Mentionsy
Malwina Gogulska - Frankenstein, czyli o pięknie bestii
Kiedy Mary Shelley siadała do pisania swojej najsłynniejszej powieści, epoka oświecenia chyliła się ku końcowi. Wraz ze swym najważniejszym owocem – religią rozumu, zaczęła być wypierana przez coraz częstsze skłanianie się ku ludzkiej duszy, zaś w centrum rozważań filozoficznych i literackich zaczęto stawiać uczucie i mistycyzm. Już więc Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz z 1818 roku jest odpowiedzią na oświeceniowe idee, jednak stricte chrześcijańskie przesłanie tej opowieści ujrzeliśmy dopiero teraz, gdy swoją interpretację przedstawił Guillermo Del Toro. Reżyser nowej ekranizacji Frankensteina unaocznia, dlaczego nie powinniśmy eksperymentować z ludzką naturą, wypaczając sens zdania: „Skoro śmierć przyszła przez człowieka, to przez człowieka też dokona się zmartwychwstanie” (1 Kor ).
Szukaj w treści odcinka
gdy swoją interpretację przedstawił Guillermo del Toro.
Del Toro natomiast zrobił coś zupełnie innego i warto o tym szerzej napisać.
Shelley nakreśliła postać doktora zaznaczając w nim wyraziściej niż Del Toro pokłady pewnej pokory, bo nasz naukowiec pogrąża się w wyrzutach sumienia już na samym początku opowieści i jest to związane z szokiem, z dysonansem poznawczym, jaki uderza go po pierwszym spojrzeniu na swoje pokraczne dzieło.
Del Toro natomiast chciał ukazać człowieka całkowicie oddanego swoim przekonaniom, przeświadczeniu, że tylko z buntu i nieposłuszeństwa powstają genialne wynalazki.
To w związku z tym Wiktor postanawia ten przykry symbol zniszczyć, a jednak pierwsze ujęcia Frankenstein Potwór są absolutnie przepiękne i del Toro,
Del Toro pragnął odpowiednio wyjaśnić, skąd u Frankensteina wzięła się zimna, egoistyczna i pozbawiona duchowości naleciałość w relacjach nie tylko z potworem, ale również z innymi ludźmi, których spotyka na swojej dramatycznej drodze.
W filmie Del Toro świetnie ukazuje nam, jak powinno się traktować to zagadnienie, bez zbędnej nieszczerości, bez pomijania tragicznego procesu przyswajania wiedzy o miłosierdziu, mimo że reżyser ewidentnie postawił na baśniowość zamiast na gotycką grozę.
Jest to akcent wręcz odwrotny względem tego, który pojawia się w filmie Del Toro.
Del Toro natomiast wykorzystał tutaj motyw znany z literatury romantycznej czy z dwudziestowiecznej popkultury.
Można jak Szeli zabić mrocznego Prometeusza i jego dzieło gdzieś na pustkowiach lodowego piekła, dokonać osądu obu postaci, a można też jak Del Toro w tym samym śniegu odrysować pokraczny kształt i twarz z nadzieją spoglądającą w polarny,
seledynowy horyzont dziękuję del toro za symbolikę na długo zapamiętam scenę gdy potwór którego ciało pierwotnie zabrane zostaje przecież z pobojowiska błąkając się później po lasach zarzuca na siebie szary płaszcz martwego żołnierza
Nawet jeśli Del Toro chciał nam zaprezentować naiwną bajkę, opartą tylko luźno na najsłynniejszej powieści grozy z epoki romantycznej, to ja poproszę więcej tej naiwności na ekranie.
Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Ostatnie odcinki
-
Kim jest Eldo? Myśli nadwiślańskiego egzystencj...
20.08.2026 04:00
-
Alkohol nie jest „elementem kultury”. Wspólnotę...
19.08.2026 06:44
-
Wielka podmiana populacji Europy. Czy historia ...
17.08.2026 04:00
-
Raport z Frontu UKRAINA odc. 441 | Letnie dział...
16.08.2026 20:43
-
Separatyzm śląski rośnie w siłę? Niemieckie wpł...
16.08.2026 20:40
-
„Eldo” o Dmowskim i narodowcach: „Ci ludzie mie...
16.08.2026 20:33
-
Jak zostałem duchowym repatriantem polskości. O...
14.08.2026 04:00
-
Prymas Wyszyński był narodowcem? Teologia Narod...
13.08.2026 21:57
-
Emerytura to nie nagroda za rodzenie dzieci ani...
13.08.2026 21:43
-
Od Saddama Husajna po walkę z ISIS. Czy Irak je...
13.08.2026 21:42