Mentionsy

Nie-winna Sztuka
Nie-winna Sztuka
27.06.2024 12:49

98. Vivian Maier. Niania, która zmieniła historię fotografii

Historia pełna zaskoczeń i niedopowiedzeń. Dzisiaj opowiem Wam o Niani, która robiła niesamowite zdjęcia, które zostały odkryte przypadkiem. Mieszkała w Nowym Jorku i Chicago, nie lubiła LA, za to udała się w podróż dookoła świata. Stroniła od ludzi, a jednocześnie zachowywała ich momenty na pojedyńczych kadrach. Miłego słuchania, Marika Szwal.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 64 wyników dla "Vivie"

Ale ostatnio się to zmieniło, ponieważ miałam kilka inspirujących rozmów z pewną fanką fotografii i zaczęłam intensywnie zagłębiać się w temat, no i natknęłam się na książkę pod tytułem Vivienne Majerniania, która zmieniła historię fotografii.

Przyciągające do historii Vivienne to fakt, że bardzo mało o niej wiemy.

Zacznę od początku, inaczej niż wszyscy, czyli nie od tego jak znaleziono jej pracę i zaczęto ją odkrywać jako fotografkę, tylko kim była Vivienne Meyer.

W skrócie, żeby na was nie zanudzać dzieciństwem czy genealogią, ale matka Vivienne Marie była tragiczną postacią.

Ona wyszła za mąż za Charlesa, którego bardzo szybko zostawiła i odcięła zarówno Vivienne i jej brata od całej rodziny, od strony ojca.

Ale to nie miałoby większego znaczenia, gdyby nie okazało się, że życie z matką i z bratem to będzie jedno wielkie piekło dla młodej Vivien.

Nie było mi dane tym razem, ale wracając do Vivienne, jej brat był łobuzem.

Podobno Vivienne w ogóle musiała robić wszystko w domu, mimo że mieszkała tam też matka, bo jako młoda dziewczynka tak naprawdę traktowana była przez matkę i przez brata jako pomoc domowa, taka darmowa, a nie członek rodziny.

Więc Vivienne miała to po niej, bo jej matka do pracy poszła dopiero chyba w wieku 40 lat.

No i tak jak mówiłam, te traumy z pokolenia na pokolenie były przekazywane, no bo Marie też porzuciła w końcu Vivienne.

I wyobraźcie sobie, to jest w ogóle niesamowita historia, bo Vivienne została sama, bez matki, bez brata, bez jakiegokolwiek opiekuna w wieku 14 lat w Nowym Jorku dosłownie.

Więc Vivienne postanowiła jako zaradna młoda dama, gdzieś tam po tej swojej babci, sama się zająć swoją edukacją.

I w książce jest to ujęte, że podobno wykształcenie Vivien to takie samoistne.

Ale Vivienne została w tej wiosce na rok, więc to jest ciekawe, ponieważ jej pierwsze zdjęcia to było takie dokładne studiowanie okolicy.

Sama podobno mówiła, że Nowy Jork jest jej ulubionym miejscem na Ziemi, więc widzicie, mamy chociaż jedną rzecz wspólną z Vivienne.

I kiedy Vivienne dostała swoją pierwszą pracę jako niania na Long Island, to robiła wiele portretów i to skrajnych.

I w książce dużo jest o tym, że Vivienne zazwyczaj w swoim patrzeniu na świat stawała po stronie słabszego, biedniejszego.

Tak samo jak jej babcia wcześniej, ta Eugene, Vivienne potrafiła zbudować sobie sieć kontaktów, dzięki którym mogła poznawać ciekawych ludzi i miejsca, którym potem mogła robić zdjęcia.

No i na przykład już w latach 50-tych Vivienne była trochę taką fangirl, ponieważ w 52 roku wybrała się do MOMY, czyli do Museum of Modern Art na wystawę pięciu francuskich fotografów.

Ale co do Vivien, to mam na myśli taką fangirl, dlatego że ona miała taki etap w swoim życiu, że ona polowała na tych znanych ludzi gdzieś tam w centrum właśnie Manhattanu.

To jest interesujące, bo Vivienne często robiła właśnie skrajnie różne sytuacje, ale zamknięte w tym samym kadrze.

Wiecie, w takich sytuacjach, kiedy człowiek zmaga się z bezdomnością, jest na skraju, to ciężko nie stwierdzić, że Vivienne mocno naruszała ich.

Koniec marudzenia, bo to co najciekawsze to wspomnienia jednej właśnie z sióstr, która opisała jak zapamiętała Vivienne.

Bo tak naprawdę wszyscy, którzy wypowiadali się na temat Vivienne praktycznie nic o niej nie wiedzieli.

czy tam rodzinu, u których pracowała, czy osoby, które ją znały, opowiadały, że Vivie nigdy o sobie nie mówiła, że była zimna, nie lubiła dotyku drugiego człowieka.

W każdym razie ta siostra mówiła o tym, że Vivie nigdy się nie całowała na powitanie, nawet nie ściskała dłoni, nie przytulała się, że była dziwna, ale bardzo miła i uprzejma.

I Vivienne bardzo chętnie chodziła tam, gdzie coś się działo, gdzie np.

No ale jest wiele innych zdjęć, które przedstawiają jakieś tam sąsiedzkie awantury, więc wyobraźcie sobie kobietę w garsonce Vivienne, która czeka na idealny kadr, podczas gdy dwóch sąsiadów wskacze sobie do oczu.

No i ewidentnie, jak zobaczyłam, co ten Wigi tworzył, Vivienne się nim inspirowała.

I właśnie dzięki tym wszystkim wątkom kryminalnym, które momentami są wręcz wyrwane niczym z kadru z filmu Noir, z takim, wiecie, no, gangsterskim rysem, widzimy, że Vivienne, no, nie obawiała się niczego.

No, ale myślę, że też dla wielu kobiet było to zwyczajnie przerażające gdzieś tam biegać w takie niebezpieczne rejony, ale nie dla Vivienne.

No ale to w tym przypadku dobrze, że Vivienne nie wahała się wchodzić ludziom aparatem w życie, no bo chociaż mamy co oglądać.

No ale obok jak zwykle jest kontra, ponieważ jakby koło tych dobrze sytuowanych pań nagle widzimy kontrast, jakim właśnie lubiła bawić się Vivienne, czyli kobiety z klasy robotniczej, które gdzieś tam siedzą na tych werandach, ławeczkach czy schodach w tych nowojorskich kamienicach w jakiejś tam gorszej dzielnicy.

Co tak czy siak nie przeszkadzało Vivienne uchwycić ich piękna.

A Vivienne mieszkała swego czasu na Riverside Rodeo chyba, czy Drive?

Jakby wracając do tych przedstawień i kontrastów, no to wydaje mi się, że jest to ciekawe zjawisko, no bo podczas czytania całej tej książki dowiaduje się, że Vivienne była wypruta wręcz z uczuć i nie okazywała empatii, tak samo jak jej matka.

Za to u Vivienne jest tyle pojedynczych kadrów, opisujących czyjąś historię, którą każdy z nas może zrozumieć i zinterpretować na swój sposób.

Więc tym bardziej fotografia Vivienne, która pokazuje autentyczność i autentyczne życie ludzi, którzy gdzieś tam żyli sobie spokojnie w latach 50. jest ciekawa.

I Vivienne skupia się na niuansach, takich małych gestach.

Vivienne cały czas używała swojego ulubionego aparatu.

Ale też pisała do mnie Paula i mówiła, że ona nie może znaleźć obecnych cen, za jakie są sprzedawane te prace Vivienne.

Stoi na tle nowojorskiej biblioteki, gdzieś tam prawdopodobnie na pasach, bo zdjęcie jest zrobione przez Vivien, która siedziała w autobusie.

Ich ojciec, porządny, normalny facet, on się zdenerwował, bo tam Vivienne wmuszała w dziecko jedzenie, tak bardzo w brzydki sposób i on wtedy uderzył ręką w stół, żeby Vivienne przestała, a Vivienne zareagowała tak jakby nadal mocno i przestraszona w ogóle uciekła do swojego pokoju.

Fajna odskocznia i zawsze trochę bliżej można poznać Vivienne.

Tutaj też ważną rzeczą jest fakt, że Vivienne nigdy nie była wierząca, dlatego Wam o tym wspominam.

W 1957 roku Vivienne wybrała się pewnej nocy, będąc w Miami, na samotny spacer, podczas którego zrobiła tylko jedno zdjęcie.

Ale tutaj właśnie w przypadku Vivien i tej fotografii, no to całkowicie zdaje się na odczuwanie.

No i rozmawiałyśmy generalnie o zdjęciach Vivienne, bo jednak szumi z fotografką, więc to jest inny poziom znajomości i wrażliwości.

Jedyne, co mnie zaciekawiło, to w sumie były dwa portrety samej Vivienne, ale to nie ona je robiła.

No, ale wiem, że już długo biadolę, ale przypomina mi się jeszcze jedna historia, jak już chłopcy z rodziny Gensburgów dorośli, co było strasznym przeżyciem dla Vivienne, bo wydawało się z tych jakichś jej tam zapisków, jakby ona znalazła swój dom.

I mówię to specjalnie, normalnie bym w ogóle o tym nie wspominała, ale jest takie zdjęcie, które oczywiście zrobiła Vivienne.

Jakby znając stronę tej Inger, która się wypowiadała, wiemy, że Vivienne była bezwzględna, bo zamiast jakby ją pocieszyć czy wesprzeć, jak robi każdy normalny człowiek, to ona robiła jej zdjęcia w tak dramatycznej dla dziecka sytuacji.

To też nie jest aż tak istotne, bo tutaj głównie chodzi o fotografię, ale ja chcę Wam przybliżyć po prostu całą postać Vivienne i może jakiś tam ten sznyt psychologiczny ci, którzy się interesują, czy znają, to sobie wyciągną z tych opisów.

Bo w końcu, kiedy dziewczynka dorosła, to jeszcze mi się przypomniało, że Vivienne bardzo się wkurzała, bo ta dziewczynka miała papugę i ona była strasznie głośna.

Ale kiedy ta już dziewczynka dorosła, to Vivienne musiała zacząć normalne życie, którego nigdy nie doświadczyła.

No i wtedy to był taki chyba przyjemny okres dla Vivienne, ponieważ pewnie miała mniej roboty z tą starszą panią i ona sobie zaczęła intensywnie chodzić do kina, poznawała nawet tam młodych ludzi, z którymi wdawała się w interesujące rozmowy o filmie, oni właśnie potem to potwierdzali.

Vivienne zaczęła być zbieraczem i to wiecie, jest jakieś zaburzenie chyba psychiczne i w książce jest cała analiza całego rozdziału, dlaczego i z czego to wynikało.

To jest nieistotne, bo te rozdziały w ogóle pomijałam, bo one mnie absolutnie nie interesowały, bo bym chciała, żebyśmy troszkę inaczej zapamiętali Vivienne.

Mimo, że przez całe życie jednak Vivienne otaczała się tyloma ludźmi.

I historię Vivienne Meyer posklejaną jakby z kadrów i wycinków jej życia znamy dzięki panu Malufowi, który kupił zdjęcia nieznanej właśnie w 2007 roku fotografki.

No i oraz oczywiście autorcy tej książki, Ann Marks, która zabrała się za dotarcie do wszystkich możliwych faktów z życia Vivienne i skrzętnie powtarzała, że nie było to łatwe.

I jestem też ciekawa, czy wysłyszeliście w ogóle o Vivienne Meyer.

Naprawdę nie trzeba ich powtarzać co rozdział, no bo jakby wiem, że Vivien miała problemy z relacjami, czy doświadczyła traumy.

Nawet jeżeli przesłuchaliście ten podcast, to naprawdę myślę, że jeszcze wiele możecie wyciągnąć z tej książki o Vivienne Meyer.