Mentionsy

Połączenie międzynarodowe
Połączenie międzynarodowe
25.02.2026 13:19

Trauma i opór. Kino wobec przemocy systemu w Iranie

To opowieść o traumie, zemście, przebaczeniu i moralnych rozterkach ludzi skrzywdzonych przez system - taki jest nowy film Jafara Panahiego pt. "To był zwykły przypadek", nagrodzony Złotą Palmą i nominowany w dwóch kategoriach do Oscara. W audycji rozmawiamy m.in. o współczesnym Iranie w kontekście twórczości Panahiego.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 39 wyników dla "Iran"

Dziś odwiedzimy Grecję i opowiemy o realiach życia w putinowskiej Rosji, ale naszym pierwszym kierunkiem będzie Iran.

W studiu jest ze mną iranistka, kulturoznawczyni i tłumaczka Aleksandra Szymczyk.

Rzeczywiście Jafar Panahi jest w tym momencie już postacią ikoniczną w Iranie.

Rzeczywiście jego sytuacja w Iranie nawet w tym momencie jest skomplikowana.

On wyjechał z Iranu w zeszłym roku, kiedy uzyskał pozwolenie w ogóle na podróżowanie.

I w międzyczasie został wydany pod jego nieobecność kolejny wyrok pozbawienia go wolności na rok za propagandę przeciwko Islamskiej Republice i Iranu.

On jeszcze podczas Berlinale zadeklarował, że on po ceremonii rozdania Oscarów wraca do Iranu.

Mam wrażenie w sposób dość zniuansowany odnosi się do sytuacji we współczesnym Iranie.

Ale Panahi w tym filmie pokazuje, jak niesprawiedliwość, jak krzywda działa w obie strony, to znaczy dotyka i sprawców i ofiar, powodując pewnego rodzaju pęknięcie w społeczeństwie, które bardzo trudno jest zasypać, bo nawet gdy dąży się do zemsty, okazuje się, że to nie jest rozwiązanie problemów, które w Iranie, mam wrażenie, tylko się pogłębiają.

Film Kron, który był chyba takim pierwszym filmem, który spowodował, że Jafar Panahi wszedł w konflikt z władzami Islamskiej Republiki Iranu.

Dlatego, że postanowił opowiedzieć o tym, jak dyskryminowane są kobiety i jak trudna jest sytuacja kobiet w Iranie.

I tym razem on postanowił właśnie te emocje i te rozterki, z którymi mierzą się ludzie, którym Islandzka Republika Iranu nie ułatwiła życia.

Na ile ma pani poczucie, że właśnie kino sprawia, że świat w ogóle interesuje się Iranem i nie porzuca go jako takiego odległego zakątka świata, w którym rządzi grupa szaleńców?

To jest o tyle trudne pytanie, że w ostatnim czasie, po styczniowych wydarzeniach, po tym jak władze Islamskiej Republiki wyłączyły internet, blokując Irańczykom, Irankom protestującym dostęp do informacji i wewnątrz kraju, i światu dostęp do informacji, co się dzieje w Iranie.

...żeby o Iranie mówić, bo ich głos nie dociera na zewnątrz i przez to niewątpliwie kino jest jednym z takich kanałów, dzięki którym to z czym mierzą się Iranki i Irańczycy nie jest gdzieś zamiecione międzynarodowo pod dywan.

Według mnie kino irańskie zmienia postrzeganie Iranu o tyle, że odziera to zachodnie spojrzenie z tych wszystkich nakładek i stereotypów, w które my bardzo ochoczo wchodzimy.

Gabinety psychologiczne w Iranie pękają w szwach.

Rasulow natomiast odnosi się do kwestii kary śmierci, która w Iranie wciąż jest wykonywana.

A od lat w Iranie jest bardzo silny ruch aktywistów i aktywistek sprzeciwiających się karze śmierci.

To, że Irańczycy i Iranki protestują i płacą za tą ogromną cenę, to też wiemy.

To co dzieje się teraz i ta ogromna skala represji i odcięcia społeczeństwa irańskiego od jakichkolwiek kanałów komunikacji, to jest chyba ewenement na skalę historii Islamskiej Republiki Iranu.

Sytuacja w Iranie dynamicznie się zmienia.

Taka cecha charakterystyczna tego społeczeństwa, że niekiedy nie było mnie trzy miesiące w Iranie, przyjeżdżałam i mierzyłam się ze zjawiskami, które wcześniej nie występowały.

Teraz mogę powiedzieć tyle, że o ile ta wojna dwunastodniowa, kiedy Izrael zaatakował Iran, była takim momentem, gdzie społeczeństwo bardzo się solidaryzowało, dotyczy to oczywiście też całego ruchu Zanzen de Gyozodi, czyli

Od w zasadzie wojny iracko-irańskiej przestały być istotne, a w tym momencie ja odnoszę wrażenie, że przez to, co się dzieje z obu stron, ze strony Islamskiej Republiki Iranu i ze strony polityków, którym zależy na zmianie władzy w Iranie ze Stanów Zjednoczonych, z Izraela,

Czy pani również to identyfikuje jako jeden z problemów, jako taką trudność w wyobrażeniu sobie tego, jak ta przyszłość Iranu będzie wyglądać, bo tak naprawdę nie mamy pojęcia, jak sytuacja się potoczy?

Że nie będzie ono zakładnikiem z jednej strony władz Islamskiej Republiki Iranu, z drugiej strony tych neokolonialnych narracji ze strony Zachodu.

Zależało mi na rozmowie z Panią, bo Pani wielokrotnie w Iranie przebywała.

Zna Pani bardzo wielu Irańczyków, bardzo wiele Iranek.

To wcale nie jest tak, dlatego że ja do Iranu jeździłam przez 20 lat kilka razy w roku.

Bo to co jest taką cechą wspólną Polek, Polaków, Iranek i Irańczyków jest to, że nas bardzo trudno ułożyć.

Oczywiście nie chcę porównywać w tym momencie sytuacji Polski do sytuacji Iranu, bo w ogóle nie ma czego porównywać.

Iran też od bardzo dawna jest politycznie nieprzewidywalny.

Po protestach związanych ze śmiercią Mahseżiny Amini, Iranki nie założyły chust.

Ja jeszcze podkreślę, że w Iranie nigdy nie chodziło o odrzucenie

Po tych wydarzeniach w styczniu, po protestach w styczniu, gdzie zginęło bardzo dużo osób, wciąż nie wiemy ile, mamy lokalną organizację, która działa w Iranie na rzecz praw człowieka od 20 lat.

Natomiast te narracje są różne i wracając do tych form sprzeciwu, najnowszą formą sprzeciwu w Iranie jest to, że podczas ceremonii 40 dni

Ja myślę, że samym Irańczykom i Iranom też się często to nie mieści w głowie, że można doprowadzić społeczeństwo do takiego punktu, że będzie zmuszone

Iranistka, kulturoznawczyni i tłumaczka Aleksandra Szymczyk gościła dziś w Połączeniu międzynarodowym.