Mentionsy

Myszmasz
Myszmasz
26.08.2025 17:10

Lato z pixelartowym dreszczykiem | Gorące Krzesła 70

Dzisiaj odpowiadamy na trapiące ludzkość pytania: Czy godzi się zbierać waifus, jeśli waifus pilotują mechy? Czy biegając po mieście, lepiej rozwiązuje się zagadki kryminalne? W co grać w Łebie?


Tematy odcinka:


- Intro

- Ken Follett's The Pillars of the Earth (2017)

- Aetheris (2023)

- The Painscreek Killings (2017)

- Mecharashi (2025)

- Lunark (2013)

- Last Report (2025)


--

⭐ WSPIERAJ NASZE PODCASTY NA PATRONITE ⭐

https://www.podsluchane.pl/patron


💬 Dołącz do naszego Discorda: https://www.podsluchane.pl/discord

🎧 Sprawdź inne nasze programy: https://www.podsluchane.pl

⏯️ Słuchaj na Spotify: https://www.podsluchane.pl/spotify

👍 Polub fanpage naszej sieci: facebook.com/podsluchanepl

😎 Dołącz do naszej grupy: https://www.podsluchane.pl/grupa


- Napisz do nas na [email protected]



#podsluchane #podcast #goracekrzesla #thepainscreekkillings #mecharashi #lastreport

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 612 wyników dla "S"

Co się dzieje?

Snake!

Snake!

To ja siedzę sam w leśnej chacie, robię nudne rzeczy i czekam aż mi coś zabije.

Tak, więc złapmy w rełce kubek gorącej herbaty, opatulmy się cieplej szalikiem, może załóżmy czapkę i radujmy się ostatnimi dniami sierpnia.

Ostatnio ktoś nam dziełkował na Discordzie, że podsłuchane.pl nie robi sobie przerwy wakacyjnej, tylko regularnie wypuszczamy nasze podcasty.

Co prawda, to nie jest jakaś zasada, po prostu tak wyszło, ale możemy się tym chwalić, czemu nie.

A mimo to mam wrażenie, że wakacyjne odcinki Gorących Krzessą odczuwalnie wakacyjne.

Myślę, że dzisiejszy też będzie raczej krótki.

W zasadzie, co ja robiłem, co ja widziałem, w co ja grałem.

Okej, za kanapą chyba mam jakieś stare gry.

Prawda jest taka, że jeśli chodzi o moje sierpniowe granie, to grałem w tak zróżnicowane tytuły jak symulator chodzenia po webie z czterolatkiem, tak żeby wydał jak najmniej pieniędzy na głupoty na straganach, które są tam w szełdzie.

Możesz zastosować różne strategie, możesz próbować się przekradać, odwracać jego uwagi, możesz próbować negocjować.

Wysokie ryzyko, ale jeśli się uda, to masz spokój na trochę dłużej.

Megu zastosowała nietypową strategię, to znaczy powiedziała dziecku, że ma 50 zł do wydania na tym wyjeździe.

I to nie powiem, żeby to rozbroiło sytuację, ale był to argument w negocjacjach, więc to jest jeden build, który można rozważyć.

Ja nie bardzo lubię gry z instafailami, więc nie wiem, czy bym się w tym odnalazł.

No widzisz, a potem przez kilka dni grałem w coś nieco bardziej roguelike'owego, symulator żeglowania po Mazurach, niby na prostszym trybie, bo mój tata ma patent, ale skoki trudności na mapie śniartw były dość frustrujące.

To jest to, że pływałeś na mieczu?

Nie, znaczy tak, znaczy tak, miecz był jak najbardziej, ale potem ster się popsuł i to nagle jest takie, czekaj, ale ja... To jest ten moment w grze, kiedy ci odwraca wszystkie te kontrolki, tak?

Ty dajesz wajchę w teł, a łódka płynie tam i w ogóle.

Invert x-axis.

Okej, ten sketch się już przyciąga, więc puenta jest taka, że blisko dwa tygodnie mnie nie było po prostu w Warszawie, gdzie mam rzeczy, na których gram.

W webie miałem co prawda Switcha, na Switchu zacząłem grać, to nieprawda, zacząłem grać już na poprzednich wakacjach, myśląc temu, więc kontynuowałem grę w Filary Ziemi Kena Folletta, po które sięgnąłem z dwóch powodów.

Była ogromna przecena na Switchu, kiedyś

A drugi powód jest taki, że jestem zafascynowany istnieniem gry Filary Ziemi Kena Folletta, bo jakoś ja nie czytałem tej książki, ale dla mnie to jest trochę tak jakby jakiś CD Projekt zrobił medaliony.

Powiedz może o czym jest książka, bo nie wszyscy będą wiedzieli czym są Filary Ziemi Kena Folletta.

Słuchaj, nie wiem o czym jest książka, bo jej nie czytałem.

Wydaje mi się, że jest o tym jak w angielskiej wiosce czy miasteczku w XII wieku przez kilkadziesiąt lat budowana jest katedra.

A akcję obserwujemy z perspektywy kolejnych członków, chyba nawet kolejnych pokoleń rodziny związanej z tą budową.

Ale to jest jakby zgaduję piąte przez dziesiąte.

Nigdy nie sięgnąłem po książkę.

Gra na pewno zaczyna się, tylko to była gra epizodyczna.

Przeszedłem już cały pierwszy epizod, zacząłem drugi epizod i na razie nie ma żadnego przeskoku w czasie tam dłuższego niż może kilka miesięcy.

więc dlatego nie jestem pewien, czy tam faktycznie będą kolejne pokolenia, a może gra bierze na tapet tylko wycinek akcji powieści.

To jest gra autorstwa The Dalek Entertainment, niemieckiego studia, które od jakiegoś czasu jest również wydawcą.

To było jedno z tych studiów, które podtrzymywało tradycję przygodówek, kiedy przygodówki umarły na Zachodzie przynajmniej jako mainstreamowy gatunek.

Jakoś tak same zwiastuny mnie nie interesowały.

I szczerze mówiąc do Filarów Ziemi kiedyś wrócę, jak je skończę.

W sensie wrócę w krzesłach, jak skończę w nie grać.

Teraz mogę powiedzieć tyle, że gra jest piękna.

Mam z niej sporo frajdy.

Tylko ponieważ to jest The Dalek, więc myślałem, że to będzie klasyczna przygodówka point and click, a to wygląda jak przygodówka point and click, ale tak naprawdę nie masz tu ekwipunek.

Masz ekwipunek i on jest pusty przez większość czasu.

Czasem podniesiesz jedną rzecz, zaniesiesz ją gdzieś indziej i tam jej użyjesz.

Ale to nie jest tak, że zbierasz przedmioty, żeby je łączyć ze sobą.

Czasem zbierasz jakby koncept, więc myśl i używasz myśli na kimś, żeby mu o czymś powiedzieć.

To jest gra epizodyczna.

Przeszedłem pierwszy epizod i zostałem z wrażeniem, że to jest bardziej visual novel przedstawiony w formie point and clicka.

I zobaczę, jak to będzie wyglądało dalej, czy gra się jakoś zdecydowanie zmieni.

Jest przyjemna.

Czy to, że to nie ma tych zagadek, tylko po prostu skupia się na fabule, ale w formacie przygodówki, czy to jest rzeczywiście wada, czy po prostu takie inne założenie?

No zostało niestety chodzenie po ekranach i szukanie tej jednej rzeczy, którą w tym momencie masz podnieść.

Więc jak eliminujemy zagadki, ale zostawiamy wciąż chodzenie po lokacjach...

na których teraz nie masz co robić, bo masz podnieść tylko jedną rzecz i ją przenieść gdzieś indziej, no to doświadczenie jest takie trochę puste.

Ale mówię, jestem w jednej trzeciej gry, jak kiedyś skończę, to wrócę z szerszą opinią.

I jeszcze równie krótko, a może nawet krócej, chcę powiedzieć o grze, której ledwo skosztowałem, bo ściągnąłem demo.

Nazywa się Aetheris, tylko pisane A-E-T-H, jeśli będziecie szukać na Steamie.

Jest to gra bodajże francuskiego studia Wildweed.

Przed chwilą miałem Steam otwarty, ale musiałem go wyłączyć, bo się cięło nasze pouczenie i kierując się magicznym myśleniem stwierdziłem, że dzięki temu będzie lepiej.

Dopiero co przeczytałem o tej grze na Rock Paper Shotgun, Sin Vega o niej pisała, dlatego myślałem, że to jest tegoroczna premiera, ale nie, to jest gra sprzed dwóch lat.

Jest to roguelike'owa gra taktyczna, w której jest sobie kraina fantasy, w tej krainie fantasy nagle zaczyna szerzyć się cień i wioska, jakiś jaszczuro ludzi jest zaniepokojona tym wydarzeniem, więc wysyła swoich czterech naj...

bardziej bełdących pod rełką jaszczuro ludzi, żeby zbadali sprawę.

I oni sobie biegną ciągle w prawo, jakby to była platformówka i raz na jakiś czas natykają się na wydarzenie.

I jak w klasycznym, to jest formuła FTL, Slay the Spire, natykają się na wydarzenie.

Wydarzenie może być walka, ognisko, krótka scenka fabularna z wyborem.

I kiedy dochodzi do walki, to to nie jest deckbuilder, to nie jest karcianka.

Kiedy dochodzi do walki, zostajemy przeniesieni na taktyczną mapę podzieloną na heksy.

Nasze cztery jaszczurki rozmieszczamy gdzieś na pozycjach startowych i trzeba pokonać przeciwników.

Główną zaletą jest prezentacja.

Ta gra jest piękna, ta gra jest obłędnie kolorowa.

To mogłaby być po prostu mapa z tymi punktami, gdzie idziemy do następnego.

Jakby na początku mamy powiedziane, okej, w tej krainie przejdziemy przez te osiem lokacji i to będzie konkretnie tu walka, walka, ognisko, fabuła, fabuła, ognisko, walka.

To mogłaby być po prostu mapa, zamiast tego te stworki sobie biegną w prawo, mamy ten efekt paralaksu, te tła są jakby... Absurdalny budżet poszedł na grafikę.

Znaczy, żartuję z tym absurdalnym budżetem, ale gra jest naprawdę bardzo ładna.

Taktycznie zaczyna się robić ciekawa, kiedy...

kiedy nasze stworki awansują.

Na początku zaczynamy ze stworkami, które nie mogą nic, mają podstawowy atak.

Potem awans, dwa awanse, jakiś ekwipunek, no i nagle pojawiają się możliwości i od tego etapu zaczyna się jakieś kombinowanie, ale to wciąż nie było bardzo ciekawe kombinowanie.

Ja mam takie, ale jeśli to jest roguelike, ja muszę za każdym razem zaczynać ten run i na początku tam jest nuda.

to chyba mi się nie chce zaczynać tych runów.

Więc ja dosłownie spełniłem przy tej grze może godzinę.

Wciąż bardzo polecam demo, żebyście sobie po prostu obejrzeli, jak to wygląda.

Bo wygląda fantastycznie.

A studio, które zrobiło tę grę, teraz właśnie wypuściło albo zaraz wypuści grę Crown Gambit, która też ma obłędną oprawę graficzną.

Na zwiastuny Crown Gambit, nawet dopóki tego nie sprawdziłem 5 minut temu, nie wiedziałem, że to jest to samo studio.

Crown Gambit już jest w jakiś sposób grą kardzianą.

Zwiastuny były piękne i na ich podstawie nie potrafiłem się domyślić, jak właściwie się w to gra.

Więc też bym chciał zagrać w demo i się przekonać.

Więc tak, na początek Eteris.

a do filarów ziemi Kena Folletta wrócę w przyszłości.

A co ty ostatnio grałeś?

Ja nawet poprzednim razem mówiłem, że kupiłem sobie na wyprzedaży dwie gry dedukcyjne.

Jedną z nich było The Operator, o której mówiłem w zeszłym miesiącu.

Drugą było A Hand With Many Fingers, która jest też dedukcyjną grą o prawdziwym spisku

Zamiast tego kupiłem trzecią grę dedukcyjną, w którą już zagrałem.

To nie jest nowa gra, to jest gra, o której w życiu nie słyszałem, a wyszła już ładnych parę lat temu.

Nazywa się The Pains Creek Killings.

Pains Creek to jedno słowo, nazwa miasteczka.

Stromień bólu?

Tak by się to tłumaczyło bezpośrednio.

To jest wszystko czysta fikcja.

To nie ma nic wspólnego z jakikolwiek prawdziwymi sprawami.

Gdyby akcja działała się na polskiej wsi, czy to byłyby morderstwa w cierporzeczu?

Bardzo mi się to podoba, tak.

I ta gra wyszła w 2017, czyli 8 lat temu.

I to jest w przeciwieństwie do gier, o których zazwyczaj mówiłem, które były takie jak The Root Trees Are Dead, albo właśnie The Operator, czy nawet z tego co widzę to A Hand With Many Fingers, w której jeszcze nie grałem, które zazwyczaj są grami, które odbywają się diegetycznie w tej rzeczy, w której

prowadzisz swoje śledztwo, czyli albo na ekranie, albo masz tablicę, na której łączysz rzeczy i tak dalej.

Pains Creek Killings jest grą z perspektywy pierwszej osoby, w której chodzisz po właśnie całym takim małym miasteczku i tam znajdujesz dokumenty

zdjęcia i jakby rzeczy się dodają do Twojego archiwum, jeśli znajdujesz czyjś dziennik, to on się doda, jakby jego tekst doda Ci się do archiwum i możesz go w każdym momencie sprawdzić.

Masz też aparat, którym możesz robić zdjęcia, więc jeśli zauważysz coś ciekawego, co chcesz pamiętać, to możesz zrobić tego zdjęcie, ale jednak trzeba robić notatki też na karce.

Nawet tutaj widać, to są całe moje notatki, jedna i druga strona, kto jest kim.

Jest rok bodajże 1997 i przychodzisz do opuszczonego miasteczka, właśnie Pains Creek, w którym parę lat wcześniej została zamordowana Vivian Roberts.

Robertsowie to jest rodzina...

najbogatsza rodzina tego miasteczka, wokół której jest zorganizowane całe życie tego miasteczka.

Oni finansowali szpital, jakby zasadniczo byli, znaczy mąż był po prostu burmistrzem, ale żona właśnie Vivian była bizneswoman, która prowadziła dużo interesów, jakby sprowadzała do miasteczka

różne finanse i tak dalej no i po jej zabójstwie o zabójstwo został oskarżony chłopak który

który był niemal protegowanym burmistrza, właśnie męża tej zabitej, a przy okazji też, jak się bardzo szybko dowiadujemy, miał też związek z jej córką.

No i w każdym razie to morderstwo zasadniczo spowodowało serię wydarzeń, która właśnie sprawiła, że to miasteczko po prostu umarło.

W tym momencie jest zupełnie opuszczone, nikt tam nie mieszka, wszyscy je opuścili.

Wcale nie dlatego, że Walking Simulator nie zawierają ludzi, bo ich animowanie wywaliłoby budżet ponad możliwości.

Ty jesteś detektywką, która zostaje wynajęta do tego, żeby jeszcze raz zbadać tę sprawę, ponieważ...

ponieważ nie została nigdy wyjaśniona do końca, ten oskarżony chłopak został zwolniony ostatecznie, więc masz jeszcze raz sprawdzić, ponieważ cały ten majątek Robertsów ma trafić na aukcję, więc to jest ostatnia szansa, żeby dowiedzieć się, co się wydarzyło.

No i gra dokładnie na tym polega, co powiedziałem na początku, po prostu chodzisz po tym miasteczku,

I to jest tak, gra twierdzi, że nie prowadzi cię za rękę, że jakby masz wszystko, masz samemu dochodzić do rzeczy, nie masz żadnego systemu wskazówek, jakby masz te wszystkie dokumenty, które obejrzałeś, ale nie masz żadnych przypominajek, żadnych wskazówek, nie masz na zasadzie, ok, co...

co znalazłeś, co mogłoby cię poprowadzić do dalszego miejsca.

Więc mi się zdarzyło ze dwa albo trzy razy trafić na moment, gdzie nie wiedziałem, co przegapiłem, ponieważ chodzimy po dosyć dużym terenie pomiędzy jakby... Właśnie, jeśli mogę spytać, bo jak o tym mówiłeś teraz, włączyłem sobie jakiś let's play, przeklikałem, żeby zobaczyć, jak to w ogóle wygląda.

Wygląda trochę tak, jakby ktoś wrzucił zagadkę kryminalną do Players Unknown Battlegrounds, jeśli chodzi o grafikę.

No coś tu jest.

Natomiast...

No bo to jest gra dedukcyjna, tak?

Czy uważasz, że ten aspekt pierwszoosobowego zwiedzania tego miasta coś tutaj wnosi, poza zakładam rozdmuchaniem czasu, który spełnisz przy grze?

Bo to była pierwsza część Let's Play'a, miała 2,5 godziny, nie wiem ile było części.

Ile godzin spełniłeś w cierp rzeczu?

Spędziłem niecałe 10 godzin, więc to nie jest mała gra.

A Rutrisy?

Cześć, zaraz powiem, ale ok, The Rise of the Golden Idol to jest 20 godzin, a The Case of the Golden Idol 13,5.

Z kolei Rutris, The Rutris are the 10 godzin, więc podobnie.

Owszem, tak, trudno jest to porównać.

To rzeczywiście spowalnia grę, ale absolutnie to nie jest tylko po to, żeby właśnie ją spowolnić.

Ten fakt, że jesteś w prawdziwym miejscu i jakby znajdujesz rzeczy, które... Jakby wiadomo, wiele z tych rzeczy jest bardzo umownych.

Jakby znajdujesz...

Po pierwsze, konstrukcja tej gry jest taka, że o ile twórcy twierdzą, że to miało przypominać takie prawdziwe śledztwo i dlatego ci nie chcą prowadzić za rękę, bo masz myśleć jak śledczy, to konstrukcja gry mimo wszystko polega na tym, że

Idziesz do miejsca, w miejscu znajdujesz kluczyk.

Ten kluczyk otwiera ci jakieś inne miejsce.

W tym innym miejscu znajdujesz kluczyk do innego pokoju albo domu.

W tamtym domu znajdujesz notatkę z kodem.

Ten kod otworzy skrytkę gdzieś jeszcze indziej.

W tej skrytce znajdziesz kolejne wskazówki i kolejny kluczyk.

Wiadomo, że to jest sztuczne i umowne.

Nie czujesz się do końca, że to rozwiązuje rzeczywiście prawdziwe śledztwo.

Przez cały czas mimo wszystko masz poczucie tego, że grasz w grę, którą ktoś zaprojektował i porozkładał te klucze tak, żeby nie dało się od razu wejść do miejsca, w którym masz rozwikłaną zagadkę.

Każda gra ma jakiś mechanizm, który sprawia, że nie da się od samego początku wpisać.

czy przynajmniej większość nich.

Pamiętam, że ten... Hair Story.

Właśnie, Hair Story da się przez przypadek sobie zaspoilować pierwszym zapytaniem.

Hair Story miało też system tagowania tych fragmentów wideo, żebyś mógł sobie je tam jakoś opisać.

ale jeśli tego nie zrobisz, to wszystkie są od początku opisane bodajże hasłem no tag.

I jak wyszukasz no tag, to wyszukiwarka pokaże ci wszystkie fragmenty wideo chronologicznie od początku do końca.

Tak, więc to wszystko się wydaje trochę sztuczne.

Owszem, znajdujesz te dzienniki.

Czemu ci wszyscy ludzie zanim wyjechali z miasta pozostawili swoje dzienniki?

w różnych miejscach?

Tak, to tajny, bardziej tajny i najtajniejszy.

Tak, jakby to wszystko wiadomo.

Ale właśnie fakt, że jesteś w tym miejscu, że właśnie widzisz to opuszczone miasteczko, przede wszystkim też fakt, że to jest tak duże, właśnie sprawia, że nie możesz...

zupełnie na ślepo, bo na przykład masz dużo mieszkań w tym miasteczku, jakby tam jest sporo domków, każdy domek ma drzwi i nigdy nie możesz być pewien, czy te drzwi są kompletną atrapą.

Do większości tych domków nigdy nie wejdziesz.

Nigdy nie znajdziesz klucza, żeby tam wejść.

Więc musisz na przykład, jeśli znajdziesz kluczyk i nawet wiesz, że ten kluczyk należał do osoby X,

Okej, gdzie mieszkała ta osoba X?

Bo teraz nie będziesz po tych kilkunastu, kilkudziesięciu domach, kilkudziesięciu, nawet nie jest kilkanaście, po kilkudziesięciu domach nie będziesz chodził i próbował klucza na każdym zamku, który znajdziesz, tylko dobrze by było znaleźć ten adres.

A gdzie znaleźć adres?

Jest parę na to sposobów.

więc tego typu rzeczy to, że właśnie to mi naprawdę się podobało to, że właśnie jestem w tym miejscu i no i to męsteczko jakby miało jakieś znaczenie dla ludzi, którzy tu mieszkali część z nich mieszkała od dawna, część przyjechała niedawno

Oczywiście, że ponieważ to jest małe miasteczko, to dużo tego życia kręciło się wokół kościoła tamtejszego.

Zresztą oskarżony o morderstwo jest synem, adoptowanym synem pastora tamtejszego, więc to wszystko sprawia, że ta historia, mimo że właśnie jest dosyć umowna, jest bardzo melodramatyczna, jak już poznasz szczegóły

to jednak wydaje się taka dużo bardziej przyziemna.

Gdyby to było właśnie tylko jak Root Trees, czyli tylko jakby znajdujesz jakieś dzienniki i szukasz jakby kolejnych powiązań, mam wrażenie, że to byłaby gorsza gra.

Po prostu ta historia, ostatecznie jak się ją pozna, nie jest bardzo skomplikowana.

Wielu rzeczy się jakby domyślałem dosyć wcześnie po prostu na bazie

Nawet nie poszlak, tylko po prostu dramaturgii sytuacji.

Ale po prostu masz przez to wrażenie, że ci ludzie rzeczywiście tu byli, oni tu żyli i to, czego się o nich dowiadujesz, jakoś tak uderza inaczej.

Podstawowe pytanie.

Czy miałeś satysfakcję z rozwiązania tej zagadki?

Albo nawet jeszcze ważniejsze, czy miałeś satysfakcję po drodze przez te 9 godzin, zanim dotarłeś do finału?

Absolutnie.

Za każdym razem, jak się czegoś dowiadywałem, zapisywałem na zasadzie, że ta osoba jest...

lokajem, ok, tutaj jest mowa o jakimś imieniu, ok, potem do tego imienia mam nazwisko, a ok, dobra, to była niańka tej rodziny, dobra, potem ona spotkała jeszcze inną osobę, jakby autentycznie poznawanie tego, robienie tych notatek było dla mnie bardzo satysfakcjonujące i aktywowało mi odpowiednie neurony.

No to super.

Czy studio, które to zrobiło dalej funkcjonuje?

Oni zrobili po drodze inną grę, też dedukcyjną, ale z tego, co o niej czytałem, po prostu sprawdziłem komentarze, co ludzie mają do opowiedzenia.

Gra nazywa sScene Investigators.

śledczy na miejscu zbrodni tylko, że ona ma z tego co o niej przeczytałem ma konstrukcję epizodyczną po prostu masz kilka różnych miejsc zbrodni na których odkrywasz co się wydarzyło ale wszystkie komentarze twierdziły, że te zbrodnie są ze sobą niepowiązane

i że właśnie brakuje temu jakiegoś takiego poczucia, że rzeczywiście rozwiązujesz jakąś więkssprawę, po prostu dowiadujesz się, co się wydarzyło tutaj, co się wydarzyło tutaj, co się wydarzyło tutaj i ostatecznie, jeśli kogoś to interesuje, to jest fajne, ale bardzo dużo jest negatywnych komentarzy na temat tego, że to po prostu jest nudne, bo właśnie

Wygooglałem ich, to jest studio EQ Studios, mają na koncie dwie gry, Pains Creek Killings i Sin Investigator z zeszłego roku, przepraszam, sprzed dwóch lat, a w zeszłym roku wypuścili Making of Pains Creek Killings.

Ta gra najwidoczniej ma... Ona wciąż jest na przecenie, więc być może jeśli tego słuchacie, to... Właśnie dlatego ją kupiłem, bo ona w tym momencie kosztuje 18 zł.

Normalnie kosztuje 72.

Więc za tych 18 zł to absolutnie było warte wydanych pieniędzy.

Oferta kończy się 1 września, więc chyba wypuścimy ten odcinek na czas, żebyście jeszcze mogli to kupić, jeśli to was interesuje.

Musi być, musi się ukazać w sierpniu.

Podobnie jak w zeszłym miesiącu zagraliśmy w jedną grę obaj, tylko że w przeciwieństwie do zeszłego miesiąca nie możemy chyba z niej zrobić tematu odcinka.

Bo nikt o nim nie słyszał.

Znaczy wiesz, o drifterze też mało kto słyszał, ale raczej

Więc będziemy się jeszcze chwilkę przerzucać drobiazgami, w które graliśmy.

No i ja mussię przyznać.

Ja chyba mussię przyznać do moich waifus.

Słuchałem Side Story, czyli podcastu o grach ekipy od Friends at the Table.

W przedostatnim odcinku rozmawiałem, to jest długa rozmowa, która wychodzi od Tamagotchi, bo najwyraźniej jest teraz renesans Tamagotchi.

Przechodzi przez Labuby, jest bardziej ogólna rozmowa o tych wszystkich, jak to się nazywa, blackboxy, o tych wszystkich seriach, rzeczy, które kupujesz w ciemno, nie wiedzą, co ci się wylosuje.

No i jakby krytycznie podchodzą do tych elementów, jak to działa na tej żyłce hazardowej, wyciąga kasę i w ogóle.

Po czym Austin podsumowuje to mówiąc, że no ale ja nie mogę tam, nie mam co mówić, bo dopiero co wydałem, zastanawiałem się ile mogę wydać dolarów w tej grze mecha gacza, żeby poczuć się lepiej.

W każdym razie to miało być nowy front mission, dopóki wydawca nie postanowił inaczej.

Ja z tego wszystkiego usłyszałem, o, Austin Walker gra w jakiejś Mecha Gacha i to miało być nowe front mission, dobra, googlamy.

I w ten sposób zacząłem grać w Mecha Rushy, to się pisze Mecha przez CH, Rushy przez SH.

Jest to gra dostępna na pecety, przede wszystkim mobilna i oczywiście jeśli założysz konto na jednym i drugim i powiążesz je razem, to dostaniesz więcej jakichś freebiesów.

W skrócie, to jest taktyczna gra o pilotach mechów, w której walki toczą się na niewielkich planszach, większych niż w Into the Bridge, ale wciąż nie bardzo dużych.

To jest szachownica, kwadratowe pola.

Mechy poruszają się tak do trzech pól na turę.

zasięg broni jest od jednego do chyba maksymalnie czterech pól no i wchodzimy w takie nazwijmy to papier kamień nożyce gdzie jak mech mech ma broni no

do walki w zwarciu, no to może zatykować tylko najbliższe pole, więc takich przeciwników chcesz atakować z dystansu.

Z kolei jeśli przeciwnik ma gigantyczną snajperkę, to ze snajperek akurat nie można strzelać do przeciwnika stojącego po sąsiedzku, więc chcesz chronić swojego snajpera, do takiego przeciwnika podbiec jak najbliżej.

Są też rodzaje broni, które po prostu mają zasięg od tego jednego do trzech pól, więc nie ma bezpiecznego dystansu, ale zazwyczaj te kategorie broni zadają mniejsze obrażenia.

ale jest to gacza.

Gacza to są rodzaje gier, w których masz zbierać rzeczy i w wypadku mecha rasi masz zbierać pilotów mechów, ale i mechy.

I element gacza to jest element losowości.

To znaczy kupujesz czy zdobywasz walutę gry, wydajesz tę walutę gry, żeby pociągnąć wirtualną wajchę i maszyna ci coś wypluła w zamian.

Jednym z najsłynniejszych przykładów to będzie Genshin Impact.

Jeśli ktoś widział albo grał w Genshin Impact, to to jest gra gacza i ten zbieranie postaci tam.

Mecha Rush jest zakładam japońską grą, a przynajmniej wszystko na to wskazuje.

No i oczywiście piloci dzielą się na trzy kategorie człowieka.

Są ludzie B, są ludzie A,

i ludzie pierwszej literki japońskiego alfabetu S. Zakładam, że to Super Saiyan.

Mówię o tym wszystkim dlatego, że...

Gra dopiero co miała premierę, jakoś na koniec lipca, więc trwają teraz eventy, miesiąc ten, wow, globalna premiera, dziękujemy wam wszystkim, że jesteście z nami, więc na starcie dostałem tam sporo freebisów, teraz trwa jakieś, jeśli logujesz się przez 7 dni codziennie, to dostajesz kolejne rzeczy i z rzeczy, które dostałem, dostałem pilotkę Mecha klasy S.

jedyną postać S, którą w tym momencie mam i do końca tygodnia, zostały mi jeszcze dwa dni, dostanę drugą taką pilotkę klasy S. W kampanii rozegrałem pierwszy rozdział, czyli to było tam, nie wiem, chyba osiem misji.

I na początku kilka pierwszych misji masz powiedziane, do tej misji masz użyć tych pilotów, których ci dajemy w kampanii.

Ale od któregoś momentu tego pierwszego rozdziału mam tam więcej slotów, mogę pięć maszyn wystawić do walki.

No i jak już mam wolny slot, no to wystawiam pilotkę S.

Pilotka S jest mechaniczką.

Jej zadaniem jest naprawiać inne mychy.

To nie przeszkadza jej w tym momencie gry eliminować każdego przeciwnika jednym atakiem.

W momencie, gdy pozostali moi piloci klasy B potrzebują dwóch, trzech ataków.

Ewentualnie snajperka, jeśli wyceluje w korpus przeciwnika, to najsłabszych mogła kłaść jednym atakiem, ale pozostałych dwa, trzy.

No i teraz czekam, czy ten element gacza sprawi, że w tę grę nie da się grać czy nie.

To znaczy na tym etapie już w finale pierwszego rozdziału pilotka S trafiła na przeciwników, których nie kładła jednym strzałem.

Teraz zacząłem drugi rozdział i tutaj już generalnie żadnego nie kładzie jednym strzałem.

Czyli jest skalowanie trudności.

No i ten drugi rozdział na razie jest taki, że pilotka S nikogo nie kładzie jednym strzałem, a z drugiej strony reszta mojej drużyny...

muszę zacząć kombinować, muszą współpracować, bo potrzeba w tym momencie 4 do 5 ataków na jednego przeciwnika, żeby go położyć.

A pilotka S ze trzech.

I to jest już całkiem zbalansowane.

W tym momencie pilotka S już się nie wybija na tle reszty grupy.

Pytanie, czy za pięć misji albo w finale drugiego rozdziału nagle nie dotrę do ściany, gdzie po prostu jakby pilotka S nie jest w stanie nic zrobić, a reszta drużyny ginie od jednego kichnięcia i gra będzie oczekiwała ode mnie, że będę 50 razy robił jedną misję, żeby wylosować lepszego shotguna czy coś takiego.

Jeśli dojdę do takiej ściany, to się żegnam z grą, jakby nie mam zamiaru wydawać na nią pieniędzy.

Zastanawiam się, czy ten element gacza nie kładzie elementu taktycznego.

Bo kładł go w pierwszej połowie tego pierwszego rozdziału.

No jak nagle mam pilotkę, która kładzie wszystkich i nic jej nie może ruszyć, no to nie ma żadnego wyzwania.

Teraz jest dobrze.

Teraz ten drugi rozdział jest zrównoważony.

Pojutrze dostanę drugą pilotkę klasy S. Nie wiem, co sstanie, jak wystawię dwie pilotki klasy S do walki w drugim rozdziale kampanii.

Ale jestem wciągnięty na tyle, że hełtnie się przekonam.

To jest gra, która... Ja nie mam zamiaru w nią grać na komputerze, bo jest trochę zbyt prościutka, żeby chciało mi się przy niej siedzieć jakby w moim miejscu pracy.

Ale jako coś, co wyciągam z kieszeni, żeby rozegrać misję albo dwie, jest bardzo przyjemne.

Prezentacja jest całkiem fajna.

Prowadzi to do zabawnych nieścisłości między prezentacją a mechanizmami gry.

Bo tak, każdy mech składa się z czterech części.

Jak wiemy z przedszkola, mamy ręce, głowę, obie nogi naraz.

to znaczy lewa rełka, prawa rełka, korpus i obie nogi naraz.

Zniszczenie rełki sprawia, że jeśli przeciwnik ma broń w tej rełce, nie może jej używać.

Zniszczenie nóg sprawia, że porusza się bodajże chyba tylko jedno pole naturę.

Zniszczenie korpusu od razu eliminuje przeciwnika.

ale z całej mojej drużyny tylko moja snajperka ma swobodę wyboru, w co zaatakuje, jeśli użyje specjalnego, mierzonego ataku.

Inaczej jest to losowane.

Jeszcze główny bohater gry ma atak z miasterełkę.

który masz wykorzystać, żeby zmiażdżyć komuś rełkę, a przynajmniej zadać obrażenia w rełkę.

Zobacz to, czy faktycznie ją zmiażdżysz, zależy od tego, ile tam jest hapeków.

I muszę powiedzieć, że ta gra ma fajną prezentację, w sensie mam naprawdę dużą satysfakcję, kiedy wybieram ten mierzony atak i mam ten króciutki przerywnik, jak mech składa się do strzału z wielkiej snajperki i przeciwnikowi odpada od tego rełka.

ale jest tu drobna nieścisłość, bo jest tutaj mechanizm leczenia.

Jak wspomniałem, moja pilotka jest mechaniczką.

Ona jest od dodawania hapeków na polu bitwy, więc te ręce się regenerują.

Co trochę podcina skrzydła temu wrażeniu.

Ale z drugiej strony to oznacza, że jeśli tobie urwą rękę, to jeśli podjedziesz tam mechem lekarzem, to w następnej rundzie możesz znowu używać tej broni.

Nie jesteś bezbronny.

jeśli ktoś ci zostanie pokonany na polu walki, polu wilki, to wilki byli nie ludzie, to jego mech eksploduje.

Oczywiście uda ci się zakończyć misję, ta postać jest w przerywniku, jakby nic się nie stało, jej mech też jest w tym przerywniku.

Więc znowu w głowie musimy pamiętać, że eksplozja czy urwanie ryłki tak naprawdę oznacza tylko chwilowe wyeliminowanie, które można natychmiast załatać.

I wtedy fabuła trzyma się kupy, co z kolei podcina skrzydła, kiedy jest dramatyczne, jesteśmy w przerywniku i ktoś się poświęca, jego mech eksploduje.

Mój mech eksplodował 15 minut temu.

Czemu płacisz, o co ci chodzi?

To dziwne, że nie jest to przedstawione wizualnie bardziej jako...

uszkodzenie tej ręki, tego, że ona po prostu jest teraz bardzo... Ale ja doskonale wiem, czemu to jest tak zrobione, bo wtedy nie byłoby tego kopa adrenaliny, kiedy twoja snajperka strzela i wielkiemu mychowi eksploduje rełka.

Ja nie mam tego za złe w tej grze, tylko podkreślam pewną paradoksalność.

Jest to gra z lekką stylizacją anime, jeśli chodzi o grafikę, bo znowu mamy 3D, ale w 3D mamy tylko mechy, postaci są tylko dwuwymiarowymi ilustracjami, które nie są bardzo w stylu anime, jeśli chodzi o proporcje, nie ma wielkich oczu i tak dalej.

Są bardzo w stylu anime, jeśli chodzi o design, przez co mam na myśli również...

I tak wracamy do moich wirtualnych waifus.

Ale wiesz co jest ciekawe?

Że jak wszedłem na stronę na Steamie, to tam nigdzie nie widać żadnej waifu.

Poza jakby portretami w interfejsie podczas gry.

ale to są malutkie portreściki, w których się trzeba przyjrzeć.

Mimo wszystko skupiają się na mechach, nie na waifus.

Znaczy, wiesz co, szczerze mówiąc, widziałem gry, które są dużo, dużo gorsze pod tym względem.

Tutaj tak naprawdę nie wykraczamy poza skalę przyzwoitości Kojimy.

W sensie będzie babka w mundurze, która ma rozpiętą kurtkę pod munduru i t-shirt zawiązany tak, żeby służył za biustonosz.

Jest to gacia, co oznacza, że w tej grze jest... Ja nie wiem, ile jest walut w tej grze.

Jestem na etapie, że jeszcze... Znaczy tak, nie tylko nie ogarniam walut, nie do końca rozumiem mechanikę, bo znowu...

Kiedy kogoś atakujesz, to ta postać się odpowiada ogniem, jeśli znajdujesz się w zasięgu jej broni.

To rozumiem, to zasada standardowa.

Zasady Heroes of White and Magic, wszyscy to rozumiemy.

Czasem ten kontratak następuje przed twoim atakiem?

Jeszcze tego nie zrozumiałem.

Są duże szanse, że gra mi to wyjaśniła, kiedy robiłem pierwszą albo drugą misję.

Niestety gra zarzuca wieloma rzeczami, więc wiem, że przegapiłem jakieś elementy.

Może to po prostu sobie doczytam w siedzi później.

Wiem, że Songs of Conquest miało takie jednostki, które miały właśnie kontratak przed atakiem przeciwnika.

Songs of Conquest to jest takie Heroes of Might and Magic, ale niezależne.

Więc może to jest jakaś specjalna umiejętność pilota?

To mogą być specjalne umiejętności...

Będę eksperymentował, może się dowiem.

Może chodzi o jakieś, wiesz, że przeciwnikowi zostały punkty akcji?

W każdym razie sama walka taktyczna, kiedy jest zbalansowana, nie jest skomplikowana, ale jest w miarę fajna.

To, co czyni ją skomplikowaną, to nie jest to liczenie, że do gościa ze snajperką muszę podejść do starcia bezpośredniego, a do tego z wielkim młotem mam do niego strzelać z dystansu.

Nie, to co go komplikuje, to są umiejętności postaci, gdzie nagle dochodzą... Z jednej strony postaci mają, wiesz, wow, plus 8% obrażeń, jeśli atakuje pierwszy albo jeśli zrobi coś tam.

Ale na przykład mój główny bohater ma rzecz, że jeśli zniszczy komuś część mecha, czyli na przykład zmiażdży rełkę swoim atakiem, zmiażdży rełkę, to może zaatakować jeszcze raz, ale już się nie ruszając.

Moja snajperka ma coś podobnego.

Jeśli sojusznik atakuje jakiś cel, który znajduje się w zasięgu jego broni, to ten gość wykona dodatkowy atak.

Ja nie lubię tego w japońskich grach taktycznych, w sensie liczb żołdu 2250 i liczenia połówek procentów, więc to jest też coś, co na dłuższą metę może mnie odrzucić od tej gry.

Ale na razie, kiedy dopiero się z tym zapoznaję, to, że tak powiem...

Znowu, nie trafiłem na misję, gdzie ja musiałbym usiąść z kalkulatorem i policzyć, czy te 7,5% sprawi, że ten atak naprawdę wyeliminuje tego przeciwnika i czy to ma sens.

Na razie robię to bardziej na zasadzie chyba zaatakuję.

To jest chyba dobry moment, żeby zaatakować ten.

Chyba teraz podejdę tutaj i na razie się to sprawdza.

Znowu, jeśli dojdę kiedyś do ściany, gdzie będę musiał liczyć te procenty i 50 razy granitować jedną misję, wiem, że to będzie koniec mojej przygody z Meharashi.

Na razie bawię się dobrze.

No, ale to ja... Moja kolejna gra, w którą grałem w tym miesiącu, dosłownie skończyłem w nią grać parę dni temu, to jest Lunark, którego miałem dodanego już od... praktycznie od premiery tej gry, zaraz sprawdzę, w 2023 roku.

Bo to jest... To jest zasadniczo flashback.

albo Another World, jeśli ktoś grał, czyli bardzo stare gry jeszcze z Amigi, Atari, nie pamiętam dokładnie na czym one po raz pierwszy wyszły i były wtedy platformówkami dwuwymiarowymi, ale z bardzo jak na tamte czasy zaawansowaną animacją.

wtedy ona była trochę jak Prince of Persia malowana na podstawie ruchu prawdziwych ludzi i była bardzo płynna

i Lunark zasadniczo ma przywoływać na myśl właśnie tamte gry moim zdaniem przede wszystkim flashbacka mniej Another World spojrzałem na profil na Steamie i jak najbardziej zgadzam się z tym, że to jest bardziej flashback niż Another World tak, bo flashback jest bardzo specyficzną platformówką

Mam wrażenie, że oryginalnie chodziło o to, że w przeciwieństwie do tradycyjnych platformówek typu Super Mario, czy praktycznie każda platformówka, w jaką będziecie grali, we Flashbacku, tak samo jak w Lunarku,

Nie można się przesunąć o jeden piksel czy trzy piksele.

Zawsze przesuwasz się o jedną jednostkę planszy.

Masz praktycznie każdą platformę podzieloną na takie niewidoczne oczywiście, ale jakby części i zawsze jak naciskasz przycisk w prawo, to przechodzisz jeden krok w prawo.

Ja to zawsze widziałem bardziej jako zawsze przesuwasz się o pełną jednostkę animacji.

Tak, ale to zawsze będzie bardzo konkretna odległość.

Bo to też jest wykorzystywane w tym, jak...

w tym jak poruszasz się po tych platformach.

W sensie zawsze wiesz, z którego miejsca musisz wyskoczyć, żeby pokonać...

przestrzeń danej wielkości.

I to nie jest bardzo skomplikowane, to nie jest to, że musisz wykonywać jakieś obliczenia w głowie, po prostu to jest bardzo intuicyjne, ale zawsze czujesz to, jakby z którego miejsca wyskoczysz, żeby przeskoczyć na przykład wyrwę w jakiejś platformie.

Ile przeskoczysz skacząc z miejsca, a ile skacząc z rozbiegu, bo to są dwie różne odległości.

Tak, więc to jest właśnie platformówka oparta o animację bardzo.

Lunark to właśnie bierze ten styl.

Mam wrażenie, że Lunark wygląda na mniej pikseli, że ma mniejszą rozdzielczość niż nawet oryginalny flashback.

Właśnie patrzę na screeny.

Lunark jest trochę bardziej lo-fi od oryginalnego flashbacka.

Ludziki składają się z dosłownie kilkunastu pikseli, podczas gdy w flashbacku właśnie chodziło o to, że to była jak na tamte czasy...

realistyczna grafika na tyle na ile jesteś w stanie się zbliżyć do rzeczywistości biorąc pod uwagę technologię z którą pracujesz Lunark nie ma takiej ambicji to jest gra właśnie taka nie wiem 16 bitowa czy coś takiego przynajmniej jakby w tym stylu

co nie zmienia faktu, że jest bardzo ładna.

To jest, przy czym właśnie ten styl graficzny, to, że on mi nie przypomina flashbacka, tylko właśnie przypomina takie zwykłe zręcznościówki tradycyjne bardziej.

sprawiał, że właśnie tak długo się wstrzymywałem z zagraniem w tę grę.

Po prostu dodałem ją do wishlisty w pewnym momencie, ale tak za każdym razem miałem takie, że okej, to było przecenione o tam 30%, patrzę na to, musiałbym wydać 60 zł na to, ale jakoś i po prostu...

vibe mi się nie zgadzał.

Ja mam bardzo duży sentyment do Flashbacka.

To była jedna z moich ulubionych gier w dzieciństwie.

Mimo, że nie byłem w stanie jej skończyć bez używania kodów.

Chyba kody dawały ci tylko możliwość przychodzenia do innych poziomów, ale były poziomy, których nie byłem w stanie skończyć.

Ostatnie dwa czy trzy poziomy flashbacka są absurdalne z tymi glutowatymi kosmitami.

Teraz była na przecenie takiej bardzo głębokiej, w sensie przecenione o 65% kosztuje 32 zł.

Obawiam się, że jest szansa, że jeszcze się załapiecie, bo 28 sierpnia się kończy ta promocja.

Uważam, że to jest porządna gra, ale

mimo wszystko nie jakby to moje poczucie, które miałem i dla którego się wstrzymywałem tak długo, okazało się trafione.

W takim sensie, że to nie jest do końca to, o co mi chodziło.

To nie jest ta gra, którą ja pamiętam.

Bardzo możliwe, że jakbym zagrał teraz we flashbacka

Masz wiele opcji, żeby zagrać teraz we Flashbacka.

Kilka lat temu zrobiono remaster, który wyglądał koszmarnie, a troszkę później ukazała się kolejna część.

Mówię kolejna, a nie druga, bo Flashback miał drugą część gdzieś we wczesnych latach 2000 chyba.

Jest rzeczywiście na Steamie coś, co się nazywa Flashback 2.

Po prostu jest tym wszystkim jakaś taka lekka toporność, która sprawia, że to wszystko nie wydawało mi się bardzo płynne albo, znaczy tak, fabularnie też

Grama sili się na poczucie humoru w pewnym sensie.

Parę razy to działa, bo trochę łamie czwartą ścianę na zasadzie jedna z pierwszych interakcji, którą masz, to twoja postać wchodzi do jakiejś... To jest gra science fiction, bo faktycznie nic nie powiedziałem jeszcze.

To jest gra science fiction o chłopaku,

który ma taką trochę kotowatą twarz w przeciwieństwie do wszystkich innych ludzi na świecie który zostaje wysłany przez swojego pracodawcę żeby znaleźć jakiś artefakt ale jak już znajdzie ten artefakt jak po nim wraca to dochodzi do zamachu terrorystycznego o który on zostaje oskarżony

i musi uciekać przed robotami autorytarnego rządu, który rządzi tą planetą i zostaje wplątany w jakieś takie kosmiczno-magiczne rzeczy związane z przepowiednią i tym, kim on właściwie jest, bo nie jest do końca człowiekiem, w dodatku starzeje się dużo szybciej niż zwykli ludzie.

i o co w tym wszystkim chodzi.

Abstrahując od kotowatości głównego bohatera, ta gra ma zaskakująco dużo wspólnego z Flashbackiem, nawet więcej niż początkowo założyłem, kiedy zacząłeś o niej mówić.

A teraz jeszcze puściłem sobie zwiastun i jakby jak widzę tę animację w ruchu, to tak, jakby ta inspiracja jest bardzo na dłoni.

Absolutnie, nie, to jest dokładnie to.

I to odwzorowuje fajnie, więc ten taki sentymentalny, nostalgiczny element jest zaspokojony.

Po prostu nie ma w tym dużo więcej.

A poczucie humoru jest takie, że jedna z pierwszych interakcji, jaką masz, to właśnie wchodzisz na...

wchodzisz do budynku, który jest strzeżony przez strażnika, jeden ze strażników cię zna i mówi na zasadzie, że no hej Leo, jasne, wchodź, ale drugi jest służbistą i mówi, ej czekaj, musimy go przeszukać.

No dobra, w takim razie Leo, naciśnij X, żeby otworzyć swój ekwipunek i pokaż nam, że nie masz w nim broni.

I to jest takie, to jest zabawne.

za pierwszym razem.

Tylko, że gra później idzie w takie poczucie humoru, które sprawia, że to jest to, co ludzie zarzucają Marvelowi, że

sprawia, że masz poczucie, że żadna z postaci obecna na ekranie nie bierze na poważnie tego, co się dzieje w fabule, w związku z czym, czemu ty masz to brać na poważnie i czemu ma ci na tym zależeć.

Po prostu to poczucie humoru nie jest na tyle dobre i na tyle konsekwentne, że to nie jest gra komediowa, która by sprawiała, że to poczucie humoru jest powodem, dla którego w to grasz.

Nie, tego poczucia humoru jest dokładnie na tyle dużo, żeby sprawić, że nic nie wydaje się realne, a jednocześnie nic nie jest napisane z jakąkolwiek powagą, z sensem, wszystko jest takie trochę śmieszkowate i trochę po łebkach.

I po prostu bardzo mi się nie podobały dialogi w tej grze w większości wypadków.

Fabuła taka jaka jest, po prostu jest okej, ale też bez żadnych rewelacji poznajemy dużo różnych postaci, ale w większości z nich na tym etapie nie pamiętam jako konkretnych postaci, które mają coś do powiedzenia, jakąkolwiek perspektywę na świat.

Czyli polecasz, ale nie polecasz.

To jest tak, jak ktoś jeszcze autentycznie ma tak samo jak ja taką nostalgię za tym flashbackiem, skończyłem tę grę, więc jakby nie może być tak źle.

To nie jest zła gra.

Więc jak ci się uda kupić tę grę za te 30 zł na promocji, spoko, czemu nie?

Ale mam wrażenie, że swojej pełnej ceny nie byłaby do końca warta.

To jest gra studia Canary, które chyba chce budować tożsamość na takim retrograniu, bo ich kolejna pozycja z zeszłego roku to Castaway.

Oceniam tylko na podstawie screenów na Steamie, ale to jest tradycyjna Zelda.

W sensie taka zrzutem z góry i tak dalej.

główna grafika to jest po prostu postać z mieczem dokładnie w pozycji na linka link ma tego typu pozycję nie pamiętam na okładce której gry ale widziałem wielokrotnie linka w tej pozycji z mieczem wyciągniętym w stronę

Przecież za Castaway chcą tylko 37 zł bez żadnej promocji.

W opisie jest mowa o trzech lochach, a po przejściu fabuły odblokowujesz tryb Survivor.

Więc to jest chyba po prostu mniejsza gra też.

I to może być dobry trop, bo to jest właśnie... Lunark jest właśnie takim dobrym kąskiem na zasadzie, że mam nostalgię za tą grą.

Może niekoniecznie... Do Flashbacka jest trudno wrócić, bo właśnie...

czy nie wiem, być może na Google gdzieś teraz da się go chyba znaleźć i łatwo zainstalować, ale pamiętam, że był okres, gdzie odpalenie flashbacka było skomplikowane, więc okej, chcę wrócić do tego nostalgicznego poczucia, tylko że jak mam z nim spędzić 6,5 godziny, to nie jest bardzo dużo, ale mimo wszystko już pod koniec mi się trochę dłużyło.

Nie wiem, czy za pierwszym razem, ale na pewno może kiedyś jak wracałem do gry,

grałem we flashbacka po francusku, bo taką miałem kopię.

To jest bardzo możliwe, bo ja pamiętam, że też kiedyś mi się otarłem o to, że właśnie miałem całą grę po francusku.

Nie wiem, czy to nie było za jednym z pierwszych razów, że po prostu...

I tak nie wiedziałem, co się dzieje w tej fabule i tak grałem w to tylko dla mechaniki.

Pamiętam, że grałem we flashbacka i nic nie rozumiałem z tego, co się działo i teraz nie wiem, czy to dlatego, że kiedy w to grałem, byłem tak mały, że nie znałem jeszcze dobrze angielskiego, czy dlatego, że grałem w grę po francusku.

Jedno i drugie jest bardzo prawdopodobne.

Nie było dużo tekstu, ale mimo wszystko był.

Ale to jest bardzo możliwe, bo jak o tym powiedziałaś, to brzmi znajomo.

To jest gra, o której ja wspomniałem poprzednim razem.

Tak, sam wspomniałeś w zeszłym miesiącu, chyba właśnie nagrywając odcinek wpadłeś na Steamie na grę Last Report.

i stwierdziłeś, że spróbujesz, a ponieważ jakby nie chcieliśmy nagrywać po prostu zbioru, ja grałem w to, ty grałeś w to i to są zbiory odrębne, to ja też zagrałem w Last Report.

Grę bodajże jednoosobowego studia Metapixel?

Monopixel Games to jest polskie studio, w sensie polski deweloper.

Jesteś tego pewien?

Jestem niemal pewien.

Pytam, bo gra kiedy mi się odpaliła, to odpaliła się po polsku, ale jak zacząłem w nią grać po polsku, to już na pierwszym czy drugim ekranie zaatakowała mnie jakaś bardzo dziwna składnia, więc zacząłem jeszcze raz po angielsku, a jak przeszedłem grę, to w napisach końcowych autor dziełkuje trzem osobom, które przełożyły tę grę na po kolei rosyjski, nie pamiętam i polski.

I to konto Monopixel Studio ma w opisie Working on a pixel art 2D horror game last report.

Ale nazwa tego konta to jest Szymon łamane Monopixel Games.

Więc może to jest po prostu może to jest Amerykanin albo Anglik polskiego pochodzenia albo coś takiego, ale... No dobrze.

Zagadka pozostaje niewyjaśniona.

Z wieloma zagadkami mierzy się bohater tej gry.

Jesteśmy typowym amerykańskim rangerem w Parku Narodowym, tylko że ten nasz strażnik nie biega z latarką po lesie i nie goni nastolatków, którzy rozpalają ogniska w miejscu, gdzie nie wolno.

Nasz bohater przyjeżdża do pracy, zamyka się w drewnianej chacie i weryfikuje zgłoszenia, które dostaje.

Przepraszam, chciałem jeszcze tylko w kontekście tego, czy to jest polski deweloper, czy nie.

Jest jedna osoba, tylko jedną osobę followuje na Twitterze i tą osobą jest Kebona Fide.

Tajemnica się zagełszcza.

To może być polski autor, który zrobił grę od początku po angielsku, a potem ktoś ją przetłumaczył wtórnie na polski.

A może ja się czepiam składni, na którą trafiłem.

Główny mechanizm gry polega na tym, że bierzemy ze sterty raport.

Raport składa się ze zdjęcia, daty, krótkiego opisu i my mamy weryfikować, czy raport jest poprawny, czy nie jest przedawniony.

Przedawnione są te sprzed 10 stycznia.

To jest po prostu twardy punkt odcięcia.

i jeśli jest poprawny i nieprzedawniony, to logujemy go na komputerze, który stoi obok, przydzielając odpowiednią kategorię naruszenia zasad, którą raport opisuje.

I to jest to, co robimy przez 95% czasu tej bardzo krótkiej gry i nie ma to żadnego znaczenia, bo jest to po prostu mechanizm, który odmierza czas, bo co ileś raportów,

Coś się dzieje, bo w parku zaczynają się dziać rzeczy dziwne, ktoś skrobie o okno chaty, koledzy rangerzy zgłaszają się albo przez krótkofalówkę, albo przychodzą do nas do chaty i opisują, że coś jest dziwnego.

No i oczywiście raporty, które oceniamy, też zaczynają się robić dziwne.

A przy tym całość jest, to jest bardzo low-fiowa gra.

Nie będę próbował przydzielić jej konkretnej epoki wczesnych lat 90., do której nawiązuję graficznie, bo...

To jest współczesny pixel art.

Jakby to nie jest, nie nawiązuje mam wrażenie, że do żadnej konkretnej epoki ani nic.

Po prostu pixel art na tym etapie jest po prostu stylem graficznym.

Tak, no ale też gra ma szczołdkowe udźwiękowienie, a każdy dźwięk możemy nazwać i podziełkować autorom, bo w napisach końcowych są chyba wymienione wszystkie.

Są po prostu z bibliotek darmowych efektów.

I muszę powiedzieć, że pierwszych, nie będę mówił ile minut, ale na początku ona dla mnie całkiem fajnie działała.

Może to ja jestem prosty.

Znaczy ja jestem prosty, tak?

Boję się zagrać w obcego izolację.

Ale jak niewiele potrzeba, wystarczy mi garść tych pikseli i prosty efekt dźwiękowy, żeby jednak strząsnęło w tym fotelu.

I to było spoko i to było fajne.

A potem ta niesamowita rzecz, która dzieje się w parku, jakby zamienia się w taki zlew.

Co się dzieje w parku?

Wszystko, wszystko się dzieje w tym parku.

I ta eskalacja jest tak absurdalna, no że jakby, powiedzmy, drugą połowę gry już miałem takie, okej, no dobrze.

Mnie się do samego końca to ogólnie podobało.

To sprawdzanie raportów chyba ma znaczenie.

Tak jest, że jest jeden moment, w którym ja to przegapiłem i potem nie sprawdziłem, co się do końca dzieje, jeśli nie przegapisz tego momentu, bo jest, ponieważ wszystko masz dostęp do komputera, widzisz ekran komputera, na którym właśnie zatwierdzasz te raporty itd., ale masz tam maile itd.,

W pewnym momencie ktoś, jakiś obcy ci wgrywa na twój komputer jakiś folder i w tym folderze dzieją się dziwne rzeczy, tam pojawiają się dziwne rzeczy na ekranie.

Masz na komputerze dwa zakodowane pliki.

Bo ja próbowałem tam wpisywać różne kombinacje cyfr, jakby...

Nie wiem, czy jej się da otworzyć.

Wiesz co, przegapiłem, bo tam jest gdzieś na ekranie jest jakaś cyfra, która pokazuje ci jakby liczbę raportów.

Jakby masz tę samą ikonkę na swoich raportach, które ci pokazują ile już tych raportów złożyłeś, ile było prawidłowych, ile nie.

czy po prostu po 50 raportach, czy po 50 udanych raportach.

Ja myślałem, że coś się wydarzy.

Jakoś nie sądziłem, nie przyszło mi do głowy, że powinienem coś zwracać.

Teraz mam wrażenie, że być może powinienem na tym 50. raporcie sprawdzić jakieś cyfry i użyć ich do wpisania kodu.

Ale wtedy nie przyszło mi to do głowy, jak wypominałem to i nagle się zorientowałem.

Czekaj, tam był ten folder, którym miałem się zainteresować i tego nie zrobiłem, a potem było za późno i nie wiem, coś chyba przegapiłem.

Ale właśnie nie jestem pewien, jakie są kondycje.

W pewnym momencie masz wielkie pytanie, tak, nie.

Ale tak, to ma głównie taki być element, który po prostu... To próbuje być takim Papers, please trochę, tylko że horrorowym.

Tylko że w Papers, please każda decyzja miała

Może nie fabularne znaczenie, czasami miała fabularne znaczenie, ale zazwyczaj osoba, którą odrzucałeś albo przyjmowałeś, miała ci coś do powiedzenia na ten temat.

Albo pojawiała się parokrotnie i tak dalej.

Tutaj to jest bardziej takie bardzo...

zgamifikowane na zasadzie, że okej udało ci się, nie udało ci się w większości wypadków te znalezienie jeśli zwracasz uwagę to znalezienie jakby problemów z danym raportem nie jest bardzo skomplikowane są dosyć proste rzeczy i tak to nie jest to jest wszystko precyz do tego, żeby właśnie pchać fabułę do przodu

Powiedzmy może, że to jest gra na godzinę.

Musiałeś się bardzo wczytywać w te raporty.

Natomiast to jest tak.

Kiedy ja mówię, że w tym parku dzieje się wszystko i to było jakby ja się wtedy wyłączyłem.

Wyłączyłem się jakby... No bo na początku to jest taka tajemnica.

Co się dzieje?

a potem jakby dzieje się wszystko i za dużo, ja na tym etapie się wyłączyłem, natomiast wciąż gra zaczyna nabierać wtedy takiego absurdalnego uroku, gdzie wciąż twoim jedynym mechanicznym elementem interakcji ze światem gry jest tłuczenie tych cholernych raportów, więc dookoła świat się kończy, a ty siedzisz przy biureczku i tłuczysz te raporty.

To miało swój urok.

Natomiast...

Natomiast w pewnym momencie pojawia się, wiesz, wielkie pradawne eldritchowe, lovecraftowskie zło i kiedy wielkie pradawne eldritchowskie zło zaczyna gadać, to nieważne co ci powie, po prostu zostaje odarte ze wszystkiego, no bo gada z tobą.

Czemu wielkie eldritchowskie, lovecraftowskie zło ma ze mną gadać?

Więc jakby na tym etapie już nic tam specjalnie nie działało, ale znowu mówimy o miniaturce, która kosztuje 18 złotych.

i wiesz, zacząłem w to grać mając takie, ok, to będzie jakieś pixelartowe, horrorowe coś i było, i miałem lekki dreszczyk i tam raz czy dwa zdrygnęło w fotelu i tak dalej jakby nie spodziewałem się nic więcej więc nie mogę narzekać, że nie dostałem nic więcej

Tak, moim zdaniem to nie jest formuła, która by ssprawdziła w dłuższej grze.

Ale właśnie to też sprawia, że ta narastająca i nabudowująca się dziwność mi nie przeszkadzała.

Wchodzimy z takiego dosyć personalnego horroru, że okej, coś się dzieje dziwnego wokół ciebie i nie wiadomo co do końca i po prostu drzwi trzeszczą złowrogo w taki bardziej w stronę Resident Evil'a na zasadzie, że tak, dzieje się dużo, dzieje się wszystko.

Resident Evil toczy się dookoła ciebie, poza tą kabiną, jakby twoi koledzy Rangerzy czasem tam...

Dla mnie to mają właśnie taki urok, który jakby w pewnym momencie, że dokładnie tak jak grając w Resident Evil'e

że na początku jesteś odarty trochę z tej mocy i jakby wszystko jest trudne, każde spotkanie z przeciwnikiem może być zabójcze, a potem kończysz tę grę z piętnastoma granatami, wyrzutnią rakiet, karabinem maszynowym i bardziej cię to śmieszy niż straszy.

Jest w tym coś po prostu, co ja lubię w horrorach i właśnie sprawia, że rozładowuje te... Znowu, reakcja na to będzie różna, bo to, że to rozładowuje właśnie ten ładunek strachu, który gdzieś tam na początku istnieje, może być postrzegane jako wada, a może być postrzegane jako po prostu...

wizja, jakaś taka forma horroru, gdzie po prostu przechodzimy z grozy do pulpy.

Ja to ujmę jeszcze tak.

Nie wiem, czy ta gra jest intencjonalnie śmieszna.

Na pewno nie jest, wydaje mi się, że na pewno nie jest intencjonalnie meta.

A mimo to w tej drugiej połowie to, z czym najbardziej mi się kojarzyła, to było Cabin in the Woods.

Znaczy, mniej więcej rozumiem o czym mówisz, ale jakbyś... Czy możesz rozwinąć tę myśl?

Rozumiem vibe, ale nie byłbym w stanie go ująć w słowa, dlatego myślałem, że ty będziesz w stanie to zrobić.

Chodzi o to spiełtrzenie elementów nadnaturalnych, które są naprawdę z różnych bajek, w sensie rzeczy, które cię tutaj po drodze straszą, sugerują seryjnego mordercę, jest jakaś tajemnicza dziewczynka, która zaginęła 20-40 lat temu i może teraz też ktoś ją widział i coś tam jakby...

Okej, jak już w końcu stajemy twarzą w twarz z pradawnym, eldryczowym, lovecraftowskim złem, ja nie miałem okazji spytać, ale co miała z tym wspólnego ta dziewczynka, o której była mowa 30 minut temu?

Nie wiem, była, bo była, no bo coś mnie miało straszyć, więc było wspomniane, jakby jest to, no mówię, zlew, jest taki horrorowy zlew w tym momencie.

Dla mnie to jest urok tego, że właśnie

że to ma takie... Widać, że przy tym nie pracowało dużo osób, bo to jest właśnie taka historia, która nie ma redaktora, ma po prostu kogoś, kto lubi horrory.

I to jest jakby główna myśl, która mu przyświeca przy pisaniu tego.

Absolutnie rozumiem, dlaczego dla kogoś innego to będzie po prostu...

rozczarowujące, że właśnie, że to nie ma takiej zwartej jakiejś, zwartego pomysłu na historię, czy czegoś, co się zazębia i nagle to, co widziałeś na początku, na koniec, nagle o, okej, to miało, to się pojawiło dlatego, że, nie, to się pojawiło dlatego, że takie rzeczy się pojawiają w horrorach i po prostu było wtedy fajne.

Żaden z nas nie otworzył zakodowanych plików.

Możliwe, że tam jest wyjaśnienie, które wszystko ułożyłoby od początku do końca.

Absolutnie możliwe.

Gdyby to była gra na 3-4 godziny, prawdopodobnie bym nie wysiedział.

Wczoraj spełniłem przy tym całkiem sympatyczną godzinkę.

Na tej podstawie mogę polecić.

W ten sposób wychodzi nam takie lato z pixelartowym dreszczykiem.

Ja w ogóle jakoś w to lato tak ciążę, dążę ku horrorom, bo oglądam Obcego Ziemię, serial rewelacyjny.

Przynajmniej jak na nowy epizod sagi o obcym.

Dzisiaj skończyłem Obcego Romulus i mi się trochę ulało na fanpage'u, bo mi sstrasznie finał nie podobał.

I zastanawiam się, zastanawiam się, czy skoro mam taki sierpień z ksenomorfami, dopiero co Obcy Izolacja był na srogiej przecenie na gogu.

Nie kupiłem go, nie kupiłem go na srogiej przecenie, to znaczy teraz musiałbym za niego bulić jak za zboże.

Nie kupiłem go, bo tknęła mnie myśl, że czekaj, ale ja nie wysiedziałem przy Preju Arcane, które nie było stricte horrorem w przeciwieństwie do Obcego.

Kurczę, a może to jest ten sierpień, kiedy jestem w nastroju i dam drugą szansę, trzecią szansę Prejowi i tym razem wysiedzę dłużej niż 40 minut, kiedy pierwsze mimiki zaczęły na mnie wyskakiwać.

Znaczy na PlayStation on w tym momencie kosztuje...

Tak, obcy izolacja na PSN-ie.

Głupio byłoby nie kupić go na przyszłość, na ten moment, kiedy na pewno zdecyduje się, żeby w niego zagrać, który na pewno nadejdzie.

Ja nie jestem pewien, jak działa sklep PlayStation, bo tutaj mam napisane wersja na PS4.

Ale to powinno też działać na PS5.

Wersja PS4 i PS5 to jest zwykle jedna i ta sama cena.

Po prostu mogą być dwa osobne downloady.

To jest to, na co się naciąłem grając w Star Trek Resurgence.

No w każdym razie możesz sobie na konsoli... Nie, bo zacząłem sprawdzać, bo miałem wrażenie, że kiedyś był w tej bibliotece PlayStation, więc jakby byłby w abonamencie.

Ta biblioteka PlayStation ma duży przemiał i to taki...

Ujmę to tak, kiedy darowano mi PlayStation, Spider-Man z 2016 był w tym katalogu i wziąłem abonament, zacząłem w niego grać i zanim abonament sskończył, Spider-Man wyleciał z tego katalogu i już tam nie wrócił.

Ja wciąż mam tę grę zainstalowaną, licząc, że kiedyś wróci, bo nie chce mi się jej teraz kupować.

Ale czy on nie jest przypadkiem w tym, czy to nie było związane z tym, że PlayStation wprowadziło tam różne poziomy tego abonamentu i on będzie dostępny tylko na tym najwyższym?

Kiedyś się w to wczytywałem.

Teraz mnie nie cytuj w tej kwestii.

Więc, last report.

Dajcie się postraszyć małym, brzydkim pikselom.

Ty masz jakieś plany growe na wrzesień?

Możesz uchylić rołbka, tajemnicę o czym będziesz mówił za tydzień, za miesiąc?

Wciąż mam w planach zagrać w to A Hand With Many Fingers, żeby kontynuować jedną grę dedukcyjną na miesiąc.

Nie wiem czy ten, bo to zazwyczaj wymaga ode mnie po prostu, żebym miał...

Na tyle dużo czasu wolnego, żebym miał przestrzeń mentalną do tego, żeby sskupić na jednej grze wymagającej ode mnie myślenia.

Cały czas czekam na to, kiedy wyjdzie Absolum, bo ono chyba... Czy Absolum w końcu miało datę premiery?

Teraz na Gamescomie był zwiastun z datą premiery i ona była jakaś wrześniowa chyba.

Silksong.

Na litość boską.

Mówię do siebie debilu, bo gram teraz w Hollow Knighta, żeby sobie tak przypomnieć ogólnie i zdążyłem już zapomnieć, że to dlatego, że Silksong wychodzi za tydzień w tym momencie.

Co prawda prawdopodobnie w momencie premiery będę za Warszawą, więc nie zacznę to grać.

A z ciekawości na co chcesz go sobie kupić?

Ja mimo wszystko nie lubię grać na... Znaczy inaczej.

Mój Switch się kurzy, ponieważ jeśli mam grać w domu, to wolę sobie usiąść w fotelu z padem i pograć.

Więc jakby w domu Switcha nie używam, a poza domem staram się go nie używać, bo i tak spędzam wystarczająco dużo czasu przy grach, że jak już jestem poza domem na wyjeździe czy coś, to żeby jednak poczytać książkę mimo wszystko, a nie spędzać się na grach.

Mówisz, że ten Switch to był dla ciebie bardzo dobry zakup.

On był bardzo dobrym zakupem wtedy, kiedy go kupiłem, bo to było w pandemii, w związku z czym z myszą graliśmy w Animal Crossing.

To nie jest tak, że żałuję zakupu tego Switcha.

W momencie, kiedy go kupiłem, mi się przydawał, ale potem po prostu stracił dla mnie jakiekolwiek zastosowanie.

bo tak jak mówię, w domu wolę grać na normalnych, że tak powiem, albo na pececie, albo na konsoli, a poza domem po prostu mówię, nie chcę mieć cały czas dostępu do gier, bo nie chcę, żeby skonsumowały cały mój czas.

Wystarczy, że konsumują go 80%.

Także droga publico, wrześniowe gorące krzesła, Silksong i cholera ryza, może Prey albo jakaś gra, o której jeszcze nie wiem, która przykuje mu uwag za trzy tygodnie.

Tak jest.

A tymczasem to już wszystko w tym odcinku.

Zachęcamy do odwiedzania naszego Discorda, który znajdziecie pod adresem posłane.pl ukośnik discord.

Tam są kanały growe.

Zdaje się, że już jest umówione, że za tydzień Silksong dostaje własny kanał i tam wszyscy będą mogli deklarować czego to oni szerszeniem, szerszeńką?

Jaki jest feminatyw od szerszenia?

Zachęcamy również do wpadania na nasz patronite.

Nie, zacznijmy od podsłuchane.pl ukośnik patron, ponieważ wasze szcządre datki idą na finansowanie całego tego przedsięwzięcia, to znaczy wszystkich naszych podcastów i rzeczy, które trafiają na YouTube'a.

Opłacamy za to sprzełd, czasem montaż, często grafiki i generalnie bez was byłoby dużo, dużo trudniej.

Myszmasza na żywo w kinie w Warszawie, ale nie wiem, czy są jeszcze miejsca, żeby się można było zgłaszać.

Tak, jeszcze na tym etapie są miejsca.

Możecie się zgłaszać.

Mamy datę, to będzie 27 września, nie mamy jeszcze konkretnej godziny, ani tym bardziej filmu i jeszcze nie powiedzieliśmy, o które kino chodzi, bo to... Nie, powiedzieliśmy już.

Chodzi o Kinokultura w Warszawie.

27 września w godzinach, postaramy się, żeby to się zamykało w takich godzinach 12 do 19, po to, żeby ludzie spoza Warszawy mieli szansę przyjechać i ewentualnie wrócić, jeśli nie chcą nocować tutaj.

Tak, i plan to wspólny seans czegoś, nagranie 300.

Myszmasza o tym na żywo z publicznością, a potem, nie wiem, kawka i do domu.

Tak jest.

Więc zapraszamy Was tam, żeby się zgłosić, wystarczy napisać nam maila na adres kontaktmałpa.podsłuchane.pl w temacie napisać Myszmasz 300, 300 pisane cyferkami,

No i po prostu podać jakieś imię, nazwisko, możecie podać nick z Patronite'a, choć jakby mysz i tak będzie sprawdzała, bo dla patronów staramy się mieć osobną pulę, żeby patroni mieli możliwość załapać.

Ale nie patroni też się mogą zgłaszać, a event jest darmowy, my ponosimy koszty w seansu, nie biletujemy.

Jezus Maria, my potrzebujemy tak bardzo myszy w tych podcastach, żeby wiedzieć, co mówić, bo... Ale tak, powiedzieliśmy już wszystko.

W trudach i znojach, ale powiedzieliśmy wszystkie najważniejsze informacje.

Więc zapraszamy i mamy nadzieję, że zobaczymy się z wami, z jak największą ilością was we wrześniu.

A tymczasem dziękujemy jak zawsze osobom z Patronite'a na naszym najwyższym progu.

O, kamera mi się wywaliła, idealnie.

Już przeczytaj listę, dojedź tak do końca.

I dziękujemy Karolowi Śledziowi, Todowi Szlejferowi, Aleksandrowi Puzyńskiemu, Pindrze, Ciasteczku Impirowemu, Patrykowi Sokołowi, Spriganie, Juno, Shirus Sunflower, Majorowi, Ani Szydlik, Matelanowi, Wiśni i Chopinowi.

Dzięki Wam wszystkim, ale także wszystkim innym patronom i innym słuchaczom.

A te krzesła nagrali dla Was Krzysiek Ceran i El Gato.