Mentionsy

Miasto Jest Nasze
Miasto Jest Nasze
09.05.2025 07:15

Warszawskie Tętno: Polityczna ustawka z pożarem w tle

Przedwyborcza gorączka nie ominęła już chyba nikogo - również "Warszawskiego Tętna". A że majówka za pasem i niewiele się działo, postanowiliśmy pogadać trochę o tym, co wybory mogą oznaczać dla samorządów.

Jarek Pożar wraz z Michałem Cichoszem, radnym dzielnicy Mokotów, rozmawiają o:
odwołaniu Komisji Rady Warszawy dotyczącej m.in. kolejnego pożaru Bazaru Różyckiego z powodu debaty w Końskich \pomyśle Związku Miast Polskich dotyczącym zniesienia dwukadencyjności w samorządach (komentarz: Bartłomiej Kwasek - Strefa Działań Miejskich; Jakub Żynis - radny miasta Gdyni, Miasto Wspólne)

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 146 wyników dla "PO"

Cześć, ja nazywam się Jarek Pożar, a to jest majowy odcinek Warszawskiego Tętna.

Porozmawiamy o odwołaniu obrad komisji w Radzie Miasta z pewnego dosyć ważnego powodu, sądząc po tytule odcinka pewnie się domyślacie jakiego, oraz o pomyśle zniesienia dwukadencyjności w samorządach.

Ogólnie to prokuratura bada tę sprawę, czy może nie były to jakieś celowe podpalenia, ale tego jednoznacznie nie jesteśmy w stanie stwierdzić.

o mieszkaniach, ale ostatecznie nie było, ponieważ radni PO pojechali na debatę do Końskich.

No ale właśnie, Michał, jak to świadczy o radnych PO, którzy nie stawiają się na tę komisję, bo jadą uczestniczyć w innych wydarzeniach politycznych?

Prosta odpowiedź brzmi oczywiście źle, świadczy to o radnych PO czy Koalicji Obywatelskiej, ale udzielę dłuższej, bardziej wyczerpującej odpowiedzi i podzielę się wszystkimi swoimi przemyśleniami na ten temat.

Zacznę może od żartobliwego, bo dużo osób, jeżeli którykolwiek z was słucha, czy kiedykolwiek słuchało Rady Miasta albo oglądało Rady Miasta, one często potrafią być nużące, nieciekawe, zwłaszcza jeżeli się nie wie zawczasu, o czym się obraduje, jakie tam są poprawki przyjmowane.

To wydaje mi się, że radni, którzy pojechali na debatę w Końskich mogli później żałować i dojść do wniosku, że jednak ta rada była ciekawsza niż ta debata.

Nie było warto pojechać, nie było aż tak fantastycznie tam jak na Radzie Miasta mogło być.

A tak, wciąż poważnie mówiąc, świadczy to źle.

Bo mają swoje powinności partyjne, należą do partii, nie jest to zbrodnia.

Akurat jest też prezydent Miasta Stołecznego Warszawa teraz, ale gdyby to był inny, podejrzewam, że być może również musieliby go wspierać i pojechać na jakąś debatę.

Nie do końca rozumiem, dlaczego musieli pojechać akurat oni, bo Platforma Obywatelska jest bardzo dużą partią, ma bardzo wielu członków.

No i też ta debata w Końskich, to mimo tego, że niektórym mogło przypominać cyrk, to nie było koloseum, nie trzeba było zapełnić stadionu i tam mieć swoich trybun i jakichś kibicowskich przyśpiewek.

Wystarczyła garstka osób, wydaje mi się, grupa osób albo odrobinę mniej, o te 40 mniej niż radnych miasta Warszawy z Koalicji Obywatelskiej jest, więc nie rozumiem, dlaczego akurat oni musieli pojechać.

Mogli jacykolwiek inni szarzy przedstawiciele, czy nawet po prostu sympatycy, uwaga, sympatycy prezydenta Trzaskowskiego, którzy popierają jego start w wyborach ogólnopolskich, mogli tam pojechać i wspierać i stać pod tą salą, czy gdziekolwiek to tam było.

A w przypadku kandydatów partyjnych jakichkolwiek, nie tylko Koalicji Obywatelskiej, ale oni rządzą, więc ich najłatwiej jest oceniać, ta Warszawa jest często tylko przystankiem w drodze do kariery politycznej jakiejś tam wyższej, lepiej opłacanej, z większymi apanarzami, więc są mniej zainteresowani tymi problemami najzwyczajniej w świecie.

I to widać nie tylko po tym, że teraz akurat ominęli Radę Miasta, że została odwołana cała Rada Miasta, bo gdyby odminęli to pal licho i tak się większość z nich nie odzywa natychmiasta.

To ich to w dużej przetłaczającej większości nie interesuje po prostu.

Na piśmie wizualnych w BIP-ie, żebym ja mógł dociec do tego, czy radny dzielnicy czy miasta z Koalicji Obywatelskiej coś robi, poza tym, że przychodzi na tę komisję, żeby dostawać dietę później, bo jak nie przyjdzie, to nie dostanie.

No ale obserwacja ich pracy pozwala w to powątpiewać.

No, według mnie to jest w ogóle jeszcze taka dosyć absurdalna sytuacja, no bo ta komisja została zwołana głównie też dlatego, że Baza Różyckiego jednak płonął po raz kolejny, więc jest to palący problem, tak?

I jednak coś było bardziej istotne niż, tak załóżmy, pokazanie się przed kamerami było bardziej istotne niż faktycznie lokalne problemy.

No i wiemy zresztą, jak Baza Różyckiego jest kluczowy dla tkanki miejskiej na Pradze Południowej.

Zgadza się i trochę jest to też, wydaje mi się, może być odebrane jako kolejna potwarz dla mieszkańców Pragi czy Prawobrzeżnej Warszawy w ogóle.

W ogóle jakiekolwiek inwestycje są, tylko jest ta dysproporcja nad reprezentacji inwestycji po lewej stronie Warszawy.

Oczywiście ja bardzo płaczę, jestem radem Okotowa, więc nie powinienem płakać, ale radni nasi, prak obu, targówka,

Można dzięki tej kładce przejść na lepiej dofinansowaną część Warszawy i zobaczyć jak się żyje po tej bardziej rozwiniętej stronie.

Wydaje mi się, że chyba mostów przez Wisłę łączących Mokotów z Pragą Południe w większości wystarczy.

Siekierki nie są podłączeni pod tę elektrociepłownię.

Ale bardzo dużo pozytywnych efektów, jeżeli jakieś będą, bo na razie są tylko pieniądze, zawdzięczają sami sobie, więc prawo dla nich.

Czyli radni PO albo PiS-u na Mokotowie nie pojechali wesprzeć kandydatów do Końskich?

Nie mówię, że to źle, absolutnie po prostu wiem, że jest, że jest blisko ludzi decyzyjnych w kraju.

I wiem, że też w PiS-ie mamy radnego, który pracuje w miejscu, w którym obecnie wciąż pracuje też kandydat PiS-u na prezydenta Polski.

No dobrze, mam nadzieję, że już w takim razie więcej radnych nie opuści żadnej komisji, żeby wspierać swoich kandydatów w ogólnopolskich wyborach.

No u nas nic nie było przekładane w związku z tym, więc nie mogę tego zarzutu postawić akurat dzielnicowym radnym.

A propos jeszcze w sumie samorządów, bo dzisiaj zostajemy w tej tematyce, to nie wiem czy wiesz Michał, od 2018 roku w Polsce obowiązuje zasada dwukadencyjności.

No i Związek Miast Polskich, który tutaj jest, że tak powiem, jednym z głównych bohaterów naszego dzisiejszego odcinka, no to jest ogólnopolska organizacja taka samorządowa, no i ona zresza ponad 350 miast całej Polski i reprezentuje interesy miast wobec rządu, parlamentu, nawet instytucji europejskich.

I co ciekawe w ogóle, ta organizacja została założona w 1917, no ale potem miała długą przerwę w czasach PRL.

No i właśnie między innymi on, ale też inni prezydenci miast związani z Koalicją Obywatelską apelują do Trzaskowskiego o wsparcie w zniesieniu tego ograniczenia, o którym wcześniej wspomniałem.

Mamy też PSL, który zapowiada rozmowy z innymi ugrupowaniami na temat likwidacji dwukadencyjności, bo mówią, że to jest niepotrzebne ograniczenie.

Jeśli to by się nie udało lub dodatkowo, samorządowcy proponują też wprowadzenie wcześniejszej emerytury po dwóch kadencjach i ma to wynosić nie mniej niż 80% ostatniego wynagrodzenia.

I teraz posłuchamy, co na ten temat do powiedzenia ma Bartłomiej Kwasek ze Strefy Działań Miejskich z Rzeszowa.

Tam, gdzie media są słabsze, a społeczeństwo obywatelskie dopiero się rozwija, to długotrwała władza staje się niemal niemożliwa do ruszenia.

Jest to przykład, który znamy doskonale z naszego lokalnego podwórka.

W mniejszych ośrodkach, do których zaliczam z pełną świadomością rzeszów, wielokadencyjność zazwyczaj prowadzi do pełnego podporządkowania struktur miasta jednej osobie i jej zapleczu.

Prezydent takiego miasta nie tylko zarządza, ale z każdą kolejną kadencją tworzy wokół siebie sieć zależności podporządkowanych osób, które siłą rzeczy wiążą z nim swoją przyszłość, więc to wszystko przekłada się na taki absolutny monopol informacyjny.

Często po prostu powielają przekaz władzy zamiast ją kontrolować.

Dlatego krytyczne głosy nie przebijają się albo w ogóle nie są podejmowane.

Ogólnopolskie media z kolei rzadko interesują się problemami mniejszych ośrodków, więc władza mówi co chce i nikt tego za bardzo nie weryfikuje.

Nie ma alternatywnej opowieści.

No więc w tej sytuacji konkurencja polityczna, aktywiści czy mieszkańcy krytycznie nastawieni do zmian nie mają wielkiej szansy przebić się ze swoim przekazem.

Nie ma równego dostępu do debaty publicznej, nie ma warunków wyrażania innego pomysłu na miasto.

Cały krajobraz informacyjny, instytucjonalny pracuje na korzyść jednej opowieści.

Jest to opowieść tworzona przez władze, dlatego dwukadencyjność to nie jest jakiś tam dodatkowy bonus czy zdrowy mechanizm kontroli.

To po prostu warunek konieczny istnienia demokracji w małych i średnich miastach.

No tutaj też Bartłomiej poruszył ważną kwestię, bo my zawsze sobie rozmawiamy z perspektywy jednak stolicy, czyli jednak największego miasta w Polsce, gdzie sytuacja, przykład społeczeństwa obywatelskiego wygląda stosunkowo dobrze.

Może oznaczać ogromną stagnację i to jest zabawne, czy niezabawne w sumie, powiedziałbym, że smutne, że Bartek świadomie, jak powiedział, zalicza Rzeszów do małych miast, chociaż nie jest małym miastem, to miasto wojewódzkie, ale Rzeszów jest świetnym przykładem stagnacji, chociaż dosłownie każde miasto w Polsce, również te największe, również Warszawa jest przykładem stagnacji, jeżeli chodzi o władze, które w nich są, no bo obecny prezydent miasta

Więc 19 lat to jest, policzmy, 7 lat dłużej niż Franciszek był papieżem.

I to, czego nie poruszają zazwyczaj ani w debacie publicznej dziennikarze, chociaż niektórzy tak, trzeba też oddać tym dobrym dziennikarzom, ale czego też nie porusza Związek Miast Polskich, chociaż porusza później Związek tych małych miast, które wnioskują o tę emeryturę wcześniejszą,

Ta zmiana ustawowa, która ogranicza ta dwukadencyjność, to jest zmiana, która jest w mojej opinii kierowana przede wszystkim do małych miast, gdzie ta monarchia samorządowa, gdzie ta władza jest niezmienna, potrafi być niezmienna od lat 90. i gdzie do tej zmiany jest bardzo ciężko później dojść.

Był prawie najdłużej urzędującym monarchą w Europie, zaraz po Elżbiecie.

Nie wiem, trochę się boję powiedzieć, co myślą o tak zasłużonym i długo działającym samorządowcu.

No akurat co do marszałka Struzika, to warto powiedzieć, że on nie jest wybierany w wyborach.

On jest wybierany przez radnych sejmików Jałuckiego, więc to trochę na barkach tych radnych spoczywa to, że on jest wybierany w nieskończoność.

Ale w prezydencie miasta są wybrań w wyborach bezpośrednich.

Ale mamy jeszcze jedną perspektywę, tym razem z nadmorza, o której powie nam nieco Jakub Żynis, czyli członek partii Razem oraz radny Miasta Gdynia.

Wydaje mi się, że to, co stało się w Gdyni w ostatnich wyborach samorządowych, to był szok nie tylko dla Gdynian, ale również dla całej Polski, ponieważ jakby nie było, Gdynia miała taki obraz w Polsce szczęśliwego miasta, miasta, w którym najlepiej się żyje i Wojciech Szczurek, czyli nasz były prezydent, również był bardzo popularnym prezydentem przez wiele lat.

Kilkanaście lat temu wygrywał wybory w pierwszej turze z poparciem 80% ponad, potem tam zeszło do 70%.

Wydaje mi się, że nawet mimo tego, że ludzie wiedzieli, że będzie miał problem z wygrać teraz, to wydaje mi się, że nikt nie spodziewał się tego, co się stało, czyli tego, że prezydent, który rządził miastem przez trzy dekady, nagle nie dostaje się nawet do drugiej tury.

Dodatkowo jego ugrupowanie, czyli Samorządność Wojciecha Szczurka, z klubu, który zrządził samodzielnie w Radzie Miasta, ponieważ miał większość, nagle staje się trzecią siłą w tej Radzie.

Musimy natomiast mieć świadomość, że niestety, ale to co stało się w Gdyni nie będzie zbyt łatwe do powtórzenia w innych miastach, dlatego że Gdynia jest częścią Trójmiasta, które razem z otaczającymi powiatami ma ponad milion mieszkańców, także lokalne media u nas są całkiem nieźle rozwinięte.

Nie jest to oczywiście poziom Warszawy pewnie, no ale mamy poza lokalną gazetę wyborczą jeszcze Dziennik Bałtycki i Trójmiasto.pl, także jeśli coś się dzieje w tych miastach, to jest to opisywane.

Dodatkowo w Gdyni w ciągu ostatnich kilku lat prężnie działały ruchy miejskie, które patrzyły władzy na ręce i specjalizowały się w jakichś poszczególnych kwestiach związanych z miastem.

Niestety w wielu miastach jedyna lokalna prasa, jaka została, to ta, która jest wydawana przez władze miasta, a ruchy miejskie nie istnieją, co najwyżej są to jakieś pojedyncze aktywiści.

Dlatego tak ważne jest, żeby zachować tą dwukręcyjność, ponieważ w innym wypadku nie byłoby po prostu możliwości praktycznie usunięcia tak przyspawanych do stołków burmistrzów czy prezydentów miast.

Jeśli chodzi natomiast o najnowsze propozycje, czyli cofnięcia dwukadencyjności oraz wcześniejszej emerytury dla włodarzy, no to oczywiście pierwsza propozycja była dość przewidywalna, natomiast druga jest dość śmieszna i pokazuje taką rzeczywiście roszczeniowość tej grupy, która pokazuje, że dobrze może nie będziemy rządzić przez kolejne kadencje, no ale w takim razie nie mamy już co robić i zasłużyliśmy na to, żeby pójść na emeryturę.

Pokazuje jednak, że to jest stosunek do tej pracy nie misyjny, nie jakiś ideologiczny, ale czysto interesowy.

Jakub w swojej wypowiedzi zwraca uwagę na jeden z ważniejszych moim zdaniem aspektów władzy lokalnej, czy też przewagi jaką władza lokalna ma nad kimkolwiek, kto by się chciał o tę władzę ubiegać i ją zastąpić, czyli o mediach lokalnych, o gazetach, o telewizjach jak w przypadku Krakowa, czy też dwóch telewizjach jak w przypadku Krakowa.

No i o tych gazetach, biuletynach, całym tym druku i całej tej, trzeba powiedzieć wprost, propagandzie samorządowej, którą może ta władza na swój temat uprawiać pod płaszczykiem biuletynu informacyjnego dla mieszkańców tego, co się robi, w którym oczywiście zawsze się przedstawia to, co się udaje i na którym zawsze są zdjęcia prezydentów i innych samorządowców, którzy wesoło przycinają wstęgi i wiadomo, żeby się mogli kojarzyć z asfaltem albo z parczkiem, nawet już niech będzie, że to nie ten asfalt straszny.

No i te media lokalne są jedną z tych przewag, o których nikt nie wspomina ze Związku Miast Polskich czy z tych wszystkich grup broniących interesu samorządowców, broniących dwukadencyjności, że przecież jak ktoś jest dobrym samorządowcem, to przecież może wejść ktoś inny, czy raczej w drugą stronę, jak ktoś jest złym samorządowcem, to może przecież ktoś inny lepszy wejść na jego miejsce.

No tylko, że ten zły samorządowiec już będąc u władzy ma pod sobą cały aparat biuletynów miasta czy też mediów lokalnych miasta, który produkuje informacje na jego temat, informacje pozytywne jakby nie patrzeć, reprodukowane i w ten sposób może docierać do mieszkańców tego miasta.

W stołecznej Gazecie Wyborczej albo w dodatku warszawskim do jakiejś innej gazety czy strony internetowej, no tylko w tych mniejszych miejscowościach i to mniejszych nawet na poziomie, jak już Bartek Kwasek zwrócił uwagę, Rzeszowa jest problem z mediami lokalnymi, więc już w tych naprawdę małych miejscowościach, niewojewódzkich, no pies z kulową nogą się nie interesuje tym, co się tam dzieje, więc taki włodarz, jak już dojdzie do władzy i ma ten swój biletyn miasta, który wychodzi w druku, dociera do osób, które są wykluczone cyfrowo, starszych zazwyczaj, i w których podawana jest jedyna słuszna prawda,

Zgodnie z polityką miasta, tym trudniej jest tam przebić się z własną narracją.

Załóżmy, nie mówię, że to jest... Wszystkie oprócz tego podcastu, słuchajcie, wszystkie oprócz tego podcastu nie mówią prawdy, tylko ten podcast mówi prawdę.

Tak, ale założymy, że media nie kłamią na potrzeby mojego pytania teraz.

Jakby prezydent jest po prostu dobry, tak?

Tak, w mojej ocenie nie ma osoby, która po 10 latach rządzenia, bo teraz dwie kadencje to jest 10 lat, przypominam, nie jest już na tyle wyczerpana władzą i na tyle wyczerpała już wszystkie swoje pomysły, które chciała zrealizować, bo nie do końca wiem, co poza...

Nie wiem, jakie pomysły można by było nie zrealizować w 10 lat.

Oczywiście to się nie tworzy z dnia na dzień, z kadencji na kadencję, tylko to w ogóle też rozmowa nie powinna być o kadencyjności, tylko o strategii miasta, którą powinna realizować każda kolejna władza bez względu na to, kto w niej jest, a nie zmieniać pod siebie, bo chce zostawić swój ślad, więc teraz przesunie tutaj, a ten blok niech rośnie w jeziorze.

Więc nie wierzę, żeby był ktoś, kto po 10 latach władzy wciąż by był na tyle świeży i gotowy na przyjmowanie nowych pomysłów i gotowy na adaptację czy zmianę kursu rozwoju miasta, poprawę tego, co zrobił źle, bo każdy się myli, żeby po 10 latach władzy była zasadność, by był przez kolejne pięć lat.

A poza tym pewnie może mieć kogoś na przykład w otoczeniu swoim, kto też ma kompetencje do tego, aby startować w następnych wyborach i wtedy pewnie to może wyjść podobnie, prawda?

Nawet jeżeli jesteś świetnym zarządzającym miasta, generalnie świetnym, powiedzmy tam w tych 8-10% decyzje, które się podejmuje są faktycznie dobre i działa się ze zgodą z rozwojem miasta, długa władza deprawuje.

Z pewnym czasem naprawdę zaczynasz czuć się jak władca tego miasta, bo są pokolenia ludzi, którzy nie pamiętają miasta rządzonego przez kogoś innego.

Są ci wszyscy twoi podwładni pracownicy jednostek samorządowych, którzy pracują tam, gdzie pracują, ponieważ ty się zgadzasz na to.

że ta władza bardzo doprawuje i uważam, że choćby z tego zdrowego powodu ta władza powinna się po tych 10 latach zmieniać.

Zresztą, no po prostu też życie pokazuje, że tak nie jest, że to nie są obiektywnie wybitni rządzący zawsze, tylko bardzo często to są rządzący trochę z braku laku, trochę z zasiedzenia.

Powstała literatura na ten temat.

Chciałem polecić właśnie a propos mediów lokalnych, lokalsów Andrzeja Andrysiaka, Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

To jest reportaż o tym, jak walczył ze stworzeniem nowego, alternatywnego medium,

I takich przykładów jest więcej, więc nie widzę powodu, żeby taki zastój miał miejsce.

Oczywiście, ale jeżeli by ten prezydent też był nasz, a nie tylko miasto, no to mam nadzieję, że będzie mogli po dwóch kadencjach naszego prezydenta powiedzieć czas na zmianę.

Prezydent dalej może być z opcji politycznej, która reprezentowała to też.

Warto zauważyć, to nie ogranicza, to nie jest dwukadencyjność, która zakłada, że po tych dwóch kadencjach ma przyjść nowa

To nikt temu przecież nie oponuje.

Nie ma powodu do zmiany władzy.

Powiem jeszcze, byliśmy na wizycie studyjnej w Radomiu kiedyś, w zeszłym roku, po wyborach samorządowych i spotkaliśmy się z kimś, kto nawet został wybrany chyba już w wysokich władzach wódzkich właśnie po wyborach samorządowych i on bronił dwukadencyjności.

Prezydentami miast, tymi wójtami, że dlatego ci wójtowie i ci prezydenci i ci burmistrzowie utrzymują się tak długo, bo po prostu nie ma tylu chętnych.

O, to też chciałem skomentować w wypowiedzi Kuby.

On tam mówił, że ta emerytura obowiązkowa, o której jeszcze musimy powiedzieć.

Ja nie uważam, że powinni misyjnie tego traktować, no tylko ci ludzie są wynagradzani, tak?

I oczywiście absolutnie zasadna jest dyskusja tego, czy zdrowym jest to, że burmistrza miasta do 20 tysięcy, widełki są podobne do tego, co dostaje prezydent miasta, no tak dużego jak Warszawa, czy jakiegokolwiek innego wojewódzkiego miasta.

Ja się zgadzam, tutaj są różnego, różne poziomy pracy, różne są też oczywiście

Możliwości korupcyjne, więc chociażby z tego powodu też powinny być te wydełki wyższe, to się zgadzam, no ale oni dostają wynagrodzenie, możemy porozmawiać o tym, czy za mało się im płaci.

No ale nie robią tego misyjnie, to nie jest powołanie, to nie jest ich dodatkowa praca, więc nie powinni tego traktować misyjnie oczywiście, no ale nie powinni też tego traktować jak ten stołek, do którego się przyczepiają i z którego tak wszyscy ludzie żartują.

Jeszcze a propos tego, co powiedziałeś o tym, że się kadry mogą skończyć, to taki pomysł ostatnio też słyszałem, jeśli chodzi o ogólnie Sejm i wybieranie też liczby posłów.

To znaczy nie wybieranie liczby posłów, tylko ogólnie, że też dwie kadencje tylko można być jako poseł na Sejm.

Wtedy podejrzewam, że ten argument ma trochę więcej sensu, ale też nie wiem, czy nie podzielam tutaj twojego zdania.

W Miejskiej Agencie Parlamentarnej z 2023 roku, który opracowywaliśmy razem z innymi ruchami miejskimi z całego kraju, jak widać problem od Podkarpacia do Morza, zgłaszaliśmy też propozycję dwukadencyjności radnych miejskich, a więc i ja bym powiedział dalej dzielnicowych, także objęła by mnie ta kara.

W sensie jesteś radnym miejskim, powiedzmy, nie jesteś tym stołecznym w wariancie, gdzie jest radny dzielnicowy i miejski, więc już w ogóle bardzo łatwo jest zmieniać, w cudzysłowie łatwo, no ale bardzo łatwo jest skakać z jednego do miejsca, no ale to idź dalej.

Jest Rada Powiatu w miastach nie na prawach powiatu, jest Sejmik Województwa, jest Parlament.

Czyli ty byś chętnie się pod tym podpisał, żeby być maksymalnie 10 lat i potem gdzieś iść indziej?

W ogóle w jakimkolwiek miejscu długa władza korumpuje, ja bym powiedział.

Korumpuje to jedno, to już poważne oskarżenie, ale deprymuje.

Powiedzieliśmy o takiej perspektywie filozoficzno-etyczno-moralnej teraz, a może zapytam jeszcze, czy w ogóle wprowadzenie tej emerytury, o której mówiliśmy dla samorządowców właśnie po dwóch kadencjach, nie narusza jakoś zasad równości wobec prawa?

Ja nie rozumiem tej propozycji zupełnie, nie wiem skąd ona się wzięła, bo obecnie kandydując nie mają tego zapewnienia, nie mają zapewnienia, że... Znaczy trochę z tej propozycji wynika, jakoby byli pewni, jak już są u władzy, że się im uda o tę władzę ubiegać skutecznie dopóty, dopóki sami nie zrezygnują ze startowania.

Mówię, to jest praca oczywiście, jest to tam specyficzna praca, no bo możesz ją utracić co 5 lat w wyniku wyborów, nie jest to umowa na czas nieokreślony, no ale jest wynagradzana, jakby można planować swoje życie zawodowe w związku z tą pracą i po odejściu z samorządu jak najbardziej można wciąż pracować w jakimś innym miejscu, więc nie rozumiem tej propozycji zupełnie.

Ta propozycja, ja bym powiedział też, ok, znowu brzmi dla mnie bardzo cwaniacko z perspektywy tych mniejszych miast, ja bym powiedział.

Burmistrz miasta, powiedzmy, czy wójt jest zdecydowanie lepiej płatny niż wszystkie inne opcje zawodowe, które są w okolicy, więc dla takiego wójta, burmistrza po tych 10 latach możliwość do przejścia na emeryturę za 85% czy 80% wynagrodzenia, które się dostawało jako burmistrz-wójt jest bardzo kusząca, no bo to jest jak życie w luksusie, ale też ciężej byłoby, ja bym powiedział, faktycznie moralnie byłoby mi ciężko to jako burmistrz czy wójt przyjąć, bo to już jest, nie wiem jak bym przed wyborcami, przed Polakami, obywatelami wybierającymi te władze,

Mógł bronić dalej, że do samorządu nie idą same tłuste koty, które chcą być tłuste, chcą się utłuczyć na samorządowych pieniądzach i chcą posiedzieć chwilę, żeby później sobie spokojnie już dożyć emeryturki, a nie coś wypracowywać.

A gdyby ta jednak dwukadencyjność została zdjęta, załóżmy, to czy widzisz jakieś, nie wiem, mechanizmy kontroli, nie wiem, jakieś równowagi, które mogą zapobiec tym właśnie nadużyciom władzy na szczeblu lokalnym?

No mechanizmów kontroli i zapobiegających pewnie zależy o jakich nadużyciach mówimy, no bo...

Na pewno nieśmiertelnym pomysłem są dobrze działające urzędy państwowe, Najwyższa Izba Kontroli, Krajowa Izba Odwoławcza, sądy administracyjne, wszystkie te jednostki, które powinny stać na straży tego, żeby w samorządach popełniano żadnych wykroczeń.

Uważam, że dwukatencyjność jest po prostu bardzo prostym i przejrzystym sposobem, trudnym do zmanipulowania, prawie niemożliwym do zmanipulowania, sposobem na kontrolę tego, żeby ktoś się nie zasiedział na danym stanowisku.

Zwłaszcza też, że tak jak już podnosiłem wcześniej, ta osoba ma możliwość dalszej pracy w samorządzie i pracy dla swojej lokalnej społeczności.

Jeżeli ktoś faktycznie idzie z tego powodu, może pójść gdzie indziej.

Taki burmistrz może pójść do sejmiku, może startować do rady powiatu, może też zmienić, chociaż tutaj może być później zarzut oczywiście, że sobie przygotował to miejsce na odejście.

Maj chyba będzie dosyć istotnym miesiącem dla nas tutaj w Warszawie, ale też w całej Polsce.

Cóż, jeżeli ktoś jest zmęczony polityką, to lepiej, żeby nie wyłączał telewizji ani nie czytał gazet, bo faktycznie w maju są same wybory i to w różnych państwach, w Watykanie, w Rumunii, w Polsce.

Są i trzy, przypominam sobie, że są, pewnie jest więcej, ale te trzy są blisko.

Wykonajcie pracę po swojej stronie obywatelską i spróbujcie zrozumieć, czego oczekujecie od swojego kandydata na prezydenta, prezydentkę.

Nie mówię nawet poczytajcie programy, chociaż to jest uważam fantastyczne, żeby sprawdzić, czy w ogóle ktoś ma program opublikowany, to też dużo mówi o kimś.

Jak długo debata nie jest organizowana przez podcastom Jest Jest Nasze, w którym wiedziałbym, że dziennikarz prowadzący ten podcast zadałby dobre pytanie i byłby obiektywny.

Mam problem z oglądaniem debat, mam problem z tonem i słowami, jakich używa większość polityków.

No więc wygónajcie pracę, pogooglajcie, ale w dobrych źródłach, więc polecam.

Dzięki również dla Bartłomieja Kwaska z Rzeszowa oraz dla Jakuba Żynisa z Gdyni, że przysłali nam krótkie raporty ze swoich miast.