Mentionsy
TRAGICZNY WYPADEK CZY ZAPLANOWANA ZBRODNIA? | MACKENZIE SHIRILLA #185
Partnerem odcinka jest Wydawnictwo Filia, za sprawą którego ukazała się książka Maxa Czornyja „Nie uwierzysz, kto zabił”. Sprawdźcie tutaj ➡️ https://bit.ly/4u4dYCL
Mackenzie Shirilla miała 17 lat, kiedy po imprezie wsiadła do samochodu z chłopakiem i jego przyjacielem. Kilka minut później doszło do tragedii, która początkowo wyglądała jak dramatyczny wypadek.
Z czasem śledczy zaczęli jednak odkrywać szczegóły, które zmieniły sposób patrzenia na całą sprawę. Co naprawdę wydarzyło się tamtego poranka w Strongsville?
-----
📖“Niebezpieczna sieć” już w sprzedaży! Książkę zamówisz tutaj ➡️ https://bit.ly/46ia12I [autopromocja]
ZAPROPONUJ SPRAWĘ ➡️ https://forms.gle/tTUPgnEBZGur47ds9
----------------------------------------------------------------
☕Postaw mi kawkę: https://buycoffee.to/kryminalnehistorie
📩Newsletter: https://kryminalnehistorie.com/newsletter-zapis
✉️Współpraca: [email protected]
----------------------------------------------------------------
Dziękuję wszystkim, którzy wspierają mnie na Youtube :) A także za każdą inną formę Waszego wsparcia. Przypominam, że podcast tworzony jest na podstawie ogólnodostępnych źródeł, które znajdziecie poniżej :)
☛ Sklep: https://kryminalnehistorie.com/sklep/
☛ Facebook: https://www.facebook.com/kryminalne0historie
☛ Grupa na Facebooku: https://www.facebook.com/groups/kryminalnehistorie
☛ Instagram: https://www.instagram.com/kryminalne
☛ Youtube: https://www.youtube.com/kryminalnehistorie
☛ Spotify: https://open.spotify.com/show/4MP3dZZu5efb5qvPSXu89k?si=e9c65befc023463d
☛ Mail: [email protected]
✔Animacja w intro została stworzona przez Sławka:www.vimeo.com/smdesigns
✔Montaż: Paulina Kulpińska
✔Muzyka:
Kai Engel - Great Expectations
Slow Hammers
Źródła: https://docs.google.com/document/d/1MdJxEuKWomJvKbkjGpYI-mi2J6SxljucAhnyn_75pAI/edit?usp=sharing
Szukaj w treści odcinka
Mackenzie Shilla chciała być znana, ale pewnego lipcowego poranka jej nazwisko trafiło do mediów z powodu tragedii, po której wszyscy zaczęli zadawać sobie jedno pytanie.
Dzień dobry, dobry wieczór, w zależności od tego, kiedy się słyszymy.
Partnerem dzisiejszego odcinka jest wydawnictwo Filia, za sprawą którego ukazała się najnowsza książka Maxa Czorneja, Nie uwierzysz, kto zabił.
Powiększa się dzieci natrafiają na przerażający widok, coś, czego żadne z nich nie powinno nigdy zobaczyć.
Nie zastanawiają się zbyt długo i jak najszybciej stamtąd uciekają.
Wkrótce dociera kolejne zgłoszenie.
Czy w Kotlinie Kłodzkiej grasuje seryjny morderca?
Bardzo łatwo ulec złudnemu wrażeniu, uwierzyć w najprostsze wyjaśnienie i nie dostrzec prawdy, która cały czas jest gdzieś obok.
Przekonajcie się sami sięgając po najnowszą książkę Maxa Czorneja, która jest już dostępna w księgarniach.
Dodam jeszcze, że książkę czyta się bardzo dobrze, wciąga od pierwszych stron, a zakończenie totalnie mnie zaskoczyło.
Miałam oczywiście swoje podejrzenia, ale takiego obrotu spraw naprawdę się nie spodziewałam.
Mackenzie Shurilla urodziła się 2 sierpnia 2004 roku i dorastała w Strongsville w stanie Ohio.
To jedno z tych spokojnych amerykańskich przedmieść, głównie domy jednorodzinne i czas, w którym życie nastolatków coraz mocniej przenosiło się do internetu.
Nagrywała filmiki, publikowała je na TikToku, pokazywała tam swoich znajomych, jakieś wyjścia, ale także jej codzienność.
Tylko, że nie traktowała tego jako miejsca, gdzie pokazuje znajomym, co u niej, raczej starała się budować już swoją społeczność, więc media społecznościowe były częścią jej wizerunku.
Zależało jej na tym, aby jej społeczność rosła, a ona była dostrzegana i doceniana.
Właściwie od wielu lat kluczowe dla niej było to, jak wygląda w oczach innych.
To wtedy coraz mocniej eksperymentowała ze stylem i stawiała na wygląd, który miał przyciągać uwagę.
Dlatego na przykład potrafiła się w szkole pojawić z torebką luksusowej marki.
I z czasem to jej podejście sprawiło, że wokół niej zaczęła się tworzyć taka grupa dziewczyn, które również chciały być jak ona i miały podobne cele.
Mackenzie zaczęła być uważana za taką popularną dziewczynę, a to przyciągało do niej różne osoby.
I to, że wokół siebie miała właśnie taką swoją grupkę jeszcze tylko ten obraz jej popularności wzmacniało.
Były nawet osoby, które nazywały ją taką królową pszczół, sugerując, że właśnie wszystko kręci się wokół niej.
W skrócie to komedia dla młodzieży o dziewczynie, która przeprowadza się do USA, trafia do amerykańskiego liceum i próbując odnaleźć się w nowej szkole, wchodzi w konflikt z taką elitarną grupą dziewczyn, rządzoną właśnie przez jedną z nich i prowadzi to do takiej, można powiedzieć, wojny, walki i pokazuje pewne schematy.
Według niektórych znajomych Mackenzie miała być fanką Regina George z tego filmu i nawet próbowała ją naśladować czasami.
Ale to też pokazuje, że dla Mackenzie bardzo ważne było to, aby być gdzieś w tym centrum, żeby inni ją podziwiali i liczyli się z jej zdaniem.
Publikowała tam, jak wspominałam, nagrania ze swojego życia.
Więc dla nastolatki, która chciała być taką pełnoetatową influencerką, to mogło właśnie wyglądać jak pierwszy krok do wymarzonego życia.
Jednak nie wszyscy postrzegali Mackenzie w taki pozytywny sposób.
Niektórzy twierdzili, że była egoistyczna, mściwa, a czasem nawet okrutna.
Było też takie przekonanie, że przywykła do tego, że dostaje zawsze to, czego chce, a jeśli coś się nie układało po jej myśli, to już potrafiła dosyć ostro zareagować.
Zapewne nie o wszystkim albo nie zdawali sobie sprawy ze skali tego, jak to wygląda.
Ale prawda była taka, że mniej więcej w tym okresie Mackenzie zaczęła sięgać po narkotyki i angażować się w takie zachowania, które zostały określone jako coraz bardziej ryzykowne.
Pojawiały się też niepokojące sytuacje, jak np. wandalizm w kościele, do którego miało dojść, kiedy McKenzie była pod wpływem niedozwolonych substancji.
Nikt jednak na tym etapie nie widział niczego niepokojącego, co wymagałoby jakiejś interwencji.
Kiedy Mackenzie zaczynała liceum, w jej środowisku pojawił się też pewien chłopak, który zwrócił jej uwagę.
Liste opisywali go jako chłopaka z ogromnym poczuciem humoru.
Jego rodzeństwo twierdziło, że to on zawsze wszystkich rozśmieszał, miał też w sobie sporo energii, łatwo nawiązywał kontakty i był osobą, przy której robiło się jakoś tak lżej.
Mieszkał w domu obok swoich rodziców, miał własne studio nagraniowe, a swoją uwagę dzielił między muzykę, inwestowanie i bitcoiny.
Pisał też piosenki, a do tego stawiał pierwsze kroki w biznesie, zainteresował się tworzeniem marki odzieżowej.
Nie był jednak jeszcze pewien, jaką drogę obrać, miał kilka pomysłów, testował tak naprawdę, co jest mu bliskie.
Był też w jej głowie kimś, kto pasował do jej idealnego świata, który chciałaby sobie stworzyć i który chciałaby pokazywać w internecie.
Przedstawiała go jako starszego, ambitnego, z własnym domem, studiem nagraniowym i planami na przyszłość.
Mackenzie spędzała u niego bardzo dużo czasu i z boku mogło to wyglądać tak, jakby w zasadzie już z nim mieszkała.
W piekodomu pojawiali się często znajomi, odbywały jakieś spotkania, nagrania, wspólne zdjęcia.
Choć nie od razu, bo na początku związku Mackenzie i Dominic nie afiszowali się mocno ze swoją relacją, natomiast to też nie było tak, że ukrywali ten związek, po prostu stopniowo zaczęli pokazywać go w internecie.
Jak to bywa w internecie, z zewnątrz wszystko wyglądało idealnie.
Więc naprawdę wyglądało to w pewnym momencie tak, że budują sobie wspólnie już przyszłość.
Rozmawiali o tym, gdzie będą mieszkać, co będą robić i jak będzie wyglądała ich wspólna przyszłość.
Kiedy Mackenzie zaczynała ostatni rok liceum, mogło się więc wydawać, że osiągnęła to, co chciała.
Do tego wokół niej było mnóstwo osób, miała też grupę lojalnych koleżanek.
Co więc mogło pójść nie tak?
Zacznijmy jednak od tego, że tak jak wspominałam, to co widzimy w internecie nie zawsze jest tym, co tak naprawdę dzieje się u kogoś w życiu.
Czasem chłopak zaczął dostrzegać w McKenzie stronę, która coraz bardziej go męczyła i niepokoiła.
Chodziło o to, że jego dziewczyna była coraz bardziej kontrolująca.
Wszystko też musiało iść po jej myśli i co prawda przeważnie Dominik się dostosowywał, zgadzał, był dostępny, robił to, czego chciała, ale kiedy to początkowe zakochanie zaczęło tak przygasać, to jemu jednak zaczęło to też trochę doskwierać.
Już nie chciał tak na wszystko się zgadzać.
To też prowadziło do coraz większego napięcia.
Oczywiście nie było tego widać w internecie, to wszystko działo się między nimi.
Powiedział McKenzie, że nie chce już dalej tego ciągnąć i choć nie była to dla niego łatwa decyzja, bo bardzo mu na niej zależało, czuł też, że są mocno związani, to po prostu widział też, że nie daje rady, że przytłacza go ta cała znajomość i po prostu się męczy.
Mackenzie nie przyjęła tego spokojnie.
Pojawiała się pod jego domem i domagała się, żeby ją wpuścił.
Według relacji bliskich miała grozić, że jeśli Dominik nie otworzy drzwi, zniszczy jego rzeczy albo zrobi mu krzywdę.
W pewnym momencie chłopak zaczął ją nagrywać, bo sytuacje stawały się coraz bardziej niepokojące.
Na jednym z nagrań Mackenzie stała przed jego domem i groziła, że uszkodzi samochód, jeśli jej nie wpuści.
Dominik próbował ją uspokajać, mówił spokojnie, próbował nie zaogniać sytuacji, ale im dłużej jej odmawiał, tym bardziej narastała jej frustracja.
Mackenzie przechodziła od próśb do gruźb.
Raz chciała, żeby do niej wrócił, chwilę później mówiła tak, jakby próbowała go zastraszyć.
Domagała się, żeby natychmiast jej otworzył.
Powtarzała, że nie żartuje i jeśli tego nie zrobi, to będzie miał poważny problem.
Zaczynało pojawiać się też coraz więcej obaw co do tego, do czego ta dziewczyna jest zdolna.
I z boku również dla ich znajomych nie wyglądało to jak coś odbiegającego od ich normy, ponieważ wiele razy tak było, że się kłócili, schodzili i wydawało się, że tak to już będzie u nich wyglądać.
Na pewno dostrzegalne było to, że chwilę po tym jak się schodzili, to Mackenzie była dużo spokojniejsza, milsza, bardziej czuła.
Tak jak wspominałam, Dominik mieszkał sam i był to dom, który należał do jego rodziny.
Mackenzie bardzo dobrze czuła się w tym miejscu, lubiła też przebywać z jego bliskimi i niemal stała się częścią ich codzienności.
Tylko, że według kobiety mniej więcej pół roku przed tragicznymi wydarzeniami relacja Mackenzie i Dominika wyraźnie zaczęła się psuć.
Był wtedy z McKenzie w samochodzie i z jego słów wynikało, że czuje się zagrożony.
I kiedy mężczyzna przyjechał na miejsce, Dominik wysiadł z auta, a wtedy Christopher zobaczył, jak McKenzie wymachuje rękami w jego stronę, tak jakby próbowała go uderzyć albo zatrzymać.
W odległości nie był pewien, jak to zinterpretować.
I to był jeden z tych momentów, które po czasie nabrały zupełnie innego znaczenia.
Później odnaleziono też nagranie z tego samego okresu, czyli lipca 2022 roku, na którym było słychać, jak Mackenzie domaga się wpuszczenia do domu Dominika i grozi, że jeśli ten jej nie otworzy drzwi, to ona po prostu wejdzie tam siłą.
Zdecydowanie widziała, że jest kontrolująca i agresywna.
W otoczeniu pary był też Davion Flanagan, wspólny znajomy Dominika i Mackenzie.
Miał 19 lat, był sportowcem, grał w drużynie, a jego życie od początku nie było najłatwiejsze.
Jako dziecko trafił do opieki zastępczej, a w wieku 8 lat został adoptowany przez Jamie Flanagan.
Mijały kolejne dni i z zewnątrz mogło to wyglądać tak, że między Mackenzie i Dominikiem robi się spokojniej.
Przynajmniej tak to mogli widzieć ich znajomi.
Tego wieczoru w Strongsville odbywało się kilka spotkań po zakończeniu szkoły, więc plan był prosty.
Zobaczyć się ze znajomymi, pogadać, pobyć razem, trochę odreagować ostatnie stresy.
Po ostatnich napięciach taki wieczór był trochę dla niego jak taka próba powrotu do normalności.
Pojawiła się z Dominikiem i dla osób, które patrzyły na nich z boku, wyglądali jak para, której się układa.
Najpierw trafili na imprezę organizowaną w domu jednej z koleżanek McKenzie.
Nie zostali tam jednak długo, po mniej więcej godzinie przenieśli się do domu znajomego Paula.
Znajomi opisywali go jako chłopaka ciepłego, życzliwego, pozytywnego.
Takiego, który potrafił wejść do pomieszczenia i poprawić ludziom nastrój samą obecnością.
Davion też wtedy wstał i poprosił, czy mogliby go podwieźć po drodze.
Tylko, że do domu nigdy nie dotarli.
O tej porze było cicho, ulice były prawie puste, a przemysłowa część Strongsville miała się budzić do życia dopiero za kilka godzin.
O 5.34 jedna z kamer zarejestrowała Toyota McKenzie przy skrzyżowaniu Pearl Road i Progress Drive.
Nie zaobserwowano wtedy żadnego gwałtownego ruchu, czy np. obrazu kierowcy, który traci panowanie nad pojazdem.
Progress Drive była krótką drogą, miała około 1,2 kilometra.
O tej porze nie było tam praktycznie nikogo.
Kilkadziesiąt sekund po pierwszym nagraniu inna kamera uchwyciła już zupełnie inny obraz.
Toyota pędziła przez końcówkę Progress Drive z ogromną prędkością.
Samochód przejechał przez trawiasty teren, uderzył w znak, a potem wbił się w narożnik ceglanego budynku firmy Plitko.
Siła uderzenia była ogromna.
Największe zniszczenia były po stronie pasażera, tam gdzie siedział Dominik.
Auto zostało rozerwane, a jego części zostały rozrzucone wokół budynku.
Ale ponieważ, tak jak wspominałam, nie było świadków, przez pewien czas nikt nawet nie wiedział, że doszło do tak makabrycznego wypadku.
Wypadek od razu przewoływał takie skojarzenie, że młodzi ludzie, z duża prędkość i tragiczne zakończenie.
Kilka minut po zgłoszeniu na Progress Drive przyjechała policja.
Funkcjonariusze wiedzieli, że jadą do wypadku, ale nie zdawali sobie sprawy z tego, jak wygląda sytuacja.
Samochód był rozerwany i częściowo zgnieciony.
Wszędzie były jego części.
Jeden z policjantów, który podbiegł do wraku, przekazał przez radio, że auto było podzielone na pół.
Na nagraniach z kamer policyjnych słychać było, jak funkcjonariusze próbowali ustalić, ile osób znajduje się w środku i czy ktokolwiek reagował.
Skala zniszczenia była tak ogromna, że byłby to cud.
W końcu dostrzegli, że jedna osoba oddychała.
Była ciężko ranna i zakleszczona, a jej głowa znajdowała się pod deską rozdzielczą.
Do tego widać było, że zadziałały poduszki powietrzne.
Wtedy też zaobserwowano istotną rzecz dla późniejszego śledztwa.
Stopa McKenzie nadal znajdowała się przy pedale gazu.
Było to trudne zadanie i nie dało się tego zrobić szybko.
Do tego skala jej obrażeń sprawiała, że trzeba było działać bardzo ostrożnie.
W końcu, kiedy udało się to zrobić, została od razu przetransportowana śmigłowcem do szpitala.
W tym czasie na miejscu policjanci zabezpieczali wrak i wszystko, co mogło pomóc odpowiedzieć na pytanie, jak doszło do tak potężnego uderzenia.
Z rzeczy, które zabezpieczono i które zdecydowanie budziły wątpliwości, to były m.in. grzyby halucynogenne i waga elektroniczna.
Auto było w takim stanie, że jeden z funkcjonariuszy określił to jako najgorszy wypadek samochodowy, jaki kiedykolwiek widział.
Wyglądało to trochę tak, jakby po uderzeniu ten samochód się tak rozprysł.
Przede wszystkim skupiono się na miejscu uderzenia, śladach na trawie, uszkodzonym znaku, położeniu wraku i kierunku, z którego przyjechała Toyota.
Samochód nie zatrzymał się na końcu Progress Drive, ale przejechał przez trawiasty teren przy budynku, uderzył w znak, a potem właśnie wbił się w narożnik ceglanej ściany.
Prędkość musiała być ogromna.
I tak jak już wcześniej napomknęłam, na tym etapie zakładano, że po prostu młodzi ludzie wracali po nocy spędzonej ze znajomymi, zażyli niedozwolone substancje, nie zastosowali się do ograniczeń prędkości i skończyło się to tragedią.
Mimo, że wydawało się to najbardziej logicznym rozwiązaniem, to i tak śledczy musieli upewnić się, czy jest właściwe.
Czy faktycznie był to tragiczny wypadek, czy może coś innego.
Zwłaszcza, że im dokładniej analizowano te wszystkie dane, coś tu zaczynało się nie zgadzać.
Niedługo po tym, jak Mackenzie została zabrana do szpitala, odzyskała przytomność.
Według relacji miała powiedzieć lekarzom, że to jej wina, że zabiła swojego chłopaka.
Na pierwszy rzut oka mogło to brzmieć jak słowa osoby, która jest w szoku.
Kogoś, kto właśnie dowiedział się, że dwie osoby nie żyją, a ona siedziała za kierownicą.
W takich sytuacjach poczucie winy może pojawić się nawet wtedy, kiedy ktoś nie miał zamiaru kogoś skrzywdzić, więc jej reakcja była taka typowa dla uczestnika tego typu wypadku.
Później Mackenzie miała też mówić bliskim Dominika, że nic nie pamięta, że straciła przytomność, uderzyła się w głowę i nie wie jak doszło do katastrofy.
Płakała, przepraszała, ale w jej opowieści cały czas było coś takiego, że ludzie mieli poczucie, że coś się nie zgadza.
I właśnie to bardzo szybko zaczęło zwracać uwagę ludzi wokół tej sprawy.
Jej nazwisko pojawiało się w mediach, na TikToku i Instagramie.
Wokół sprawy robiło się coraz głośniej, a jej konta zaczęły przyciągać nowych obserwujących.
Dla dziewczyny, która wcześniej chciała zostać influencerką, takie przyciąganie uwagi mogło być dla niej znaczące.
Nie chciała być znana z tego, że brała udział w wypadku.
McKenzie publikowała materiały związane ze swoim pobytem w szpitalu, pokazywała fragmenty leczenia i powrotu do siebie.
Wtedy też pod jej postami zaczęły się odzywać agencje modelingowe, a ona miała odpowiadać na takie komentarze z entuzjazmem, dziękując za możliwość współpracy.
Warto jednak zaznaczyć, że to, że ona próbowała żyć dalej, że próbowała spełniać swoje marzenia, że dzieliła się tym, co u niej, nie jest oczywiście jeszcze oznaką, że zrobiła coś złego.
Mógł być to jej sposób na radzenie sobie z tym wszystkim, każdy ma przecież jakiś swój sposób.
Ale dla wielu osób z boku jednak przekraczało to granicę dobrego smaku.
W końcu dopiero co zginął jej ukochany chłopak i dobry znajomy.
A jej działania w internecie zaczęły przypominać coś w rodzaju budowania zasięgów, zdobywania obserwujących, niż przeżywanie żałoby.
Mackenzie też nie przeżywała tej żałoby w taki sposób spokojny, gdzieś w domu, wśród bliskich, tylko bardzo dużo publikowała w internecie, dzieliła się tym, co robi.
Poruszała się wtedy jeszcze na wózku inwalidzkim, ale zadbała o swoją stylizację i oczywiście przygotowała relację z tego wydarzenia, którą wkrótce wrzuciła dla swoich obserwujących.
A jak zaczęły się jeszcze pojawiać takie teksty nie na miejscu, jak na przykład to, że wstawiła filmik i tam był taki napis, że jest jedną z tych dziewczyn, które mogą brać sporo narkotyków i nie umrzeć.
Więc w kontekście tego, co się wydarzyło, to przyznacie, że bardzo nietrafiony tekst.
Trochę to wszystko zaczynało wyglądać tak, jakby naprawdę budowała content na tym, że brała udział w tragicznym wypadku, ale robiła z tego bardziej taką rozrywkę, tak śmieszkowała, więc nie dziwne było, że wiele osób to oburzało.
Największe emocje wywołało jednak nagranie z Halloween około trzy miesiące po katastrofie.
I to był moment, który przeleł czarę goryczy dla bliskich Daviona.
Uznali, że no nie może tak to dalej wyglądać, że to po prostu jest okrutne i też takie niesprawiedliwe.
Czuli, że Mackenzie jest jakoś odpowiedzialna za śmierć chłopaka i nie rozumieli, dlaczego buduje na tym zasięgi.
Dla bliskich Dominika i Daviona McKenzie zachowywała się tak, jakby nie rozumiała ciężaru tego, co się stało.
Po oględzinach miejsca śledczy musieli sprawdzić przede wszystkim sam samochód, bo ustalono na pewno, że Toyota pędziła z ogromną prędkością i że nie było śladów hamowania.
A może zaciął się pedał gazu?
Czy któryś z systemów auta mógł doprowadzić do tego, że McKenzie nie była w stanie zatrzymać pojazdu?
Toyota została dokładnie przeładana, sprawdzono hamulce, układ przyspieszenia i inne elementy, które mogły mieć wpływ na jazdę.
Nie znaleziono żadnej usterki, która tłumaczyłaby tak gwałtowne uderzenie w budynek.
To nie dawało jeszcze pełnej odpowiedzi, ale zamykało jedną z możliwych dróg.
Z danych wynikało, że kiedy McKenzie skręciła w Progress Drive, zaczęła wciskać padał gazu aż do podłogi.
I trzymała go tak przez całą drogę.
Toyota przyspieszała, a ona nie zdejmowała nogi z gazu, nie nacisnęła hamulca, nie próbowała wytrącić prędkości.
bo przy nagłym zagrożeniu kierowca zazwyczaj próbuje się ratować.
Potwierdzono też, że samochód pędził krótką, prostą drogą aż do jej końca i dopiero przy samym końcu zjechał lekko na trawę i wtedy uderzał w budynek.
Następnie do tych danych doszły nagrania z monitoringu.
Na jednym z nich Toyota spokojnie skręcała w Progress Drive, czyli to co już wcześniej Wam opisywałam i nie było tam żadnych znaków, że coś się dzieje.
A chwilę później ustalono, że ten sam samochód był rozpędzony do ponad 160 km na godzinę i jechał prosto w stronę budynku.
Czyli kontrolowany skręt, a potem gaz do podłogi bez hamowania i uderzenie.
I jeszcze dodając do tego dosyć zaskakujące zachowanie McKenzie po wypadku, to efektem były mnożące się wątpliwości.
Potem pojawiło się jeszcze jedno nagranie, które dało kolejne powody do zastanowienia.
A mianowicie chodziło o moment, jak Toyota zjechała już z drogi i uderzyła w budynek, to chwilę przed tym kierowca miał gwałtownie skręcić w jedną stronę, a potem w drugą.
Co według śledczych nie wyglądało jak jakieś zniesienie auta, a celowe działanie.
Taki manewr, by skierować samochód dokładnie tam, gdzie ostatecznie uderzył.
Analizowano też mapę i w ogóle przebieg trasy, którą wybrała McKenzie.
I również nie dostrzeżono tam niczego, co mogłoby wpłynąć na ten wypadek.
Jak już wiele razy tutaj padło, to była prosta droga, nie było też żadnych świadków, nie było innych samochodów, nie było żadnych przeszkód, nie było niczego, co tłumaczyłoby, co tam się wydarzyło.
Analizowano też dane z telefonu McKenzie i wtedy pojawiła się dosyć zaskakująca informacja, a mianowicie, że jej telefon logował się w tej samej okolicy trzy dni przed katastrofą.
I co ważne, to nie była okolica jej domu, szkoły ani miejsca, w którym naturalnie pojawiała się w jakiś regularny sposób.
Progress Drive znajdował się w tej przemysłowej części miasta, więc raczej był poza codzienną trasą nastolatki.
Ale dlaczego w takim razie pojawiła się tam trzy dni wcześniej?
Sam fakt, że ktoś gdzieś był oczywiście niczego nie oznacza.
Ale w połączeniu z tymi wszystkimi informacjami, brakiem hamowania, sprawnym samochodem i nagraniami z monitoringu był to kolejny element, którego śledczy nie mogli zignorować.
Bo dlaczego Mackenzie była wcześniej w tej okolicy?
Dlaczego w ogóle nie hamowała?
Dlaczego po tym, jak spokojnie skręciła, nagle zaczęła się rozpędzać?
Przedstawiono też wszystkie te nagrania, o których Wam wcześniej wspominałam, o tych kłótniach i opisano te sytuacje, jak na przykład Dominik dzwonił do mamy.
Z kolei w przypadku Daviona, no to przedstawiono te wszystkie zrzuty i tak dalej z jej TikToka i ogólnie mediów społecznościowych, więc to wszystko dawało na pewno niepokojący obraz.
Do tego ujawniono także, że reakcja McKenzie podczas pierwszej rozmowy z policjantami była dosyć zastanawiająca, a mianowicie dziewczyna zaczęła pytać, czy śledczy zabiorą jej prawo jazdy na 10 lat albo coś w tym stylu.
W domyśle jakiś długi czas.
Tak jakby już w ogóle zapomniała, że przed chwilą zginęły dwie osoby, dwie bliskie jej osoby i jedyne co ją martwiło to to, czy będzie mogła prowadzić samochód.
Dlaczego?
Do tych wszystkich kłótni, rozstań, powrotów, gruźb, nagrań spod domu Dominika i relacji bliskich, którzy mówili, że z czasem stawała się wobec niego coraz bardziej zaborcza.
Gdzieś wśród tych wszystkich wypowiedzi śledcze wyłapali też, że McKenzie miała mówić do Dominika, że rozbije samochód z nim w środku.
I kiedy te groźby padały, to raczej wszyscy traktowali to tylko jako takie gadanie, że ona mówi w emocjach, że po prostu już wiedzieli, że się tak nie kontroluje i wtedy mówi okropne rzeczy, ale nikt nie brał pod uwagę, że to może być na serio.
Jaki zatem był według nich motyw?
Otóż ich zdaniem Dominik miał coraz bardziej odsuwać się od McKenzie, ich relacja była napięta, a ona nie chciała zaakceptować, że może go stracić.
Według tej teorii, jeśli Dominik nie miał być z nią, to nie miał być już z nikim.
Ale dlaczego w takim razie życie stracił też Davin?
Czy zakładała, że ona też zginie?
Tego nie wiadomo.
Prawdopodobnie patrząc na to, do jakiej prędkości się rozpędziła i że celowała prosto w budynek, no to musiała brać to pod uwagę.
Być może też taki miała zamysł, że zginą oboje.
Postawiono jej kilkanaście zarzutów, w tym zarzuty morderstwa, napaści kwalifikowanej, kwalifikowanego zabójstwa w ruchu drogowym oraz zarzuty związane z narkotykami.
Ponieważ w chwili katastrofy miała 17 lat, początkowo trafiła do ośrodka dla nieletnich, ale prokuratura od początku dążyła do tego, żeby była sądzona jak osoba dorosła.
Później w 2025 roku opublikowano nagranie z kamery policyjnej z momentu zatrzymania.
Widać na nim jak funkcjonariuszka informuje McKenzie, że jest aresztowana i dziewczyna reaguje wtedy płaczem, następnie policjantka zakłada jej kajdanki.
W nagraniu z transportu do aresztu widać już inną scenę.
Wtedy też Mackenzie siedzi w radiowozie z zamkniętymi oczami i wygląda jakby próbowała się uspokoić albo jakoś tak przetrwać ten moment bez kontaktu z tym, co właśnie się wydarzyło.
Jakby chciała się od tego odciąć.
Sprawa oficjalnie przestała być traktowana jak śmiertelny wypadek drogowy.
Od tego momentu Mackenzie była podejrzaną w sprawie śmierci Dominika i Daviona.
Przed procesem prokuratura zaproponowała Mackenzie ugodę, ale ona ją odrzuciła.
Jej obrona dała do zrozumienia, że są gotowi iść do sądu.
Prawnik McKenzie, James McDonough, wybrał proces bez sławy przysięgłych.
To oznaczało, że o winie nie miało decydować dwunastu przysięgłych, tylko jedna osoba, sędzia.
A w tej sprawie sędzią była Nancy Margaret Russo.
Aczkolwiek ława przysięgłych mogła mocniej reagować emocjonalnie, szczególnie przez prawie, w której zginęło dwóch młodych mężczyzn.
Dlatego w sądzie wróciły wszystkie elementy, o których już wspominałam, czyli te wcześniejsze kłótnie z Dominikiem, nagrania spod jego domu, groźby, że rozbije samochód, sytuacja, w której Dominik miał się bać jazdy z nią oraz dane z samego auta.
Prokuratorzy pokazywali też nagrania z monitoringu z dnia katastrofy.
Podkreślono też, że samochód jechał ponad 160 km na godzinę i nie znaleziono żadnych oznak hamowania, a gaz był wciśnięty do końca.
Mówiono o jej aktywności w mediach społecznościowych, a także pokazywano to nagranie z Halloween.
Pisała o nim jak o miłości swojego życia, bratniej duszy, kimś za kim bardzo tęskni.
W tych postach żegnała go i pisała, że chciałaby go znów zobaczyć i że będzie o nim myśleć.
Te dowody przedstawiła obrona jako dowód, że Dominik nie był dla niej kimś, kogo chciała zabić, tylko osobą, którą kochała.
Prawnicy McKenzie twierdzili, że to była tragiczna katastrofa, ale nie morderstwo.
Podkreślali, że dziewczyna nie pamięta samego momentu uderzenia.
Próbowali też podważyć interpretację ostatniego ruchu kierownicą.
Zwracali uwagę, że tuż przed zdarzeniem kierownica miała gwałtownie skręcić o około 142 stopnie.
Pytali więc, czy McKenzie mogła w ten sposób próbować ominąć przeszkodę i czy np. ktoś z pasażerów nie chwycił za kierownicę, a ona w ostatniej chwili próbowała odzyskać nad nią kontrolę.
Ich argument był taki, że Mackenzie mogła prowadzić lekko myślnie, mogła podjąć fatalną decyzję, ale nadal nie oznaczało to zamiaru zabicia Dominika i Daviona.
Na to pytanie odpowiedź musiała znaleźć sędzia Nancy Margaret Russo.
Nie miała wątpliwości, że jednym z najważniejszych dowodów było na granic monitoringu.
Powiedziała, że tamtego poranka zmieniła się z odpowiedzialnej kierującej w w cudzysłowie piekło na kołach.
Według sądu jej działania były kontrolowane, metodyczne i celowe.
Wyglądała na zszokowaną, jakby mimo całego procesu dopiero w tej chwili docierało do niej.
Jak poważnie sąd ocenił to, co wydarzyło się na Progress Drive?
Dożywotniego pozbawienia wolności z możliwością ubiegania się o zwolnienie warunkowe po 15 latach.
Jeden wyrok był za śmierć Dominika, drugi za śmierć Daviona.
Sędzia zdecydowała jednak, że te kary będą odbywane równocześnie, a nie jedna po drugiej.
To oznaczało, że najwcześniej o warunkowe zwolnienie mogłaby się ubiegać po 15 latach.
Po wyroku prokuratura podkreślała, że według niej to była zbrodnia z premedytacją.
Prokuratorzy wskazywali m.in. na godzinę, o której doszło do uderzenia i według nich wybrała właśnie taki moment, w którym ryzyko, że ktoś z zewnątrz zobaczy albo powstrzyma to, co się dzieje, byłoby minimalne.
Podczas rozprawy dotyczącej wymiaru kary głos dostały rodziny.
Jako pierwsza przemówiła Jamie Flanagan, matka Daviona.
Chciała przypomnieć, że jej syn nie był tylko, w cudzysłowie, drugą osobą w samochodzie.
Był człowiekiem z własnym życiem, planami i rodziną, która go kochała.
Że potrafił dawać innym to, czego sam w życiu bardzo potrzebował.
Uwagę, życzliwość i poczucie, że ktoś naprawdę ich widzi.
Był chłopakiem, który bez zadawania pytań pomógłby przyjacielowi w środku nocy.
Jamie przypomniała też, że Davion nie miał łatwego startu i razem z rodzeństwem trafił do rodziny zastępczej.
Nikt nie chciał, żeby ta sprawa wyglądała właśnie tak.
ale według niej dowody pokazały jasno, że to nie był wypadek.
Dlaczego?
Dodała też, że Mackenzie miała wybór, a Dominic i Davin go nie mieli.
Christine odniosła się również do tego, co działo się tuż po katastrofie i w kolejnych tygodniach.
Dodała też, że Mackenzie idzie do więzienia przez własne decyzje, że powinna być wdzięczna, że żyje i ma jakąkolwiek przyszłość przed sobą, bo jej syn i Davion zostali tego pozbawieni.
Potem głos zabrała Natalie, matka McKenzie.
Natalie powiedziała, że jest załamana, smutna i zagubiona.
Dla niej to był tragiczny wypadek.
Mówiła, że Mackenzie nie pamięta momentu katastrofy, że nigdy nie otrząśnie się z tego emocjonalnie ani fizycznie i że sama też prawie zginęła.
Prosiła sąd, żeby kary nie były odbywane jedna po drugiej, bo w jej oczach ta sprawa wciąż dotyczyła trojga młodych ludzi, którzy wcześniej byli sobie bliscy.
Tłumaczyła, że przez pierwsze miesiące córka miała nosić ubrania Dominika, słuchać jego muzyki, jeść rzeczy, które on lubił i ciągle płakać.
Według niej wyjście na Halloween czy koncert nie były oznaką obojętności, tylko próbą wyrywania Mackenzie z rozpaczy choć na chwilę.
Mówiła, że sami jako rodzice namawiali ją do tego, żeby wyszła z domu.
Kobieta twierdziła też, że wystarczyłoby pięć minut rozmowy z jej córką, żeby zobaczyć, kim jest i do czego nie byłaby zdolna.
I jako ostatnia przemówiła McKenzie, choć sędzia zaznaczyła, że nie musi tego robić.
Powiedziała, że bardzo jej przykro, że ma nadzieję, że pewnego dnia zobaczą, że nie zrobiłaby nigdy czegoś takiego celowo.
Przyznał, że jego rodzina jest zdruzgotana, ale dodał, że świadomość, iż ta dziewczyna miałaby spędzić resztę życia w więzieniu nie sprawiłaby, że on poczułby się lepiej.
Argumentowali, że w procesie nie było wystarczających dowodów, żeby utrzymać wyroki skazujące i że podczas postępowania doszło do błędu.
Później obrona próbowała innej strategii.
W lutym 2025 roku złożono wniosek do Sądu Najwyższego, ale w kwietniu 2025 roku sąd odmówił zajęcia się tą sprawą.
Prawnicy McKenzie złożyli wniosek o uchylenie wyroku skazującego po zakończeniu procesu, czyli próbę ponownego otwarcia sprawy już po procesie i apelacji.
Problem polegał na tym, że według sądu zrobili to za późno.
Bruna próbowała argumentować, że termin powinien liczyć się inaczej, a rok przedstępny powinien dać im dodatkowy dzień, ale sąd się z tym nie zgodził.
Teoretycznie tak, ale nie jest to już taka prosta droga apelacyjna i prawdopodobnie musiałoby to raczej wskazywać na jakieś poważne naruszenia praw McKenzie albo błędy proceduralne.
Prawie trzy lata po wypadku w maju 2025 roku rodzice McKenzie po raz pierwszy od jej skazania zdecydowali się publicznie zabrać głos.
Wystąpili w programie WKYC i ich przekaz był jasny, według nich sąd się pomylił.
Rodzice McKenzie nie twierdzili, że tragedii nie było, nie próbowali udawać, że Dominik i Davian nie zginęli, ale od początku powtarzali, że ich córka nie zrobiła tego celowo.
Steve, ojciec McKenzie powiedział wprost, żeby pokazali mu jeden dowód, że ona zrobiła to specjalnie i że jeśli on istnieje, to wtedy jego córka jest tam, gdzie powinna być, a jeśli nie, no to nie.
I jego zdaniem nie ma oczywiście takiego dowodu.
Rodzice mówili też o nowych argumentach obrony, m.in. o tym, że nowy zespół prawny McKenzie miał powoływać się na opinię neurologa, według której w momencie katastrofy mogło u niej dojść np. do utraty przytomności.
Według rodziny McKenzie miały one pokazywać inną stronę relacji z Dominikiem.
Nie tylko taką, w której to dziewczyna miała być odpowiedzialna za konflikty, kontrole i groźby.
Że McKenzie była osobą, która nie potrafiła przyjąć odmowy i była gotowa zabić, kiedy traciła kontrolę nad relacją.
Żal po śmierci Dominika i Daviona oraz ogromna ulga, że jej własne dziecko przeżyło.
Bo z jednej strony można współczuć rodzinę ofiar, rozumieć ich stratę, a jednocześnie też trzymać się tego, że własne dziecko przeżyło.
Natalie cały czas trzymała się tego, że to był wypadek.
Opowiedziała też o tym, jak obecnie wygląda życie Mackenzie, że przebywa w więzieniu dla kobiet w Marysville w Ohio i że według niej codziennie mają kontakt, najczęściej przez tablet albo telefon, że dużo też maluje i też wierzę, że po prostu prawda uwolni jej córkę.
Jedni skupiali się na danych z samochodu, inni na nagraniach z monitoringu, a jeszcze inni próbowali zrozumieć coś, co chyba najbardziej nie mieści się w głowie, czyli co musiałoby się dziać w psychice człowieka, który wsiada do auta z osobą, którą podobno kocha i z przyjacielem na tylnym siedzeniu, a potem wciska gaz i jedzie prosto w ścianę, wiedząc, że wszyscy mogą zginąć.
Jedną z takich analiz przygotował dr G, o którym już Wam kiedyś wspominałam, który przedstawia się jako licencjonowany psycholog kliniczny i ekspert odmowy ciała, a jego kanał jest dostępny na YouTubie.
I oczywiście tu warto zaznaczać, że on nigdy nie badał McKenzie, nie diagnozował jej i nie rozmawiał z nią.
I jest to bardziej jego opinia oparta na publicznie dostępnych nagraniach i informacjach ze sprawy.
Dr G. przejrzał się nagraniom i zwrócił uwagę, że McKenzie na wcześniejszych etapach wyglądała zaskakująco spokojnie.
Siedziała swobodnie, bawiła się włosami, opierała głowę na rękach.
Nie było u niej widać napięcia, jakiego można by się spodziewać przy tak poważnych zarzutach.
Oczywiście sama mowa ciała nigdy nie jest dowodem winy.
Ludzie różnie reagują na stres.
Ale według doktora G. w jej zachowaniu uderzała pewna lekkość, jakby powaga sytuacji nie do końca do niej docierała.
Wtedy Mackenzie wyglądała na zszokowaną.
Dr Jean interpretuje to jako możliwy szok nie tyle po samej tragedii, co po konsekwencjach.
Następnie ekspert przechodzi do psychologii czynu, mówi, że w takich sprawach trzeba patrzeć na relacje, obsesję, złość i potrzebę kontroli.
Związek McKenzie i Dominika był burzliwym, a według świadków ona miała mu wcześniej grozić, a według doktora Gee było to niebezpieczne połączenie impulsywności i wcześniejszych gruźb.
A jeśli chodzi o fakt, że samochód pędził z prędkością ponad 160 km na godzinę w ścianę, to taki czyn może wskazywać na ogromny gniew, nawet jeśli później w sądzie McKenzie wyglądała spokojnie.
Najważniejszym wnioskiem z tego wszystkiego doktora Jean było to, że gruźb nie wolno lekceważyć, nawet jeśli padają w kłótni i brzmią jak dramat po rozstaniu.
Bo w tej sprawie według sądu McKenzie wcześniej powiedziała na głos to, co później się wydarzyło.
Dodał też, że nie diagnozuje nastolatki, ale to, co udało mu się wywnioskować na podstawie tych wszystkich materiałów, to, że taki czyn może wskazywać na obsesję, potrzebę kontroli i gniew.
To twórca, który tłumaczy głośne sprawy karne i pokazuje, jak w praktyce działa amerykański system prawny.
I w tym materiale nie analizował, tak jak dr G., kwestii psychologii, a sam wyrok.
Zdaniem Sanforda najbardziej kontrowersyjne jest to, że wyroki mogą być odbywane równocześnie, czyli właśnie, że najwcześniej po 15 latach może opuścić więzienie.
Jego zdaniem to jest kontrowersyjne, bo były dwie ofiary, dwa osobne życia, dwie rodziny, które straciły synów, a jednoczesne odbywanie tych kar sprawia wrażenie, jakby to zostało połączone, albo jakby ktoś uznał, że jeden z tych wyroków jest mniej ważny.
Sanford tłumaczy też, że prawnie sprawa jest bardziej skomplikowana, bo McKenzie miała kilka zarzutów morderstwa przy dwóch ofiarach, łącznie ogólnie cztery.
I wynika to z konstrukcji zarzutów, że jeden czyn może podlegać pod różne kategorie prawne.
Ale gdyby on miał powiedzieć, że przy dwóch celowych morderstwach możliwość ubiegania się o zwolnienie po 15 latach naprawdę oddaje wagę tego, co się stało, to jego odpowiedź brzmi nie.
Według Stanforda sąd powinien mocniej uwzględnić fakt, że zginęły dwie osoby.
Prawnik zasugerował, że na łagodniejszy wymiar kary mogło jednak wpłynąć przede wszystkim to, ile Mackenzie miała lat, jej płeć i narracja o toksycznym związku.
Powiedział wprost, że jako społeczeństwo nauczyliśmy się postrzegać kobiety jako ofiary trudnych relacji, ale w tej sprawie trzeba było zadać niewygodne pytanie, czy po prostu nie łatwiej było nam zobaczyć w Mackenzie ofiarę, a trudniej sprawczynię.
Jego zdaniem wyroki powinny odbywać się kolejno, osobno za Dominika i osobno za Daviona.
Czy uważacie, że zapadła słuszna decyzja o tym, że właśnie te wyroki mają być jakby złączone, czy też zgadzacie się z prawnikiem, że powinny być potraktowane oddzielnie?
Wkrótce po katastrofie w pobliżu miejsca, gdzie doszło do wypadku, przyjaciele Dominika i Daviona stworzyli niewielkie miejsce pamięci.
Przynosili tam kwiaty, znicze i drobiazgi, które miały pokazać wsparcie dla rodzin oraz pamięć o chłopakach.
Rodzina Daviona zrobiła też coś bardzo konkretnego, żeby jego imię nie kojarzyło się tylko z tą sprawą, a mianowicie powstało stypendium jego imienia przeznaczone dla osób, które marzą o pracy Barbera.
Powstawały materiały na mediach społecznościowych, różne dokumenty, analizy prawne i psychologiczne.
Omówiono też m.in. ten temat na Investigation Discovery.
Ale szykując się właśnie do tego tematu, natrafiłam na informację, że 15 maja, czyli już zaraz, na Netflixie pojawi się dokument The Crush, który właśnie będzie poświęcony historii McKenzie.
I z tego, co wyczytałam, jest to przedstawione tak, że ma ten dokument opowiadać o sprawie, która początkowo wygląda jak tragiczny wypadek, ale z czasem po analizie nagrań i danych z samochodu zaczyna być traktowana jak celowe działanie.
I co ciekawe, produkuje go ta sama firma, która przygotowała dokument o dwalsie od kotów, czyli o Luce Magnocie.
A że tamten dokument był naprawdę dobry, to podejrzewam, że i ten może przyciągnąć naszą uwagę.
Znalazłam też informację, że produkcja ma się przeglądać burzliwej relacji McKenzie i Dominika oraz temu, gdzie kończy się fatalny błąd, a zaczyna morderstwo z zimną krwią.
Czy będzie po kolei pokazywał te wszystkie dowody, czyli analiza samochodu, monitoring i tak dalej?
Czyli czy bardziej będzie to takie psychologiczne ujęcie, czy skupione na śledztwie?
Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o tej sprawie i czy planujecie oglądać ten dokument na Netflixie.
Dziś McKenzie nadal odsiaduje karę w więzieniu, a według dostępnych danych data jej możliwego zwolnienia warunkowego to 29 października 2037 roku.
I to już wszystkie informacje, jakie na dzisiaj przygotowałam.
Z góry dziękuję za Wasze wypowiedzi, dziękuję za całą Waszą aktywność, wspieranie na YouTube oraz postawione kawki.
Dzięki, że się słyszymy, życzę Wam dobrego dnia, dobranoc, do usłyszenia.
Ostatnie odcinki
-
BTK: OJCIEC, SĄSIAD I SERYJNY MORDERCA #188
03.06.2026 17:00
-
PORWANA PRZED WŁASNYM MIESZKANIEM? SPRAWA JENNI...
27.05.2026 17:00
-
„MÓJ MĄŻ NIE ŻYJE” | SPRAWA KOURI I ERICA RICHI...
20.05.2026 17:00
-
TRAGICZNY WYPADEK CZY ZAPLANOWANA ZBRODNIA? | M...
13.05.2026 17:00
-
JEDNO FAŁSZYWE OGŁOSZENIE ZNISZCZYŁO JEJ ŻYCIE ...
06.05.2026 17:00
-
UKRZYŻOWANIE W ŚWIĘTOKRZYSKIM | SZOKUJĄCA HISTO...
29.04.2026 17:00
-
JEDNO Z NAJBARDZIEJ TAJEMNICZYCH ZAGINIĘĆ W USA...
22.04.2026 17:00
-
EWELINA NIE WRÓCIŁA DO DOMU. CO JEJ SIĘ PRZYDAR...
15.04.2026 17:00
-
ZROBIŁA SELFIE PO ZABÓJSTWIE… I MIAŁA PLAN NA W...
08.04.2026 17:00
-
PODSŁUCHIWAŁ ŻONĘ PRZEZ IPADA CÓRKI | SPRAWA AN...
01.04.2026 17:00