Mentionsy

Podkasty Dwutygodnika
Podkasty Dwutygodnika
05.06.2026 08:11

Dwutygodnik do słuchania | PO CO SZTUKA? | (5): Narzędzie istnienia| KAROLINA PLINTA

Adam Ferency czyta tekst Karoliny Plinty „Narzędzie przetrwania” z numeru specjalnego Dwutygodnika: PO CO SZTUKA?


Link do tekstu: https://www.dwutygodnik.com/artykul/12484-po-co-sztuka-narzedzie-istnienia.html

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 59 wyników dla "PO"

Forma sztuki uległa dużej zmianie, ale intencje, kto wie, może są podobne do tych, którzy mieli malarzy jaskiniowi odbijający ślady swoich dłoni na skałach.

Po co sztuka?

To pytanie z pozoru niewinne w istocie jest głęboko polityczne.

Muszę w końcu bronić mojego pola i sensowności własnego zawodu.

Kto wie, może takiej sztuki jest nawet sporo.

Znalazłyby się więc pewne argumenty uzasadniające istnienie sztuki, która wydaje się poniec.

Pytanie o cel sztuki wiąże się nie tylko z odpowiedzialnością, ale jest też okazją.

W końcu każdy z nas ma jakiś powód, dla którego interesuje się sztuką.

Redakcja Dwutygodnika dała mi właśnie taką sposobność.

Ponoć wszystkie są długie i na pewno brzmią mądrze, a niektóre zostały napisane przez bardzo ważne osoby.

Bycie krytyczką, ba, bycie kimkolwiek w polu sztuki wiąże się z koniecznością walki.

W ostatnich latach dużo się co prawda mówiło o tym, że krytyka powinna być bardziej etyczna i empatyczna oraz, że ocenianie sztuki to przemocowy guide keeping, ale ostatnio doszłam do wniosku, że pomimo tych utopijnych postulatów, w sumie cały czas robimy to samo.

Czyli walczymy o to, jaka ma być sztuka i po co.

Zmienił się język i argumenty, ale walka jest tak samo zażarta jak sto lat temu, kiedy to krytycy potrafili życzyć sobie śmierci.

Czy rzeźba jest popisem rzeźbiarskich umiejętności artysty, czy może być też pisuarem sprytnie nadesłanym na konkurs.

Może przypominać sztukę, ale może być podobne do czegoś innego.

Artystki i artyści pod kątem formalnym mogą właściwie wszystko, a tym, co ich dziś najbardziej ogranicza, jest z reguły budżet.

Toczymy więc spory o to, czy sztuka ma być piękna, czy może być brzydka.

Czy artysta powinien operować tradycyjnymi umiejętnościami warsztatowymi?

Czy wystarczy, że ma dobry pomysł, a resztę zrobi mu AI?

Często zastanawiam się nad tym, co jest źródłem tego sporu i dlaczego tak bardzo nie możemy odpuścić wizji, że sztuka to coś, co polega na umiejętnościach człowieka.

Może wynika to z przeświadczenia, że sztuka jest po to, żeby nam służyć, a nie być bytem samym dla siebie.

Jeśli sztuka nie będzie potrzebowała człowieka, jego rąk, zdolności, a nawet pomysłów, to co z nami będzie?

Dzisiejszy spór o formę to więc nie tylko bój o to, po co jest sztuka, lecz także po co my jesteśmy potrzebni sztuce i czy ciągle mamy nad sztuką władzę.

Sztuka nie od dziś jest zręcznym narzędziem do jej pozyskiwania i utrwalania.

Wizerunki dominatora, często monumentalnego, upiększonego, podobnego bogom, miały przypominać i przekonywać do kogo należy władza.

Na Bogatym Zachodzie pewnie bardziej niż u nas, ale także w Polsce mamy nową arystokrację, która wykorzystuje sztukę do budowania statusu.

Z rzadka, ale po sztukę sięga nawet Kler.

W zależności od interesów sztuka może więc służyć poszerzaniu horyzontów, manifestowaniu własnego wolnomyślicielstwa, badaniom naukowym, dowartościowywaniu wykluczonych grup społecznych, walce o lepszy i sprawiedliwszy system społeczny.

Im cel wyższy w hierarchii szlachetności, tym trudniej z nim polemizować.

Ostatnio na przykład znajomy powiedział mi tak.

W świecie idealnym wszystkie te potrzeby sztuka bez problemu mogłaby zaspokoić.

Sytuację komplikuje fakt, że mamy potrzeby bardzo różne.

Ona może walczyć o Polskę.

Problem walki o władzę w sztuce dotyczy jednak nie tylko tożsamości i politycznych celów, ale również ambicji.

Lubimy sobie popatrzeć na coś, co jest ładne albo seksowne, co da nam uciechę i uprzyjemni życie.

To nie jest wcale potrzeba drugorzędna, a historia naszej kultury jest pełna pomysłów, jak moralnie uzasadnić potrzebę piękna.

Kiedyś była ona ukrywana pod płaszczykiem mitologicznym lub biblijnym.

że niby cel patrzenia jest ciągle religijny lub intelektualny, później zaś nagie ciało stało się narzędziem do walki o nową rzeczywistość społeczną.

Szeroko rozumiane piękno to nie jest oczywiście kategoria polityczna.

Gorszy jest ten, który nie ma gustu, źle się ubiera, jest fizycznie brzydki, nie wysławia się pięknie, nie imponuje nam swoim wyrafinowaniem ani obyciem, nie tworzy czegoś, co daje nam przyjemność.

Jeśli twoje serduszko bije na lewo, piękno powinno być dla ciebie moralnie podejrzane.

Można się pocieszać, że sztuka to kategoria, w której ciągle odbywają się przewartościowania i walki.

To wszystko sprawia, że dzisiaj do ludzkiej potrzeby piękna trochę głupio się przyznać.

Popatrzcie choćby na ostatnie otwarcie Biennale w Wenecji.

Niby wiadomo było, że aktualna polityka organizatorów

Jest moralnie wątpliwa, ale i tak wszyscy tam pojechali, żeby się naoglądać i zabawić.

W sztuce karnawał bardzo często wygrywa z postem.

A mi po co sztuka?

Jak już pisałam, to pytanie jest kuszącą okazją, żeby do czegoś was przekonać i wzmocnić własną pozycję artystyczną.

Ale z mojego punktu widzenia, osoby tożsamościowo zrośniętej ze sztuką, nie wyobrażającej sobie siebie poza nią, nie jest to kwestia tylko pragnienia władzy.

Na tym etapie mojego życia sztuka jest właśnie po to.

Ta potrzeba jest także często artykułowana przez osoby artystyczne i odbiorców.

Sposobem na przetrwanie.

Forma sztuki uległa dużej zmianie, ale intencje, kto wie, może są podobne do tych, które mieli malarze jaskiniowi, odbijający ślady swoich dłoni na skałach.

Powracając jednak do moich interesów.

Tekst jest częścią numeru tematycznego dwutygodnika PO CO SZTUKA?

Dwutygodnik to magazyn o kulturze wydawany przez Dom Spotkań z Historią, Instytucję Miasta Stołecznego Warszawy.

Numery tematyczne dwutygodnika powstały w ramach grantu dofinansowywanego ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury Państwowego Funduszu Celowego.