Mentionsy

PWN Studio
PWN Studio
10.07.2025 13:30

Czego możemy nauczyć się od ptaków?

Dlaczego jedne samce śpiewają miłosne serenady, a inne uwodzą partnerki spektakularną miłosną scenografią? Jak to możliwe, że jerzyk potrafi spędzić 10 miesięcy w locie? I skąd młody bocian wie, dokąd ma lecieć, skoro nikt go tego nie uczył?

W tym odcinku zapraszamy Cię do świata ptaków - pełnego zaskakujących strategii, bardzo nam bliskiego, a który łatwo przeoczyć w codziennym pośpiechu.

Inspiracją jest najnowsza książka Davida Attenborougha „Życie ptaków”, a rozmowę prowadzi Adrian Rokowski (@_pasofix) z wyjątkowymi gośćmi: Andrzejem Kruszewiczem – ornitologiem, popularyzatorem wiedzy i autorem polskiego przekładu książki i Anną Pilarską – ze Stowarzyszenia „Jestem na pTAK”. 

Z tego odcinka dowiesz się:

jak ptaki przystosowują się do życia w mieście i zmian klimatycznych, jak wygląda ptasia miłość i opieka nad potomstwem i czy w świecie ptaków zdrada się opłaca, jak dzisiejsze technologie pomagają śledzić loty przez pół świata i ujawniać sekrety migracji,jak obserwowanie ptaków – nawet z balkonu – może pozytywnie wpłynąć na nasze samopoczucie

Jeśli chcesz zgłębić temat, sięgnij po książkę „Życie ptaków” Davida Attenborougha⁠. Kupisz ją w Księgarni Internetowej PWN ze specjalnym kodem rabatowym dla słuchaczy: PWNSTUDIO

Sprawdź>> https://bit.ly/4lEDsC6

Kod jest ważny do 30.07.2025 r.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 278 wyników dla "RZ"

Na Wyspach Brytyjskich był taki przesąd lat temu 600, że bocia na dachu dowodzi cudzołóstwa.

Czy możemy powiedzieć, że ptaki obecnie przystosowują się cały czas na bieżąco do zmian, które zachodzą w świecie?

Ja nazywam się Adrian Pasofik-Zrokowski i możecie mnie kojarzyć z przeróżnych mediów społecznościowych, gdzie pokazuję i dzielę się swoim życiem z moimi zwierzętami.

No i właśnie, jeżeli jesteśmy przy ptakach i dzisiaj będziemy również o nich rozmawiać, no to kogo moglibyśmy tutaj zaprosić jak nieprawdziwych ekspertów, czyli panią Annę Pilarską-Herek.

Tak, jestem przewodniczką kąpieli leśnych w Trójmieście.

Kąpiele leśne Shinrin-yoku z Japonii, medytacyjne, prozdrowotne spacery w kontakcie z przyrodą, ale też od 15 lat pracuję w stowarzyszeniu Jestem na Ptak, jak najbardziej blisko ptaków.

Dobrze.

Oraz doktor Andrzej Kruszewicz, ornitolog, dyrektor warszawskiego zoo, popularyzator wiedzy o zwierzętach tak naprawdę.

No dobrze, skoro jesteśmy przy ptakach i opieramy się dzisiaj także na książce pana Dawida Atenborą, czyli Życie Ptaków.

Patrzymy w niebo, widzimy klucze złożone z ptaków i przypuszczam przynajmniej po swoich obserwacjach,

że naprawdę od dziecka już miałem coś takiego, dlaczego to tak działa, jaki jest temu cel i dlaczego tak bardzo chcę na to patrzeć.

Wiem, ile mają przed sobą podróży, trudów, ile je czeka po drodze, ale już tak wracając do tego pytania bardziej merytorycznie, jakby ptaki od zawsze nas fascynowały.

kiedy one mogą odbić się od gałęzi i polecieć, zaufać prądom powietrznym, to jest jakby, wydaje mi się, taki symbol tej lekkości i tutaj, żeby krótko odpowiedzieć, to ja bym trzymała się jednak tej lekkości, takiej lekkości i wolności.

Czyli powiedzmy, że najbardziej fascynuje może nas tutaj, jeżeli się w to bardziej zagłębimy, ta ich też wytrzymałość fizyczna, tak?

To jest coś, co dopiero przecież wiele rzeczy, zaraz pan doktor pewnie wyjaśni więcej szczegółów, o wielu rzeczach dopiero się dowiadujemy.

Ja myślę, że jeszcze jest wiele tajemnic, jakie ptaki kryją, o jakich jeszcze nie wiemy, ale to jak podróżują, jak pokonują te ogromne wędrówki, to są niesamowite rzeczy.

A według pana, panie doktorze?

Wystarczy spojrzeć na takiego kazuara, emu, strusia afrykańskiego czy nandu.

U ptaków fascynuje mnie przede wszystkim, ostatnio najbardziej,

Otóż to jest kompaktowe urządzenie, procesor wyższej generacji, a jeszcze 150 lat temu pewien anatom niemiecki stwierdził, że ptaki nie są zdolne do wyższych funkcji neurologicznych, no bo po prostu im tutaj nie było do niczego potrzebne.

One były dziećmi słońca, żyły sobie w koronach drzew.

Ja czasami, w zależności od tego, w jakim jesteśmy nastroju, na jakim spacerze, ja czasami potrafię siedzieć i przypatrywać się właśnie tym ciągnącym kluczom, czyli jakaś nostalgia, jakieś rozmarzenie, jakiś żal, czy może radość.

Przychodzi wiosna, nadchodzi jesień, ale też na przykład innego dnia, tak jak dzisiaj na przykład myknę do was tutaj z dworca centralnego i zaradność.

Przecież my wcale nie ułatwiamy im życia, a one jednak są twardziele, oczywiście nie wszystkie gatunki, ale jednak potrafią się przystosować.

Więc na przykład w takim dzisiejszym dniu ptaki po prostu zadziwiają mnie zaradnością.

Innego dnia jakieś takie pomysłowość, kiedy na przykład czasami czekam sobie na przystanku autobusowym i obserwuję, co robią wrony siwe.

Coś robią, więc jakby myślę, że ptaki to jest tak fascynujące towarzystwo, że naprawdę wystarczy się, to jest kluczowe, wystarczy się zatrzymać i chwilę poświęcić na obserwacje, żeby zobaczyć, co one robią.

Przy swoich zwierzętach też to widzę, że nie ma chwili, żeby czegoś nie robił.

Nie ma swobody przemieszczania się w sezonie lęgowym.

To są bardzo małe przestrzenie, gdzie te ptaki mogą być i nie są atakowane przez sąsiadów.

I to jest przymus tych wędrówek, a przyroda wcale ptakom nie pomaga.

Wolny jak ptak, mamy takie powiedzenie, ale mamy też powiedzenia, gdzie mamy na przykład symbole.

Gołąb jest symbolem pokoju, jak dobrze pamiętam.

Właśnie tak samo przez moment.

Dlaczego nie mamy zwinny jak jaszczurka, nie wiem, długo żyjący jak żółw na przykład?

Ja nie wiem, nie mam na to odpowiedzi, nie wiem dlaczego to akurat były ptaki, ale może rzeczywiście to była ta... Bo rzeczywiście symbolika kultur jest pełna ptasich wierzeń, ptasich symboli, tak?

Łabędzie krzykliwe to są ptaki, z którymi ja ostatnio jakąś mam taką...

bliższą relację, jakoś często się pojawiają i częściej je słyszę niż dotychczas, bo będzie krzykliwe wierzono, że przynoszą dobre wieści, inne ptaki przenoszą dusze zmarłych na drugą stronę, jakby symbole, nie mówiąc już o sowach, prawda?

Im więcej mamy wiedzy, tym więcej rzeczy możemy sobie

urzeczywistnić, urealnić i wyjaśnić w mniej romantyczny, jak już to słowo padło, w mniej romantyczny sposób.

Ale myślę, że to też może wynikało z tego, że chcieliśmy sobie jakoś, ludzie kiedyś byli bliżej przyrody niż teraz i wiele rzeczy wyjaśniali sobie, korzystając z przyrody, korzystając, obserwując i jakby korzystając z tych zasobów wiedzy, jakie mieli, prawda?

Więc być może wynika to z tego, że rzeczywiście te ptaki były...

były jakimiś takimi fascynującymi, totalnie magicznymi istotami, które przecież latały.

Nie mówiąc już o sowach, które mają twarz podobną do naszej i zamiast latać w dzień, to latają w nocy i w ogóle.

Wiele przesądów było oczywiście.

Płazy, gady, ludzie się nimi po prostu brzydzili albo się ich bali.

Więc ptaki były wszędzie, przez to były zauważane i ludzie nazywali te ptaki na bazie ich głosów.

Więc ludzie chcieli w jakiś sposób te ptaki nazwać, no bo one się narzucały wręcz swoim bytem.

One są po prostu wszędzie i je słychać i widać i trudno przejść 100 metrów w lesie, czy na wsi, czy w mieście nawet, żeby nie spotkać ptaka.

Stąd były różne przesądy.

O tym, że bocian przynosi dzieci.

Na Wyspach Brytyjskich był taki przesąd lat temu 600, że bocian na dachu dowodzi cudzołóstwa.

Podjęły wędrówkę, tak jak spodziewano się przez kanał La Manche do Francji, potem do Hiszpanii.

To były kalekie buciany z uszkodzonymi skrzydłami, ale wbrew teorii łusenki, takie buciany mogą się rozmnażać i mieć sprawne dzieci.

To był taki genetyk radziecki za Stalina, który wmawiał, że cechy nabyte się dziedziczą i że Związek Radziecki, krzyżując kobietę ciężarowca z mężczyzną ciężarowcem, wyhoduje się jeszcze lepszego ciężarowca i Związek Radziecki zdominuje świat w sporcie.

A pan Trofim Łysenko twierdził nawet, że jakby karmić pokrzewkę gąsienicami włochatymi, to wyrośnie z niej kukułka.

To wiemy, chociaż są pewne dziwne sugestie, ostatnio słyszałem, ale on właśnie, te bociany z połamanymi skrzydłami rodzą dzieci sprawne wbrew teorii Łysenki, dlatego to powiedziałem.

Też jeszcze wracając do tych przesądów, przypomniało mi się, kiedy pan doktor zaczął mówić, moja babcia, ja zawsze, kiedy słyszę pierwszą kukułkę wiosną, w tym roku miałam szczęście słyszeć ją nad Biebrzą, przypomina mi się powiedzenie mojej babci, która niestety już nie żyje, która mówiła, że z tej strony, z której za kuka pierwsza kukułka, to przyjdzie twój mąż.

I przysięgam, ja zawsze, kiedy ja słyszę pierwszą kukułkę, nie mogę wybić sobie tego z głowy,

Ale są takie rzeczy, które tak zostają.

One są nasycone właśnie tą symboliką, tymi wierzeniami, takimi, prawda, nadziejami właśnie.

Przecież to nadzieje pokładaliśmy, tak?

Bo stamtąd przyjdzie niby mój mąż.

Oczywiście teraz nie wychodzimy z domu i nie przysłuchujemy się ptakom w poszukiwaniu męża, ale jakby ja, i to jest dla mnie takie, nie kojarzy mi się to ani źle, ani dobrze, to jest takie ciepłe wspomnienie babci, która właśnie takie coś mi opowiada, a kukułka rzeczywiście, kukułka jest przesadzona.

I jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała, ptaki są rzeczywiście takim naszym najbliższym kontaktem.

te ładne słowo, które padło, że one się nie narzucają, tylko takie fajne słowo wcześniej użyliśmy.

W każdym razie ptaki dla mnie są też takim, jeżeli chcemy mieć bliższy kontakt z przyrodą, to ptaki są takim, wiecie, naszym pierwszym łącznikiem, bo rzeczywiście one są wszędzie.

One rzeczywiście są wszędzie, są takim bliskim, najbliższą nam przyrodą.

I często przyrodą, która naprawdę nam pomaga.

w sensie u siebie mam na przykład takie sytuacje, że jednak jeżeli nadchodzi jakieś zagrożenie, czy jakieś gorsze warunki pogodowe zaraz mają nastąpić, to pierwszym, co mnie ostrzega, są dzikie ptaki, które gdzieś tam przy tej hodowli sobie siedzą, bo jedzą go oczywiście darmowe, niekiedy im się sypnie, ale naprawdę.

Pan doktor powiedział, że te ptaki zawsze koło nas były, zawsze koło nas będą tak naprawdę, no chyba, że nie wiadomo, co się jeszcze wydarzy, ale raczej jesteśmy tych pozytywnych myśli, że cały czas mamy możliwość je obserwować i żebyśmy je zawsze mieli możliwość obserwować.

Z tego, co czytałem, wróble wcale nie są takimi na przykład zwykłymi ptakami, jak się nam wydaje.

Rozpoznaje różne zwierzęta.

Krukowate właśnie to jest dość ciekawe, bo zauważyłem, że coraz więcej ludzi nawet bierze te krukowate jako papugi do hodowli, do domu i że są to, sami tak mówią, o wiele inteligentniejsze już ptaki niż papugi, które jednak uważaliśmy zawsze za te takie dobrze one potrafią mówić.

One są bardzo inteligentne, wiedzą co robią, a tu jednak krukowate, jak da się im jakieś rebusy do rozwiązania, żeby otrzymać z tego nagrodę, to są w stanie to normalnie wykonać, tak?

Tak, w starożytnej Grecji sujki były wykorzystywane do uczenia różnych wierszy albo peanów na cześć sąsiadki.

Kruki też powtarzały różne dźwięki.

Kiedyś nawet w rzymskich annałach jest opisany przypadek, kiedy był kruk, który wypowiadał peany na temat cesarza i ktoś się zdenerwował i tego kruka zabił z jakiegoś powodu i potem doszło do linczu i uszkodzenia tego człowieka za to, że uszkodził kruka.

A sujki powtarzają różne dźwięki.

Ja sam miałem przygodę kiedyś u kolegi, u przyjaciela na Sylwestrze.

I ja po prostu wstałem, spojrzałem na tą sujkę, a sujka do mnie tak.

Rzeczywiście jest już dużo dowodów, dużo badań, coraz więcej wiemy o tym, jak mądre są ptaki.

Wystarczy obserwować, co robią na przykład z orzechami, których same nie potrafią rozłupać, jak podrzucają.

Nauczyły się zmiany świateł, naszej sygnalizacji świetlnej na skrzyżowaniach.

podrzucają orzechy czy cokolwiek mają tam do rozłupania pod koła samochodów.

Kiedy samochody przejadą, one dobierają się do smacznego środka.

Czy to nawet na ratuszowej przyzę można zobaczyć?

Są bardzo twarde i one zrzucają te orzechy na jezdnię, no bo w końcu ten orzech pęka.

One, to co mówiłam wcześniej, że one zawsze coś kombinują, więc jak kiedy przechodzę i widzę, że one tak patrzą na mnie, zawsze rozglądam się i rzeczywiście bardzo często wokół nich coś jest, coś właśnie do rozłupania.

Jakby mam rzeczywiście takie poczucie, że te wrony siwe cały czas coś kombinują, ale chcę wrócić jeszcze do sujki, bo rzeczywiście sujki mnie bardzo często nabierają.

One niesamowicie naśladują dźwięki i ja kilka razy chciałam gdzieś w towarzystwie zabłysnąć.

I zawsze wydaje mi się, że ta sujka patrzy z drzewa na mnie z takim właśnie...

Ale tu jeszcze trzeba wyjaśnić o tych wronach, bo widzowie mogą tego jakby nie rozumieć, jak to się dzieje, że rozjechany orzech i potem można z niego coś zjeść, bo on jest po prostu rozmiażdżony.

I dlatego na przykład perkos, który połyka rybki, a rybki mają ości, perkos połyka własne pióra, tych piór, ktoś tam doliczył się nawet 60 w żołądku u perkoza, połyka własne piórka przy czyszczeniu, które mu tam gdzieś wypadają i te piórka otaczają te ości i ułatwiają zrobienie wyplówki.

Więc to jest ciekawe i te orzechy one po prostu zmiażdżone połykają, ale potem te skorupki wydalają w postaci wyplówki.

Właśnie mnóstwo takich ciekawostek, a on fajnie, Sir David, właśnie bardzo fajnie przyślizguje się przez te kontynenty, ptaki, strategie i właśnie przez całe życie, od początku do końca ptaków.

To rzeczywiście ta książka jest nasycona takimi ciekawostkami.

Tak, bo jednak jak ja przynajmniej od dziecka cały czas oglądałem wszelkie jakieś programy przyrodnicze, gdzie jeździli po tych dżunglach, po wszystkim i człowiek już wtedy myślał, że naprawdę ma dużą wiedzę na temat tych wszystkich ptaków, ogólnie tych dzikich zwierząt, ale jak zacząłem się wczytywać, no to już kilka lat minęło od tego, jak oglądałem wszystkie te seriale, no to wczytuję się i cały czas wiem, że nic nie wiem nagle, dowiaduję się masy nowych rzeczy.

To jest niesamowite dla mnie, że te młode nagle wychodzą sobie już opierzone.

To ja teraz muszę zdradzić, no bo ja tę książkę przetłumaczyłem.

Przed 25 laty też ją tłumaczyłem.

W każdym razie poprzednią wersję.

Nie, no ja to tam mam wprawę, bo przetłumaczyłem ponad 20 książek.

To bardzo dobrze się czyta.

Dobry przekład.

Dobrze, to w takim razie, skoro mówiliśmy tutaj, pan doktor idealnie wszedł z tym przykładem, gdzie ptaki rozpoznają już naszą sygnalizację, tak?

Czyli, czy możemy powiedzieć, że ptaki obecnie przystosowują się cały czas na bieżąco do zmian, które zachodzą w świecie?

Pierwsze, żeby dawać, a teraz nagle, że niestety lęgi upadają przez substancje, którymi kropimy, tak?

Tak, ja nie wiem, jak to się skończyło, ta tak zwana informacja, ale wiem rzeczywiście, widziałam, że to krążyło, no i podejrzewam, że to może być prawda.

Przecież te substancje chroniące przed kleszczami sierść psów rzeczywiście na pewno nie są zdrowe, chociaż ja pamiętam wiele, wiele lat temu, wiele, wiele lat temu, kiedy wyczesywałam moją słunię Labradora, no to dosłownie w tym samym miejscu obok ptaki zgarniały jej sierść.

Ale rzeczywiście jestem w stanie uwierzyć, że to może być prawdopodobne, bo tak, to są bardzo toksyczne substancje.

Ależ oczywiście wykorzystują to wszystko.

Słupki ogrodzeniowe sikory wykorzystują do nocowania, ale też do lęgów.

Wykorzystują różne niższe budynków, także do gniazdowania albo do nocowania.

Wykorzystują to, co wije się człowiekowi.

Ale na przykład ja sam gdzieś na Ursynowie to były lata 80., więc nie było jeszcze jakiegoś takiego problemu, bo były sierpówki w parku na SGGW i te sierpówki budowały gniazda z drucików, którymi były plombowane skrzynie, w których przywożono mleko do akademika.

Takie były druciki z plombą ołowianą i to było gdzieś tam rozrzucane.

No ale w każdym razie ptaki wykorzystują to, co jest, to, co oferuje miasto.

Mewy na przykład potrafią wykorzystywać tarasy na wysokich budynkach, dachy wysokich budynków.

U nas w zoo mewy białogłowe po raz kolejny gniazdowały na drzewie.

Po prostu na tych powierzchniach wysoko nad ziemią, nad wodą zakładały gniazda.

Czyli w największym skrócie możemy powiedzieć, że tak, przystosowują się do nas, rozpoznają te nasze różne zmiany, ale też nie wszystkie.

Tak, no przecież nawet może to trzeba też jasno powiedzieć, bo nam wydaje się to już oczywiste.

Ja zawsze lubię to powtarzać, że tak, ptaki gniazdują, mieszkają w miastach i nawet w budynkach.

rodzinę jeżyków, jak dobrze się przyjrzymy.

Jeżyki są już od kilku lat dobrze rozpromowane.

To są ptaki, które rzeczywiście są na tyle atrakcyjne, że rzeczywiście zostały wypromowane, ale one rzeczywiście mieszkają tuż obok nas.

Przecież u nas, na moim osiedlu w Gdyni, sikory założyły gniazdo właśnie w takim słupie przy kamerach parkingowych.

I też ja rzeczywiście, co są akurat sikory ubogie, też zawsze zastanawiam się, jak te maluchy sobie tam poradzą.

Oczywiście poza wykorzystywaniem różnych elementów architektury, którą człowiek generuje do lęgów, one też wykorzystują różne pokarmy.

Przecież my sadzimy w ogródkach mnóstwo roślin egzotycznych.

I bardzo szybko ptaki zaczynają te rośliny wykorzystywać, co zadziwia.

Ale na przykład, nie wiem czy Państwo widzieliście mewy zjadające czereśnie.

A propos mew jeszcze, rzeczywiście mewy też gniazdują, to może pan doktor powie coś mieszkańcom Trójmiasta, bo zawsze ktokolwiek dowie się, że interesuje się ptakami, to powiedz mi coś, żebym ja polubiła te mewy, bo mieszkańcy Trójmiasta...

Bo te, które gniazdują na przykład na piaszczystych ławicach, na dużych rzekach, często te lęgi są tracone.

Jaki pokarm wykorzystują?

Także są to inteligentni oportuniści, którzy sobie zdobyli cały świat i są doskonałym efektem ewolucji.

Czyli mogą być dla nas przykładem, jakimś takim twardzielem w tym świecie.

Ja zaczynałam moją karierę w ochronie przyrody, w pracy z ptakami właśnie od projektu ochrony orlików grubodziowych z Komitetem Ochrony Orłów i z Biebrzańskim Parkiem Narodowym, czyli najrzadszy bagienny orzeł, który właśnie... Te łoki już pozarastały.

Tak, który właśnie jest tak wymagający, że on rzeczywiście tylko założy gniazdo w tych podmokłych, biebrzańskich lasach, tylko będzie zdobywał pokarm na właśnie takich podmokłych, zalanych łąkach.

Już lepiej poradzi sobie orlik krzykliwy, który nie jest aż tak wymagający.

I to jest właśnie to, że te ptaki, które są blisko nas, one odpuściły, przystosowały się do nas.

Wiecie, w tych takich warunkach, które stwarzamy im nie zawsze fajne i przyjemne, a one są blisko nas.

Potężny ptak, który gniazduje tak naprawdę przy domostwach.

tak między innymi z orlikami gruboziowymi i krzykliwym.

No one teraz tam się w ogóle mają odrębny rodzaj, im się zmienił na klanga, tak naprawdę akwila klanga, czyli teraz klanga klanga, to pierwotnie to był orlik krzykliwy właśnie, bo klanga jest od klangoru.

A pomarina to był orlik opisany na Pomorzu.

Nie, nie, bo przy tym tłumaczeniu też to miałem, że w tej nowej wersji, no trochę było inaczej napisane, ale bardzo dużo się zmieniło.

Nazwa się bierze stąd, są pewne reguły.

Pokrzewka czarnołubista, coś to nazywasz.

Też ustalono, że nazwy rodzajowe powinny być przypisane do konkretnej nazwy polskiej.

Czyli nie orzeł bielik, tylko bielik.

A w przypadku orlików już tego nie zrobiono.

Tak jak czyta się profesora sprzed II wojny światowej, naszych profesorów, którzy tworzyli zręby ornitologii, to oni się naśmiewali z nazwy za gniazdownik i gniazdownik.

A to jest na przykład 70 lat.

Więc nawet takie rzeczy się zmieniają.

Genetyka idzie do przodu.

Więc tak, świat idzie do przodu i trzeba za tym nadążyć.

Dlatego tu przy tłumaczeniu też miałem zadanie, żeby odświeżyć te nazwy, które tam padały, no bo już dużo się zmieniło.

Tak jest dużo właśnie takich, teraz sobie nie przypomnę, ale rzeczywiście jest dużo takich połączeń, że nigdy nie domyślilibyśmy, że to są ptaki z tej samej rodziny, że bliżej jest jednemu do drugiego.

Nie mogę sobie teraz przypomnieć, ale są takie nawet z naszego podwórka, z bardziej znajomych gatunków.

To jest efekt właśnie dwa słowiki, efekt ostatniego zlodowacenia, potem to się łączy ze sobą, zaczyna się krzyżować też często, orliki się krzyżują często.

Tak jak orliki przecież są, tak zwane hybrydy.

Dziecią zielony, zielono-siwy też się okazuje, że krzyżują, tylko one żyją na bezludziu, więc trudno to wykryć.

I przyroda ma jeszcze wiele tajemnic ptaki.

Bo tutaj opieraliśmy się właśnie... Opieraliśmy się o ten temat, gdzie mówimy właśnie przy stosowaniu się ptaków do tego wszystkiego, do naszego świata, do naszego wspólnego świata tak naprawdę.

Na przykład mamy flamingi, które wracają za każdym razem do miejsca, gdzie sól wypala im skórę na nogach, ale mimo wszystko trwają w tym.

I dlaczego pomimo właśnie tego przystosowywania się nie wybrały czegoś w końcu innego, tylko trzymają się takiej tej brutalnej tradycji, żeby zawsze wracać tam.

Niby człowiek myśli, że jest na bieżąco z jakimiś nazwami, a tu wybijają go z tej rzeczywistości, w tej bańce, w której był tak naprawdę.

Tak, ja myślę, że na dzisiaj dla naszych słuchaczy, czy widzów wystarczy na przykład, żeby się skupili na żółtym brzuszku modraszki.

No dobrze, a jeszcze bądźmy na chwilkę przy tych miastach, tych zmianach, tym wszystkim.

Raczej pierwsze ptaki, które się nam rzucają w oczy, to są chyba gołębie, właśnie takie bardziej z tych, które najczęściej widzimy.

Może być miasto wyludnione i jeżyki będą nadal wykorzystywały te budynki betonowe jako klify, jako skały.

Ale gdyby nie było tych osad, wróble by nie przetrwały.

bo po prostu przeniósł się z gór.

Warszawa została przez Kawki skolonizowana masowo po długiej wojnie światowej.

Więc tak, oczywiście obserwujemy zdobywanie miast przez ptaki.

Jeszcze w latach 80-tych w Warszawie było tylko kilka gniazdujących krzyżówek, a w tej chwili to jest normalne zjawisko, gniazdowanie krzyżówek w mieście.

Trzeba znaleźć dla niej miejsce.

Wróble rzeczywiście rozprzestrzeniły się.

To nie są jakieś super lotnicy, ale wróble rozprzestrzeniły się właśnie z nami.

A szpaki zatrzymały czas, bo usiadły na wskazówkach Big Bena.

Jak te ptaki sobie radziły przedtem, gdy jednak człowiek nie miał aż tak blisko do nich, nie?

Otóż wróble pierwotnie gniazdowały w skupiskach krzewów.

One gniazdowały w skupiskach krzewów, ale drapieżniki redukowały bardzo im lęgi.

Człowiek wokół siebie nie tolerował tych wszelkich drapieżników, stąd bocian jest na strzechach, no bo jest mu tam bezpieczniej.

Okazuje się, że jak bielików przybyło, no to wiele bielików wyspecjalizowało się w polowaniu na buciany.

Więc człowiek dawał bezpieczeństwo przez to, że sam redukował drapieżniki w swoim sąsiedztwie.

To jest niesamowite, to może być nasz mały rezerwat przyrody, bo to są te ptaki, które już się nauczyły, są blisko właśnie wszystkie pleszki, pliszki, rudziki, czy właśnie pokrzewki, czy właśnie te wróble i mazurki.

O ile wróble są w centrum Warszawy, no to mazurki gdzieś będą jednak na obrzeżach, na przedmieściach.

Tak, ale ogrody, słuchajcie, nasze ogrody to może być, jeżeli każdy zadba o swój ogród z myślą o przyrodzie, o ptakach, to to może być jeden największy rezerwat przyrody w naszym kraju, nieoficjalny.

Krzewy, rodzime, niesypanie, niekoszenie non-stop.

Oczywiście możemy mieć część wykoszoną, ale wiecie, ja strasznie cierpię, kiedy widzę, ok, każdy ktoś to chce, żeby kosą i szpaką było łatwiej wyciągać drzewnice.

Jesteśmy już w ogóle blisko przyrody.

U sąsiadów brzęczą kosiarki, a u mnie śpiewają ptaki.

Ja rozróżniam śpiew niektórych samców, bo na przykład miałem kapturkę, która...

Przez dwa lata samiec był bezrzędny i uczył się śpiewać.

Teraz stał się bardziej leśny, co może ten piecuszek, ale ja nawet nie wnikam, gdzie on ma i co ma, bo najpierw śpiewał, a w tej chwili jak wchodzę do ogródka, to słyszę jego głos ostrzegawczy.

I różne inne rzeczy robią, o których możemy dopiero po 22 rozmawiać.

One będą miały w swoim repertuarze i dźwięk kosiarki, ale w tym roku mój tato ma szpaki, które uwielbiają naśladować wilgi, więc ja zerwałam się wczesną wiosną.

Więc tak, ogród to jest to miejsce, gdzie my możemy być naprawdę blisko przyrody i blisko ptaków.

kto tam przylatuje, co tam lubi wyrosnąć, co lubi tutaj zakwitnąć i powoli, powoli jakby w zgodzie z tym miejscem i z tymi mieszkańcami, bo tam już są jacyś mieszkańcy, nie tylko skrzydlaci, nie tylko ptaki, właśnie powoli, powoli tworzyć i wtedy nie musimy podróżować po całym świecie, jak Sir David, tylko my mamy ten cały świat właśnie w zasięgu ręki, żeby go obserwować.

Ja na przykład, no poza tym, że mam czosnek niedźwiedzi, no to jakby to już jest banał, bo to jak rośnie, to można sobie z tego skubać, ale liście mniszka, tasznik, gwiazdnica.

Więc wiele rzeczy można zjeść z takiego ogródka.

jakby to trzeba wykorzystywać.

Coś przypełzło, jak się tego pozbyć?

Coś mi przylatuje, wyjada, jak się tego pozbyć?

To jest tak, jakbyśmy my wchodzili właśnie w tą przyrodę, bo chcemy być blisko przyrody, a później nagle spędzamy większość dnia, zamiast ciesząc się z jej bliskości, my spędzamy większość dnia... Zastanawiając się, jak wyeliminować.

Zaraz, o przeprowadzaniu się z miasta.

Ci ludzie deklarują, że się wyprowadzają z miasta, bo kochają kontakt z przyrodą, a tak naprawdę są w działach, w sklepach ogrodniczych na peryferiach miast, całe działy ze środkami do zwalczania przyrody.

Proszę sobie obejrzeć, w ogrodniczych sklepach są całe sekcje poświęcone zwalczaniu dzikiej przyrody w ogrodzie.

Naprawdę, to jest fenomen, to jest dla mnie trochę przerażające, bo oczywiście o gustach się nie dyskutuje, tak?

ktoś może lubić, ale jeżeli to jest tendencja, jest szkodliwa dla całej naszej lokalnej przyrody, to ja wtedy niestety czuję się upoważniona do dyskutowania o gustach i krytykowania właśnie takiej mody, prawda, na koszony, chemiczny trawnik z tujami i nic więcej w ogóle.

Żadnej stokrotki, żadnego mniszka, wszystko nawet są przyrządy do wyrywania mniszków z trawnika.

Właśnie miałem mówić, że musimy chyba przeskoczyć, żeby na pewno będzie kiedyś szansa rozmawiać jeszcze na ten temat.

A przecież nauka daje nam coraz to już są tysiące, setki badań na całym świecie, jak dobry jest dla nas kontakt z przyrodą.

liści na wietrze, to, że my słyszymy ptaki, przecież to działa i na pracę naszego serca, na ciśnienie, na odporność, poprawia naszą kreatywność, przecież już wiemy, jak nasz mózg zmienia się, to są darmowe antydepresanty, tak?

To jest naprawdę temat rzeka.

Bo przypełzły i trzeba się ich pozbyć.

Można się tu rozwodzić na wiele różnych aspektów i może jeszcze będziemy mieli kiedyś okazję o tym porozmawiać, ale muszę się tak ładnie przesmyknąć do naszego następnego tematu.

Z tymi skrzydłami.

Powietrze to ich żywioł.

To jest niesamowite i to jeden, a dwa tak samo w książce Sir Davida Attenborough przeczytałem o sokołach wędrownych, jak dobrze kojarzę.

I o tym, jak one uczą swoje młode latać na trzy etapy.

Ja sobie to tak ułożyłem, że na trzy etapy.

Pierwsze, że młode mają przeskoczyć z gałęzi na gałęź za pożywieniem.

I trzeci etap to jest chyba, jak matka wypuszcza samica pożywienie i mają złapać spadające pożywienie.

My to rehabilitujemy, bo mamy w naszym Azydu dla Ptanków w warszawskim zoo w ubiegłym roku przyjęliśmy ponad 10 tysięcy pacjentów.

Czyli mówi pan, że też z tym odchowywaniem typowo drapieżnych ptaków zawsze będzie jakiś taki problem, no bo człowiek nie jest w stanie trzymać zdobyczy w szponach, żeby młody odebrał to w locie, nie?

Ale nawet czasem jak ktoś wie, że trzeba dawać myszy, no to daje myszy.

Czyli mniej więcej trzylatek dobrze biega na wolność.

To jest właśnie trzylatek, który sprawnie biega na wolność.

To jest trudna sztuka, robi się sposoby, są na to, żeby nauczyć takie pustułki czy puszczyki życia w naturze, ale to nie jest po prostu wypuszczenie, bo to jest po nic.

A propos gamonii, rzeczywiście polecam przyjrzenie się miną podlotów sów różnych, tak?

Jest mnóstwo ośrodków rehabilitacji dzikich zwierząt w całej Polsce i chyba na stronie, o ile dobrze pamiętam, GDOS-u, Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, jest wykaz, że zawsze gdzieś u nas w pobliżu znajdzie się i nawet jeżeli znajdziemy ptaka i nawet nie mamy możliwości

do więzienia go zawsze można tam zadzwonić, przesłać zdjęcia, nagrać film i naprawdę nie próbować na podstawie właśnie jakichś opowieści, czy co, jak osłyszałam, czym należy dokarmiać.

Nie należy jakby samemu eksperymentować i... Chociaż zazwyczaj to są historie, które kończą się dobrze i szybko.

Jeżeli ptak zderzy się z szybą, to wiadomo, że na chwilę dać mu spokój.

Jeżeli to jest jeżyk, czasami jeżyk po prostu w wyniku jakiejś sytuacji, jakiegoś właśnie wypadku, zderzenia, on jest zdrowy, tylko upadł i jeżyki oczywiście to są doskonali lotnicy, ale nie radzą sobie tymi swoimi małymi pazurkami.

Ale jeżeli wystarczy podnieść i spróbować, nie podrzucać, nie zrzucać, nic nie robić, tylko rzeczywiście pozwolić mu delikatnie z dłoni odlecieć, a dopiero jeżeli rzeczywiście widzimy, że jest ranny, coś jest nie tak ze skrzydłem, to wtedy można zgłaszać się właśnie do jakiegoś ośrodka rehabilitacji.

Mimo tego, ile się o tym mówi, trąbi, osobiście też mówię, one się uczą latać, rodzice na nie patrzą.

To może na zakończenie powiem anegdotę o Jerzyku.

Kiedyś, jak jeszcze kierowałem azylem, bezpośrednio tam pracowałem przez lata, bo azyl budowałem od podstaw, odbierałem bardzo dużo telefonów.

Więc trzeba było naciskać trochę rozmówcę, żeby przechodził do sedna sprawy, a nie opowiadał, jak piękny ma oczy ten ptaszek.

No i przez to takie naciskanie doszło do pewnej zupełnie wyjątkowej sytuacji.

Otóż centrala połączyła do mnie, pani się bardzo ucieszyła, że akurat ze mną się połączyła i mówi, panie doktorze, bo ja mam małego jeżyka, a więc pytam, a czy ten jeżyk lata?

No proszę go podrzucić nad trawnikiem, sprawdzić, czy poleci.

Ale panie doktorze, to jest mały jeż.

Przez telefon nie słuchać, czy ten jeżyk był przez RZ, czy przez RZ z kropką.

A takie sytuacje, takie nieporozumienia mogą się wydarzyć.

A w ogóle a propos, jeszcze wracając już do ptaków, podloty, bo nie wiem, czy wszyscy, którzy słuchają lub oglądają, wiedzą, że podloty to są te ptaki, które już wyszły z gniazda, dają sobie radę, ale jeszcze są pod opieką rodziców.

Sieroty w zachowaniu, ale gamonie, dobrze, zostaniemy przy tych gamoniach.

To są takie gamonie, one nie wiedzą, na co mają uważać, dopiero wszystkiego się uczą i rzeczywiście one są pod opieką rodziców i warto je zostawić w spokoju, no chyba, że rzeczywiście stoi taki mały gamon na środku ruchliwej ulicy, czy skrada się do niego kot i też zawsze my co roku właśnie zachęcamy jednak do... My w ogóle mamy ogromną kampanię, to też jest temat na inną rozmowę o kotach wypuszczanych z domu.

Rodzice budują gniazdo, czasami nawet kilka, jak na przykład samiec kapturki.

Jaja, wysiłek całego sezonu, a później taki jeden kotek, który wyjdzie znudzony z domu, przekreśla cały trud i może rozłożyć, zabić cały lęk, więc jakby, no to jest oddzielny temat, ale podloty, jak najbardziej warto sprawdzić, co to jest, czy zawsze trzeba pomagać, czy czasami nie wystarczy po prostu chwilę postać.

i przyjrzeć się tak naprawdę, co się dzieje.

Mieliśmy przypadek, gdzie młodego grzywacza, piskla grzywacza, rozpoznano jako ptaka drapieżna, jako karmioną mięsem przez dwa tygodnie.

Znam też przypadek wilgi, która zareagowała pozytywnie na fasolkę szparagową i przez dwa tygodnie dostawała fasolkę szparagową.

Więc trzeba wysyłać maila.

No dobrze, więc na zakończenie naszej naprawdę cudownej rozmowy.

Ja znowu się dowiedziałem nowych rzeczy tak naprawdę.

Ale podsumowując, czego możemy się nauczyć, co możemy zobaczyć, wychodząc na chwilę z tych naszych czterech ścian, odkładając telefon i patrząc po prostu na te ptaki.

Radość życia, no na przykładzie tych nawet szpaków.

Dla mnie to są ptaki, które przylatują, robią co mają do zrobienia, śpiewają, żyją, później zbierają się w te chmary słynne, chmury latające synchronicznie.

Coraz rzadsze.

Tak, niestety to też moglibyśmy tak zakończyć, więc to są takie szpaki, na przykład uczą mnie radości życia, odpuszczania, czyli to, kiedy obserwuję na przykład mewy unoszące się nad morzem, czy właśnie pływające na falach, pozwalające się właśnie tak, nie tylko mewy, ale w ogóle ptaki morskie, które pozwalają...

Żeby obserwować ptaki, my musimy, my przełączamy nas, wiecie, my jesteśmy codziennie w takim trybie, okej, tu muszę przyjść, nagrywamy podcast, ja mam zaraz pociąg, jadę, po drodze napiszę maila, zrobię sobie to, zaplanuję i my jesteśmy cały czas w tym trybie działania, czyli nasz mózg jest cały czas nastawiony właśnie na to robić, robić, robić, działać i w tym stresie.

Nasi słuchacze, widzowie zaraz się o tym przekonają, bo wyjdą zaraz na spacer, prawda?

Właśnie, po naszej rozmowie proszę wyjść od razu na spacer, zobaczyć, co się dzieje dookoła, jakie ptaki przylatują.

Dodatkowo, jeżeli chcemy, my musimy pomyśleć, jaka to jest pora roku, dlaczego ten ptak tu jest, jak on się nazywa, skąd przyleciał, jaki to kolor, czy ten pasek wskazuje, że to jednak jest ta uboga, czy to jest czarnogłówka.

Nasza głowa w ogóle zostawia, wiecie, te wszystkie maile, tylko my jesteśmy sfokusowani, nasz mózg, na to też jest już wiele badań na całym świecie, nasz mózg wtedy wchodzi właśnie w ten stan optymalny, kiedy my jesteśmy zrelaksowani i już ostatnie zdanie, a nawet, i to jest dobra rada dla na przykład ludzi, którzy cały czas pracują w trybie zarządczym dla wszelkich menadżerów, dyrektorów, kierowników.

Wtedy my przestajemy być w centrum.

W ogóle obserwacja przyrody ptaków zdejmuje.

Przyroda i ten ptak jest w centrum.

Radość życia, zdrobnych rzeczy, bo szczęście tak naprawdę możemy znaleźć w drobiazgach.

Cudowna rozmowa, masa nowych rzeczy.

Nawet nie trzeba na spacer, nawet na balkon wystarczy niekiedy wyjść.

Wystarczy okno otworzyć.