Mentionsy
7 rzeczy, których nie robię, żeby chronić swoje zdrowie psychiczne
Troska o swój dobrostan psychiczny to często robienie tego, co dobre dla ciebie, a nie tego, co oczekują od ciebie inni. Dziś wiem, że jeśli coś kosztuje moje zdrowie (psychiczne lub fizyczne), nie stać mnie na to.
Jeśli ten odcinek ci się podobał, podaj go dalej i zostaw komentarz na Spotify, i napisz do mnie wiadomość na instagramie @wysokowrazliwa - uwielbiam słyszeć, co myślicie.
Szukaj w treści odcinka
Ostatnio był odcinek o koncepcji Pozwól im, więc dzisiaj pomyślałam, że będzie coś bardziej lekkiego i przygotowałam listę siedmiu rzeczy, siedmiu takich zachowań, których nie robię po to, żeby chronić moje zdrowie psychiczne i wspierać ogólny dobrostan psychiczny.
I od początku, już na początku wam powiem, że niektóre z tych zachowań, których nie robię,
Bo to, co robiłam, było niszczące dla mojej psychiki, dla tego, jak się czułam, ale było jednocześnie bardzo znajome i było tym, w czym wyrosłam, było tym, w czym się wychowałam, tym, co było po prostu dla mnie czymś naturalnym.
I kiedy przestałam to robić, kiedy zaczynałam przestawać to robić, nie wiem, czy nawet tak się mówi, kiedy pierwszy raz uczyłam się rezygnować z tych zachowań i wybierać inne zachowania, mniej automatyczne, a bardziej przemyślane, to było po prostu mi dziwnie, niedobrze.
Być może wy również poczujecie taki dyskomfort, nawet taki brak przyzwolenia
Być może pomyślicie, że tak nie wypada, tak nie można i że to jest niemożliwe.
I to też jest okej.
Także zrozummy, że być może będą w was takie pojawiać się uczucia czy myśli.
Bo pamiętajmy, że troska o swoje zdrowie psychiczne i o taki ogólny dobrostan psychiczny to często robienie tego, co dobre dla ciebie
A nie tego, co oczekują od Ciebie inni.
A nie robienie tego, co oczekują od Ciebie inni i rozczarowywanie innych ludzi jest często bardzo niewygodne, niekomfortowe i niestety wiele osób po prostu nie potrafi sobie z tym radzić, dlatego cały czas, cały czas wypełnia oczekiwania innych ludzi i robi to, co inni od nich chcą, zostając oczywiście z pustką dla samej siebie i z wielkim niezadowoleniem.
Numer jeden to u mnie nie tłumaczę się z decyzji, które podejmuję.
Nie próbuję nikogo przekonać, że postępuję dobrze, że robię właściwie, że to jest najlepsza decyzja.
Nie próbuję nikogo przekonywać, żeby mnie poparł w tej decyzji.
Nie tłumaczę się z tego, dlaczego zdecydowałam się akurat na tą opcję, a nie na inną.
I przede wszystkim to, czego nie robię, a przynajmniej bardzo staram się nie robić,
To nie chodzę po innych ludziach i nie pytam wszystkich o to, co oni o tym myślą, co oni by mi poradzili, co oni by zrobili na moim miejscu.
To jest coś, z czym ja borykałam się przez naprawdę długi czas.
To nie jest tak, że po prostu pstryknąć palcem i wszystkie te moje schematy, mechanizmy odchodzą.
Nie, ja nadal mam coś takiego, że bardzo chciałabym poznać opinie wszystkich osób wokół o tym, co jest przede mną i poradzić się każdej osoby, wysłuchać każdej perspektywy, ale zrozumiałam, że kiedy robiłam w ten sposób i tak właśnie chodziłam po innych ludziach i pytałam i słuchałam, rozmawiałam, to przyjmowałam perspektywy tych ludzi.
I po wysłuchaniu dwóch, trzech, czterech opinii i dwóch, trzech, czterech jakichś rad albo jakichś właśnie takich perspektyw i sposobów myślenia, ja zapominałam, czego ja chcę i co ja bym chciała zrobić, co będzie dla mnie najlepsze.
Albo po prostu tak zwyczajnie, która opcja z tych, które są możliwe, jest dla mnie
W jakimś sensie najbardziej taka ekscytująca, do czego mnie rwie, co ja bym chciała.
I wiecie, traciłam tą moją myśl, z którą szłam, z jakimś tam pytaniem i dylematem.
Traciłam to, co było moje.
Im więcej osób pytałam o ich opinie, tym bardziej czułam się skołowana i tym bardziej już nie wiedziałam, co zrobić.
Bo oczywiście pamiętajmy, że każda osoba ma swoją własną perspektywę, swoje własne potrzeby.
I na pytanie, co ty byś zrobiła, co ty mi doradzasz, każda osoba odpowie trochę inaczej.
Rozmawiając z jedną osobą, która chce iść w lewo, my będziemy rozumieć jej argumentację i się gdzieś tam z nią zgadzać, a później rozmawiając z kolejną osobą, która chce iść w prawo, znowu będziemy rozumieć jej argumenty i zgadzać się z nimi w chwili, kiedy rozmawiamy z tą osobą, no i potem, kiedy już będziemy same, nie będziemy wiedziały.
Bo i z jednej strony się zgadzamy i ta osoba ma rację, i z drugiej strony też.
Poza tym też pamiętajmy o tym, że bardzo łatwo jest, tak zrzucając odpowiedzialność na inne osoby, później te osoby obwiniać.
Więc poszłam w lewo i jest mi tam źle, więc zrób coś z tym, bo to ty mi tak poradziłeś.
Ktoś mógł mi tak poradzić, ale to ja podejmuję decyzje w moim życiu.
Ja jestem dorosła i ja odpowiadam za siebie.
I to takie radzenie się kogoś daje złudne poczucie, że ktoś inny wie lepiej i ktoś inny wie na pewno.
A tak nie jest.
Każdy podejmuje swoje własne decyzje.
I nawet jak nam ktoś coś doradza, to przecież my podejmujemy ostateczną decyzję.
Więc teraz to ja podejmuję decyzje i dzielę się tymi decyzjami z innymi ludźmi.
Informuję innych ludzi o tym, co postanowiłam w moim życiu, nie wiem, z moim wyglądem, moimi dalszymi krokami.
I nie czekam na taką akceptację tego.
Nie czekam, aż ktoś będzie mi przyklaskiwał tej decyzji, dlatego że on nie musi tego robić.
Bardzo złudną iluzję, że inni ludzie wiedzą lepiej, że inni ludzie lepiej rozumieją, jak działa świat, lepiej rozumieją, jak wygląda życie i ich decyzja będzie lepsza niż moja.
Moja decyzja to będzie moja decyzja.
I nawet jak będzie zła albo inaczej, nawet jeśli nie wszystko ułoży się tak, jak ja bym chciała, to to będzie moja decyzja, moje konsekwencje.
I w tym jest coś pięknego i uwalniającego, żeby wiedzieć, że nawet jeśli ja popełnię jakiś błąd, to będzie to mój błąd.
I nauczę się na tym błędzie i następnym razem będę lepiej podejmować decyzje.
I będę lepiej korzystać z informacji, jakie mam.
I będę lepiej wiedziała, co zrobić.
Ale takie odrzucenie tej iluzji, że wszyscy inni wiedzą lepiej niż ja, to musiało nadejść dla mnie w pewnym momencie, bo mi się tak wydawało, że wszyscy inni ludzie są mądrzejsi, że wszyscy inni ludzie mają wszystko ogarnięte, tylko ja nie wiem, tylko ja nie jestem pewna.
Większość ludzi testuje, próbuje, eksperymentuje, więc dlaczego ja miałabym tego nie robić, żeby później...
Takim sposobem jest duża szansa, że przeżyłabym nie swoje życie, podejmując nie swoje decyzje i później ja musiałabym mierzyć się z konsekwencjami tych wyborów, które przepuściłam i pozwoliłam innym ludziom decydować za mnie.
Drugi punkt na mojej liście rzeczy, których nie robię, żeby dbać o moje zdrowie psychiczne, to jest nie biorę na siebie cudzych problemów.
Bo słuchajcie, empatia to nie to samo, co branie odpowiedzialności za kogoś innego.
I ja miałam takie skłonności do ratowania innych ludzi.
I kiedy ktoś powiedział mi o czymś, o jakimś swoim problemie, o czymś, co nadchodzi, z czym będzie się mierzył albo z czym mierzy się już teraz, to ja bez żadnej prośby, bez zachęty, bez pytania o pomoc, miałam takie coś w sobie, że zaczynałam robić dla tej osoby różne rzeczy, żeby jej pomóc z tym czymś, z czym się mierzy, z czym ma problem.
I zaczynałam wychodzić bardzo poza moje granice
I robić rzeczy za nią albo pokazywać jej, co ona może zrobić, co powinna zrobić, co warto zrobić.
Ratowałam innych ludzi, a przynajmniej tak mi się wydawało, że ratuję ich.
Prawda jest taka, że to, co robiłam, to właśnie trzymałam ich w tej pozycji osoby poszkodowanej, w pozycji ofiary, osoby, która nie potrafi sobie poradzić, osoby, która przede wszystkim nie potrafi wziąć odpowiedzialności za siebie, za swoje decyzje, wybory, za to, co się dzieje w jej życiu, bo ja wkraczałam i starałam się
Usiądź, a ja wszystko ci ogarnę.
Nie mam już czegoś takiego i nie robię tego.
Nie biorę na siebie odpowiedzialności za czyjeś życie.
I oczywiście są osoby, które mogą mi zarzucić to, że jestem nieempatyczna, nieprzyjacielska, niepomocna, ale to tak naprawdę jest czyjeś...
Opinia, czyjaś decyzja, żeby w ten sposób patrzeć na tą sytuację, bo jestem też pewna, że są tutaj osoby, które doskonale wiedzą, o czym mówię i doskonale znają to uczucie tego ratowania, bycia ratownikiem, jakie jest to drenujące.
I też często niezrozumiałe, bo później siadamy sobie w domu i zastanawiamy się dlaczego my to robimy, dlaczego my dajemy sobie tyle dodatkowych zadań, gdzie tamta osoba nawet nas nie poprosiła, nie współpracuje z nami.
I często też zdarza się tak, że właśnie obwinia nas o to, co się później dzieje.
I dlaczego to jest tak, a nie inaczej?
I to jest nagle nasza wina.
Więc teraz, kiedy ktoś dzieli się ze mną jakimś swoim problemem, nie czuje takiej...
Automatycznej potrzeby, żeby coś z tym robić.
Czuję empatię, myślę sobie, kurczę, przykro mi, naprawdę mi przykro, ale już nie wchodzę jak, tak wiecie, cała na biało, na białym koniu i nie staram się upiększyć tej osobie życia.
Bo to po prostu nie jest moja rola.
Ja mam swoje życie, ja mam swoją rodzinę, ja mam swoje różne cele, potrzeby, pragnienia, problemy i ja na tym pracuję.
To są moje granice.
To jest moja przestrzeń.
Trzecia rzecz, której nie robię dla mojego zdrowia psychicznego, to jest dość nieoczywista rzecz.
Chodzi mi o to, że ja nie publikuję wszystkich zdjęć, które robię.
Ale już tłumaczę o co chodzi.
Kiedyś miałam taką dużą potrzebę, albo tak po prostu w głowie miałam zakotowane, że jeśli zrobię zdjęcie, albo inaczej, jeśli gdzieś jestem, jest ładna pogoda, albo jestem w ładnym miejscu, albo dobrze się czuję w tym jak wyglądam i zrobię sobie zdjęcie.
To ja to zdjęcie muszę później gdzieś wrzucić, dodać i nie wiem, uwiecznić ten moment, żeby pokazać innym, że byłam tu, wyglądałam tak i była taka pogoda.
I pamiętam, że kiedy robiłam to zdjęcie, to moment robienia zdjęcia był dla mnie dość stresujący, dlatego że od razu starałam się, żeby to zdjęcie wyglądało idealnie.
Wiecie, zastanawiałam się, czy kadr wyjdzie dobrze, czy jest odpowiednie tło, czy ja mam odpowiednią minę, czy moje włosy wyglądają dobrze, czy nie ma żadnych jakichś niechcianych elementów w kadrze.
Niszczyłam, nie wiem, ten spacer, tą uroczystość, jakąś konkretną chwilę.
Tylko dlatego, że zastanawiałam się, jak wyjdzie to zdjęcie, co inni ludzie pomyślą, kiedy zobaczą to zdjęcie, czy moi znajomi, czy jak już zaczęłam moją działalność w internecie i chciałam podzielić się czymś, wiecie, prywatnym, to zastanawiałam się, czy to powinno tak wyglądać, czy może pokazałam coś nie tak, a może z innej strony powinnam to pokazać, może powinnam coś jeszcze dodać i nagle, zamiast przeżywać chwilę, ja ją dokumentowałam.
Teraz zrobiłam sobie taką umowę ze samą sobą, że będę żyła w pierwszej kolejności, a w drugiej kolejności będę po prostu klikała cyk, cyk, cyk.
I co się tam zrobi z tych zdjęć, to będzie.
Jak będą niewyraźne, będzie mój palec na środku albo czyjkolwiek tam palec.
Jeśli moje włosy będą w nieładzie, będę miała dziwną minę albo coś jeszcze innego się tam stanie, to trudno.
To będzie po prostu dla mnie do mojego archiwum prywatnego, do tylko mojego albumu i to będzie coś, co będzie przypominać mi, jak to było.
Ale nie będzie już takiej sytuacji, że ja mam u siebie sto, nie wiem, ile tam zdjęć.
Gdzie tak naprawdę te zdjęcia są takie same i czasami rusza się ręka, czasami na jednym mrugam, na drugim nie.
Ale tak naprawdę te wszystkie zdjęcia są takie wypozowane, takie wypucowane, takie nad wyraz, gdzie się bardzo staram.
I nagle zamiast żyć, to ja martwię się o to, czy dobrze wychodzę, czy to zdjęcie będzie ładne.
Więc teraz mam na swoim telefonie dużo nieidealnych zdjęć,
I jeszcze więcej wspomnień, które są bardzo piękne, bo nie są zatrzymane przez moje myślenie na temat tego, jak to wyjdzie w aparacie.
Nie zgadzam się na nic z grzeczności, bo jeśli nie chcę czegoś robić, to nie robię tego, nawet jeśli tak wypada, nawet jeśli tak się powinno, nawet jeśli tak trzeba, nawet jeśli ktoś tego ode mnie oczekuje.
Nie kontynuuję relacji, w których czuję się źle tylko dlatego, że jesteśmy znajomymi od lat i tak długo się znamy.
Nie angażuję się w żadne działania, które są, nie wiem, modne czy w jakikolwiek inny sposób.
No właśnie tylko dlatego, że dużo osób tak robi, ale ja tego nie czuję.
Nie udaję zainteresowania wtedy, kiedy nie jestem zainteresowana.
Nie jestem przesadnie miła tylko dlatego, żeby komuś nie zrobiło się przykro.
Ja jestem miła.
Ja jestem osobą, która nie sprawia ludziom przykrości w takim sensie, że nie śmieję się nikomu w twarz albo nie mówię nikomu niczego niemiłego, takiego obraźliwego, bo ja nie przekraczam czyichś granic, ale też nie przekraczam swoich granic.
I mam szacunek do swojego czasu, uwagi, energii i nie wyrzucam ich w błoto, bo to dla mnie jest wyrzucanie tych zasobów w błoto.
Albo, no to tak, nie wiem, to tak działa, że tak trzeba, czy nie wiem, co jeszcze inni tam mówią, żeby przekonać nas do tego, żebyśmy zrobili to, czego oni od nas chcą.
Ja po prostu nie uważam, że to jest zdrowe, żebym dawała innym ludziom taki przycisk.
We mnie, że ktoś może podejść i nacisnąć przycisk pod tytułem tak wypada.
Robienie czegoś tylko dlatego, że tak wypada albo tylko dlatego, że ktoś tego od nas oczekuje jest według mnie zdradzaniem samej siebie.
Niektóre osoby robią to, co wypada, czego inni oczekują.
Dlatego, że liczą na to, że ktoś ich potem doceni, albo im podziękuje, albo pomyśli o nich lepiej, zaakceptuje ich, czy będzie miał na ich temat lepsze zdanie niż ma do tej pory.
Warto sobie uświadomić, że to jest prosta droga do manipulacji, w sensie do bycia zmanipulowaną, do tego, żeby inni ludzie mieli właśnie ten przycisk.
Albo na przykład, że myślałam, że jesteś inny.
Myślałem, że jesteś mądrzejsza.
I jeśli miałyście takie przypadki, to postarajcie się teraz przypomnieć sobie, jak to było potem, jak się czułyście z tym.
To jest właśnie cena życia wbrew sobie.
Ta złość, frustracja, taka niska motywacja do czegokolwiek.
Nagle tracicie nadzieję, tracicie wiarę w siebie, we własne umiejętności, wydaje wam się, że świat jest bez sensu, że nic nie osiągniecie, że jesteście do niczego.
To są te emocje, te myśli, które przychodzą wtedy, kiedy totalnie ignorujecie swoje potrzeby, swoje pragnienia i to, czego chcecie i czego nie chcecie.
Kiedy przekraczacie swoje granice, bo ktoś inny chciał czegoś innego, bo ktoś inny was do czegoś potrzebował.
I potem często są to obietnice, że to był ostatni raz, że już nigdy się nie zgodzę.
Nawet są czasami obietnice, że już nie będę dla nikogo miła, nie będę już nikomu nawet pomagać, bo ludzie mnie wykorzystują i tak dalej.
Ale kiedy przychodzi co do czego, znowu pojawia się w nas ta obawa przed tym, że ktoś nas odrzuci, że przestaniemy być lubiane i znowu się zgadzamy i znowu jest to całe koło od nowa.
Czujemy się źle ze sobą, z innymi ludźmi i znowu sobie obiecujemy.
Według mnie życie smakuje lepiej, kiedy jest życiem przeżywanym w zgodzie ze sobą, niż życiem podyktowanym pod czyjeś docenienie albo pochwałę.
Bo jeśli ta pochwała jest warunkowana, jeśli ktoś lubi Cię tylko wtedy, kiedy Ty robisz to, czego ten ktoś chce, to ten ktoś Cię nie lubi.
Jeśli ludzie traktują Cię dobrze tylko wtedy, kiedy Ty robisz wszystko to, co Cię poproszą, zawsze się na wszystko zgadzasz, nigdy nic nie kwestionujesz, to Ci ludzie nie traktują Cię dobrze.
Bo w relacji takiej zdrowej jest przede wszystkim szacunek.
Szacunek do tego, że jesteś osobną osobą, która ma osobne decyzje.
Bo Ty jesteś osobną osobą.
Ja właśnie z tego założenia wychodzę, kiedy mówię o tym, że po prostu nie robię rzeczy z grzeczności.
Nie robię rzeczy z tego, że chcę być odbierana jako miła osoba.
Ja jestem miłą osobą.
Jeśli ktoś mnie tak nie odbiera, no to nie wiem.
Nie wiem dlaczego, ale to nie jest mój problem.
Ja nie muszę tego naprawiać i dużą taką rolę ma w tym między innymi to, że coraz bardziej
Że bycie lubianą przez wszystkich to nie jest wcale jakaś najlepsza rzecz, jakieś niesamowite osiągnięcie albo stan, kiedy czuję spokój.
Bycie lubianą przez wszystkich to jest takie nieustanne bieganie od jednej osoby do drugiej.
Nawet ja się męczę, jak o tym mówię.
To jest robienie wszystkich rzeczy, które oczekują od Ciebie wszyscy ludzie,
Tylko nie tego, co Ty chcesz i co Ty potrzebujesz.
Tak naprawdę największym aktem szacunku do siebie jest właśnie to, żeby pozwolić ludziom Cię nie lubić i być nielubianą przez niektórych.
Bo już w tym momencie, kiedy próbujemy być lubiane przez wszystkich, wtedy właśnie tracimy siebie.
Bo wtedy właśnie stawiamy tych wszystkich innych wyżej.
I ich akceptacja jest najważniejsza, nie to, co my chcemy, czy jak my się czujemy.
To jest już w tym momencie nieważne.
Ważne jest to, co my mamy zrobić, żeby zyskać tą sympatię innych ludzi, ich aprobatę.
A prawda jest taka, że to i tak jest taka chorągiewka na wietrze.
Tak jak mówiłam, jeśli ktoś nie lubi Cię, nie szanuje Cię taką, jaka jesteś i lubi Cię,
Nie można tu mówić o szacunku raczej.
Lubić się i traktuje się jakoś tam w miarę dobrze.
Tylko wtedy, kiedy robisz to, czego ta osoba od ciebie oczekuje i nie stawiasz żadnych granic, nigdy nie odmawiasz i tak dalej, to ta osoba będzie cię lubić tak, jak wiatr zawieje.
I czy to jest warte zdradzania siebie?
Takie znajomości, taki w cudzysłowie szacunek?
Moją odpowiedź znacie.
Przechodzimy do numeru piątego na mojej liście.
Nie jestem dostępna 24 na 7.
Nawet dla moich bliskich, nawet dla mojej rodziny.
Bo moje potrzeby są tak samo ważne, jak potrzeby innych ludzi.
Ja mam potrzebę snu.
Ja mam potrzebę bycia samej ze sobą.
Ja mam potrzebę pracy.
A już na pewno cały czas, codziennie mam wyłączone powiadomienia wieczorem i nad ranem, no i przez całą noc.
I nawet gdyby się coś działo, ja nawet nie mogę powiedzieć, że w jakiś nieokreślonych
Telefon jest w innym pomieszczeniu, jest wyłączony internet, włączony tryb samolotowy, jest włączona ta funkcja sen i nie mam po prostu z nikim kontaktu i nikt nie może się do mnie dodzwonić.
I ja rano oczywiście odczytam te wiadomości, odczytam te wszystkie
Informacje, ale ja po prostu nie mam czegoś takiego.
Wiem, że są ludzie, którzy mają swój telefon na szafce nocnej zaraz obok głowy i mają włączone powiadomienia i jeśliby się coś działo, to ktoś może się do nich dodzwonić.
I prawdopodobnie gdybym miała taką sytuację, że wiedziałabym, że mogę być potrzebna albo że ktoś może potrzebować pomocy,
I jak tylko się dowiedziałam, to wsiadłam, pojechałam i już byłam tam, tak?
Ale jednak, bądźmy szczerzy ze sobą, na co dzień nie zdarzają się takie wyjątkowe sytuacje.
To są naprawdę wyjątki.
Ja mówię bardziej o tym, kiedy na przykład ktoś przypomni sobie, że chce ze mną porozmawiać, na przykład bardzo późno wieczorem, albo że chce coś wyjaśnić.
I wiecie, próbuję tak przeciągnąć moją granicę tego, że ja teraz mam, nie wiem, czas dla siebie albo zaplanowane inne tam wydarzenia, a ta osoba teraz akurat bardzo chce.
I chciałam być wszystkim dla wszystkich, chciałam być zawsze dostępna i zawsze pomocna, zawsze, nie wiem, chciałam być takim uchem do wysłuchania i przyjaciółką do poradzenia.
Aż w końcu przyznałam przed samą sobą, pozwoliłam sobie przyznać, że ja tak po prostu nie chcę.
Że ja chcę, żeby moje życie było moim życiem i chcę sobie móc swobodnie zaplanować swój dzień i swój tydzień i wrzucić sobie tam rzeczy, które są mi potrzebne, które sprawiają, że czuję się dobrze, które są jakoś ważne dla mnie w jakiś sposób, które sprawiają, że jestem zdrowa.
I dlatego mam kalendarz, który jest wypełniony rzeczami, które ja chcę tam mieć.
Jest tam joga, są tam praktyki.
W jakimś miejscu.
Ja planuję życie pod siebie i inni ludzie mogą po prostu się do mnie dopisywać.
Myślę, że to piękny moment, kiedy przestajesz planować swoje życie pod innych ludzi, kiedy przestajesz innych ludzi wpisywać do swojego kalendarza jako pierwszych, a potem te puste miejsca gdzieś pozostałe zaczynasz uzupełniać jakimiś ochłapami dla siebie.
Kiedy przestajesz czekać na innych ludzi, przestajesz być takim czekaczem i zaczynasz
Po prostu pisać sobie listę tego, co chcesz zrobić, jakie są twoje cele, co chcesz sobie, nie wiem, kupić, sprawić, na co chcesz się zapisać.
I kiedy po prostu zaczynasz sobie oszczędzać na to wszystko, zapisywać się po kolei, wpisywać to sobie do kalendarza, wtedy zauważasz, że twoje życie naprawdę nabiera rozpędu, że twoje życie jest takie pełne, że nie tylko wstajesz, jesz śniadanie, idziesz do pracy, wracasz z pracy i tak naprawdę czekasz,
Na to, co Ci ktoś zaproponuje albo może coś Ci wskoczy, tylko Ty sama sprawiasz, że Ty codziennie masz coś dla siebie.
Codziennie masz coś, na co czekasz, co sprawia, że jesteś podekscytowana albo po prostu, że Twój dzień jest milszy, lepszy, przyjemniejszy.
Żebyśmy nie tyle tak odhaczyły życie, tylko naprawdę miały z tego przyjemność.
Z tego, że jesteśmy tu i możemy, no nie wiem, iść sobie na pączka.
Albo ja ostatnio bardzo lubię, chociaż nigdy nie lubiłam, to teraz bardzo.
Znalazłam takie miejsce, gdzie jest przepyszna kawa i chodzę sobie na kawę.
Zapisałam się też do biblioteki, w sensie założyłam tam kartę i wypożyczam sobie cały czas jakieś fajne powieści.
Następny poniedziałek też mam cały zajęty, bo idę na jogę, mam konsultację psychologiczną i idę na paznokcie.
I to jest dla mnie bardzo fajny dzień.
Przestałam mieć w głowie taką myśl, taki schemat, że każdy człowiek może po prostu sobie przyjść i sobie wziąć jakieś tam okienko w moim dniu.
I znowu wiem, że dla niektórych z Was słuchających być może jest to nieco egoistyczne, że
Wpisujesz siebie do kalendarza jako pierwsza.
Ale taka jest prawda.
Ja się tak czuję bardzo dobrze.
I w końcu czuję, że to jest moje życie.
W końcu czuję, że w tym życiu jest to, co ja chcę.
I co ja chcę zrobić, nauczyć się, doświadczyć.
I tak, nie będę oszukiwać, że wiele, wiele, wiele znajomości, nie można tego nazwać relacjami, ale takich znajomości, po prostu się jakoś tak rozpłynęło.
Bo ja nie miałam czasu wtedy, kiedy oni mieli czas.
Ale ja już nie jestem zapychaczem dziury w niczym kalendarzu.
Nie jestem na zawołanie, nie jestem na jedną wiadomość.
Hej, co robisz?
Spotkajmy się.
Bo ja mam po prostu plany.
Ja mam swoje życie.
Ja mam jogę, ja mam paznokcie.
Ja czytam książki i chodzę na spacery wtedy, kiedy sobie zaplanowałam.
Kolejny punkt na liście.
I to też jest być może trochę nieoczywiste, ale już tłumaczę.
Pamiętam, jak czytałam kryminały.
Czytałam zarówno takie klasyczne, typu Agatha Christie, jak i takie bardziej nowoczesne.
Była taka saga o Flajpace, tak to się nazywa?
Czy jakoś inaczej?
Te L i J są tam poukładane.
Potem zaczęłam czytać książkę tej autorki z jakimś innym autorem, taką łączoną książkę, Mentalista.
I po tej książce stwierdziłam koniec z kryminałami.
Jeśli czytałyście Mentalistę, mam nadzieję, że nie macie koszmarów.
Tak szczerze to, jeśli nie czytałyście, to nie czytajcie.
Ja po tym kryminale stwierdziłam, że to jest absolutnie niezdrowe dla mnie, żebym ja takie rzeczy czytała.
Bo o ile te takie klasyczne kryminały, na przykład bardzo lubiłam Agatę Christie, kiedyś sobie wzięłam jej morderstwo w Orient Expressie na wakacje i to była dla mnie niezwykle przyjemna i lekka lektura, ale późniejsze, właśnie te nowoczesne bardziej kryminały, ja mam wrażenie, że nie wiem czy ludzie być może przestali uważać zbrodnie za coś ciekawego.
Jest to bardzo obrazowe.
Ja nie wiem, jak autorzy na to wpadają, ale dla mnie to jest po prostu za dużo.
I zauważyłam, że czytając takie kryminały, zaczynam bać się.
No bo to jest też zupełnie naturalne, kiedy czyta się o zniknięciach, o przemocy, o zabójstwach, o tym, że sąsiad jednak ma inne intencje niż myśleliśmy, o tym, jak rozpada się mózg.
To powoduje to lęk, po prostu powoduje to większy lęk, większy stres.
Nasza wyobraźnia pracuje, a podświadomość wszystko to sobie zapamiętuje.
I nagle, pamiętam, że jeszcze wtedy mieszkałam w górach, kiedy czytałam tam te ostatnie kryminały, nagle wyjście do lasu i spacer po lesie.
Nie był spacerem po lesie, gdzie ptaki śpiewają i jest piękna zieleń, ale zieleń naprawdę była taka piękna, że po prostu oczu się nie można... nie można było oczu oderwać i w aparacie to nie był ten sam kolor.
I jakieś wiecie, wilki zaraz tu wyją, nie wiadomo co się stanie, więc dla mnie to było za dużo.
I ja stwierdziłam, że ja nie chcę mieć w podświadomości zapisanych zbrodni i nie chcę bać się wszystkiego.
Wiem, że jest taka ludzka potrzeba, żeby usłyszeć o tych historiach, nie wiem, przeżyć to w jakimś stopniu.
Ja tej potrzeby nie mam, nie czuję się z tym dobrze.
A jeszcze jedna kwestia, dlaczego nie czytam kryminałów, to dlatego, że autorzy tych kryminałów tak niezwykle potrafią trzymać w napięciu,
I nie zrozumcie mnie źle, ja kocham czytać książki, naprawdę uwielbiam, tylko teraz czytam takie powieści, które nie wywołują we mnie lęku i które nie są aż tak uzależniające, bo ja też wiem, że to jest, no cóż, no taki zabieg, tak?
Ja na takie zabiegi już się nie daję nabrać i wybieram te książki, które mi się podobają.
Które sprawiają, że czuję się dobrze.
Jeśli chcecie, mogę Wam kilka polecić.
Więc tak, słuchajcie.
Jest to jedna z top książek, które przeczytałam właśnie po tym, jak przestałam czytać kryminały.
A nie aż taka jakaś super moja ulubiona, ale bardzo przyjemnie się czytało.
To jest akurat polskiej autorki Sabiny Jakubowskiej.
Przeczytajcie ją koniecznie.
Pożyczyłam też jednej koleżance, która też przeczytała w kilka dni i mówi też, że bardzo jest zachwycona także dla wszystkich osób, które lubią historię, takie wiejskie życie bardziej.
Zresztą myślę, że naprawdę każdej kobiecie poleciłabym to, ze względu też właśnie na porody, na to jak to wtedy wyglądało.
No i było też, jestem pewna, że wiele więcej książek, bo ja naprawdę sporo czytam ostatnio.
Wysokowrażliwa się nazywa, więc zaobserwujcie, jeśli jeszcze nie obserwujecie.
Okej, już się trochę tutaj mi język lata, już za długo nagrywam, więc słuchajcie, ostatni punkt wam tutaj powiem z rzeczy, których nie robię, żeby polepszyć moje zdrowie psychiczne.
Nie mówię, że jest okej, kiedy nie jest okej.
Nie udawać, że coś mi pasuje, kiedy coś mi nie pasuje.
Ja wybieram być szczera w relacjach i na pewno nie liczę na to, że ktoś się domyśli czego ja potrzebuję, czego ja chcę w tym momencie, bo ludzie się po prostu nie domyślają i ja przyjmuję taką zasadę, że ludzie się nie domyślają i nie oczekuję tego od nich, nie liczę na to.
Nie daję im żadnych takich jakichś małych, wiecie, hints, takich jakichś małych wskazówek, małych jakichś takich zaczepek czy czegokolwiek, żeby może się domyślili o co mi chodzi i zrobili to.
Nie, to jest już nie dla mnie.
Bezpośrednio to, czego potrzebuję, to jaka jest moja opinia, czy się z czymś zgadzam, czy się na coś zgadzam.
I zauważyłam, że tak naprawdę jest łatwiej, mimo że tak patrząc na krótką metę, jest to bardzo trudne, żeby tak się zebrać w sobie i powiedzieć to, co naprawdę myślimy.
I w ogóle zauważyć to, co myślimy, to, co czujemy, to, czego chcemy, bo to często też dla wielu osób jest niedostępne.
Więc najpierw, żeby oczywiście to wiedzieć, potem, żeby to powiedzieć, a potem jeszcze, żeby mieć taką przestrzeń i odwagę, żeby przyjąć reakcję drugiej osoby, która oczywiście nie zawsze jest pozytywna i, wiecie, wspierająca w tym, że z czymś nie zgadzamy albo stawiamy granice.
Więc na początku to zdecydowanie jest trudne.
Ale łatwiejsze jest, kiedy patrzę na to w takim dłuższym dystansie, kiedy wiem, że relacje, które były oparte na tym, że się na coś zgadzałam, po prostu odpadną, rozpłyną się.
Że ludzie, którzy zostaną, będą wiedzieć, że jestem szczera i nie będą czuli, że muszą się czegoś domyślać albo że robią coś źle, bo, nie wiem, ja źle spojrzałam.
Tylko, że kiedy będą robić coś, co mi nie będzie pasować, co mnie będzie ranić, to ja im po prostu o tym powiem.
I to daje tyle spokoju.
Takiego wewnętrznego, tyle przestrzeni na to, żeby myśleć sobie o tym, o czym chcemy myśleć, a nie wiecie, knuć te wszystkie jakieś co zrobić, żeby jemu, jej pokazać, o co mi chodzi.
Po prostu powiedzieć, po prostu użyć jakiegoś schematu, jest ich mnóstwo, empatycznej komunikacji, żeby zakomunikować swoje potrzeby.
Żeby opisać, jak się z czymś czujemy, nie musimy kombinować, knuć, jakoś planować, po prostu powiedzieć.
Ja przynajmniej wyznaję taką właśnie bezpośrednią, empatyczną, autentyczną komunikację.
Nagrałam na ten temat też odcinek, możecie wrócić sobie to jeden z pierwszych.
Więc to są moje rzeczy, których nie robię, żeby chronić moje zdrowie psychiczne.
Te rzeczy po prostu nie są warte mojego zdrowia psychicznego.
Kiedyś czułam się winna, że tego nie robię, ale dzisiaj wiem, że nie stać mnie na to po prostu.
Jeśli coś kosztuje moje zdrowie psychiczne albo fizyczne, nieważne, to jest po prostu zdrowie.
Jeśli coś kosztuje moje zdrowie,
To jest dla mnie za drogie.
Dajcie mi znać, czy ta lista Was do czegoś zainspirowała, czy być może sprawiła, że inaczej zaczęłyście o czymś myśleć.
Jeśli spodobał Wam się ten odcinek, to będę bardzo wdzięczna, jeśli ocenicie podcast na Spotify i dacie mu 5 gwiazdek.
A jeśli wolicie prywatnie, to napiszcie do mnie koniecznie na Instagramie Wysokowrażliwa, bo bardzo lubię słyszeć i czytać, jak podobają Wam się odcinki i co myślicie, czujecie, kiedy ich słuchacie.
Ja dziękuję Wam za to, że jesteście i do usłyszenia za tydzień w Kąciku Wrażliwości.
Ostatnie odcinki
-
Nie da się żyć w zgodzie ze sobą, jeśli ignoruj...
06.07.2025 20:47
-
PASYWNA AGRESJA. Jak reagować gdy ktoś próbuje ...
11.05.2025 17:46
-
Skąd w nas potrzeba ratowania innych? Analiza b...
08.05.2025 09:03
-
7 rzeczy, których nie robię, żeby chronić swoje...
04.05.2025 13:49
-
Pozwól im. Po prostu im pozwól
28.04.2025 14:25
-
Nie szukaj potwierdzenia na zewnątrz, skoro odp...
14.04.2025 19:52
-
To dla twojego dobra
02.12.2024 05:00
-
Przestań udowadniać innym, że jesteś wartościowa
25.11.2024 05:00
-
Nie potrzebujesz ich aprobaty (o uzależnieniu e...
18.11.2024 10:19
-
Kiedy ludzie mówią, że jesteś ZBYT WRAŻLIWA
11.11.2024 05:00