Mentionsy

NieDoMówienia, czyli rozmowy niezobowiązujące Artura Andrusa  w RMF Classic
NieDoMówienia, czyli rozmowy niezobowiązujące Artura Andrusa w RMF Classic
29.03.2024 18:37

Rozmowa Artura Andrusa z Joanną Kuciel-Frydryszak

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 20 wyników dla "Iła"

A jednak to mnie też, to już było dla mnie deprymujące, przy czym przyzwyczaiłam się, że trochę trzeba powiedzieć i że to w ogóle jest fair, że jak się pyta ludzi o ich własne babki, to też wypadałoby trochę o swojej powiedzieć, prawda?

Ale wydaje mi się, że ta książka rzeczywiście obudziła potrzebę choćby rozmowy w rodzinie, co jest dla mnie niezwykle cenne.

Po prostu ostatnio coś mówiłam, nie byłam pewna i przypomniałam taką bohaterkę, która znalazła 47 złotych.

Motyw słodkiej bułki na przykład, jak mną wstrząsnął jako coś, co było synonimem luksusu, że dziecko mogło dostać słodką bułkę, to ja zamarłem w momencie czytania tego fragmentu, bo to dotyczyło bezpośrednio mojego taty, który po śmierci swojej mamy opowiedział mi o tym, jak ona wracała gdzieś tam skądś, gdzie jeździła, żeby sprzedawać, żeby mieć na życie to, co

To co się tam gdzieś urodziło, co się zebrało na tej wsi i ona mu zawsze przywoziła słodką bułkę.

Babcia chodziła czy jeździła?

Babcia chodziła do najbliższego miasteczka.

Czyli chodziła, prawda?

To, że ona nie potrafiła powiedzieć wprost kocham cię, ale potrafiła ugotować albo upiec coś takiego, co miało wyrazić te uczucia.

Dla tych, którzy nie znają tych opowieści, bo też przychodzą licealistki, studentki, które mówią, że znają te opowieści od swoich prababek na przykład, albo babcia mówiła o życiu prababci.

Wczoraj nieoczekiwanie podeszła pani i powiedziała, wie pani, po spotkaniu ze mną nie chciałam czytać tej książki, bo znam opowieści moich babć i wiem, że to było coś tak trudnego, że po prostu boję się tej książki, ale po tym spotkaniu postanowiłam ją przeczytać, prawda?

Na szczęście moja rodzina pochodziła z Galicji.

Tak, myślę, że sobie odbiła po prostu tymi dwoma obiadami.

I ja się urodziłam we Wrocławiu, mój mąż się urodził we Wrocławiu, nasi znajomi urodzili się we Wrocławiu, moja generacja.

Znaczy faktycznie pojawiła się taka potrzeba, żeby ludzie najlepiej mówili bon motami, prawda?

A jeszcze to mnie, przepraszam, to jest moje skrzywienie zawodowe, ale kojarząc te hasła Wrocław, radio i jeszcze czytając coś, co Pani zamieściła pod wspomnieniem o swojej babci.

Mówię tutaj o Pani poprzednich książkach, Iła i Antoni Słonimski.

Tak, dlatego że te dwie pierwsze książki o Słonimskim i o Iłakowiczównie wynikały z moich polonistycznych, wie pan, zainteresowań.

I rzeczywiście jakby niczego nie żałuję, to znaczy to była świetna przygoda, która pozwoliła mi też poznać to dwudziestolecie.

Ta książka się narodziła z wielkiej mojej fascynacji Słonimskim.