Mentionsy

Męskie Spotkania
Męskie Spotkania
02.04.2026 15:54

#51 Gdzie zacząć? O relacjach z klientami, autentyczności i dniach, których nie zapomnimy

Trzeci i ostatni zapis wieczoru z kartami Ester Perel „Where shall we begin”. Po odcinkach o niezapomnianych spotkaniach (#49) i...

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 302 wyników dla "B"

Zadajemy sobie wzajemne pytania.

I trzeci, ostatni zapis wieczoru, kiedy panowie do mnie przyszli i wzajemnie zadawali sobie pytania z serii pytań od Ester Perel.

Mam nadzieję, że podobały się wam dwa poprzednie odcinki i że aktywnie zadawaliście, zadawałyście sobie pytania, które tam też były wspomniane oraz mam nadzieję, że była dyskusja z nami.

Jakie było pytanie?

To o mediach społecznościowych lub interfejsie.

Który ten sierpień był?

To był 11 sierpnia.

Ja bym pomyślał kamieniec w twoim przypadku na przykład osoby, które przeszły do twojego studia nagraniowego i stykały się z tobą.

Wiesz co, ostatnio nawet podjąłem taki lekki wysiłek, bo tak stwierdziłem,

Takich, nazwałbym to, nieokrzesanych, codziennych, bardzo, że tak powiem, luźnych.

Szczególnie w takim środowisku, które ja obserwuję.

Czyli osoby, które się zajmują filmowaniem, fotografią, dźwiękiem.

Parę parametrów tej kamery będzie się różnić, a to będzie dokładnie ten sam film.

I to jest masa treści w tej bańce, w której się obracam.

Tworzą treści takie na zasadzie, hej, dzisiaj pojechałem do klienta, żeby nagrać to i to.

Albo opowiem wam o tym, jak na przykład to, że zbudowałem dobrą relację ze znajomymi wpłynęło na to, że dostałem to zlecenie.

Albo ktoś się dzieli czymś, że jakiś obiektyw kupił, bo był nachypowany i okazało się, że ten obiektyw jest gówniany.

Ale nie jest takie, że to jest super recenzja, porównanie aberracji chromatycznej, odwzorowania kolorów, pierdół, pierdół.

I tak stwierdziłem, że właśnie spoko by było nagrywać takie luźniejsze treści, więc nagrałem jedną ostatnio, po prostu totalnie z auta.

I patrząc z perspektywy tej treści na przykład, ktoś by mógł pomyśleć sobie, kurde, gość jeździ po jakichś tam miejscach, nagrywa fajne filmy z fajnymi ludźmi, ma swoje studio, do którego przychodzą ludzie, z którymi nagrywa fajne podcasty.

Ma swój mały biznes, dobrze mu jest, profesjonalnie robi jakieś fajne rzeczy.

Ale będzie jakiś ciąg dalszy?

Sprawię, że pomyślisz o mnie, że to fajny ziomek, że ma fajne życie, że robi ciekawe rzeczy, że profesjonalnie robi jakieś różne rzeczy.

Który to był?

Będę ja grał.

Zadając to pytanie, liczyłem na konfrontację wersus jak się czujemy z tym, ale pomyślałem sobie, że nie każdy może mieć ochotę się kontynuować.

Totalnie w ogóle nie mam takiego, znaczy częściowo tak, bo tak jak sobie myślę, no bo ja publikuję tylko materiały, zdarzyło mi się kiedyś wcześniej parę takich rzeczy trochę prywatnych publikować, ale jakoś nie planuję tego kontynuować.

To znaczy ja lubię moją pracę i bardzo lubię, to coraz bardziej ostatnio sobie uświadamiam, że bardzo lubię ludzi, z którymi pracuję.

To, co jest dla mnie największą wartością w tym, co robię, to są ludzie, z którymi pracuję.

Może jakoś też będziemy współpracować.

Naprawdę robią fajną robotę, są fajnymi ludźmi.

Dla mnie to jest kwintesencja tego, co robię.

Tak sobie myślę, niewiele prawdopodobnie osób ma takie doświadczenie, że wpada właśnie klient do nich, do biura, zbijacie pionę, gadacie o jakichś różnych fajnych rzeczach, a później, że tak powiem, wykonuje usługę, zbijacie pionę, jest fajnie i w ogóle.

Zbijanie piony z klientami.

Właśnie dzisiaj na przykład przychodzi klientka, przytulamy się na przywitanie, co tam u ciebie, co tam u ciebie.

Dla mnie to jest coś absolutnie naturalnego, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, jak bardzo niecodzienna to musi być sytuacja.

Na zasadzie na przykład jadę do klientki na nagrania, sobie nocuję u niej w domu, no bo po prostu jakby się znamy dobrze, bardzo dobrze.

Jakby praca była tym zaczątkiem,

Nie wiem, czy nazwałbym to przyjaźnią.

Bardzo.

Zaczyna robić nieciekawe rzeczy, zaczynasz zarabiać więcej z innych klientów, zdecydujesz zmienić profil firmy itd.

Myślę, że będziesz gdybał, gdy coś się wydarzy.

Ja w ogóle o tym nie mówię i chciałbym, żeby tego było więcej.

Dla mnie są narzędziem czysto zawodowym i one mają w jakiś sposób ułatwiać mi pracę.

I chciałbym, żeby one były tak naprawdę jak najbardziej zgodne z tym, co faktycznie ja odczuwam, co chcę przekazać.

I zdaję sobie sprawę, że to nie jest ten profesjonalizm, wiedza i tak dalej, co ja chcę przekazywać.

Też się lubię dzielić wiedzą, więc tam coś pewnie się takiego znajdzie, ale to są właśnie te relacje, które są tym.

I wiecie, prawdopodobnie trudno sobie to wyobrazić, co ja przeżyłem, ale na przykład dzisiaj, to jacy klienci do mnie przyszli, jakie miałem rozmowy, to zrobiło mi dzień.

To naprawdę było właśnie to, co sprawiło, że ten dzień był lepszy niż rano mi się wydawało, że będzie.

W ogóle w nich teraz nie ma mnie prawie, więc... Może i dobrze.

Może dobrze, może niedobrze.

Jeden rabin powie tak.

Ja mam taki komentarz, w takim sensie pytanie, czy wszystko ma być widoczne i czy tak naprawdę można oddać wszystko zgodnie ze swoją intencją.

Z perspektywy budowania jakiejś marki, czego jeszcze nie robię na pewno, mam zakolejkowane, żeby robić tego więcej i więcej dbać właśnie o branding.

Dla mnie to jest coś podstawowego i fundamentalnego, bo ja widzę, że prowadzę studio podcastowe i większość studiów podcastowych ma bardzo podobną, czasem lepszą, czasem trochę gorszą jakość wideo i audio.

To w ogóle nie jest przewaga, tylko to, co jest obok.

A tak naprawdę nie obok, tylko dookoła tego.

I to jest coś, co chcę, żeby ludzie wiedzieli, bo to jest najlepsze, co mogę dać.

Myślę, że to dotyczy każdego z nas, tylko w inny sposób.

Łącznie z osobami, które są mniej fasoszami, tak jak Tereszek.

Do mnie trafiają osoby, na przykład do społeczności,

Które już tak długo się osłuchały, tak długo się zanurzyły w tym moim świecie, że przestały dla nich być dziwne, że jak już przychodzą, to to zdanie dostają na dłużej.

Przez to, że pokazuje tę część siebie.

Więc to jest w pewien sposób też filtr na to, kto przychodzi.

Mi tylko bardziej chodziło o to, że mówisz, że nie jesteś w stanie tego pokazać.

Chodzi mi o to, że na tym etapie nie robię tego, a bym chciał.

To bby też ciekawy następny odcinek.

Pewnie nie dzisiaj, ale jak świadomie pracujemy z klientami, bo każdy z nas pracuje z klientami.

To z perspektywy profesjonalnej nagrać odcinek ciekawe by było.

Ja sobie zapiszę ten temat.

Jestem bardzo za.

Dobrze, a Księg?

Nie, nie przypomnijmy pytania, bo to w tym momencie mi nie pomoże, bo początkowo rozumiałem, o co pytasz.

Później wypowiedzi trochę zaburzyły.

Nie jest mi to kompletnie potrzebne.

A może nie umiem tego wykorzystywać, ale raczej to pierwsze, bo to nie jest tak, że ja szukam nowych klientów albo kontaktów biznesowych tą drogą.

Ani też nie bbym w stanie podtrzymywać relacji.

Ta moja obecność na Instagramie żadna, na Facebooku też raczej taka odtwórcza.

Nie to, żebym się miał czym chwalić bądź coś tajć, ale nie uważam, żeby to dla większości ludzi było jakoś tam interesujące.

Natomiast pytanie było raczej o to, jak nas ludzie odbierają w tych formach aktywności, które stosujemy na co dzień.

I tu znowu jest pewnego rodzaju odmienność w stosunku do tego, co wy robicie, bo ja żyję w pewnego rodzaju bańce.

Ja raczej muszę się skoncentrować na tym, żeby utrzymywać z tymi najbardziej wartościowymi dobre relacje.

Co do dobrych relacji, to się za chwilę odniosę, bo to dla mnie też ma tam odpowiedni wydźwięk.

No bo ja bezpośrednio się taką jakby aspektami sprzedażowymi, handlowymi nie zajmuję.

I tu mi zależy na spójności przekazu, to znaczy na utrzymaniu takiej formy, żebym b

Osobą rozumiejącą, co się dzieje w ich otoczeniu, a jednocześnie realizującym jakieś tam strategie, wezwania, biznesplany itd.

Ciekawy wątek z Kamila wypowiedzi był taki właśnie, jak rozumiemy relacje z klientami.

Kamil bardziej się koncentruje na takim wrażeniu, a ja bardziej bym się koncentrował na partnerstwie i przydatności, bo dla mnie to są dobre relacje z klientem, to znaczy te są takie, gdzie on daje z siebie

A dla mnie to jest w ogóle, wiesz, jakby podstawa.

Więc ja nawet o tym nie mówiłem, bo dla mnie to jest takie... Nie usłyszałem tego, dlatego się do tego odnoszę.

Absolutny w ogóle fundament, bo bez tego nie ma sensu.

Ja u ciebie usłyszałem trochę to w tym kontekście, że...

Wiem, że bardzo spłycam, ale wszystkie firmy dają usługi na bardzo podobnym poziomie.

I to, czy ja pójdę do firmy A, czy do firmy B, czy do ciebie, zależy od tego, czy mam z tobą jakąkolwiek relację, a tamtych firm nie znam.

Więc jak zgooglam i zobaczę, a w sumie to Kamil ma, to pójdę do Kamila, bo mamy zbudowaną relację, a nie będę sprawdzał pozostałych firm.

Ja jednak uważam, że firmy się różnią i że w zasadzie taki stereotyp, który mówi o tym, że lubię kogoś, to ja do niego pójdę, bo prawdopodobnie dostanę to, co gdzie indziej, ale będzie przyjemniej.

Ja bym szukał dobrych relacji towarzyskich, ale one muszą nastąpić po relacjach biznesowych.

Czyli szukam partnera do rozwoju biznesu, a jak to jest ciekawy, interesujący gość, to może się z nim zaprzyjaźnię.

Ja tego nie usłyszałem od ciebie, bo nie powiedziałeś.

Ja z perspektywy osób potencjalnie zainteresowanych pracą ze studiem podcastowym bym powiedział, że na przykład mi by mega zależało, żeby trafić do osoby, z którą mam dobry przelot.

Bo jakbym trafił na osobę, która wydaje mi polecenia i mówi teraz mów tak, a teraz wciskam enter albo teraz coś tam,

Osoba wie jak wyciągnąć ze mnie kreatywny potencjał, bo wie, że na co mnie stać i może mnie jeszcze jakoś tam stworzyć, wyreżyserować wspólnie ze mną tą wartość.

Problem, że to nie idzie z relacją, tylko to idzie jednak z doświadczeniem.

Znam osoby, które nie są relacyjne, ale są tak mega profesjonalne, że dadzą ci większą wartość w kontekście większej stosowności podcastu.

Ale właśnie o tym chciałem powiedzieć, bo możesz tak, możesz trafić na kogoś, kto stworzy ci komfortowe warunki i będziesz się czuł dobrze.

A możesz trafić na kogoś, kto narzuci pewien reżim, kto cię sprowokuje do innego działania, ale po to poszedłeś do tego studia, żeby zabłyszczeć, żeby cię ludzie usłyszeli i ta wartość dla biznesu jest trochę wyższa, większa.

Od tego po co tam przyjechaliśmy, czy po co tam przybyliśmy.

No sorry, ale ja tak postrzegam relacje, bo wiesz... Ale tu właśnie to rozumiem, że to jest ta jakość stała, że to są jakość usług, które dostarczacie, każda firma dostarcza.

Mocno eksploatowane przez ciebie słowo relacje, ja rozumiem w taki bardziej pragmatyczny, bardziej merkantylny sposób, to znaczy one się przykładają.

Taka była kiedyś szkoła, że zbuduj sobie relacje z klientem, niech on cię polubi,

To znaczy, bądź dla niego partnerem w biznesie, stwórz mu przestrzeń do rozwoju własnego biznesu, a jak cię polubi i będzie się chciał z tobą zaprzyjaźnić, to jeszcze lepiej.

To będziesz miał fajnego kumpla, ale nie wiążmy tego, że on cię najpierw musi polubić.

On musi wiedzieć, że kontakt z tobą ma swoją wartość.

Jak mówimy tylko o relacjach biznesowych.

Z niepokojem widzę, że Dominik robi dziwne miny do Darka, czyli się fundamentalnie zgadza.

Ja bym dodał, że rzetelność obok bliskości to są składniki zaufania.

Jak nie ma bliskości, to zaufanie jest...

Jak jest tylko rzetelność, a nie ma bliskości, to mamy jakąś relację, ale jest też rzetelnie, podchodzimy do wykonania swojego... Będę konsekwentny w narzuceniu pewnej kolejności, to znaczy... Poważnie.

Jak przeanalizujecie swoje jakieś interesujące sytuacje biznesowe, to pomyślcie, jaka była rzeczywista kolejność.

Podzielasz jego pasje w futbolu, w jeździe na rowerze, czy w jakichś innych wycieczkach górskich?

Czy patrzy na ciebie... Oczywiście są ludzie tacy, którzy po prostu zaślepieni relacjami mogą tak pierwotnie myśleć.

Mi się to sumuje do jednej rzeczy, że w kontekście tego pytania, które zadał Ax, to Leszek przez swoich klientów, osoby, które go obserwują w tych sytuacjach zawodowych, jest widoczny jako skuteczny partner,

Z którym bardzo często też budujemy dobre relacje.

I że tak Cię odbierają Twoi klienci, Twoi partnerzy, współpracownicy itd.

To ja robię tylko drobną koresję.

Chciałbym, żeby tak było.

Jasne, chcielibyśmy, żeby tak było.

A z komentarza, co powiedziałeś a propos obserwowania, jak patrzę na Darka.

Ja patrzyłem z ciekawością, jak on odbiera to co mówisz, wiedząc, że Darek prowadzi firmę od 20 lat więcej, nie?

I w tym czasie sprzedaż się bardzo zmieniła, więc byłem ciekawy na ile zgadzasz się, na ile nie zgadzasz z tym co mówi Leszek, ale to bym wrócił do... Ja nie widziałem reakcji Darka, natomiast rzadko widziałem, żebyś patrzył prostopadle do adwersarza, więc dlatego to mnie zdziwiło,

Obróciłeś głowę w taki sposób pełen napięcia i uwagi.

Ciebie nie wiedziałem.

Jakbyś siedział na szlifko mnie, to bym wiedział, że ciebie zasłuchałem.

A ja zobaczyłem Dominika i raczej to była twarz, która mówiła, co on gada tego.

Czasami jesteś w kontrze, pokazujesz biznes swoim, a potem pokazujesz, że coś innego jest ważne, może relacje, zatrzymanie.

Na pracę, ale to nie jest... Jakby przeanalizować twoje posty na Linkedinie, to jesteś dosyć często, nawet w kontekście tekstowym, w kontrze... Nie tak prosto, że to inni mówią źle, tylko że tutaj na co dzień... Kwestionuję.

To jest jakby przemyślana... Nie chcę użyć słowa strategia, ale jakiś pomysł.

Nie, ja w ogóle myślę sobie, że to jest po prostu jakaś moja rola.

Jest element kreacji w rozumieniu, że staram się, żeby to było fajnie napisane.

Jeżeli mam taką możliwość, żeby do tego był jakiś ciekawy obrazek, żeby to jakoś było...

Przyciągające, ale w taki sposób, po którym ja bym się chciał podpisać.

Jeżeli to miało być coś stworzone nie przeze mnie, a miałbym się pod tym podpisać, to byłoby mi strasznie trudno z tym.

I jednocześnie mam taki kłopot z social mediami, ostatnio też z Linkedinem, że być może jest to jakaś część też mnie,

Ile to jest kreacja, ile w tym jest takiego pokazywania takiej części, właśnie sukces zrobiłem, jak fajnie i tak dalej.

Robię to, bo wiem, że trzeba coś zrobić.

Jakoś umówiliśmy się w firmie, że jesteśmy obecni.

To chyba i mimo wszystko jednak jest tak, że klienci, jeżeli do nas czy też do mnie przychodzą, to raczej to jest efektem jakiejś pracy wykonanej wcześniej, a nie tego, co zrobiłem na LinkedInie.

Aczkolwiek wydaje mi się, że akurat w przypadku być może jakiegoś budowania takiego wizerunku stricte, jeżeli chodzi o szkołę fasylitacji, to myślę, że to się przekłada.

Faktycznie robi się być może więcej komunikacji, jakiegoś takiego hałasu, nie?

Ale... Ja trafiłem ostatnio na bardzo fajny model, który trochę to tłumaczę.

Bo jak tak mierzę bardzo wprost, ja na przykład jestem u siebie, to z social mediów bardzo mało do mnie przychodzi.

To jest podcast albo polecenia osób, które ze mną pracowały, albo znają kogoś, kto ze mną pracował.

Natomiast social media są bardzo fajne do jednej rzeczy, według mnie.

Edukacji, przekonań, które musi mieć klient, w które musi wierzyć, żeby wiedzieć, że może ze mną pracować.

I klient, żeby przyjść na szkołę facylitacji, musi mieć przekonanie, ej, facylitacja działa.

I ty tym, co robisz na LinkedIn'ie, krok po kroku budujesz... Patylitacja działa.

Tak, to jest bardziej edukacyjne.

Takie pro publico bono.

Pro publico bono, ale budowanie przekonań, które sprawiają, że ktoś powie, aha, zgadzam się, mam przekonania z tym człowiekiem, więc idę do niego.

Ale ja bym, jeśli możecie mi pozwolić zadać pytanie, to zapytam Darka.

Czy według ciebie to, że masz grupę klientów, którzy chcą ze sobą współpracować, to jest kwestią tego, że jesteś ciekawym, inspirującym partnerem do relacji w ogóle niż relacji biznesowych?

Relacja to jest trochę taki produkt uboczny, bym powiedział.

Tak, ale z drugiej strony myślę sobie tak, że coś takiego się dzieje, że jednak

To nie jest tak, że wszyscy z tobą pracują albo wszyscy wybierają ciebie.

Więc wydaje mi się, że mimo wszystko ta relacyjność w tym sensie ma znaczenie, że jednak sposobem kontaktu z klientem, załatwienia tematów, mówienia o nich

No bo ja mam takie doświadczenie, że czasami spotykaliśmy się z jakimś klientem, który miał polecenie na spotkanie z nami jakąś pracę i jednocześnie nic z tego nie wyszło.

Więc niby było dużo, wiesz, takich... I myślę sobie, wydaje mi się, że w tym sensie relacyjność tak rozumiana ma znaczenie.

Nie, że nagle na przykład można się z kimś spotkać, rozmawiasz z jakimś potencjalnym klientem i nagle się okazuje, że jakiś wiesz, że innymi językami mówimy w znaczeniu takim pojęciowym, że inaczej chcemy rozwiązać problem na przykład.

Czyli taka wtórna relacyjność, to znaczy w momencie, kiedy ktoś cię zarekomenduje, poleci, a nie ma tej chemii, ja bym tak nazywał relacjami, tylko tej chemii nie ma, to się ciężko mimo tych... Dla uproszczenia nazwijmy to chemią.

Żebyśmy nie komplikowali sobie dialogu.

Tylko mnie chodziło bardziej już... Jeszcze jedno pytanie Marcinie.

Pytanie do was w ogóle, czy dążycie bardziej do sytuacji, w której klient będzie się czuł komfortowo, czy dążycie do sytuacji, kiedy te relacje biznesowe będą... Ja się zgodzę z tym, że klient nie zawsze musi się czuć komfortowo, bo czasami on się może czuć w pewnym momencie dyskomfortowo.

Ale intencja jest taka, że ja mówię, dlatego to trudne, żeby mu pomóc coś rozwiązać.

Może to nie jest fajne, ale to jest dobre, wartościowe.

Ja mam takie poczucie a propos tej chemii, że ja sobie zadaję pytanie, czy robota, którą wykonam coś temu klientowi da, jeżeli ja widzę, że

On chce szkolenie ze Scrama, bo ktoś go do tego zmusza i po prostu musi wykonać jakieś zlecenie.

Ale jeżeli to jest szkolenie i konsulting i ja wiem, że z tego konsultingu nic nie wyjdzie i to będzie przepalony czas, to ja mówię...

To jest ta chemia i bardzo mi się spodobało to, co powiedziałeś o tym edukowaniu klienta, co klient musi wiedzieć o tobie, w co musi wierzyć, żeby chcieć pracować.

Mega, to bardzo dzięki za ten komentarz.

Jak twój klient będzie wierzył w wartość edżaju, to cię zatrudnię jako konsultanta, bo będzie wiedział, że o tym.

I w tym sensie ten przekaz faktycznie musi być taki jasny i zdecydowany.

To nie może być ta przysłowiowa zupa pomidorowa, która smakuje wszystkim.

Ja trochę będę zarządzał jednak czasem i flow.

Jeszcze Marcin nie odpowiedział na swoje pytanie, potem... Jesteśmy w takiej... Jak Dominik powiedział, przepraszam cię, jak zrobimy z tego dwa odcinki...

Jest w błędzie.

Mnie to pytanie bardzo zaciekawiło, jak zobaczyłem tą listę, bo ja tego doświadczyłem w ostatnim czasie.

Chyba pierwszy raz w taki sposób bardziej ustrukturyzowany, bardziej przemyślany prezentowałem swój autorski model.

Podeszła do mnie dziewczyna i powiedziała, że miała dysonans poznawczy, bo z internetu mnie zna jako takiego śmieszka, który robi różne śmieszne rzeczy typu kurs certyfikowany z odklejania karteczek.

A potem musiałem chwilę dać sobie przestrzeni na to, żeby zrozumieć, że ja mogę być różnymi aksami, nie?

W sensie to nie jest tak, że ja muszę mieć jedną wizję i jeden wizerunek, którego się trzymam, tylko robiąc to, na czym mi zależy, a zależy mi na tym, żeby w tej swojej komunikacji być autentycznym, to ja mogę być zarówno gościem, który mówi mądre rzeczy, jak i gościem, który się wygłupia i śmieszkuje, nie?

Na ile to jest maska, której ludzie właśnie oczekują ode mnie, że będę tylko śmieszkował.

I dlatego byłem ciekaw, bo mi zależy na tym, żeby być osobą, która o tej zwinności, o agile'u mówi w sposób autentyczny.

Czyli w taki sposób,

Ja bardzo często idąc z jakimś szkoleniem frameworkowym mówię słuchajcie, przychodzę i mówię wam jak powinno być, jak jest w założeniach, bo w tym szaleństwie jest metoda i to jest jakiś spójny koncept, ale też wiem jak jest i wiem, że wasza rzeczywistość

Twórcy tej metody mówią w taki sposób i tak ma być, tylko mówię, no słuchajcie, zdarzymy to z wami.

I robię to autentycznie też właśnie często nie zasłaniając się jakimś korpo...

Chyba trochę za mało pokazuję tych ciemnych stron biznesu, że zazwyczaj mówię o rzeczach, które wychodzą, a myślę, że jeszcze nie mam odwagi, żeby pokazywać te trudniejsze momenty, a może to jest jakiś kolejny krok.

I tak z mojego doświadczenia, jak mu się podzielisz właśnie albo swoimi, albo takimi sytuacjami, gdzie nie wychodzi.

Ja mam takie doświadczenie, że jak przychodzę czy przychodzimy i właśnie to jest taka sytuacja bardziej, że jest jakaś trudna sytuacja, coś do rozwiązania i mówimy, że nie ma sprawy, tutaj rozwiniemy po prostu czerwony dywan.

Dla ludzi, którzy są doświadczeni i siedzą długo w robocie, to wiedzą, że życie takie nie jest.

Też mi się zdarzyło parę razy odpowiedzieć wprost, że jeżeli ktoś liczy na srebrne kule i rozwiązania, które rozwiążą tutaj każdy scenariusz, to nie tędy droga.

I z drugiej strony ciśnięcie na to, żeby... Tylko ja usłyszałem także, jak mówisz, że na początku nie chcę komplikować sprawy, tak zrozumiałem, że ty nie chcesz komplikować sprawy, czyli nie pogłębiasz problemu, czyli mówisz o tych jasnych aspektach, a później nie?

Nie, ja wychodzę i mówię, jak powinno być według książki.

Żeby mieć ten punkt jakby wyjściowy, ten krystalicznie czysty w warunkach laboratorium.

Ale mówisz kiedykolwiek o problemach?

Słuchajcie, wiem, że to brzmi tak.

W sensie przybliżyć do tego idealnego modelu opisanego w książce, więc wierzę, że to jest możliwe.

Powodują, że ten obraz nie wygląda tak, jak jest opisywany w książkach.

I to często pokazuje u was, i to zazwyczaj mówię tak, jak u was jest, bo prawdopodobnie może być tak, tak, tak albo i tak i zazwyczaj trafia.

To, co Darek powiedział, ma głęboki sens, dlatego że jest często tak, że ludzie zgłaszają się z konkretnymi problemami,

Ale równie cenne, albo jeszcze bardziej cenne dla ludzi jest to, jak uniknąć problemów.

To znaczy, z jakimi problemami mogliby się spotkać i jak można im zapobiec.

Albo jak sobie poradzić w sytuacji, kiedy zaistnieją.

To jest super, że jesteśmy w różnych branżach.

W sumie są trzy branże tutaj, plus minus.

Kamil, skłoniałbym się na twoim miejscu ku uproszczeniu i złagodzeniu.

Nigdy nie zapomnę o dniu, w którym uświadomiłem sobie, że tak wiele zależy od mojej aktywności, a nie od moich uprzedzeń.

Kiedy to było?

Dla mnie trochę zapóźno dlatego, że mimo wszystko nie wiem, czy to był efekt doświadczeń, przekonań, uprzedzeń, ale sądzę, że zbyt wiele okazji straciłem w swoim życiu takim biznesowym, zawodowym, że koncentrowałem się na tym, czego nie mam, niż na tym, co mógłbym wykorzystać.

I świadomość tego, że powinienem zacząć działać z tymi narzędziami, z tymi zasobami, które mam.

Pomogła mi przełamać szereg oporów i ta myśl mi towarzyszy do dzisiaj i staram się nią zarazić jak najwięcej osób.

Obawy pewnej takiej nieśmiałości, niepewności albo braku komfortu do właściwego działania.

Więc myślę, że to może mieć fundamentalne znaczenie dla ludzi takich proaktywnych, żeby po prostu wzięli i zaczęli coś robić z tym, co mają, niż czekać na bardziej sprzyjające okoliczności.

Często się zasłaniamy właśnie brakiem odpowiednich narzędzi, okolicznościami, brakiem odpowiedniej sytuacji, nie podejmujemy działania, ale sami jesteście pewnie wielokrotnie świadkami, obserwatorami takiej w waszym życiu, w życiu tych osób, które tam gdzieś znacie, że zawsze

Zrobienie czegoś w nie do końca perfekcyjny sposób jest zawsze lepsze od zaniechania tego działania.

Jest sporo takich dni, o których nie zapomnę, ale wydaje mi się, powiem o czymś takim, co z jednej strony jest banalne, ale z drugiej strony wydaje mi się, że ważne chyba w tym towarzystwie naszym

Z względu na to, że nie jest tak często obecne, to chyba nie zapomnę nigdy o dniu, w zasadzie są trzy dni, o dniu urodzenia się każdego z moich dzieci.

Mnie to pytanie odcina sobie nigdy, bo nie wiem, czy nie będę miał Alzheimera, czy czegoś takiego.

Ostatnio czytałem badanie, które mówi o tym, że to jest z maja tego roku i jest na całkiem spory próbce, bo ma chyba 13-14 tysięcy osób i jest robione od medianez od 10-15 lat czas trwania tego badania.

Które pokazało, że purpose in life, czyli sens życia, jasno zdefiniowany, o 26% zmniejsza szanse na rozwinięcie chorób autodegeneracyjnych mózgu.

Jest to mocne powiązanie, czyli jasny sens życia zabezpiecza w pewien sposób przed, w pewnym stopniu, przed właśnie takimi chorobami typu Alzheimer, Parkinson.

Jeżeli dobrze rozumiem badania, ale wydaje mi się.

Czyli nie potrzebujesz sensu, życia dla samego sensu, tylko chcesz uniknąć alcohemery.

Myję zęby na balancing board w łazience.

I mogę się podpisać po takim rzeczom, jak mówiliśmy i w pewien sposób to pytanie jest związane z tym wcześniejszym, nie?

Ja mam częściej bardziej... Tak, że ja widzę, że co jakiś czas nadpisuję swoje życie.

Ja bym nie chciał zapomnieć tej ostatniej lekcji i tego, że warto to robić, więc...

Jak spojrzę sobie na ostatnie dni, to praktycznie w każdym dniu czegoś dowiadam się nowego o sobie, o swoim związku, o bliskich mi osobach i nie chciałbym zapomnieć tego ostatniego dnia, kiedy się czegoś nauczyłem i mówić, że warto.

Podpisując i potem co powiedziały Leszek i Darek, bo to jest wydaje mi się taka baza, ale bardzo bym chciał pamiętać o kolejne lekcje i dni i okoliczności, w których one się zadziały, a mówiliśmy wcześniej, że emocje i skojarzenia pomagają zapamiętywać, więc tak bym odpowiedział.

Natomiast tak nigdy wykreśliłbym, tylko chciałbym zapamiętać.

We mnie bardzo mocno zagrało to, co Leszku powiedziałeś, że jakby ta świadomość własnych zasobów to też chyba coś, co mega późno odkryłem i bardzo się podpisuję też pod tym.

Brania spraw z czekania na pozwolenie na branie spraw w swoje ręce, zwłaszcza w takim środowisku czy w takich kulturach organizacyjnych, w których chciałem funkcjonować, które miały mi bbliskie.

To zorientowanie się, że sam mogę być agentem zmiany i mogę po prostu wziąć odpowiedzialność za pewną zmianę, niż czekać aż ktoś wyrazi zielone światło albo zgodę.

Nie zapomnijcie zasubskrybować oraz zafollowować mnie na Facebooku!

Są jeszcze inne dni, których nigdy nie zapomnimy i to są tak zwane Bubble Events.

Na przykład większość osób pamięta, co robiły 11 września 2001 roku albo 10 kwietnia 2010 roku.

Większość osób pamięta.

Bo potęga informacji nas została w jakiejś określonej sytuacji.

Zabawne jest to, że był u mnie wtedy właśnie wspomniany tutaj mój przyjaciel, raper.

10 kwietnia i obudziliśmy się strasznie skacowani.

Tylko myślę, że w tej sytuacji zadziałał bodziec w postaci tragizmu, te silnych emocji i tak dalej.

Co ciekawe, są badania, które pokazują, że nam się wydaje, tylko że pamiętamy.

badania, które naukowcy wykorzystują.

Na przykład po 11 września od razu szukali osób, które mogły nagrać jak najbliżej tej daty, co robiły.

I były przekonane, że to po roku jest bardziej prawdziwe niż to, co nagrali.

12 września którego roku to było?

Ja byłem wtedy pod jaskłem na imprezie ze studentami, z moimi zaznanymi akademikami.

Pamiętam, że gość dał mi zadanie, poszedł zrobić sobie herbatę i wracał.

To był taki wyluzowany matematyk.

A ja byłem znowu w salonie RTV AGD, myślałem o zakupie telewizora i miałem właśnie tą katastrofę.

Nie, nie pamiętam, chyba nie.

Szukałem, ale wiesz co, ale nie, bo to nie było tak jak teraz.

Pamiętacie, to był 2001 rok, to był jakiś taki sklepik, tam były jakieś telewizory na ścianach, ale to nie jest tak, jak teraz wejdziesz do Media Expert czy do jakiegoś innego tam, żeby nie... Media Market.

To już były wtedy, moim zdaniem... Pamiętacie, która to była godzina?

W Stanach to była ósma, coś tam.

Ja byłem po południu, ja byłem po pracy.

Był zaraz po komunizmie.

I poszedłem do siebie.

Dobrze, Kamilo.

Powiedz nam, nigdy nie zapomnę o dniu, w którym... Miałem bardzo duży problem z wyborem zarówno pytania, jak i później odpowiedzią na to, które już wybrałem.

Więc mam bardzo dużo takich dni, ale powiem o tym, które pierwsze mi przyszedł do głowy.

Pamiętam, że byłem wtedy w bibliotece AGH.

I jak tam się wychodziło, to trzeba było oddać jakąś tam plakietkę czy karteczkę i odebrać swoją legitymację studencką.

I pamiętam, że się nawiązała rozmowa z bibliotekarką i w trakcie tego wyszło, że powiedziałem właśnie, że zrezygnowałem ze studiów.

To był piąty rok studiów.

To był kwiecień albo marzec.

Po prostu stwierdziłem, że kończenie z tych studiów absolutnie do niczego w życiu mi się nie przyda i pisanie ambitnej pracy magisterskiej, którą sobie wtedy założyłem, będzie po prostu stratą czasu, bo i tak nie będę robił nic w tym kierunku, który studiowałem.

I pamiętam, że wszyscy dookoła mnie w moim otoczeniu się strasznie dziwili, czemu tak robię.

Niektórzy byli bardzo przeciwni temu, że w ogóle jak tak możesz robić, już jesteś na końcu i te wszystkie takie teksty na zasadzie, że no, sugerujące, że to nie jest dobra decyzja.

I pamiętam, że właśnie ta bibliotekarka to była

Pierwsza osoba, która powiedziała mi, że nie pamiętam dokładnego sformułowania, ale to jak ja to pamiętam, że ta decyzja, którą podjąłem była super odważna i że mi gratuluje.

Mogę zrobić małą erratę, bo tak sobie trochę się pospieszyłem, ale wydaje mi się, że dlatego, że może po prostu już jest późno i chcę kończyć szybko.

Ważne jest to, że pamiętam dlatego, bo byłem obecny przy rodzinach każdego mojego dziecka, a jeden poród odbierałem.

Byłeś osobą odpowiedzialną za przebieg porodu?

Pierwsze dłonie, które ono dotknęło, to były moje.

I chyba to się należy.

To bezsprzecznie.

Tak jak powiedział Darek, dzisiaj tak obficie nagraliśmy, ale też długo się nie widzieliśmy.

Odbiorcy jeszcze wiedzą, ale zrobię z tego trzy odcinki, żeby się tym dłużej cieszyć.

Jeżeli chcecie wziąć sobie te kartki i porozmawiać z Waszymi rodzinami, to zapraszam.

Chętnie, bardzo.

Myślę, że to może być ciekawe.

Może w jakiś sposób jeszcze kiedyś nawiążemy do tej formuły z innymi kartami.

No właśnie, ja bym myślał o tych kartkach, żeby zadziałały protekcyjnie.

To znaczy, żebyśmy mieli ściągę na następne spotkanie.

Dominiku, żebyśmy byli trochę mniej zaskoczeni.

Dobranoc.

Dobranoc, dzięki.

To już byłoby jutro.

Dziękuję bardzo.

Tak jak mówiłem we wstępie, zapraszam do zadawania sobie tych pytań.

Jeżeli macie ochotę nam podesłać Wasze odpowiedzi, będziemy bardzo wdzięczni.