Mentionsy
"Gdyby się dało, to bym chyba go cofnął". Maciej Makselon o występie na TEDx
Wszystko zaczęło się od babci, która nie sparzyła jajek - urodzinowy deser kończy się salmonellą i pobytem w szpitalu. Żeby uciszyć małego Maćka na oddziale, dużo starszy brat podaje mu do ręki "Hobbita". Potem już poszło: "Władca Pierścieni", "Krzyżowcy", Diderot, Nabokov. Tak zaczęła się miłość do literatury i długa droga do świata opowieści - najpierw cudzych, potem własnych.
Punkt zwrotny? Wykład TEDx o feminatywach, który staje się viralem. Pół miliona odsłon, tysiące komentarzy, nagła rozpoznawalność i gorąca debata o języku. Karolina Oponowicz rozmawia z Maciejem Makselonem, redaktorem i nauczycielem kreatywnego pisania. Sam o sobie mówi - "komiwojażer słów i narracji". Ktoś, kto zwykle pozostaje w cieniu, pomagając innym tworzyć książki. Aż do 9 stycznia 2023 roku. Dziś Makselon wyznaje, że gdyby mógł, najchętniej cofnąłby czas i oddał występ w TEDx komuś innemu. A jednak - mimo zmęczenia - nadal o feminatywach opowiada. O dosłownych i metaforycznych ucieczkach z piwnicy oraz o tym, że nie zawsze warto mieć listę do odhaczania - pierwszy odcinek "Punktu zwrotnego".
Nowe odcinki zawsze w środy!
Szukaj w treści odcinka
Redaguję książki, uczę ludzi jak pisać, uczę kreatywnego pisania.
Ale najbardziej chyba siebie dalej postrzegam jako tę osobę, która zajmuje się czyimiś narracjami książkowymi.
I nagle się okazuje, po kilku miesiącach, że no może Walkiewicza nie pobiłeś, ale Janinę Bąk owszem pobiłeś, że masz pół miliona odsłon, tysiące komentarzy.
Ludzie sobie szerują, pokazują ten twój TEDx-owy filmik.
Znaczy cytując mema, powinno wyjść inaczej.
To jest TEDx, który ma najlepsze line-upy, dlatego że właśnie Kamil Kozioł, który tam dokonuje selekcji
Dlatego, że on to firmuje swoim nazwiskiem.
To po prostu sprawia, że więcej zapamiętujemy i że łatwiej przyjmujemy te informacje.
Ja czuję, że tak naprawdę nauczyłem się występować jakiś rok po tym TEDxie, to znaczy ten TEDx dał mi też możliwość występowania zdecydowanie częściej, mówienia do dużej publiczności.
Szanujesz zawsze wolę osób, których dana forma dotyczy.
Problem z feminatywami jest inny, że ludzie za te feminatywy atakują, prawda?
Bo w ten sposób też jakby pokazujesz, że to nie jest pewne, co mówisz.
List chyba był akurat przy okazji jakichś tam rzeczy związanych z językiem bardziej inkluzywnym, ale tak, ogólnie okazuje się, że ten język ludzi niezwykle grzeje.
No i okazuje się, że podjęcie suwerennej decyzji pod tytułem ja chcę napisać gościni albo moja gościni chce się tak określać, to jest narzucanie.
No ale właśnie, okazuje się, że dla tych osób agresją jest podejmowanie autonomicznych decyzji tutaj i używanie słów, które im się nie podobają.
Ale okazuje się, że jednak płaci mi za to Sorosz i ja dokonuję jakiegoś przewrotu kulturowego.
Pilnuję feminatywów, natomiast zastanawiam się nad tym, czy ty tego nie odczułeś też jako sukces?
Więc ja tego typu rzeczy rzadko przyjmuję do siebie chyba, a jak przyjmuję to na krótko, to jest miłe pod tym kątem, że czasami czujesz, że właśnie miałeś jakiś wpływ, ale trudno jest mi to odbierać jako sukces.
Okazuje się, że dążenie jest zdecydowanie bardziej satysfakcjonujące.
Grzebie dalej, grzebie dalej i po dwóch dniach się okazuje, że trafił na inną rzecz, która okazuje się, że ta hipoteza jednak była niesłuszna i zupełnie wywraca sposób myślenia.
No i to jest w ten sam sposób, że mamo, mamo, mamo, widziałaś ustawę z 51, która pokazuje to i tamto.
Jak pracujesz w fabryce parówek, to nie jesz potem parówek.
Nie czuję takiej potrzeby i nie czułem takiej potrzeby od bardzo dawna.
Co się takiego dzieje, że chłopak z Knurowa, gdzieś z okolic Gliwic, wpada na taki pomysł, żeby pójść na polonistykę na UJ-cie, dobrze mówię?
Ale byłem przez... I też na UJ?
No i gdzieś tam pod koniec studiów zacząłem łączyć sobie to, czego właśnie nie pokazuje się niestety w tym stopniu na studiach.
Jak można, wykorzystując wiedzę z zakresu teorii, literatury i poetyki, sięgać po narzędzia z gramatyki opisowej, no i uprawiać ten storytelling, czy właściwie projektowanie ludzkich emocji na poziomie mikro, w ten sposób, no i bawić się w teorię pisania od tej strony, właśnie teorię pisania przekładając na praktykę.
I pokazać mu, jak przy pomocy trzech przesunięć stworzy tutaj zbitkę spółgłoskową, która sprawi, że osoba czytająca poczuje coś innego niż przeczyta, przez co pojawi się dysonans, co z kolei doprowadzi do tego i tamtego, prawda?
On do mnie zadzwonił i zaproponował mi pracę moich marzeń wtedy, czyli właśnie redaktora inicjującego, prowadzącego.
Zresztą ta historia ładnie zatoczyła koło, bo w tym momencie redaguję książki Marcina.
Jak mówię, bo państwo pewnie nie wiedzą, ale ja też pracuję jako redaktorka książek.
Wtedy często słyszę, to jest fascynujące.
No tak, no ale też myślę, że to jest też kwestia tego, to akurat chyba podobnie u nas funkcjonuje jak na rynku anglosaskim, że redaktor nie powinien do końca mówić o tym, co w danej książce zrobił, bo to jest tak jak z wizytą u lekarza, prawda?
Potem ten scenariusz szedł do reżysera i reżyser mówił, nie, tutaj potrzebujemy skrótu, a to musimy rozbudować, prawda?
Ale tego jeszcze często pilnujemy szczegółów do samego końca.
I to tak też trochę jest z dziećmi, że właśnie wychowujesz te dzieci, dajesz im tam różne dobre rzeczy, witaminki prowadzisz do ortodonty, gdzieś tam wychowujesz, przynajmniej próbujesz.
Zawsze mnie to jakoś wzrusza i jakoś to jest budujące.
Zawsze mnie bardzo cieszy, na szczęście współpracuję z ludźmi, którzy są chyba po prostu naprawdę fajni.
Ale Maciek, tak kochasz to redagowanie, bo też jeszcze przed wejściem na antenę rozmawialiśmy o tym, że to jest taka wspaniała okoliczność, ale jednak nie redagujesz teraz tak dużo i ten cały TEDx sprawił, że no właśnie, jeździsz z tym krużgankiem, opowiadasz o feminatywach i zostałeś panem od feminatywów.
W tym momencie akurat mam rok przerwy, ale ogólnie tak, pracuję również na uczelni.
Redaguję mniej z prostej przyczyny.
W tym momencie czytam, oprócz rzeczy zawodowych, oprócz rzeczy z teorii komunikacji czy językoznawczych i dwóch książek, które redaguję, to dla przyjemności czytam sobie w tym momencie równolegle hańbę Johna Maxmela Coetzee.
Zgaduj, Zgadula, a co by się stało, gdyby nie było tego TEDxu czy też TEDexa?
No, tych negatywów jest zdecydowanie więcej i są one przytłaczające, zwłaszcza jak się jest piwniczakiem typowym, jak nie czuje się dobrze w dużych skupiskach ludzkich.
Spróbuj, spróbuj.
Nie ustosunkuję się.
Gorzej jak stopy idą w górę i nagle się okazuje, że trzeba go renegocjować.
Dziękuję ci bardzo, Macieku, za tę rozmowę.
Dziękuję i zapraszam na kolejne odcinki.
Ja dziękuję serdecznie.
Ostatnie odcinki
-
“Do zapachu śmierci można przywyknąć”. Zbigniew...
01.04.2026 17:00
-
Paulina Młynarska o rozstaniu z telewizją: "Moj...
25.03.2026 18:00
-
Adam Bodnar o wejściu do polityki: "Czułem, że ...
18.03.2026 18:00
-
Wszyscy chcieli być Magdą M. Joanna Brodzik o s...
11.03.2026 18:00
-
Paweł Sołtys (Pablopavo): "Kiedy znika trema, p...
04.03.2026 18:00
-
Eliza Kubarska o kulisach pracy z Dodą. "Polski...
25.02.2026 18:20
-
Czy doktorowi „wypada” nagrywać na TikToku? Ada...
18.02.2026 18:00
-
Lęk nie znika od czytania poradników”. Jak Marc...
11.02.2026 18:00
-
"UFO to najmniej ważne z moich odkryć". Robert ...
28.01.2026 18:00
-
Fenomen, którego nikt się nie spodziewał. Joann...
21.01.2026 18:00