, że jak spytałeś mnie o tej duszy i tak dalej, że bardzo dużo osób jak coś czyni na przykład w koszykach na najwyższym poziomie, powinny mieć wysokie ego.

No to ja mam tak, że w pewnym sensie patrzę na siebie jako nieistotną istotę, która jest dość nieważna w perspektywie 8 miliardów ludzi i 200 tysięcy lat gatunku i zaraz zniknę, zawinę, nie będzie mnie tutaj.

Nie będzie o mnie pamiętać i to pokazuje właśnie taką perspektywę, że to też jakby też a propos tej presji, że jest mniej presji, ale też, że te moje wielkie sukcesy to są nijakie sukcesy jakby w historii ludzkości i tak dalej, więc more fun i tyle, że dlatego porażki mogą być dość zabawne, czasem jak to się nie uda, to...

Potrafię sobie bbrawo, jakby i się śmiać, że wow, no takiego czegoś to jeszcze nie widziałem, żeby taka lipa była, nie?

Ale wyciągam wnioski i tak dalej, ale mam tak po wujkowemu sam do siebie, że no to wow, gościu, to dałeś.

Piotrku, bo... A skąd ta koszulkówka?

Koszykówka bardzo wcześnie się pojawiła w moim życiu.

I się bardzo skumaliśmy i nasze siostry się bardzo polubiły.

I w tym momencie jakby po prostu taka małoletnia przyjaźń, która trwała bardzo długo i cały czas od mieszkania do mieszkania chodziliśmy, graliśmy sobie w pokoju na osiedlu i tak dalej.

No i to był czas, kiedy tata Jarka oczywiście grał w Śląsku Wrocław, w Cepterze, więc też miałem okazję być jako dzieciak zaangażowany w te takie czasy, no, śląskowej świetności, taki przełom lat 97, tak, dokładnie.

Więc ja byłem łebkiem, który właśnie miał możliwość być tego blisko.

Przypuję, jestem u Jarka, gramy sobie tam na małym koszu na ścianie jeden na jeden, idę do kuchni się napić wody u nich, a tam, nie wiem, miglinek.

To jako dziecko to miałem, oh my god, co się dzieje, jak mam się zachować, nie, dzień dobry, hello, coś.

Więc jakby ta koszykówka była blisko i te emocje i to, jak Wrocław żył tą koszykówką, to mnie bardzo mocno naładowało.

Potem zaraz się pojawiło Hey Hey to NBA, jakiś Allen Iverson, Vince Carter i tak dalej.

No i dlatego bardzo się cieszę, że jakby od tego momentu

Mam teraz jakby przyjemność być częścią projektu, jakim jest Śląsk Wrocław i od pasjonata małolata do osoby, która ma też jakby namacalny, realny wpływ na to, jak wygląda nasza drużyna i co nam udaje się ugrać i osiągnąć.

Tak jak mówiłem wcześniej, że były te Japonie i tam mieszkałem, że byłem nazwijmy to jakimś tam człowiekiem od ruchu, byłem trenerem.

I jak wracałem do Polski, dowiedzieli się o tym moi znajomi, bracia Kulonowie.

Tak, bardzo serdecznie, bardzo teraz.

Ja byłem zawodnikiem Gwardii Wrocław, oni byli Śląska, więc tam klasycznie derby wrocławskie i tam lekka napinka na boisku.

I jak dowiedzieli się, że wracam do Wrocławia, to właśnie Norbert jest organizatorem kampu Hubcamp.

Byłem na pierwszej edycji uczestnikiem.

Bardzo serdecznie polecam.

Naprawdę Norbi robi bardzo, bardzo dobrą robotę.

Tam jest tak, że jakby co edycję Norbi sprowadza nowe osoby, więc jakby naprawdę dla młodych graczy tam jest masa dodatkowych atrakcji.

Pamiętam, że jak ja byłem, to właśnie był Radek Herzy głównym trenerem przez cały obóz i na 3 albo 4 dni dojechał jeszcze Robert Skibniewski.

I wiesz, możliwość porozmawiania z gościem, który jeszcze kilka miesięcy czy tam lat wcześniej grał na Eurobaskecie, no to jest naprawdę coś bezcennego i myślę, że też takie momenty pokazały mi, że może warto iść właśnie w kierunku dziennikarstwa sportowego, że to jest po prostu coś, co mnie kręci.

No i właśnie tak było z tymi kampami Norbiego i ja tam właśnie przyjechałem, zrobiłem, nazwijmy to tam, jakby miałem zrobić ruchowo.

Dla mnie bardzo fajna misja, bo właśnie koszykówkę jakby uważam, że rozumiem, bo też jakby od małego byłem blisko, czuję się z nią komfortowo.

Też dla mnie jakby koszykówka sama w sobie jest na maksa hip-hopowa, jakby w wydźwięku, w ruchu, w charakterze, więc jest tam też coś, co ze mną mocno rezonuje.

No i po tym, co się wydarzyło na tym Hoop Campie, właśnie dość przypadkiem pojawił się w Śląsku Wrocław, bodajże były znaki zapytania na temat trenera motorycznego do pierwszej ligi.

I gdzieś tam właśnie doszła informacja do obecnego dyrektora sportowego Aleksandra Oleńczuka.

Dzień dobry.

A kim dla Ciebie jest trener motoryczny?

Bo bardzo często ludzie, tak mi się wydaje przynajmniej, mylą motoryka z fizjoterapeutą, a to nie jest to samo.

W sensie są też osoby, które łączą te dwie funkcje.

Na przykład obecnie trener Narojczyk w Piernikach, który też te motoryk, kadry polskie śledzi o koszykówkę.

I motoryk będzie właśnie zajmował się przede wszystkim ruchem, performansem.

Nie do końca będzie dotykał zazwyczaj zawodników, co terapeuta zazwyczaj.

Motoryk jednak będzie starał się

W pewnym sensie niektórzy myślą, że to jest trener od siłowni albo trener od rozgrzewki.

Może w niektórych miejscach tak jest, ale dla mnie to jest bardzo ważna funkcja i ma duży szerszy fakt odpowiedzialności, które można wykorzystać.

Tylko właśnie kwestia teraz, czy dany motoryk będzie chciał to robić, czy nie, bo to jest zawsze kwestia dialogu i dyskusji z trenerem głównym, bo wszystkie decyzje przechodzą przez trenera głównego i on musi coś zaakceptować, bądź nie.

Jest uprawiana przez ciała, przez ludzi, którzy mają swoje ciała i teraz objętość treningowa, intensywność treningowa, uwzględnienie zmian wyjazdowych u siebie, co i jak, obciążeń, ile mamy w tym mikrocyklu spotkań, ile mamy w następnym, jakie właśnie obciążenie tutaj dołożyć i ile, kogo wyciągnąć z treningu, kogo zostawić, no więc jakby dużo decyzyjności, odpowiedzialna funkcja, zwłaszcza, że ciało jest na tyle skomplikowane, że im więcej o nim wiem, tym mniej o nim wiem.

Ok, przyjdziemy z autem na warsztat, nie działa to, trzeba wymienić uszczelkę czy inne rzeczy, nie znam się na autach, ale zazwyczaj diagnostyka jest dość prosta.

Tutaj nie jest tak łatwo, jest tak złożony mechanizm, że nawet Feldenkrais mówi, że jakieś określone emocje mogą odbijać się w konkretny sposób na tym wehikule, jakim jest ciało, więc elementów jest mnóstwo.

Na które nie mamy często wpływu, więc to jest ciągła też adaptacja i ciągła, w sensie jest, oczywiście jest plan, jest schemat, są założenia, ale będzie również istniało sporo improwizacji, którym trzeba będzie cały czas być gotowym, żeby te suwaki tam w różny sposób modyfikować, żeby po prostu w zdrowiu to mogło ruszyć, jakby działać i lecieć dalej.

Alek Leńczuk jak u nas był, to zapytaliśmy się go o to, jak wygląda scouting w Śląsku Wrocław.

Powiedziałbym, że sporo.

W sensie to jest tak, że biorę udział w scoutingu, ale to nie jest tak, że moja opinia jest tylko i wyłącznie na podstawie jakichś tam urywków z meczu.

Na temat pewnych rzeczy nie jesteś w stanie powiedzieć, bądź możesz dać znak zapytania dlaczego.

Czy na przykład dlaczego porusza się w dany sposób, bądź dlaczego unika jakichś rozwiązań ruchomych.

Ale to jest jakby, nie wiem, kwestia tego patrzysz jak oni, jak nie wiem, stawia nogi przy biegu i z tego próbujesz wyciągnąć jakieś wnioski?

Jedno to jest sposób poruszania się, czyli jakby patrząc na zawodnika możemy go ocenić pod kątem koszykarskim, plusy, minusy, mocne, słabe strony i tak samo pod jakby względem takim ruchowo-fizycznym, że możesz powiedzieć co jest jego mocną stroną, co widzisz, gdzie na przykład nazwijmy to kuleje albo coś musi poprawić i w momencie kiedy na przykład mamy kilka takich znaków zapytania albo nawet robisz research na temat tego,

Ok, pojawiła się pauza na trzy miesiące, na cztery miesiące, dwa tygodnie, więc staram się jakby złapać kontakt do motoryków bądź fizjoterapeutów z danego klubu, porozmawiać na temat tego zawodnika, co się działo, jak była robiona rehabilitacja, czy były jakieś zabiegi, nie zabiegi, jak to wyglądało, jak powrót do zdrowia.

Więc jakby jedno to jest analiza wideo i opowiadanie się o mocnych stronach i o słabych stronach, a druga to jest właśnie takie zadanie domowe, które polega właśnie na kontakcie z innymi sztabami medycznymi, ruchowymi z innych zespołów, żeby dowiedzieć się o historii urazów, kontuzji, pracy i tak dalej.

Tutaj naprawdę ogromną ilość aspektów musisz ogarniać i też myślę takich umiejętności miękkich jako motoryk musisz mieć, żeby też właśnie ta komunikacja, chęć robienia tego researchu to respect dla ciebie.

Opowiedz mi jeszcze o właśnie twojej ostatniej wizycie w Japonii, bo tam byłeś na... Gdzie byłeś i co tam robiłeś?

Byłem tylko w Tokio, tylko i aż w Tokio, więc to był krótki, sprawny, sprawny wyjazd.

Jakby były tam połączone dwie rzeczy, czyli miałem okazję zobaczyć jak po prostu funkcjonuje drużyna Sunrokers Shibuya.

Tam jest też tak, że tam mają bardzo, w sensie podobnie jak u nas w Eurocupie, mają napięty terminarz, bo mają też zazwyczaj dwa mecze w tygodniu, grają zazwyczaj środę i niedzielę.

W sensie okolice środy i okolice weekendowe, bo oni też grają tak, że weekend mają back-to-back mecze.

Czyli grasz i w sobotę i w niedzielę.

Więc ten harmonogram jest też dość napięty, więc takiego treningowego czasu aż tak wiele nie miałem, żeby zobaczyć, ale byłem tam przede wszystkim, żeby porozmawiać ze sztabem medycznym, zarówno jak pracują indywidualnie i z jakimi rzeczami, w sensie jakie systemy mają.

Plus przede wszystkim to, jak organizacja funkcjonuje, jeśli chodzi o sztab medyczny, bo też myślę, że mogę powiedzieć, że na przestrzeni tych ostatnich czterech lat, jak jestem w Śląsku i we współpracy z Mulim i Damianem zrobiliśmy, czyli dwóch naszych fizjoterapeutów,

Zrobiliśmy solidną robotę właśnie jeśli chodzi o usystematyzowanie pewnych protokołów, systemów działania i tego, żeby to działało po prostu jak najsprawniej, jak najbardziej komfortowo dla zawodnika jeśli chodzi o wszystko począwszy od wizyty do ortopedy do powrotu na boisko.

No i jakby to mnie też interesuje, więc w Japonii też jakby dużo rozmawialiśmy o tym, jak oni funkcjonują i jak kooperują właśnie na poziomach lekarzy, ortopedzi, fizjoterapeuci i motorycy.

Więc to było to.

Głównie trening koszykarski to już tak nie do końca, że tak powiem, tak ważny dla mnie, bo to jednak już aspekt bardziej trenersko-koszykarski.

Więc jakby to mnie przede wszystkim interesowało i wokół tego skupił się mój wyjazd tam.

A oprócz tego, bo miałem okazję właśnie tam być, bo zostałem zaproszony też jako ruchowiec artysta do Tokio, żeby zrobić warsztaty ruchowe i sędziować w takim właśnie wydarzeniu tanecznym.

Więc jakby połączone były dwie rzeczy na jednym wyjeździe.

A powiedz mi, czy dla Ciebie praca w Śląsku to jest przystanek do czegoś więcej, do czegoś dalej?

Czy chciałbyś np.

tak jak Muli 20 lat spędzić na Mieszczańskiej i po prostu tworzyć legendę tego klubu, zbywać kolejne medale?

To jest w pewnym sensie ciężkie pytanie, bo ja jakby całe życie robiłem rzeczy, które w pewien sposób

Jakby wchodziły na moje konto.

Czyli na przykład jako właśnie wcześniej ten artysta ruchowy, tancerz czy coś, to jakby troszkę było, okej, zrobiłem coś i na podstawie tego był feedback, czy brawo, czy nie brawo, czy wygrałeś, czy nie wygrałeś.

Jest o tyle specyficzną formą, że priorytetem jest organizacja zespół, więc jesteś częścią machiny pracującej na wysokich obrotach non stop.

Jakby nie ma godzin pracy, bo po prostu dzieją się rzeczy czasami rano, czasami wieczorem, czasami w nocy, czasami na treningu, więc musisz być, jakby twoje życie w pewien sposób schodzi na drugi plan, bo jednak chcesz, żeby przede wszystkim, żeby sukces świętowała drużyna i robisz wszystko po to, żeby to umożliwić.

Ja staram się osobiście nie wybiegać za daleko w przyszłość, bo w pewnym sensie przyszłość nie istnieje.

Wiadomo, że możemy sobie coś mniej więcej zakładać, bo nie chcę mówić, że nie będzie tej przyszłości, ale nie chcę wybiegać zbyt daleko w przyszłość.

Mamy obecny sezon, w którym naprawdę robimy konkretną robotę.

Mamy zgrany sztab szkoleniowy, mamy naprawdę fajną ekipę, jeśli chodzi o zawodników.

Jest dobra atmosfera, fajna chemia.

Mamy tam dwa mecze mniej w lidze, ale w momencie, w którym były tyle samo liczbę spotkań, jesteśmy liderem.

Mamy za sobą bardzo udany sezon w Eurocupie.

Wiele meczów było na styku, mogło być ich więcej, ale wciąż jakby po ostatnich kilka latach, jeśli chodzi o polskie drużyny, to możemy powiedzieć, że był to solidny sezon.

Pokonujemy dwa razy takie tuzy jak właśnie Istanbul, Bahçeseray, wygrywamy z Cluj, to są jakby drużyny z dużo większym budżetem niż my.

A to pokazuje jednak, że potencjał jest ogromny, więc nie skupiamy się na tym, co będzie, bądź co być może być, a bardziej jesteśmy tutaj, misja trwa, liczę do czerwca, więc jakby wszyscy na pokład i zróbmy robotę, a potem będziemy zastanawiać się o tym, co może być potem.

Czwarty sezon w Śląsku, w tym czasie dwa medale, srebrny i brązowy.

Wszedłeś, był srebro, później brąz, później super puchar.

Czy któryś z tych sukcesów, albo inaczej, czego ci nauczył każdy z tych sezonów?

Bo wspomniałem, mówiłeś wcześniej, że ten sezon nauczył cię tego, a czego nauczyłeś się wcześniej.

Albo jakaś taka, wiesz, jedna myśl, żeby już nie wchodzić tutaj, wiesz, pojedynczo.

Jeśli chodzi o rok poprzedni, to powiedziałbym, że nauczyło mnie to, że nie przejmuj się rzeczami, na które nie masz wpływu, a skupiaj się na tych, na które masz wpływ.

I chyba tutaj postawię kroki.

Ten stoń jest też w pewnym sensie trochę bliski z tym taoizmem i zen.

Oni dwa różne części świata, ale blisko siebie byli.

Nie mówię, że to czasami, ale że blisko siebie.

Zresztą jedna z osób, które powiedzmy największy wpływ na mnie jakoś tam myślało, to był Marek Aureli.

Już jakby nie mieliśmy okazji się poznać, ale chłop dobrze pisał i dobrze się go czyta.

Więc tutaj mamy to, jeśli chodzi o poprzedni sezon, jeśli chodzi o brązowy medal, sezon z trzecim miejscem.

Powiedziałbym, że jeśli wierzysz, to nikt cię nie może skreślić.

W sensie, mogą cię skreślać, ale jeśli jest wiara, to jesteś w stanie zrobić wielkie rzeczy.

I że właśnie to wszystko tyczy się a propos tego, jak bardzo w siebie wierzysz i pomimo jakiejś tam przeciwności losu, jesteśmy w stanie naprawdę zrobić rzeczy zaskakujące.

To bby ten brązowy, a srebrny...

Srebrny to był rok nowości ogólnie, to był rok nowości, więc wchłonąłem wszystko jak gąbka i bardzo mocno się uczyłem, więc lekcją było to, że bądź odważny, komunikuj się, jeśli uważasz, że masz narzędzia, żeby pomóc i uważasz, żeby to coś dało, to komunikuj o tym i najwyżej ktoś powie nie dzięki, a w moim przypadku było tak, że powiedziano okej,

b, okej, rób, okej, rób.

Ten srebrny sezon był dla mnie niesamowitą przygodą, bo to było tak, że na początku ja byłem motorykiem pierwszej ligi i w pewnym momencie odezwały się do mnie Jakub Karolak i Justin Bibbs, widząc jak pracuję, że hej, czy mógłbyś pomóc nam w procesie powrotu po kontuzji.

I ja nie chciałem się wychylać, bo jakby to nie było, więc poszedłem jakby na spotkanie wieży, powiedziałem, że pojawiła się taka sytuacja, że ja mam pomysł na chłopaków i czuję, że mogę im pomóc, że będą jakby... W dobrych rękach.

Tak, i że jakby będzie, będzie opieka i postaram się, żeby wrócili jakby w zdrowiu jak najszybciej do gry.

No i Bips wrócił po tym zerwaniu Achidlesa.

Dał jakość na boisku.

No a z Kubą Karolakiem mieliśmy, no to jest właśnie osoba, z którą jakby do dzisiaj mam bardzo bliski kontakt.

To był piękny sezon.

No i wrócił na bardzo trudny moment.

To była seria...

On nie był trochę w rytmie, bo gdzieś tam na przestrzeni chyba kwietnia dopiero wrócił do gry z zespołem i było tak, że okej, trener ma swoją tam dziesiątkę do gry, nie za bardzo jest teraz przestrzeń dla ciebie, ale zróbmy tak, jakbyśmy się przygotowywali już do następnego sezonu, żeby po prostu

On mówi, jak Karolak, jak on teraz nic specjalnie nie trenuje, bo te treningi w play-offach są nieco inne, nie ma też przestrzeni dla wszystkich, objętość jest też mniejsza, on mówi, ja mówię, no tak, no ale Carlos cały czas wykonuje pracę, on zostaje, jakby robi tam robotę, on mówi, dobra, to rzuciłbym to pół żartem, pół serio, ale że jeśli zagra i zrobi robotę, to jakby good job, ale jak będzie lipo, to jest na ciebie, jakby, że mówisz, jakby próbujesz bronić zawodnika, nic nie zrobiliście i to był mecz w hali stulecia, kiedy Carlos...

Dzień dobry, dzień dobry.

Bardzo emocjonalny, więc piękna historia w tym momencie.

Przedłużył nam serię, pojechaliśmy do Szczecina, także to był taki highlight tamtego sezonu, taka personalna.

Ale ta historia też się trochę łączy z tym, co powiedziałeś o brązowym sezonie, że dopóki wierzysz, to możesz robić naprawdę duże, duże rzeczy.

A powiedz mi, jeżeli to będzie już tak zbyt personalne, czy jesteś osobą wierzącą, czy ten jednak ta myśl wschodnia tobą przewodzi?

Więc tak, jakby w sporcie wiara w siebie jest naprawdę kluczowa.

I mnie bardzo zastanawia, gdzie się kończy wiara w siebie, a wiara w jakąś taką, nie wiem, opatrzność, jakąś taką siłę wyższą.

W sensie, no jest mi bliżej, tak jak mówiłem, do tego taoizmu i jego pochodnych.

Nie chcę mówić, że tam na górze jest jakiś pan z białą brodą i coś.

Jakby wiara jest na pewno i wierzę w rzeczy, których nie rozumiemy jeszcze, bądź nigdy nie zrozumiemy, więc to wierzę.

Nie chcę oddawać sprawczości i jakby nie chciałbym mieć swojej zależności, bo uważam, że niezależnie, jeśli się okaże, że jest jakiś byt ponad nami, który nagle uznał, że dobra, zrobię mu pod górkę, no to nie będę mówił, że okej, jeśli chciałeś zrobić mi pod górkę, to niech tak będzie i schowam głowę tylko.

Dobra, ty masz plany zrobić mi podgórkę, ja wciąż spróbuję zrobić, żeby to było przyjemne dla ludzi wokół mnie i dla siebie, więc jest wiara, ale nie chcę być po prostu zależny od jakiegoś właśnie zewnętrznego, żeby to nie było i moją wymówką, i moją jedyną nadzieją, że wierzę w tę naszą sprawczość, wierzę w rzeczy ponad nami, ale właśnie nie chciałbym być super zależny.

To nie znaczy, że jakiś jest hejt bądź diss, jakby pokojowo się zwracam tam wszędzie do góry.

Zobaczymy, co się wydarzy.

Mam nadzieję, jakby staram się być taką osobą, która tam nic wam nie miesza na górze czy tam na dole.

Staram się nie mieszać, po prostu jeśli uda się zostawić trochę dobra tutaj, to to jest obecnie misją.

Przychodzę w pokoju, ale to jest naprawdę bardzo ciekawe.

Piotrek, dobra, nie będę już cię tutaj trzymał dłużej.

Może być zarówno sportowe, slaż zawodowe, no bo ja tutaj tak to łączę w jedną w Twoim przypadku, i życiowe, chociaż tutaj wszystko może się tak naprawdę połączyć.

Podzielę sobie to na kategorie, dobra?

Dobra.

Marzenie, bo wcześniej mówiłem o tym, żeby marzenia zamieniać w cele, nie?

Więc jakby marzeniem stricte koszykarskim to jest zdobycie złota, jeśli chodzi o ligę.

Do tego, tak jak wymieniłeś, jest brąz, jest srebro, jest super puchar.

Towarzystwie plaży, żebym mógł w ciągu dnia mieć break na 20-30 minut, żebym bosą stópką sobie po piasku pochodził, bądź skoczył na jakąś deskę i popływał.

To też oczywiście jest do zrobienia jako cel i to jest na moim bucket liście.

Marzenie, które też będę próbował zamienić właśnie w cel, to jest to, żebym w pewnym momencie w życiu żył z

Opowiadania chyba, zmówienia.

I spróbuję to kiedyś w życiu zrobić.

Ale to jakieś podcasty, audiobooki, coś takiego?

Zobaczymy.

Będę wylewał moje... Chciałbym jakby pokazywać ludziom różne perspektywy na dane sytuacje i w którą stronę to pójdzie, zobaczymy.

Może w jakiejś formie komediowej, może nie, na pewno nie takiej mentorskiej, ale żebyśmy z luzem spojrzeli na rzeczywistość i może żeby pokazać niektórym ludziom, że guys, jest tyle perspektyw, żebyśmy zbyt mocno nie trzymali się tej naszej, bo nie ma prawdziwych i nieprawdziwych i fałszywych, po prostu są one różne.

Ta biel z czernią to dobre, że jakby nie ma jednego bez drugiego, więc jakby po prostu zróbmy lekki zoom out i to też pozwoli nam żyć łatwiej i jakby zmieni nasze podejście do wielu sytuacji i do wielu innych ludzi.

I jakby to zrobić z uśmiechem, to byłoby fantastycznie i to spróbujemy.

To była koszkarsko-hiphopowa audycja Crunch Time.

No i trzymajmy kciuki za Puchar Polski, bo Śląsk w momencie, kiedy tego słuchacie, wbije się o kolejne medale, kolejne trofea.

Dziękuję bardzo, to była przyjemność.