Mentionsy

Mistrzowskie Rozmowy
Mistrzowskie Rozmowy
26.01.2026 19:05

„Ten widok zostaje w głowie na zawsze” – ratownik o pracy, której nie da się wyłączyć - M. Sawicki |#54

Z Marcinem Sawickim rozmawiamy o kulisach pracy ratownika medycznego – o życiu na sygnale, adrenalinie, decyzjach podejmowanych w kilka sekund i obrazach, które zostają w głowie na zawsze.

To szczera, poruszająca rozmowa o tym, jak wygląda codzienność ludzi, którzy ratują życie – i muszą żyć dalej. Marcin pracuje w elbląskim pogotowiu od 22 lat.
Jeździ karetką, intubuje, reanimuje, wspiera i podejmuje decyzje pod ogromną presją.
Opowiada o traumatycznych wyjazdach, najtrudniejszych momentach, systemie, który często zawodzi – i o tym, dlaczego mimo wszystko nadal chce to robić.

W odcinku jest też o:
🚑 pierwszych wyjazdach i dziecięcych marzeniach
🧠 emocjach, stresie i pamięci mięśniowej
🧒 najtrudniejszych interwencjach – z udziałem dzieci
💥 pracy zespołowej, wsparciu i „garażowej terapii”

Luźna rozmowa o ważnych sprawach – bez patosu, z szacunkiem.
🔔 Subskrybuj i włącz powiadomienia – to jedyny sposób, by nie przegapić najważniejszych rozmów
💬 Masz coś do dodania? Napisz w komentarzu
🧠 Znasz kogoś, kto powinien się tu pojawić? – daj znać
📩 Współpraca, wsparcie, pomysł? – pisz śmiało: [email protected]

☕ Jeśli czujesz, że ta rozmowa ma dla Ciebie wartość – możesz nas wesprzeć: buymeacoffee.com/mistrzowskie_rozmowy

🏡 Partnerem odcinka jest Level Nieruchomości – firma, która od lat pomaga podejmować mądre decyzje mieszkaniowe i inwestycyjne w Elblągu i okolicach.

📚 Jeśli interesuje Cię trening z głową – sprawdź książki i e-booki Artura Jobdy. 
🌟 10% zniżki z kodem: podcastmr
🛒 Kupisz na: arturjobda.pl

🪄 Shorts i Reelsy tworzymy z Submagic: • Auto-napisy, efekty, B-roll w minutę • Nielimitowane Shorts z długich filmów
🌟 –10% zniżki z kodem: podcastmr
🔗 Kupisz na: submagic.co


Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 520 wyników dla "P"

Medycyna uczy pokory.

Po prostu uczy pokory.

To nie jest tak, że hurra i uda się, tylko trzeba spokojnie dojść, wszystko rozważać, bo to nie jest nigdy tak sztampowo w prawo czy w lewo.

To zawsze jest gdzieś prawo, w lewo i trochę po środku.

Też możemy się pomylić, też możemy być zmęczeni.

Teoretycznie pracy, domu do pracy nie przynosisz i odwrotnie, ale czasami się nie da.

Tego się nie da wymazać po prostu z głowy, nie?

Dzisiaj ze mną jest mój przyjaciel z podstawówki, długoletni kolega, w ogóle kupę lat się znamy, który jest ratownikiem medycznym, ale może sam byś się przedstawił i powiedział, co dzisiaj robisz, czym się zajmujesz.

Dzień dobry wszystkim, nazywam się Marcin Sawicki i jestem ratownikiem w elblągskim pogotowiu od 22 lat.

No to paszeczkę jest.

No już kawałek czasu przeżyłem, także niejedno widziałem.

Powiedz mi tak, wchodzisz regularnie do mieszkań, w których kończy się twoje życie.

Często masz takie sytuacje, że są jakieś dramaty, często jakieś takie sytuacje, które nie powinny w ogóle zaistnieć, bardzo błahe.

Ale powiedz mi, czy pamiętasz pierwszy moment, kiedy ktoś ci umarł na rękach?

Pierwszego mam, bo pewnie masz takie pytanie, najbardziej traumatyczną rzeczą jaką przeżyłem była śmierć 6-miesięcznego dziecka, które rodzice znaleźli.

A czy pamiętam pierwszy zgon?

To taka starsza pani, która umarła właściwie z przyczyn naturalnych, ale my nie mogliśmy już nic zrobić.

I tak naprawdę w naszych, w moich rękach, kolegi rękach odeszło z tego świata, bo nie byliśmy już w stanie nic zrobić, bo taka była decyzja tego u góry, który zadecydował, że w tym momencie już jest koniec.

Pamiętasz moment, w którym pomyślałeś, że chcę jeździć karetką?

To tak, wiesz co, swoją historię, jak dobrze wiesz, zacząłem od tego, że moja mama jest pielęgniarką i gdzieś tam zawsze to się wkoło toczyło.

A nie pamiętam, jak to było w szkole średniej, gdzieś nagle jakiś taki serial się pojawił, tam Brygada Ratunkowa, bodajże to się tak nazywało.

Gdzieś tam zacząłem doczytywać, obserwować, jak to wygląda w Elblągu, na świecie, w Polsce.

No i po przedznaniu matury, pach, taka decyzja, idziemy na wydział ratownika medycznego w studium medycznym imienia Jadwigi Romanowskiej w Elblągu.

Tam jest taki wydział w Elblągu, idziemy, będziemy tak pracować.

Taką próbę podejmiemy pracy.

A jak wspominasz swój pierwszy wyjazd karetką?

Wiesz co, to może tak, jak przychodziłem na praktyki, to wszystko było takie, wiesz, wow, wielkie oczy do... Każdy praktykant, jak przychodzi, to od razu oczekuje, że, wiesz, spada samolot, nie wiadomo, co się dzieje, a przychodzisz, a to jest taka normalna rutyna, wiesz, ja przyszedłem o silnie zekscytowany, że tu będzie coś się działo, a starsi koledzy wtedy jeszcze sanitariusze, spokojnie, pojedziemy, zobaczymy, co będzie, to będzie i tak jakoś...

Powiem szczerze, że nie pamiętam, jaki miałem pierwszy wyjazd na praktykach, także nie powiem Ci, ale każdy wyjazd jest zawsze wyjazdem ekscytującym, nie?

No na pewno, bo wiesz, robisz coś pierwszy raz, coś nowego, coś ciekawego, ale też nie wiesz, co cię zaskoczy, nie?

Już po tylu latach pracy można powiedzieć, że zawsze jak powiem, że już nic mnie w życiu nie zaskoczy, że już widziałem wszystko, to się nagle trafia coś takiego, że mówię, kurde, tego to jeszcze nie widziałem.

Jak się czułeś fizycznie podczas pierwszego wyjazdu?

No, duża adrenalina, duża ekscytacja, bo to nie wiesz, co się będzie działo, a potem się okazało, że to jest na spokojnie.

Taki wyjazd, nie mówię stricte ratunkowy, tylko taki wyjazd, gdzie kiedyś było pogotowie ratunkowe, a teraz jest ratownictwo medyczne, to właśnie tak wyglądało, że trochę inaczej się jeździ, niż wszyscy mają punkt widzenia, albo jest określany we wszystkich serialach, które mamy w tej chwili w telewizji.

A co było takie najdziwniejsze, coś, czego się nie spodziewałeś?

Znaczy najdziwniejsze jest zawsze, jak się okazuje, że przyjeżdżamy na przykład do pobicia, a nagle się okazuje, że tam masz trzy rany kute, gdzie w sytuacji takiej prostej nagle trzeba się zagęszczać ruchy, bo nie wiadomo co tam... Teoretycznie widzisz, co się dzieje z pacjentem, ale trzeba szybko to robić, żeby to życie pacjenta kupić, żebyśmy mogli kupić chwilę czasu, żeby dowieźć pacjenta żywego do szpitala.

Słyszeli, że na przykład była bójka, a on nawet nie wierzył, że dostał noża.

Ja już miałem kiedyś taką sytuację, że... To nie jest tam żadna tajemnica, że pokłócili się, pokłócili i poczuł ukucie w plecach.

Wtedy pewnie mu się zrobiło tylko ciepło i... A jak my przyjechaliśmy, to już pacjent był we wstrząsie, no i trzeba było tam już swoje techniki zastosować, żeby temu pacjentowi pomóc, nie?

Jak pierwsze takie miałeś, takie właśnie najgorsze sytuacje, to miałeś wsparcie kolegów?

U nas w Elblągu, jak jeszcze paliłem, to była taka sytuacja, że po przyjeździe takim cięższym, gdzie człowiek miał tam jakąś taką trudniejszą sytuację, to zbieramy się tak na garażu tam sobie posiedzieć, pogadać i takie przegadanie wśród znajomych przy tej fajce, bo teraz to już człowiek jest niepalący, przy tej fajce gdzieś tam żeśmy sobie pogadali, gdzieś tam pośmiejemy się, pożartujemy.

Taka darmowa psychoterapia wśród nas.

Jeden drugiemu powiesz coś w żartach, żeby dopić troszeczkę, ale to zawsze w ten sposób tak działa.

Przynajmniej ja to tak odbieram zawsze, że to jest taka forma przegadania i zamykam głowę i tematu nie ma.

To już troszeczkę powiedziałem.

Najpierw przeszedłem dwuletnią szkołę policealną imienia Jadwigi Romanowskiej w Elblągu, gdzie przez dwa lata tam się kształci, nabywa doświadczenia.

I po tym etapie dostałem dyplom ratownika medycznego, już byłem pełnoprawnym ratownikiem, gdzie mogłem pracować w karetce.

Ale żeby człowiek nie usiadł na laurach, to potem było trzy lata, zaraz po tej szkole, było trzyletnie studia, wtedy jeszcze była Gdańska Uczelnia Medyczna, tam był Wydział Ratownika Medycznego stworzony.

I tam dopełniłem swojego wykształcenia jako licencjat ratownika medycznego.

Czy na początku miałeś inne wyobrażenie sobie tej pracy niż jest naprawdę?

Niż rzeczywistość, że tak jak wygląda to w serialach, czy jakiś miałeś swój obraz, a patrzysz na to zupełnie co innego?

Myślałem, że częściej będzie takie sytuacje, może troszeczkę tak powiem,

Kolokwialnie, że to trochę jak jest w tych serialach, wow, tyle się dzieje, wow, tutaj takie rzeczy, wpadasz, widzisz to, tamto, a prawda jest taka, że dużo rzeczy jest na zasadzie, nie powiem, że schematów, bo każdy z nas jest inny, każdy przypadek jest inny, ale powód wezwania jest zazwyczaj ten sam.

Gdzieś tam są jakieś bóle w klatce piersiowej, jakieś duszności,

I one generalnie w ten sam sposób, tylko scenariusz pisze się już potem inaczej, bo każdy pacjent ma trochę inną chorobę.

Ta choroba jest troszeczkę inaczej rozwinięta w innym stadium i tutaj już musimy sobie tam nasze postępowanie korygować albo inaczej je wdrażać, ale najczęściej jest to bardzo zbliżone, to jest wszystko to samo.

Jak zacząłem jeździć samodzielnie bez opieki lekarza?

Kiedy już samodzielnie jako ratownik medyczny, bo powiem jeszcze tak, na początku ratownik medyczny jeździł tylko i wyłącznie pod opieką lekarza.

Były zespoły wypadkowe i zespół reanimacyjny i w tych zespołach byli lekarze.

A na kanwie zmian wszystkich prawnych, nie pamiętam, który to był rok, po 2004 roku na pewno, pojawiły się zespoły tzw.

paramedyczne, gdzie lekarzy już nie było w karetkach, a my zaczęliśmy jeździć samodzielnie jako ratownicy i już musieliśmy pierwsze decyzje stawiać.

Ty podejmujesz decyzje, ty odpowiadasz.

A był moment taki, że pomyślałeś sobie, to nie dla mnie?

Wiesz co, to jest taki moment myślę, że wiele osób z nas może mieć, ja czasem mam taki, że jak się zaczyna robić tak, a to trzeba iść na policję, a to trzeba iść do prokuratury, a to do sądu, gdzie tych nagle rzeczy, których

Po zakończonym wjeździe już byś nie chciał mieć, to jednak to trzeba mieć czasami.

Człowiek sobie tak w duchu duszy mówi, a po cholerę mnie to wszystko.

Kto cię najbardziej inspirował na początku?

Ale mówisz o... No, o tej pracy.

Mama była pielęgniarką?

Mama takim była pierwowzorem.

Mojego guru, jak ja zacząłem pracować, to był taki chłopak, on teraz pracuje w Anglii, Mariusz Kolman.

Bardzo cię serdecznie pozdrawiam, jeżeli to obejrzysz.

Jak przychodzimy na praktyki, to był taki człowiek, który dużo ode mnie wymagał i bardzo wiele chciał, żebyśmy my się nauczyli.

Na zasadzie trzech pytań.

Raz, dwa, trzy, no to słuchaj, jeszcze chwilę musisz poczekać, żeby jeździć i tak na takiej zasadzie, nie?

Bo był duży przesiew i wiadomo było, że nie wszyscy na przykład mogli od razu... On nie brał kogoś pod swoje skrzydła albo... Jeszcze chwili trzeba było trochę poczytać, trochę się pouczyć, żeby było wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi.

A jak reagowali bliscy, jak powiedziałeś, że chcesz jeździć karetką?

Wow, super.

To ile czasu minęło, żebyś właśnie ten pierwszy samodzielny dyżur miał?

Ja, jak zacząłem pracę,

Teraz jak młody ratownik przychodzi, to jest chwilę pod opieką starszego ratownika i za chwilę on jest pełnoprawnym ratownikiem, który udziela też wszystkich czynności medycznych, może wykonywać samodzielnie.

A jakie takie najmocniejsze zaskoczenia Cię na starcie spotkały?

No takie na przykład, że

Nie wiem, czy to mogę powiedzieć właściwie.

Czasami wszyscy myślą, że my do padaczki to będziemy jechać na sygnale, a to nie jest tak do końca.

Bo ta choroba przewlekła nie jest na tyle poważna, żeby narażać życie dwóch innych osób do choroby przewlekłej.

Padaczka jest brzydką chorobą generalnie, ale spokojnie dojedziemy, damy leki

Dalsze postępowanie wdrożymy, ale ten początek nie musi być zawsze nerwowy.

Jeżeli to jest w miejscu publicznym, to zmienia postać rzeczy.

Jeżeli jest to w domu, to też troszeczkę inaczej do tego podchodzimy.

A jak wygląda taki typowy dyżur?

Mój dyżur najczęściej zaczyna się po godzinie siódmej, siódma trzydzieści, tak najczęściej się melduję w pracy.

Loguję się na tablecie, znaczy do systemu SWD, tego systemu wspierania decyzji.

Loguję się, patrzę czy mam jakieś karty zaległe, które muszę poprawić w jakiś tam sposób, bo coś na przykład zostało źle wpisane, PESEL albo coś innego.

Potem oczywiście przysłowiowa kawa, z kawą idę do karetki, no i w karetce jest przejrzenie sprzętu.

Przeglądamy cały sprzęt, przeglądamy torbę, przeglądamy leki, patrzymy ile mamy tlenu.

Każdy sprzęt, który mamy na pokładzie jest włączony, próba czy on działa, żeby nie było tak, że w tej sytuacji na przykład będzie potrzebny nam ssak, a on nam powie sorry, nie dzisiaj.

No i potem czekamy, udajemy się gdzieś tam do pokoju wypoczynkowego tak zwanego, czy do pokoju socjalnego i tam już dalej życie takie na stacji się toczy, nie?

Bo tak, jeżeli jestem ratownikiem, kierownikiem zespołu medycznego, to taki gdzieś tam próbuję sobie ułożyć scenariusz, co to by mogło być albo co mam zrobić po kolei.

Muszę pomyśleć, tak żeby to pasowało.

To jest mienia z czasem jest tak, że już w ogóle się przyzwyczajasz, że wszystko takie z automatu jest?

Na pewno rutyna nas gubi.

Wielu z nas wpada w rutynę i pewne rzeczy robimy rutynowo, ale staramy się tego nie robić, bo jak wpadniemy w rutynę, to gdzieś najwięcej błędów popełnimy.

A jak reagujesz, jak wiesz, że jedziesz do naprawdę mocnego, takiego ciężkiego przypadku?

No ta adrenalinka i ten taki pozytywny stres, a stres jak się pojawia, no to... Dużo, mocno się spina, się cztery litery, żeby jak najwięcej rzeczy zrobić, żeby to było zrobione dobrze i żeby potem spokojnie można było pójść do domu, powiedzieć, zdałem z siebie wszystko,

I mieć taką satysfakcję i spokój przede wszystkim, że potem pan prokurator będzie mnie odpytywał, to nigdzie nie dałem ciała.

A ten stres, ten strach cały taki, on znika, czy po prostu tak uczysz się z nim żyć?

Ja bym się z tym czuł, bo po pewnym czasie byśmy się nie nadawali do pracy.

Jaki był najdziwniejszy przypadek, na który jechaliście?

Wiesz co, nie potrafię Ci na takie rzeczy odpowiedzieć.

A zdarza się, że ktoś wzywa karetkę naprawdę w takich błahych sprawach?

Powiem coś, co mnie spotkało kilka razy, że na przykład ludzie zadzwonili po to, bo numer alarmowy 112 czy tam 39 nie jest numerem informacyjnym, bo ludzie na przykład dzwonią po to, żeby się zapytać, gdzie samodzielnie mają się udać z dzieckiem do szpitala.

A my przyjeżdżamy i albo rodzice coś od nas chcą i wtedy zabieramy rodzica i dziecko do szpitala, albo oni po prostu czasami pojadą do szpitala, tylko po prostu chcieli uzyskać informację.

Także pewnych rzeczy jeszcze brakuje w tym systemie.

A do czego jest taka przypadłość, do której wzywają, a nie powinni karetkę?

Znaczy wiesz co, każdy telefon może być, każda błahostka może być tak naprawdę finalnie ciężka, bo możesz pojechać do gorączki, która się skończy pioronującą sepsą i ty to dopiero zobaczysz na wizycie, a może być ból w klatce piersiowej, który jest tak zwaną neuralgią międzyżebrową albo półpaścem, który się leczy tak naprawdę lekariami sieciobólowymi dostępnymi

Bez recepty?

Albo lekarz może przypisać coś takiego przeciwzapalnego?

Jak utrzymujecie koncentrację przez cały dzień?

My jako służby mamy możliwość, znaczy nam przysługuje coś takiego jak pokój wypoczynkowy.

Czyli jeżeli jest chwila takiego spokoju,

No to tak, najczęściej to jest jakaś książka, czy to branżowa, nazwijmy to tak, czy książka jakaś taka dowolna, czy gdzieś tam jakiś film na tablecie czy na komputerze.

I nawet jeżeli jest taka możliwość, to takie zamknięcie oczu na 5 minut, żeby się po prostu na chwilę sformatować, żeby te 5 minut takie było... Człowiek odpoczął i dalej mógł ruszyć w bój.

Tak jak mówią, że te 5 minut dla oka jest czasem niepotrzebne.

Gdzieś tam w domku jak się prześpisz, to wstajesz wypoczęty.

Czasem jest tak, że usiądziesz, gdzieś się tam oprzesz, głowa poleci na te 5 minut i stajesz dalej rześki.

Czasami nawet lepiej niż po dobrej nocy.

Kiedyś coś cię zaskoczyło, co nie było w podręczniku?

Żaden podręcznik nie uczy... Znaczy, podręcznik uczy podstawowych rzeczy, ale najczęściej jest tak, że te sytuacje się...

Z jednej robią się dwie albo coś jeszcze dodatkowo się dołącza, bo na przykład masz pacjenta kardiologicznego, który dodatkowo jest chory, ma choroby płuc, a jeszcze do tego dojdzie jakaś niewydolność nerek i w książce jak masz jednostkę chorobową, to idzie tylko prosto.

Tam jest odbicie, że może być coś takiego, a ty nagle tutaj trzeba postawić decyzję, że jeszcze... A może to nie jest układ krążenia, tylko od nerek to będzie, albo to nie będzie układ... Znaczy nie będą to płuca, tylko będzie coś innego.

Przyjeżdżasz to i tak trzeba zadecydować, co to się dzieje tak naprawdę.

No to właśnie jak się podejmuje decyzję, gdy masz na to kilka sekund?

Jeżeli mówimy o takim wyjeździe, gdzie dochodzi do zatrzymania krążenia, bo załóżmy, to jest taki system, to taki wyjazd najbardziej nerwowy, no to my, powiem tak trochę górnolotnie, zachowujemy się jak tacy komandosi, gdzie mamy pamięć mięśniową, bo tak, ty wiesz, co masz zrobić, czyli tak, zaczynamy masaż, zaczynamy, podkuwamy, tlenoterapię włączamy.

To są rzeczy, które my ćwiczymy w miarę możliwości codziennie, w miarę możliwości jak jest przerwa, spokojnie na bazie mamy fantomy, możemy sobie to poćwiczyć, przegadać jakieś sytuacje.

I ja, jak pracuję już z tyloma ludźmi, to na zespole jesteśmy zgrani na zasadzie takiej, że ja spojrzę na niego, on wie, co ma robić, ja wiem, co mam robić.

I to na zasadzie takiej trochę pamięci mięśniowej.

Poza tym też uczymy się pewnych obrazów, chodzi mi tutaj o EKG na przykład, gdzie ty jak spojrzysz, to wiesz, że na przykład ten rytm ma być defibrylowany, a ten nie.

I dalej do tego postępujemy.

Czyli po prostu tutaj

Postępujemy zgodnie z wytycznymi Europejskiej Rady Resuscytacji i do tego nie możemy odejść inaczej.

My nie jesteśmy na etapie badań.

Myślę, że dla każdego ratownika największą piętą achillesową są dzieci, bo mamy ich stosunkowo mało.

Jak są wyjazdy, to nazwijmy to takie w miarę proste, błahe, ale jak już jest coś grubego do roboty, no to wtedy jest największy stres, żeby tam jak najlepiej ten wyjazd wypadł.

Dlatego to, co powiedziałem na samym początku, ja w głowie mam do tej pory tego dzieciaka.

Jak presja czasem zostaje z Tobą długo po interwencji?

pewne obrazy albo pewne rzeczy, które ja już tyle lat pracując mam gdzieś tam w głowie.

To ja tego nie potrafię wymazać, ale wiem, że coś takiego jest.

No nie chcę powiedzieć, że jak tam mam jakiś taki dołek psychiczny, bo ze zmęczenia coś wynika, to gdzieś tam się to odpala.

Czasami gdzieś tam po prostu jak tak usiądę i pomyślę sobie, co tam człowiek w tym życiu robił, no to się na przykład się załącza właśnie.

Wtedy metody na to najlepsze.

Ja staram się jak mogę, to tak trochę sportu, książki, film, rodzina przede wszystkim.

Ostatnio od dwóch lat mam takie hobby, że chodzę sobie, zrobiłem prawo jazdy na motor i motorem sobie po prostu jeżdżę.

Staram się wyjść te godzinkę, dwie, czy tam gdzieś sobie przed siebie po prostu pojechać, wyłączyć głowę

Czasami żona się po prostu na to złości, że znikam na dwie, trzy godziny z domu, nie daję znaku, gdzie jestem, ale to takie jest dla mnie po prostu, taka chwila dla siebie.

Jak wygląda rozmowa właśnie z zespołem w stresie?

Nie za bardzo wiem, jak na to pytanie odpowiedzieć w ogóle, bo to jest normalna rozmowa.

Nie ma czegoś takiego, że jest panika i wtedy... Nie, nie ma czegoś takiego, żebyś nagle... Ty tam zrób tak czy tak, nie?

Po prostu podaj to, podaj to, a ewentualnie jeżeli ja, mój tok myślenia, załóżmy, gdzieś odbiega od koncepcji tego drugiego, to on to głośno mówi.

Czy normalnie pewna profesja?

Normalnie rozmawiamy ze sobą, nie ma jakiś tam przepin, że jeden drugiemu powie, że ty jesteś taki albo inny.

Nie, nie, bardziej mi właśnie chodziło, tak jak powiedziałeś wcześniej, że nawet spojrzycie na siebie i rozumiecie, czy to wynika z doświadczenia, że ze sobą jesteście z życi, czy bardziej...

Dużo, dużo daje nam życie, bo jednak cały dzień spędzamy, całą dobę spędzamy ze sobą.

To daje nam dużo, ale też już te lata ze sobą pracujemy.

Jak ktoś jest... Przepraszam, że tak powiem brzydko, bo to młodych będzie wytyczyło.

To ja jadąc z kimś nowym, ja muszę pilnować nie dość, że siebie, to jeszcze, znaczy pilnuję pacjenta, siebie i tego młodego, żeby mi czasami, jak powiem na przykład, podejmi tam coś, to muszę sprawdzić, żeby to nie było nagle, że się okazało, że wziął mnie tą ampułkę, bo też się zestresowany i tak dalej, nie?

A jak radzisz sobie z odpowiedzialnością za czyjeś życie?

Masz na to jakieś sposoby?

Jak do tego podchodzisz?

Bardzo szanuję twoją pracę, bo jest to duża odpowiedzialność i naprawdę szacunie.

Ja chyba świadomie do tego podszedłem tematu,

Od tych dwudziestu paru lat jestem ratownikiem, od sześciu lat jestem pielęgniarzem.

I tak staram się pomagać tym ludziom i chciałbym jak najwięcej zrobić, żeby pomóc, żeby nikt nie cierpiał, żebyśmy trochę łatwiej mieli w tym życiu.

No ale to jest element mojej pracy.

Może zrobić to ktoś inny, ale ja akurat na to się zgodziłem i ja bym chciał to robić dalej, póki jeszcze mam siły i chęci, tak żeby to robić.

To znaczy... Nie wiem, czy to tak możesz odpowiadać, czy to było coś, nie wiem.

Że coś jakby nie szablonowo albo coś właśnie tak jak mówiłeś, że są przypadki, które łączysz i jakby np.

patrz, wielu ratowników medycznych nieraz się pytają, jeżeli jest żona,

W pobliżu, czy pacjent na coś chorował, czy brał leki.

Ułatwia to twoją pracę, takie informacje, bo ty możesz szybko przeanalizować, co dolega.

Wiesz, to my w schemacie, może inaczej nie w schemacie, tylko jak się zbiera wywiad od pacjenta, od rodziny i np.

czasami coś nam nie pasuje.

Bo pacjent nie pasuje do obrazka.

Przepraszam, że takiego słowa użyłem.

To się dopytujemy, czy na przykład gdzieś leków nie ma, czy nie brakuje leków, czy nie ma leków gdzieś tam w śmietniku, czy on się nie zachował jakoś inaczej, czy nie wygłaszał czegoś inaczej.

I czasami jest to taki drobny moment, że powiedzmy, że ona mówi, że nie, nie, nie, nie, ale ja proszę, żeby ona zerknęła do tego śmietnika, ona mówi, że tu jest cały listek leków zjedzony.

No i tak wiesz, na zasadzie takiego pytania, ale to jest element, który najczęściej się wychodzi podczas zbierania wywiadu tego podstawowego, nie?

Czyli zadaję te kilkanaście pytań, takich, które mają mnie ukierunkować, mają mi wskazać ścieżkę gdzieś tam tej dalszego badania.

Albo pójdę w prawo, albo pójdę w lewo, nie?

A czasami się dzieje tak, że ja zabieram pacjenta, nie wiem, a potem, sorry, mam informację, bo się dopytuję, bo czy z tej ciekawości coś się stało, nie?

Co temu pacjentowi było?

To się nagle okazuje, że tam coś innego albo, no nie daj Boże, jakiś udar wyskoczył, który nie reprezentował się na pacjencie, nie?

Da się podejrzeć, że wrócić do domu i wyłączyć głowę?

Całkowicie o tym zapomnieć?

Da, ale są takie rzeczy, po których się nie da.

Po prostu się wyłączyć, gdzieś tam zostają z tyłu z nami.

To coś wcześniej powiedziałem.

Świadomość taka, że na pewno z tego będzie trzeba się jeszcze gdzieś tam pójść, pospowiadać.

To na policję, do sądu, do prokuratora opowiedzieć tę sytuację, bo to nagle się okazuje, że my po paru miesiącach czy po paru tygodniach musimy iść opowiedzieć jak to wyglądało, bo jest postępowanie jakieś toczone i tyle.

Jakie obrazy albo sytuacje zostają w pamięci najdłużej?

Myślę, że tu już troszeczkę odpowiedziałem na to pytanie, takie właśnie stricte traumatyczne.

Ja tak jak powiedziałem, już mam tego pana gdzieś tam, trochę tak powiem teatralnie, w ten lipcowy dyżur, w późnych godzinach popołudniowych na działkę Wezwanie wisi pan na drzewie.

To jest taki nieprzyjemny wyjazd.

Wyjazd jak wyjazd, ale jak się przyjeżdża i widzisz ten wyjazd, gdzie to ciało się tam kłysze jeszcze na drzewie, to tak nieładnie to wygląda.

To jak z najgorszych horrorów i z tych filmów właśnie wszystkich, tych takich pseudomedycznych, że to jest co robić, jest potem taka, wiesz, zostaje z nami to wszystko.

A były momenty, jak cię praca mocno przygniotła psychicznie?

Powiem, że nie jestem jakimś tam robokopem, ale nie.

Najczęściej to po prostu wynika ze zmęczenia, bo załóżmy był dyżur, gdzie na dyżurze bardzo dużo było wyjazdów i człowiek jest po prostu fizycznie zmęczony i chciałby ten drugi dzień, który jest zaraz po zakończeniu dyżuru po prostu położyć się, wyłączyć wszystko i odpocząć.

A co cała praca w karetce zabiera z Twojego życia prywatnego?

Prywatnego?

Generalnie to, powiem trochę brzydko, przez ilość godzin, którą pracujemy jako pracownicy kontraktowi, to trochę takiego kontaktu zrobiliśmy.

Nie pracuję tak jak każdy 160 parę godzin, tylko pracuję trochę więcej.

Czasami jest parę dni mnie... Wychodzę na całą dobę do pracy.

No i tak naprawdę gdzieś tam taki kontakt z rodziną trochę czasami uciekł.

To ile służba potrafi 24 godziny?

To znaczy tak, ja pracuję w systemie dobowym, czyli wychodzę o 8, znaczy mam być w pracy na 8, zmieniamy się troszeczkę szybciej, czyli 7.30 jestem w robocie i na drugi dzień o 7.30 mam zmianę.

Chyba, że jest wyjazd gdzieś tam, ja nie mogę go odmówić, znaczy muszę pojechać, to wtedy na przykład kappóźniej schodzę z dyżuru.

Znaczy tak, żona najczęściej się pyta, jak dyżur?

Nie zdradzam tam pełnych szczegółów, bo to nie wypada, ale czy jak tam tak opowiesz, że widziałem to, to, czy to, czy tamto, ale najczęściej jest idź się połóż, troszeczkę sobie odpocznij, no bo nic więcej nie możesz zrobić.

Ciepła kąpiel, jakaś herbatka, kocyk, podusia.

No właśnie chciałem zapytać.

Chciałem dopytać, czy masz właśnie jakieś swoje takie rytuały, które pomagają ci się wyciszyć?

Do picia herbaty albo kawy, takiej jeszcze lekko letniej.

Zasunięcie okien, kocyk, poducha.

Po prostu nie mamy tam 3-4 godziny, żeby głowy nie zawracło.

A macie w pracy wsparcie psychologa, czy właśnie tylko takich kolegów, jak mówiłeś, tak zwanym, jak wcześniej to było na fejerczce?

Na garażu wsparcie takie między sobą, nie?

Najprawdopodobniej w jednostce tutaj w szpitalu jest jakieś wsparcie, ale ja z niego nigdy nie korzystałem i tak naprawdę nie chciałbym wprowadzić Ciebie w błąd ani słuchaczy, ani powiedzieć, że tak jest, ale jest jakaś pani psycholog, ale nie wiem, czy ktoś z niej korzystał z naszej strony, nie?

No jeżeli jak chyba, nie wiem, ktoś nie zgłaszał jakichś takich problemów, a wystarczy właśnie takie wsparcie, chyba będzie dużo bardziej wartościowe.

Na pewno by było, tylko mam wrażenie, pracując już tyle lat, że przegadanie tego na garażu, że tak powiem, to najbardziej, przynajmniej mi tak najwięcej daje i mam takie wrażenie, że chłopakom też tam pośmiejemy się, pożartujemy.

Zawsze gdzieś tam jakiś może, a mogłem zrobić coś lepiej, a mogłem zrobić coś, co coś było gorzej.

Ale takie przegadanie tego na garażu jest, przynajmniej w moim przypadku, jest najlepszym rozwiązaniem.

Na przykład mówiłeś, że potrafi być, że wyjazd za wyjazdem.

W moim przypadku to jest tak, że ja sobie to łączę, no niestety, bo pracując w dwóch pracach nakłada się to zmęczenie takie fizyczne ze względu na dwie roboty.

To jest chyba najgorsze w takim, że ja gdzieś tam po tym dyżurze mam chwilę przerwy i idę na kolejny dyżur.

Tutaj ten taki czas między dyżurami, gdzie ja nie zdążę się tam jakoś zregenerować albo, no bo to wiadomo, że skończę dyżur, to jeszcze nagle się okaże, że coś tam trzeba w domu zrobić, coś pozałatwiać, a to jeszcze gdzieś tam.

Nie ma tego takiego buforu, że ja sobie mogę położyć się po prostu, wyciągnąć nogi czy nawet pójść na tą saunę, żeby się tam chwilę pogrzać.

To jest problematyczne.

Partnerem odcinka jest Level Nieruchomości, numer jeden w plebiscycie orgów nieruchomości w Elblągu, piąty rok z rzędu.

Zaufaj najlepszym.

Nieruchomości na poziomie.

www.arturiobda.pl

Czy jest coś takiego, np.

To znaczy tak, każdy okres rządzi się swoimi prawami.

Jak jest okres grypowy, to my mamy więcej takich, gdzie wychodzi nam z wyjazdu sama infekcja.

Jak jest okres poświęteczny, to wychodzą gdzieś tam grzechy, świąt, tak nazwijmy to.

W sylwestrze będą to urazy i osoby pod wpływem alkoholu i innych substancji będzie więcej.

W wakacje to zależy jak się układa w Elblągu imprezy, to też wszystko zależy od tego jaki to jest okres.

No, że w wakacje więcej utonięć, bo wiadomo woda dostępna, ciepła.

Sylwester, święta, właśnie tak jak jazda pod wpływem.

No tak, bo teraz nikt nie chodzi pływać.

Także to taka prosta matematyka.

Teraz jazda pod wpływem mocno w Polsce?

To już muszę być w policji i się pytać.

Jeżeli ktoś tam spowoduje wypadek czy kolizję, ja mam przyjemność z badania, a jest policja, albo przyjedzie do nas, albo jest pierwsza na miejscu, no to najczęściej jest alkomat, no to ja tylko tyle i w wywiadzie też muszę mieć informację od pacjenta, czy na pewno spożywał alkohol, czy nie, bo to też jest ważne, żeby podawać leki.

Bo czasami wiele osób by chciało od nas odzyskać jakieś leki, ale przez to, że są pod wpływem alkoholu, ja się fizycznie, znaczy psychicznie się boję je podać, bo wiem, że jak podam ten lek, a jest pod wpływem alkoholu, no to za chwilę może mieć zatrzymanie oddechu, bo spowoduje depresję oddechową.

Czego ta praca nauczyła się tak najbardziej o ludziach?

Jak tak, dopóki nie pracowałeś na karetce, to tego nie widziałeś, a tak zobaczyłeś, a te ludzie właśnie są.

Każdy pacjent kłamie.

Prawie każdy pacjent.

Trochę z uśmiechem powiedziałem specjalnie, bo czasami jest tak, że ludzie starają się nas oszukać, żeby coś ugrać.

Czyli coś więcej jakbyś powiedział na ten temat.

Albo się nie mogłem dostać do lekarza rodzinnego, to ktoś mi powiedział, że jak powiem, że mnie boli w klatce, to przyjedzie pogotowiek i mi wystawi receptę.

I tu jest w błędzie, bo my przyjedziemy, zrobimy wszystkie badania,

Ale recepty, odkąd ja pracuję, to nigdy nie była wypisywana recepta w Pogotowie, bo to była zawsze domena nocnej, świątecznej opieki zdrowotnej, a nigdy Pogotowie.

Serio mają ludzie takie pomysły?

A jakie najdziwniejsze pomysły mieli, do których wzywali karetkę?

No dobra, może nie powinienem tego pewnie mówić, ale to już tak dawno temu było, że to już nasi najstarsi górale tego nie pamiętają.

Poranek noworoczny, uraz prącia, pokrwawił po współżyciu z partnerką, no i przestraszony czytał doktora Google, co ma zrobić i w ostatnim punkcie było zadzwoń po pogotowie.

I tak my przyjechaliśmy, no i tak nie wiadomo, co z tym fantem zrobić, no bo to takie krwawienie, że tam właściwie nawet nie było do czego gazika przyłożyć, nie?

No, ale że był pod wpływem alkoholu, rano, nie wiadomo, wiesz, no... Po Sylwestrze też, coś oprócz alkoholu.

No, ale to mówię, to już było tyle lat temu, że mój najstarsi górale tego nie pamiętają.

Jakie nawyki z pracy ratownika przydają się w normalnym życiu?

Na pewno cierpliwość do drugiego człowieka, a jeżeli już takie stricte z punktu widzenia medycznego, to wszystkie elementy pierwszej pomocy, czyli ułożenie pacjenta w pozycji bocznej bezpiecznej, to prawidłowe zbadanie, te uciśnięcia klatki piersiowej tak, żeby były zrobione

Tak jak mówi to nasza ta Polska Rada Resuscytacji, czy tam Europejska Rada Resuscytacji, żeby to było wysokiej jakości, żeby to nie było na zasadzie teatralnego, że ja coś robię, nie?

Bo zdarzają się sytuacje, gdzie my jadąc na drugi koniec rejonu, gdzieś tam za Zwierzną załóżmy, bo tam kończy się nasze województwo i nasz rejon i dojeżdżamy i ktoś jest pompowany, przepraszam, że tak powiedziałem, pompowany przez świadka zdarzenia, no to

Nasze działanie to mówią na podstawie takiego własnego doświadczenia.

My pacjenta półprzytomnego nazwijmy o tak, który był zaintubowany po naszych działaniach, po naszych tam, gdzie dostał jedną defibrilację, do szpitala został przywieziony na własnym rytmie zatokowym.

Także ten ktoś mu tam kupił trochę życia, nie?

Żeby ta pierwsza pomoc była jak najwięcej prawidłowej wykonanej.

Mają ludzie świadomość pierwszej pomocy?

Taki bardzo, bardzo jaskrawy, z którym my walczymy od wielu lat, to jest, żeby na przykład do przypadeczce nic nie wkładać do buzi.

Mimo tego czasami się jednak to się jeszcze spotyka, nie?

Jak masz jakieś krwawienia, to nagle się zakładają jakieś sznurówki, gdzie tego nie powinno być.

Jeżeli już ktoś chce założyć opaskę uciskową, no to to musi być gruby materiał, taki do pięciu centymetrów zwyż.

Znaczy najlepiej, gdyby to było pięć centymetrów, a nie na zasadzie sznurówki, bo więcej szkody tą sznurówką narobimy, niż to warte, nie?

No ale to mówię, to się kłania szkolenia, to ja czasami jak prowadzę albo jestem instruktorem u kolegi na szkoleniach z pierwszej pomocy, no to staramy się to jak najbardziej przekazać, żeby to miało wszystko ręce i nogi.

Tak, akurat kolega prowadzi prywatną firmę szkolenia z kwalifikowanej pierwszej pomocy.

No i tam, jak ma taką potrzebę, że tyle ma osób w danym kursie, bo to tam jest przewidziane ustawowo, ile ma być instruktorów, no to ja, powiedzmy, się dogadujemy, ja przychodzę, pomagam.

Uważasz, że powinna być obowiązkowa pierwsza pomoc w szkołach podstawowych?

W tym roku kalendarzowym poprzednim, jak wyszedł taki przepis, że te szkolenia z pierwszej pomocy mają być robione, to nagle się tak, panie wszystkie ze szkół się odzywają, a przyjdzie pan pomoże, a przyjdzie pan zrobi.

Ja w związku z tym, że mam dzieciaki w podstawówce i w szkole średniej, jak ktoś prosi z tej akurat danej jednostki, to pomagam.

Ewentualnie jeżeli ktoś już bardzo z takich znajomych, załóżmy jak ty byś zadzwonił, możesz przyjść, pomóc, no to z ciężkim sercem powiem,

No przyjdę.

Ale czasami jest tak, że człowiek odmawia, no bo też ja muszę mieć czas dla siebie, bo nagle się okazuje, tutaj może przeproszę panią, która będzie kiedyś ze mną, może obejrzy ten niechcący serial, ten podcast.

Mieliśmy się umówić na drugie spotkanie, ale niestety moje życie prywatne wygrało nad wszystkim i ten czas, kiedy ja miałem lukę tą dla siebie, to po prostu to było ważniejsze niż

I cokolwiek innego, bo była praca i dom.

Jak wygląda współpraca z innymi służbami, na przykład policją albo strażą pożarną?

Dobrze wygląda, bo wszyscy jesteśmy pogotowieni.

Znaczy ratownictwo medyczne, policja i Państwowa Straż Pożarna jest przypięta do tego systemu wspomagania decyzji.

I to jest tak, że jak dzwonisz na 112, to dyspozytor przyjmując wszystko, przyjmując wyzwanie,

Nie dzieje się tak na przykład, jeżeli załóżmy, jest wypadek.

Zbiera wywiad, w jakim to się dzieje miejscu, ile poszkodowanych i tak dalej.

I klika w dwóch miejscach i już leci formatka do straży pożarnej, do policji, a do nas jest taka troszeczkę...

Kapka dłuższa droga, bo tam on zbiera dokładnie informacje ile są poszkodowanych i to jest tylko jedna różnica.

Także wszyscy razem wychodzimy, znaczy chwilkę później wyjeżdżamy, ale to tam dosłownie chwilę, bo wyjeżdżamy i albo jak jesteśmy potrzebni to jedziemy, a jak nagle się okaże, że nie ma potrzeby to nas odwołują po prostu.

Dlatego czasami jak ktoś widzi karetkę, gdzie na przykład my lecimy na sygnałach i...

Nagle jest wszystko wyłączone i wracamy do normalnego trybu, to po prostu dostajemy odwołanie z danego zdarzenia, z sytuacji, gdzie nie jesteśmy potrzebni.

Co przeciętny człowiek rozumie źle o pracy ratownika?

Ale to może nie do końca ludzie wiedzą jak nas określa czasami, bo czasami ja przyjadę i mówię tam dzień dobry, się przedstawię, ratownik medyczny Marcin Sawicki, a nagle jest panie doktorze.

Gdzieś tam zostaje ta nomenklatura, że panie doktorze jednak będzie wygodniej, ale to nie jest żaden tam... Ja nie mam tego jako ujmę i ten... Gorzej już jest jak ktoś niestety powie te słowa, że przyjechały te łapiduchy z Łodzi albo tam jeszcze inaczej nas określają.

No i wtedy jest trochę mało przyjemnie.

Było tyle lat temu, że to już dawno powinno być niepamiętane.

No słynne akcje w Łodzi z Pawulonem.

A powiedz mi, jakie takie najbardziej nieprzyjemne sytuacje potrafiłyby być?

Nieprzyjemna sytuacja jest wtedy, kiedy pacjent albo ktoś z jego otoczenia rzuca się na ciebie z łapami.

Przepraszam, że tak mówię.

Z łapami, z rękami.

Bo ty przyjeżdżasz komuś pomóc, a nagle musisz się zastanawiać, czy masz spierdzielać, czy masz pomóc.

No musisz najpierw sobie pomóc.

Najpierw sobie, nie?

Bo ja nie będę się z kimś tam na siłę szarpał.

No ale tak jak był przypadek teraz w Polsce w tym roku, co tam został dźgnięty nożem, no i tak dalej, no ty nie wiesz, co się będzie działo, nie?

W historii mojej mam tam chyba dwa razy, gdzie żeśmy się szybcikiem, żeśmy się wycofywali do karetki, żeśmy się zamykali, bo a to jakiś nóż, a to pięści, a to coś tam, nie?

Takie... I człowiek potrzebuje pomocy, ty chcesz mu pomóc, a on...

No, w wyzwaniu jest, że mamy mu pomóc, ale ty nie wiesz, co się dzieje, bo nie możesz podejść tam do tego, nie?

Jeszcze jest troszeczkę inaczej, gdzie trafiasz na pacjenta, znaczy gdzie jedziesz na wyzwanie, a jest to ktoś, kto ma jakieś zaburzenia psychiczne.

No to wtedy, no on jest chory i tak naprawdę on to też trochę nieświadomie robi, nie?

Gorzej jest, jak ktoś jest pod wpływem alkoholu czy pod wpływem środków odurzających i z taką agresją na nas reaguje.

Często trafiacie w fałszywe alarmy, na przykład, że ktoś bezdomny pod wpływem alkoholu zasnął.

Musimy pamiętać, że jeżeli wzywamy pogotowie czy ratownictwo medyczne, to nie możemy zrobić czegoś takiego, że przejeżdżam i ja widzę, że ktoś leży.

Tak naprawdę powinniśmy się zatrzymać, bo wtedy tak, ja jak przyjeżdżam... Zróbmy taki punkt, który wszyscy w Elblągu znają.

I jest informacja, że pod Feniksem leży mężczyzna.

A, bo ja tylko przejeżdżałem.

I teraz nie wiadomo, czy tam faktycznie coś się działo, czy ktoś sobie odpoczywał, czy... No taki wiesz, wyjazd trochę bez sensu, nie?

Bo nieraz jak właśnie ktoś, no nie wiem, przykładowo bezdomny...

Leży pijany i są wzywane służby medyczne i przyjeżdża wtedy medyk i stwierdza, że tylko pijany.

I czy jest później coś takiego, że ktoś naprawdę ma zawał załóżmy i przez to ludzie nie chcą pomóc, bo myślą a pijany zostaw.

Powiem Ci, że zdarzają się takie sytuacje, ale nie jest to często.

Takim najczęstszym przykładem to jest właściwie śpiączka hipoglikemiczna, gdzie pacjentowi spada cukier, ma taki charakterystyczny acetonowy zapach, a ludzie to mylą z wypiciem alkoholu.

To jest jedyny taki, gdzie... Ty nigdy nie wiesz, co się tak naprawdę... Bo ten pacjent po tym alkoholu też Ci nie powie, co go boli.

A dużo jest takiej znieczulicy, że ludzie nie pomagają, czy raczej jako ratownik widzisz, że właśnie ludzie reagują?

I ten czyn społeczny został wykonany.

A czasami trzeba po prostu podejść.

Powiem z takiego własnego doświadczenia.

Jedziemy na sygnałach do wezwania, leży pod drzewem.

Widzimy gość, dojeżdżamy, widzimy gościa, że leży pod drzewem, oparty pod drzewem.

My wysiadamy z karetki, on do nas podchodzi.

No my mamy wezwanie do pana.

Ale ja chcę usiadłem odpocząć.

Tak pod drzewkiem, po prostu.

No nic, na zasadzie taki pan, czy pan coś od nas chce czy nie, jest zgłoszenie potem tylko do dyspozytora, że wezwanie, nazwijmy to, tak to się nazywa, wezwanie fałszywe, ja w tablecie muszę odklikać te swoje czynności, powrót na bazę.

Jakbyś zadzwonił, że jest bomba, to pewnie tak, ale tak to myślę, że nie.

No ale widzę właśnie tak odpoczywającego i naprawdę widzę jakby zasłab, nie?

A to dyspozytor i tak będzie... dyspozytorzy też proszą, żebyś ten na przykład podszedł i się zapytał tego człowieka, czy on potrzebuje pomocy.

No ale jak pan dzwoni, dobrze byłoby, żeby pan podszedł, nie?

Czyli w ten sposób.

Tak samo jak jest nowoczesna ta gałąź, że jeżeli dochodzi do zatrzymania krążenia i jest świadek, który prowadzi resuscytację, to się kładzie telefon teraz na głośnomówiącym i dyspozytor go wspomaga.

Teraz tak, proszę zrobić to, proszę zrobić tamto, proszę czekać.

Dyspozytor się dopiero rozłącza, jak w drzwiach słyszy, dzień dobry, pogotowie ratunkowe.

Słyszysz, że wchodzą chłopacy, no to wtedy on się rozłącza.

No to opowiadałem ci właśnie przed naszym nagraniem, że takie coś miałem, nie?

A, są już chłopacy, to ja się rozłączam.

Dobrze by było, gdyby, jeżeli coś już widzimy, że ktoś tam sobie leży czy ten, to podejść do niego, nie?

Ja wiem, że to tak, ale podchodzi się do kogoś, kto się po prostu przewrócił i trzeba mu pomóc wstać, bo on nie jest w stanie wstać.

On wstanie, pójdzie dalej.

I nie mówię, że jest pijany.

Po prostu załóżmy starsza pani czy starszy pan się potknął i nie jest w stanie się podnieść.

Jakbyś go postawił, to on powie, że dziękuję, idę dalej.

Do przodu.

Chciałbym Cię dopytać o właśnie pracę kierowcy.

Czy kierowca na karetce musi posiadać jakieś specjalne prawo jazdy, ma jakieś specjalne szkolenie?

W polskim prawie jest to tak skonstruowane, że każdy ratownik medyczny musi przejść, najlepiej jakby miał kategorię C, czyli na pojazdy ciężkie powyżej 3,5 tony, bo niestety te karetki trochę sprzętu posiadają w tej chwili na pace.

Ale każdy z nas musi przejść takie szkolenie, to zależy od formy tam, to jest jednodniowe bądź dwudniowe, takiego szkolenia na płycie poślizgowej, w takich troszeczkę powiedzmy warunkach ekstremalnych, gdzie my tam... No uczysz się jak się zachować, jak ucieka ci ten samochód, jak się dzieje, jak się hamuje, jak omijać przeszkody, żeby to było w miarę bezpiecznie.

Coś, co by się tak naprawdę takie podstawowe... Znaczy, tutaj tak trochę zrobię autoreklamę.

Tylko ja nie pamiętam nazwy, jaką się tam dokładnie nazywają.

Oni są chyba jedyni, bo drudzy są tutaj w Pszczółkach.

I tam naprawdę jest bardzo fajna ekipa, która tłumaczy, pokazuje.

Ja osobiście uważam, że takie szkolenie, doskonalenie nauki jazdy powinien przejść każdy z nas.

Nieważne czy zdasz prawo jazdy, to powiedzmy po roku czasu powinieneś mieć coś takiego, troszeczkę płyty, coś tam, takie rzeczy.

Bo dostajesz samochód, tak jak w moim przypadku było, no pojechałem na to szkolenie, siadasz w samochodzie ciężarowym, taką wielką ciężarówką kręcisz, przepraszam, że...

Bączki na placu, ale to jest naprawdę jest wrażenie i jest mega, bo się nagle się okazuje, że te prędkości, które ty widzisz na blacie, jaką masz prędkość, a patrzysz realnie, to są całkiem inne sytuacje.

Czy w zespole ratowniczym każdy ma właśnie takie zdolności?

Tak, w obecnej chwili tak musimy być przygotowani, żeby każdy był zastępowalny.

Każdy z nas powinien posiadać kategorię C, powinien mieć te pojazdy przywilejowane.

Bo załóżmy ja w dniu dzisiejszym jestem ratownikiem wiodącym, czyli ratownikiem, kierownikiem zespołu, a jutro będę ratownikiem kierowcą, nie?

Żeby to było... Każdy musi być zastępowalny, nie?

Bo się nagle by zrobiło tak, że nasz koordynator na przykład miałby problem, że ty nie możesz przyjść, bo załóżmy wszyscy wypadają, a ty nie możesz przyjść, bo nie masz dokumentów, nie?

Czyli to nie wygląda tak, jakie miałem wyobrażenie, że kierowca to jest zupełnie ktoś inny, że to jest tylko kierowca.

W dawnych czasach, te paręnaście lat temu, było tak, że był pan kierowca, był pan doktor i był pan ratownik albo pan sanitariusz.

A w tej chwili został w tych zespołach, które pracują, czyli w zespole specjalistycznym.

To jest karetka z lekarzem, na boku ma S i tam najczęściej jest lekarz i dwóch ratowników, bo tak przewiduje ustawa.

W zespole P jest dwóch ratowników.

No i jeszcze zostaje zespół neonatologiczny, ale to już jest trochę w innym układzie.

Tam jest zwykły kierowca, lekarz i pielęgniarka.

Czyli taka najpopularniejsza karetka do każdego... Zespół podstawowy składający się z dwóch ratowników, trzech ratowników, no bo my staramy się walczyć, nasze środowisko stara się walczyć, żeby było, żebyśmy nie jeździli w dwójkę, tylko jednak w trójkę, bo trzy osoby, te trzy pary rąk mają co robić w tych sytuacjach nerwowych, nazwijmy to tak.

Wynoszenie pacjenta to jest jedna sprawa.

Bo nawet jeżeli jesteśmy we dwójkę, to ja zadzwonię do strażaków, grzecznie poproszę o to, żeby przyjechali, żeby nam pomogli, to przyjedzie sześciu chłopaków i jakoś to ogarniemy.

Ale w sytuacji, kiedy jesteśmy w trójkę, to już do samych czynności medycznych, takich, które możemy zrobić w trakcie u pacjenta,

No to jest dużo wygodniej, bo jeden będzie się zajmie intubacją, drugi się zajmie podkuwaniem, trzeci masuje, gdzie czasami jest tak, że zdarzają się takie sytuacje, że np.

ja mówię, czy może pan tą chwilę tutaj podejść i pomasować pacjenta, bo ja muszę zrobić coś tam.

Ta jazda karetką, bo to nieraz te prędkości to zawrotne, ludzie te tunele robią.

Jak się włącza tamten, to czasami tak jest, że gdzieś tam ten diabeł, ten duch sportowy taki nazwijmy go, tak się załącza, że ile tam fabryka dała, to taki jest.

Mówię, ja muszę pamiętać, mam zawsze z tyłu głowy, a częściej z przodu głowy, że ja jadę, ja, drugi kolega i pacjent, załóżmy na przykład, nie?

Ja za te trzy, za te dwie, bo moje to jest moje, ale za te dwa życia z boku odpowiadam, nie?

I jak coś się stanie, to nie chciałbym mieć potem takiego, wiesz, wyrzutu, że kurczę, no, fu, zabiłem dwóch ludzi, nie?

Na przykład, nie?

To jest moda, która jest i to jest fajne, ale ja nie powiem, że nie, bo czasami jest tak, że ktoś jedzie, słucha muzyki, nie patrzy w lusterko, on tego nie widzi.

Ja nie mogę powiedzieć, że to jest zły kierowca.

On po prostu nie zwrócił uwagi, że coś nagle mu błyska w światłach, znaczy w lusterku, przepraszam.

Prędzej są takie sytuacje trochę śmieszne, generalnie może o tak, jak wszyscy uciekają jeden na prawo, drugi na lewo, a ten z lewej nagle ucieka na prawo i staje mi w poprzek drogi, gdzie ja już na przykład nie mogę przejechać, muszę czekać aż on się schowa.

Największą głupotą, jaką widzę, to są te właśnie filmy, gdzie ludzie zaczynają zawracać na...

W obecnym czasie to jest tyle, mamy elektroniki, że te sprzęty nas trochę też wspomagają.

Gdzieś tam się wciskasz, bo musisz przejechać, jest wąsko, ciasno.

Coś, co na przykład mnie bardzo... Czasami mnie irytuje, to jak ktoś widzi, że stoi karetka na sygnałach... No i stanęłem tak, żebym... No powiedzmy, komuś nie przeszkadzać, ale mi było w miarę wygodnie, nie?

A przychodzi do mnie na przykład, że ja mu to miejsce zablokowałem.

Kilka razy zdążyło mi się powiedzieć, mówię, to zadzwoń na policję, powiedz, że stoi karetka na sygnałach, niech przyjedzie radiowóz.

No bo ręce mi opadły.

Widzi, że ja nie stoję, nie przyjechałem sobie kupić coś tam, tylko jestem u pacjenta.

To takie pojedyncze sygnały, takie reakcje.

Człowiek się irytuje wtedy niepotrzebnie.

A czy to doświadczenie zmieniło twoje podejście do życia?

No pewnie na pewno, nie?

Ja to, co powiedziałem, że kiedyś tam... Powiem tak na swoim przykładzie, nie?

Już nie palę, no ale teraz jestem astmatykiem.

I to tak wiesz, wszystko co robimy to na pewno w jakimś tam stopniu wpływa.

Skoro ktoś powiedział, że to jest niezdrowe, no to dlaczego się trujemy, nie?

Jak jest ta, zobacz jak polskie, polski rząd próbuje walczyć z tymi papierosami, to wszystko poszło do góry, no żeby tego nikt nie używał, bo to kiedyś kosztowało grosze.

Taką głupawkę to było można kupić tam za śmieszne pieniądze, wypalić, wyrzucić i tyle, nie?

A potem coś, z czym ja na przykład walczę, co przepraszam, że do tej pory się widzi, gdzie przyjeżdżamy na... I teraz może ty mi odpowiedz.

Czy te zachowanie ma wpływ?

Jak ja przyjeżdżam z pacjentem na SOR, a pod SOR-em stoją dwie panie ciężarne i robią tak.

Czy to wpływa, czy nie wpływa?

To wpływa mocno, nie?

Wpływa, bo to płód jest wtedy... No tak, ale wiesz, ktoś mówi, że to musi, nie?

To wszystko potem ma swoje konsekwencje, a potem na przykład się bierze stąd... A dlaczego potem ludzie nas się pytają?

No bo ja do tej pory byłem zdrowy.

Wszystko jest dla ludzi, wszystko jest z umiarem i miliony tekstów, które usprawiedliwiają to, żeby... Dokładnie, nie?

A to tyle, to w ogóle najlepsze, co słyszałem teraz, taki tekst, no to jest stary tekst jak świat, nie?

A propos wytłumaczenia na picie wina, lekarz... Zalecił.

Wiesz co, no tam z tych takich starych sposobów faktycznie jest tak, że jak się gdzieś tam, gdzieś tam jak...

Ktoś jest na tyle rozsądny, taki ja przed czasem miał wrażenie, jak się powie tam, to niech se tam pan walnie tą lampkę koniaku, to może faktycznie to pomoże, ale to takie jest na zasadzie, może pomoże, może nie pomoże.

No bo coraz więcej badań, ta medycyna poszła do przodu, mamy coraz lepsze sprzęty.

Obecne pokolenie niestety jest też narażone przez

Przez to, co się działo kiedyś, jak ludzie spożywali te ilości alkoholu, no niestety mają większą tendencję na przykład do jakichś chorób.

Kiedyś to mnóstwo, jakby tu powiedzieć, no Polska, zatrzymajmy się na Polsce, no to prawie wszyscy pili.

No tak jak było gdzieś na alkoholu, nie dotyczy Rosjan i Polaków, nie?

A duże, jeżeli już przy alkoholu jesteśmy, duże rekordy potrafiły padać w promilach?

Znaczy rekordy podają, nie?

A najlepsze zawsze jest jak zabierasz kogoś, kto jest pod wpływem alkoholu, a jest bardzo nieprzytomny, jest taka ta przysłowiowa dętka i potem się okazuje jak mu robią krew i nagle się okazuje, że on tam ma dawkę taką, wiesz, że ja to bym sppo tym cztery tygodnie, a on się na drugi dzień budzi i coś bym się jeszcze napił, nie?

No jednak, no to jest duży problem, ale dopóki są z tego pieniądze, to to dużo walka.

Znaczy wiesz, tutaj moglibyśmy pogadać o tematy polityczne... Ja bym zlikwidował, zlikwidowałbym alkohol.

Gdybym dzisiaj zlikwidował alkohol, całkowicie, dużo by to pomogło i w zdrowiu, i w pracy karetki?

Myślę, że na pewno.

A jakbyś zlikwidował alkohol, to byś zlikwidował... Może to kurczę nieładnie, bo zaczynamy... Nie, no politycznie nie wchodźmy i po prostu likwidujemy tylko alkohol.

Nie byłoby pewnej jednostki chorobowej, która powoduje to, że bardzo wiele osób otrzymuje od państwa pieniądze przez to, że jest chore na alkoholizm.

No tu nie ma żadnej tajemnicy, że alkohol jest w ogóle szkodliwy pod każdym względem.

Nie no, bo zobacz jaki jest to, jak wyglądają dzieci albo jak się radzią dzieci z tym zespołem FAS.

Co najbardziej zaskakuje w pracy ratownika?

Co brzydko powiem, ale to czasami to słowo dziękuję na sam koniec.

Że zrobisz swoją... Coś, do czego ja jestem przygotowany.

A najfajniejszą tą sytuacją jest na samym końcu, gdzie ktoś powie po prostu zwykłe dziękuję, a już nie mówię tam proszę, czasami się zdarza, że ktoś tam z głębokiego serca napisze tam jakieś podziękowania do dyrekcji, imienne tam na zespół czy na jakiegoś pracownika, ale na sam koniec wizyty czy powiedzmy gdzieś tam zdaje pacjenta i przychodzi ktoś...

Po prostu mówię dziękuję.

To jest taki największy, najfajniejszy element tej roboty, tak ja przynajmniej myślę.

Po prostu wdzięczność.

Wdzięczność, no bo pieniądze są, będą tam jakieś, zawsze się człowiek zarabia, no bo pracuje, nie?

Tam pieniądze z tego są jakieś tam, nie?

Dobra, są pieniądze na... A możemy na ten temat nie rozmawiać.

Ale jakbyś komuś tam... A dlaczego pracuję w dwóch miejscach?

A to to na pewno, nie?

Powiedz mi, jakie momenty dały ci poczucia mistrzostwa w tej pracy?

Każde mistrzostwo daje mi sytuacja, kiedy jadę do pacjenta z zatrzymaniem krążenia i tam mamy te swoje działania, robimy tam defibrylację, intubację, to wszystko.

Ty z czystym sumieniem pakujesz takiego pacjenta do karetki, jedziesz na SOR i mówisz, że pacjent był w zatrzymaniu krążenia, zrobiliśmy to, to, to i się udało i zgodnie z wszystkimi prawidłami pacjent żyje.

Przeżył ten swój nieszczęsny, nieszczęsne swoje zdarzenie.

Wiesz co, może... Inaczej, jak mi pacjent palucha złamał w karetce.

I to tak naprawdę głupio wyglądało, ale pociągną mnie po prostu za palce i bolą, bolą, bolą, bolą, bolą.

Pół dyżuru mija, mówię, no kurczę, no i podjedziemy na szpital.

No i tak wiesz, teraz kurde, jak tu dacie rękę pacjentowi, nie?

Jak mi złamał palca.

Na co ludzie najbardziej marnują życie, a uświadamiają to sobie dopiero, gdy jest naprawdę źle?

Myślę, że już poruszyliśmy ten temat alkoholu, fajek.

To zależy do palacza.

Bo czasami jest tak, że jak pójdę tam na te potruchtanie, gdzieś tam te 5-6 kilometrów, no to widzę stałe twarze, ale widzę też nowych twarzy, dużo twarzy i jak...

Czasami się patrzy gdzieś tam na jak mam przyjemność być na zabezpieczeniach, no to jednak trochę tych ludzi na tych wszystkich zawodach gdzieś tam się pojawia, nie?

Wystarczy wyjść na kijki tak zwane, czy tam na dobry spacer.

Wystarczy, że... Dlaczego wszyscy teraz tak wszędzie w tych nowomodnych aplikacjach czy gdzieś tam mówią, że masz zrobić 10 tysięcy kroków?

Po to, żeby po prostu trochę tam się poruszać.

W jakiej jednej z rzeczy ludzie kompletnie nie rozumieją o tym zawodzie?

Też możemy się pomylić, też możemy być zmęczeni.

Teoretycznie pracy... Domu do pracy nie przynosisz i odwrotnie, ale czasami się nie da.

Żeby było troszeczkę więcej zespołów.

Pracować jak najdłużej, póki sił starczy.

A co byś powiedział młodym ludziom, którzy dopiero rozważają ten zawód?

Powiem Ci tak, na swoim przykładzie, na przykładzie szkół medycznych, które uczą, zaczyna na przykład trzydzieści parę osób wydział, a kończy dziesięć.

Po prostu też życie weryfikuje, nie?

Pójdzie na pierwsze praktyki, zobaczysz to czy tamto albo po prostu stwierdzisz, że to jest jednak nie robota dla Ciebie.

Także... Wiesz co, ja jak patrzę na teraz młode osoby, które przychodzą, to i tak to są fanatycy.

Ja mam wrażenie, że ja taki nie byłem, aż tak najarany na to, jak oni teraz przychodzą.

Tylko, że młody musi się jeszcze nauczyć pokory, nie?

To jest takie słowo wspaniałego doktora, z którym miałem przyjemność jeździć.

Medycyna uczy pokory.

Po prostu uczy pokory.

To nie jest tak, że hurra i uda się, tylko trzeba spokojnie dojść, wszystko rozważać, bo to nie jest nigdy tak sztampowo w prawo czy w lewo.

To zawsze jest gdzieś prawo, w lewo i trochę po środku.

Dbajcie o siebie przede wszystkim i bądźcie zdrowi.

Myślę, że zdrowia bo pomału zaczyna się kończyć.

Kogoś chciałbyś pozdrowić?

A tak, chciałbym pozdrowić, może zacznę tak od swojej strony.

Chciałbym pozdrowić moją żonę, moje kochane dzieciaki, Antoninę i Mateusza.

Całe pogotowie elbląskie i okoliczne, bo w Broniewie też mamy wielu znajomych i w Nowym Dworze Gdańskim.

Całą ekipę z oddziału intensywnej terapii Szpitala Miejskiego w Elblągu im.

Jana Pawła.

Tam wszystkie dziewczyny pozdrawiam i chłopaków, z którymi pracuję.

Powiedz, czy jest coś, o co nie zapytałem, a chciałbyś dodać?

Starałem się jak najrzetelniej, jak najbardziej pokazać twoją pracę.

Wiesz co, ja już powiem tak z takim jestem starym wygłą, że mnie tam generalnie... Tylko kurczę, nie lubię tego słowa.

Bo jak powiem, że coś, że jak już wszystko widziałem, to zawsze mi coś zaskakuje, nie?

Ile razy było tak, że mówię, dobra, jedziemy, to już widziałem, widziałem i nagle wychodzimy do karetki tam z pacjentem, czy jedziemy na... Ja pierdziele, takich jeszcze w życiu nie widziałem, nie?

Mam nadzieję, że ten odcinek będzie mógł komuś pomóc, że rzuci światło na to, jak ta praca wygląda.

Jeżeli się podobał Wam ten odcinek, oczywiście podajcie dalej.

Pozdrawiam.