Mentionsy
W obozie stworzyli grupę artystyczną | Zdzisław Skwara „Zych”| Artyści w Powstaniu Warszawskim odc. 7
Zdzisław Skwara ps. Zych był śpiewakiem operowym i pedagogiem. Podczas Powstania żołnierz Batalionu „Gozdawa”, walczył na Starym Mieście i w Śródmieściu Północnym. Po kapitulacji jeniec Stalagu XI B Fallingbostel. Po zakończeniu wojny absolwent i wieloletni nauczyciel Państwowej Szkoły Muzycznej II st. im. Józefa Elsnera w Warszawie. Członek-założyciel zespołu muzyki dawnej Canor Anticus, założyciel wydziału wokalnego oraz wieloletni nauczyciel śpiewu solowego Państwowej Szkoły Muzycznej I i II st. im. Andrzeja Krzanowskiego w Mławie.
Rozmowę w ramach Archiwum Historii Mówionej przeprowadził Jacek Staroszczyk 27 stycznia 2005 roku.
Szukaj w treści odcinka
Stare Miasto niestety zostało osamotnione i Niemcy zaatakowali ze wszystkich stron.
Od strony padła szkoła na Rybakach, wytwórnia papierów wartościowych.
Znaczy przez ulicę Wierzchem, jak się mówi.
Niestety ta ewakuacja nie udała się.
Ja sam zniszczyłem całe mieszkanie, jak się palił dom, to siekierą porąbałem meble, porąbałem wszystko, co było w mieszkaniu, żeby zniszczyć to wszystko.
I co za jeszcze sytuacja taka, że porąbałem wszystko, co było w mieszkaniu, zamknąłem drzwi na kluczy, klucz wyrzuciłem, uciekłem, bo właśnie już czwarte piętro paliło.
Był kanał tak zwany wąski, tam chodziły nasze łączniczki, które kontaktowały się ze Śródmieściem tylko kanałem, bo myśmy mieli kontakt tylko albo przez londyn radiowy, albo kanałem do Śródmieścia.
Jak własną rękę znały te kanały.
I myśmy, jako że nie mieliśmy ciężkiej broni, bo podzielili te kanały.
Grupa Radosława szła burzowcem z Placu Krasińskich, tam grupa PPS-u, tam jeszcze jakieś grupy, a nam przydzielili właśnie ten kanał z tymi łączniczkami, które łączniczki nam znały.
One nas nauczyły jak należy się
Patyczki wystrugać sobie takie, żeby można było się podpierać na tym jajowatym kanale i na czworakach dosłownie iść.
No więc, kiedy weszliśmy do kanału, szliśmy już jakiś, podaj, że to był dzień z 1 na 2 września, w ostatnich dniach.
Przeszliśmy już jakiś, bo ja wiem, no może 500 metrów, może 400, nie wiem.
Szliśmy dość długo, zatrzymywaliśmy się co jakiś czas.
Okazało się, że kanał został zablokowany jakimś nieboszczykiem.
Mieliśmy tylko sierżanta, bo porcznik-klucznik poszedł na jakąś... miał zadanie jakieś, które zginął już na starówce.
Miał jakieś zadanie do spełnienia, nie wiem.
Mieliśmy sierżanta takiego, który nam dowodził.
W ratuszu Niemcy nie atakowali w nocy, ale nie wiadomo gdzie oni są, bo przecież nie ma placówek też naszych.
Ja z takim patrolem poszedłem w stronę barykad Najświętszej Marii Panny, się nazywała barykada na długi, bo tam obraz Matki Boskiej wisiał.
To byśmy takie flagi robili właśnie z niemieckich.
Zatrzymaliśmy się w takim sklepie spalonym.
W tym spalonym popiele cieple podgrzewaliśmy się trochę z tego błota, z tego wszystkiego, żeby jakoś osuszyć się trochę.
Ten sierżant poszedł zameldować, tam był taki major Bari.
Jest linka taka, wzdłuż linki, z drugiej strony długi, wchodzili wszyscy po kolei do kanału.
Doszło do awantury takiej, że ten sierżant wyciął kolta i mówi, że on zastrzeli tego Barego.
Przyszedł pułkownik Radosław akurat o lasce i jakoś, że tak powiem, doprowadził do zgody i mówi, że jak tylko moje oddziały wejdą, to wy wejdziecie do kanału.
Mówię do kolegi, tego Jurka, z tym się trzymałem cały czas, to mój kolega taki był, przyjaciel.
Odeszliśmy już jakieś 100 metrów.
W końcu puknął się człowiek głowy, mówił, przecież te ścieki idą w stronę Żoliborza, my tak z tymi ściekami.
I tam wchodziła jeszcze jakaś grupa, jeszcze.
Szliśmy, przez jakiś czas nastąpiły wybuchy, bomb.
Okazało się, że jakiś sztukas zaczął bombardować ten wlot kanału, to samo połączenie Długiej z Placem Krasińskich.
Jak to było, bo on ostatni wszedł, bodajże o 10 rano już.
Już po zawaleniu się tych domów i tak dalej, bo tam myśmy ustawili też karabin maszynowy.
Ostrzelaliśmy Niemców po drugiej stronie, tak że oni zamilkli.
Tym burzowcem powoli, powoli doszliśmy do krakowskiego przedmieścia i potem o pierwszej godzinie chyba, o 7 byśmy weszli chyba do kanału.
Tam jest kawiarnia Napoleonka, tak, gdzie właśnie ogłoszenie widziałem o lekcjach Łukazury właśnie.
W tej kawiarni, do tej kawiarni to był punkt taki, gdzie myśmy się tam mogli napić herbaty.
One nam pomogły doprowadzić siebie do jakiegoś porządku, wypić herbatę.
Pytają się gdzie, co, jaki oddział z kompanii saperów.
Jak Pan przyjął tę decyzję o kapitulacji?
Ale to bez akompaniamentu, po prostu piosenki takie, żeby jakoś poprosili mnie, słuchaj, zaśpiewaj coś im, prawda, tego radni byli.
Prosili, nawet proponowali mi obóz oficerski, znaczy oflak, żebym z nimi poszedł.
Mówię, że mam dobre stosunki z oficerami, z tymi dowódcami, to nie mogę zrobić tak, że z kolegami pójdę.
Przecież mówię, wy tak samo będziecie musieli opuszczać Warszawę, jak i my.
Także jedni żałowali nas, inni nam wymyślali.
To tak jak normalnie, no.
Kiedy wyszliśmy na Olce Żelazną i Aleję Jerozolimską, było tak, że nawet niektórzy oficerowie, którzy widzieli z daleka, z daleka byli.
Koledzy niektórzy płakali.
A to się oddawało takie samo.
Nawet Niemcy się dziwili, co jak się tyle, 63 dni z takim złomem?
No tak niestety było.
Zatrzymać się koło cmentarza Wolskiego tam, gdzie generał Sowiński już tak powiem bronił Warszawy.
W Ożarowie w fabryce takiej tych kabli.
Tak jak tam umalowali się wszyscy na czerwono w mini, prawda, spali, gdzie, nie wiadomo gdzie kto spał.
Tak.
Tam była, tam były jakieś pokłady mini do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do, do
Ten proszek był rozsypany, tam jak ktoś w nocy przyszedł, nie wiedział, gdzie się położył.
I tam oni wyszabrowali kompletny strój ambasadora, nawet z tą kapeluszem zastosowanym takim.
Ten chłopak, zaczęli się śmiać, bo wyszedł goły z tego kanału.
Jak wtedy taki goły jesteś?
No w Ożarowie Niemcy nas chcieli skaptować do tak zwanego, żeby zrobić oddziały walczące z Sowietami.
No, ale wszyscy mówili, stary, zapomniałeś bracie, jak wyście nas mordowali?
No i, że tak powiem, to wyśmieli go, oficer wyszedł jak niepyszny.
Dostałem numer 14602 chyba, jak pamiętam.
No i tam dostałem baraki.
Kąpiele, normalnie numer wieniecki i tak dalej, fotografia.
Kto z artystów, którzy tego już się zgłosili, to zrobimy jakąś tam grupę artystyczną.
Zgłosił się aktor.
Jest aktor Kozonkiewicz.
Jest akordeonista Bożen i drugi Ługowski Zygmunt, dwóch akordeonistów.
Korab, który prowadził to, on był redaktorem pisma okupacyjnego, taki aranżer, doskonały menadżer i ja śpiewającym.
Nie będę mówił jak nas przesmuglowali, bo to z kiblami do jedzenia, prawda, do tych wrześniowców.
Jak tu pod bomby angielskie jechać, tam bombardują.
Trzeba znaleźć komenderówkę taką, żeby jakoś przeżyć jeszcze.
Francuzi przyszli, mówią, chłopaki, jest świetna komenderówka w górach Harzu, Bad Harzburg.
Bad, to znaczy kąpielisko jakieś.
Do fabryki konserw jakiejś albo do, ja wiem co, to tam coś musi być, ale przecież to Bad Harzburg, to jedziemy tam.
Pod opieką konwencji genewskiej i tak dalej.
Była Hanza, Fryderyka i tak dalej, i tak dalej.
I tam spotkałem Polaka, który mnie wybrał.
Ty na dół do urobku, ten do lasu do kopalniaki ścinać, tamten tego, a taki Polak mnie wybrał, żebym ja naprawiał chodniki, jak zawalą się tam gdzieś pod ziemią.
Ja byłbym zadowolony, że Polak, ja będę pracował, miał literkę P. Na drugi dzień przyjechaliśmy windą na dół we własnych ubraniach, tylko karbidówkę, lampkę.
We własnym ubraniu, we wszystkim tak na dół.
Więc ja miałem pomagać jemu, jak tam były takie zawały, prawda, tych chodników, to trzeba było uprzątnąć, postemplować i tak dalej, to była taka praca moja.
Ale dowiedziałem się od tego Polaka, że on, pytam się, z łapanki złapany, czy jak, jak on się dostał do Niemiec?
Moje ludzie się uciekali do Łapanki, żeby nie dostać się do Niemiec, a on na Ochotnika sam chciał marki zarabiać z kieleczczyzny jakiejś.
Nakrył mnie taki sztygar raz, że nic nie robię, drugi, on mówi, ach sankcje będą.
No i miałem taką przygodę tam, a propos tego Jatondry, o którym mówiłem.
Nawaliła winda, coś tam, awaria jakaś.
Chłopaki mówią, słuchaj Zdzisiu, pośpiewaj coś, zaśpiewaj.
Piosenki włoskie, kiepury śpiewałem, piosenki takie neapolitańskie.
No i wyjeżdżamy na górę, a jeden z Francuzów, bo tam Francuzi pracowali, jeńcy, Niemcy, Francuzi, podchodzi do mnie i mówi, słuchaj, a może ty byś zaśpiewał francuską piosenkę jakąś.
To ja cię przyniosę, a drugi jest tam, jatontre, z rysuneczkiem takim ładnym, żebym się nauczył.
Blankenburga do innej kopalni, gdzie budowaliśmy w skałach sztolnię, grupę, fabrykę podziemną, fabrykę V1, V2, taką podziemną w skałach, z kacetowcami, z więźniami obozu Dora KC.
Chcemy zrobić jakąś uroczystość, nie?
Ale Niemcy by, ten Feffel, taki szef, nie pozwoliłby, więc powiedzieliśmy, on nie zna polskiego.
Powiedzieliśmy mu, że pracujemy ciężko w kopalni, chcemy rozrywki jakieś, że chcemy wieczorek zrobić.
Naturalnie, no to tak, tak.
A kolega napisał taką balladę,
Oczywiście tłumacz mu tłumaczył zupełnie co innego, prawda, że omawiał piosenki, które będziemy śpiewać i tak dalej, i tak dalej.
No chłopakom się tak te ballady podobały, że potem kiedy
My jako górnicy świętowaliśmy.
Jak się powstańcy spotkają po 20 latach?
Jak to będzie?
To było jak jaskinie z bajki.
Wózki jeździły z tymi kasetowcami w pasiakach, gdzie nad nimi jak diabły stali asesmani czarni.
Stanąłem na takiej platformie, oberwały się skały.
Jakoś całą wyszedłem.
I on był trochę zachwiany, psychicznie był trochę zachwiany jednak.
W obierkach najwięcej witamin jest, ale jaka ilość?
To były jakieś zachwiania psychiczne.
Jak to udawać wariata?
No i jak go lekarz zbadał, uwierzył.
No to na marginesie tak.
Kałą, Neską, papierosami, Chesterfield Camelami i tak dalej.
No ale potem nas wysłali na tak zwaną kipę, gdzie kipowali po tym wypadku, gdzie myśmy wyciągali wózki z kopalni i wywracali takie na kołysce, takie były kołyskowe wózki, gdzie się wysypywało to na hałdę.
Ale często taki wózek spadł.
Taki potężny.
Też krzyczał, tylko krzyczał, tak.
Jakoś tak drugi Niemiec wyciągał te wózki, zapraszał nas do siebie i częstował własnym chlebem, który miał na przydział.
Myśmy ten pielechleb piekli na piesyku, mogliśmy się, że tak powiem, jakoś odżywiać.
Jeden, ja mówię dwóch Niemców, jeden był taki, że chcieliśmy go załatwić, a drugi częstował własnym chlebem przyjałowym, przecież miał na przydział.
W każdym bądź razie nie będę opowiadał szczegółów, dotrwaliśmy do, tam było dużo ciekawych przygód, bo myśmy potem budowali kabel taki do Halberstadt'u, mieliśmy paczki, mieliśmy już zupełnie, Wielkanoc była wspaniała, jak można rozumieć, bo straszne, to Wielkanoc była, myśmy sprzedawali trochę kawy, trochę tego, mieliśmy jajka, nawet pół litra też się znalazło.
W każdym bądź razie 12 kwietnia ewakuacja, już w krótkich słowach, ewakuacja do innego obozu, Altengrabova.
Przedtem jeszcze był straszliwy nalot, byśmy oglądali to z Blankenburga, kiedy Halberstadt zrąbali nalot dywanowy, kiedy widziałem pierwszy raz, jak nadleciały samo.
Patrzymy, a oni chusteczkami machają, z chusteczkami białymi, a potem machają, skaczą, podskakują Amerykaniem.
To my zaatakowaliśmy tych Niemców, którzy obok byli z Panzerfaustem, a oni tylko czekali na to, ręce podnieśli do góry, jeszcze i papierosami poczęstowaliśmy.
Jeńcy prowadzili jeńców, wzięliśmy ich do niewoli, do tych Amerykanów, nas wysłali do Halberstatu, tam ulokowały nas w takim kinie, nie będę opowiadał całych szczegółów, w każdym bądź razie tam zamieszkaliśmy.
Bo w tym Halberstacie, myśmy samochód zdobyli nawet taki.
Dobrze, że jakiegoś wybuchu nie było.
Cała cysterna krakowskiego spirytusu.
No to nasz spirytus krakowski.
Nawet do baku wleliśmy, bo benzyny nie było za dużo do samochodu.
Także właściwie spirytus i papierosy to była waluta.
No nie będę mówił, jak tam moje urodziny obchodziliśmy 30 kwietnia.
Oni nas zapisali już do szpitala takiego.
Wpisali nas, bo mieli braki w obsłudze, w tym stanie.
I my się zastanawiali, słuchaj, oni tacy, jak nas nie chcą, mają nas w stanie, to mogą nas nie zostawić w Ameryce i na Filipiny, a tam wojna z Japonią jeszcze jest.
No i człowiek nie wiadomo jak, co dalej robić.
Skompletował z naszych AK-owców oddziały okupacyjne.
Myśmy przenieśli się do Osterode, bo Osterode był taki teatr amatorski, tam się razem zainteresowali i...
Że tak powiem zrezygnowaliśmy z tej pracy w brytyjskich oddziałach i założyliśmy teatr.
I daliśmy tam wspaniałe przedstawienie, w Lingen, w Papenburgu, mieliśmy katastrofę, też taką samochodową.
I tam, że tak powiem, w Lingen, tysiące naszych żołnierzy, sukces niebywały, kwiaty, to przyszła do nas pani Tauber, żona tego sławnego śpiewka, Ryszarda Taubera.
Zrobiliśmy polsko-angielski taki program.
Była z nami jeszcze Barbara Rudzka, śpiewaczka znakomita, tenor cywiński.
Tutaj w radio zainteresowali się nami i dali nam dwie audycje dla Polaków za granicą w lipcu i w sierpniu, żebyśmy
Dla Polaków za granicą.
Widocznie chcieli pokazać, że wrócili AK-owcy i jakoś nie wjeżdżą na Syberii, przecież tylko w Polsce i śpiewają.
Zostałem w kraju, mieszkałem w ruinach konserwatorium początkowo, potem ożeniłem się z żoną, założyliśmy zakład fotograficzny, który splajtował w ciągu po dwóch latach, no a ja skończyłem studia w 1953 roku, no a później
Od 50 roku, kiedy przesłuchiwał mnie Szpilman, potem dyrektor Polskiego Radia i Kołaczkowski i inni, zakwalifikowali mnie jako solistę.
I tak w Polsce zacząłem śpiewać, szczególnie muzykę oratoryjną w operze kameralnej.
Potem śpiewałem w Krakowie, wszędzie we wszystkich miastach Polski z orkiestrami polskimi dyrygował Markowski, Krenc i inni wielcy dyrygenci nasi.
Jak rozumiem ze względu na swoją działalność kulturalną nie był pan represjonowany przez władze komunistyczne?
Kiedy zobaczyłem swoje akta w konserwatorium, w wyższej szkole, to tam zawsze było napisane, że jestem nieuspołeczniony, że tam same negatywy w swoich aktach.
A jeśli chodzi o represjonowanie, jako że byłem wolnym człowiekiem,
Artystą, że tak powiem, stale związany.
Tam byłem jako, miałem taki glejt, Polskie Radio, prawda, pracownik państwowy.
A tak potem byłem, jak nie pracowałem w radio, to w harmonii pracowałem na etacie, w estradzie kameralnej.
No to już potem nie miałem, potem 56, potem odwilż była pewna tak, że nie byłem wtedy represjonowany.
Koledzy moi tak, jeden z moich kolegów siedział w więzieniu, drugi mój kolega, który przyjechał, posądzili go, że miał pistolet na pamiątkę swój, zobaczyli, wsadzili go do więzienia, siedział też.
No były takie przypadki, no ja jakoś uniknąłem tego, tylko że miałem trudności w ogóle,
Nie mogłem, nie mogłem się jakoś wydobyć na... Z trudem dostałem mieszkanie w 1952 roku dopiero, a tak w suternie mieszkałem w tej... Mimo, że pracowałem w teatrze, mimo, że coś robiłem, śpiewałem, niestety nie miałem mieszkania.
Mówił pan, z jakim bólem pan przyjął decyzję o kapitulacji, o zakończeniu walk w trakcie powstania, a z drugiej strony, co było dla pana najlepszym wspomnieniem z tego okresu?
Mój brat, pamiętam jak ja wróciłem z tego pierwszego obozu, pokazywał mi zdjęcia dokumentalne, dokumentację jak rozbierali pomniki, szopen pocięty na loże takiej kolejowej.
Wszystko się robiło i z myślą, że kiedyś powstaniemy, prapowstanie będzie ogólnopolskie i my, że tak powiem, będziemy tymi aliantami, którzy mogą, Sowietów, że tak powiem, mogą jako alianci, no, ewentualnie powitać, jeśli będą, bo to niby prawda.
Akcja burza nie wypaliła.
W Wilnie aresztowano przez tych, ale myśmy wjeździli tak, gdzieś tam coś ktoś słyszał.
Żeby młodzi ludzie zgłosili się do kopania tych fortyfikacji, prawda, i tak dalej, bo oni będą bronić miasto, zrobią festung, prawda, Warszawu.
Że jak się nie zgłosi, to represje, to to, tamto.
Myśmy byli zawsze narażeni na to, że jak coś nie tego, to kula w łeb, to to, to tamto.
Kiedy zaczęli uciekać, tak jak my na wschód wtedy,
Tak Niemcy uciekali na zachód.
To jaka okazja taka, żeby nikt nie pobić.
Jak wrócił z obozu, z Niemiec, to jego rodzina przyjęła Volkslistę, nazywała się Rinas.
Szkodliwy, że nawet pomagał AK-owcom.
Miał jakąś wytwórnię karbidu, coś tam zarabiał, pomagał.
Także cywile uciekali.
Myśmy nie wiedzieli, jak jest na froncie.
No to już tak blisko, no przez Wisłę.
I tak, że gdyby dowództwo nie dało rozkazu do powstania, to mi się wydaje, ci, którzy byli uzbrojeni, którzy byli już naładowani,
Najlepszy dowód, jak na Żoliborzu, nie wytrzymali i przed akcją, przed akcją, przed siedemnastą zaczęli już walkę z Niemcami.
Także to trudno powiedzieć.
To był, wszyscy byli początkowo bardzo szczęśliwi, że nareszcie wolni, szplagi biało-czerwone, radia powystawiali, ci co mieli były zakamuflowane, to wystawili, ko bum bum bum bum.
No tylko najgorszy ten, z dymem pożarów jak Londyn nadawał, a to był podobno sygnał, prawda, szyfr taki, prawda, do zrzutów.
Ale jak cały czas tylko mówi, cholera, że dają z dymem pożarów, a broni nie dają, żeby zrzucili broni.
Ostatnie odcinki
-
Ślub był w kaplicy urządzonej w sklepie | Boles...
20.04.2026 10:00
-
Miał pseudonim „Kotwa” ze względu na to, że to ...
13.04.2026 10:00
-
Całe życie pomagała wszystkim, bo była harcerką...
30.03.2026 10:00
-
Duża solidarność, wzajemna opieka, dzielenie si...
23.03.2026 11:00
-
Ta Warszawa czekała, kiedy będzie mogła z broni...
16.03.2026 11:00
-
Takie jest szczęście. Nigdy nie wiadomo, kiedy ...
09.03.2026 11:00
-
Wyszli i padli nieprzytomni od powietrza | Tere...
02.03.2026 11:00
-
W kanałach szli czternaście czy dwanaście godzi...
23.02.2026 11:00
-
Jest wycieczka do Krakowa | Tadeusz Karczewski ...
16.02.2026 11:00
-
Chodziło o stwierdzenie, że to ten samochód | E...
09.02.2026 11:00