Mentionsy
Był jakiś przydział spleśniałego chleba i po łyżeczce cukru | Halina Sobiczewska „Halina” | Kobiece obozy jenieckie odc. 3
Halina Sobiczewska ps. Halina, Lala podczas Powstania była sanitariuszką i łączniczką, służyła w batalionach „Odwet II” i „Golski” na Ochocie i w Śródmieściu Południowym. Po kapitulacji jeniec Stalagu X B Sandbostel, następnie Stalagu VI C Oberlangen. Po wyzwoleniu służyła w I Polskiej Dywizji Pancernej gen. Maczka w Meppen jako telefonistka. Pod koniec września 1945 roku została oddelegowana na studia wyższe do Belgii, gdzie rozpoczęła naukę na Wydziale Chemii Uniwersytetu w Leuven. W 1946 roku wróciła do Polski jako repatriantka.
Rozmowę w ramach Archiwum Historii Mówionej przeprowadziła Anna Sztyk 28 września 2022 roku.
Szukaj w treści odcinka
Początkowo jako trzynastolatka do AK wstąpić nie mogłam.
Zresztą na samym początku było ZWZ, nie było jeszcze AK.
Należałam do szarych szeregów, do harcerstwa, bo to było takie bardzo, bardzo powszechne i bardzo, nazwijmy to, mądre.
Także początkowo należałam właśnie do Szarych Szeregów.
Natomiast na początku 1943 roku zostałam przyjęta już do AK, do 2.
Był cały pluton taki sanitarny w tymże batalionie, który swoją działalność rozpoczął w 1941 roku.
Licealistek, podkreślam licealistek, w takim wieku wtedy były te przyszłe sanitariuszki.
Każda drużyna jeszcze się składała z trzech sekcji, także było 9 sekcji.
No i wyglądało to w ten sposób, że najpierw trzeba było przejść taki kurs pierwszej pomocy.
A następnie trzeba było już wobec jakiejś tam komisji, na czele był nawet nasz dowódca batalionu Roman, trzeba było zdać egzamin z tych umiejętności.
No a następnie odbyłyśmy też praktyki w szpitalu.
Te praktyki w szpitalu umożliwiały nam te pielęgniarki, które każda gdzieś tam w jakimś szpitalu pracowała.
No i w ten sposób znalazłam się w jednej z tych sekcji jako wciąż jeszcze nastolatka.
Musiałyśmy same sobie uszyć, własnoręcznie uszyć torby takie i w aptekach gdzieś tam, gdzie tylko można było
Cokolwiek kupić z tych rzeczy, które byłyby przydatne oczywiście w czasie jakichś tam działań wojennych i te rzeczy kompletować w tych torbach.
Takie dziewczyny poszły, a było tych dziewczyn w naszym batalionie prawie setka, bo potem kompania rozrosła się do dosyć dużego batalionu, także w rezultacie tam jeszcze dołączyły inne organizacje, także w rezultacie...
Tuż przed powstaniem warszawskim nasz batalion już prezentował taką poważną siłę.
To już była taka wojskowa dosyć znacząca siła w momencie wybuchu powstania.
Czy znała pani miejsce jakby koncentracji?
Także mogłam się tylko spodziewać, że gdzieś tam w okolicy Mokotowa ewentualnie, w razie jakichś tam zamieszek, to tam ewentualnie wyląduję.
W określonym miejscu i to natychmiast, bez zwłoki, z tą torbą sanitarną, którą jak się niosło, to była spora ta torba sanitarna, więc nie można było otaknieć, tylko się zawinęło w jakąś gazetę, sznurkami się zawiązało.
Jak wyglądały te pierwsze godziny i pierwsze dni powstania?
Jakie otrzymała pani zadanie?
Także do powstania był w ogóle nie nadający się do walki.
Miał zaatakować koszary.
Jak one się nazywały?
No ale zaatakowanie koszarów niemieckich
Żołnierzami bez broni, a koszary to jednak skupisko dużej ilości Niemców, świetnie uzbrojonych, świetnie wyszkolonych, świetnie przygotowanych do wojny.
I nastawionych na to, że będą atakowani.
Także z tego w zasadzie to nastąpiła taka dezorganizacja w dużym stopniu i trzeba było zrezygnować, bo w ogóle nie było mowy o tym, żeby takie koszary w ogóle bez broń.
Można było odbić, ale jednocześnie pierwszego dnia nasz dowódca Roman i jego zastępca Żegota, a Żegota Romuald Jakubowski to włączył się do naszego batalionu
Także tego samego pierwszego dnia Roman zaatakował dwie takie wille.
Między innymi ciężko ranny był Żegota właśnie w tej bitwie, bo Żegota miał atakować z jednej strony, a nasz Roman z przeciwnej strony.
Atakować, żeby najpierw zdobyć broń, a potem dopiero z tą bronią walczyć, no to była troszkę też taka utopijna sprawa.
Także Żegota był ranny.
Czy Pani zorganizowały jakiś taki szkółek?
Jak to wyglądało?
I wtedy się bardzo rozproszył nasz batalion i rozproszył się także
Po pierwszym roku medycyny dostałyśmy rozkaz zorganizowania właśnie na Sędziowskiej 13 takiego punktu sanitarnego, takiego wojennego szpitaliku i tam zanieśliśmy tych naszych rannych.
A w międzyczasie nasz dowódca nawiązał kontakt z batalionem, ze zgrupowaniem Golski.
Ustalili już jakąś tam trasę przez pole mokotowskie kawałek, gdzieś tam pol na Śniadecki i w ten sposób dostawali się właśnie do Śródmieścia.
Roman wychodził z resztą już żołnierzy, z większością sanitariuszy, mówię większością, bo część musiała zostać, z rannymi, których nie mógł on zabrać, takimi chodzącymi.
W związku z tym z 9 na 10 sierpnia skończyła się nasza w ogóle działalność tam na kolonii Staszica, bo dowódca to był już ostatni, który stamtąd możliwie ze wszystkimi wyewakuował.
No tutaj może tylko wspomnę o takiej rzeczy.
Myśmy się zajmowali tymi chorymi naszymi chłopakami.
Był jeden taki chory, miał pseudonim Gryf.
No i wtedy rzeczywiście ja i ta moja przyjaciółka i jeszcze trzy dziewczyny podjęłyśmy, zdecydowałyśmy się zanieść tego, tego rannego chłopaka,
Do tego szpitala zaopatrzyłyśmy się w takie białe szmaty czy płachty, jak to nazwać, do powiewania, że jesteśmy pokojowo nastawieni i z tymi powiewającymi chorągwiami czy szmatami.
Penetrowali, mordowali, palili, okradali, gwałcili, także ta pacyfikacja była tragiczna na kolonii Staszica.
Ale to już w większości ludności cywilnej, no bo jednak ten cały batalion nasz.
Były jeszcze dwie kompanie Golskiego tam też i też w taki sam sposób skończyły jak my.
Jak Pani by zapamiętała ten moment kapitulacji?
To było wielkie przeżycie, bo to jednak była, co tu dużo mówić, wielka porażka.
Gdyby Ukraińcy nie mieli tak wspaniałej pomocy ze strony Stanów Zjednoczonych, ze strony Andinu, Polski też i innych krajów, to by już dawno przecież przegrali tą wojnę.
Tyle tylko, nawet jak były te zrzuty tych desantów, to większość zrzutów spadała na stronę niemiecką i to Niemcy byli zaopatrzeni w te sceny z tych zrzutów, a nie nasi chłopcy, także powstanie było do przegrania.
Ale to czuliśmy to jako wielką porażkę i była to wielka tragedia.
Albo się idzie w takiej sformowanej grupie do niewoli razem z batalionem, albo się idzie z cywilami, z mieszkańcami Warszawy.
Przepiękne bloki, takie jeszcze tuż przed wojną wybudowane, cała ulica spalona.
Pojechaliśmy przez Kutno, jechaliśmy wolno przez Kutno, przez już mocno zniszczony Berlin do takiej małej miejscowości, Bremerwerde ona nazywała się ta miejscowość, tuż niedaleko Hamburga i w tej miejscowości z tego pociągu nas...
Ja myślę, że może z innych batalionów dziewczyny też miały jakieś zdjęcia.
Nie wiem, jak ja te zdjęcia… A nie, mniej więcej pamiętam, te zdjęcia były robione już po wyzwoleniu obozu tam u Oberlangen, ale wcześniej byliśmy w Sandbostel, dostaliśmy ten barak Aufnahme.
I w tym baraku siedzieliśmy od mniej więcej tam 6-7 października do początku grudnia.
To była nieduża grupa oficerów, a resztę dziewczyn to były zakwalifikowane jako podoficerowie, bo myśmy wyszli
W Warszawie ja na przykład wyszłam jako plutonowa z cenzusem, a wykwalifikowanej pielęgniarki jako sierżanty z cenzusem czy coś takiego.
No trzeba przyznać, że myśmy dobrze na tym wyszli, bo w tym oflegu okazało się, że były dużo gorsze warunki i tam niektóre w ogóle zginęły, bo tam były jakieś zamieszki bombardowania.
Jak byłyśmy w tym obozie, a ufnamy przez ten blisko miesiąc, to nas odwiedzali i porucznik nas, Roman, z chłopakami, bo dostawali przepustki na przemian raz teraz, raz ci, raz ci, tam raz, dwa razy w tygodniu, także nas odwiedzali, troszkę nas wspierali na duchu.
którzy od początku wojny, od 1939 roku byli tam jako jeńcy-wojeńcy cały czas, także nawet tacy byli tam Polacy jeńcy i też trudno, żeby nie interesowali się obozem Małym Mlamy, gdzie są same Polki i to w dodatku z Powstania Warszawskiego.
A jakie były tam warunki, takie codzienne bytowe warunki, jakie tam były?
Oberlangen, jak każdy obóz, jak każdy stalak otoczony drutami, z wieżyczkami, ze strażnikami w tych wieżyczkach obserwującymi cały ten obóz.
W środku baraki.
Baraki są na tych zdjęciach.
No a w barakach
Tak że ja z tą swoją przyjaciółką zajęłam najwyższy poziom.
A w samym obozie, ponieważ to był stalak, to jeńcy byli obowiązani do wykonywania różnych prac w ramach tego obozu.
Szeregowi tak, ale podoficerowie właśnie w tych obozach jenieckich nie musieli, ale w ramach...
No takie prace to były różne.
Były na przykład, były na przykład takie komenderówki.
Była taka komenderówka, która się nazywała, brzydko się nazywała, Szajs Komando.
Wiadomo jaka to komenderówka, ale była dosyć opłacalna, bo z tą komenderówką się wyjeżdżało poza teren obozu.
A jeszcze nie powiedziałam, że wcześniej do nas, tam do tego obozu w Oberlangen, przyjechał Czerwony Krzyż, przedstawicielstwo Czerwonego Krzyża i zaraz po tym zaczęły przychodzić paczki czerwonekrzyskie, a w tych paczkach to były i papierosy jakieś tam, Chesterfieldy, Oldwaldy.
Ale były jakieś tam puszki, pork, wieprzowiny, biw, wołowiny, jakieś tam puszki, fasoli.
Także dostawałyśmy te puszki i miałyśmy tą herbatę, tą kawę, których Niemcy już niestety nie mieli.
Więc jak myśmy przyjeżdżali z tą komendyrówką, to tam już zawsze jakiś jeden, dwóch Niemców czekało.
I jak się wracało do obozu z bochenkiem chleba, to była zdobycz niesamowita, bo przecież w obozie było bardzo głodno, no była jakaś tam zupa raz w ciągu dnia.
Był jakiś tam przydział spleśniałego chleba i po łyżeczce tam jakiejś tam cukru czy czegoś tam jeszcze.
No ale było głodno, no co tu dużo mówić, więc taki chleb to była zdobycz ogromna.
Dlatego ja się właśnie na tą... A ta moja przyjaciółka to była taka mniej obrotna, bo to trzeba było ten bochenek chleba jeszcze przenieść, wracając przez tą bramę tego.
A przy bramie stali Niemcy, więc jakby zauważyli, że się wraca z tym chlebem, no to można by było mieć dużą nieprzyjemność.
No trzeba było pracować w ramach obozu, w ramach kuchni obozowej, w ramach jakiejś pralni obozowej.
To było jakieś zajęcie, ale apele były strasznie męczące, trzeba było się zrywać wcześniej, wstawać do tego apelu bardzo wcześnie.
Innym Niemcom liczyły nas Niemki, nie zawsze były w stanie szybko się doliczyć, więc się stało, a myśmy wyszły do powstania o tak jak stałyśmy i tak ubrane byłyśmy tam w tym obozie, także strasznie było, to była już zima przecież, więc było mroźno i zimno.
Czy były jakieś koce do przykrycia?
Ponieważ nasz obóz Landbostel przyjechał jako pierwszy tam, to myśmy zajęły pierwszy barak po lewej stronie.
To był barak numer dwa.
A przy naszej pryczy to była jakaś taka rura, która trochę ogrzewała, to myśmy, raz, że było trochę cieplej, a dwa, że myśmy na tej rurze ten spleśniały chleb sobie przypiekały.
Także miałyśmy ucztę wspaniałą.
A proszę powiedzieć, jaki był stosunek Niemców do państwa?
Był poprawny, bo to był jednak stalag i to byli jeńcy wojenni.
Także chronił nas w ogóle.
Status jeńca wojennego, chroniła nas Genewa, chronił nas Czerwony Krzyż, także nie było jakiegoś tam znęcania się, czy ubliżania, czy bicia.
A ci gospodarze, do których panie trafiały podczas tych codziennych wyjazdów, gospodarze niemieccy, bałęży, jaki mieli stosunek do państwa?
W zasadzie wielkiego kontaktu to byśmy z nimi nie mieli.
Raczej taki ugodowy, raczej ugodowy.
Prości ludzie, bałerzy, którzy tam mieli jakieś w pobliżu gospodarstwa i korzystali z tego, że mogą sobie zdobyć jakieś tam trochę kawy, trochę herbaty, trochę dobrych papierosów.
Także raczej sympatycznie, to znaczy no nie po przyjacielsku oczywiście, ale sympatycznie.
No i tak żeśmy tam dotrwały do pamiętnej daty 12 kwietnia.
Już wcześniej była taka... Już krążyły takie wieści, że zbliża się front, że jest już bardzo blisko.
Że jakaś czarna dywizja idzie w kierunku właśnie na tym odcinku, w kierunku naszego obozu.
Nie było już apelu i był rozkaz, że baraków nie wolno opuszczać, że wszyscy cały czas pozostaną w barakach, opuszczać baraków nie można.
No i faktycznie pod wieczór najpierw zazdrowiła się strzelanina, króciusieńko trwała, a potem strzelanina ustała, brama się otworzyła,
Także to była duża grupa.
No i tak to było.
Przede wszystkim nas ubrali, bo przecież byłyśmy w tych jak takie banda przebierańców, każda w innej sukieneczce czy jakimś tam żachiecieku, bo nic więcej nie miałyśmy.
Takich rzeczy, których się w czasie okupacji w ogóle nie jadło, nie miało.
Jak się dostało jedno jajko na tydzień,
Poza kartkami wszystko było bardzo drogie, także... A tam nas zarzucili wszystkim, co tylko możliwe.
Wszystkie stanęłyśmy w taką podkowę.
No, była to satysfakcja.
Była to wielka satysfakcja, bo rzeczywiście...
Okupacją i potem wszystkim, co się działo po okresie okupacji, a to była naprawdę wielka satysfakcja.
Czy Pani miała kontakt z rodziną i czy wiedziała Pani, co się dzieje?
Dopiero już po wyzwoleniu rodzice przez Czerwony Krzyż nawiązali kontakt ze mną.
Bo miałam to szczęście, że zostałam zwerbowana w dywizji Maczka jako telefonistka do pracy, jako ATS-ka, ta pomoc, ta służba, kobieca służba wojskowa w wojsku angielskim.
Ja mam tutaj takie potwierdzenie tego, że rzeczywiście byłam w tym wojsku.
Jako telefonistka w dywizji generała Maczka.
A w tym obozie Niederlangen, to co ja teraz wszystko mówię, to może gdzieś tam jakieś jest przekłamanie, bo to jednak było 78 lat temu, ale w zasadzie to ja jestem bardzo taka prawdomówna, także robię wszystko, żeby to było prawdziwe.
Podejrzewam, że tam było dużo komunistów, Niemców, którzy byli aresztowani i byli tam tego... Jak myśmy wyjeżdżali na komenderówki, to oni też jeździli na komenderówki, nieraz prawie.
Także nas przenieśli do tego obozu Niederlangen i tamten w tym obozie zorganizowali wszystko i tak dalej, ale na zasadzie obóz, wojsko, dyscyplina i tak dalej.
No i tak już jak wspomniałam, w tym obozie byłam krótko, przeniosłam się do pracy w dywizji, a 1 października jako
I wylądowałam, właśnie jako stypendystka wylądowałam tam w tej szkole w Lubwę na Politechnice.
Po roku zdałam egzaminy na Politechnice, mam też potwierdzenie tych znanych egzaminów, no ale już po nawiązaniu kontaktu z rodzicami, z bratem.
Jednym z ostatnich transportów zdecydowałam się jednak do Polski wrócić, do rodziny.
No w grudniu, w grudniu czterdziestego, wojna się skończyła w czterdziestym piątym, w grudniu czterdziestego szóstego roku, po roku studiów w tym, przyjechałam do Polski, zgłosiłam się na Politechnikę w Polsce, zostałam przyjęta, kontynuowałam bez poślizgów, zdałam mnie maturę, zrobiłam dyplom, no i tak się skończyła moja kariera.
Zostałam już na stałe w Łodzi, tak.
A potem przeszłam na emeryturę i jeszcze pracowałam dość długo w... Ponieważ powstał Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej i miał swój oddział w Łodzi i w tym oddziale był taki pododdział warszawski, bo to było podzielone.
Tak, tak.
Na wszystkich rocznicach, byłyśmy na tych wszystkich rocznicach, wie Pani, ponieważ ja dostawałam zawsze zaproszenie z muzeum i takie pojedyncze zaproszenia na wszystkie imprezy, na wejście na wszystkie imprezy.
Ostatnie odcinki
-
Jest wycieczka do Krakowa | Tadeusz Karczewski ...
16.02.2026 11:00
-
Chodziło o stwierdzenie, że to ten samochód | E...
09.02.2026 11:00
-
Zapamiętała tę twarz, wszystkie cechy, sposób j...
02.02.2026 11:00
-
Był jakiś przydział spleśniałego chleba i po ły...
26.01.2026 11:00
-
Lamsdorf, Mühlberg, Altenburg, no i Oberlangen ...
19.01.2026 11:00
-
Sześć. Sześć miejsc | Wanda Broszkowska- Piklik...
12.01.2026 11:00
-
To jest moje DNA | Agnieszka Szydłowska | Korze...
05.01.2026 11:00
-
Mieli na nas większy wpływ niż rodzice | Konrad...
29.12.2025 11:00
-
To był człowiek, który niesamowicie kochał Pols...
22.12.2025 11:00
-
To są historie, które pozwalają nam się stawiać...
15.12.2025 11:00