Mentionsy
#9 Ciało nie kłamie - jak unikać wypalenia i budować dobre życie? Rozmowa z Ewą Hapek-Chodacką
"Gdyby ktoś umiał spojrzeć na nas z góry, zobaczyłby, że świat jest pełen ludzi biegających w pośpiechu, spoconych i bardzo zmęczonych, oraz ich spóźnionych, pogubionych dusz, które nie mogą nadążać za swoimi właścicielami. Robi się z tego wielkie zamieszanie, dusze tracą głowę, a ludzie przestają mieć serce.."
Olga Tokarczuk, "Zagubiona dusza"
Goszczę dziś Ewę Hapek - Chodacką, psychoterapeutkę Gestalt, zafascynowaną pracą poprzez ciało.
Ewa prowadzi praktykę na Śląsku.
W sieci znajdziesz ją tu: www.lasuwaznosci.pl
Dzisiejszy odcinek może zaciekawić psychoterapeutów, także w trakcie szkolenia oraz wszystkie osoby, które czują, że mają w życiu zbyt wiele przeciążeń i stresu i czują, że czas na zmianę, czas by zacząć lepiej żyć.
Dobrostanowe BHP to BAZA.
🌿 Z dzisiejszej rozmowy dowiesz się m.in.:
⏺Czym jest dobrostan, jak wieść dobre życie?
⏺O sygnałach wypalania i o tym co Ewę wspiera na co dzień?
⏺W jaki sposób ciało może być naszym przewodnikiem ?
⏺Jakie codzienne praktyki mogą pomóc lepiej czuć się w swoim ciele i zapobiegać wypaleniu?
⏺Jak terapeuci mogą dbać o siebie, by unikać wypalenia i nadal pracować z zaangażowaniem?
Zapraszam Cię do pozostawiania komentarzy, które mogą otwierać rozmowę w tym temacie. Zachęcam też do udostępniania odcinka osobom, które mogą poszukiwać takiej wiedzy.
Dziękuję i pozdrawiam!
Emilia
Dołącz do mnie:
💌Zapraszam do zapisu na newsletter - 5 sposobów, by wracać do BAZY - www.halobaza.com.pl
🌿 25.09-28.09.25 - Sopatowiec jesienią - twórczy warsztat rozwojowy o tworzeniu MAPY dobrego życia.
https://fb.me/e/8vftCZNFW
Emilia
Szukaj w treści odcinka
Ciało nie kłamie.
Jak unikać wypalenia i budować dobre życie?
Rozmowa z Ewą Hapek-Chodacką, psychoterapeutką Gestalt, którą możesz znaleźć w sieci, wpisując Las Uważności.
HALO BAZA to antywypaleniowy podcast o budowaniu życiowego dobrostanu.
Jeśli brak Ci energii i czujesz, że się wypalasz, ten podcast może być dla Ciebie inspiracją do budowania własnej dobrostanowej bazy.
No i na dzień dobry chciałabym poprosić, żebyś powiedziała mi coś o sobie i czym się zajmujesz.
No tak, te początki zawsze są najtrudniejsze i też jakoś wiem o sobie, że ten moment takiej ekspozycji, autoprezentacji jakoś dla mnie jest szczególnie jakimś takim wyzwaniem.
Myślę, że to tak jakbym miała siebie opisać w paru słowach, to na ten moment przede wszystkim
Żoną, mamą, psychoterapeutką gestalt, jak już powiedziałaś, przedsiębiorczynią też trochę, bo obie wiemy z racji wykonywania tego zawodu, że wiąże się on też z takimi
Aspektem jak prowadzenie swojej działalności i jakiś na to pomysł i realizacja.
Też twórczynią myślę, że to jest taki w ostatnim czasie jakiś mój kawałek, który się gdzieś ożywia i próbuje dojść do głosu.
Jakoś tak jakbym bardziej w takim egzystencjalnym wymiarze miała coś powiedzieć o sobie, to czuję się taką, takim pielgrzymem.
Nie wiem jak to wiesz, jakbym miała użyć feminatywu, to nie wiem co to by było.
Pielgrzymująca już nie będzie rzeczownikiem.
Nie, to może... Taka wiesz, zniesie się kimś, kto jest w drodze po prostu.
Kimś, kto jest w drodze, kto właśnie pielgrzymuje, odkrywa, przez to też się zmienia.
Czuję też jakąś, też obecność ważnych osób ze mną na tej drodze, że one też są jakąś częścią tego doświadczenia i że przez to stają się jakoś szczególnie ważni dla mnie i cenni.
Dla mnie też ta droga psychoterapii to jest taka właśnie droga, to jest po prostu droga.
To jest to, że jestem tu gdzie jestem, że coś odkrywam, że mam takie poczucie i świadomość, pewność, że to się też zmienia, że to się transformuje, że to jest związane właśnie z tym, że to jest proces.
I tak też wewnętrznie jakoś też zawsze myślałam o sobie jako o kimś, kto poszukuje, poszukuje czegoś.
Dla mnie osobiście też ważne jest to, żeby jakoś uspójniać, łączyć różne wymiary życia.
Jak powiedziałaś o ekspozycji, to przypomniała mi się nasza rozmowa wcześniej.
Tytuł dzisiejszej rozmowy to jest Ciało nie kłamie, więc ja Ciebie zapytam, jak Ty się w związku z tą ekspozycją czujesz w ciele teraz, jak to jest?
To też jest dla mnie, wiesz, ekspozycja, nie?
Trochę teraz backstage można powiedzieć, o jak Ty się masz.
No, kontaktuję się z tymi różnymi poruszeniami i doznaniami.
Jakbym miała Ci opowiedzieć, co się dzieje w ciele, to mam taki tutaj, tak mówisz, przestrzeń w klatce piersiowej, która mnie gdzieś tam przywołuje do tego, że jest to sytuacja dla mnie troszeczkę niepokoju, trochę takiej ekscytacji, ciekawości.
No też tremy, nie ukrywam, bo to jest dla mnie sytuacja zupełnie nowa.
Też rozmawiałyśmy sobie o tym, że rozmowa to jest taka forma, w której bardzo płynnie się poruszam, jak ryba w wodzie.
Także w jakichś moich wcześniejszych zawodach, chociażby HR Business Partnera, to była moja praca.
Natomiast w takiej odsłonie i w takiej formule, w jakiej się dzisiaj widzimy, czyli nagrywania podcastu, no to jest to dla mnie
No kontaktuję się z tym, że mam tremę na przykład, nie?
I że czuję niepokój i szukam oparcia.
Szukam oparcia, dotykam stopami tej naszej podłogi, wykładziny i kontaktuję się z tym, co mi to robi, jak mi to też daje wsparcie i oparcie, że ten grunt tam jest i że jest niezmienny i że mogę też w taki sposób się wesprzeć tutaj.
Właśnie myślę, że to ważne, bo dziś się rozmawiamy o dobrym życiu, budowaniu dobrostanu i nie wypalaniu się.
I w naszym zawodzie to wypalanie się jest jakąś perspektywą, jeśli się w odpowiedni sposób nie uważa na doświadczenia, które płyną z ciała.
I chciałabym zapytać ciebie, czym dla ciebie, w kontekście ciebie Ewy, ciebie terapeutki, jest dobrostan, dobre życie?
No tak, to jest bardzo ważne, ciekawe pytanie, ale jeszcze pozwól, że sobie to kończę myśl, bo ona jest dla mnie bardzo ważna.
To, co mnie wspiera i daje taką szczególną też poczucie powrotu do siebie, to jest to, że rozmawiam z Tobą, że to Ty jesteś tu naprzeciwko, że się widzimy, że mamy też jakąś relację poza tym kontekstem tego studia i tej rozmowy.
Rozmowa z Ewą Hapek-Chodacka, Olga Tokarczuk, Lasu W A Z N O S C I.
Tak, że we mnie coś się dzieje i jednocześnie jak na Ciebie patrzę, czy jak się rozglądam tutaj i kontaktuję się z tym, że to jest dla mnie przyjazne, dobre miejsce, to to mnie też gruntuje i uspokaja.
No właśnie, jakoś wyobrażam sobie, zaraz przejdziemy do tego pytania i odpowiedzi Twojej, ale to też jest niezwykle ważny ten kontakt, o którym Ty mówisz, tej pracy w kontakcie z osobami, które przychodzą do gabinetu i często nie czują swojego ciała.
To jest to, z czym my psychoterapeuci jakoś, co szczególnie jest w polu naszej uwagi w czasach, w których jesteśmy, to jest właśnie ten aspekt cielesności i tego, na ile, w jaki sposób jesteśmy świadomi i możemy czerpać z tego właśnie, że jesteśmy cieleśni, że jesteśmy obecni w ciele, właściwie wyłącznie w ciele.
No i też na ile możemy z tego skorzystać w takim znaczeniu świadomości.
No a czym dla Ciebie jest dobre życie?
Dobre życie, dobrostan.
Jakoś myślałam sobie o tym słowie, że ono jest dla mnie takim zlepkiem dwóch słów.
Dobro i stan.
Czyli taki stan dobra.
To jest w ogóle ciekawe pytanie w kontekście, wiesz, właśnie naszych czasów, w których żyjemy.
Gdzieś mnie to od razu zaprasza do takiego, wiesz, tak intelektualnie do różnych takich wycieczek w stronę takiej
Po nowoczesnej narracji
Gdzie ten dobrostan kojarzy się głównie z szczęśliwością, wydajnością, z takim właściwie przymusem i nadmiarem pozytywności.
Ale zatrzymujemy się przy tym, co to znaczy dla mnie, też jako dla osoby, która tym wpływom podlega.
I dla mnie ten stan dobra to jest taki stan, który kojarzy mi się właśnie z dążeniem do harmonii jakiejś, do równowagi, do takiego poczucia też zgody, akceptacji, do takiego poczucia takiej trochę jasności, klarowności.
Może to są takie słowa trochę abstrakcyjne, spróbuję jakoś osadzić w kontekście.
Można to spróbować też tak przetłumaczyć jako taki stan work-life, jak to się mówi?
Work-life balance.
Work-life balance, właśnie.
Chociaż nie do końca mi to pasuje, ale to jest właśnie taki stan, w którym ja czuję, że jak jestem w pracy, to jestem w pracy, w pracy.
Dla mnie praca jest też pasją i zawsze jest jakimś też momentem, no właśnie nie jakiegoś takiego, okej, idę do pracy, idę do domu, ale to bym tak powiedziała.
Może jestem w gabinecie, jestem tam na 100%.
Jestem obecna, jestem zdolna do tego, żeby się podłączyć.
W kontakcie z tym, co mnie otacza.
Jestem z moimi dziećmi, jestem z moją rodziną.
Mam ochotę, energię, zasoby, żeby wyjść na dwór, żeby się jakoś zrelaksować, żeby poczuć też tę więź z moimi bliskimi.
Dla mnie to są jakieś takie proste rzeczy, takie poczucie też zgody i akceptacji na to, kim jestem, na to, co mam, ale też jakieś realności tego, czego nie mam.
I to jest dla mnie, to jest dla mnie dobroste.
Jakoś myślę o tym, co mocno ukształtowało mój sposób patrzenia na rzeczywistość, mój sposób życia.
Jest taki autor Suzuki Roshi, autor takiej książki, jednej z najbardziej popularnych na zachodzie, która się kojarzy z medytacją zen.
Umysłu zen, umysłu początkującego.
Myślę, że to gdzieś tam już nawet funkcjonuje trochę nawet jako metafora.
Ten umysł początkującego w takiej narracji nawet trochę takiej popularnej momentami.
Jego kiedyś zapytano, co to jest zen, jakby to zdefiniował.
I on na to odpowiedział w taki sposób, ja to przytoczę tak, jak to jest po angielsku, bo nie wiem, jak to zgrabnie przetłumaczyć, może sobie z tym poradzimy jakoś wspólnie.
Ale on odpowiedział na to tak, akcept what is as it is and help it to be its best.
I właściwie dla mnie to jest takie zaproszenie do takiej praktyki bycia i praktykowania tego, kim jestem.
Tak z chwili na chwilę, w takiej uważności.
Mówisz o takim dostrzeganiu jakiejś realności w tym, co jest, a jednocześnie wyciąganiu z tego to, co jest najlepsze jednak.
Tak, zgodzę się z tym jak najbardziej.
To jest właśnie taka esencja, esencja doświadczenia, esencja życia.
Dla mnie to się też bardzo mocno wiąże z praktykowaniem wdzięczności.
Rozwijanie właśnie w sobie takiej w ogóle umiejętności, bo to jest pewna umiejętność, którą można po prostu rozwijać i jakoś sobie świadomie kształtować.
To jest taka potężna brama do dobrostanu, taka wdzięczność, taka umiejętność bycia wdzięcznym.
To jest coś, co bardzo pasuje do tej praktyki uważności, do praktyki medytacji, co bardzo, bardzo ubogaca naszą pracę terapeutyczną, która też w takim wymiarze egzystencjalnym opiera się na nadziei, że my zawsze spotykamy drugą osobę
I po prostu jesteśmy i podpieramy tą naszą też obecność.
Też tą obecnością nadziei właśnie w tym polu relacyjnym.
Ja myślę, że to o czym mówisz jest właśnie takie ku życiu.
Ja sama sobie przypominam siebie.
Ja przez lata prowadziłam taki wiesz mikrodziennik wdzięczności.
Rano pisałam.
Naprawdę lata to trwało.
Trzy rzeczy, za które jestem wdzięczna z poprzedniego dnia.
I właśnie chyba fajnie, że mi się zrobił taki zlapek sług.
A od kolei w ostatnich latach, chyba dwóch, zmieniłam to trochę formułę na trzy rzeczy, które sprawiły mi frajdę.
Nie wiem, jakoś potrzebowałam zobaczyć to z tej perspektywy.
I to też jest ciekawe, bo w zasadzie to jest coś podobnego.
Ja też jestem za to wdzięczna, to wiadomo.
Oczywiście, to jest takie żywe paliwo, napędzające do życia.
Radość jest po prostu czymś wspaniałym i trzeba ją też praktykować i rozwijać.
I jakoś mnie też poruszyła, Ewa, jak mówiłaś właśnie o tej takiej swojej obecności, że jak jesteś w gabinecie, to jesteś w gabinecie, jak bawisz się z dzieciakami, to bawisz się z dzieciakami.
Jakoś pomyślałam o takim byciu właśnie obecnym w każdej bieżącej chwili i że to w zasadzie brzmi prosto, ale takie proste wcale nie jest, bo jednak ilość bodźców, które do nas docierają cały czas jest duża i jest takie powiedzenie freelancera, otwieram oczy i już jestem w pracy, nie?
Można by powiedzieć, że to nie jest takie proste, żeby mieć taką czystość, żeby móc jednak oddziałać siebie od tych różnych funkcji i ról, w jakich się jest.
Jeszcze jak tu dodasz takie nasze zmiany w ogóle kulturowe, cywilizacyjne, które nastąpiły w związku z pandemią.
I tego, że zaczęliśmy pracować online i takiej kompresji czasu, przestrzeni.
Wrzucasz, wiesz, pranie do pralki, a za chwilę masz spotkanie biznesowe z dziesięcioma osobami.
Za chwilę robisz to albo to i jeszcze to już w ogóle to się robi bardzo takie złożone i skomplikowane, że można się w tym w ogóle pogubić.
Można naprawdę wielokrotnie w ciągu dnia zadać sobie pytanie, kim ja teraz jestem, nie?
Słuchaj, a czy ty sama doświadczałaś momentów wypalenia jako terapeutka?
Jak rozpoznawałaś ewentualnie te momenty, jeśli były?
Ale zacznijmy od tego, czy doświadczałaś?
No, jak każdy.
Mam oczywiście to doświadczenie zlotów i opadków.
Myślę sobie, że to co mnie gdzieś na początku mojej kariery, w cudzysłowie tak to nazwijmy, terapeutycznej, było taką życiową lekcją dla mnie, to takie zachłyśnięcie się, takim poczuciem, że jak ja bardzo kocham to co robię, jak ja bardzo znalazłam to co ja tak pragnęłam robić i jako mi to sprawia wielką frajdę,
Ja rzeczywiście podchodzę do tego z dużą pasją, zaangażowaniem i ciekawością.
I właśnie myślę, że robię to na 100%.
I jednocześnie...
To znaczy, wydawało mi się, że tak mi wspaniale idzie, to właściwie to mogę przyjmować i przyjmować tych klientów i będzie ok.
Myślę, że to jest też tak, że jak wchodzimy w ten zawód, to jest bardzo wiele różnych pułapek i takich, ja bym to nazwała, takich grzechów początkującego terapeuty.
Jednym z nich może być właśnie takie poczucie, że jak to lubię, jak mi to wychodzi i jak to jest przyjemność mi to sprawia, to ja mogę to robić po prostu bez limitu.
No i to rzeczywiście trwało do czasu i skończyło się dla mnie takim zderzeniem ze ścianą i takim pierwszym momentem jakiejś takiej, nie wiem jak to nazwać, takiej retrospekcji, że o kurczę, to jest możliwe, że ja mogę wylądować w takim miejscu, że brakuje mi siły.
Brakuje mi siły, brakuje mi motywacji, brakuje mi zupełnie, jakby czuję się, że jakby nie wiem, co się ze mną dzieje, nie jestem sobą.
No, to się też nałożyło jakby innymi obszarami, nie?
Takiego, że jeszcze trwało moje kształcenie w instytucie, że jeszcze miałam pewne obowiązki takie merytoryczne, nie wiem, napisać pracę, zdać egzamin.
I rzeczywiście łączenie tego jakby do kolokwialnej kupy wszystkiego było gigantycznym wyzwaniem, ale ja też nie do końca, mam poczucie, miałam z tym kontakt.
No i też z pewnymi osobistymi, takimi bardzo też prywatnymi trudnościami w tle.
Więc no to musiało... ten system musiał nie wyrobić w pewnym momencie, nie?
I to się rzeczywiście dla mnie skończyło takim obsunięciem depresyjnym, które było dosyć długotrwałe i musiało być bardzo...
Jakoś tam, no myślę o tym, że to trwało w czasie.
To trwało w czasie, to musiało się rozłożyć w czasie jako proces leczenia po prostu, takiego przywracania równowagi i kontaktu.
Mówisz właśnie o takim dużym przeciążeniu w tamtym okresie.
I też myślę, że z punktu widzenia osób, które przychodzą do gabinetu, czasami terapeuta jest widziany jako taka osoba, która nie ma tego typu kłopotów egzystencjalnych, nie?
I że też warto odczarowywać, że każda z nas, każdy z nas jest człowiekiem i realnie, to brzmi trochę jak frazes, ale realnie doświadczamy najróżniejszych trudności, które
Przeciążają mi, tak jak mówisz, mogą prowadzić właśnie do jakiegoś epizodu, czy depresji.
Myślę, że w tym znaczeniu nas jako terapeutów zupełnie nic nie różni od tych osób, które do nas przychodzą i które się do nas zgłaszają o pomoc.
Więc ja myślę, że też z takiego mojego doświadczenia, co jest dla mnie istotne i co mnie zaskoczyło, to że w pewnym momencie ja doświadczyłam takiego też przeciążenia samym procesem takim właśnie rozwojowym.
Zabrakło tego właśnie mojego tła, jak to mówimy w gestalcie.
I ja go musiałam odbudowywać w taki sposób, że zrezygnowałam z terapii własnej na dość długi czas.
Myślę, że nawet do dwóch lat.
I wtedy pojawiła się taka moja taka inspiracja, że ja zupełnie odpuściłam tą formę pracy nad sobą i poszłam w stronę
Wstronę ciała, jakkolwiek to właśnie zabrzmi tak, że wprowadzi nam pewien podział taki, jakoś merytorycznie, że jeszcze może wzmocni ten podział pomiędzy tym, co nazywamy pracą z ciałem, a psychoterapią.
Ale tu absolutnie to nie jest moją intencją, tylko jakoś dla mnie to było istotne, żeby odpuścić tą narrację, to, że przychodzę i mówię, i opowiadam, i szukam, i drążę, i nie wiem...
Tylko właśnie takie, no czegoś brakowało w samym procesie, co powinno w nim być obecne, takiej właśnie, no rzeczywiście relacyjności, gdzie jest ten cykl, gdzie ja też oddaję ciężar, ja też przyjmuję wsparcie, ja też, to jest ogromna umiejętność, której należy, można uczyć.
To nie jest proste, to nie jest oczywiste.
A co w tym czasie i teraz nadal pomaga Ci odzyskiwać jakąś równowagę, ten dobry stan, o którym mówimy?
Czyli mówisz o tym, że skierowałaś uwagę bardziej na ciało, na relacyjność w terapii, na uczenie się takiej kompetencji oddawania też swojej odpowiedzialności, opierania się na kimś.
To pojęcie odpowiedzialności, ono zawsze gdzieś tam będzie nasze.
Tylko, że jakby to co jest w tym ludzkie, to to, że zawsze sięganie jest możliwe.
Że coś mnie tam czeka, że ktoś na to odpowie.
Że nie zostanę z tym po prostu bez wsparcia, bez oparcia.
Tam po prostu ktoś jest, bo to jest to doświadczenie takiego utknięcia na różnym tle z różnych powodów, tego utknięcia, że my mamy to przekonanie, że nawet jak ja to zrobię, to tam nikt na mnie nie, nikt mnie nie zobaczy, nikt mnie nie usłyszy.
Jest to powiedzenie i to jest takie często traktowane jako coś dobrego, że ktoś jest samodzielny, czyli można to rozłożyć na sam i dzielny.
A to jest w zasadzie jakoś bardzo smutne, że to też jest dobre, natomiast to ma tą swoją ciemną stronę, że można się izolować w tym.
Samodzielny, tak.
Samodzielny, nie?
A sięganie po pomoc jest sygnałem, że nie jesteś samodzielny.
Natomiast właśnie jest taka też postać bardzo w przestrzeni social mediowej popularna.
Nie wiem, czy go kiedykolwiek widziałaś, słyszałaś.
I on bardzo pięknie mówi, wiesz, o takim swoim doświadczeniu.
I właśnie w taki sposób, że też się bardzo bawi słowami.
I mówi, że sięganie po moc, to jest sięganie po moc.
I że to sięganie po moc jest oznaką wielkiej odwagi, siły, dojrzałości.
No tak, no bo...
Ryzyko odmowy jest realne.
Ale to też takie przyznanie sobie prawa czy realności tego, że ja jestem zmęczona, zmęczony, czyli to mi się należy, czyli sięgam po moc.
Tak a propos też osób, które przychodzą do gabinetu jakoś wyczerpane, nie?
Czujesz przemęczenie, stres i brak Ci równowagi?
Zapraszam Cię na warsztat Nie Wypalaj się i zaprojektuj swoją mapę do bazy.
Warsztat odbędzie się na Zoomie www.halobaza.com.pl Buduj dobrostan i nie wypalaj się.
Chcę Cię zapytać o to, w jaki sposób według Ciebie ciało może być naszym przewodnikiem w procesie terapeutycznym, w procesie odzyskiwania swojego dobrego stanu.
Myślę sobie, myślę sobie tak i jakoś czuję i wiem, że no szczególnie w tym naszym ujęciu gestaltowskim to ciało odgrywa ważną rolę i że my jesteśmy obecni nie tylko jakoś tak wiesz poznawczo w gabinecie, że siedzimy, rozmawiamy sobie i wymieniamy informacje, tylko to jest jakaś taka wiesz głębsza wymiana, która jest jakoś bardzo głęboko zakorzeniona też w ciele.
I że terapeuta to jest taka osoba, która korzysta, czy pracuje też sobą, jest też narzędziem pracy.
O tyle możemy być obecni i o tyle możemy dotknąć tych obszarów, którymi osoby przychodzą, o ile mamy sami z nimi kontakt w sobie.
Myślę, że to jest bardzo ważne, o czym mówisz, że właśnie
Taka dostępność i świadomość siebie.
Znowu używam takich słów, które, no właśnie, co one znaczą, nie?
Ja to mogę jakoś powiedzieć właśnie na przykładzie choćby tego, że ja siedzę.
Tak, ale mówię nawet teraz o sobie, że ja też teraz dla siebie szukam wsparcia, nie?
Bo czuję jakiś rodzaj senności, bo nie spałam tak długo, jak bym chciała.
I wiesz, chodzi o to, że ja mam wrażenia, ja obserwuję te wrażenia, które płyną.
I w tym sensie to ciało jest dla mnie teraz przewodnikiem, bo mnie wspiera i prowadzi do tego, żebym wzięła łuka w wodę, bo wtedy poczuję się jakoś bardziej rześko.
Zastanawiam się, jak można, mając tą świadomość siebie jakoś albo budując ją, bo to chyba proces, który się nie kończy, póki żyjemy, nie?
Jak można wspierać osoby, które przychodzą, żeby na przykład się nie wypalały, bo często ludzie przychodzą jacyś mocno przeciążeni, nawet nie mówią.
Dzień dobry, jestem wypalona, wypalony zawodowo albo mam depresję, ale mówią o spadku energii, o jakimś odpoczywaniu poprzez scrollowanie.
O tym też rozmawiałyśmy, nie?
Że człowiek jest tak przeciążony, przebodźcowany, że wraca do domu i trzy godziny scroluje Instagrama na przykład, nie?
Pytasz mnie o to, jak im pomóc, tak?
Od czego zacząć, nie wiem.
Jak też uwrażliwać na ciało.
No tak, to jest tak, że gdzieś powiedziałabym, że zanim to ciało będzie mogło dojść do głosu w takim...
W takim sensie, jak ja mogę z niego skorzystać, jak ono mi może pomóc.
No to ciekawe jest odzyskiwanie kontaktu z tym ciałem, uwrażliwianie się na to, że ono w ogóle jest, że my jesteśmy w ciele.
W tym ciele pojawiają się różne impulsy, mikroimpulsy, poruszenia.
W keształcie mówimy o całej sferze doznaniowej, sensorycznej, takiego bardzo szerokiego, bogatego tła, z którego możemy czerpać, które może być jako źródło
Informacji, które płynie do naszego układu nerwowego, które odbieramy jako informacji.
Psychoterapeuci pracujący z ucieleśnieniem mówią o tonacjach, że zanim coś powstanie jako melodia i to będzie to wyłonienie się, powiedzmy, czy jakoś kształtu, powiedzmy, naszej figury.
To najpierw mamy jakąś tonację, jakiś klimat sytuacji, jakieś poczucie, które jeszcze nie jest jakąś jasną informacją.
To się dopiero wyłania w procesie kontaktowania.
Więc żeby się też tak jakby nie wgłębiać i nie rozpływać w teorii gestalt, w teorii praktyce.
No to tak, uczymy się zauważać i uwrażliwiać.
Zachęcamy do tego, żeby to obserwować, żeby tego nie oceniać.
To też jest taki kawałek, który gdzieś mi się bardzo mocno kojarzy z tą moją, moim doświadczeniem i praktyką medytacji zen.
To jest dokładnie o tym samym, chociaż oczywiście w gestalcie bardzo mocno się koncentrujemy na wymiarze relacyjnym, kładziemy nacisk na ten wymiar relacyjny, czyli nie tylko moje uczucia, moje myśli.
Ziemia, która pode mną, niebo, które nade mną, przestrzeń, ale gdzieś po prostu ja, ty, jakiś ten rezonans, ta wymiana, to co się dzieje, kiedy się pojawia po prostu osoba, drugi, że to zawsze zmienia, zawsze przeinacza.
Więc my wierzymy w to, że też obecność terapeuty ucieleśnionego może jakby wesprzeć osoby, które do nas przychodzą w ożywianiu i pobudzeniu tej sfery właśnie takiej obecności ucieleśnionej świadomości.
Jak mówisz o ożywianiu i pobudzaniu, to ja sobie myślę, że to się często dzieje poprzez spowalnianie.
Bo ja mam doświadczenie z osobami, które przechodzą z jakiegoś takiego wielkiego pędu, wchodzą do gabinetu.
I też mówiłam ci, miałam dwa dni temu sesję z moją klientką w lesie i obie wpadłyśmy w ten las w jakimś takim tempie.
I nagle zaczęłyśmy bardzo zwalniać, bardzo wolno iść.
I w tym zwolnieniu dopiero było możliwe zobaczyć pewne, nawet to, że zwalniamy, co się dzieje, jak to się stało, że my też ze sobą rezonujemy w tym dębie.
Że my siebie jakoś słuchamy, chociaż nie umawiałyśmy się na to w ogóle.
Nasze ciała jakoś na siebie zareagowały.
No i to było dla mnie właśnie, raz, że to się zadziało w relacji, to by nie było możliwe w pojedynkach, bo pewnie, zresztą omawiałyśmy, co by było, gdyby każda z nas szła osobno, że pewnie, nie wiem, inne rzeczy by się podziało.
Taką miałyście fenomenologię.
Taką miałyśmy, taką obserwację, fenomenologię, czyli takie dostrzeżenie naszej takiej wyjątkowości tej sytuacji, tej naszej relacji.
Tak, że może być tak, że ktoś idzie obok i ten ktoś ma swoje tempo i wyraźnie zwalnia.
I wtedy ja mogę się zastanowić, co mi to robi, że ta osoba idzie wolniej.
Jak to wpływa też na mój
Jak mój oddech reaguje na to, że ja zwalniam?
Co czuję w tej przestrzeni właśnie w sobie, w klatce piersiowej, w posturze, w tym co widzę?
Bo jak ja się zatrzymam albo zwolnię, to może też trochę świat wygląda inaczej z tej perspektywy.
Jakie sygnały płonące z ciała mogą wskazywać na wypalenie i chroniczny stres?
No tak, to są takie symptomy, które powodują takie poczucie zagłupienia i dezorientacji.
Coś się ze mną dzieje i ja nie do końca wiem, co to jest.
Nie mogę siebie poznać i nie mogę się takiego...
No chyba zaakceptować, tak mówiąc najprostszym językiem, prawda?
Czyli to jest jakaś obniżona motywacja, na pewno.
Takie spadki energii, które jakoś wymykają się spod kontroli w takim codziennym funkcjonowaniu.
Wielkie dzięki i do zobaczenia!
Bardzo ważnym też takim symptomem tego, że coś się takiego dzieje jest też izolacja społeczna, ograniczanie kontaktu z innymi, dążenie do tej izolacji.
I to też jakoś nie mam tutaj wiesz na myśli poczucia bycia samotnego, nie?
Które jest bardzo nam potrzebne wszystkim.
Takiego właśnie odbodźcowania czy w ogóle potrzeba fizycznej samotności.
Oto akurat jest przejaw zdrowia i takiej bardzo zdrowej miłości własnej, dobrze rozumianej.
Ale ten rodzaj izolacji, o którym mówimy, wiąże się z takim lękiem, z niepokojem.
Perspektywa interakcji budzi lęk już i takie poczucie o jej znowu albo o jej nie mam siły, albo nie dam rady.
I że to jest jakieś takie doświadczenie właśnie takiego paraliżu, że właściwie co się ze mną dzieje, kim ja jestem?
Nie mogę, nie mogę tego zrozumieć, nie mogę tego skontrolować.
Czyli to właśnie mówisz o utracie kontroli i takim niezrozumieniu siebie, że coś się zmieniło i jakby ja tracę kontakt ze sobą dobry.
I też przez to wycofuję się z kontaktu z innymi osobami, nie?
Bo mówisz o wycofaniu.
Od sieci komórkowej, od internetu, od miasta.
Sama miałam taką wielką przyjemność niedawno w takim środowisku terapeutycznym odbyć taki wyjazd, gdzie wszyscy mieliśmy jakieś takie poczucie,
Że to, co nazywamy treningiem terapeutycznym, tutaj zupełnie jakby nam się rozjeżdża, jakoś tak semantycznie nie umiemy tego wyjaśnić.
To słowo nie pasuje do tego, co się dzieje.
Tak, dokładnie tak.
Więc właśnie to słowo praktyka było dla nas dużo bardziej takie adekwatne i w zgodzie z tym, co się tam działo.
To jak sobie już tak o tym opowiadamy, to może jeszcze dopowiem, bo tak mam poczucie, że warto jakoś domknąć wątek być może dla zainteresowanych.
Żeby to tak tajemniczo nie brzmiało, ten trening,
Odbywał się w szczególnym otoczeniu gór Beskidu Niskiego w miejscowości, która nazywa się Robki, w której jest kilka domów na krzyż, jak się to mówi.
Który ma przepiękną historię kultury łemkowskiej.
Taka forma obywania praktyki terapeutycznej dla terapeutów jest w Polsce organizowana przez Jacka Panstera.
Jakoś myślę, że warto o tym wspomnieć też, że być może kogoś z naszej grupy zawodowej to zainteresuje.
Takich poszukiwaczy, może innej troszeczkę formy, która łączy i kontakt z naturą i kontakt z ciałem i też różne takie dyscypliny uważności i jakoś to
Zostaje tak włączone w sposób taki zupełnie naturalny, płynny w cały przebieg tego wydarzenia.
I też to, że jesteśmy ze sobą, sposób w jaki jesteśmy ze sobą, że tworzymy społeczność, że wspólnie jemy posiłki, że wszyscy przez ten czas nucujemy w jednym miejscu.
Jakoś myślę też o takim byciu, nie?
Aktywnym byciu ze sobą, nie?
A jakie praktyki, takie codzienne, mogą pomóc osobom, które nas słuchają lepiej czuć się we własnym ciele i nie wypalać się tak na co dzień?
No to jest też taki wysiłek indywidualny, jakiegoś poszukiwania tego, co mi może pomóc.
Myślę, że w naszym zawodzie to jest po prostu absolutnie warunek konieczny, że to trzeba włożyć, nie wiem, nawet mówiąc brzydko, w koszty.
Że to po prostu jest absolutny must have.
To jak ja jestem i to jak ja siedzę i to jak ja jestem w ogóle obecna.
I co ma na to wpływ?
Co mnie wspiera w tym?
To jest po prostu konieczność.
I tu już sobie każdy może jakoś poszukać indywidualnie.
Dla mnie te somatyczne inspiracje zawsze były bardzo, bardzo, bardzo wspierające.
Ja jestem, wiesz, jakby diagnostycznie ADHD-owcem, więc gdzieś takie poczucie chaosu jako stylu, wiesz, modalności kontaktu albo w ogóle jakby, wiesz, egzystencji samej w sobie, to jest dla mnie, wiesz...
Dla mnie sięganie po te na przykład techniki takiego wiesz uziemiania, rozumienia i czucia siebie wiesz względem grawitacji w przestrzeni to jest na dzień dzisiejszy naprawdę lepsze lekarstwo niż no farmakoterapia na przykład.
Gdzieś rozumiem, że to, co jest naszym poczuciem, wiesz, takim fenomenologicznym bycia w świecie, takim poczuciem, że jestem, jak jestem i gdzie jestem, no to przecież też jest dzielesne.
To też jest związane z tymi jakościami takimi, o których w ogóle na przykład lekarze średnio w ogóle myślą o tym, żeby to w jakikolwiek sposób łączyć, czyli na przykład z prawem grawitacji, albo właśnie z przestrzenią.
To jak ja stoję, moja postura, moje w ogóle... Och, już nie chcę tu wchodzić, właśnie ten system toniczny i tak dalej, bo mnie akurat teraz ciągnie w kierunku na przykład jogi powięziowej integralnie
I rolfingu, gdzie to są takie techniki przywracania orientacji właśnie w dwóch kierunkach i pobudzenia na przykład mięśni tonicznych, czyli mięśni głębokich, które dla osoby na przykład z osłabionym napięciem mięśniowym
Są uśpione i on funkcjonuje, żyje w uśpieniu, a nie wie, że może się wyprostować i nie wie jak to zrobić, bo jego układ nerwowy ma po prostu taki, a nie inny język, że on może popatrzeć w lustro i szukać tego.
I to będzie totalnie, wiesz, nie jego.
Jakieś takie próba dostosowania się do jakiegoś wzorca.
To będzie jakieś takie sztuczne.
Ale to może wyjść naturalnie poprzez orientację i ten kontakt właśnie z tymi jakościami, nie?
Nagle ciało w jakiś zupełnie niezwykły sposób odnajduje te ustawienia, jak to na przykład mówi Wojtek Kaczmarzyk z Instytutu, że to odnajduje jakby ustawienia fabryczne i przywraca stan naturalny.
I to się dzieje w jakiś taki tajemniczy sposób, bo to nie jest związane z wysiłkiem na przykład mięśni, w żaden sposób.
To jest takie przypominanie sobie, to znaczy przypominanie tym mięśniom, czy tam tym...
Powięzią, czy też w ogóle ciału, bo jak mówisz o tym, to przypomina mi się jak ja w Siawasanie na Jodze układałam się i zamykałam oczy i trzeba było się położyć symetrycznie, a do mnie podchodziła, wiesz, moja nauczycielka i mówiła mi jak ja krzywo leżę, że ja mam jedną rękę wydłużoną, głowę przechyloną.
Ja w ogóle nie miałam poczucia.
Miałam poczucie, że ja jestem w symetrii totalnej.
To jest wiesz o tym i z czasem moje ciało sobie przypomniało jak to być w symetrii.
Ale wiesz to się nie zadziało siłą mojego wiesz postanowienia, że no jednak się popraw.
W ogóle to nie miało nic do tego.
Chociaż ten rodzaj przypominania też jest, ale to przypominanie to jest właśnie to uobecnianie, czyli co teraz się dzieje.
To jest takie przywracanie się do tu i teraz.
I pozwalanie na przepływ, bo jak ten przepływ jest naturalny, to wtedy też pojawia się, wiesz, naturalna odpowiedź układu nerwowego, bo on się samoorientuje, nie?
I jakby to jest o tym, no to jest niezmiernie, niezmiernie fascynujące, wiesz, i jakby łączenie tego z takim wymiarem właśnie ciała anatomicznego i biochemicznego układu nerwowego, z tym...
Wymiarem ciała fenomenologicznego, czującego, przeżywającego, opowiadającego historię.
To jest najciekawsza dla mnie przygoda i pasja.
I też taka droga na przyszłość.
Już samo to orientowanie się, co się z nim dzieje, może zapobiegać właśnie wchodzeniu w takie działanie bez kontaktu, czyli właśnie wypalanie się, przeciążanie się.
Brak tej świadomości powoduje, że właśnie tak jak mówiłaś o sobie, o tym jakby też, no tutaj twoja miłość do pracy, ale doszły te inne wątki, nie?
Ale że faktycznie nie miałaś jakiegoś może hamulca, że świadomość tego ciała może dać ci ten hamulec, nie?
No tu w ogóle wchodzimy na taki temat, wiesz, on jest niezmiernie ciekawy, bo tu też wchodzą takie, wiesz, też takie kwestie trochę systemowe, kulturowe, też takiej narracji jakoś obowiązującej w czasach, w których żyjemy.
Żyjemy w takich czasach, które są opisywane przez filozofów jako taki czas takiego sukcesu, takiego przymusu osiągnięć, pozytywności, takiego wiesz, nadmiaru pozytywności i przymusu w ogóle szczęścia.
I że to też jest taka narracja, która się jakoś zakorzenia w naszym ciele i powoduje jakiś wewnątrz sterowalny system.
Że ja mam absolutny wpływ, nieograniczony na to kim jestem.
Na to co mogę, na to jakie mam możliwości.
Patrząc z takiej perspektywy, to ja w ogóle nie mam jak się zatrzymać w tym.
To jest taki proces, który trwa i w którym nie ma poczucia skali.
Jest taki filozof współczesny, bardzo uznany właśnie w różnych kręgach, niemiecki filozof koreańskiego pochodzenia.
Nazywa się Byong Chul Han i on właśnie pisze o takich zjawiskach.
Bardzo pięknie pisze, także gdzieś też zainteresowanych zachęcam do tekstu.
Ten filozof, tak, wspomniany przeze mnie, on tak, znaczy on tak diagnozuje te nasze czasy, w których jesteśmy, w taki sposób, że wypalenie i depresja, która następuje później, tak, jako konsekwencja, że to jest coś, co się rodzi z takiego nadmiaru pozytywności, z takiego właśnie
Rozmowa z Ewą Hapek-Chodacką, Olga Tokarczuk, Lasu W A Z N O S C I.
Następuje coś takiego jak dobrowolny samowyzysk.
On to tak nazywa.
I że chodzi o to, żeby cały czas jakoś rozszerzać, transformować, rozwijać się i tak dalej, i tak dalej.
I że to jakby nie ma końca.
Że ja nie tyle muszę, czy podlegam jakimś zakazom, bo to jest taki właśnie kierunek, że
Tylko w tym właśnie podejściu jakby brakuje czy nie ma w ogóle takiego poczucia właśnie jakiejś skali, że ja mogę się nad tym zatrzymać, że ja mogę się tym nakarmić, że ja mogę uznać, że to jest OK.
Ponieważ przymus generowania ciągłych dalszych sukcesów po prostu mnie całkowicie determinuje moje życie.
Tutaj Han właśnie mówi o takiej dwoistości, że z jednej strony mamy absolutną wolność, a z drugiej strony mamy absolutne zniewolenie.
Ponieważ ten, można powiedzieć, samowyzysk nie ma końca.
Może nie mieć końca, no realnie może nie mieć końca, bo można się w ogóle jakoś nie karmić tym, czyli to nie wchodzi do świadomości, to się nie ucieleśnia, nie staje się częścią mnie, bo ja mam ciągle poczucie, że jest za mało.
I ciągle gdzieś tam za rogiem jest kolejne szkolenie, kolejny warsztat, który jest tym celem i tam już osiągnę coś, a w zasadzie niczego się nie osiąga tak do końca.
Wiesz, no jakby właśnie to jest, istotą tego jest takie całkowite, można powiedzieć totalne odcięcie od ciała.
No bo ja nie mogę nawet poczuć czy doświadczyć tego, co się wydarza, ponieważ cały czas właśnie wyprzedzam jakoś siebie.
Jestem, ale nie ma możliwości, żebym jakby się podłączyła czy zobaczyła coś, prawda?
To jest proces bardzo głęboki, też takiego naszego rozwoju i kształtowania, gdzie bardziej byliśmy gdzieś tam uczeni dostosować się do jakiegoś wzorca, do jakiegoś ideału, do oczekiwań, do aspiracji, często czyjejś aspiracji i tam gdzieś nie było jakby przestrzeni na
To, żeby poznawać czy dowiadywać się poprzez doświadczenie, poprzez emocje, poprzez na przykład takie no swobodne eksperymentowanie, testowanie.
Skąd ja mogę, wiesz, czerpać taką właśnie ucieleśnioną wiedzę, co ja na przykład lubię, co ja nie lubię, co mi sprawia przyjemność, co nie.
Właśnie, że to jest też ten dramat, taki potężny dramat tego
Współczesnego, ponowoczesnego człowieka jest taki, że my bardzo często nie wiemy, co my lubimy.
Jest taka wielość, też taki wybór, taka różnorodność, że w zasadzie to zalewa i nawet trudno jest to skonsumować, a tych treści ciągle przybywa.
Gabor Mata o tym mówił, nie?
I teraz myślę też właśnie o tym, nie?
To jest właśnie przepiękny przykład, nie?
Bo tak, tak, ten Gabor Matetu.
Bo jeżeli chodzi o gabaramaty, to wiemy, że ma w ogóle milionowych followersów i że jest bardzo popularny w mediach społecznościowych.
Wszyscy lubią oglądać i słuchać ten jego taki ciepły, spokojny głos, prawda?
I on kiedyś w jednym z wywiadów zapytał się go właśnie, ten jego rozmówca, czy jest coś, czego on żałuje w swoim życiu.
I on powiedział wtedy, że jest taka jedna jedyna rzecz, o której myśli, że żałuje.
Przytoczył właśnie taką opowieść, taką anegdotę o Kubusiu Puchatku.
Z taką czułością zapytał tego youtubera, czy znasz Kubusia Puchatka?
To było urocze, bo ten jego rozmówca się uśmiechnął i mówił, nie osobiście.
Okej, ale no właśnie, o co tutaj chodzi?
Właśnie Gabor Matę podzielił się takim swoim przeżyciem, że gdyby miał przeżyć swoje życie jeszcze raz, jedną rzecz zrobiłby inaczej.
I że najbardziej wzruszyło go zakończenie książki, Kubusiu Puchatku.
Kiedy Krzyś musi iść do szkoły, nie ma innego wyboru, tak?
I mówi właśnie swoim przyjaciołom, swoim zabawkowym przyjaciołom, że nie będzie mógł się już dłużej z nimi bawić.
I Gabor Matew właśnie, nawiązując do tego, właśnie opowiadał, że to czego sam nie był świadomy, kiedy szedł na studia medyczne i kiedy pracował jako lekarz, to to jak bardzo był zdeterminowany, nieświadomie właśnie.
Tym, żeby uzasadnić swoje istnienie w świecie, że to go całkowicie napędzało i że to był właśnie taki samowydrążający się proces, gdzie on nie miał jakby poczucia spełnienia, satysfakcji.
Mówisz właśnie o tym samowyzysku teraz.
Tak, że miał to poczucie, że on jeszcze cały czas ma coś do zrobienia, że on ma coś do udowodnienia, że to jest najważniejsze.
I że kiedy kieruje nami taki przymus bardzo ciężkiej pracy i kiedy zaczynamy ignorować inne sygnały, inne bodźce, inne poruszenia, to wtedy to, co naprawdę ważne, najważniejsze gdzieś nam umyka w tej rzeczywistości.
No i też odwołał się właśnie do swojego rozmówcy, powiedział mu, że powiedziałeś mi wczoraj o tym, że masz taki zwyczaj robienia sobie letniej przerwy, kilkutygodniowej.
I wtedy odpoczywasz od nagrań, nie nagrywasz żadnych podcastów, spędzasz czas z żoną, z dziećmi, z rodziną i mówisz, ja tego nie robiłem.
I właśnie to ostatnie zdanie z Kubusia Puchatka brzmi, ja go teraz przytoczę.
I że właśnie to jest pewnego rodzaju, że 100 milowy las jest jakąś taką metaforą jakiegoś też stanu umysłu, który jest nam potrzebny do takiej życiowej równowagi i że jest po prostu no krytycznie ważny dla nas.
To poczucie, że my możemy się bawić, że my możemy być spontaniczni, że my możemy być w tym, co robimy właśnie tak na 100% prosto.
Ostatnie pytanie, Ewa, do Ciebie.
Jaką w takim razie jedną rzecz każdy z nas może robić dziś?
Zrobić może dziś, żeby zadbać o swój dobry stan, dobrostan?
Może wybrać, żeby się na chwilę zatrzymać, posłuchać własnego oddechu, żeby poczuć ziemię pod sobą, która przyjmuje nasze trudy, która nas wspiera, niebo nade mną, niebo nad nami, które daje różne możliwości, że jest coś poza tym chaosem i dialogiem i niezliczonymi też dialogami, które się gdzieś w nas rozgrywają,
Można po prostu znaleźć taką przestrzeń.
To może być 15 sekund, to może być minuta, pięć, na to, żeby po prostu świadomie pobyć ze swoim oddechem, ze swoimi kierunkami w dół i w górę i zobaczyć, co się wtedy stanie.
Ta metafora 100 milowego lasu jakoś chyba ze mną zostanie.
Takie właśnie poczucie, że w ogóle las to jest taki naturalny plac zabaw i że można przez niego bardzo różnie przejść i być w tym lasie.
Właśnie jako gość, jako obserwator, jako w ogóle ktoś, kto nie zauważa nic.
Można tam naprawdę się zatrzymać jakoś.
No i tak.
Także dziękuję Ci bardzo, bo ta rozmowa dużo mi przypomniała o tym, co gdzieś jest ważne.
Ja też bardzo dziękuję i jakoś jestem wzruszona tym spotkaniem i też taką dla mnie możliwością bycia w takiej zupełnie nowej dla mnie sytuacji i kontaktowania z różnymi moimi procesami w tle i takiego też wracania do siebie i do ciebie.
Mam nadzieję, że jakoś też komuś to posłuży, kogoś zainspiruje, zaciekawi.
No i dziękuję Ci za zaproszenie.
Przypuszczam, że kolejny raz będzie jeszcze bardziej o ciele.
No tak, to by było coś rzeczywiście, czym możemy poeksplorować.
Jesteśmy na tej ścieżce jakoś każda na swój sposób, też podobnie, ale myślę, że to jest coś, co będziemy jeszcze tutaj eksplorować.
No dobra, dziękuję Wam.
Co piątek wysyłam antywypalaniowy list o budowaniu życiowego dobrostanu.
www.halobaza.com.pl Do zobaczenia.
Ostatnie odcinki
-
#15 To wszystko na moich barkach. O przeciążeni...
06.03.2026 06:42
-
#14 Ubierz się w siebie – rozmowa z Anną Mikuls...
19.12.2025 06:32
-
#13 Siła grupy – jak wspólne doświadczenie poma...
17.10.2025 06:27
-
#12 Między biegiem a zatrzymaniem. O wypaleniu,...
12.09.2025 16:26
-
#11 Jest sposób na wszystko. O dobrostanie w ps...
22.08.2025 07:17
-
# 10 Finansowe poczucie bezpieczeństwa - jeden ...
18.07.2025 12:56
-
#9 Ciało nie kłamie - jak unikać wypalenia i bu...
30.05.2025 10:04
-
#8 Mądrość w pracy i cyfrowa transformacja – ja...
09.05.2025 07:20
-
#7 Wypalenie zawodowe terapeutów: Jak dbać o do...
09.04.2025 09:17
-
#6 Od analizy danych do analizy siebie – ekonom...
14.03.2025 08:06