Mentionsy

Profesor Matczak
Profesor Matczak
05.02.2026 22:21

Wyspa Epsteina – skąd to zło? Prawem i rozumem #42

Nowy, smutny 42. odcinek „Prawem i rozumem” - „Unde malum” / „skąd zło” to pytanie starsze niż filozofia i religia. Wraca dziś z nową siłą po ujawnieniu akt dotyczących wyspy Jeffreya Epsteina. Ujawnieniu połowicznym, bo – jak przyznali sami prokuratorzy – nie pokazano tego, co najgorsze: obrazów przemocy, pornografii dziecięcej i śmierci. A skoro tego nie pokazano, to znaczy, że działo się tam piekło. Ten film nie jest opowieścią o jednym potworze. Nie jest też historią „marginesu”, który można łatwo wykluczyć z naszej wyobraźni. Wyspa Epsteina była miejscem spotkania centrum świata: polityków prawicy i lewicy, establishmentu i antyestablishmentu, wizjonerów technologii, filantropów, intelektualistów i ludzi władzy. To tam pęka iluzja, że wystarczy mieć „właściwe poglądy”, by być po właściwej stronie. Pokazuję, dlaczego zło na wyspie Epsteina nie brało się ze słabości ani desperacji, lecz z potęgi. Z przekonania, że „wszystko wolno”, że są ludzie stojący ponad normami, prawem i wstydem. To zło aroganckie, syte, znudzone — zło świata, który nie zna już słowa „nie”. Porównuję wyspę Epsteina z Auschwitz i Gułagiem nie po to, by je zrównać, lecz by pokazać zmianę cywilizacyjnej matrycy. Jeśli tam człowiek był paliwem dla totalitarnej maszyny, to tu staje się gadżetem w rękach znudzonego nadczłowieka. Luksusowym butikiem cierpienia w świecie, który obiecał absolutną wolność bez granic, prawdy i autorytetów. W tle tego wszystkiego pojawia się jeszcze jeden kontrapunkt: Osiem Błogosławieństw — projekt cywilizacyjny oparty na samoograniczeniu, pokorze i zgodzie na stratę. Wyspa Epsteina jest jego dokładnym zaprzeczeniem. To świat ekspansji, intensywności, dopaminy i obowiązkowej ekstazy, w którym smutek i wstyd uznano za emocje do „przepracowania”, a nie sygnały moralne. To nie jest kazanie. To próba zrozumienia, jak kultura, która odrzuciła pokorę jako opresję, dostała w zamian przestrzeń, w której wielcy bawią się cudzym cierpieniem z nudów. I dlaczego regulacje prawne nie wystarczą tam, gdzie etyka została uznana za prywatną sprawę silnych. Jeśli interesuje Cię nie tylko kto, ale dlaczego — zapraszam.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 24 wyników dla "Epsteina"

Upada nam cywilizacja, co jasno widać w tych trzech milionach egzemplarzy akt Epsteina, sprawy Epsteina i jego wyspy, które niedawno zostały opublikowane.

Oczywiście od wielu lat wiedziano, że na tej wyspie Epsteina dzieją się rzeczy złe, może straszne, ale teraz dopiero widać

Państwo wiedzą, w zeszłym tygodniu opublikowano 3 miliony akt dotyczących Jeffrey Epsteina, jego wyspy, ludzi, którzy tam przyjeżdżali i rzeczy, które tam się działy.

Że on wprawdzie tylko pisał do Epsteina, pytał o najdziksze możliwe imprezy, ale tam nie był.

Na wyspie Epsteina nie o to chodziło.

Najwyraźniej było tak, że Wyspa Epsteina stała się eksterytorialna dla etyki, dlatego że ludzie, którzy tam byli uważali, że ich reguły nie obowiązują, że oni są nadzwyczajni, że to byli ludzie, którzy nigdy nie byli ćwiczeni w rezygnacji, którzy nigdy nie powiedzieli sobie nie, którym nikt już nie mógł powiedzieć nie, dlatego że byli tak wielcy, że byli tak przyzwyczajeni, że są wyjątkowi.

Ale tu, na tej wyspie Epsteina, to nie o margines chodzi, ale o centrum.

Mamy tam zamieszanych w tę całą sytuację, bo ja nie mówię o wyspie Epsteina jako o miejscu, tylko raczej jako o pewnym uniwersum.

Można powiedzieć, że Wyspa Epsteina jest nie fabryką śmierci, ale takim luksusowym butikiem śmierci.

Jeżeli Auschwitz i Gulag były końcem oświecenia, modernizmu, wydaje mi się, że Wyspa Epsteina jest końcem postmodernizmu.

Tak jak te Fabryki Śmierci były, można powiedzieć, końcem wiary w to, że istnieje jedna prawda, to Wyspa Epsteina jest końcem tego, że prawdy nie ma.

Czy to królestwo, w którym wszystko wolno, dlatego że wolność tak została zdefiniowana błędnie, nie jest właśnie wyspą Epsteina, na której skończyła się ta wiara, że wszystko wolno, bo zobaczyliśmy, do czego to prowadzi.

Znowu, patrzę na Wyspę Epsteina szerzej, jako na pewne zjawisko, na niego, jako na kogoś, kto przyciągał jakimś takim swoim szatańskim, nie wiem czym, urokiem tych ludzi.

Żaden z tych ludzi nawet się nie zbliżył, ten z Wyspy Epsteina nawet się nie zbliżył na 1% do tej postawy, czyli ci ibermęże, ci nadludzie, którzy tam byli, właściwie nie stworzyli żadnej moralności, tylko zniszczyli tę, która panowała.

Otóż prezentuję ją wam z pewną obawą, żebyście nie posądzili mnie o to, że zamieniam się w księdza, albo że zaczynam prawić kazania, ale akurat tak się zdarzyło, że w ten weekend, przed którym ujawniono akta Epsteina, kościół katolicki i katolicy analizują jeden z najważniejszych tekstów naszej kultury, mianowicie kazanie na górze.

I teraz, kiedy patrzy się na ten projekt, to myślę, że sprawa Epsteina pokazuje wyraźnie, że ten projekt został całkowicie odrzucony.

Zwłaszcza kiedy widzi się taką wyspę Epsteina, która była świątynią hałasu, huku, eksplozji można powiedzieć, ego tych ludzi, miejscem zabawy, miejscem, które ma charakter wiecznego, po pierwsze, mówienia, może krzyku także,

To, co pokazała Wyspa Epsteina, to jest samoubóstwienie.

No ale Wyspa Epsteina jest przykładem na to, że nie załatwi, bo zawsze znajdzie się jakąś wyspę, która jest poza jurysdykcją, albo prawo przyjdzie za późno, bo co z tego, że teraz się ukaże tych ludzi, skoro tego cierpienia się nie odwróci, które tam miało miejsce.

A tak było na wyspie Epsteina i tak jest w wielu, wielu miejscach naszego świata, nie tylko tam.

Ci ludzie, którzy byli na wyspie Epsteina, jak powiedziałem, na pewno nie byli ubodzy w duchu, byli raczej sobą przepełnieni w duchu do końca, tak że ich ego wychodziło nosem, uszami i ustami.

No bo przecież pedofilia kościelna jest dokładnie tym samym, co miało miejsce tam na wyspie Epsteina.

Mnie się wydaje, że tym ludziom na Wyspie Epsteina nie było wstyd.

Ta idea nad człowieka, Übermensch'a, tam na wyspie Epsteina dała znowu swój podły plon.