Mentionsy
Zapamiętała ten znaczek, bo był jedyny w swoim rodzaju | Krystyna Hulpowska-Szulc „Krysia” | Harcerska Poczta Polowa odc. 4
Krystyna Hulpowska-Szulc ps. Krysia podczas Powstania była łączniczką i listonoszką Harcerskiej Poczty Polowej w Śródmieściu Północnym. Po kapitulacji wyszła z Warszawy z ludnością cywilną.
Rozmowę w ramach Archiwum Historii Mówionej przeprowadził TadeuszNagalski 15 stycznia 2009 roku.
Szukaj w treści odcinka
Nie miałyśmy, prawda, żadnych ani koleżanek, nikogo, żadnych innych łączności z jakimiś organizacjami.
No był taki ten mój, ta pomoc tym żołnierzom, prawda, jeńcom wojennym, ale to nie żadna organizacja, to był po prostu...
Myśmy były wtedy z siostrą w Alejach Jerozolimskich, gdzieś tak w pobliżu Marszałkowskiej.
Gdzieś na wysokości jest taka herbaciarnia Gong, to gdzieś na tej wysokości.
No i tam to powstanie, jak wybuchło, to tam znajdowali się wtedy w tej kawiarni jacyś tam żołnierze.
W jaki sposób dojechała z Grochowa tutaj, no dojechała do nas.
Kamienica była takie prostokątne podwórze i myśmy mieszkały w oficynie równoleglej do ulicy z tyłu tam, w tej tylnej oficynie.
I przez okno jednego pokoju, takiego bocznego pokoju, widziałyśmy przez te trzy dni na ulicy Widok, bo był widok na ulicy Widok, widziałyśmy powstańców.
Powstańców widziałyśmy, no to w ogóle powstania, no to jakieś takie było, jakieś ogromne wrażenie.
No i jakieś
Już teraz, w tej chwili wiemy, że wybierano ich i kierowali do Muzeum Narodowego, a tam chyba jako tarcza przed
Czołgami używali potem tych ludzi, tak mnie się wydaje, bo dokładnie nie wiem.
Zabierano ludzi i to był taki bardzo straszny moment, kiedy dwa zdezorientowane, przerażone tłumy, tłumy to były grupy ludzi, spotkały się w tym przejściu.
Ta tylnia część tego budynku nie do końca nie dochodziła do bocznej, tylko tam była taka przybudówka, taki składzik, taka szopka.
Szopka z takim dachem spadzistym w jedną stronę, tylko spadzisty dach w kierunku naszego podwórka.
Także gdyby Niemcy się przyglądali, to by na pewno nas zobaczyli, ale to już było troszeczkę ciemno.
Jak myśmy zeszły?
Widzieliśmy tylko jak plonie, prawda, nasz dom.
No i na ulicy Widok to był taki jeden budynek.
Tam było, zgromadziło się dużo ludzi, czyli trzeba było przejść ulicę Widok, żeby dostać się, a druga część, w zasadzie ulica Widok, to już była we wladaniu powstańców, tak mi się wydaje, ale...
W domu, w budynku gdzieś w pobliżu Marszałkowskiej znajdował się jakiś wyborowy strzelec, tak zwany później gołębiarz, tak ich nazywano, który ostrzeliwał tą ulicę.
No więc doczekaliśmy już jak było zupełnie ciemno i pojedynczo przebiegaliśmy tę ulicę.
Teraz nie tak dawno jeszcze byłam na... 1 sierpnia poszłam tam na ulicę, widok.
Przypomniałam sobie, że ona jest tak wąska uliczka, ale jak przebiegaliśmy, to wydawała się bardzo szeroka.
Właśnie 1 sierpnia poszłam sobie tam na to podwóreczko, popatrzyłam jak to tam było.
Z panią taką Rybicką, która była właścicielką mieszkania w Alejach Jerozolimskich, byłyśmy na tej ulicy Widok.
Wtedy już, bo to był gdzieś trzeci dzień powstania, czy czwarty, spotkał nas tam, zajął się nami pan, który odpowiadał, jakbym powiedziała dzisiaj gospodarz domu, ale on był znaczony komendant kamienicy.
Myśmy sześć osób trafiliśmy w takim bocznym mieszkaniu, w bocznej oficynie do mieszkania na pierwszym piętrze.
Tam nawet było jakieś jedzenie, co można było skorzystać, ale była tragiczna rzecz, bo było pełno pluskiew.
To było coś tak potwornego.
Na stole, nogi stołu, wtedy jeszcze była woda w kranach, wstawiłam do jakichś naczyń i z siostrą spałyśmy na stole, ale te pluskwy spadały z góry na nas.
Tam był potem taki hotel, czy przedtem był ten hotel.
W tym hotelu był szpital, terminal, tak przy ulicy Chmielnej.
Jak wychodziłyśmy, to po przeciwnej stronie.
Już potem się dowiedziałam, przyjęła mnie taka druhna gena jabrzemska.
Nie byłam tym bardzo zadowolona, wstyd się przyznać, bo przecież każda czynność jest dobra, no ale tak to było.
Którzy gdzieś tam stacjonowali w przedłużeniu ulicy Zgoda, koło banku pod Orłami, w jakiejś restauracji w podziemiach mieszkali chłopcy, byśmy tam do nich przychodziły.
Ja byłam taka wyobcowana, po pierwsze.
Spotkałam tam, poznałam tam taką dziewczynę, miała pseudonim Inka.
Ale po wojnie nie odnalazłam jej, nie pamiętam jakie były jej dalsze losy.
Znalazłam jedną panią, która sobie przypomina, że była taka inka.
Ja tam długo nie byłam, dlatego że zabrakło wody, więc zmywać naczynia to moja funkcja się skończyła.
On był taki bardzo opiekuńczy.
Stąd był ten jego pseudonim Kuropatwa, bo on jak Kuropatwa chronił te swoje pisklęta.
No, zainteresował się mną, że stoi jakieś tam dziewczę z boku zawsze, nie tego, i spytał się mnie, czy ja chcę, że on mnie zabiera, powiedział, że zabiera mnie do Harcerskiej Poczty Polowej, czy chce.
Całe grupy harcerskie, taki przychodził Wojtek w hełmie, miał hełm strażacki, zawsze przyprowadzał swoich kolegów.
Pamiętam, tak bardzo liczyliśmy, że 15 sierpnia to się stanie, będzie nowy cud nad Wisłą.
Pamiętam taki kominek, gdzie na klęczkach śpiewaliśmy, jest taka...
Był ostrzeliwany ten teren, ale jakoś, jakoś tam można było żyć.
Gdzieś chyba na trzecim piętrze miałyśmy takie dwa pokoje.
Na służby, zawsze jak się chodziło na służby, to trzeba było, podawano nam hasło na następny dzień, bo rano myśmy przychodziły na tą służbę.
Dosyć wysoka była, także można było tam przejść.
A druga, jak dochodziłam na Okulnik, to gdzieś na wysokości ulicy Ordynackiej, tak mi się wydaje.
Jakieś tam przesyłki niosłam.
W każdym razie listów jako takich nie roznosiłam.
Cztery, pięć pamiętam chyba jakieś było.
No i nazywano nas, tak to było kiedyś w gazecie napisano, roznosiciele radości.
Taka ładna nazwa, prawda?
Jak przechodziłam, szłam na ulicę Sienną, przechodziłam ulicę Marszałkowską właśnie na wysokości Świętokrzyskiej, to docierałam na ulicę Żelazną, róg Żelaznej, chyba Chmielnej, nie pamiętam jaka to była, tam była ta, nazywała się Poczta Dworcowa.
Tam był jakiś oddział, czyli ja tam docierałam z tą moją prasą i czasami wracając tutaj do Śródmieścia, tutaj tej północy, oni mi wręczali listy, które ja przynosiłam, prawda, i tam oddawałam.
To były takie bardzo, bardzo miłe spotkania, bardzo się cieszyli i trudno było czasami mi donieść tą prasę, bo po drodze ludzie prosili, żeby im dać, więc zawsze mieliśmy troszeczkę więcej tamtych gazet, które można było jeszcze po drodze rozdać.
Poza tym komendantem domu to jeszcze byli tak zwani dyżurni.
No i pamiętam kiedyś szłam ulicą, tam zaczepiła mnie pani i mówi, wiesz co dziecko, też ja już nie byłem takim dzieckiem, ja już miałam 17 lat, zapraszam ciebie do mnie do domu, u nas w domu jest jeszcze woda, będziesz się mogła u mnie umyć, czyli jak ja musiałam ładnie wyglądać, przecież nie było wody, więc człowiek się nie mył.
Odświeżona, jak wróciłam do nas, to mnie koleżanki nie poznały.
Pamiętam taką rzecz, że
Na tych listach, bo na listach nie było żadnych znaczków, znaczki się pokazały dopiero gdzieś we wrześniu, tak mi się wydaje.
A tu nie były potrzebne znaczki, listy miały być krótkie, kartki, prawda i tak.
Takie było polecenie, że koło skrzynek pocztowych można było zostawiać książki, które potem dostarczało się do szpitali dla chorych, żeby można było czytać.
I pamiętam taki, a ludzie sobie, mimo że znaczki nie były potrzebne, rysowali te znaczki.
A więc to jakiś orzełek, to był taki napis AK, to były tam jeszcze jedne rzeczy i utkwił mnie w pamięci taki znaczek zrobiony przez jakiegoś tam adres, tego nadawcę.
Ta globa Hitlera była przyklejona, rozerwana, tak jakby pęknięta, przyklejona.
Nad tym, do tej globy Hitlera dochodził taki klin, a nad nim narysowanym tym klinem był narysowany mały człowieczek, który wbijał młotkiem, taki mały człowieczek, mały młotek wbijał ten klin,
I nad tym człowieczkiem było napisane AK.
Zapamiętałam ten znaczek, bo to był taki w swoim rodzaju, więc były właśnie takie znaczki sprokurowane przez tych.
Wtedy już była wyrwana taka, trafił pocisk i była taka wyrwa w ścianie.
Ja dochodziłam tylko tam do tej wyrwy, bo już potem schodami tak na otwartej przestrzeni nie zdolałam przejść.
Kiedyś spod widzia słyszałam i ktoś, ktoś mówił o tym, gdzieś w okolicy tego banku PKO, tam gdzieś przy ulicy Zgoda, szli żołnierze, jacyś powstańcy i jakiś Rosjanin.
Utwiło mi w pamięci Kalugin, ale może, może ja coś przesłyszałam się, tak, tak mnie się wydaje, to nie jest zupełnie pewne.
Życie harcerskie, tam spotkałam taką fantastyczną dziewczynę, miała pseudonim Anielka i Anielka wynajdowała po służbie, tutaj wynajdowała dla nas pracę, jakieś zajęcia, więc chodziłyśmy do szpitali.
Był taki duży szpital w gmachu PKO.
Chodziłyśmy do Haberbusza, to były zaklady Haberbusza, w pobliżu, za ulicą Żelazną, po jęczmień czy pszenicę, już nie wiem co.
W workach się przenosiło, kto ile mógł przenieść i z tego jak się przyniosło, to szło do tych kuchni polowych.
Z tego się dostawało jakąś część dla siebie, także ja w ten sposób wyżywiłam moją mamę.
Po prostu mieliłyśmy to zboże w mleku od kawy, zdobywało się trochę wody, robiły się takie placuszki, które się piekło na płycie, bo tam była jeszcze płyta.
Gazowa taka, nie gazowa, tylko taka płyta na węgiel czy na drewno.
Siostra, ja tam miałam taki notesik, w którym któregoś tam dnia napisała, zgłosiłam się do służby ojczyźnie.
Ja byłam tak zajęta sobą, że nie potrafię powiedzieć.
Wiem, że wtedy zginęła dziewczyna tam przy tej budowie, bo był ostrzał od ulicy Marszałkowskiej, zginęła jakaś dziewczyna.
Ktoś tam wyrywał te plity, myśmy donosiłyśmy to, no budowałyśmy, no tak, brałyśmy udział przy budowie tej barykaty.
Próbowałyśmy się jakoś włączyć w ten nurt.
Dochodzenie tam do tego Haberbusza to było... Ja nawet nie potrafię dokładnie określić, w którym miejscu to było, bo tam się szło nie ulicami, tylko szło się podwórkami, przez jakimiś podkopami pod ulicami.
Jeszcze chcę powiedzieć o takiej rzeczy, że wtedy, kiedy ten rozszalały trum spotkał się w tym przejściu między moją kamienicą przy ulicy,
Więc pod tymi rurami, nad tymi rurami to było bardzo, bardzo takie, takie męczące.
No po drodze, to właśnie Anielka ona była taką pomysłodawcą.
Zawsze nam znajdowała jakieś zadanie.
Pamiętam jak zginął druh Jacek Czyrn.
Przyszedł jakiś instruktor i wyszukiwał harcerzy, którzy znają obce języki.
Mieli nas wykorzystać jako łączników, no liczyli się chyba z tym, z upadkiem powstania, nie wiem, jako łączników, znających, prawda, tam te tereny, ja na przykład tereny wschodnie, no tam miałam znajomych, miałam tam rodzinę, czyli, czyli tam można było by dotrzeć.
Pomagaliśmy w ewakuacji ludzi, którzy
Czyli odbieranie ludzi, którzy uciekali ze Starego Miasta, tak?
Na placu Napoleona był taki duży zbiornik z wodą, przeciwpożarowy był zbiornik.
Myśmy to wtedy dostawałyśmy tam troszeczkę, jakimś wiaderkiem wyciągało się tą wodę, bo tam jeszcze były te resztki wody, żeby im się troszeczkę...
Jak była ewakuacja szpitala, pamiętam, kiedyś nawet filmowano mnie, ale nigdy tego zdjęcia nie zobaczyłam, kiedy przenosiłam, to było gdzieś na ulicy Zgoda, przenosiłam na noszach z kimś tam przenosiłam rannego, ale dokąd i skąd.
No i tak doczekaliśmy do...
Na moim tym podwórku przywidok pod 16, tam był taki cmentarzyk.
Kiedyś tam trafiła, pocisk jakiś trafił, także to wszystko.
Gruba Bertha to był taki pocisk gdzieś kolejowy, ja nie znam się na tym.
Trafił taki pocisk w ten dom.
Na ulicy leżał ranny człowiek, który był przykryty taką warstwą kurzu.
W każdym razie doczekaliśmy w ten sposób zakończenia powstania.
Ale mam walizkę, z którą wyszłyśmy, jest jeszcze u mnie w domu, już jest taka stareńka, ją powinno się wyrzucić, ale nie mam sumienia, bo to jest coś, co przypominam.
Kiedy wybuchło powstanie to było lato, więc ja miałam tylko takie pantofelki jakieś na koturniku ładne.
I tam na dworzec zachodni, po prawej stronie, przed wyjściem już tam w kierunku dworca zachodniego, było takie duże pole, na którym rosły pomidory i cebula.
Byliśmy spragnieni czegoś zielonego, czegoś takiego.
Ja kucnęłam bliziutko, no i ten, który nas konwojował, zbił mnie bardzo po kręgosłupie, także mam uszkodzony kręgosłup lędźwiowy.
Ostatnie odcinki
-
Jest wycieczka do Krakowa | Tadeusz Karczewski ...
16.02.2026 11:00
-
Chodziło o stwierdzenie, że to ten samochód | E...
09.02.2026 11:00
-
Zapamiętała tę twarz, wszystkie cechy, sposób j...
02.02.2026 11:00
-
Był jakiś przydział spleśniałego chleba i po ły...
26.01.2026 11:00
-
Lamsdorf, Mühlberg, Altenburg, no i Oberlangen ...
19.01.2026 11:00
-
Sześć. Sześć miejsc | Wanda Broszkowska- Piklik...
12.01.2026 11:00
-
To jest moje DNA | Agnieszka Szydłowska | Korze...
05.01.2026 11:00
-
Mieli na nas większy wpływ niż rodzice | Konrad...
29.12.2025 11:00
-
To był człowiek, który niesamowicie kochał Pols...
22.12.2025 11:00
-
To są historie, które pozwalają nam się stawiać...
15.12.2025 11:00