Mentionsy

Mam parę uwag
Mam parę uwag
02.10.2025 08:50

Odcinek 123: "Jedna bitwa po drugiej"

W sto dwudziestym trzecim odcinku podcastu "Mam parę uwag" rozmawiamy o filmie "Jedna bitwa po drugiej" (reż. Paul Thomas Anderson, 2025). Co sprawia, że Paul Thomas Anderson nakręcił prawdopodobnie najbardziej aktualny i polityczny film w swojej karierze? Jak wierną ekranizacją powieści "Vineland" Thomasa Pynchona jest "Jedna bitwa po drugiej"? W jaki sposób pracują tu klasyczne andersonowskie wątki: ojcostwo i Ameryka? Kto wygrywa aktorski pojedynek: Leonardo DiCaprio czy Sean Penn? A może Teyana Taylor i Chase Infiniti? Rozmawiają Julia Taczanowska i Jakub Popielecki.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 23 wyników dla "Andersona"

Ja nie wiem, czy to nie jest chyba mój... Czy to chyba nie jest najbardziej przystępny film Paula Thomasa Andersona?

I czy to nie jest chyba mój ulubiony film Paula Thomasa Andersona?

Ale ja chyba mówię to za każdym razem, jak oglądam nowy film Paula Thomas Andersona, że to jest już na pewno mój ulubiony.

Mistrz to jest na pewno, jeśli mielibyśmy układać jakieś rankingi twórczości Paula Thomasa Andersona według różnych tam kryteriów, to na pewno Mistrz jest najpiękniejszy.

A najgorszy film Paula Thomasa Andersona?

Bo jak mnie spytasz o najgorszy film Paula Thomasa Andersona, to ja powiem.

To był gateway drug dla Paula Thomasa Andersona.

Ale tak jak też żeśmy ustalili w naszych poprzednich podcastach, bo mamy odcinek podcastu o Licorice Pizza i tam chyba robiliśmy takie mini podsumowanie Paula Thomasa Andersona, ale już nie pamiętam, bo to było super dawno.

Uwaga, proszę państwa, ogłaszam, to jest film Paula Thomas Andersona, bez dwóch zdań.

Niekoniecznie jego działania, czy jego motywacje, czy cokolwiek z nim związanego jest aprobowane tutaj przez Paula Thomasa Andersona, ale jest to pokazane jako człowiek.

To ja może bym zaczął od faktologii, mianowicie takiej, że to jest druga w karierze Paula Thomasa Andersona ekranizacja powieści Thomasa Pinktona.

Bo to jest coś, co od pewnego czasu funkcjonowało nawet jako taki rodzaj zarzutu pod adresem Paula Thomasa Andersona.

To jest ciekawe, że to jest najpoważniejszy i to jest najbardziej poważny, niepoważny film w karierze Andersona.

Ale z tego grona, jakby nie spoilerując Eddington i nie spoilerując zwłaszcza Bugoni, to Andersona różni to, że on jednak kończy na takiej nucie semi-pozytywnej albo przynajmniej pozytywnie ambiwalentnej.

Natomiast wydaje mi się, że Andersona nie interesuje takie łatwe dzielenie.

No tak, z jednej strony, ale z drugiej strony jeszcze tu jest bardzo ciekawy temat poruszony, który... Bo oczywiście, że to jest film o Ameryce, tak jak każdy film Paula Thomasa Andersona.

Ale Phoenix już grał taką rolę u Andersona chociażby.

I u Andersona i w Eddingtonie.

Też w kontekście filmografii Andersona, który tak jak już mówiliśmy, w kółko o ojcach, no to to jest chyba najlepszy z tych andersonowskich ojców.

Gdybym miał rozwinąć opinię, czemu uważam, że Boogie Nights jest jego najgorszym filmem, bo Boogie Nights jest trochę gówniarskim filmem Paula Thomas Andersona, w takim sensie, że on tam się musi popisać, nie?

Zresztą w ogóle wszystkie filmy Paula z Thomasa Andersona mają coś takiego w sobie.

Co prawda Johnny Greenwood, jak zwykle przy partyturze u Andersona, on tutaj dużo jest bardziej rytmiczny niż Hans Zimmer w Dunkierce.

Ja w toalecie po tym filmie podsłuchałem rozmowę, dwóch panów rozmawiało, jeden powiedział, że no całkiem mi się podobał ten film, w przeciwieństwie do poprzednich filmów Paula Thomasa Andersona, no ale tam na końcu to za dużo było zbiegów, okoliczności.