Mentionsy
Najbardziej niebezpieczni żołnierze II wojny światowej
Jeżeli podoba Ci się odcinek możesz nas wesprzeć w serwisie
🔶PATRONITE.PL🔶
Albo postawić nam symboliczną kawę w serwisie
🔷BUYCOFFEE.TO🔷
Szukaj w treści odcinka
Ale najpierw zacznijmy od tego, jak w ogóle trudnym doświadczeniem jest bycie żołnierzem w tym najbardziej brutalnym wymiarze, czyli w sytuacji, gdy człowiek musi strzelać do drugiego człowieka.
Na poziomie strategicznym, operacyjnym i taktycznym celem sił zbrojnych, które toczą wojnę, jest narzucenie woli przeciwnikowi.
To jest ważne na poziomie psychologicznym, dlatego że zabicie w walce przeciwnika twarzą w twarz to jest trudne dla człowieka.
System etyczny, system społeczny w jakim funkcjonujemy czyni bardzo słusznie zawisko zabicia drugiego człowieka tematem tabu.
Nawet jeżeli ci inni ludzie należeli do armii wrogiego mocarstwa, chcieli zrobić krzywdę współobywatelom tych żołnierzy, którzy stawali przeciwko nim do walki.
Książki psychologiczne poświęcone tworzeniu żołnierza, procesowi szkolenia, przygotowania do walki wyraźnie wskazują, że najprościej zabija się wówczas, kiedy nie widzi się przeciwnika, że artylerzyści, piloci mają o wiele mniejsze obciążenia moralne niż żołnierze piechoty, którzy bezpośrednio muszą wycelować karabin w żołnierza nieprzyjaciela, że ta dehumanizacja i niewidoczność
I z tego względu żołnierz piechoty, żołnierz pojedynczy na polu walki, to jest żołnierz, który nie może, na szczęście zresztą, zabić zbyt wielu przeciwników tak z przyczyn psychicznych, psychologicznych, jak i z przyczyn czysto technicznych i warunków
Paradoksalnie więc to nie piechota, nie wojska lądowe, generują w jednorazowym starciu największe ofiary po drugiej stronie.
I jednocześnie to, że lotnicy mają większą siłę ognia niż marynarze, a marynarze, mówię o pojedynczych żołnierzach, na stanowiskach bojowych, a marynarze większą siłę bojową, większą siłę rażenia niż żołnierze wojsk lądowych, idealnie zazębia się z tym elementem psychologicznym, o którym wspomniałem.
Obywateli obcego, wrogiego państwa zrzucają na nich bomby z paru kilometrów, na przykład w nocy, na przykład przy użyciu radaru powyżej podstawy chmur.
On jest niezwykle skuteczny, a jednocześnie jest w jakimś zakresie właśnie pod względem psychologicznym bardziej bezpieczny.
Artylerzysta, który gdzieś z drugiego szeregu obsługuje swoją haubicę, swoją armatę, też nie widzi wrogów.
To są żołnierze-snajperzy, strzelcy wyborowi i czasem obsługi karabinów maszynowych.
I o ile jeszcze obsługi karabinów maszynowych walczą na poziomie drużyny, na poziomie plutonu i efektywność bojowa rozkłada się na wielu ludzi, o tyle strzelcy wyborowi, snajperzy, no to ich tak zwane wyczyny mają już charakter wyłącznie indywidualny.
Obsługi karabinów maszynowych, żołnierze obsługujący ciężkie karabiny maszynowe albo uniwersalne karabiny maszynowe, to są żołnierze, którzy w czasie II wojny światowej uśmiercali dziesiątki, a de facto setki żołnierzy przeciwnika.
Sieverloh Heinrich Severloh, w zależności jak będziemy to wymawiać, żołnierz niemieckiej 352 Dywizji Piechoty, który obsługiwał karabin MG42 na plaży Omaha 6 czerwca 1944 roku.
W tym wypadku widzimy amerykańskich Rangersów masakrowanych przez ogień niemieckich karabinów maszynowych ze schronów powyżej plaży.
Heinrich Severloh, on obsługiwał MG42 oddalony od plaży o jakieś 300 metrów, to znaczy miał w zasięgu swojego karabinu maszynowego zarówno najbliższe metry od plaży, to było właśnie jakieś 300 metrów, jak i samą plażę, to było jakieś 150 metrów szerokości, mógł prowadzić ogień na 150, 200, 300 metrów w kierunku żołnierzy amerykańskich z karabinu maszynowego MG42.
Miał zresztą kolegę, Gefreitera Franza Gockela, który obsługiwał nasz, to znaczy polski karabin maszynowy wzór 30 zdobyczny i zarówno nasz CKM, jak i MG42 ostrzeliwały amerykańskich żołnierzy, którzy docierali do plaży, wyładowywali się z barek desantowych, okopywali się na plaży, biegli przez plaże, dochodzili do stanowisk niemieckich.
Ale Heinrich Sieverloh nie zginął.
Jak najbardziej obsługi karabinów maszynowych i moździerzy broniących plaży tak zmasakrowały Amerykanów, ale pojedynczy żołnierz niemiecki z obsługi pojedynczego karabinu maszynowego nie miał możliwości zabicia więcej jak 100-150 żołnierzy amerykańskich.
No to poległo, bądź zaginęło bezpowrotnie nie więcej jak trzystu amerykańskich żołnierzy, a przecież strzelało wiele karabinów maszynowych.
To znaczy obsługi karabinów maszynowych, mając 150, 200, 300 metrów przed sobą nieprzyjaciela, poczyniły w szeregach amerykańskiej I Dywizji Piechoty prawdziwe spustoszenie.
Oraz z tego, jaką bronią posługiwał się pojedynczy żołnierz.
Na lądowym polu walki największe straty zadaje więc artyleria, która strzela za pleców piechurów czołgistów, ale tak czy inaczej pojedynczym działem nie zwojujemy wiele, potrzebujemy całych baterii i dywizjonów.
Kiedy okręty walczą ze sobą, kiedy się wzajemnie zatapiają, kiedy nawet po jednej ze stron ginie cała załoga, albo na przykład zginęło tysiąc marynarzy, to w takiej walce okrętu z okrętem nawodnego
tysiąca wrogich marynarzy.
Kiedy dowódca okrętu naprowadza okręt podwodny na cel, kiedy wydaje rozkaz odpalenia torpedy, kiedy potem widzi zatonięcie jednostki nieprzyjaciela, to może otrzymać informację, że raz z tym okrętem zginęło na przykład tysiąc marynarzy wroga i ten tysiąc marynarzy wroga my utożsamiamy z ofiarami tego konkretnego dowódcy, tego konkretnego kapitana.
Na tych statkach, na tych okrętach giną ludzie i oni są odnotowywani co do człowieka.
Musimy mieć świadomość, że na przykład jeżeli trafimy niszczyciel japoński, albo w walce okrętu podwodnego z okrętem podwodnym zatopimy japoński okręt podwodny, to można odnotować, że na przykład razem z I-28 zginęło 88 japońskich marynarzy.
A jeżeli zatopiono niszczyciel Shirakumo, to zginęło na nim około 200 marynarzy, nikt się nie uratował, a możemy jasno i wyraźnie przypisać sukces określonemu amerykańskiemu okrętowi podwodnemu.
I to są w tym wypadku sukcesy załogi USS TOTOC SS-199.
Ten okręt miał kilku dowódców, ale określony dowódca, topiąc określony japoński okręt czy statek, na jego konto wpływał tonaż tego statku zatopionego bądź okrętu, ale także liczba ofiar marynarzy, którzy zginęli po drugiej stronie.
Kiedy tonął AJMS Corageos w 1939 roku, ofiara U-29, to zginęło na nim ponad pół tysiąca brytyjskich marynarzy.
Kiedy Archer Fish, amerykański okręt podwodny, topił niegotowy bojowo wielki lotniskowiec japoński Shinano, to przecież na pokładzie tego okrętu zginęło mnóstwo ludzi.
który przewoził między innymi jeńców wojennych załogę innego amerykańskiego okrętu podwodnego i większość z nich zginęła od amerykańskiej torpedy, ale oprócz kilkudziesięciu Amerykanów śmierć poniosło ponad 1200 Japończyków na pokładzie tego okrętu.
Giną tysiące ludzi.
I to sprawia, że załogi samolotów są jeszcze skuteczniejsze niż załogi okrętów.
Załogi samolotów mają bomby, mają rakiety, mają broń pokładową, no ale klasyczną bombą, pojedynczy, nawet ciężki bombowiec strategiczny niewiele zdziała.
Nawet jak zrzuci 3 tony bomb na określony cel, to prawdopodobieństwo, że kogoś zabije jest ograniczone, bo samolot swoją taktyką walki, zwłaszcza bombowiec strategiczny, on daje szansę swoim ofiarom.
Absolutnie w żaden sposób nie minimalizując cierpienia tych, co zginęli albo tych, co stracili swoich bliskich w tych straszliwych nalotach.
Co oczywiście w żaden sposób nie zmienia faktu, że w nalotach strategicznych w II wojnie światowej w Niemczech zginęło kilkaset tysięcy ludzi.
Wówczas jeden bombowiec wykonuje jedną określoną misję i na konto załogi tego bombowca, a przede wszystkim na konto jego dowódcy.
To jest mniej więcej połowa tonażu rzucanego przez 800 bombowców strategicznych w pojedynczym nalocie.
Ale różnica polega na tym, że bombowce strategiczne, nawet jak jest ich 500 na przykład i rzucą 1200 ton bomb w jednym nalocie, to mają efektywność trafienia 6-8% góra.
Mogli zginąć od razu, bądź mogli się udusić, jeśli nie otrzymali odpowiednio szybko wsparcia.
Tak jak dowódca okrętu podwodnego decyduje o oddaniu strzału torpedą, tak dowódca bombowca, który przenosi tak szczególny ładunek jak broń jądrowa z pomocą swojej załogi, ale jednak podejmuje decyzję końcową o zrzucie ładunku.
Dzisiaj dowódca atomowego okrętu podwodnego nosiciela pocisków balistycznych czy dowódca bombowca strategicznego przenoszącego pociski bądź rakiety z głowicami nuklearnymi dysponuje nieprawdopodobną siłą ognia.
Oczywiście to są tak zwane strategiczne środki walki.
Jak ten niemiecki młody żołnierz na plaży Omaha, który po latach wspominał, że obsługiwał karabin maszynowy, że widział swoich przeciwników, że widział, kiedy strzelał do amerykańskich GI, jak ginął, jak wspominał, jak jednemu z nich spadł hełm z głowy po bezpośrednim postrzale właśnie w głowę.
Ostatnie odcinki
-
Obrabiarki wąskie gardło Japonii
20.04.2026 05:00
-
Ofiara HMS Glorious. Porażka, która uratowała t...
17.04.2026 05:00
-
Ewolucja japońskiej broni pancernej podczas II ...
15.04.2026 05:00
-
Dlaczego nie było amerykańskich lotniskowców po...
13.04.2026 05:00
-
Cena Bezpieczeństwa. Jak brak amerykańskich dos...
12.04.2026 14:00
-
Dlaczego nasz wywiad dał się zaskoczyć we wrześ...
10.04.2026 05:00
-
Bitwa nad Chałchin-Goł. Matka wszystkich bitew
08.04.2026 05:00
-
Czy Józef Piłsudski hamował rozwój polskiej armii?
06.04.2026 05:00
-
Dlaczego losy wojny rozstrzygnęły się w 1941 roku?
03.04.2026 05:00
-
Porażka szturmu niemieckiej 4. Dywizji Pancerne...
01.04.2026 05:00