Mentionsy

Mystery Cabin
Mystery Cabin
17.11.2025 00:00

Sprawa Ala Kite'a - Mystery Cabin

Oakey "Al" Kite był spokojnym, wyjątkowo sympatycznym człowiekiem po 50. Pewnego dnia niespodziewanie nie pojawił się w pracy w swoim biurze w centrum Denver. Policja wysłana do jego domu dokonuje tam przerażającego odkrycia.


Drodzy, jeżeli ktoś z Was chciałby wesprzeć moją pracę to proszę o symboliczną kawkę: https://buycoffee.to/mystery.cabin


Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 184 wyników dla "Al"

Dzisiaj zapraszam na odcinek o sprawie Ala Kite'a, o zbrodni szczególnie bezwzględnej, okrutnej i całkowicie niezrozumiałej, za którą odpowiadał sprytny i świetnie przygotowany sprawca.

Historia Ala jest przykra, bo najwyraźniej stał się ofiarą zbrodni tylko dlatego, że był sympatyczny, ufny i otwarty.

Odcinek jest wyraźnie krótszy niż przeciętnie, ale za to kolejny będzie szybciej.

Pracowałam nad dłuższym odcinkiem, ale już się to tak przedłużało, że stwierdziłam, że przygotuję ten, żeby coś w końcu zamieścić.

I tak czekaliście skandalicznie długo, ale żeby nie było jeszcze dłużej.

Na początek kilka słów na temat ofiary zbrodni, 53-letniego Ala Kite'a.

Pełne imiona i nazwisko Ala brzmiały Oakey Albert Kite Jr., urodził się 7 maja 1951 roku w Rocky Mount w hrabstwie Nash w stanie Północna Carolina.

Jego dom rodzinny znajdował się w tym samym regionie w jeszcze mniejszym miasteczku Halifax.

Al nosił to samo imię co jego ojciec, być może stąd już od dziecka posługiwał się drugim imieniem Albert, a w zasadzie jego zdrobnieniem stąd właśnie Al.

Ojciec Ala, Oakey Kite Senior, był zawodowym treserem psów, a matka Edith gospodynią domową.

Al miał jeszcze siostrę Barbarę.

Matka rodziny zmarła w 1970 roku, kiedy miała zaledwie 48 lat, Al miał wtedy 18, a 6 lat później stracił też ojca, więc był młodym człowiekiem, kiedy z tej najbliższej rodziny pozostała mu jedynie siostra.

Al skończył liceum ogólnokształcące w Weldon, to też niewielkie miasto w pobliżu jego rodzinnej miejscowości, a później studiował zarządzanie w college'u Barton Wilson, jakąś godzinę jazdy od Halifax.

Jeszcze w trakcie nauki w koledżu Al podjął pracę w korporacji Stone & Webster, firmie świadczącej usługi inżynierskie i projektowe.

Na początku Al zajmował się sprawami kadrowymi, odpowiadał za rozliczanie czasu pracy pracowników, układanie harmonogramów itp.

W 1976 roku Al poślubił Gail Kay.

Jednak po szkole ich drogi się rozeszły, Gail wyszła za mąż za kogoś innego, urodziła córkę, ale tamto jej małżeństwo się rozpadło.

I po latach ona i Al zaczęli się spotykać i zostali parą.

Al był kochającym ojczymem dla pasierbicy imieniem Julie.

Natomiast Al i Gail nie mieli wspólnych dzieci.

Rozeszli się ponoć w zgodzie i pozostali w dobrych relacjach, a Al pozostał też w kontakcie z Julie i dalej wspierał ją jak ojciec.

Po rozwodzie Al prowadził życie w pojedynkę, był mocno skupiony na pracy.

Massachusetts, Teksasie, w Nowym Jorku, Nowadzie, a nawet wyjechał za granicę do Algierii w Afryce i tam nadzorował realizację jednego z projektów.

Na początku lat 90-tych Al dostał awans i wyjechał do Kalifornii, gdzie firma realizowała zlecenia dla dużych podmiotów, w tym dla lotniska w San Francisco i kolei Bay Area Rapid Transit.

Po kilku latach spędzonych w Kalifornii, w 1998 roku Al został skierowany do oddziału Stone & Webster w Denver w Colorado.

Al był zachwycony otoczeniem, górskimi krajobrazami wokół Denver, był wielbicielem pieszych wędrówek po górach i jazdy na nartach i miejsce było dla niego wprost wymarzone.

Al kupił tam elegancki dom przy South Helena Street pod numerem 2002B.

Wokół nich ciągną się alejki obsadzone drzewami, krzewami.

Generalnie każdy ma swoje zdanie, ale w mojej opinii bardzo ładne osiedle.

Dość łatwo można znaleźć zdjęcia wnętrza domu, chociaż oczywiście wyposażenie i wystrój są późniejsze, ale można chociażby podejrzeć układ pomieszczeń.

Al w zasadzie od początku zdawał sobie sprawę, że jako singiel i to w dodatku spędzający większość czasu albo w pracy, albo na jakichś tam wycieczkach w terenie, nie potrzebował tak dużego domu.

Powoli dojrzewał do decyzji, by znaleźć współlokatora.

Na początku lat 2000 Al wyremontował piwnicę swojego domu, aby mogła posłużyć za oddzielne mieszkanie i znalazł stałego najemcę.

Ale to z perspektywy Ala był nawet plus, bo dzięki temu widywał swojego lokatora, mógł z nim pogadać, miał w domu trochę towarzystwa.

No i posiadanie najemcy okazało się szczególnie korzystne w 2002 roku, kiedy Al został zwolniony ze Stone & Webster po 31 latach pracy.

Dzięki płatnościom od lokatora dał radę utrzymać płynność finansową, no i na szczęście dla niego szybko znalazł nowe miejsce pracy.

Al zatrudnił się wtedy w firmie Carter Douglas z siedzibą w Denver.

To była firma o tym samym profilu co jego poprzedni pracodawca, to też były usługi inżynierskie i projektowe, dlatego Al szybko się tam odnalazł.

No i łatwo zjednywał sobie współpracowników, bo nie tylko był profesjonalistą, ale też był bardzo sympatycznym facetem.

Na początku roku 2004, Ale zmierzył się z dwiema nowymi dla niego sytuacjami.

Uwielbiała spędzać z Alem czas, mogli rozmawiać bez końca.

Bardzo szybko uznała, że trafiła na mężczyznę dla niej idealnego.

Drugą zmianą w życiu Ala była rezygnacja jego lokatora po kilku latach wynajmowania piwnicy.

Al zaczął się wobec tego rozglądać za nowym najemcą.

W tym celu między innymi rozwiesił ulotki informujące o lokalu na wynajem w bibliotece Uniwersytetu Colorado w Denver.

Otrzymał kilka zapytań o lokal, ale jeden facet był wyjątkowo zainteresowany i od razu umówił się na obejrzenie lokalu.

Przedstawiał się jako Robert Cooper i pojawił się u Ala w piątek 30 kwietnia wieczorem.

Niedługo po tym, jak Al zaprowadził go na dół, by pokazać piwnicę, przyjechała jego dziewczyna Linda i zadzwoniła do drzwi.

Musiała zaczekać chwilę, zanim Al jej otworzył.

Powiedział, że na dole w piwnicy właśnie był człowiek, który oglądał lokal na wynajem.

Ona się zgodziła podejść, ale musiała najpierw skorzystać z toalety i weszła na górę do łazienki.

Według tego, jak przedstawiała to później Linda, kiedy schodziła po schodach, zobaczyła go jeszcze, jak wychodził z domu Ala.

Al powiedział, że Cooper jednak nie będzie chciał wynająć piwnicy.

Czekał więc dalej na nowego najemcę.

Niespodziewanie Robert Cooper, który 30 kwietnia oglądał mieszkanie, zadzwonił do Ala i powiedział, że zmienił zdanie, że będzie chciał wynająć lokal w piwnicy.

W zamian od razu otrzymał od Ala klucz do domu.

Tak się złożyło, że w sobotę 22 maja Linda, dziewczyna Ala, wyjeżdżała do rodziny w Virginia Beach.

Wczesnym rankiem Al odebrał Lindę z jej domu i odwiózł na lotnisko w Denver.

Po drodze rozmawiali radośnie i ustalili, że będą otwarcie mówić o sobie, moja dziewczyna i mój chłopak.

Kiedy Linda wylądowała i czekała na przesiadkę na dalszą podróż, zadzwoniła do Ala i mówili sobie wtedy co tam mój chłopaku, co tam moja dziewczyno, z radością jak zakochani nastolatkowie.

Al był wtedy w dobrym nastroju i prosił, żeby Linda odezwała się znowu, jak będzie już urodziny, już konkretnie na miejscu.

Linda powiedziała, że podczas tamtej drugiej rozmowy Al był wyjątkowo, jak na niego, małomówny i cichy.

Nie był niemiły, ale coś było inaczej.

Al ponadto szybko zakończył rozmowę, życząc jej miłego wyjazdu i mówiąc coś w stylu pogadamy później czy zdzwonimy się jeszcze.

Jednak Al nie odezwał się więcej ani do niej, ani do nikogo.

Nieobecność Ala w biurze natychmiast wzbudziła obawy współpracowników.

Al miał reputację człowieka punktualnego i absolutnie niezawodnego.

Kontaktem tym była siostra Ala, Barbara.

Oczywiście zmartwiona próbowała dodzwonić się do Ala, jednak nie miała innych sposobów kontaktu niż te, których próbowali już jego współpracownicy.

W odpowiedzi na jej zgłoszenie tamtego popołudnia pod dom Ala podjechał policyjny radiowóz.

Wewnątrz zastali ciszę i porządek, w domu dało się jednak wyczuć zapach chloru, co może być podejrzane.

Martwe ciało Ala leżało twarzą do dołu wśród rozprysków krwi na ścianach i podłodze.

Później opisał tę scenę jako najgorszą, jaką kiedykolwiek widział, a formy tortur, jakim poddany został Ali jako takie, z którymi nie spotkał się ani nigdy wcześniej, ani nigdy więcej.

Sprawca najprawdopodobniej zaatakował Ala z zaskoczenia, uderzając go w głowę.

O tym mógł świadczyć rozległy uraz z tyłu jego głowy oraz brak śladów podjęcia walki.

Al wspominał, że zamierzał dla nowego najemcy znieść na dół rozkładany fotel i mógł zostać zaatakowany wtedy.

Ślady na ciele wskazywały na to, że Al był związany, jednak sznur czy taśma, której do tego użyto, została zabrana przez sprawcę.

Sprawca związał Ala w nietypowy sposób.

W efekcie Al leżał na brzuchu, ze zgiętymi nogami w kolanach i był całkowicie unieruchomiony.

Detektyw Sobieski ocenił, że zastosowana została szalona ilość tortur, w tym nakłuwanie nożem nad oczami czy kłucie wewnątrz uszu, aż do rozerwania błon bębenkowych, czy cięcie skóry wzdłuż ramion.

Al miał je silnie posiniaczone i wielokrotnie ponacinane nożem, co musiało zadawać okrutny ból.

Tym, co ostatecznie zakończyło życie Ala, było podrżnięcie gardła.

Nawet i to odbywało się na raty, a sprawca ciął tak długo, aż głowa została niemal całkowicie odłączona od reszty ciała.

Al zmarł kilka godzin po ostatniej rozmowie ze swoją dziewczyną.

Zatkał odpływ w zlewie kuchennym na parterze i zostawił w nim kilka przedmiotów, które następnie zalał wybielaczem Clorox.

Leżało tam 9 noży zabranych z bloków kuchni Ala, pręt służący jako ostrzałka do noży, szklanka, długopis, szczotka do naczyń, kluczyk do samochodu Ala i klucz do domu z czerwoną zawieszką.

Być może wyciągał z bloku po kolei noże, by zobaczyć ich ostrze, wybrał ten, który mu odpowiadał, ale jako że dotykał różnych, to zanurzył w wybielaczu wszystkie.

Podejrzenie, że sprawcą zbrodni mógł być tajemniczy Robert Cooper, czyli niedoszły nowy lokator piwnicy Ala, padło w sprawie szybko.

Wiedzieli, że dostał klucz do domu Ala i że ten właśnie klucz leżał zanurzony w wybielaczu w kuchennym zlewie.

Ale wkrótce więcej dowodów wskazało właśnie na niego.

W koszu na śmieci w kuchni śledczy znaleźli pognieciony wniosek z danymi osobowymi do przygotowania umowy najmu.

Ale oczywiście nie było to takie proste.

Numer ubezpieczenia społecznego, który podał, należał do 80-letniej kobiety mieszkającej w Indianie.

Pod adresem, który podał jako aktualny adres zamieszkania u siostry, znajdował się budynek szkoły w Denver.

Imi i nazwisko Robert Cooper z pewnością były fikcyjne, chociaż paradoksalnie to właśnie te dane najtrudniej zweryfikować.

No i oczywiście chociaż te dane są z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością fałszywe, no to w materiale tak będę o nim mówić, Robert Cooper, no bo nie wiemy jak ten człowiek nazywa się naprawdę i będzie to tak łatwiej.

Po kolejnych dniach policja sprawdziła, że nikt o takich personaliach Robert Cooper nie pracował aktualnie w Wells Fargo w Denver, no i w sąsiednich najbliższych miastach.

Samochodu Ala nie było w garażu, ale znalazł się bardzo szybko.

Na siedzeniu znajdował się kwit z bankomatu przy nieodległej placówce Wells Fargo, z którego wynikało, że 22 maja wieczorem z konta Ala został wypłacony 1000 dolarów.

Na monitoringu widać było, jak sprawca podjechał do bankomatu samochodem Ala i nie wysiadając, korzystał z maszyny, wpisał PIN do karty i wypłacił gotówkę.

Miał na sobie kominiarkę, która zasłaniała większość twarzy i rękawiczki, aby nie zostawić odcisków palców na bankomacie, a może przede wszystkim na samochodzie, którym się posłużył.

Ujawnienie transakcji w bankomacie paradoksalnie skłoniło śledczych do odrzucenia rabunku jako motywu zbrodni.

Sprawca wypłacił 1000 dolarów, a Al posiadał na koncie znacznie większą kwotę.

Poza tym z domu Ala nie zginęło nic cennego, a jego telefon i samochód sprawca porzucił.

Sprawca znał PIN do karty Ala i najprawdopodobniej poznał ten PIN po prostu od ofiary.

Jednym z przypuszczeń było, że sprawca torturował Ala właśnie po to, by zdobyć ten PIN, ale po pierwsze właśnie nie klei się to z faktem, że ostatecznie wypłacił niewielką sumę pieniędzy,

A po drugie, według Lindy i znajomych Ala, on z pewnością by podał ten pin polubownie.

Wcześniej zapłacił Alowi 500 dolarów za wynajem piwnicy.

Ale jest to tylko hipoteza oczywiście.

Po wizycie w bankomacie Cooper wrócił samochodem Ala na osiedle przy South Helena Street do miejsca, gdzie pojazd porzucił i ostatni odcinek do domu Ala przeszedł pieszo.

Policja uważa, że sprawca wziął prysznic w domu Ala.

Jeden z sąsiadów Ala widział, jak podejrzany wychodził z jego domu w niedzielę rano, chociaż też nie dał rady dokładnie mu się przyjrzeć.

Niewykluczone, że w niedalekiej odległości miał zaparkowany swój samochód, którym odjechał.

Policjanci prześledzili historię połączeń Ala i dzięki temu ustalili z jakiego numeru kontaktował się z nim Robert Cooper.

Przez kilka tygodni przed zbrodnią prowadził poszukiwania, kontaktując się z różnymi wynajmującymi i oglądając różne lokale.

Zapewne miał kryteria, według których ich sobie oceniał, aż wybrał Ala jako najlepszą przyszłą ofiarę.

Dalsza analiza telefonu Coopera wykazała, że ten został kupiony w marcu 2004 roku w sklepie 7-Eleven przy 8 Alei w Denver, niedaleko Wydziału Medycznego Uniwersytetu Colorado.

Ostatecznie oba telefony, to znaczy telefon Ala i ten na kartę, którym posługiwał się Cooper, zostały porzucone w ruchliwej dzielnicy Five Points w Denver.

Telefon Ala znajdował się w budce telefonicznej, a Coopera gdzieś również w przestrzeni publicznej, w każdym razie w sąsiedztwie lub w samym obozowisku bezdomnych.

Oba telefony zostały namierzone i zlokalizowane przez policję, ale nie pozyskano z nich informacji, które pozwoliłyby popchnąć sprawę do przodu.

Niezależnie od dowodów pozostawionych na miejscu zbrodni, Linda, dziewczyna Ala, sama też od razu podejrzewała niedoszłego nowego lokatora, Roberta Coopera.

Kiedy przypomniała sobie, jak go widziała u Ala w domu 30 kwietnia, zdała sobie sprawę, że wtedy Cooper celowo przed nią uciekł, właśnie po to, by nie mogła zapamiętać jego twarzy.

Myślała też dużo o jej ostatniej rozmowie z Alem, że rozmawiał z nią wtedy inaczej niż zwykle, cicho, zdawkowo.

Linda udzieliła wywiadu w programie DNA Morderstwa w 2019 roku i jest strasznie smutne ją tam zobaczyć, bo po tylu latach, po 15 latach, nadal była strasznie rozbita, opowiadała o swoich wspomnieniach o Alu ze łzami w oczach i nawet mówiła, że czuła, że to on był miłością jej życia.

Nadal bardzo cierpiała i bardzo tęskniła, było to wzruszające i smutne, bardzo.

Analiza połączeń wykonanych z telefonu sprawcy pozwoliła dotrzeć do kilku osób, które pamiętały, że Robert Cooper kontaktował się z nimi w sprawie wynajęcia mieszkania.

Co też było istotne, pani profesor zamieściła ogłoszenie o lokalu na wynajem jedynie na tablicy ogłoszeń w uczelnianej bibliotece, tam gdzie swoje ogłoszenie powiesił również Al.

Śledczy uznali, że zbrodnia nie miała typowego motywu, ale nie stał się celem zbrodni z przyczyn osobistych z tytułu jakiejś zemsty czy porachunków, a po prostu został wytypowany przez kogoś, kto chciał zabić dla przyjemności albo dla treningu.

Al był łatwym celem dla sprawcy, był ufny, otwarty na ludzi.

Mimo że Al mieszkał w szeregowcu i wiele rodzin mieszkało tuż obok niego, nikt nie usłyszał krzyków czy wołania o pomoc.

Obok niej znaleźli jednak ślad krwi drugiej osoby.

Dosłownie jeden ślad, ale wystarczający, by uzyskać profil DNA.

Mimo tego, że policja podejrzewa, że nie była to ani pierwsza, ani ostatnia zbrodnia popełniona przez tego sprawcę, w bazach policji nie znaleziono jak dotąd zgodności.

Portret, czy właściwie symulację wyglądu uzyskano dzięki specjalistycznemu fenotypowaniu DNA przeprowadzonemu przez laboratorium w Virginia.

Z analizy wynikało, że Cooper to człowiek mający jasną karnację, brązowe oczy, ciemne włosy i pochodzenie z południowego wschodu Europy.

W odcinku programu DNA morderstwa z 2019 roku na temat sprawy Ala padła spekulacja, że sprawca mógł być powiązany z organizacjami ekstremistycznymi z Bliskiego Wschodu.

A to dlatego, że to z tamtym regionem kojarzy się praktyka tortur zwana falaką.

Pręt, który śledczy znaleźli w zlewie wypełnionym wybielaczem, mógł służyć właśnie do bicia w podeszwy stóp.

Hipoteza może i wydaje się zasadna, ale nie ułatwia dotarcia do sprawcy, którego personalia i nawet dokładny wygląd są do dzisiaj zagadką.

Biorąc pod uwagę, jak bardzo zbrodnia była brutalna, a jednocześnie dobrze zorganizowana, można przypuszczać, że, jak już wcześniej wspomniałam, nie było to pierwsze morderstwo popełnione przez tego sprawcę.

Stąd naturalne wydaje się poszukiwanie podobnych historii, które może łączyć osoba sprawcę.

Co oczywiście jest niebywale trudne i raczej niewykonalne dla osób postronnych, nie mających wglądu do policyjnych danych.

Dużym problemem jest też to, że sprawca Robert Cooper z dużym prawdopodobieństwem podróżował i nie wiadomo nawet w jakich lokalizacjach na mapie szukać innych jego makabrycznych dzieł.

Wcale nie musi to być w Stanach.

Pojawia się natomiast sporo komentarzy przywołujących do porównania sprawę z Wielkiej Brytanii, która pod kilkoma względami jest bardzo podobna do historii Ala i krótko o niej opowiem.

Tam ofiarą zbrodni był 50-letni Alan Wood.

Alan był rozwodnikiem od 2003 roku, mieszkał samotnie w małym parterowym domku w wiosce Lound.

Ostatni raz Alan Wood był widziany żywy 21 października 2009 roku w lokalnym pubie Willoughby Arms w Little Byton.

To był normalny dzień i jego normalna codzienna rutyna.

Nikt ze świadków nie zauważyłby tamtego dnia Alan wychodził z kimś albo ktoś wychodził za nim.

Trzy dni później, w poniedziałek, Alan nie pojawił się na zmianie i nie odbierał telefonu.

Kolega z pracy, z którym się przyjaźnił, był zaniepokojony, więc pojechał do domu Alana sprawdzić, czy wszystko było w porządku.

I to on znalazł zakrwawione ciało Alana w jego domu w salonie, leżące na podłodze twarzą do dołu.

Nadgarstki i kostki Alana były związane taśmą, a on sam padł ofiarą długotrwałych tortur.

Alan mieszkał na odludziu, obok kilku innych niewielkich domków.

Żaden z sąsiadów nie zgłosił odgłosów walki ani krzyków.

Nikt nie widział podejrzanych obcych osób kręcących się wokół domu Alana, a motyw zbrodni nie był jasny.

Alan nie miał żadnych znanych wrogów ani nieporozumień z nikim.

Nie był powiązany z żadną osobą ze świadka przestępczego i nie wiadomo było, by był zamieszany w jakiekolwiek nielegalne czy niedozwolone działania.

Według lokalnej policji Alan zginął w całkowicie niesprowokowanym ataku, ale napastnik pojawił się cicho i zniknął cicho i nie było żadnego świadka, który mógł jakkolwiek pomóc w sprawie.

Policja przyjęła hipotezę, że zabójca lub zabójcy torturowali Alana, by zdobyć jego numer PIN do karty bankowej.

Na nagraniach monitoringu ukrywał twarz za pomocą czapki i szala, chodząc utykał, co może być efektem problemu zdrowotnego albo kontuzji.

Możliwe, że nabawił się jej podczas ataku na Alana.

Na miejscu zbrodni w domu Alana znaleziono charakterystyczny odcisk buta marki Converse i ślady DNA, które według policji najprawdopodobniej pochodziły od sprawcy zbrodni.

Nie znaleziono jednak zgodności w bazach danych w Wielkiej Brytanii ani za granicą.

Według policji w tamtym rejonie mieszkało i pracowało wiele osób z różnych narodowości i społeczności, w tym między innymi z Polski, Litwy i Albanii.

Za bardzo prawdopodobne śledczy uznali fakt, że sprawcą mógł być ktoś z zagranicy.

W sprawie Alana wiele aspektów budzi pytania, nie tylko o tożsamość sprawcy.

Zastanawiający jest, czy motyw robunkowy ma sens, skoro ofiarą był pracownik supermarketu mieszkający w bardzo skromnym domu, a sprawca ostatecznie podjął z bankomatu zaledwie jakieś kilkaset funtów.

Jednocześnie Alan mieszkał na totalnym odludziu i raczej nikt nie znalazłby się tam przypadkiem.

Nie wiadomo jak sprawca tam dotarł, jak wytypował Alana jako ofiarę, jak wszedł i wyszedł nie robiąc zamieszania i hałasu, nie zwracając niczej uwagi.

Niektórzy w komentarzach dotyczących sprawy Ala Kite'a podają sprawę Alana Woodsa jako totalną analogię, taką samą zbrodnię.

Bardzo daleko idącą hipotezą jest, że mógł za nią odpowiadać ten sam sprawca.

Mężczyzna w średnim wieku, rozwodnik, żyjący samotnie, ale to raczej związane jest z tym, że taka ofiara funkcjonująca w pewnej izolacji jest po prostu łatwiejszym celem.

Natomiast wydaje się, że sprawca, który pastwił się nad Alanem był mniej metodyczny, nie skupił się tak bardzo na zatarciu swoich śladów.

W przypadku Ala sprawca zadał sobie więcej trudu, poświęcił więcej czasu.

Oczywiście mogę się mylić, ale wydaje mi się, że te dwie sprawy, pomimo oczywistych podobieństw, również różni wiele aspektów i nie ma między nimi powiązania.

Jakie można mieć refleksje po wysłuchaniu historii Ala?

I oni wcale nie wyróżniają się tak jakoś szczególnie, że łatwo ich rozpoznać.

Gdyby szaleńców można było poznać po wyglądzie, jak w niektórych filmach czy bajkach, byłoby mniej zbrodni.

Na pewno Al mógł być mniej ufny, a bardziej ostrożny.

Wtedy może zapaliłaby się u Ala czerwona lampka i by nabrał podejrzeń.

Ale też nie chodzi o szukanie w nim winy, bo wyłącznie winny był tu sprawca zbrodni.

Al po prostu zapłacił najwyższą cenę za bycie fajnym, miłym i otwartym człowiekiem.