Mentionsy

Ej Stara
Ej Stara
09.05.2025 16:00

✨ Sportowa era, bucket list era, corporate girl era - czemu teraz każda faza życia to „era”?! ✨

W dzisiejszym odcinku pogadamy o trendzie , który pewnie już zauważyliście na TikToku, Instagramie czy w rozmowach ze znajomymi – a mianowicie nowym sposobie mówienia o sobie, czyli przedstawiania swojego życia „w erach”. Kochani my Już nie mówimy że trenujemy od dwóch miesięcy" my jesteśmy w naszej sportowej erze. Gdy życie doświadczyło nas emocjonalnym tornadem, my nie dochodzimy do siebie czy odpoczywamy, my jesteśmy w naszej healing erze. W dzisiejszym odcinku razem z Asia będziemy starały się rozryć zagadkę er. Dlaczego tak często się do nich odnosimy, co nam to daje, oraz czy pozwala nam to bardziej uchwycić różne etapy naszego życia. ✨Miłego odsłuchu! 💖

〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️

WIĘCEJ NAS:

🎙️ ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠You Tube⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠

🌸 ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠Instagram⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠

❤️‍🔥 ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠Tik Tok⁠⁠⁠⁠⁠

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 526 wyników dla "R"

Nie jestem nawet dobra.

Ale czy to robię dalej?

Robię to.

I będę to robić, dółstronnej śmierci.

Kochani, aż mi ręce pozwalają, będę to robić.

Ja nie wiem, czy ani zostanę na starość jakimś pustelnikiem.

Serijnie.

Naprawdę, bo ja mam wrażenie, że z roku na rok mnie coraz bardziej po prostu ciągnie.

Bo mi się wydawało, że jak ja wyjadę za granicę Polski, tam nikt przecież jeździć nie umie, tylko my Polacy wiemy, jak się jeździ.

Prawda jest taka, że nawet jak coś się kończy źle, to bardzo często to zło w naszym niemaniu stanowi trochę taką bramę dla nowych, lepszych rzeczy.

Nauczyłam się, że moja praca jest wartościowa i że to nie jest tak, że ci ludzie robią mi łaskę, że ja mogę do nich przyjść i u nich popracować.

Ja dzisiaj jestem do mocnych przemyślenia, mocne i mam ciary, mam ciary, mimo że goliłam ręce.

Cześć, tu Marysia.

A Wy słuchacie Ej Stara.

W dzisiejszym odcinku podcastu porozmawiamy o trendzie, który już pewnie zauważyliście na Instagramie, TikToku czy w rozmowach ze znajomymi, a mianowicie o przedstawianiu swojego życia w erach.

No bo kochani, my teraz już nie mówimy, że trenujemy od dwóch miesięcy.

My mówimy teraz, że jesteśmy w naszej sportowej erze.

A kiedy przez nasze życie przejdzie emocjonalne tornado, my nie potrzebujemy odpocząć albo się zrelaksować.

My potrzebujemy być w naszej healing erze.

Także tak, dzisiaj wraz z Asią będziemy starały się rozgryźć zagadkę R.

Także moi drodzy, zaczynajmy i porozmawiajmy dzisiaj o erach.

Era, era, era.

Ale jak powiedziałaś o rozgryzaniu tajemnic R, to sobie tak pomyślałam, że jesteśmy jak postacie ze Scooby Doo.

No bo tajemnice, wehikuł tajemnic, rozgryzanie tajemnic.

Także rozpocznijmy ten odcinek.

Zadam ci bardzo ważne pytanie.

Jak myślisz, skąd wzięło się pojęcie er i kiedy w ogóle coś takiego pierwszego, pierwszy raz zauważyłaś, usłyszałaś i tak dalej i gdzie to było?

Kochani, było to w roku 2024 w Warszawie.

Nie no, żartuję.

Ale szczerze, pierwszy raz... Szczerze, tylko szczerze.

Tylko szczerze.

Nie, okłamię was teraz, bo wszyscy wiedzą jak jest.

Ale pierwszy raz w ogóle o erach usłyszałam na turnie Tyler Swift Erastur.

I wiem to wszystko od mojej przyjaciółki Kasi, która jest ogromną fanką Tyler i ona mi opowiadała o tych erach.

Ja wam teraz tego nie powtórzę, bo to jest kilka tych er.

I dla mnie to jest skomplikowane, ale pamiętam, że była jakaś country, była ta taka spicy, że tam węże w ogóle latały i nie wiadomo co.

I to były ery twórczości Tyler Swift.

I to jest pierwszy raz, kiedy ja się spotkałam z tym określeniem.

Pierwszy raz.

Pierwszy raz.

Powiem Ci, że ja chyba mam podobnie, w sensie, że też jakby dopiero w momencie, gdy był koncert Taylor Swift, ale nie jakby ta jej cała trasa, tylko dopiero jak ona była w Polsce, bo jakby nie jestem fanką Taylor Swift, więc nie wiem o niej za wiele, ale jak była wiadomo w Polsce, no to jakby na każdym TikToku, Instagramie i tak dalej, no po prostu wszędzie były informacje o tym koncercie.

I faktycznie właśnie było, że ery, ery, ery, ery.

I potem miałam takie poczucie, że na TikToku i na Instagramie zaczęło pojawiać się właśnie jakieś takie, bardzo dużo po prostu jakichś takich filmów z serii właśnie, że nie wiem, jestem w mojej sportowej erze, jestem w mojej healing erze, jestem w mojej IT erze itd., itd.

albo soft girl erze.

Jezu, w ogóle jak ja zaczęłam czytać ile tych er jest i ja już w ogóle nie nadążam co która znaczy.

My możemy być teraz w naszej kanapowej erze.

Tak, i podcastowej erze.

Ej stara era.

Ja zrobię taki hashtag, Ej Stara Era.

Ej Stara Era.

Ej Stara Era.

Ej, piękna sprawa.

Piękna sprawa.

A jak myślisz w ogóle, czy takie grupowanie życia, swoich etapów życia w ery może nam coś dać?

W sensie mi się wydaje, że ludzie lubią sobie tak właśnie pokminić i coś pogrupować, tak samo jak np.

lubimy sobie robić testy na nasze charaktery, jakim bochnem chleba jesteśmy, jakim znakiem zodiaku i co to znaczy itd.

No to też na przykład często u psychologa się uzewnętrzniamy, bo chcemy dowiedzieć się jak najwięcej o sobie, skąd pewne rzeczy, nie?

I myślę, że to może dać trochę taką klarowność, tę erę.

W sensie widzisz wtedy tak centralnie od do, kiedy coś się u ciebie zaczęło, kiedy się skończyło.

Nie, dokładnie, że to nam daje takie poczucie takiego uporządkowania życia i trochę nadania tym etapom naszego życia może jakiegoś takiego większego znaczenia?

Tak, tak, bo na przykład coś, co się wydaje takie błahe może się stać jakąś całą erą, nie?

Nie wiem czemu, ale mi się to kojarzy trochę z taką celebracją teraz, w sensie przykładowo, nie wiem czemu to, ale przyszło mi do głowy teraz, że obroniłaś się, więc pierwsze co robisz po obronie, albo nie pierwsze, może następne, ale idziesz to celebrować, prawda, jakoś świętować w jakiś sposób, więc równie dobrze może być tak z erami, możemy po prostu celebrować jakiś etap naszego życia, albo wręcz przeciwnie, opłakiwać jakiś etap naszego życia.

I też kolejna rzecz, która mi się gdzieś pojawiła w głowie, to jest też taki sposób na zbudowanie własnej narracji.

W sensie, że jakby jesteś trochę jak taka postać w serialu, ale ty jesteś głównym bohaterem.

Main character era.

Tak, main character era, dokładnie.

Tylko jesteś jakby tym głównym bohaterem w swoim własnym życiu.

I jakby mi się to bardzo, bardzo, bardzo podoba.

Tak, to też bardzo fajnie pokazuje, jak istotni jesteśmy w własnych rzeczach, bo bardzo często mam wrażenie, że skupiamy się za bardzo na innych i na tym, że też może nam się wydawać, że odgrywamy główną rolę w ich życiach, a tak nigdy nie jest.

To się może wydawać też trochę takie przykre, w sensie to zdanie, które powiedziałaś, że no nie stanowimy głównej roli w czyimś życiu i że ludzie tak na dobrą sprawę myślą od nas mniej, niż nam się wydaje, no ale jednak jest to też prawdziwe, bo postawmy też siebie w własnym świetle, no i jednak też w głównej mierze myślimy o sobie, o swoich problemach i tak dalej i nie jest to w żaden sposób, mam wrażenie, egocentryczne, no chyba, że

Czy uważasz, że są jakieś plusy albo minusy na przykład grupowania swojego życia w ery?

Myślę, że takie grupowanie swojego życia w ery może nam dać bardzo dużo.

I jest to też coś, co ty mi ostatnio pokazałaś, co bardzo utkwiło mi w pamięci, czyli jest to pokazanie, że w życiu wszystko się zaczyna, ale też się kończy.

I nie są to zawsze jakby tylko te pozytywne rzeczy.

To jest przykre, że one się kończą.

Jak to powiedziała Okuniewska, po igraszkach przyjdą płaczki, a po płaczkach igraszki.

Natomiast bardzo podoba mi się idea tego, że coś się kończy i jest tylko jakąś konkretną erą, jakimś czasem w historii, okresem historycznym.

To jest jedna rzecz, a druga, myślę, że nadanie naszemu życiu właśnie takiej trochę

Narracji takiej baśni?

Nie wiem, mi się to totalnie z tym kojarzy, kiedy mówimy, że to są takie ery.

Nie wiem, dlaczego akurat mi się to kojarzy z jakąś taką baśnią, ale że masz taką swoją erę.

I ja lubię ogólnie romantyzowanie życia, więc po prostu dla mnie to nadaje takich barw, takiej nutki właśnie literackiej.

Najlepsze jest to, że pierwszy plus, jaki w ogóle mam tutaj zapisany, to jest to, co powiedziałaś jako pierwsze, czyli że wszystko ma swój początek i wszystko ma swój koniec i klasyfikowanie naszych etapów życia właśnie w te takie ery idealnie to po prostu obrazuje.

A jest to, mam wrażenie, o tyle ważne w momentach takich gorszych w naszym życiu, prawda?

I w takim momencie, gdy nie wiem, no nie jest wszystko tak, jak byśmy chcieli, życie nie jest kolorowe, usłane płatkami róż, ale wtedy przychodzi do głowy taka myśl, że przecież to też kiedyś się w końcu skończy i ta era też się kiedyś w końcu skończy, prawda?

Oczywiście też tak jak powiedziałaś, że w momencie, gdy mamy świetny okres w naszym życiu,

Nie chciałabym, żeby się kończył, ale powiedzmy sobie szczerze, życie pisze różne scenariusze i tak dalej, więc to również też się może skończyć, ale wtedy możemy taką erę wspominać po prostu z uśmiechem na twarzy.

I myślę, że jakby to jest po prostu świetne.

Ja też mam wrażenie, że w bardzo fajny sposób może to porządkować nasze życie i właśnie działać tak fajnie w kwestii wspomnień i budować nam tak fajnie po prostu wspomnienia, bo mam też takie wrażenie, że

Zdaję sobie z tego sprawę, bo widzę to po sobie, że z każdym rokiem coraz mniej pamiętam sobie o swojej przeszłości i jednak gdy te swoje wspomnienia szufladkuję albo wkładam w jakieś takie boxy, pudełka, w tym przypadku właśnie w te ery, to jakoś łatwiej mi zapamiętać dane okresy w moim życiu.

Chociaż czasem dobrze po prostu myślę, że wyciągać po prostu z takich lekcje, ale te pozytywne uważam, że jak najbardziej to jest świetna sprawa.

No i właśnie też ten kolejny plus to mam takie wrażenie, że to takie poczucie, tak jak powiedziałeś, że czuję się jak w jakichś baśniach i tak dalej, więc jesteś tą taką główną postacią, czyli ta main character era, co jest w ogóle świetne, bo mam wrażenie, że

Wtedy też się bardziej dostrzega to co się dzieje wokół nas, jest się bardziej tu i teraz i mam też takie wrażenie, że dodaje takie trochę poczucie sprawczości, że jesteś panem własnego losu i to faktycznie od ciebie zależy jak to życie się potoczy.

Wiadomo, że otoczenie ma na to też znaczący wpływ i tak dalej, ale jednak to jak się zachowamy też równie istotnie na to wszystko wpływa.

Totalnie, to tak jakbyśmy sami pisali swoją historię, co nie?

Tylko na różnym papierze.

Albo jakby ktoś dodawał jakieś komentarze gdzieś po boku, nie?

Na to nie mamy wpływu, ale całość, cała treść jest nasza, a te marginesy to są sobie takie obok.

Bardzo mi się to podoba.

Bardzo mi się to podoba.

A czy uważasz, że grupowanie życie w ery może mieć jakieś minusy?

Pierogi z magą.

Myślę, że na pewno jeśli pogrupujemy sobie życie w ery, to jednak nie skupimy się tylko na samych pozytywach, choć bez skały srałe tak się nie da, no bo w życiu, tak jak powiedziałaś, są napisane dla nas różne scenariusze i czasem są te gorsze dni, więc zapamiętamy je de facto, ale myślę, że one też mogą być dobrą lekcją, więc to w sumie taki plus o minus.

Natomiast samych takich konkretnych minusów nie widzę.

Tak naprawdę nie widzę takich dużych minusów, poza tym, że jednak pewne rzeczy, które były dla nas smutne, bolesne i tak dalej, zostaną z nami.

Ale myślę, że one muszą z nami być, bo inaczej nie byłybyśmy tą samą osobą, więc myślę, że o tych lekcjach życiowych pamiętać też, kochani, trzeba.

Trzeba sobie robić te...

Erolekcje.

Erolekcje.

Nie, to były jakieś erotyczne.

Właśnie to brzmi źle.

Ten przedrostek tu nie pasuje.

Ten przedrostek to nie pasuje.

To ja znowu mam wrażenie, że takim minusem, który gdzieś może się pojawić, to na przykład spłaszczanie jakichś problemów.

Przykładowo, nie wiem, ktoś się gorzej czuje i mówi, że jest w swojej sad girl erze, co brzmi, powiedzmy, jakby tak zwięźle i może pokazać, że faktycznie ktoś może mieć gorszy okres w życiu.

Ale z drugiej strony też sobie tak myślę, że jeżeli ten okres się trochę jakby wydłuża i tak na dobrą sprawę potrzebna jest jakaś pomoc specjalisty, to równie dobrze możemy tego nie zauważyć, tylko i wyłącznie dlatego, bo stwierdzimy, okej, to jest teraz taka era w moim życiu, to przecież zaraz minie i tak dalej, i tak dalej, co nie?

Więc może to trochę jakby spłacić nasz problem.

I jeszcze jedna jakaś taka rzecz, która mi się pojawiła w głowie, to przez to, że jest mega dużo tych trendów teraz na Instagramie i na TikToku i właśnie przygotowując się do tego odcinka odkryłam jakieś nowe era, o których nie miałam cholera jasno zielonego pojęcia i w ogóle nie jestem z tym na bieżąco.

Tu mam też takie wrażenie, że po prostu dużo osób może się wzorować na tych erach i starać się być w tej erze, co nie do końca będzie związane z ich tożsamością i z ich takim prawdziwym vibe'em, co nie?

To jest takie gonienie za trendami, nie?

To nigdy nie jest dobre.

W sensie może być inspiracją, natomiast nigdy nie powinno być koniecznością, nie?

Także tak, moi drodzy.

Asia, powiedz mi w takim razie, w jakiej teraz jesteś erze swojego życia?

O Boże, teraz?

Teraz!

Ja ci wszystkie moje ery opowiem, ale szczerze, bo ja myślałam o przyszłości, a nie pomyślałam sobie, co by było dzisiaj, więc kochani, będzie na żywo.

Kurczę, ja jestem chyba teraz w mojej... W jakiej by to erze?

Healthy, aware era.

W sensie, ja teraz, ja wiem, że nie pozjadałam wszystkich rozumów mając 28 lat, ja wiem, że nie przeżyłam wszystkiego mając 28 lat, ja wiem, że jeszcze dużo przede mną, kiedy mam te 28 lat, ale ja czuję, że jestem w tak fajnym miejscu właśnie dzięki tym wszystkim poprzednim erom, że mogę powiedzieć, że czuję się zdrowo,

I czuję się bardzo świadoma.

I jestem teraz właśnie w takiej erze.

Czuję się tak jakby świadoma jeśli chodzi o moje zdrowie psychiczne, o moje potrzeby, o miejsce w jakim się znajduję.

W pracy też czuję się taka właśnie świadoma, bezpieczna.

Zdrowa, bo jestem w fajnym miejscu pracy i jestem z fajnymi ludźmi.

I myślę, że to jest piękna era.

I tutaj w tym przypadku chciałabym powiedzieć, że to właśnie nie jest era, tylko to już będzie na zawsze, co nie, kochani?

Dokładnie, ale tylko ci życzymy, żeby ta era trwała pokres twoich dni.

Niech ona trwa wiecznie!

Niebezpiecznie jest myśleć, że jest coś trwania wiecznie.

Ja jestem jakby gotowa na inne ery, aczkolwiek liczę na to, że to będzie upgrade, a nie coś... Nie downgrade systemem.

Tylko upgrade.

Tylko upgrade.

Niech to nie będzie nic, co po prostu ściągnie mnie do poziomu kałuży.

Ach, tragicznie.

Piękna sprawa.

A ty w jakiej jesteś erze?

Ja mam wrażenie, że od lutego jestem w swojej sterydziara era.

Ej, serio.

Ej, naprawdę.

I moja sterydziara era ma swoje podery.

Seryjnie, tak jest.

Żeby dać tutaj tło historii, mam problem z brzuchem i niestety musiałam od tego przyjmować dość silne sterydy, żeby sobie wyciszyć jelita.

A przez to, że te leki były dość mocne, to miałam bardzo dużo skutków ubocznych.

Niektóre z tych skutków ubocznych były spoko, a niektóre niespoko.

I na przykład z takich fajnych skutków ubocznych było to, że ja w marcu byłam człowiekiem chomikiem.

Ja byłam człowiekiem nitro, ja mogłam po prostu nie spać, robić 30 rzeczy w ciągu dnia, słuchałam cały czas jakieś rejwicy, mucki, no po prostu ja miałam takiego chomika w głowie, że ja nigdy w życiu czegoś takiego nie miałam.

Ja się czułam po prostu jak człowiek na ADHD, albo jak jakiś człowiek na manii, naprawdę.

Powiem tak, nie wiem, czy bym mogła tak całe życie, pewnie nie, bo w kwietniu mój organizm się o to dopomniał, że kurde, babo, spałaś po 3 godziny i trzeba się w końcu ogarnąć, ale było to naprawdę bardzo ciekawe przeżycie.

Przebiegałam też wtedy swój pierwszy bieg, w ogóle też miałam wtedy taką mega sportową erę, a to właśnie jest podera sterydziary ery, że... Sam raz.

Sport, sterydy.

Wypryski na twarzy, moi drodzy, okrągła twarz, jakby no wszystko.

Natomiast teraz jestem, że tak powiem, na takim zjeździe i w kwietniu miałam znowu sadger erę i zmęczoną, że tak powiem, erę itd.

Co prawda marzec był lepszy niż kwiecień.

Ale ja akurat widzicie, cieszę się teraz z tego plusu tej ery, a mianowicie z tego, że wszystko ma swój początek i koniec.

Dzisiaj właśnie był ostatni dzień, gdy brałam ten paskudny lek i ja już będę teraz wolnym człowiekiem i cieszę się z tego niezmiernie.

Ta era się właśnie zakończyła.

I będzie koniec tej dziary.

O, więc taka historia.

I nie wiem czemu, ale wyobraziłam sobie to jako takie topienie marzanny.

Ja nie wiem czemu, ale ostatnio często opowiadałam ludziom ode mnie z pracy, bo nie wszyscy są z Polski, o topieniu marzanny.

I tak mi się to skojarzyło, że to będzie taki koniec, taki dosadny.

Tak, topię starą wersję siebie.

Grubo.

I marzanny się topi na koniec zimy, początek wiosny.

Tak, pierwszy dzień wiosny.

Ej, nie utopiłyśmy marzeny w tym roku.

Takie lekko zaśmiecanie rzek.

Mentalnie topimy marzeny.

O Jezu, piękna sprawa, piękna sprawa.

A czy kojarzysz jakieś takie inne ery w swoim życiu, które utkwiły ci bardzo mocno w pamięci?

Jak najbardziej.

W ogóle ja bym zaczęła od tej najstarszej, bo

Jako taka, która odkwiła mi najbardziej w pamięci.

Dobra, nie odsieram, tego pamiętam.

To jest era, której nie pamiętam prawie w ogóle.

Odkwiła mi najbardziej w pamięci?

Tak, bo to jest całkiem zabawne, bo nazwałam to All that was before era.

I nazywa się to tak, ponieważ ja mam wrażenie, że mniej więcej do 25 roku życia tak nie skupiałam się na tym, co się dzieje wokół mnie, że to mi tak...

Dziwnie mi gnało, przeleciało.

I postanawiam sobie zrobić z tego całą erę i wepchać w to całe moje życie, aż do 95. roku życia, żeby Państwu, kochani... Państwo, kochani... Państwo, kochani, słuchajcie!

Żeby wam uświadomić, że jeśli nie skupiamy się na tym, co dzieje się tu i teraz, nie próbujemy sobie właśnie...

Zwolnić, tak jak my to zawsze mówimy kochani, powąchać kwiatka, odciąć się na chwilkę, to życie nagle tak miga, jest centralnie jak struś pędzi wiatr.

I właśnie mam wrażenie, że przez to, że wcześniej, w sensie to nie było tak, że byłam kompletnie nieświadomym robotem, aczkolwiek ja to tak odczuwam, osobiście dla mnie to była taka era na autopilocie.

Skończyłam tam szkołę, ale ja Wam na przykład nie opowiem wielu szczegółów z mojego dzieciństwa, czy właśnie z tego jak byłam nastolatką.

Wszystko się działo naturalnie, ale bez przemyśleń.

Tam już były jakieś przebłyski, ale bez głębszych przemyśleń na temat życia, na temat mnie.

W sensie wiem, że nie każdy tego potrzebuje, nie każdy potrzebuje być filozofem.

Aczkolwiek myślę, że to było coś, czego mi brakowało i coś, z czego bardzo dużo czerpię teraz.

Czyli takie bardziej zastanawianie się po prostu nad tym, co się dzieje w moim życiu, czemu jest tak, jak jest, czemu zachowuję się tak, jak się zachowuję, czemu na przykład pewne rzeczy mnie drażnią, inne cieszą, przez inne się smucę.

Ja po prostu leciałam na YOLO, brałam wszystko tak, jak było w ustawieniach fabrycznych i w ogóle nie przejmowałam się tym, czemu się tak dzieje.

I że było to po prostu takie za mgłą.

W ogóle jak zaczęłaś opowiadać właśnie o tej swojej erze, to w międzyczasie też zaczęłam sobie tak śledzić historię swojego życia.

I powiem Ci, że kurde jest coś w tym, że też, nie wiem czy to konkretnie był 25 rok życia, ale powiedzmy, że gdzieś coś blisko tego, też miałam takie poczucie, że faktycznie wtedy to życie jakoś tak przemykało przez palce.

I ja też jakoś za bardzo tego życia nie pamiętam, mimo że mam pełno zdjęć z tamtego okresu i pełno jakichś filmów i tak dalej, a mimo to...

Też mam takie poczucie, że jakby ono po prostu przeleciało mi przez palce.

I przerąbana jest ta era.

Jest przerąbana.

Aczkolwiek tak sobie myślę, czy nie będziemy miały takiego wrażenia też po tym, chociaż z drugiej strony właśnie od tego 25 roku życia do tego 28 prawie jakoś tak bardziej skupiam się na tym wszystkim.

Dla mnie na przykład styczeń trwał 3 miesiące.

To się przedłuża.

Jakoś tak powoli uczę się przedłużać sobie ten czas.

Dobra, no to jak jesteśmy przy takich smutkach, to też zacznę od tej smutkowej.

Bo ja mam, moi drodzy, erę pt.

I to będzie Leniwiec era.

I mam wrażenie, że też trochę to bije do tej ery, o której Ty powiedziałaś.

Jak sobie pomyślę o sobie z okresu studiów, myślę, że studia tutaj akurat będą dobrym przykładem, że tak na dobrą sprawę ja oprócz tego, że się uczyłam i oglądałam seriale i jadłam rosół, nic więcej cholera jasne nie robiłam.

Jedyne fajne rzeczy, które robiłam, to zostawiałam sobie w weekend, a i tak nie robiłam ich w każdy weekend.

Bardzo często to życie było przesiedziałe, przepierdziałe przed kanapą, nie było tam nic sensownego.

To, że nie było tam nic, to jest złe określenie, ale było tego bardzo, ale to bardzo mało.

I jak sobie pomyślę o tych właśnie latach, to bardzo szkoda mi tych lat, tych właśnie lat studenckich, gdzie nie mówię, że mogłam szaleć, bawić się, nie wiadomo co robić, ale na pewno jakoś z tego życia korzystać.

A... mam wrażenie, że w żaden sposób jakoś... znaczy no... dobra, w żaden sposób to też jest złe słowo, ale bardzo mało po prostu z tego skorzystałam, więc mam wrażenie, że tak, że to był jakiś taki leniwiec era.

Rozumiem totalnie.

I ja bym to nazwała lekcją korzystania z życia.

No bo w sumie teraz widzisz, jakie to miało konsekwencje, że teraz jakby trochę tego żałujesz, chociaż też nie uważam, że powinnaś, bo tak jak zawsze mówimy, to jest lekcja, czyli gdybyś tego nie zrobiła, to pewnie zrobiłabyś to teraz, albo coś, kto wie.

Stealer, chciałam, żeby ta lekcja trwała miesiąc, a nie pięć lat.

A ja czasami, ja na przykład czasami mam takie lekcje od życia, że nie wiem, czego one mnie nauczyły.

I po co one były, skoro ja wiedziałam to wcześniej?

Ale dobra, to wiesz, to było takie... Życie wie najlepiej.

Powtarzanie jest matką nauk.

Tak, zgadzam się z tobą, to racja.

No, no, ale no właśnie moja era wyglądała podobnie, w sensie ta, która była wcześniej, no to była też taka przesiedzana.

A nawet jak robiłam czegoś dużo, to...

No nie, nie, to nie było to samo co teraz.

To nie było takie pewnie świadome i wykorzystane i w sumie wesołe.

Rozumiem.

Jaka jest Twoja kolejna era?

Teraz będzie weselsza, ale teraz pozwolicie, że sobie przeczytam, bo ja tak nie umiem na pamięć.

A dobra, dobra.

Yes man era.

Aka de lulu era, aka for the plot era.

Ale to nieszczęście zaprowadziło mnie gdzie?

Zaprowadziło mnie do... De lulu era!

Ogólnie bardzo mi się to podobało.

Bardzo dużo w moim życiu się powywracało, ale też z drugiej strony bardzo mi się podobało to, jak sobie z tym poradziłam i bardzo mi się podobało też to, że wtedy tak chwyciłam to życie za rogi.

Bo tak jak już pewnie wiecie, bądź nie wiecie, bo nie słuchaliście innych odcinków, ale ja byłam bardzo przestraszonym życia człowiekiem.

Byłam też bardzo nieświadomym siebie człowiekiem, byłam też bardzo zakompleksionym człowiekiem.

A w moim for the plot, yes man, de lulu era

Ja pamiętam, że koleżanki mi często mówiły, że ty to wszystko robisz, bo robiłam wszystko.

Robiłam wszystko, ponieważ jeśli ktoś mi coś zaproponował, ja mówiłam tak, a mam bardzo dużo znajomych.

Więc jeśli ktoś mi powiedział, że jedziemy na koncert w środku tygodnia, nie było dla mnie problemu.

Pojadę i wrócę.

To było 350 km od Krakowa.

Pierwszy raz pojechałam samochodem za granicę.

Czego ja się potwornie bałam, bo mi się wydawało, że jak ja wyjadę za granicę Polski, tam nikt przecież jeździć nie umie, tylko my Polacy wiemy jak się jeździ.

Co prawda mi się okazało, nie.

Przeżyłam, auto przeżyło, z nikim się nie stuknęłam, nikogo nie przyjechałam, nikogo nie zamordowałam, nikt nie zamordował mnie, było fajnie.

W ogóle poznałam tak dużo ludzi, zaczęłam robić tyle rzeczy, zaczęłam chodzić na rurkę.

Ludzie, zakompleksiona dziewczyna, wstydząca się swojego ciała, zaczęła chodzić na zajęcia, na których w zasadzie stoi się w bieliźnie, żeby móc się przykleić do tej rurki.

Wyobrażacie to sobie?

Dla mnie po prostu to wszystko jest teraz kosmosem, bo ja kompletnie już tego tak nie czuję.

Kompletnie już tego tak nie czuję, ale pamiętam, jakie to było uczucie i ono było okropne.

Potwornie się bałam.

Teraz się nie boję.

Dalej są rzeczy, których się boję.

Ale tyle rzeczy po prostu okiełznałam, wiecie.

Ja się totalnie tak czuję, że ja po prostu wtedy byłam taka i do wszystkich, i się nie bałam, i miałam mega dużo energii, i mega tego potrzebowałam, a to wszystko jeszcze było określone tym, że byłam w terapii, więc o tych wszystkich zmianach, o moich przemyśleniach mogłam rozmawiać z kimś, kto po prostu się na tym zna i mógł mi powiedzieć, że na przykład to może wynikać z tego, albo zastanów się czemu tak jest i wiecie, razem odkrywałyśmy jakieś takie moje...

Głębokie prawdy objawione, które mam w głowie od dziecka i dlaczego tak jest.

Dla mnie naprawdę to była era

Żałuję pewnych rzeczy, owszem, ale staram się sobie umówić, że właśnie to były lekcje i było mi potrzebne do tego, żebym była tu i teraz.

Pewnych rzeczy bym nie zrobiła?

Nie zrobiłabym ich jeszcze raz.

Szczerze, nie zrobiłabym pewnych rzeczy jeszcze raz, ale widocznie tak musiało być i ja jestem z tym pogodzona.

Było grubo.

Tylko grubo.

Byłam świadkiem, obserwatorem twojej ery.

W niektórych wyjazdach również brałam udział.

Albo atrakcjach.

Więc tak, to jest prawda, ty byłaś wtedy strasznym chomikiem.

Znaczy, nie no, jak to zabrzmiało.

Monster chomik.

Tak, monster chomik.

Ale tak, pamiętam, że tyle ile wtedy miałeś siły, że ja cię czasem tak podziwiałam, że boże dziewczyno, czy ty coś bierzesz?

Czasem miałam takie po prostu przemyślenie.

Brał chyba endorfinki.

Ale tak jak powiedziałaś, że właśnie mimo iż zrobiłaś tą parę rzeczy, których byś już teraz nie powtórzyła, to teraz przynajmniej wiesz, że już jej nie powtórzysz, co nie?

A tak to byś nie wiedziała tego, nie robiąc tej rzeczy.

Dokładnie, nie będzie myślenia, a co by było gdyby, to jest pierwsza sprawa.

A druga, właśnie a propos dobrych er i ich zakończenia.

Ta era się dla mnie skończyła.

Skończyła się po prostu erą większego spokoju.

Więc nie bójmy się zakończeń era.

Bo może być bardzo różnie i może być też pozytywnie.

A poza tym prawda jest taka, że nawet jak coś się kończy źle, to bardzo często to zło w naszym niemaniu stanowi trochę taką bramę dla nowych, lepszych rzeczy.

Myślę, że tak też powinniśmy na to patrzeć.

Teraz ja przejdę do swojej kolejnej erki.

Ja myślę, że jestem w tej erze i to będzie naturka era.

I mam wrażenie, że z roku na rok jestem w tej erze coraz bardziej.

Szczerze, to najchętniej ja teraz bym całe swoje życie spędzała na zewnątrz, na Polku.

I teraz, gdy nastała wiosna i za oknem jest po prostu zielono i świeci słońce, to ja czuję taki smutek, gdy nie mogę być na zewnątrz.

Serio, ja naprawdę czuję smutek.

Czy Ty mi to wysłałaś na Instagramie?

Jakby pojawił się na to już taki termin psychologiczny, na ten moment, gdy czujesz smutek spowodowany tym, że nie możesz po prostu spędzać czasu na zewnątrz i korzystać ze słońca.

Nie pamiętam jak się nazywał ten termin psychologiczny, ale seryjnie to po prostu przeżywam.

Wracając do natury, to ja od dziecka jestem miejskim człowiekiem.

Urodziłam się w mieście, wychowałam się w mieście, z miasta mniejszego na studia przeprowadziłam się do miasta większego.

I tak na dobrą sprawę w tym mieście spędziłam całe swoje doczesne życie.

I nigdy tak na dobrą sprawę też nie ciągnęło mnie w jakieś takie bardziej naturalistyczne eskapady.

I dopiero gdzieś, mam wrażenie, mój chłopak zaczął zajawiać we mnie takie rzeczy przykładowe, żebyśmy właśnie poszli gdzieś w góry, albo żebyśmy pojeździli gdzieś na rowerach itd.

Nie żeby nie było, bo ja lubiłam jeździć na rowerze, ale nigdy nie miałam takiej ochoty, żeby jeździć nie wiadomo gdzie.

I na początku, gdy on miał takie chęci, żeby we mnie zaszczepić te długurskie wycieczki czy coś takiego, to ja miałam takie, no dobra, ale miałam też takie mech-ech, też bardzo szybko się męczyłam, bo nie miałam nigdy dobrej kondycji itd., itd.

Ale mam wrażenie, że im jestem starsza, to tym bardziej po prostu zaczyna mi klikać, a teraz już w ogóle mam wrażenie, że się po prostu przylepiłam do tej natury.

Bo przez to, że tyle jest bodźców dookoła, to ja naprawdę potrzebuję takiego wyciszenia.

I ta natura mi to daje.

I ja się na serio zachwycam tą naturą.

I zachwycam się tym, że mogę sobie rano otworzyć okno.

I że wokół mnie jest tyle po prostu zieleni.

Ja po prostu to uwielbiam.

Uwielbiam ten moment, gdy jest kurde piąta rano, w sumie to bym chciała spać dalej, ale nie mogę, bo te ptaki po prostu drą japy.

I ja nie wiem, czy ani zostanę nastara z jakimś pustelnikiem, seryjnie.

Naprawdę, bo ja mam wrażenie, że z roku na rok mnie coraz bardziej po prostu ciągnie.

Marysia będzie mieszkać w lesie.

Nie wrze w szałasie.

Nie wrze w szałas, no.

No ale w sumie, kurde, to jest mega fajna era.

To jest, myślę, też mega zdrowa era.

I taka, która dużo, dużo daje, nie?

Dla mnie to jest super.

Natura era.

Natura era.

Polecam serdecznie.

Piękna sprawa, bardzo mi się to podoba.

I cieszę się, że też mnie trochę tym zarażasz, bo jednak erami od przyjaciół myślę, można się zarazić, ale to nie jest negatywne zarażanie się, to jest przekazywanie dobrych bakterii.

Dobrych er.

Grzyb.

Grzyb.

Masz grzyba.

Tak a propos natura era.

Bardzo mi się to podoba.

A a propos takich zaraźliwych er, to myślę, że moja strong girl era to była jedna z takich zaraźliwych.

Ja się sama nią zaraziłam od innych dziewczyn i myślę, że też może nie dużo osób, ale myślę, że na pewno kilka osób tak zarajcowałam na bycie strong, bo

Ja kiedyś właśnie byłam tą dziewczyną, która uważała, że chudość jest super.

Natomiast w mojej strong girl era, która trwa też już od paru lat, przestaję uważać, że chudość jest najważniejsza.

No jedzonko, no treningi, wyciąganie się na róże, podnoszenie ciężarów.

I ogólnie rurki spróbowałam właśnie po 25 roku życia, tam mniej więcej,

I już tam zostałam do teraz.

I tak jak już wspominałam, ale wspomnę jeszcze raz, ja nie jestem w tym świetna.

Nie jestem nawet dobra.

Ale czy to robię dalej?

Robię to.

I będę to robić do ustalonej śmierci.

Kochani, aż mi ręce pozwalają, będę to robić.

I nieważne, że dużo rzeczy mi nie wychodzi, ale wyjdzie mi ta jedna rzecz i to jest wspaniałe.

To jest zawsze wspaniałe i pamiętajcie, to nie musimy być jak profesjonaliści.

Ale wracając do kluczy, które chciałam przekazać, to właśnie to,

No dla mnie to jest takie ekstra, jak ktoś jest silny.

I wiecie, no my sobie z dziewczytami teraz mierzymy bicki, albo się jaramy tym, że któraś coś podniesie.

I dla mnie to jest tak fajne, bo wiecie, dla mnie to jest dużo zdrowsze niż właśnie głodzenie się, żeby wyglądać mega, mega szczupło, czy myślenie ciągle o kaloriach, czy myślenie o tym, co zjeść.

Mi to tak naprawiło ludziom łeb.

Mi to tak naprawiło łeb.

Chciałabym pozdrowić Sanatkę, z którą zaczęłam moją przygodę z rurką.

Byłyśmy w jednej grupie.

Do teraz się trzymamy, nie chodzimy już razem, bo Sanatka tak przypakowała, że ona się podciąga z obciążeniem.

Ja takich szalnych rzeczy jeszcze nie robię, może kiedyś zrobię.

Po treningu ja miałam takie... Boże, przecież trenowałam, czemu mam gdzieś tego pączka?

W sensie nie myślałam tak intensywnie o tym, ale zawsze miałam coś takiego, że skoro trenowałaś, to po to, żeby schudnąć, więc już nie jesz po, na pewno nie pączka, no może, nie wiem, sobie możesz wyczepać białko.

I zjadłam z nim tego pączka, potem ja kupiłam jej chyba drożdżówkę, no i tak poleciało i kochani, widzicie co?

Nie przytyłam.

A nawet jakbym przytulała, to czy coś by się stało?

To mi sprawiało tak ogromną przyjemność.

Znalazłam sobie przyjaciółkę, jadłam pączki.

No przecież czy coś brzmi lepiej?

Jedzenie pączków z przyjaciółką po treningu i w ogóle, no to jest piękne i cieszę się z silnej dziewczyny era, polecam ją wszystkim.

Polecam też chłopakom, silny chłopak era.

Każdy może mieć silną erę.

Dokładnie, silna era.

Piękna sprawa, w ogóle mega mi się podobało to, co powiedziałaś, bo twoja era to był taki efekt domina, zauważ.

Ale to było takie domino, którego efekt końcowy przyniósł po prostu wiele pozytywnych dla Ciebie takich szans.

I można powiedzieć też rozwiązań, bo nie dość, że znalazłaś sobie nowe hobby, to zwiększyłaś swoją siłę, to poznałaś nową dziewczynę, która jest teraz Twoją przyjaciółką.

To nie jedną poznałam na rurce.

Tam są super laski.

Jakby fajnej społeczności, no i też zmieniłaś sobie mental w głowie, więc bardzo mi się podoba jak w ogóle te ery mogą się tworzyć jak takie wiecie, drzewa genealogiczne, co nie?

Matka era.

Matka era.

Matka era.

Piękna sprawa, piękna.

I tak jak powiedziałaś, rysunek zaraźliwy.

Rysunek zaraźliwy, bo prawda jest taka, że ja osobiście też bym nigdy nie poszła na rurkę, gdybyś ty nie poszła.

Chociaż i tak, moi drodzy, zajęło mi to bardzo długo.

Na początku tylko się nie chciałaś przekonać, ale potem jak poszłaś, to poszło szybciutko.

I faktycznie, ta rurka zmieniła też potem mój cały mental i też się nagle człowiek z tego chudego człowieka chciał być silną babą.

Chciał być jak trenerki.

Tak, chciał być jak trenerki.

I w sumie też trochę nawiązując do tego, co powiedziałaś, czyli do tego, że nie zawsze wszystko nam wychodzi, ale robimy to dalej, to ja też mam wrażenie, że w moim życiu w końcu pojawiła się taka era, a mianowicie

Jest to era małych kroków i era tym samym bój się i rób.

Bo ja byłam człowiekiem, który w przeszłości bardzo często jak coś mu nie wychodziło, to odpuszczał.

Bo dochodziłam do takiego zdania, że skoro mi nie wychodzi pierwszy, drugi raz,

Dobrze, bo to też jest rzecz, z którą mam wrażenie, długo walczyłam i wciąż jeszcze walczę z tym takim moim chorym czasem perfekcjonizmem, to znaczy, że po prostu się do czegoś nie nadaję.

I bardzo często, gęsto po prostu coś odpuszczałam na starcie, bo stwierdziłam, że to jest po prostu nie dla mnie.

Ale gdzieś, mam wrażenie, ten mental sobie w głowie zaczęłam zmieniać i tak jak wtedy nagrywałyśmy odcinek właśnie o tym, że bój się i rób,

Tak na dobrą sprawę strach w naszym życiu jest nieodłącznym elementem.

Wiadomo, że będzie nam on towarzyszyć przy nowych rzeczach, które robimy, przy nowych wyzwaniach, których się podejmujemy itd.

Ale prawda jest taka, że z każdym kolejnym krokiem ten strach będzie mniejszy, a mimo iż te kroki nie zawsze będą krokami milowymi, tak czy siak przybliżą one nas do realizacji jakiegoś naszego celu i marzenia i bardzo mocno się teraz trzymam tej myśli i mam wrażenie, że ta era w moim życiu tak ewoluuje, że ona była taka drobna, że to było takie ziarenko, ale teraz są listki, łodyżka i ja liczę, że będzie jakiś super kwiatek z tego.

Wielkie drzewo.

W sumie, kurde, tak, ja chcę drzewo, nie kwiatka.

Tak, chcę drzewo.

Deal, to będzie drzewo.

Nie, totalnie, totalnie, bardzo pięknie to ujęłaś i strasznie się cieszę, że obie mamy taki mental, w sensie i coraz więcej ludzi wokół nas też takie ma podejście, że małe kroczki, że nie musi wyjść za pierwszym razem, że to naprawdę nic się nie dzieje, nawet jak nie wyjdzie za pierwszym razem.

To jest przepiękne i myślę, że bardzo dużo ludzi żyje w przeświadczeniu, że tak nie jest.

No właśnie tak jest życie, od tego jest, żeby próbować, żeby zostawiać te małe kroczki.

Ja do teraz mam w głowie taką grafikę, którą pewnie wszyscy widzieli, ale właśnie takiej drabiny, po której spina się człowieczek, który ma wiele szczebelków, no to on sobie tam wyśmiga do góry, nie?

A jak musisz doskakiwać do każdego szczebla, to troszkę dłużej ci może zająć.

Ale finalnie, tak czy siak, wyjdziesz na górę.

Więc cel zostanie zrealizowany.

Bardzo mi się to podoba.

Poza tym uważam, że też taka droga jest po prostu bardziej kształcąca.

Wiadomo, że miłe jest, gdy mamy założony jakiś cel i osiągniemy go szybko, gładko itd., ale też mam takie poczucie, że jeżeli ta droga była dłuższa, bardziej taka wyboista, to też więcej się po prostu nauczymy i nawet nie wiemy kiedy, ale te lekcje, które przyjęliśmy w trakcie dochodzenia do tego naszego celu, kiedyś w naszym życiu po prostu zaowocują albo po prostu je wykorzystamy.

Tak, kiedyś stanie się to oczywistością, po prostu.

Wow, Asia objawienia, objawienie era.

Objawienie era, totalnie.

Piękna sprawa.

Czy masz jeszcze jakąś erę?

Dzisiaj demencja era.

O moim corporate girl era, które już nie jest takie objawione, aczkolwiek jest dla mnie istotne, bo tak jak wspomniałam wcześniej, byłam przerażonym człowiekiem, bałam się wszystkiego i wszystkich, bałam się też chodzić na rozmowę o pracę, bałam się walczyć o swoje.

W ogóle to myślałam, że ja nie zasługuję na to, żeby zarabiać dobre pieniądze, nie zasługuję na to, żeby mieć fajną pracę, z której będę zadowolona, no bo przecież każdy z nas musi dźwigać swój krzyż i za dobrze być.

A jak Cię biją, to nas cały drugi policzek.

A prawda jest taka, że dobrze być może, czasem jest trudniej, czasem jest łatwiej, ale ogólnie może być dobrze, kochani.

Wystarczy wyrzucić to wszystko, co teraz powiedziałam z głowy i wejść w erę, w której walczycie o siebie.

I ja zrobiłam to w moim corporate girl era i miałam wrażenie, że ja po prostu stoję obok siebie i siebie bronię w pewnych momentach.

Ale naprawdę tak było.

Nauczyłam się rozmawiać na rozmowach o pracę, nauczyłam się sprzedawać jakkolwiek to nie brzmi, ale nauczyłam się też walczyć o dobrą pensję, nauczyłam się, że moja praca jest wartościowa i że to nie jest tak, że ci ludzie robią mi łaskę, że ja mogę do nich przyjść i u nich popracować.

I teraz jestem w naprawdę bardzo fajnej pozycji, myślę, że jestem doceniana w pracy, lubię moją pracę, bo po pierwsze poszłam też trochę za instynktem,

Czasem czujecie w brzuszku, że coś jest dla was, a czasem czujecie, że to nie jest to.

Ja miałam coś takiego z tą firmą i mega fajnie mi się trafiło.

Pomijając inne aspekty, typu ludzi, których tam mam, to że mam naprawdę taki management, z którym czuję się tam komfortowo.

To jeszcze miałam tam okazję troszkę tak jakby zawalczyć o swoje.

Ci ludzie chcą mnie wysłuchać i mówią OK, faktycznie możemy zrobić tak, tak, tak i tak.

Nie wiem, jak masz za dużo obowiązków, to możemy w ogóle przyznanie się do tego, że mam za dużo obowiązków.

Ludzie, jakie to było dla mnie przerażające, bo przecież nie mogę mieć za dużo obowiązków.

Nie jestem robotem, nie jestem kimś z serialu, kto nie śpi po nocach, a się tylko ładuje w pracy, a jak wychodzisz, to się wylogowuje.

Jestem człowiekiem i bardzo, bardzo cieszę się, że... Ja chyba jestem w tej erze do teraz, takie mam poczucie.

Nauczyłam się w tym świecie dorosłych ludzi funkcjonować.

Bo dla mnie to zawsze był taki level up, że ja taka malutka, cichutka, biedniutka dziewczynka, ojojoj, jak ja sobie tam poradzę?

No kochanie, jak ja sobie poradziłam, wy też sobie poradzicie.

Co to w ogóle za porównywanie?

Powiem tyle, że bardziej zafukanej osoby, która by była taka zbyt skromna, no nie wiem, może nie poznałam, ale naprawdę byłabym pierwszej trójcy, jaką znacie, gdybyście mnie poznali kiedyś.

Ja się bardzo bałam walczyć za swoje.

Przysięgam, no ja bym robiła za darmo, jakby mi kazali, bo przecież co to ma być, że ja oczekuję o zapłatę za pracę.

Więc naprawdę można się bardzo, bardzo zmienić.

Serio, ja nie wiem, kiedy to się stało.

Chyba po prostu już nie miałam wyboru.

Bój się i rób.

Bój się i rób.

No ale widzisz, teraz już robisz i się nie boisz.

Nie boję się i to jest dla mnie też szokujące, że nagle wiecie, robicie coś po raz enty.

Miałam sporo tych rozmów po pracy.

I nagle to przestaje być straszne, no?

No, to jest prawda, to jest prawda.

Ale też jak to tam ujęłaś w pewnym momencie, że tak na dobrą sprawę musiałaś sobie zmienić taki mental w głowie, że jesteś tą biedną, zafokaną dziewczynką, która jest po prostu, że tak powiem mała i z którą się trzeba obnosić jak z jajkiem.

Ale no, ale trochę tak jest, że w sumie mamy też o sobie gdzieś w głowie takie przeświadczenie i to wcale nie chodzi jakby o nasz wiek i o to, że na przykład młodo wyglądamy, tylko że po prostu my siebie tak samych traktujemy.

Jak w sumie mają traktować nas inni, skoro my o sobie tak myślimy i to się tak wydaje, ale to widać z zewnątrz.

To widać, to jest ta energia.

To ja jeszcze nie zaupgrade'owałam się do tej ery.

Myślę, że jestem w trakcie tej ery, ale nie mam zakończenia tej ery.

Ja myślę, że też jestem w bardzo komfortowej pozycji, żeby mówić, że tak jest już teraz, bo jestem w jednej firmie od czterech lat, znam wszystkich.

Ok, chyba, że ktoś nowy przyszedł, to jeszcze nie wiem, ale wiecie, to już jest też trochę taka wyrobiona pozycja.

Na pewno byłoby mi łatwiej też w nowej, gdybym zmieniła pracę, bo już wiem, jak mniej więcej lawirować w tym środowisku, aczkolwiek to by było nowe środowisko, więc mogłoby się czymś różnić, wiecie.

Wiecie Marysia, wiecie jak jest, wiemy.

Ale lubię o tym myśleć, że na ten moment tak jest po prostu.

Super, super, dobrze to słyszeć, dobrze to słyszeć.

Chciałam zapytać, czy masz jeszcze jakąś erę?

Mam erę, mam moją ostatnią erę i to będzie bucket list era.

Bo ogólnie rzecz biorąc to mam kilkanaście, kilkadziesiąt takich swoich marzeń.

I w głównej mierze są to wiadomo jakieś tam marzenia podróżnicze, ale są również to jakieś takie marzenia albo jakieś aktywności, których chciałabym się nauczyć albo czynności, które chciałabym wykonać i tak dalej i tak dalej.

Bardzo często takie moje marzenia leżały sobie na papierze i zawsze miałam w głowie taką myśl, że zrobię to w przyszłości, co nie?

Czyli takie klasyczne odkładanie swoich pragnień na lepsze czasy, które nie wiadomo, czy kiedyś nastąpią, czy kiedyś nie nastąpią.

I w końcu, chyba w tamtym roku, stwierdziłam, że już nie chcę tak myśleć i że jeżeli coś mi się marzy, jeżeli chcę coś zobaczyć albo chcę coś zrobić, to już mam w głowie takie trochę, że palicho, nie wiem, na te pieniądze, palicho na ten urlop i tak dalej, po prostu zrób to, dziewczyno.

Po prostu zrób, już nie odkładaj tego, tylko zrób.

Bo zobaczysz, że za te 10 lat nie będziesz pamiętać o tych pieniądzach, które wydałaś na tę podróż, tylko ty będziesz pamiętać o tych zajebistych wspomnieniach, które miałaś i że wyszłaś na ten wulkan, mimo że pizgało wiatrem i tak dalej.

Więc tak, wiadomo oczywiście, że też trzeba być we wszystkim rozsądny i że nie da się przewalić całej mamony na podróży, mimo iż bym tak bardzo, ale to bardzo chciała.

Ale wciąż cieszę się, że gdzieś sobie po prostu odhaczam te swoje marzenia.

I nie odhaczam też dla takiego samego procesu odhaczania, żeby było, że a odhaczone, ale po prostu, że doświadczam też tych po prostu rzeczy i cieszę się z tego niezmiernie, że nie chcę już odkładać wszystkiego na potem, na lepsze jutro.

Wiadomo, że nie da się wszystkiego zrealizować tu i teraz, aczkolwiek cieszę się, że po prostu robię jakieś kroki ku spełnianiu tych swoich marzeń.

Bardzo mi się to podoba i cieszę się, cieszę się z tej ery, mega dla Ciebie.

Bucket list era.

Jest cudne, co zapowiedziałaś, bo kurczę, ile z nas nie odkłada tego dobrego na później.

Bo w sumie to lepiej mieć więcej, nie wiem, lepiej poczekać, a co jeśli coś tam, sroś tam, owaś tam, no i ogólnie się okazuje, że nigdy się to nie wydarza.

Więc naprawdę myślę, że warto wziąć byka za rogi.

I odhaczać prędzej niż później, nie?

I jeżeli mamy jakieś po prostu możliwości, to żeby to robić.

Bo lepsze czasy mogą nadejść, ale równie dobrze też mogą nie nadejść.

Nie wiemy jaka jest przyszłość.

Właśnie to takie ciągłe czekanie na lepsze, nie patrząc na to co jest tu i teraz.

Ja ostatnio w serialu usłyszałam takie zdanie, bardzo mi się spodobało, wszyscy pewnie będziecie wiedzieć z jakiego to serialu, jak już go obejrzeliście.

I nie wiem czy zacytuję to dosłownie, ale tak mniej więcej sparafrazuję, że właśnie przestań myśleć o miłości, która nie była ci dana, tylko skup się na tej, którą masz teraz.

Co to za serial?

Nie powiem, bo jeszcze będzie, że spojleruję.

Powiem ci, jak skończymy nagrywać.

I właśnie tak mi się to skojarzyło.

Więc skup się na tym, co masz teraz i jakie masz zasoby na to, żeby osiągnąć to, czego oczekujesz, to, czego chcesz, to, czego pragniesz, to, co jest na wyciągnięcie ręki.

Kurde, ale mi się podobało to, co ty powiedziałaś, to było takie dobre!

Dzisiaj są mocne przemyślenia, mocne.

Ej, mam ciary, mam ciary, mimo że goliłam ręce.

Przepraszam, musiałam zrobić tę wstawkę.

Bardzo mi się podoba to, te nasze wnioski i ogólnie podobały mi się te ery.

Podobały mi się te ery.

Ery są piękne.

Ery są piękne i kochani, jestem ciekawa, jakie są wasze ery.

I w ogóle jestem też ciekawa za nas wszystkich, jakie maj nam ery przyniesie, bo... O Jezu, tak!

Nagrywamy to 30 kwietnia, wy pewnie to zobaczycie jakoś w połowie maja, na początku maja, ale... Ale tak, jakie maj przyniesie nam ery?

A jeszcze tyle miesięcy do końca roku?

W sumie to i no tyle, że bardzo mi się to podobało i mega mnie to pozytywnie nakręciło, o czym rozmawiałyśmy i mam nadzieję, że was też.

Czuję to w jelitkach, więc kochani, na pewno tak będzie, bo kto by jelitom nie wierzył.

Dokładnie, jelita to jest drugi mózg, także słuchajmy jelit.

Tak, moi kochani, będzie dobrze.

Obserwujmy swoje ery, spisujmy je może na kartce, żeby zapamiętać to nasze jakość żyćko.

Tak, taki dziennik er.

Dziennik ERA.

O, jiza, zarąbiste.

I no, chyba jak będę sobie coś pisać w moim pamiętniczku, w którym piszę raz na ruski rok, to będę sobie pisać.

Dzisiaj jestem w erze.

Dzisiaj jest era pisania w pamiętniku.

Ja dzisiaj tak strasznie chcę wchodzić w słowo.

Zachęcamy Was oczywiście do subskrypcji i zostawania łapek w gór, abyśmy mogły docierać do jeszcze większego grona odbiorców.

Wszystkiego dobrego i słyszymy się już za tydzień.

Także trzymajcie się ciepło, pa!