Mentionsy

Historie arturiańskie
Historie arturiańskie
27.10.2025 12:24

#115 Suki, wiedźmy i bestie. Historie nadzorczyń obozów koncentracyjnych

W tym odcinku przyglądamy się wyjątkowo mrocznej częścihistorii III Rzeszy – kobietom pełniącym funkcje strażniczeki nadzorczyń w obozach koncentracyjnych. Kim były? Jak trafiały do aparatu terroru? Czy kierowała nimi ideologia, oportunizm, czy może osobista żądza władzy? Na te pytania odpowiada Jan Jakub Grabowski z kanału „Okupowana Polska”, który właśnie wydał na ten temat książkę. Nie mogłem sobie również odmówić rozmowy o coraz częściej spotykanych w przestrzeni publicznej narracjach relatywizujących i negocjacyjnych wobec zbrodni nazistowskich, zwłaszcza w odniesieniu do komór gazowych.

Zapraszam do odsłuchu 🎧

🔴 https://patronite.pl/sigillum

☕ https://buycoffee.to/sigillum.authenticum

Prowadzenie: Artur Wójcik (Sigillum Authenticum)

Gość: Jan Jakub Grabowski (Okupowana Polska)

Montaż: Mirek Kubic

#historiearturiańskie #publichistory

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 11 wyników dla "SS"

ale musimy patrzeć na nie w miarę indywidualnie, wniknąć w to, zrozumieć kiedy one wstąpiły w szeregi SS-a Uzairin, kiedy rozpoczęły tę pracę, jak wyglądał proces ich demoralizacji, ich coraz większego zaangażowania się w ten zbrodniczy system i wreszcie zauważenie również tego, że one też potrafiły być...

Ja w swojej książce też stosuję taką nazwę SS-aufseherin, ale broń Boże nie postrzegać członkostwo czy obecność aufseherek w zakonie Heinricha Himmlera.

Nadzorczynie nigdy nie były członkiniami SS jako takiego.

One były tylko czy aż SS-gefolge.

To była służba pomocnicza dla SS-manów.

Co też nie znaczy, że w łonie SS nie znajdowały się kobiety.

To były na przykład członkinie służby łączności, które musiały się wykazać jakimś związkiem krwi z innym SS-manem, czyli musiały być jego córką, siostrą lub żoną i wtedy mogły faktycznie zasilać personel SS jako takiego, czyli zakon Heinricha Himmlera, prawda, Schutzstaffel.

Ale na co czynnie, broń Boże, nie były członkiniami SS, więc też nie można ich na przykład nazywać, określać mianem SS-manek.

I tak w przypadku nadzorczyń również mogło być, aczkolwiek tutaj to jest raczej hipoteza, prawda, która się dość mocno sprawdziła, ale mogła mieć faktycznie taki cel, to jednolite umundurowanie, szczególnie, że no właśnie nadzorczynie musiały zachowywać anonimowość, jeśli chodzi o ich personalia, prawda, trzeba się było do nich zwracać per frau ausseherin i tym samym no to już był duży problem.

I to jest zarówno sam szef obozu, komendant obozu KL Auschwitz, Rudolf Hess, jak i poszczególni esesmani, typu wspomniany przeze mnie Erich Muswelt, a nawet ci, którzy się nie przyznawali, pozostawali do samego końca zagorzałymi narodowymi socjalistami, też wspominali o tym, że komory gazowe istniały.

Albo te jakieś seksualne jędze z obozów, SS-manki, nie SS-manki, jakieś katy z Płaszowa, jakieś pseudo-wnikanie w psychikę zbrodniarza.