Mentionsy

Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo
27.07.2025 15:29

Hrabia Monte Christo. 72. Obietnica

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 65 wyników dla "Morel"

– Tak, kochana – odpowiedział Morel – przyszedłem po złe wiadomości i takie sam przynoszę.

Valentin rzekł Morel, usiłując na tyle opanować wzruszenie, by móc mówić spokojnie.

Przed godziną byłem u hrabiego de Monte Christo, rzekł Morel.

— Posłuchaj — rzekł Morel — nie po raz pierwszy zastanawiasz się nad naszą sytuacją.

Dziewczyna zadrżała i przerażona spojrzała na Morela.

Morel uczynił nieokreślony gest.

Masz, pani, zupełną słuszność – odparł z flegmu Morel.

W głuchym głosie Morela w jego zaciśniętych pięściach dawało się wyczuć narastającą rozpacz.

Valentin, odpowiedział Morel, odrywając poluzowaną już deskę.

— Pani — odpowiedział Morel z gorzkim uśmiechem — jak sama powiedziałaś, jestem egoistą i jako egoista nie zastanawiam się, co zrobiliby inni w mojej sytuacji.

Morel wypowiedział te słowa z absolutnym spokojem.

Walentyn spojrzała na niego badawczo, dbając jednak, by wzrok Morela nie przeniknął w głąb jej serca, gdzie panował coraz większy zamęt.

— dodał Morel, kłaniając się dziewczynie.

— Bądź zdrowa — powtórzył Morel.

Morel, który już był odszedł o kilka kroków, a zawrócił i blady z radości, z sercem rozszalały, bo z szczęścia wyciągnął przez kratę ręce do Valentin.

Walentyn zbliżyła usta do kraty i w wonnym jej tchnieniu słowa doleciały ust Morela, który przycistą wargi do zimnej, nieugiętej zapory.

Morel słyszał jeszcze, jak szreściła jej suknia, zawadzając o pnie grabów i jak skrzypiały na piasku jej trzewiki.

Morel nie poprzestał na wiadomościach od Valentin.

Łatwo pojmujemy, jak poruszony był Morel.

Z wielkim wzruszeniem myślał Morel o chwili, gdy Valentin przyjdzie do niego i powie – Jestem twoja, Maksymilianie.

Morel dręczył swoje zegary do tego stopnia, że o szóstej zaczęły wskazywać wpół do dziewiątej.

Wtedy Morel wyszedł z kryjówki i zbijącym sercem zerknął przez szpary między dyskami.

Morel przechadzał się tam i z powrotem i tylko coraz częściej zaglądał przez szparę.

Morel domyślił się wszystkiego od razu.

Księżyc właśnie wyjrzał zza chmury i Morel ujrzał, jak w drzwiach na werandzie stoi Vilfort i jakiś czarno odziany mężczyzna.

Gdy postąpili zaledwie kilka kroków, Morel poznał w drugim mężczyźnie doktora D'Avriniego.

Morel zlodowaciały strwogi, jedną ręką trzymał na czole, drugą przyciskał do serca, chcąc stłumić jego bicie.

Morel po raz pierwszy od dziesięciu minut odetchnął.

Morel nie był pewien, czy aby nie śni.

Morel tymczasem wystawił głowę z krzaków, jakby potrzebował świeżego powietrza.

Morel zadrżał.

Morello szalał.

Dla Morela widok ten był jeszcze bardziej przerażający, od kiedy w tak przypadkowy sposób poznał tajemnicę jej śmierci.

Oddaliwszy się od okna, w którym dostrzegł ją Morel, modliła się teraz głośno, a modlitwa jej mogłaby wzruszyć nawet najtwardsze serce.

Morel nie był w stanie znieść tego widoku.

Morel wyciągnął rękę do ukochanej.

— rzekł Morel drżącym głosem, składając ręce.

Morel zadrżał, bo przypomniał sobie całą rozmowę między lekarzem i panem de Vilfortem.

— Przebacz mi — odparł Morel podobnym tonem.

Niestety, rzekł Morel z uczuciem egoistycznej radości, myślał bowiem, że ta śmierć na długo opóźni małżeństwo Walentiny.

Ale boli mnie jeszcze bardziej, ciągnęła dziewczyna, jak gdyby Morel miał być natychmiast ukarany za tę myśl, że biedna, kochana babcia umierając nakazała, aby mój ślub odbył się jak najszybciej.

— Posłuchaj — rzekł Morel.

— I odprowadza lekarza — dodał Morel.

Morel rzucił się za kotarę.

Morel popatrzył na nią ze zdziwieniem.

Poprosił Morel, wahając się, czy zrobić to, do czego nakłaniała go dziewczyna.

Morel szedł za nią na palcach.

Starzec utkwił z lekkim zdziwieniem swój badawszy wzrok w Morelu.

— To pan Maksymilian Morel, syn zacnego kupca z Marsylii, o którym zapewne słyszałeś?

Nortier utkwił swój inteligentny wzrok w morelu, jakby chciał wyrazić, to zależy.

Wstała, przysunęła krzesło Morelowi, zaleciła barua, aby nikogo nie wpuszczał, ucałowała czule dziadka, pożegnała ze smutkiem Morela i odeszła.

Wówczas Morel, aby przekonać pana Nortrier, że Valentin pokłada w nim zupełne zaufanie i że poznał wszystkie ich tajemnice, wziął słownik, pióro i papier i położył je na stole, gdzie stała lampa.

Jego nadwyraz szlachetna i surowa twarz czyniła na Morelu takie wrażenie, że drżał, zaczynając opowiadanie.

A teraz, rzekł Morel, skończywszy pierwszą część wyznań, gdy już powiedziałem panu o mojej miłości i nadziejach, czy mam panu wyjawić, jakie mamy plany?

— spytał Morel.

Cóż, mamy inny jeszcze sposób, rzekł Morel.

A jednak, gdy Morel skończył mówić, Nortier zamrugał kilkakrotnie oczyma, przez co, jak wiemy, wyrażał przeczenie.

— rzekł Morel.

— spytał Morel.

Mimo takiego zapewnienia Morelowi trudno było w to uwierzyć.

— spytał Morel.

Morel zrozumiał, że starzec przywiązuje wielką wagę do tej przysięgi.

Morel skinął głową na znak, że gotów usłuchać rozkazu.

Czekał na Morela i poprowadził go ciemnym i krętym korytarzem do furtki wychodzącej na ogród.

Morel prędko pobiegł do bramy.