Mentionsy

Podróż bez Paszportu
Podróż bez Paszportu
03.08.2025 08:30

Wojna na Pacyfiku. Rabaul 1943. Ostatnia misja gen. Walkera

Niezwykła odwaga, kontrowersyjna decyzja, niewyjaśniona śmierć – historia generała Walkera to jedno z najbardziej intrygujących epizodów wojny na Pacyfiku. Gościem audycji był dr Łukasz Stach, Centrum Studiów Międzynarodowych i Rozwoju Uniwersytetu Jagiellońskiego.


Zapoznaj się z warunkami oprocentowania wolnych środków w OANDA TMS Brokers: https://go.tms.pl/bezpaszportuUM

Inwestuj w fundusze ETF z OANDA TMS Brokers: https://go.tms.pl/bezpaszportuETF


Książka Wydawnictwa Prześwity:

https://mtbiznes.pl/przeswity/wydawnictwo-przeswity/historia/szpiedzy-w-pearl-harbor

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 190 wyników dla "Ki"

Dzień dobry Państwu, dzień dobry wszystkim słuchaczom.

Doktor Łukasz Stach z Centrum Studiów Międzynarodowych i Rozwoju Uniwersytetu Jagiellońskiego dzisiaj przygotował dla Państwa materiał.

Serdecznie witam wszystkich słuchaczy.

Pojawił się też wątek japoński, jeżeli chodzi o czołgi.

Ja przygotuję może w komentarzu, no właśnie, jakoś taki skrót.

Walkera, może chyba źle powiedziałem, był generałem armii Stanów Zjednoczonych i jednym z też twórców nowoczesnego szkolenia wojskowego, pewną doradcą prezydenta, człowiekiem, który też uważał, że Ameryka toczy wojnę, czasami również z własnymi obywatelami.

Łukaszu, kim jest ten człowiek, którego też widzimy na grafice?

Generał Kenneth Walker jest to postać w Polsce stosunkowo mało znana, natomiast on w okresie międzywojennym odegrał dużą rolę, jeżeli chodzi o formowanie amerykańskiej myśli związanej z przede wszystkim wykorzystaniem lotnictwa bombowego.

Był członkiem tak zwanej określana nieco ironicznej mafii bombowej, czyli grupy amerykańskich wojskowych związanych właśnie z lotnictwem bombowym, którzy uważali, że należy działać w sposób ofensywny i za pomocą ciężkich bombowców, czteroświnikowych ciężkich bombowców, atakować miasta, ośrodki przemysłowe, przeciwnika, tak aby w ten sposób zmusić go do...

Była to w latach 30 XX wieku bardzo modna teoria związana z myślą włoskiego, tym razem generała, generała Dueta i w Stanach Zjednoczonych znalazła ona właśnie wielu zwolenników.

Kenneth Walker, ale także inni członkowie mafii bombowej odłożyli fundamenty pod rozwój amerykańskiego lotnictwa strategicznego.

Stany Zjednoczone były w tej dobrej sytuacji, że dzięki podświadaniu potężnego przemysłu lotniczego mogły wprowadzić do służby tysiące ciężkich bombowców, które w II wojnie światowej w roku 1944 de facto złamały niemiecki przemysł paliwowy i przyspieszyły upadek III Rzeszy.

A w 1945 spaliły miasta japońskie i przyspieszyły kapitulację Japonii, czego ukoronowaniem były ataki atomowe na Hiroshima i na Nagasaki.

Oczywiście w latach 30. większość prac ze względu na co na amerykański izolacjonizm miała charakter teoretyczny.

takich konstrukcji, które stały się zresztą legendą II wojny światowej, jak B-17 latająca forteca, B-24 Liberator, czy B-29 Superforteca.

Uważał, że nie należy do tej najbardziej elitarnej kliki, czyli do grupy absolwentów West Point i ludzi, którzy walczyli nad Francją w 1918.

Jego wkład w rozwój amerykańskiego lotnictwa wojskowego był dosyć duży, natomiast był takim...

Bardzo często jest ten etap Nowej Gwinei pomijany, bo pełnił funkcję oficera sztabowego w armii armejkańskiej na Pacyfiku właśnie w Nowej Gwinei.

Został dowódcą lotnictwa bombowego 5 Armii Powietrznej, czyli jednostki, która miała prowadzić walki z Japończykami nad obszarem właśnie południowo-zachodniego Pacyfiku.

Pomimo zwycięstw pod Midway i zastopowania japońskiej ofensywy w bitwie na Morzu Koralowym, Japończycy ciągle prowadzili działania ofensywne, próbując zdobyć kluczową bazę amerykańską w Port Moresby za pomocą ataku od strony lądu.

Lotnictwo amerykańskie z jednej strony było w stanie odbierać naloty japońskie, ale z drugiej strony lotnictwo bombowe nie było w stanie zniszczyć japońskiej żaglugi.

Jeżeli ktoś miał silne lotnictwo transportowe, to jednak drogą powietrzną, ale przede wszystkim zostawała droga morska.

A tymczasem amerykańskie bombowce armijne miały duże problemy ze zwalczaniem japońskich jednostek pływających, przede wszystkim transportowców i niszczycieli.

Począwszy od Filipiny, od kampanii na Filipinach, poprzez kampanię w holenderskich Indiach Wschodnich, walki nad Nową Gwineą,

obfitowały raczej w porażki niż sukcesy.

Straty były dosyć wysokie, a morale było niskie.

Musimy także pamiętać, że generał Walker, kiedy trafił na Nową Gwinę, został, jak sam to określił, bałagan.

To znaczy część lotników morale było niskie, lotnicy borykali się z czymś, z kiepskim zapleczem logistycznym.

Choroby tropikalne, na to nakładała się niby takie drobiazgi, ale jednak mające wpływ na funkcjonowanie lotnictwa, jak monotonna dieta, problemy z jasnym przywódcem, czyli kwestie dowodzenia i ten bałagan należało uporządkować, aby uczynić z lotnictwa bombowego efektywną siłę bojową.

poprawić warunki bytowe załóg, tak aby po prostu lotnicy funkcjonowali w lepszym otoczeniu, usprawnić logistykę poprzez budowę dodatkowych lotnic, poprawę funkcjonowania logistycznego, przysłania nowych jednostek.

No bo cóż, my pamiętamy, mamy obraz amerykańskiego lotnictwa bombowego ukształtowany m.in.

przez seriale takie jak Władce przez tworzy, że tutaj setki bombowców atakują Niemcy.

i zrzucają tysiące ton bomb na niemieckie miasta.

Amerykanie w Australii w rejonie Nowej Gwinei to mieli raptem 40 kilka ciężkich bombowców, 40 kilka czterosilnikowych bombowców, z czego nie wszystkie były w gotowości operacyjnej, czyli te siły były niewielkie.

Plus oczywiście do tego dochodziły lekkie i średnie bombowce, ale jak już wspomniałem, generał Walker był wielkim zwolennikiem ciężkich bombowców i to na ich działaniach skupił swoją uwagę przede wszystkim.

I tutaj z jednej strony generał Walker faktycznie z dużą energią zabrał się do reorganizacji, do usprawnienia działań lotnictwa bombowego, ale z drugiej strony przeoczył jeden fakt dosyć istotny, że taktyka walki powinna być jednak dostosowana do czego?

Tutaj musimy pamiętać o tym, że generał Walker był wielkim zwolennikiem, już powiedziałem to, bombardowań strategicznych, a tyle tylko, że celów strategicznych w regionie po prostu nie było.

zgrupowania wojsk, szlaki żeglugowe, lotniska, magazyny, zaplecze logistyczne.

Czyli tutaj bombowce musiały być wykorzystywane w sposób niestrategiczny, ale w sposób taktyczny, niszcząc bezpośrednio przeciwnika, a nie atakując fabryki czy infrastrukturę.

Tymczasem praktyka pokazała, że chociażby w zwalczaniu żeglugi przeciwnika dużo lepiej sprawdzają się ataki z niskiej wysokości.

Czasami z wysokości masztów, gdzie amerykańskie samoloty nadlatywały, zrzucały bomby z bardzo niewielkiego pułapu po to, aby trafić w japońskie przede wszystkim transportowce, niszczyciele

I tutaj doszło do pewnego sporu, natomiast nikt nie odmywał generałowi Walkerowi, że po prostu stara się jak najbardziej usprawnić działanie amerykańskiego lotnictwa, a sytuacja w...

Oczywiście gdzieś tam pojawiały się cały czas te zagrożenie australijskie.

Więc cóż, był odpowiedzialny za koordynację, składę zaopatrzenia, lotniska, bazy morskie, głównie to był chyba rejon Rabul, zgadza się?

On był generalnie odpowiedzialny za całość sił bombowych w rejonie właśnie działania 5 Armii Lotniczej, czyli mówimy tutaj o siłach zgrupowanych przede wszystkim na części Nowej Gwiny i kontrolowanej przez Amerykanów.

To były główne rejony operowania w tym okresie amerykańskiego lotnictwa bombowego.

Pojawiał się problem przemęczenia, stresu bojowego, zwłaszcza, że te loty były obarczone dużym ryzykiem.

Jeżeli wodował na morzu, mógł zostać pożarty przez rekiny lub po prostu utonąć lub umrzeć od...

A jeżeli dostał się w ręce Japonii, no to Japończyków, no to jego los też był dosyć trudny, bo Japończycy, no delikatnie rzecz ujmując, nie przestrzegali konwencji genewskiej.

Bardzo częstym, czy częstym zjawiskiem było to bicie czy torturowanie wziętych do niewoli lotników.

To też miało wpływ na morale alianckich załóg.

Zdawano sobie sprawę, że warunki, w których oni operują są niezwykle ciężkie i generał Walker starał się bardzo dużo zrobić na celu poprawy warunków bytowych i morale załóg.

głównodowodzącymi zarówno australijskimi, to jest zdjęcie w lewym dolnym rogu, jak też po prawej generał Kenny, dowódca 5 Armii Lotniczej, tutaj dowódcy amerykański oraz widzimy także generała amerykańskiego, generała Okera stojącego przez uwaga jego kwaterą główną, czyli przed namiotem.

To pokazuje jakie warunki bytowania były na Nowej Gwinei, że oto generał dowódca sił bombowych operuje nie w wygodnym

hotelu, jak to bywało w Europie, tylko po prostu siedzi pod prezentowym namiotem, łącznie z papierami, które tam wszystkimi ma.

Tutaj jeszcze jest jedno zdjęcie pokazujące właśnie amerykańskich lotników, łącznie z generałem Kenneyem, który jest tutaj, stoi troszeczkę na prawo od centrum, ma okulary przeciwsłoneczne i proszę zauważyć, to jest ich kwatera, czyli jakaś chata pokryta...

I takie były warunki batowania.

On operował, właśnie funkcjonował w takich warunkach i okazał się także dowódcą nie zza biurka.

To znaczy generał był niezwykle zainteresowany lotami bombowymi i od momentu, kiedy objął dowodzenie siłami bombowymi, zaczął brać w nich udział.

Kilka razy wynika to zarówno z pamiętników generała, jak też relacji z załóg.

Maszyna, w której latał generał, znalazła się pod ostrzałem i takich misji generał wykonał całkiem sporo.

To znaczy lotnicy widzieli, że ich dowódca jest razem z nami i co ciekawe, nie unika misji obarczonych wysykiem ryzykiem.

Bo czasami były takie sytuacje, że dowódcy brali udział w misji, które Amerykanie czy Brytyjczycy określali mianem takiego milk rant.

A i z tego też tytułu, kiedy tylko informacje o...

No a jednak dowódca amerykańskiego lotnictwa bombowego, czy dowódca amerykańskiego dowództwa lotnictwa bombowego 5 Armii Lotniczej,

No jednak miał pewną wiedzę, miał bardzo dużą wiedzę, jeżeli chodzi o działanie amerykańskiego lotnictwa na obszarze, jego słabościach, siłach, lokalizacji.

Japończycy nie przepuściliby takiej okazji, aby, że tak powiem, pogłębić swoją wiedzę względem tego.

Na to, jak już wspomniałem wcześniej, nałożył się pewien konflikt personalny, to znaczy generał Kenney starał się zastosować taktykę działań do istniejących warunków, czyli preferował chociażby ataki z niskiej wysokości, ataki o charakterze bardziej szturmowym, mającą na celu wyeliminowanie...

chociażby japońskiej żaglugi czy japońskiego lotnictwa.

Tymczasem jednak generał Walker ciągle wykazywał przywiązanie do tej doktryny bombardowania za dnia ze średnich i dużych wysokości, aby chociażby atakować cele japońskie.

której zwolennikiem był generał Kenne i była bardziej skuteczna, jeżeli chodzi zwłaszcza o zwalczanie japońskiej żeglugi.

Natomiast generał Walker, cóż, bez wątpienia był człowiekiem pracowitym, ale z drugiej strony był też człowiekiem upartym, który jednak lubił postawić na swoje i ten konflikt personalny narastał.

Ten konflikt dotyczył sposobu prowadzenia walki.

Tutaj, jak już powiedziałem, generał Walker upierał się jednak za nalotami za dnia, ze średniej i dużej wysokości, czyli nalotami precyzyjnymi na poszczególne cele, takie jak chociażby lotnisko, czy statki, czy okręty.

Ale z drugiej strony generał Walker, generał Kenney uważał, że należy atakować z niższego pułapu, wykorzystywać ataki o charakterze szturmowym.

Bo generał Kenney uważał, że należy nastawić zapalnik bez zwłoki, po to, aby bomba od razu eksplodowała po trafieniu w cel, a tymczasem generał Walker uważał, że zapalniki powinny mieć pewną zwłokę.

Ten spór narastał, ale przede wszystkim osią niezgody było to, że generał Walker, czyli bohater dzisiejszej prezentacji, dalej wykonywał misje bojowe, pomimo że generał Kenny, jego jednak, nie oszukujmy się, przełożony,

I kiedy informacje o tym, że generał Walker dalej wykonuje misje bojowe na pokładach bombowców B-17 dotarły do jego przełożonego, zaczął rozważać jaką opcję.

I pod koniec grudnia, tutaj już docieramy do punktu zwrotnego, wywiad aliantów doniósł, że w japońskiej bazie Rabaul, to była główna baza Japończyków w regionie, następuje bardzo duża koncentracja statków i okrętów i oznaczało to jedno, że Japończycy będą próbowali wzmocnić swoje garnizony w regionie...

Uznano, że japoński konwój wypłynie z portu w Rabaul 5 stycznia.

Zbombardowania statków, które znajdują się jeszcze w porcie, tak aby zadać im największe straty, kiedy nie będą już na pełnym morzu i będą mogły, nie wiem, manewrować, tylko kiedy będą w porcie.

I doszło tutaj do sporu jakiego?

Generał Walker, czyli dowódca lotnictwa bombowego, podkreślał, że należy wykonać silny atak za dnia, wysłać jedną dużą formację ciężkich bombowców, które ze względu na swój duży zasięg jako jedyne mogły dolecieć na drabał, zrzucić ładunek i wrócić.

Natomiast generał Kenny, czyli jego przełożony oraz wielu alianckich lotników uważało, że ten pomysł jest ryzykowny.

Stacjonowały tam liczne japońskie myśliwce.

I z tego też tytułu uważano, że lepiej będzie dokonać zaskakującego ataku o świcie, ale to oznaczało, że samoloty będą musiały wystartować w nocy, nie zdołają utworzyć jednej dużej formacji, czyli będą nadlatywać stosunkowo niewielkimi siłami wtedy, kiedy będzie schodziło słońce, co generalnie pozwalało, czy zakładano, że pozwoli zaskoczyć Japończyków.

Generał Kenny był zwolennikiem ataku właśnie nad ranem, dokonanego przez strumień bombowców, natomiast generał Walker uważał, że to musi być silny atak w środku dnia.

Musimy pamiętać, że w tym okresie w Rabaul stacjonowały liczne japońskie myśliwce.

takie jak widoczne chociażby tutaj po lewej Mitsubishi Zero.

Widać na morzu te pełne kropki.

To są japońskie statki.

Łącznie zakładano, że około 24 ciężkich bombowców nadleci nad Rabaul, zrzuci ładunek i wróci.

A dzięki temu, że tak duża jak na tamtejsze warunki formacja bombowców ruszy nad cele japońskie, będzie miała większe szanse obrony.

To znaczy pojawiły się jakie problemy.

Czyli zraźnie tak nawet do 3400 kilometrów, tak?

Te samoloty dysponowały, po pierwsze, co było niezwykle ważne nad Pacyfikiem, bardzo dużym zasięgiem, czyli mogły atakować cele oddalone od własnych baz.

I to powodowało, że japońskie samoloty, takie jak widoczne chociażby Mitsubishi Zero czy T-43, które wtedy stacjonowały

Ponieważ te japońskie samoloty były niezwykle zwrotne,

Natomiast zwrotność do walki z ciężkimi bombowcami nie jest potrzebna.

Do walki z ciężkimi bombowcami to jest potrzebny samolot, który jest silnie opancerzony i dysponuje silnym uzbrojeniem, będzie w stanie wytrzymać ostrzał obronny bombowców i będzie w stanie skutecznie porazić je ogniem.

A tymczasem japońskie samoloty ani nie dysponowały silnym uzbrojeniem, ani nie dysponowały opancerzeniem.

Na przykład japoński samolot Zero, chyba najbardziej znany japoński samolot, o którym zresztą można wiele powiedzieć.

stosunkowo małą prędkością wylotową pocisku oraz niewielkim zapasem amunicji.

A podlecenie blisko latającej fortecy, czyli Bellatora, była trudne, bo jego obrońcy czy jego strzelcy pokładowi mogły taki samolot strącić.

To samo dotyczyło samolotów armii, takich jak chociażby Ki-41.

I generalnie od początku wojny na Pacyfiku japońscy piloci, japońskie lotnictwo miały bardzo duże problemy ze zwalczaniem amerykańskich ciężkich bombowców.

Generalnie amerykańskie ciężkie bombowce oparowały...

no nie powiem, że stosunkowo bezkarnie, ale operowały z dosyć dużą łatwością i współczynnik strad amerykańskiego lotnictwa bombowego, strategicznego na Pacyfiku był dużo niższy niż to, co się działo nad Niemcami.

Po pierwsze, on zakładał, że zaatakuje około dwudziestu kilku bombowców, ale jednak, po pierwsze...

Doszło do sporu pomiędzy generałem Walkerem a dowódcą jednego z dywizjonów ciężkich bombowców i ten dowódca zaczął podważać sens tego typu misji wykonanej za dnia.

Warunki meteorologiczne były na tyle duże, że samoloty nie mogły bezpiecznie po prostu pokonać frontu burzowego, dołączyć do formacji generała Kenneya i polecieć na drabałkę.

Czyli tutaj siły amerykańskie stopniały do zaledwie 12 maszyn.

To miało to swoje konsekwencje, no bo jednak obrońcom łatwiej było zaatakować formację liczącą 12 samolotów niż dwadzieścia kilka.

Zakładano, że rankiem

Trzy amerykańskie ciężkie bombowce zaatakują japońskie lotniska, przynajmniej na chwilę przytrzymają japońskie myśliwce, a w samo południe naddeci główna formacja dwunastu samolotów i zaatakuje żeglugę.

Rankiem najpierw wystartowały, czy jeszcze w nocy wystartowały te trzy ciężkie bombowce i zaatakowały lotnisko.

To znaczy amerykańskie trzy bombowce wystartowały, ale jeden zawrócił z powodu awarii, dwa pozostałe nadleciały, tyle tylko, że Japończycy już na nich czekali i je zaatakowali.

Jeden z bombowców odniósł bardzo poważne uszkodzenia, musiał lądować przymusowo w drodze powrotnej i został utracony, a bomby zrzucone przez Amerykanów nie spowodowały istotnego uszczerbku w japońskim potencjale lotniczym, czyli po prostu nie sparaliżowały obrony.

Zresztą byłoby to pewną naiwnością oczekiwać, że trzy bombowce będą w stanie uziemić stosunkowo liczne japońskie samoloty bazujące w Rabaul.

Na lotniskach stacjonowało około 60 japońskich myśliwców, przede wszystkim Ki-43 z 11 Sentai, czyli z 11 Oddziału Lotniczego Armii Japońskiej.

Główna formacja amerykańska wystartowała rano i po kilku godzinach lotu właśnie w samo południe dotarła na Terabaul.

Składała się ona z 12 ciężkich bombowców B-17 i na pokładzie samolotu, widocznego tutaj po prawej górnym rogu, samolotu B-17 San Antonio Rose, nazwanego właśnie San Antonio Rose, znajdował się generał Walker.

Zachowała się relacja, że nabył nowy aparat fotograficzny, nową kamerę, którą chciał przetestować i uważał, że właśnie taki silny atak 12 bombowców spowoduje duże straty w japońskiej żegludze.

Być może nawet sparaliżuje japońskie wysiłki mające na celu dostarczenia posiłków w rejon Nowej Gwinei.

O ile wysłali swoje myśliwce do walki z tym porannym niewielkim nalotem, to 12 amerykańskich bombowców nadletało w samo południe nad cel i pozbyło się ładunku.

Z jakim skutkiem został trafiony jeden japoński transportowiec Keifuku Maru,

Kilka innych statków odniosło niewielkie uszkodzenia.

Amerykanie nadlecieli, zdołali zatopić jeden transportowiec, uszkodzili kilku innych.

Tyle tylko, że w tym momencie zaczęła odzywać się japońska obrona przeciwlotnicza, a z lotnisk wystartowały japońskie samoloty.

Tutaj źródła się różnią od tego, ile łącznie samolotów japońskich wystartowało.

że do boju ruszyło około dwudziestu kilku maszyn, przy czym część z myśliwców japońskich weszła w chmury i na szczęście dla Amerykanów nie odnalazła tych bombowców.

Wystartowało około 25-30 myśliwców japońskich, z czego połowa z nich odnalazła przeciwnika i ruszyła do akcji.

Były to głównie myśliwce Ki-43 z 11 Sentai.

Mamy tutaj wyraźnie, mamy generalnie relacje japońskiego pilota, który właśnie zaatakował z bliskiej odległości jeden amerykański bombowiec i odniósł z trafienia, był w stanie uszkodzić jego silnik.

I zachowały się także relacje amerykańskie i te relacje są dosyć zbieżne.

Natomiast ze wszystkich relacji tej walk wyłania się jaki obraz.

Japońskie myśliwce zaatakowały Amerykanów i skupiły swój ogień właśnie na samolocie, w którym leciał generał Walker, na samolocie B-17 San Antonio Rose.

Co ciekawe, część lotników amerykańskich wcześniej stwierdziła, że maszyna pilotowa, czy maszyna, na której pokładzie był generał Walker, próbowała wykonać obrót nad celem, czyli najprawdopodobniej chciała sfotografować rezultaty bombardowania.

Atak japoński właśnie nastąpił w tym momencie, co dla załogi tego B-17 było dosyć pechowe.

Były takie przypadki, że naprawdę postrzelane jak sito amerykańskie bombowce były w stanie bezpiecznie dowieźć załogę do bazy.

Po prostu zaatakowany bombowiec starał uciec w chmury po to, aby co, przeciwnik go nie widział i dzięki temu mógł się od niego oderwać.

Japończycy też odnotowali, że jeden z amerykańskich samolotów ciągnąc smugę dymu zszedł na dół w chmury.

Rozpoczęła się akcja poszukiwawcza.

Starałem się dotrzeć do źródeł amerykańskich.

Miałem też przyjemność rozmawiać z synem generała Walkera, który stara się odnaleźć wrak samolotu oraz szczątki jego ojca.

Tutaj w tym momencie chciałem podziękować za współpracę właśnie, za współpracę z synem generała Walkera oraz także kilku innych badaczy, przede wszystkim amerykańskich czy australijskich, z którymi miałem przyjemność korespondować.

przy opisie tej historii i generalnie oni przedstawili pewne takie dane.

Pierwsza mapa, lewy górny ruch, to jest trasa nalotu bombowego, pokazująca właśnie trasę amerykańskiej formacji na cel na Nowej Brytanii.

Druga mapa pokazuje, czyli dolny lewy róg, amerykański nalot na Rabaul.

Mamy tutaj niebieską strzałkę, to pokazuje drogę pozostałej formacji amerykańskiej.

I mamy tutaj niebieską linię i przerywane kreski, które pokazują...

Musimy pamiętać, że tamtejszy teren jaki ma charakter.

góry, strome góry, może nie są jakoś bardzo wysokie, ale one są strome góry, czyli mamy po prostu doliny góry, doliny góry porośnięte niezwykle gęstą dżunglą.

Mamy tutaj kilka scenariuszy.

Być może część załogi zginęła już w trakcie walki lub też samolot po prostu wyszedł w niekontrolowany lot i kto dał radę, to wyskoczył.

Do dzisiaj jest to jeden z najmniej spenetrowanych fragmentów tego archipelagu ze względu na niezwykle trudne warunki terenowe.

Samolot po wyskoczeniu tych dwóch lotników lub też więcej, ale najprawdopodobniej tylko dwóch, mógł albo spaść pionowo i rozbić się, albo mógł jeszcze troszeczkę lotem szybowym przelecieć jakiś fragment i dopiero uderzyć o ziemię.

Jak już powiedziałem, dwaj lotnicy, którzy zdołali wyskoczyć z tego bombowca, nie przeżyli niewoli, a japońska dokumentacja została zniszczona, czyli tutaj nie mamy w większości źródeł japońskich, które mogłyby rzucić światło.

na to, co powiedzieli ci lotnicy w niewoli, a ze szczątkowych informacji, które otrzymaliśmy po wojnie, to znaczy od innych jeńców alianckich, którzy mieli okazję rozmawiać z tymi wziętymi do niewoli lotnikami, wynika, że generał najprawdopodobniej skinął na pokładzie bombowca, ale stuprocentowej pewności nie mamy.

Rozpoczęto zakrojone na szeroką skalę działania poszukiwawcze, które jednak nie przyniosły żadnego efektu.

Jeszcze co ciekawe, podczas działań ratowniczo-poszukiwawczych Japończycy zdołali zestrzelić jeszcze jeden ciężki bombowiec, który właśnie próbował zlokalizować ten wrak.

I w pewnym momencie dowódcy aliancy w rejonie Nowej Gwinei na czele z generałem MacArthur, czyli głównodowodzącym wojsk alianckich w regionie, uznali, że generał po prostu zginął.

Jaki problem?

Ale z drugiej strony coś z tym faktem należało zrobić i generał Kenny wnioskował o odznaczenie generała Walkera medalem honoru, czyli najwyższym amerykańskim odznaczeniem za odwagę wykazaną w poju.

Oczywiście w amerykańskiej prasie pojawiły się artykuły chwalące bohaterstwo generała, jak najbardziej tego typu fakty miały miejsce.

Czytałem kilka książek autorów australijskich, którzy mieli dosyć krytyczny stosunek do przyznania odznaczenia generałowi Walkerowi, ponieważ uważali, że jednak on złamał rozkaz swego dowódcy, złamał polecenia swego dowódcy i nie powinno się takich postaw nagradzać.

rekonstrukcję i odbudowę amerykańskiego lotnictwa południowego w regionie.

Jeżeli coś w ogóle zostało z tej latającej fortecy, bo dalej syn generała Walkera, dalej pasjonaci lotnictwa prowadzą poszukiwania tego wraku.

Musimy także pamiętać, że cóż, latająca forteca być może ocalała w jakichś większych fragmentach, jeżeli zeszła i uderzyła w ziemię pod niewielkim kątem, jeżeli opadała jakimś lotem szybowcowym.

Natomiast tutaj mamy zbyt wiele pytań, gdzie znajduje się wrak, w jakim on jest stanie, o ile w ogóle cokolwiek jeszcze z tej maszyny pozostało.

Był najwyższym stopniem oficerem amerykańskiego lotnictwa, który zginął bojowo w trakcie II wojny światowej oraz, że jest także najwyższym stopniem żołnierzem amerykańskim, którego szczątków do tej pory nie odnaleziono.

Z drugiej strony zapisał się jednak w oczach swoich podkomendnych jako człowiek bardzo odważny, jako człowiek niezwykle energiczny, który włożył bardzo dużo wysiłek w budowę amerykańskiego lotnictwa bombowego, zarówno jeżeli chodzi o kwestie teoretyczne, bo on był jednym z autorów opracowania...

Był autorem jednego z raportu, jak prowadzić wojnę powietrzną, ale także na miejscu pokazał, kiedy znalazł się w Australii, na Nowej Gwinei, że jest człowiekiem energicznym i stara się naprawdę dbać o swoich pilotów, poprawić ich warunki bytowe, poprawić środowisko, w których funkcjonują, tak aby mogli skutecznie walczyć z wrogiem.

Ale jak widać generał Walker wyjątkowo nie chciał być takim generałem.

Został odznaczony najważniejszym amerykańskim medalem za odwagę, natomiast jego szczątków oraz ostatnich chwil...

Być może kiedyś wrak zostanie odnaleziony i doczekamy się odpowiedzi na wszystkie pytania.

Jest w Polsce poszukiwacz wraków, pan Marek Katarzyński, z którym korespondowałem.

Koszt dolotu do Rabaul jest bardzo wysoki.

Należałoby zapewne spróbować zbudować jakieś dane w oparciu chociażby, nie wiem, cokolwiek.

Natomiast chociażby ze względu na koszty, na logistykę oraz na szansę sukcesu takiej misji,

Starali się także zidentyfikować swoje wraki, ale z biegiem czasu po prostu ta chęć... Miejku, od momentu zakończenia wojny upływało coraz więcej czasu.

Uznano, że szanse na odnalezienie wraku San Antonio Rose są bardzo niewielkie i po prostu uznano tych lotników oficjalnie za...

Oczywiście, jak już wspomniałem, rodzina generała Walkera na czele z jego synem bardzo mocno zaangażowali się w poszukiwania.

Tutaj także jest wsparcie ze strony pewnych badaczy australijskich, historyków.

Szanse na odnalezienie wraków w gęstej dżungli są stosunkowo niewielkie.

Oczywiście ja bardzo chętnie bym się wybrał w tamten region, ale że tak powiem przy zerowym doświadczeniu w poszukiwaniu wraków musiałbym zabrać ze sobą, czy musiałbym być członkiem ekipy, która że tak powiem ma doświadczenie, wie jak to szukać i po prostu wie jak także przetrwać w tamtejszym trudnym środowisku.

Być może kiedyś się wybiorę, nie ukrywam, ten region bardzo mnie interesuje.

Nie wygląda ona zbyt przyjaźnie, aczkolwiek znalezienie wraku San Antonio Rose byłoby bez wątpienia wielkim osiągnięciem, byłoby jednak rozwiązaniem, bodajże chyba ostatecznym wyjaśnieniem tej zagadki, która frapuje jednak część badaczy, frapuje jednak część pasjonatów lotnictwa, frapuje jednak bądź co bądź żyjącego ciągle syna generała Walkera.

Dzięki bardzo.

Dziękuję Państwu za uwagę i zapraszam na inne opowieści lotnicze z II wojny światowej nad Pacyfikiem.