Mentionsy

Podcasty Wszystko Co Najważniejsze
Podcasty Wszystko Co Najważniejsze
31.03.2026 10:46

Przystanek Historia: Narodziny wolności słowa

3 kwietnia br. mija 45. rocznica ukazania się pierwszego numeru „Tygodnika Solidarność”. Pojawienie się ogólnopolskiego pisma reprezentującego dziesięciomilionowy związek zawodowy i ruch społeczny stanowiło istotny przełom w walce o wolność słowa w PRL. Zmagania o dostęp do prawdziwych informacji, pozbawionych propagandowej wykładni, stanowił bowiem istotny element zmagań Polaków z systemem komunistycznym już od momentu zakończenia II wojny światowej. Instytucją stojącą na straży zbudowanego przez totalitarne państwo systemu powszechnego kłamstwa był Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, wypełniający w latach 1945–1990 funkcję cenzury prewencyjnej. Monopol informacyjny władz PRL został poważnie naruszony w 1980 r. po narodzinach NSZZ „Solidarność”, skutkujących pojawieniem się tysięcy czasopism wydawanych bez ingerencji cenzorskich w formule druków „do użytku wewnątrzzwiązkowego”. Prasa solidarnościowa ukazująca się legalnie w latach 1980–1981 z powodzeniem przejęła rolę pełnioną wcześniej przez pisma drugiego obiegu, dając czytelnikom prawdziwy obraz otaczającej rzeczywistości politycznej, społecznej i gospodarczej. Wśród periodyków wydawanych przez związek najważniejszym pozostawał „Tygodnik Solidarność”, wydawany w półmilionowym nakładzie (w okresie I KZD drukowano milion egz.) i stanowiący kluczowy kanał komunikowania się ze społeczeństwem. Na jego łamach prezentowano postulaty i program związku, oczekiwania społeczeństwa, odkłamywano wreszcie zmistyfikowane przez komunistów najnowsze dzieje Polski. Historia „TySola” jest zapisem burzliwych dziejów solidarnościowej rewolucji wolnościowej, która została gwałtownie zdeptana przez władze 13 grudnia 1981 r. Wprowadzenie stanu wojennego przerwało wydawanie tygodnika, który powrócił na scenę w czerwcu 1989 r., stając się bacznym i krytycznym obserwatorem procesu transformacji ustrojowej w Polsce. Tę rolę pełni do dziś, konsekwentnie nawiązując do ideałów zrodzonych na Wybrzeżu w Sierpniu roku 1980. 

O szczegółach red. Paweł Lekki rozmawia z dr. Sebastianem Pilarskim, dyrektorem Biura Badań Historycznych Instytutu Pamięci Narodowej.

Więcej podcastów historycznych znajdziesz na portalu przystanekhistoria.pl

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 102 wyników dla "PO"

Wolnym słowie, o wolności wypowiedzi, głoszenia swoich poglądów, a może raczej o bardzo długiej, trudnej, żmudnej drodze do tego, że wolność słowa dziś mamy, to młodym ludziom, którzy są przyzwyczajeni do świata, w którym można powiedzieć wszystko, napisać wszystko bez żadnej odpowiedzialności nawet za słowo, więc właściwie świat zmierza w drugą stronę, ale my

Musimy wytłumaczyć i powiedzieć, że to co dzisiaj jest oczywistością, czyli wolność wypowiedzi, wolność głoszenia poglądów, kiedyś nie istniało.

W Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej monopol władzy na informacje, cenzura,

To były filary ustroju, to były filary trwania w Polsce komunizmu i trzymania społeczeństwa, by to ładnie ująć w ryzach.

Rzeczywiście tak było, można powiedzieć, że w przypadku systemu komunistycznego mieliśmy dwa filary.

I właśnie kłamstwo, czyli nadzór nad informacją, która docierała do społeczeństwa, umożliwiała komunistom sprawowanie władzy.

Nieprzypadkowo, w momencie kiedy już tworzone były podwaliny komunistycznej Polski, w czasach kiedy powstawał Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, od razu powstawały komórki, które stały się zalążkami późniejszego Urzędu Cenzorskiego, Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk.

A więc to była, można powiedzieć, dla komunistów kwestia kluczowa.

Ze względu na to, że nie cieszyli się zbyt dużym poparciem społecznym, wiedzieli, że będą musieli tworzyć swoją władzę w oparciu o zastosowanie przemocy i kłamstwa, manipulacji.

Współpraca z Polską w Wrocławiu.

W Polsce istniał do czerwca roku 1990, czyli jeszcze do ostatniej chwili kilka miesięcy funkcjonował już rząd Tadeusza Mazowieckiego.

Byliśmy po wyborach czerwcowych częściowo wolnych, natomiast cenzura

Można powiedzieć, że już z powybijanymi zębami, ale ona jeszcze funkcjonowała i w zasadzie cały okres PRL-u to jest zmaganie się środowisk niezależnych.

Świata kultury, później też działaczy opozycji.

To było zmaganie się o to, aby poszerzyć zakres wolności słowa.

I te zmagania w zasadzie widzimy od samego początku, czyli od zakończenia II wojny światowej, aż do końca PRL.

To też jest bardzo ważne, bo komuniści bardzo pilnowali tego swojego monopolu.

I ten wolny świat dostarczał Polakom choćby za pośrednictwem fal radiowych wolnych informacji, wolnego słowa.

Tam wszędzie były polskie sekcje i to było wolne słowo.

Ale tak jak wspomniał pan redaktor, tutaj były duże utrudnienia, bo to były i kary za słuchanie tych nieprawomyślnych rozgłośni, były też utrudnienia techniczne, czyli zagłuszanie tego sygnału.

To jest tuż przed upadkiem systemu komunistycznego w Polsce władze.

Wykonując w ich rozumieniu gest dobrej woli zrezygnowały z zagłuszania, natomiast rzeczywiście to był, można powiedzieć, taki głos wolności, głos prawdy w polskich domach.

Tam mieliśmy też wydawnictwa, które ukazywały się na emigracji, które docierały do Polski, były przemycane.

Polska w bardzo niewielkich formatach, takich kieszonkowych, to dla młodych ludzi może być interesująca rzecz.

Książeczka, którą naprawdę było trudno przeczytać ze względu na bardzo drobny druk, natomiast ona niosła ze sobą wolne słowo i to było najistotniejsze, że ta bariera kłamstwa w jakiś sposób była przełamywana w niewielkim stopniu, bo nie każdy miał dostęp do...

Wolnego słowa, ale takie wyłomy czyniono i później dochodzimy też do momentu, kiedy kształtuje się opozycja w Polsce w latach 70. i mamy pojęcie drugiego obiegu wydawniczego.

Właśnie i to jest niesłychanie ciekawe, bo wspomniał Pan na początku naszej rozmowy o tym oporze.

Ludzi, którzy mieli wolne umysły, którzy sprzeciwiali się komunizmowi i to zarówno robotnicy, jak i inteligencja, ale właśnie w środowiskach naukowych, właśnie w środowiskach inteligenckich rodziły się te pomysły, by

Wspomniał Pan o tych książeczkach, które rzeczywiście przeczytać było arcy trudno, trzeba było mieć dobre oczy, ale jakie to były fantastyczne tytuły.

Orwella przecież dzięki temu Polacy poznali.

Ukazywało się mnóstwo biuletynów, pism, które informowały o tym, jak wyglądały realia ówczesne, czyli tuż po zakończeniu II wojny światowej, w jaki sposób instalowana była władza

Komunistyczna informowana o tym, w jaki sposób działają Sowieci jako okupant na ziemiach polskich, w jaki sposób funkcjonuje Polska Partia Robotnicza.

A więc ta działalność informacyjna konspiracji niepodległościowej też jest warta przypomnienia.

Niedawno obchodziliśmy kolejną rocznicę przygotowania tego listu polskich intelektualistów, którzy protestowali przeciwko i nasilającej się cenzurze, ale też przeciwko ograniczeniom w przedziale papieru.

I zezwolenie na powielacz, bo to mogło drukować.

funkcjonowała koncesjonowana prasa katolicka, ale w tak małym nakładzie, aby jej oddziaływanie nie było zbyt istotne i duże na społeczeństwo, a więc poprzez ograniczenie przydziału papieru można było

Ale władza posuwała się dalej, bo cenzurowała też teksty piosenek, cenzurowała, który zespół może wyjechać za granicę, a który nie, który może dać koncert, a który nie.

Polskiej, tak zwanej Polski Ludowej zbrodnie przypisywano Niemcom, później próbowano na ten temat milczeć, ale społeczeństwo doskonale wiedziało, że za zbrodnią stoją Sowieci, więc przywołanie tej daty 1940, a nie 1941, tak jak twierdzono, że była to zbrodnia dokonana przez Niemców, to była rzecz, której komunistyczne władze nie mogły tolerować, no ale mieliśmy też lata 80., już po narodzinach Solidarności, czy okres stanu wojennego i hasło telewizja kłamie, czy prasa kłamie, tak?

W ten sposób sprzeciwiano się temu powszechnemu kłamstwu, odrzucano propagandę.

Ona była nachalna, była często czyniona w sposób taki, byśmy powiedzieli, mało wyrafinowany.

Odwoływała się do niskich instynktów, wprowadzała taki podział jasny.

Czarno-biały świat prezentowała dobro, czyli system komunistyczny, zło, czyli imperializm, świat zachodni, ten zgniły zachód i społeczeństwo to zdecydowanie odrzucało i tak jak wspomniałem, te lata 70., kiedy rodzi się opozycja po protestach w roku 1976, mamy wtedy już do czynienia z tym, co eksploduje po roku 1980, po Narodzinach Solidarności.

To było to miejsce, gdzie można było mówić i głosić swoje poglądy.

To był powiew wolności.

Ten monopol.

Dotrzeć z informacjami do społeczeństwa.

Chociażby ze względu na to, że po raz pierwszy Radio Wolna Europa podało na bieżąco informacje o tych strajkach.

Podało informacje o tym, że zostało zawarte pierwsze w historii PRL porozumienie między władzami,

Znalazł takie oświadczenie Komitet Obrony Robotników z początku sierpnia 80 roku i tam jedną z przyczyn, które doprowadziły do sukcesu protestujących jest wskazane właśnie przełamanie tej blokady informacyjnej, czyli rozpowszechnienie informacji na temat protestu.

To było dla społeczeństwa istotne, ponieważ załogi poszczególnych zakładów pracy wiedziały, że nie są jedynymi, które protestują, które przerwały pracę, które strajkują.

Natomiast jest to szeroki, można powiedzieć, ruch społeczny, ruch sprzeciwu.

Dlatego też tak istotna była chociażby obecność zachodnich dziennikarzy w trakcie strajku w Stoczni Gdańskiej i w ogóle pojawiające się

Jeszcze w znikomym, można powiedzieć, stopniu informacji, nawet w prasie oficjalnej.

Ta bariera, można powiedzieć, kłamstwa, blokada informacyjna została wówczas przełamana, a okres 16 miesięcy legalnego funkcjonowania Solidarności, tak jak pan redaktor wspomniał, nie tylko związku zawodowego, ale ogromnego, wielkiego ruchu społecznego,

Ukazania się nie w drugim, tylko w tym pierwszym obiegu ogólnopolskiego pisma Solidarności.

Tak, o tygodnik Solidarność walczono długo, czyli Związek Zawodowy Solidarność długo walczył o to, aby mogło się w końcu ukazywać ogólnopolskie pismo poddawane cenzurze, o tym pamiętajmy.

To było pismo, które nie ukazywało się z tą istotną adnotacją zamieszczaną na innych pismach związkowych do użytku wewnątrzwzwiązkowego i ta formuła pozwalała na

To, żeby tych treści, które w biuletynach związkowych się ukazywały, aby nie poddawać kontroli cenzury.

Jeśli weźmiemy pod uwagę, że Związek liczył 10 milionów członków, to wydawanie tak dużej ilości pism do użytku wewnątrz związkowego tak naprawdę oznaczało przełamanie można powiedzieć monopolu informacyjnego władz.

Przyjęły w końcu, wyraziły zgodę po wielomiesięcznych negocjacjach na wydawanie ogólnopolskiego tygodnika, chociaż Solidarność postulowała wydawanie dziennika, którego nakład miał być zbliżony do pisma wydawanego przez Centralną Radę Związków Zawodowych.

To było takie niespecjalnie popularne pismo-głos pracy.

Tempo przemian, tempo wydarzeń było tak ogromne, że wiadomości sprzed 3-4 dni, a co dopiero sprzed tygodnia, były już mocno nieaktualne.

Oczywiście, poza tym tygodnik, jak wskazuje nazwa, ukazywał się raz w tygodniu, dziennik 5 lub 6 razy, więc tutaj ilość przekazywanych informacji to jest jednak inna skala i brak możliwości w zasadzie bieżącego reagowania dzień po wydarzeniu, tak już czytelnik dowiadywał się o tym, co

Natomiast wynegocjowano nakłady na poziomie 500 tysięcy egzemplarzy.

Tygodnik Solidarność był dystrybuowany zarówno poprzez kioski ruchu, tam ustawiały się kolejki, żeby Tysola

Nabyć rozpowszechniany był też poprzez struktury związkowe.

Wprowadzono precyzyjnie określony rozdzielnik, w jaki sposób egzemplarze i gdzie miały trafiać.

Natomiast tygodnika Solidarność było, można powiedzieć, właśnie za mało.

Ograniczonymi możliwościami dostarczania papieru potrzebnego na druk tygodnika Solidarność.

Redakcja wychodziła z takiego założenia, że nie należy pokazywać różnic, ale jedność tego dziesięciomilionowego... Choć różnice się ścierały, to jasne.

Natomiast było to pismo, można powiedzieć, które pokazywało obraz ówczesnej Polski, bo zamieszczane tam były teksty poświęcone chociażby sytuacji gospodarczej, co jest naturalne, ale też pojawiały się teksty dotyczące nadużyć nomenklatury PZPR-owskiej.

To był absolutny wyłom historii Polski.

W PRL, kiedy otwarcie, jawnie pisano w jakie profity władza przynosi przedstawicielom aparatu partyjnego, to mieliśmy teksty, które pokazywały też drogę do stanu wojennego.

Mieliśmy relacje na przykład z pacyfikacji w Wyższej Szkole Oficerskiej Pożarnictwa.

To wszystko na łamach tygodnika Solidarność było pokazywane i oczywiście koniec tej, można powiedzieć, wolnej prasy, w tym Tysola, to jest wprowadzenie stanu wojennego i dziennikarze tygodnika Solidarność są aktywni nadal po 13 grudnia 1981 roku.

No i nadchodzi rok 1989, dość niespodziewanie ten okrągły stół, powolne przemiany, komuniści chyba nie zdawali sobie sprawy do końca, że władzę oddadzą, ale w jakimś stopniu niewątpliwie ją oddali, no i powstały wolne media, no i dwa główne tytuły, nasz tygodnik Solidarność, o którym mówimy.

Dziś zupełnie inne spojrzenie na świat, zupełnie inna linia polityczna tych pism.

Czy to była rywalizacja, czy ta scena polityczna młoda, która się wtedy kształtowała?

A wtedy się okazywało, że byliśmy zjednoczeni jak był jeden wróg, ale jak nie ma wroga, to każdy ma inny pomysł na Polskę.

Gazeta Wyborcza startowała, można powiedzieć, w pewnym sensie z pozycji uprzywilejowanej.

Tygodnik Solidarność ukazał się dosłownie w przededniu wyborów czerwcowych, 2 czerwca, czyli prawie miesiąc po Gazecie Wyborczej.

Z większym rozpędem Gazeta rozpoczęła swoją działalność.

I od razu widać było pewne różnice w tym, w jaki sposób przedstawiany jest i oceniany jest ówczesna rzeczywistość.

Gazeta Wyborcza bardzo pozytywnie oceniała oczywiście kompromis zawarty przy

W okrągłym stole mówię o porozumieniu reformatorskiej części partii, tej rozsądnej części środowisk opozycyjnych.

Tygodnik Solidarność był bardziej wstrzemięźliwy, jeśli chodzi o ocenę tego, co w Polsce się dzieje w roku 1989.

Zwłaszcza momentem zwrotnym jest zmiana redaktora naczelnego, ponieważ ponownie redaktorem naczelnym, tak jak w roku 1981, został Tadeusz Mazowiecki, któremu jednak powierzono funkcję

Premiera jeszcze wówczas PRL i powstał wakat.

Nieprzypadkowo myślę, że jeszcze znajdziemy moment, żeby o tym powiedzieć.

Natomiast po wydaniu pięciu numerów tygodnika Solidarność wyłoniono redaktora nowego naczelnego, już nie PO.

Redaktora Naczelnego i został nim Jarosław Kaczyński, co było też odzwierciedleniem podziałów rysujących się w obozie solidarnościowym.

I te podziały pewnie trwają do dzisiaj.

Już nie tyle w samej Solidarności, ale wśród Polaków widać to.

No a to wspomniał Pan to na zakończenie.

To oni decydowali, zwłaszcza po 1989 roku na początku, jak to pismo będzie wyglądać.

Istotna, jeśli spojrzymy na początki prasy w Polsce po roku 1989.

Chociażby kwestia tego, w jaki sposób społeczeństwo ocenia ten model zmian wprowadzanych w Polsce.

Wiosną 1990 roku na przykład w Gazecie Wyborczej nie zamieszczano sondaży mówiących o tym, że znaczna część społeczeństwa domaga się przyspieszenia, co z kolei było pokazywane na łamach tygodnika Solidarność.

Gazeta Wyborcza popiera zdecydowanie Tadeusza Mazowieckiego, tygodnik Solidarność Lecha.

I można powiedzieć, że między tymi gazetami trwała rywalizacja i ta różnica stanowisk, oceny rzeczywistości trwa do dzisiaj.

No właśnie, tak się rodziło wolne słowo i wolna prasa w Polsce, która dziś szczęśliwie dla nas jest już codziennością, jest oczywistością.

Wysłuchali Państwo podcastu Przystanek Historia.