Mentionsy

Laboratorium zbrodni. Podcast Crazy Nauka
Laboratorium zbrodni. Podcast Crazy Nauka
20.03.2026 17:00

Zabójczy pył: poszukiwanie źródła zakażenia

Zwykła koperta, kilka gramów białego proszku i kraj sparaliżowany strachem. W tym odcinku “Laboratorium zbrodni” opowiadamy o atakach wąglikowych w USA z 2001 roku i bezprecedensowym medycznym śledztwie w sprawie wycieku śmiertelnie groźnej bakterii z wojskowych laboratoriów.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 26 wyników dla "Stevens"

Na trzecim piętrze biurowca należącego do wydawnictwa American Media Incorporation pracuje przy swoim biurku 63-letni Robert Stevens.

Stevens jest z pochodzenia Brytyjczykiem, od ponad 20 lat mieszka w Stanach Zjednoczonych.

Kiedy Robert Stevens przegląda zdjęcia w tym samym budynku, dwa piętra niżej, przez ręce innego pracownika Ernesto Blanco przechodzi właśnie codzienny pakiet poczty.

Dzięki nakłuciu lędźwiowemu zespół medyczny pozyskuje od Stevensa próbkę płynu mózgowo-rdzeniowego do analizy, która ma potwierdzić albo wykluczyć zapalenie mózgu czy opon mózgowych.

Specjalistka przerwała więc spotkanie i o 19.15 dotarła na oddział z nieprzytomnym Stevensem.

W pierwszej kolejności dr Malecki bierze pod lupę niedawną podróż Stevensów do Karoliny Północnej.

Maureen, żona Roberta Stevensa, ze szczegółami odtwarza trasę, którą przebyli.

Stevens dostał dreszcze wysokiej gorączki i poczuł się bardzo osłabiony.

Chociaż po drodze mijali znaki informujące o pobliskich szpitalach, Stevens kategorycznie odmówił zgłoszenia się po pomoc.

W tamtym momencie dr Malecki i jej zespół poważnie rozważają scenariusz, w którym Stevens mógł zarazić się w sposób naturalny.

Ten sanepid florycki chce też sprawdzić mieszkanie córki Stevensa i jej chłopaka pod kątem obecności patogenów, które mogły spowodować chorobę Stevensa.

Czy Robert Stevens to ofiara nieszczęśliwego wypadku na górskim szlaku, czy też celowego ataku?

Co więcej, okazuje się, że w regionie, który odwiedzili Stevensowie, nie odnotowano żadnych padnień zwierząt ani innych zachorowań.

W mieszkaniach córki Stevensa i jej chłopaka śledczy również nie znajdują nic podejrzanego.

Przeprowadzono tam trzystopniową weryfikację, która dała śledczym absolutną pewność, że w organizmie Stevensa namnożyły się właśnie laseczki wąglika.

Zła jest taka, że Stevens musiał jednak gdzieś wciągnąć tego wąglika wraz z oddechem.

Do jego laboratorium trafia próbka pobrana od Stevensa.

W tym momencie charakter śledztwa w sprawie choroby Roberta Stevensa zmienia się całkowicie.

Robert Stevens umiera w piątek, 5 października, nie odzyskawszy przytomności.

Po prostu 20-30 facetów w cywilnych ubraniach i bez masek pobierało próbki z biurka Stevensa i z innych pomieszczeń, podczas gdy w biurowcu wciąż przebywali pracownicy wydawnictwa.

Wcześniej nie powiązano go z przypadkiem Stevensa, bo trafił do innego szpitala zlokalizowanego w Miami.

W końcu, 7 października, czyli dwa dni po śmierci Roberta Stevensa, analiza próbki pobranej od Blanco wykazała u niego obecność wąglika i ostateczną diagnozę w ziewnej postaci tej choroby, takiej samej jak u Stevensa, lekarze uzyskali dopiero 15 października.

I właśnie tą drogą musiał się zarazić Robert Stevens, który rzadko bywał w sortowni na parterze.

12 października eksperci z CDC ogłosili, że we wszystkich listach znajduje się szczep Ames, czyli genetyczny bliźniak bakterii, która zabiła Stevensa, a więc sprawcą była najprawdopodobniej osoba mająca dostęp do tajnych laboratoriów wojskowych.

Oprócz Stevensa w wyniku skażenia maszyn i ich otoczenia zmarło jeszcze dwóch pracowników poczty w Waszyngtonie, pracownica szpitala w Nowym Jorku oraz 94-letnia kobieta z Connecticut.

Choć w przypadku Roberta Stevensa terapię wdrożono zbyt późno, no to właśnie dzięki tej intensywnej kuracji Cypro uratowano życie Ernesto Blanco, wyszedł on ze szpitala po trzech tygodniach.