Mentionsy
Pamięta skrzynkę, którą miał na Emilii Plater | Andrzej Flaszczyński „Sęp II” | Harcerska Poczta Polowa odc. 3
Andrzej Flaszczyński ps. Sęp II podczas Powstania był listonoszem Harcerskiej Poczty Polowej w Śródmieściu Południowym. Po kapitulacji wyszedł z Warszawy z ludnością cywilną.
Rozmowę w ramach Archiwum Historii Mówionej przeprowadził Michał Wojciechowski 7 listopada 2008 roku.
Szukaj w treści odcinka
To był taki zwyczaj czasami, że dokładano imię z dnia urodzenia.
Jak się zaczęła Pana przygoda z konspiracją?
No więc teraz, z chwilą kiedy, jak mówiłem, wróciliśmy ze Lwowa do Warszawy, to był kwiecień 1939, ja rozpocząłem naukę we Lwowie, w Szkole Powszechnej, jak się ówcześnie nazywało.
Takie były przedwojnozwyczaje w szkołach.
Natomiast jak przyjechaliśmy do Warszawy,
No to brakowało do końca roku, jeszcze maj, czerwiec praktycznie rzecz biorąc.
No ale efekt był taki, że rodzice uznali, że trzeba mnie zapisać do szkoły.
Gdzie w pierwszym okresie dojście do szkoły nie było problemem, natomiast w późniejszym okresie okupacji niemieckiej, kiedy już Niemcy nie czuli się tak bezpiecznie w Warszawie, Aleja Sucha została przegrodzona zasiekami i stała waha niemiecka i już wyrzucili nas z tej szkoły.
Skończyłem siedem klas szkoły powszechnej, czyli praktycznie skończyłem naukę w tej szkole.
Dlatego, że jak wiem z rozmów z moimi kolegami,
To wszystko było uzależnione od tego, czy w danej szkole tworzyła się komórka jakaś konspiracyjna, bądź były jakieś kontakty konspiracyjne.
Nie było niczego takiego.
Oczywiście zawisza to jeszcze powstanie, to tam 42. rok jest, więc skończyłem tę szkołę i kontaktu z konspiracją nie miałem.
Wobec tego były kamuflowane polskie szkoły średnie jako szkoły zawodowe.
To taka, gdzie uczono szycia rękawiczek, wiecie panowie, jakichś takich tam tego typu historii.
Pierwsze parę dni jest to okres taki dosyć chaotyczny.
Ja spotykam porucznika jakiegoś takiego oddziału, który stacjonował w jednym z domów na Wilczej.
No ten porucznik potraktował mnie jeszcze troszkę po dziecinnemu.
Jak rodzice napiszą zgodę, to wtedy on rozważy sprawę, czy przyjąć mnie do swojego oddziału na łącznika.
I ten mój kontakt się skończył.
Tam mieściła się, jak wspomniałem już, komenda
Śródmieście Południe zaprowadził mnie tam i z tego co ja pamiętam skierowano mnie do druha Rakowskiego.
Zapamiętałem go sobie jako wysokiego mężczyznę w kombinezonie, bo to taki był początkowy może okres powstania prawie że mundurk i powiedziałem, że chcę przyjść tutaj do Harcerskiej Poczty.
Pierwsza rzecz, która mnie spotkała, to ofuknięcie przez druha Rakowskiego, że nie potrafię się porządnie zameldować.
No, ja nie byłem harcerzem okresu okupacji, prawda, także dla mnie meldunek był wtedy.
Nie wiadomo, jak to załatwić.
Ci koledzy, z których ja wiem z rozmów, którzy mieli kontakt z konspiracją, część z nich była skoszarowana,
I oni stanowili takie jednostkę bardziej, że tak powiem, zżytą.
I zacząłem uczestniczyć, że tak powiem, w pracach Harcerskiej Poczty Polowej.
Polegało to na tym, że przed bramą była zrobiona taka półbarykatka.
Ponieważ ostrzał szedł od strony kościoła Barbary i Alei Jerozolimskich, to była taka półbarykatka.
Zbudowana chyba płyty i trochę worków z piaskiem i tam było dwóch czy trzech na tej placówce naszych chłopców z bronią, no a ja traktowałem, że jak mogę przyjść, wybrać te listy, co się nazywa szumnie, bo to mogły być karteczki, prawda, nie listy w zrozumieniu obecnym, że koperta, że to.
I tak to moja funkcja wyglądała.
Łączność z drużyną była dosyć luźna, dlatego że myśmy mieli zbiórki, zbiórki jakieś takie instruktażowe.
Pamiętam zbiórki, które się odbywały na ulicy Chorzej w jakimś mieszkaniu.
Że to było jakieś puste mieszkanie na chyba drugim piętrze, gdzie myśmy harcerskim zwyczajem na podłodze siedzieli w kuczki i proszę was, a okna jakoś wychodziły w kierunku Alei Jerozolimskich i po takiej jednej ze zbiórek to pamiętam, żeśmy stanęli w tym oknie, bo widzieliśmy jak sztukasy bombardowały chyba stare miasto, w jakimś razie tereny za Alejami Jerozolimskimi.
I tak przebiegała ta moja służba.
Także, jak mówię, łączność była w miarę luźna.
W momencie, kiedy się zgłosiłem i zostałem skierowany do drużyny, to pamiętam, dostałem chyba takie zaświadczenie, że jestem... Nie pamiętam, czy też pisało, że w Harcerskiej Poczcie Polowej, bo wtedy nie używano, tak jak obecnie się używa, szare szeregi.
Tam AK i tak dalej.
Nie, wtedy się po prostu raczej mówiło o Harcerskiej Poczcie Polowej albo Poczcie AK.
I tu mam jeszcze taką lukę w pamięci, bo mnie się wydaje, że dostałem torbę.
Taką torbę uszyto z takiego szarego płótna, z pasem, żeby przekładać przez ramię.
Ja taką torbę, replikę takiej torby, zrobiłem w latach teraz tam chyba dziewięćdziesiątych.
Także ja nie jestem pewien, czy ja tutaj się nie mylę, ale tak mi się wydaje, że tę torbę dostałem.
Na tym polegała ta moja praca, która, jak mówię, to był dosyć luźny kontakt.
Były tam co parę dni te zbiórki, tam udzielano nam instruktażu, przekazywano, jak to wtedy się mówiło, rozkazy i to wszystko tak wyglądało.
Wobec tego ta barykada była tak jakoś odsunięta, żeby chroniła przed tym ostrzałem z ulicy Nowogrodzkiej z Poczty.
A Emilii Plater usadowił się gołębiarz, jak to się nazywało, czyli strzelec wyborowy niemiecki czy volksdeutsch, który po prostu ostrzeliwał to przejście.
Później, jak sprawdziłem, to było 10 czy 15 centymetrów nad moją głową.
Dom był dosyć charakterystyczny na ówczesne czasy, bo to chyba była pięciopiętrowa kamienica z dwuspadowym dachem pokrytym czerwoną dachówką.
Otóż w tym domu, chyba na trzecim piętrze, jak plotki takie krążące wśród mieszkańców okolicznych mówiły, chyba była jakaś komórka AK do walki właśnie z sabotażem.
Nie wiem czy to prawda czy nieprawda, ale tak w plotkach okolicy mówiono.
W przerwach pomiędzy oddaniem listów, a pójściem ponownie do komendy poczty, żeby roznosić listy, miałem 2-3 godziny przerwy, co zresztą było zużywane przez moją rodzinę, żeby coś zjeść w domu, no bo jakąś, prawda, strawę trzeba było ugotować.
Co jeszcze jest charakterystyczne?
W Wilczej 51, bo to był taki czworobóg czterech oficyn, jedna z nich była Wilcza 51, mieszkał pan inżynier, jak powszechnie mówiono.
Bo w momencie, jak przyjmowano mnie do drużyny,
No to ja tak, pseudonim, no to Sęp.
Efektem jego pracy tam na ulicy Chorzej było, wtedy też już działały troszeczkę, że tak powiem znajomości, poważnym problemem było zaopatrzenie w wodę w drugim okresie powstania.
Efektem tego było, że tworzyła się kolejka, ale nikt oczywiście nie stał i nie czekał, aż o 3 włączą wodę, tylko stawiał swoje naczynie na wodę, czyli jakąś bańkę, jakaś powiedzmy wanienka, czy coś takiego, prawda?
Oczywiście popularne były te tak zwane krowy albo szafy.
Czyli te granatniki, które, jak to mówiono językiem cywilnym, jak nakręcano, to miało właśnie taki zgrzyt krowy czy szafy.
Niemieckiej, która miotała pociski, już nie pamiętam o wadze, kilkuset kilogramów, coś takiego.
Co było charakterystyczne, że ten ostrzał mógł być prowadzony co, jak wypraktykowaliśmy, mieszkańcy, co siedem minut, bo podobno tyle czasu trwało ładowanie następnego pocisku do tej grubej berty, jak myśmy to nazywali.
Czyli jak leciała gruba Berta, pocisk grubej Berty, to wiadomo było, że mamy 7 minut czasu, aż zostanie wystrzelony następny pocisk.
I to jest fakt, to jest prawda.
To nie jest żadna taka przypowieść nieprawdziwa.
Wobec tego ta Berta jak leciała, to ona dawała taki dźwięk właśnie takiego jakiegoś, trudno powiedzieć, churkotu.
To taki był dosyć duży szum.
Ja siedziałem z tymi paroma osobami na tej ławeczce i co usłyszałem ten dźwięk lecącego pocisku, to wskakiwałem do klatki schodowej, wiedząc,
Klatka schodowa z dużym sklepieniem takim klejnowskim, prawda?
I właśnie tego 16 czy 17 września słyszę taki krótki ryk tej Berty.
Jedna z tych osób siedzących na ławetce mówi do mnie, co ty się wygłupiasz, co ty biegasz do tej klatki jak leci Bertak.
No ale ja słyszę ten krótki ryk Berty, wskakuję do tej klatki i w tym momencie prawie że tracę przytomność.
Sypie się na mnie jakiś gruz, jakieś szkło chyba, gruz.
Jakiś pył, jakiś smród tych materiałów wybuchowych, po prostu się duszę.
Czuję, że za chwilę zemdleję, po prostu zaczynam mieć taką świadomość, że dopadło mnie, kończę się.
Po kilkunastu sekundach jakoś ten oddech zaczynam łapać.
Okazuje się, że w ustach mam jakiś gruz, coś, to wypluwam i zaczynam łapać ten oddech, ale jestem całkowicie zdezorientowany.
Sama mała ręce, bo ja po prostu jestem zakrwawiony, bo te drzwi w tej klatce były z szybą, więc to wszystko strzaskane.
Okazuje się, że miałem pokaleczoną skórę na głowie, tam pokaleczone tu policzki, ręce pokaleczone, bo w momencie, jak się zaczął na mnie ten gruz sypać, to jakoś machinalnie ręce nad głowę położyłem.
No jakoś mnie mama doprowadziła do stanu używalności i wróciła mnie świadomość.
I mama powiedziała tak... Jeszcze nie było wiadomo, czy ojca straciliśmy.
Harcerska Poczta Polowa się zakończyła.
Także ja nie wiem, co się później dalej działo z Harcerską Pocztą, z rozmów z kolegami, którzy byli do końca.
To wiem, że później była odprawa, później jakieś znaczki, część z nich dostała, coś.
Tak się zakończyła, proszę Was, ta moja miesięczna służba w Harcerskiej Poczcie Polowej.
Kolega, który przyszedł do mnie i mówił, co ty tu siedzisz, a tam na Wilczej potrzebują chłopaków do pracy.
I on mnie tam zaprowadził, do druha Rakowskiego właśnie.
A druh Rakowski po prostu skierował mnie do drużynowego.
Otóż drużyna Piątkowskiego składała się właśnie z ochotników, właśnie z tych chłopców, którzy zamieszkali w okolicy i przychodzili na służbę tak jak ja.
Teraz tak, musi paść jeszcze druga drużyna, która była również składająca się z ochotników, to była drużyna Jerzego Filińskiego,
Ponieważ bardzo rozmiłowany w harcerstwie był Jerzy Filiński, bo to był harcerz taki z prawdziwego zdarzenia i działacz harcerski powojenny też,
To on jak gdyby przygarnął nas tych z drużyny Piątkowskiego do siebie.
I stąd jest to w mojej pamięci to rozkojarzenie, bo Jurek zawsze, bo moi chłopcy były zawsze, on miał ładne mieszkanie na poddaszu, taki był to architekt.
Z kominkiem i tam były spotkania przy kominku, świąteczne, wielkanocne, bożonarodzeniowe, snucie wspomnień i to tak wszystko się potoczyło.
Otóż pracując w kinematografii, jeszcze jak istniało koło zbowidu ówczesne, to przewodniczącym tego koła zbowidu w tej instytucji, w której ja pracowałem, był bardzo sympatyczny i solidny człowiek.
No i ja się skontaktowałem z jednym, też już nieżyjącym, Grzegorzewskim, Hermesem.
Hermes mówi tak, słuchaj, ja potwierdzenie to ci mogę dać, ale on był prawicowcem nastawionym negatywnie do władz ówczesnych Izbowidu, ale moje oświadczenie nie będzie honorowane w Izbowidzie.
Ja cię skieruję do Jurka Kasprzaka.
I proszę was, ja się skontaktowałem z Jurkiem Kasprzakiem i po kilku rozmowach, takich nazwijmy to weryfikacyjnych, co ja pamiętam, co ja robiłem, jak to wszystko przebiegało, Jurek Kasprzak powiedział, ja ci dam potwierdzenie.
I w szarych szeregach już, jak była weryfikacja, to jak wspominałem, zostałem zweryfikowany jako uczestnik Harcerskiej Poczty Polowej z okresem jednomiesięcznym.
I tak to wygląda.
Ostatnie odcinki
-
Jest wycieczka do Krakowa | Tadeusz Karczewski ...
16.02.2026 11:00
-
Chodziło o stwierdzenie, że to ten samochód | E...
09.02.2026 11:00
-
Zapamiętała tę twarz, wszystkie cechy, sposób j...
02.02.2026 11:00
-
Był jakiś przydział spleśniałego chleba i po ły...
26.01.2026 11:00
-
Lamsdorf, Mühlberg, Altenburg, no i Oberlangen ...
19.01.2026 11:00
-
Sześć. Sześć miejsc | Wanda Broszkowska- Piklik...
12.01.2026 11:00
-
To jest moje DNA | Agnieszka Szydłowska | Korze...
05.01.2026 11:00
-
Mieli na nas większy wpływ niż rodzice | Konrad...
29.12.2025 11:00
-
To był człowiek, który niesamowicie kochał Pols...
22.12.2025 11:00
-
To są historie, które pozwalają nam się stawiać...
15.12.2025 11:00