Mentionsy
Dlaczego zegar z kukułką to wstyd?! Zegarmistrz, Miasteczko Galicyjskie, Nowy Sącz 2025
Dziś ładny i działający zegar z kukułką to rzecz cenna i trudna do zdobycia. Ale kto wie, że jeszcze nie tak dawno, żaden szanujący się inteligent, by takiego zegara w domu nie trzymał, bo był to po prostu wstyd! Dlaczego? Pod Nowym Sączem jest Miasteczko Galicyjskie. W nim działa zakład zegarmistrza, dokładnie taki sam jak ponad sto lat temu. Poszedłem tam na rozmowę, nie tylko o tym jak grają stare zegary. Podcast Podróże Czejarka nr 218.
Szukaj w treści odcinka
Ja tak i pewnie wielu z Państwa również.
To zapraszam na kolejną wyprawę.
Zapraszam na kolejny podcast z cyklu Podróże Czejarka.
Cały czas gorąco polecam, bo nie tylko na wakacje, nie tylko na sierpień, to dobry pomysł na taką nawet parogodzinną wyprawę.
Polecam też południe Polski, bo kto bliżej Krakowa, oczywiście można też do Muzeum Lotnictwa, ale ja zalecam pojechać do Nowego Sącza.
Tuż obok miasta, w zasadzie na przedmieściach jest coś, co nazywa się Miasteczko Galicyjskie.
Ot po prostu nieboszczka Austria i miejsce, w którym jakby czas zatrzymał się na przełomie XIX i XX wieku.
Wtedy zajrzeliśmy sobie do atelier dawnego fotografa.
To dziś i w następną środę czas na kolejne wyprawy.
Najpierw pan zegarmistrz, a potem coś, co chyba zwłaszcza kobietom przypadnie do gustu.
Bo kulisy są naprawdę zaskakujące.
Za tydzień wyprawa do fryzjera.
Kiedyś mówiono golibroda, ale potem, gdy pojawiły się panie, zrobiło się już zupełnie inaczej.
Jak sprawdzano, czy te narzędzia fryzjerskie nie są przypadkiem niebezpieczne?
I co jeszcze robiono w takim zakładzie?
Podcast Podróże Czejarka i wyprawa do Pana Zegarmistrza.
Miasteczko Galicyjskie w Nowym Sączu i Artur Filip, który o zegarach wie prawie wszystko.
Dziękuje za oglądanie!
Jesteśmy w pracowni zegarmistrza.
Dzisiaj już powoli ta profesja niestety odchodzi do przeszłości, ale kiedyś tak nie było.
Kiedyś taki fachowiec miał bardzo dużo pracy, bo praktycznie w każdym domu wisiał zegar, który wymagał naprawy, renowacji, regulacji.
Nie odchodzi, tylko zmienia się funkcja zegarmistrza, w zasadzie robi tylko jedno, wymienia baterie.
Tak, no często słyszę tutaj od zwiedzających, którzy przyjeżdżają z północy Polski, duże miasta typu Szczecin, okazuje się, że jeszcze w domach są takie zegary, ale... Ale Pan trafił, ja jestem ze Szczecina.
I okazuje się, że jeszcze wiele osób ma takie zabytkowe zegary w domach, ale w mieście nie ma zegarmistrza z doświadczeniem, który jest w stanie to zrobić.
Jeśli już są, są zazwyczaj młodsi i się poddają, twierdzą, że tego już się naprawić nie da.
No tutaj na Sądecczyźnie jeszcze zegarmistrzowie się utrzymują.
Jest tutaj w Nowym Sączu słynny pan Dobrzański, który od kilku pokoleń te zegary naprawia i do dzisiaj ma swój zakład.
Za darmo też nie będzie, nie oszukujmy się, bo pewnie trzeba dorabiać ręcznie części, bo jakżeby inaczej, no ale to się da ożywić.
Tak, pewnie koszt będzie dosyć duży, ale da się to zrobić, także tutaj jeszcze na Sądecczyźnie takie zegary można naprawić.
A tutaj w tej pracowni możemy zobaczyć zegary z przełomu XIX i XX wieku, ze zdobieniami w drewnie, w porcelanie.
Jest też słynny zegar z kukułką.
A to chodźmy tam, wie Pan co, zacznijmy od tej kukułki, bo podejrzewam, że jest parę skojarzeń zegarowych czy zegarkowych wśród naszych słuchaczy i chyba kukułka jest jednym z takich najbardziej popularnych.
To znaczy, jak myślimy o zegarach takich na ścianie wiszących, o fajnie, żeby miał kukułkę.
Czy to prawda, że w dawnych czasach posiadanie zegara z kukułką wcale nie było powodem do nobilitacji, bo w porządnym domu zegar z kukułką nie wisiał.
Zazwyczaj mogliśmy je zobaczyć w domach ubogich chłopów, a zamożni mieszczanie twierdzili, że czegoś takiego mieć nie wypada, że to jest faux pas.
I u mieszczan mogliśmy zobaczyć albo potężne zegary stojące, albo zegary wiszące szafkowe z pięknymi zdobieniami.
Głównie to była marka Junghans i Gustav Becker, a te oryginalne
Mechanizm, no to wiadomo skąd się bierze, ale jak ona ten dźwięk taki tam kukuł?
A model ma pan tutaj?
Czy to jest zegara wzięta?
To jest właśnie część zegara, taki miech i tam znajdują się dwa miechy, które pracują na zmianę i taki dźwięk wydawają.
No, czyli to jest to słynne kukułko.
Jak podciągniemy do góry, to on oczywiście ściąga na dół i ściągając jakby w dół ten ciężarek, napędza nam zegar.
Takie jedno podciągnięcie to na ile mniej więcej wystarczyło?
Nie nakręcając, podciągając.
Jeśli chodzi o kukułki, to były mechanizmy 24-godzinne, 7-dniowe, a najdłuższe...
A jeśli chodzi o takie potężne zegary stojące, z mechanizmem wagowym, to one były w stanie pracować nawet do 30 dni.
No to ja zdradzę Panu, ja mam taki jeden zegar w domu, przywieziony.
On nie jest ze Szczecina.
Działa, wystarczyło nakręcić do dzisiaj i on po jednym nakręceniu wytrzymuje mi mniej więcej 5-6 dni.
1890 rocznik, bo ma numerację i ma znaczek tej firmy na J, którą Pan wymieniał, że sama literka J tam się wkrótce.
I to jest taki klasyczny zegar, gdzie firma robiła mechanizm, a ktoś inny dorabiał do tego chyba skrzyneczkę potem.
Firma Junghans to była też… No i chodzi.
Te dawne zegary mają bardzo sprawne mechanizmy.
W czasie II wojny światowej firma Junghans produkowała też do łodzi podwodnych części, więc była to firma bardzo… Jeszcze istnieje czy już nie?
Dzisiaj już chyba pod inną nazwą, tak mi się wydaje.
Historia tej firmy też jest ciekawa, bo w pewnym momencie, w którymś pokoleniu, właściciele utracili do niej prawa, próbowali je odzyskać, firma się podzieliła, także to też jest ciekawa historia.
Ta druga, o której Pan mówił, to która firma?
To jeszcze były, tak jak mówiłem, tereny Niemiec w tamtym czasie.
No i jego marzeniem było otworzyć własną firmę.
Uczył się od najlepszych w różnych miastach.
Otworzył własną firmę i wydawało się, że nic z tego nie będzie, bo te początki były bardzo trudne, ale w pewnym momencie jego fabryka liczyła około 700 pracowników i pod koniec XIX... To dużo, jak na tamte czasy?
Jak na tamte czasy myślę, że ogromny sukces i pod koniec XIX wieku ogłosił, że wyprodukował milion egzemplarzy, także no sukces odniósł ogromny.
Czy to jest tylko moje złudzenie optyczne, wynikające z wielkości?
Czy to rzeczywiście tak jest?
Chodzi wolniej niż to tutaj.
Lewo, prawo, lewo, prawo, lewo, prawo, a jeden i drugi jest w szafce.
Zegar większy pracuje trochę wolniej, mniejszy szybciej, także niektóre wahadełka pracują bardzo szybko, a w takich zegarach stojących, wpatrując się w nie, możemy mieć wrażenie, że nas zaraz zahipnotyzuje, wyciszy, bo bardzo swobodnie to wahadło... Ale może o to chodziło właśnie?
To miało tak działać, zobacz, czas jest zupełnie innym pojęciem.
Nawet jakby tak mówić i patrzeć na to wahadło, to już od razu wszystko zwalnia.
Tak, właśnie, dzisiaj już coraz rzadziej można takie zegary zobaczyć.
No i kiedyś myślę, że to życie było wolniejsze.
Nie patrzyliśmy ciągle, tak jak dzisiaj, na telefon, na smartwatch.
Zegary były w domach, no i mogliśmy usiąść w fotelu, w cichym pokoju, wsłuchać się w to uspokajające wahadło, patrzeć się w jego prace.
No i szkoda, że te czasy przemijają.
Dzisiaj już w tym pędzie życia nie doceniamy chociażby takich dzieł sztuki, bo...
Te dwa szafkowe największe zegary w tym pomieszczeniu.
Jeden z ten majestatycznie chodzącym wahadłem, ono sobie chodzi powolutku, ale chodzi.
Drugi obok ma bardzo misternie zdobioną tarczę i na tej tarczy oprócz samych godzin i minut są także inne elementy.
Tutaj już mamy zegar dość zaawansowany, mamy dni tygodnia, a nawet fazy księżyca.
Zgadza się, no bo do dzisiaj przecież rolnicy się tymi fazami księżyca sugerują, wiedzą kiedy sadzić, kiedy zbierać, no i wtedy na wsi na przykład taki potężny zegar stojący wskazywał pełnię czy nów, no i też rolnicy się tym sugerowali, jeśli chodzi o pracę.
I jest to zegar wykonany w stylu Biedermeier, czyli to był taki mieszczański styl w krajach niemieckojęzycznych.
To był taki odpowiednik stylu wiktoriańskiego w Wielkiej Brytanii i ten zegar jest wykonany z drewna brzozowego, zwanego chechotą, czyli takiego drewna, które trawi choroba i ona mu ten charakter niepowtarzalny nadaje.
Z drewna, które trawi choroba, świadomie z takiego robimy, żeby ono wyglądało gorzej, bo to gorzej oznacza jednak lepiej i będzie miało niepowtarzalny charakter, tak?
Tak, no właśnie i widzimy tutaj taki ciekawy odcień jasny tego zegara, a chociaż na pierwszy rzut oka trudno powiedzieć, że jest to drewno brzozowe, ale jak się wpatrzymy, to rzeczywiście... Czyli to jest chora brzoza.
Czemu one się nazywają cebulą?
Z racji kształtu swojego, że taki na cebulkę, czy z racji tego, że jakby warstwy ma różne?
Jeśli chodzi o genezę tego słowa, to trudno mi powiedzieć, dlaczego akurat tak, ale mamy tutaj kilka takich ciekawych modeli.
Jeden, który moją wagę przyciąga, ten największy.
Trudno spotykany, bardzo duży, średnica samego szkiełka to jest około 60 mm i w II Rzeczypospolitej takie zegarki były nagrodą w konkursach strzeleckich.
Czyli to jak dobrze strzelałem, tak?
No i mamy tutaj... Ile kosztował wtedy?
Tak orientacyjnie, nie mówię o tym konkretnym modelu, tylko w ogóle o takim porządnym zegarku.
Bo na bardzo wielu są dedykacje, na bardzo wielu są grawery eleganckie zrobione, że ktoś komuś dziękuję, wyrazy szacunku, uszanowania za lata pracy, więc to chyba musiało wtedy
Jak to kosztować?
Jeśli chodzi o czasy Galicji, czyli przełom XIX-XX wieku, ten okres, który my tutaj pokazujemy, to one były dosyć tanie.
A, to ja myślałem, że to jakaś ekstra droga, super rzecz.
A która wersja lepsza?
No kluczyk można było zgubić, a koronka zawsze przy tym zegarku była, więc to było pewnie praktyczniejsze.
Co pan ma tu po drugiej stronie, bo tu widzę różne dziwne narzędzia, ale najbardziej mnie zaintrygowało to coś w ogóle, bo to przy wejściu jest takie... Co to jest?
No właśnie, zazwyczaj zwiedzający pytają, czy tutaj na Ladzie znajduje się głośnik, a to jest kasa.
To jest kasa?!
Nie no, ale nie ma cyferek, nie ma żadnej klawiatury, że tutaj wrzucam jakieś, naciskam jak na zaklętych rewirach, że tam co na kasie Wilhelmiego oszukują, to tam przecież jest kasierka, jest taka klasyczna kasa sklepowa, tylko z tamtych czasów.
Zegarmistrz, Miasteczko Galicyjskie, Nowy Sącz, Miasteczko Galicyjskie.
No i już ręcznie trzeba było posegregować, a resztę wydawano na chropowatej powierzchni.
No i można zobaczyć, że jest ona rzeczywiście wygodniejsza niż dzisiaj.
A to coś tutaj takie metalowe?
Do banknotów i widzimy, że ta powierzchnia jest jednak dużo wygodniejsza, jeśli chodzi o resztę, no bo dzisiaj w sklepach wszystkie są gładkie, a jak tutaj zobaczymy, kiedyś jednak było lepsze rozmiarowanie.
Dzisiaj w sklepach to blikiem, nie pan Zato?
Dobra, co tu ma pan zegarmistrzowskiego fajnego?
To jest maszyna do szycia, która do potrzeb zegarmistrza została przystosowana jako tokarka.
Więc tak ją sobie zegarmistrz dostosował, żeby jakieś tam małe części wytoczyć sobie.
Wziął maszynę do szycia, być może swojej małżonki, albo zakupił.
Taką, co to się na stoliku ją trzyma, a pod spodem jest taki pedał i ten pedał się ugniata i wtedy ona się kręci.
Zabrał maszynę, przekładnię, tokareczka i mógł dorabiać jakieś elementy.
Tak, i mógł sobie pracować we własnym tempie na spokojnie, jakieś tam części wytoczyć.
Co tu jest jeszcze fajnego, ważnego do zobaczenia czy do opowiedzenia?
U samej góry jest tak zwany Napoleon.
Nazwa wzięła się od wyglądu czapki napoleońskiej, którą przypomina.
Jest też ciekawy zegar, tak zwany roczniak.
Który jest tym roczniakiem?
Ten w takiej szklanej kopułce zamkniętym.
Szklanej kopule, akurat nie mamy wahadła, to było tak zwane wahadło zwrotne, przypominało karuzelę, kręciło się w obie strony i to był chyba najdłużej pracujący mechanizm, jaki był wtedy znany.
Zaraz, czy ta szklana kopułka jest po to, żeby go zabezpieczyć w maksymalny sposób przed wpływami z zewnątrz, a zarazem umożliwić zerkanie do środka?
Czyli otworek mamy na dole i ta cała szklana część jakby przykrywa jak kapturek mechanizm zegarowy, który jest wewnątrz.
W tym roczniaku mogliśmy to wahadło przez tą przeźroczystą kopułę podziwiać, bo to też było bardzo przyjemne patrzeć na takie wahadło przypominające karuzelę, które obraca się w jedną, w drugą stronę.
Jeszcze któryś się odezwie?
Raz, że się wydało, o której godzinie... Który?
Te stojące.
Czyli ten powinien jeszcze się odezwać.
Tak, to chodźmy do niego i poczekajmy już.
Niech ta druga tu wybije.
Tak, on też zaraz zasygnalizuje.
Jak on się nazywa, jak Pan mówi?
To jest Pani Becker.
No bo mamy tutaj zegar tak zwany Pan Becker, a tutaj kształtem bardziej smukły... A czyli firma robiła...
To kształt decydował o tym, czy zegar jest męski czy żeński, tak?
Tym bardziej kanciasty to pan, a tym bardziej zaokrąglony to... Dokładnie, dokładnie.
A to już rozumiem.
Dobra, wracając, czyli Napoleon... Jeszcze ktoś się odezwał?
Nie, już koniec.
Spojrzałem obok tego roczniaka, były takie zegary, może banalne, ale one mają fajne zdobienia.
Tu jakieś schronisko pachnie Schwarzwaldem, tu jakiś zamek pachnie jakimś przełomem Renu czy coś takiego, pachnie generalnie południowymi Niemcami.
To są też bardzo rzadko spotykane zegary, które oprócz tarczy mają też piękne pejzaże, krajobrazy.
Bardzo rzadko dzisiaj już spotykane, no i co za tym idzie bardzo cenne.
No i kiedyś taki potężny budzik jak zadzwonił, no to cała rodzina była postawiona na nogi, no bo to był budzik mechaniczny.
Co takiego magicznego jest w tych zegarach?
Zastanawiam się już tak na koniec, że one tak przyciągają w dobie smartfonów, w dobie elektroniki, w dobie mierzenia czasu, w zasadzie inaczej.
Teraz tak naprawdę nie nastawiamy smartfonów, bo one się same regulują.
Nie nastawiamy zegarków, bo nawet jak jest zmiana czasu, to one się i tak same przestawią.
To tylko te stare jeszcze gdzieś tam, o, przestaw.
No i tak jak wspominałem, myślę, że one przypominają te czasy, kiedy to życie było spokojniejsze, nie było takiego pędu.
Myślę, że ludzie żyli wtedy zgodnie z naturą, bardziej jednak się skupiali na tych porach roku.
Nie żyli w takim pędzie i te zegary, tak jak mówiłem, można było sobie usiąść, posłuchać tego bicia, tego tykania i miało się wrażenie wtedy, że ten czas, do dzisiaj zresztą, kto ma taki zegar, patrząc na niego pewnie sądzi, że ten czas płynął wtedy wolniej.
Ja patrzę na mój zegar ten przywieziony z zawody.
Ja sobie próbuję wyobrazić ludzi, którzy patrzyli na ten zegar, bo nagle sobie uświadamiam, że ileś pokoleń w jakichś sytuacjach kompletnie mi nieznanych, nie wiem przecież dokładnie jakie były jego losy, na ten zegar patrzyło.
Ja dziś na niego patrzę, ktoś patrzył 50 lat temu w czasie wojny, jednej wojny, drugiej wojny, gdzieś ktoś ten zegar zabrał, ktoś go kupił, ktoś go sprzedał.
Ktoś go poprawił, ktoś naprawił szafeczkę w jednym miejscu uderzoną przez kogoś przy przenoszeniu ze stłuczonym narożnikiem, ktoś coś tam przemalował, domalował, zabejcował na nowo.
Przecież bardzo często to były rodzinne pamiątki, tak jak pan powiedział, przekazywane z pokolenia na pokolenie.
Więc może, jeśli nawet były to modele tańsze i nie miały wartości pieniężnej, to miały dużą wartość sentymentalną.
Jeszcze na koniec chciałem Pana zapytać o inną rzecz.
Czy jest jakiś zegar, który Pana, zawodowca, który o tych zegarach opowiada, zaskoczył?
Czy czasami zdarzają się jakieś rzeczy, które już się wydaje, że generalnie się wie?
A może tam czasami coś jest ukryte w środku?
Może się otwiera taki zegar i nagle coś się znajduje?
Może jakieś przesłanie z dawnych czasów, liścik, karteczka?
Jeśli chodzi o mój ulubiony, to ja lubię ten wiszący Junghans.
Niektóre zegary mają bardzo potężne bicia.
Tutaj ten na środku.
Tylko on nie chodzi akurat, a mój chodzi.
To bicie jest bardzo przyjemne dla ucha i właściwie on ma najprzyjemniejszy dźwięk, jaki w życiu słyszałem, jeśli chodzi o zegar.
Bo niektóre potężne zegary, tak jak tutaj mamy te stojące, przypominają wręcz dzwony kościelne.
Można by powiedzieć, ten dźwięk jest taki wręcz ordynarny, mocny, a ten Junkas ma niezwykle przyjemny dźwięk dla ucha.
Trzeba tutaj przyjść, żeby tego zegara posłuchać.
Podcast Podróże Czejarka i Artur Filip.
Zegarmistrz w Miasteczku Galicyjskim.
Za tydzień wyprawa do fryzjera.
Wersje wideo pod adresem bit.ly//podróżeczejarka bit.ly//podróżeczejarka pisane razem podróże i czejarka z dużej litery.
Adres roman.czejarekmałpa.polskieradio.pl roman.czejarekmałpa.polskieradio.pl W tym adresie elektronicznym wszędzie małe litery.
Podcast Podróże Czejarka zawsze w środy, non-stop, także przez wakacje, a później przez cały rok.
A od września wracamy z drugim podcastem, czyli ze Sprawdzam, bo Sprawdzam w sierpniu ma taką wakacyjną małą przerwę.
W Sprawdzam rozmawiamy o tych wszystkich najbardziej drażliwych tematach, o tych gorących sprawach i weryfikuję, co jest prawdą, a co fałszem.
Ten drugi podcast ma dwie wersje.
Powiecie o tym znajomym?
Zalajkujecie?
Skomentujecie?
Więcej naszych podcastów znajdziesz na polskieradio.pl i we wszystkich innych miejscach, gdzie słuchasz podcastów.
Ostatnie odcinki
-
Jak pomóc polskim bocianom? Dom Bociana w Krzes...
22.04.2026 05:00
-
Sekrety życia bociana czyli dlaczego jaja skład...
15.04.2026 05:00
-
Raj w miniaturze. Ale zastanów się nim powiesz ...
08.04.2026 07:00
-
Odcinek specjalny. Planica, Słowenia. Pożegnani...
01.04.2026 07:00
-
Schron z Zimnej Wojny czyli atomowy powiew PRL-...
25.03.2026 07:00
-
Szklany Dom czyli zaskakujące sekrety Stefana Ż...
18.03.2026 07:00
-
Sroka Kasia i kot na kolanach. Cegła za Marmur....
11.03.2026 07:00
-
Dziesięć w skali Beauforta. Kulisy pracy ratown...
04.03.2026 07:00
-
Punkt Zero. I w czasie i w przestrzeni. Tu zacz...
25.02.2026 07:00
-
Dziecko uwiązane do słupka w kuchni czyli Skans...
18.02.2026 07:00