Mentionsy

Mapa zbrodni. Przestępstwa analogowego świata
Mapa zbrodni. Przestępstwa analogowego świata
18.06.2025 07:00

Napad stulecia na Jasnej w 1964. Sprawców do dziś nie wykryto

O tym napadzie mówiła cała ówczesna Polska. Zabito konwojenta, a drugiego ciężko raniono. Łupam bandytów padła rekordowa suma, ponad 1 milion 300 tysięcy ówczesnych złotych. Sprawców nigdy nie wykryto, choć Warszawiacy mówili, że byli to albo ubecy, albo byli żołnierze AK. Kryminały z Zachodu: brytyjska Liga Dżentelmenów, francuska "Rififi", czy rodzimy film "Gangsterzy i Filantropi" były uważnie oglądane nie tylko przez ówczesnych kinomanów, ale także przez przyszłych bandytów.  Czy głośne napady w Polsce Ludowej lat 60 przypominały to, co wcześniej ich sprawcy oglądali na ekranach kin ? O najgłośniejszym z napadów w PRL i filmowych inspiracjach przestępców z PRL opowiedzą Marcel Woźniak i Grzegorz Kalinowski 

Sponsorzy odcinka (1)

sponsorów post-roll

"Sponsorów niosących pomoc za przysłowiowe dziękuję."

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 108 wyników dla "AK"

13 stycznia Karol Wojtyła został nominowany na arcybiskupa krakowskiego.

Marcel Woźniak.

Taką komedią kryminalną, którą nagręcił Jerzy Hoffman.

Ja trochę próbowałem sobie poczytać o tym aktorze bardzo charakterystycznym.

Taka naprawdę mocna, dobra, gangsterska twarz i kariera praktycznie zakończona na tej produkcji.

Opowiadał o nim związany z Warszawą pisarz Marek Nowakowski.

Był niebieskim ptakiem.

Zachodził do Spatifu i popijał wódkę z aktorami.

Jako gwiazda filmowa zgasł dość szybko i zajął się pokątnym handlem, filatelistyką.

Ale swoją drogą to Marek Nowakowski, takich zawodników w Warszawie, a przede wszystkim swoich rodzinnych w Łochach, które z takim zapałem opisywał, znał bardzo wielu.

Więc nie wiem, co takiego jeszcze masz w zanadrzu, mówiąc, mając na myśli Majchrowskiego.

Faktem jest, że świat sztuki przenika się często ze światem zbrodni.

Wspominany przez nas aktor Naturszczyk parał się też właśnie różnymi zawodami w Warszawie, a potem nagle trafił

Jeżeli myślisz o napadzie na Jasnej i że to jest wzorowane czy inspirowane gangsterami i filantropami, to jeszcze dołożę dwa takie incydenty.

Urzędnicy, taksówkarz, w ogóle nikt ich nie mógł podejrzewać o to, że mogli zrobić coś takiego, a wpadli dlatego, że żona jednego z nich użyła

Z kolei w Poznaniu był napad już taki głośny z bronią w ręku na Wildzie 11 listopada.

Opowiadał, że słyszał później, że na podstawie jego książki doszła później do jakiegoś napadu i zbrodniarze złapani przez oficerów milicji tłumaczyli, że faktycznie książka mogła być dla nich punktem wyjścia, dlatego że Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię to jest bardzo ciekawie, arcyciekawie napisana

Powieść w formie takiego milicyjnego wręcz raportu, złożonego z przeróżnego rodzaju scenogramów, raportów, wypisów, odpisów, raportów, przesłuchań.

Tak jest skonstruowana ta książka.

A film bardzo odważny, modernistyczny, nakręcony przez młodego wówczas Janusza Majewskiego, był filmem przełomowym.

No więc, jak Państwo widzą...

Ja zawsze myślałem, że to jakieś ziemie odzyskane i to tak bardziej na południu, a potem się okazało, że to Toruń i północ i nie zawsze ziemie.

Więc panowie Hoffman i Skórzewski nakręcili dwa bardzo głośne dokumenty, które są szeregowane jako takie klasyki czarnej serii polskiego dokumentu.

To wszystko jeszcze było takie socrealistyczne.

No ale to był i tak jakiś przełom, że w 1955 roku, czyli w tym samym roku, w którym Tyrmand wydał złego, można było mówić o chuliganach, o przestępczości, o jakimś świecie złym, który rozpleniał się w Warszawie i nie tylko.

Bo uwaga, chuligani nakręcili jeszcze Dzieci oskarżają.

Także to byli ludzie, którzy widzieli ten świat z bliska i biorąc pod uwagę w jaki sposób kręcono wtedy te filmy, to oni jeszcze ten świat współtworzyli przez te inscenizacje.

No to dajmy tylko, że wspomniani reżyserzy faktycznie mieli złego kręcić.

Aleksander Ford dał nam Krzyżaków, a zabrał nam złego.

W każdym razie, tak jak mówisz, no mieli gotową scenografię, gotową obsadę.

Majchrowski, chłopak z ulicy, z Warszawy, znający wszystko od A do Z, Z jak zły.

I Gangsterzy i Filantropii to taka produkcja, która się dzieli na dwie części.

Zupełnie jak w serialu Dom z papieru.

Tak, Casa de Papel niemalże w warszawskich dekoracjach.

Nie taka kolorowa, tam nie ma żadnych czerwonych kostiumów, tam nie ma kombinezonów, tam nie ma masek, takich anonimusów jak w Casa de Papel.

Ale jest jedna rzecz, którą być może twórcy Domu z Papieru zaczerpnęli z polskiego filmu, mianowicie makietę papierową, makietę z papieru.

W tym wypadku makietę ścisłego centrum Środmieścia i przede wszystkim centrum Warszawy.

A pomiędzy nimi napędzane magnetycznie resoraki, a więc karetka z konwojem, radiowóz milicji, stoper w ręku, no i auta przede wszystkim gangsterów, którzy w newralgicznym punkcie, kiedy konwój, który za moment zniknie w lusterku milicjantów podczas pokonywania zakrętu, owi gangsterzy zatarasują drogę konwojowi.

Niemal doskonała zbrodnia, ale ja ci się wtrącę i trochę zepsuję tę myśl o tym, że jest jakiś link, jakieś kropki, które się łączą bezpośrednio między filmem

Ależ tam była makieta.

Była makieta włącznie z żołnierzami, którzy wspinają się po murach.

Prawie, że makieta kolejki Pico.

Profesor okazuje się być jednak nie dość przebiegły.

A, no dobrze, to może tak było.

Akcja, ta prawdziwa akcja rozgrywa się 22 grudnia 1964 roku.

Późnym popołudniem, w najlepszym czasie, żeby robić takie zamachy, bo to jest okres przedświąteczny, zbliża się Wigilia.

Czasy się zmieniają, ale przyzwyczajenia ludzkie i obyczaje nie aż tak bardzo.

Trwa sezon zakupowy, ludzie biegają po sklepach.

Wtedy władza rzuca wszystkie towary, jakie ma w magazynach po to, żeby naród był zadowolony.

W związku z czym we wszystkich domach towarowych, najważniejszych takich reprezentacyjnych sklepach stolicy może nie uginają się półki, ale jest co wybierać.

Pod koniec dnia, kiedy się kończą te świąteczne zakupy, Zielona Warszawa o numerze rejestracyjnym WE2653 jedzie z utargiem z Centralnego Domu Towarowego.

Taki jaki Państwo sobie mogą wyobrazić.

Pierwszego Narodowego Banku Polskiego, tak zwanego domu pod orłami, zajeżdżają, gdy jest już ciemno.

I wtedy zaczyna się to, czego nikt nie jest w stanie przewidzieć, na co nikt nie jest przygotowany, bo to jest taka czynność rutynowa.

No i w tamtym czasie, tak jak powiedzieliśmy, bańka 300.

Ale w przeciwieństwie do filmu, do gangsterów i wilantropów, gdzie samochody poruszały się po tych samych uliczkach, ta makieta z filmu pokazywała te same uliczki w Warszawie, to w przypadku tego prawdziwego konwoju zmierzającego na ulicę Jasną nie ma milicyjnej obstawy.

Wysiada z niego konwojent, bierze ten worek z pieniędzmi, ciężki, 30-kilogramowy i w tym momencie wyrasta przed nim jakiś mężczyzna.

Ze znanych budowli jest oczywiście Prudential, jest Pałac Kultury, ale ta Warszawa jeszcze tam jest taka niska i dom pod Orłami to jest jeden z potężniejszych gmachów w tej części miasta.

Ona chowa się za autem, ta kasjerka, i widzi jak pierwszy z postrzelonych konwojentów próbuje się doczołgać do budynku, do domu pod Orłami.

Coraz więcej faktów wskazuje na to, że mordercy 28-letniego strażnika niedługo już będą cieszyć się wolnością.

Po latach będą krążyć o tym napadzie plotki, że w sprawę być może byli zamieszani AK-owcy, a może służby.

Czy owak?

Którzy prawdopodobnie mogli mieć około czterdziestki, po czterdziesty tacy ludzie, którzy w czasie wojny czy tuż po niej dla nich strzelanie, dla nich taka akcja to był chleb powszedni.

No ale gdyby nawet założyć, że w sprawie były zamieszane służby, że ktoś próbował tej sprawie ukręcić łeb, to jak w takim razie wyjaśnić powołanie dwóch grup operacyjnych?

10 tysięcy aut marki Warszawa, które jednym z takich aut mieli umknąć złodzieje.

10 tysięcy samochodów na tamte czasy to tak jakby dzisiaj, nie wiem, 200 tysięcy samochodów.

Nie było takich rejestrów, do których można było szybko zaglądać.

Jakiegoś tam profilu przestępcy, podejrzanego czy przesłuchiwanego w jakiejś sprawie.

Tak jak Marcel mówił, 400 tysięcy tych teczek, a do tego użyto środka niebywałego w tamtych czasach.

Tak jak, nie wiem, podczas drugiej wojny światowej, tak zwane... Pelengatory.

I te zdjęcia na miejscu wywoływać, no nie musimy dodawać, ale może z kronikarskiego obowiązku wyjaśnimy młodszym zesłuchaczy, że zrobienie takiego zdjęcia nie było sprawą tak łatwą jak dzisiaj.

Ale co najważniejsze, jak najszybciej we wszystkich krajach świata policja, milicja, każde służby docierają do przestępców.

Przecież taką broń można namierzyć, ale to też nie w taki sposób jak się Państwu wydaje.

Nie mamy czegoś takiego.

Po prostu bierze się każdy kolejny pistolet, taki z którego popełniono przestępstwo, a więc radziecki PW-33 produkowany w Radomiu na licencji i strzela się z niego na strzelnicy.

Po to, żeby mieć łuskę i po to, żeby mieć charakterystyczny pocisk.

Przy okazji okazało się, że nie można pociągnąć za każdy cyngiel, bo sprawdzając inwentarz sprzętu w jednostkach wojskowych czy milicyjnych okazało się, że sporo tej broni brakuje, a z kolei innych nie ma w rejestrach.

Jak podkreślał autor tego artykułu, do którego doszedł ten anonim,

Ten list był pisany takim milicyjnym, służbowym językiem.

Czy tak było?

A więc upada ta romantyczna wersja o AK-owcach, o czymś, o czym śpiewał tata Kazika, czyli o knajpie morderców, że zdemobilizowani żołnierze podziemia, tacy poszukujący sensu w życiu, starają się jakoś odnaleźć się i to w taki niedobry, zbrodniczy sposób.

No oczywiście nie ma co się dziwić, że żołnierze polskiego podziemia antykomunistycznego mogli być przez władze na przykład oskarżeni o udział w takim napadzie.

No i autorzy dochodzą do akt śledztwa znajdujących się w Instytucie Pamięci Narodowej i znajdują tam następujący dokument.

Na podstawie informacji uzyskanej w sprawie P-64 przesłuchano o charakterze świata EWG.

Tegoż Lutka Ewa G. widziała w miesiącach letnich 1955 roku, jak wychodził z gmachu Komendy Głównej MO przy ulicy Karowej.

Ale słuchajmy dalej, bo ta sprawa będzie miała bardzo zaskakujący koniec.

Więc o oczyszczeniu środowiska przez kolegów, przez przełożonych, którzy wydają taki wewnętrzny wyrok śmierci i pozbywają się chwastów.

Dokumenty są często raz, że odtajnione przez lata, dwa, no też jest jeszcze kwestia tego, jak się je czyta.

Okazało się jednak, że tam gdzie w grę wchodzą wielkie pieniądze, tam pojawia się wielu filantropów niosących oczywiście szczerą pomoc.

Dość powiedzieć, że te pieniądze wzięli komendanci, czy to komend wojewódzkich, czy członkowie ów owych grup operacyjnych, ale w taki sposób, że grupa operacyjna w najlepsze pracowała jeszcze do lat 80.

Te tysiące samochodów, tysiące teczek operacyjnych, a zbrodniarze po prostu prześlizgiwali się przez ich ręce i w aktach pojawiają się bardzo szybko.

Nie zdziwiłbym się, bo znane są takie przypadki, że aktorzy grający

Albo jak naprawić rower.

Tak, albo gdzie można posłuchać mszy, którą prowadzi.

Był taki przypadek w programie 997, gdy na Śląsku doszło do obywatelskiego zatrzymania w tramwaju, ponieważ rozpoznano mordercę czy bandytę, którego widziano wczoraj wieczorem w telewizji.

Był to aktor, który wcielił się w rolę.

Jakiegoś łobuza i spontanicznie postanowiono go zatrzymać.

Czy może profesorowi się jednak upiekło?

Faktem jest, że ten napad, podobnie jak inne zbrodnie, o których jeszcze Państwu opowiemy, wszystkie polowania na wampirów, seryjnych zabójców, wszystkie te sprawy rozpalały wyobraźnię naprawdę przez lata.

Cały czas ja będąc dzieckiem, będąc młodym człowiekiem cały czas słyszałem w rozmowach ludzi, którzy żyli w tamtych czasach, którzy świadomie odbierali sprawę napadu na Jasnej jako o wydarzeniu, które odbyło się

To było całkiem świeże, ludzie cały czas w tym żyli, ale to nie była taka fascynacja jak fascynacja z prawą paramonowa, o której pisano piosenki.

Tak właśnie wygląda kuchnia analogowego świata i świata zbrodni w tym analogowym świecie.

Bo tak jak w przywołanym tutaj fragmencie odtajnionych akt, jedna z kobiet stwierdziła, że mogła minąć tego człowieka na chodniku.

Gdyby wyłowić jakąś charakterystyczną postać, to nie wiem, to musiał być jakiś muzyk jazzowy, artysta, ktoś niezwykły, Tyrmand szukujący się do wyjazdu z Warszawy w tamtym czasie.

Ortalionowe, czapki, bereciki z antenką, wszyscy jakby w takich smutnych uniformach.

I nagle takie wydarzenie, jakby rodem z westernu, ale czy zaskakujące, skoro w Poznaniu 11 listopada była podobna sytuacja.

Żaden dziarski nastolatek, jakiś Kuba Wirus z powieści Zły nie podstawił nogi zbrodniarzom.

Mówili dla was po drugiej stronie mikrofonu Grzegorz Kalinowski, Marcel Woźniak, a głosu użyczali jak zwykle Andrzej Szozda i Maciek Walecki.