Mentionsy

Laboratorium zbrodni. Podcast Crazy Nauka
Laboratorium zbrodni. Podcast Crazy Nauka
05.12.2025 06:30

Zgubna pewność siebie - wielka pomyłka FBI

Błędnie zidentyfikowany odcisk palca, pośpiech służb i spirala złych decyzji. W tym odcinku opowiadamy historię Brandona Mayfielda – prawnika z Oregonu, którego FBI uznało za powiązanego z zamachami w Madrycie. To opowieść o jednym śladzie, który uruchomił lawinę i obnażył słabości „złotego standardu” kryminalistyki.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 32 wyników dla "Mayfielda"

I tu trzeba podkreślić, że współpraca Mayfielda z Batlem ograniczyła się do tej jednej sprawy rodzinnej, a więcej nie mieli już ze sobą kontaktu.

Otóż po tragicznych zamachach w Madrycie znaleziono odcisk palca, który amerykański system zidentyfikował jako zbliżony do odcisku Brandona Mayfielda.

Porównując ślad LFP-17 z kartą daktyloskopijną Mayfielda, wpadł w pułapkę rozumowania kołowego.

Zamiast sprawdzać, czy cechy widoczne na śladzie dowodowym pojawiają się na odcisku Mayfielda,

zaczął odnajdywać cechy z karty Mayfielda w rozmazanym śladzie ujawnionym na torbie.

W efekcie Green zidentyfikował aż 15 punktów zbieżnych między LFP 17 a odciskiem Mayfielda.

No i oczywiście zgodnie z tą procedurą wynik Greena miał jeszcze zostać zweryfikowany przez dodatkową osobę, więc ślad Mayfielda trafił do dwóch kolejnych doświadczonych ekspertów, w tym szefa całej jednostki, Michaela Winnersa.

I na tej podstawie FBI ogłosiło, że LFP 17 wykazuje stuprocentowe dopasowanie do odcisku palca Brandona Mayfielda.

sneak and peek, czyli skryte wejścia do domu i kancelarii Mayfielda pod jego nieobecność.

Przeszukiwali także śmieci z okolic kancelarii szukając czegokolwiek co mogłoby wzmocnić te powiązania Mayfielda ze sprawą.

13 kwietnia 2004 roku przekazali FBI pismo, w którym wprost stwierdzili, że odcisk z torby nie należy do Brandona Mayfielda.

W biurze pojawił się strach, że nazwisko Mayfielda wycieknie do mediów, a on sam, ostrzeżony w ten sposób, zniszczy dowody albo ucieknie.

Prokuratura i FBI wystąpiły do Sądu Federalnego w Oregonie o nakaz zatrzymania Mayfielda jako material witness, czyli świadka, który ma informacje kluczowe dla rozstrzygnięcia sprawy, tak że bez jego zeznań uczciwe jej rozpoznanie byłoby utrudnione lub niemożliwe.

Takie przedstawienie roli Mayfielda dawało sądowi możliwość osadzenia go w areszcie, mimo że formalnie nie był oskarżony ani nawet podejrzany.

Sytuacja ta była dla Mayfielda, w końcu prawnika i byłego oficera, kompletnie niezrozumiała.

Właśnie tego dnia, 19 maja 2004 roku, gdy w Sądzie Federalnym w Oregonie biegły powołany przez ten sąd, potwierdzał tą niby pewną identyfikację Brandona Mayfielda, do FBI dotarł list z Madrytu, a w tym liście informacja, że odciski, ślady LFP 17 i LFP 20 należą do Dowdy Unana, a nie do amerykańskiego prawnika z Oregonu.

Górna część LFP 17, którą wcześniej tłumaczono jako zniekształcenie, idealnie pasowała do palca Dowda, a nie Mayfielda.

20 maja sąd w Portland na wniosek prokuratury zgodził się przenieść Mayfielda najpierw do aresztu domowego, a kilka dni później całkowicie umorzył postępowanie.

24 maja Laboratorium FBI formalnie wycofało identyfikację LFP-17 jako odcisku Mayfielda, a w wewnętrznej dokumentacji określono ten ślad jako nie nadający się do identyfikacji.

LFP 17 i LFP 20 nie są odciskami Mayfielda, tylko Dowda Unana.

Raport FBI wskazał go jako właściciela śladów, a sprawę błędnej identyfikacji Mayfielda zamknięto dosłownie jednym zdaniem jako wynik niezwykłego podobieństwa odcisków i problemów z jakością obrazu.

Dla Brandona Mayfielda to wcale nie był koniec sprawy.

W wewnętrznym raporcie ogłoszono, że co prawda popełniono poważne błędy, ale nie nadużyto przepisów Patriot Act, a zatrzymanie Mayfielda jako świadka było zgodne z prawem.

Po dwóch latach sporów, 29 listopada 2006 roku, rząd federalny zdecydował się na ugodę, na wypłatę dwóch milionów dolarów odszkodowania i oficjalne przeprosiny skierowane do Brandona Mayfielda.

Skoro system podsunął konkretne nazwisko, eksperci zaczęli dopasowywać do niego ślad z torby, interpretując przebieg linii i położenie minucji tak, aby zgadzały się z kartą Mayfielda.

Weryfikatorzy znali nazwisko Mayfielda i wiedzieli, że ich koledzy już kogoś znaleźli, więc zamiast niezależnie oceniać ślad, no to raczej szukali argumentów, które by potwierdzały tę identyfikację.

Tymczasem w sprawie Brandona Mayfielda zrobiono odwrotnie.

Gdy 13 kwietnia 2004 roku z Madrytu przyszła oficjalna informacja, że hiszpańscy eksperci uznali porównanie z odciskiem Mayfielda za negatywne, potraktowano to raczej jako afront niż powód do zatrzymania się, no i sprawdzenia jeszcze raz własnej pracy.

W sprawie Mayfielda drugi ekspert tak naprawdę nie był niezależny, dlatego po tej historii zaczęto ściśle wdrażać zasadę tzw.

Po sprawie Mayfielda zalecono by najpierw dokładnie udokumentować wszystko co widać na śladzie dowodowym.

Chodziło po prostu o to, żeby ograniczyć to rozmowanie wsteczne, czyli nie dopisywać cech do śladu po obejrzeniu karty Mayfielda czy kogokolwiek innego.

Sprawa Mayfielda mocno zachwiała mitem złotego standardu.