Mentionsy

Dwóch i pół standupera
Dwóch i pół standupera
20.04.2025 16:00

Wojtek Mecwaldowski: Zwolniłem, bo uciekało mi życie

Wojtek Mecwaldowski w rozmowie z Dwóch i pół standuperami szczerze opowiada o tym, dlaczego ostatnio jest go mniej w polskim kinie. Przyznaje się też do miłości do pewnych czekoladowych jajek i co go najbardziej bawi.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 389 wyników dla "PO"

Tylko w kwietniu kosmetyki Palmolive, dezodorant w sztyfcie 50 ml, mydło w płynie 300 ml i żel pod prysznic 250 ml.

Znaczy, Paweł Wilczak jest uważany trochę tak, teraz się zaśmieję, i najlepsze w komedii jest to, że grasz coś na poważnie, a później ktoś z tego się śmieje.

Brnę po prostu w coś, co może skończyć się takim pracoholizmem, że

Normalnie to ludzie powinni chcieć przyjść jako gość do kogoś, a my bardzo chcieliśmy, żebyś ty przyszedł do nas.

A no tak, my się bronimy sami przede wszystkim też wysoką jakością programów, fantastycznymi odcinkami, emisją w RMF FM po 23 co środę właściwie.

Także otwieramy to i to jest takie nasze spotkanie okołoświąteczne i łączy nas symbolika stołu.

Chcielibyśmy po prostu... Okrągłego.

To jest trochę taka sekurancko może, jak mi się wydaje, bo to każdy ma swoją interpretację, że każdy jest taki skromny, że trochę może powiedzieć, że mu trochę brakuje do bycia takim, ale to może jest moja.

Ale jest jeszcze pół standupera do zagospodarowania.

Czy się to podnosi?

Nie wiem, jaka jest potęga z dwóch i pół.

Zaczęlibyśmy od tego, że my tutaj się poznajemy pierwszy raz i widzimy i bardzo... Nigdy się nie widzieliście wcześniej?

Podobno kiedyś był jakiś ród Mecwaldów, wikingów, który dotarł na tę ziemię i Mecfaldowie jakoś się tam rozmnożyli.

I jest coś takiego, że druga jakaś teoria jest taka, że to jest połączenie francuskiego, polskiego i niemieckiego, czyli Mec francuski, Wald niemiecki, Ski polskie.

Później usłyszałem trzecią, że to jest co podobno coś wiązanego też z Gruzją, no więc słuchaj, jestem wiking, ale naprawdę jestem Polak, cieszę się bardzo, że jestem Polak, mieszkam w Polsce, latam po świecie, ale ogólnie jestem dumny z tego, kim jestem.

Nie, nie, możesz się normalnie położyć, tylko musisz jakiś krem dać, ewentualnie czasami zapominam, więc nie leżę długo.

Ja zacząłem o tych poznawaniach... Na margarynę się kiedyś jako dresiarz smarowałem.

Słuchajcie, jak byłem dresiarzem, pamiętam koleżanka w podstawówce powiedziała do mnie, że najlepsza jest margaryna śniadaniowa.

Ale powiedziała, że to jest najlepsze na opaleniznę i pamiętam, że jako dresiarz tam z kumplami na dachach się smarowaliśmy margaryną śniadaniową i się opalaliśmy.

Tylko wyglądaliśmy później bardzo źle, bo tam były kominy i jakaś tam sadza i coś tam, więc trochę się rozsmarowywaliśmy, więc wyglądaliśmy rzeczywiście jak czarni zawodnicy na stadionie, czyli nasi, że tak powiem, nasze guru z NBA.

Białe skarpetki, wiesz, kolczyk w uchu, łańcuszek miałem, taki byłem dresiarz trochę, może nie taki do końca, ale... To był pierwszy polski blackface.

Wczoraj właśnie oglądałem a propos takiego czegoś, film K***inowy Niedźwiedź, nie wiem czy widzieliście na Netflixie, że zrzucili... Z samego Niedźwiedzia?

No właśnie i tutaj was zaskoczę, że są fragmenty z nagrań wiadomości, że rzeczywiście w Stanach facet spadł z kokainą do parku narodowego i do tej pory tutaj całej kokainy nie znaleźli i ktoś wpadł na pomysł, że może niedźwiedź ją zjadł.

Ja próbowałem ci zrobić podkop pod twoje wycofanie się z pierwszego poznania.

To jest świetny moment, bo my musimy uporządkować pewną sprawę, właśnie zwłaszcza tutaj z waszej relacji, bo Damian po prostu chciałby pewną rzecz anulować.

Powiedzmy, ponieważ my się już poznaliśmy.

Okoliczności, ponieważ byłem na takiej trasie dłużej standupowej, w której udział brał też Maciek Bumfalt.

Słuchaj, okoliczności były takie, że Maciek wiedział, że ja bardzo chcę poznać Wojtka Mecwaldowskiego i wiedział też, że jesteście w tym samym hotelu co my, bo kręciliście zdaje się wtedy Ligę Niebezpiecznych Dżentelmen.

I poszliśmy sobie wszyscy komicy na piwko gdzieś tam na miasto, a Maciek z drugim kolegą poszli do baru hotelowego.

Maciek mówi, no to ja cię teraz poznam.

I ja skacowany, z uwaloną koszulką, poplamioną po prostu wychodzę do ciebie.

Czyli dla mnie dzisiaj cię poznałem.

Czyli od tamtej pory nie wyprałeś, czy się nie sprało?

A pomyślałem, że będzie to pewnego rodzaju pamiątek.

Byłem gotów się zgodzić po pierwszym członie zdania, ale to też jeszcze sześć i teraz się zagrzało.

Liczyłem na to, że Wojtek powie, że Wojtek powie, a to ten chłop z plamą, kojarzę cię.

Jasno widać, że to jest... To nie wiedziałem, mogłem poczekać.

Że tu jest, będziemy mocno działać na relacji podziw i osoba podziwiana.

Ale ja też bardzo dużo ludzi podziwiam, też chętnie o nich powiem.

Właśnie i do tego trochę będziemy zmierzać, żebyśmy go powiedzieli, ale najpierw przy okazji tego spotkania takiego właśnie świątecznego, mamy takie bardzo niewinne pytanie, ale też bardzo interesujące, żebyś powiedział, co u ciebie słychać?

Do tego stopnia, że potrafiłem mieć tam w ciągu roku ponad 270 dni zdjęciowych, co powoduje, że tak naprawdę więcej jesteś kimś innym niż sobą w ciągu roku.

I to powoduje, że gdzieś zaczynasz zadawać sobie pytania, na które nie znasz odpowiedzi.

Więc jak ja sobie któregoś ranka zacząłem zadawać pewne pytania i nie znałem na nie odpowiedzi, to stwierdziłem, że już jest bardzo źle, że raczej muszę zająć się swoim życiem i sobą, ponieważ brnę po prostu w coś, co może skończyć się takim pracoholizmem, że

Bo są tacy ludzie, którzy tak pracują, że jak nagle zabierzesz im tą pracę, to po prostu ich organizm, ich psychika jest tak zaprogramowana, że jak tego nie ma, to po prostu nie ma świata.

Tak jak ktoś traci bliską osobę i zaraz umiera tydzień po.

Ale czasami wiesz, to się tak zżywa z drugą osobą jak chuba z drzewem po prostu, nie?

Więc gdzieś ja z tą pracą tak się bardzo mocno połączyłem i stwierdziłem, że już wystarczy.

Po prostu zobaczyłem, że gdzieś ucieka życie Wojtka Mecwaldowskiego, że fajnie, że są inni bohaterowie, fajnie, że ja się rozwijałem jako aktor, bo zawsze o tym marzyłem, więc super, ale...

Gdzieś brakowało mi po prostu życia.

Brakowało mi tego, żebym miał czas na spacer, który nie muszę określać, o który wracam, tylko po prostu iść przed siebie.

Brakowało mi tego, żebym mógł się po prostu wyspać, bo kocham spać i śpię czasami po 12-15 godzin.

Po prostu, bo lubię spać i tak mam od dziecka, że jak mnie rodzice kładli, tak rano się budziłem.

I to było dobre, bo też uważam, że sen jest bardzo ważną częścią naszego życia, a ktoś po prostu traktuje to jako przecinek i przerywnik.

Powtórzone słowa Damiana z pociągu, to samo nam dzisiaj mówił.

Uważam, że sen powinien być podstawowym prawem człowieka, tak jak załatwianie innych potrzeb fizjologicznych.

Ten sen też nas kształtuje i też nas leczy w jakimś sensie, więc gdzieś powiedziałem mojej agentce, że potrzebuję przerwy.

Na przykład taki trend, że miałem pomysł, żeby mój bohater Henio mówił niewyraźnie, ale tak mówił niewyraźnie, żeby pierwszy raz w polskim serialu były napisy przy bohaterze.

Może trochę tak, bo my Polacy rzeczywiście potrafimy bardzo wyraźnie mówić i to słychać.

I wiesz, gdzieś ci kowalscy spadli i z pół roku zrobiło się ponad rok wolnego.

Napracowałeś się i naprawdę musiałeś się naodpoczywać.

Zająć się po prostu swoim życiem.

I przez ten czas rzeczywiście miałem czas, ja to opowiem jako anegdotę,

No i tam pająk po niej chodził i tak pamiętam, że tak siedziałem, patrzyłem na tą pajęczynę i w którymś momencie mucha wpadła w tą pajęczynę i miałem takie, o, film, nie?

I pierwsze raz w życiu zobaczyłem, jak z muchy po prostu się zrobiło taki woreczek po prostu pusty i ten pająk poszedł i powiedziałem do siebie wtedy, że Boże, jak ja dziękuję, w sensie wszechświecie, Boże, jak ja dziękuję za to, że ja miałem czas to zauważyć.

A, że nie... Myślałeś powiedzieć, że nie jestem Muchą.

Ja nie miałem czasu praktycznie nic zauważyć, czy nie mogłem nic zauważyć, ponieważ cały czas biegłem za czymś.

Miłość, przyjaźń, spokój, cisza.

Że to są rzeczy, które gdzieś mnie na nowo zaczęły budować jako człowieka i zauważyłem, że bardzo mi się te klocki podobają.

Które dokładam do siebie i one są o wiele ciekawsze niż te, które dokładałem do tej pory.

Jeżeli pytacie o Wojtka, jeżeli pytacie o jakby pracę, no to powiedziałbym wam gadał i gadał i gadał.

Tak, ale może są jakieś takie projekty, które teraz się toczą albo realizują, że chciałbyś się podzielić?

Zaspokajając ciekawość, jedna rzecz.

Jakieś 3-4 miesiące temu w radio powiedziałeś, że pracujesz nad pewnym serialem i wcielasz się w postać człowieka, którego znasz od 20 lat.

I naówczas powiedziałeś, że nie możesz więcej zdradzić, czy coś się zmieniło?

Wy go znacie na pewno, bo go zna prawie każdy w Polsce, tego człowieka.

Jest to młody jeszcze człowiek, bo też uważam się za młodego, jeszcze nie jestem stary, więc jesteśmy w podobnym wieku.

I taki miałem i mówię szczerze, zaszczyt go zagrać, bo nigdy nie przypuszczałem, jak go poznawałem, jak byliśmy młodzi, on był początkującym tam dziennikarzem, wtedy ja byłem początkującym aktorem, że kiedykolwiek zagram tego gościa.

Ale wydaje mi się, że będę mógł coś więcej mówić, jak dopiero pozwolą i będzie wszystko ok.

Nie wiem, bo z wiekiem wzrok się psuje, a na pewno gdzieś moja wrażliwość i świadomość tego, kim jestem i w czym jestem, jest o wiele większa niż była przez to, że po prostu miałem czas zająć się sobą.

To mogę powiedzieć, bo Teściowie 3.

Jeszcze w międzyczasie zrobiłem film Pojedynek, gdzie mieliśmy też zaszczyt grać z aktorami z Zachodu, jak to się mówi, którzy grali tam w Grze o Tron, Peaky Blinders, więc bardzo ciekawy projekt.

Jakub Gierszoł tam gra, że tak powiem, główną rolę, główny tron, bardzo zdolny młody aktor.

Jeżeli nie znacie, polecam.

I wcześniej była Edukacja, czyli z Pawełkiem Wilczakiem zagraliśmy Żydów, którzy przyjeżdżają do Polski robić interes.

Mam wspaniałych przyjaciół i jakoś ci ludzie, którzy mnie spotykają na tej mojej drodze są wyjątkowi, czasami totalnie popieprzeni.

No mogę tak coś powiedzieć.

Znamy go czy tam z początków Ekstradycja, później Kasia i Tomek, teraz Pan T. Dużo, dużo usta usta.

Ale ma niewiarygodne pokłady pewnego poczucia humoru, które jest cenne jak złoto, ponieważ to jest poker face.

Anglicy mają te angielskie poczucie humoru, które uwielbiam, że tam na pauzach, na ciszy czasami coś takiego się dzieje, że po prostu ryjesz, a tam nic się nie dzieje.

Znaczy, jeżeli masz grać kogoś, kto jest śmieszny, to wiadomo, to czasami grasz, no bo musisz zagrać, ale komedia chyba i najlepsze w komedii jest to, że grasz coś na poważnie, a później ktoś z tego się śmieje.

To, że aktor musi bywać, już o tym kiedyś powiedziałem.

No jak można być... Już nie chcę kogoś nazywać taką osobą, żeby mówić, że ważniejsze jest to, że masz stać na scenie i głosić jakieś teksty, a ktoś z rodziny cię potrzebuje.

Więc ja też słyszałem w szkole, że każdy aktor ma po szkole okres, gdzie nie pracuje.

Wielu z nam aktorów, którzy, tak jak ja, pracują cały czas i nie można mówić, że nie pracujemy, więc też nie można wbijać młodym ludziom, że nie pracujesz, tylko że nam ogólnie, tak zauważam, wbija się w głowę wiele rzeczy, które nie są prawdą, ale to są schematy, które po prostu trzeba komuś powiedzieć i tak jest.

No nie, no nie, no już jesteśmy na tyle dorośli, że już powinniśmy wyrosnąć z pewnych rzeczy i każdy ma swoje życie i każdy odpowiada za swoje życie.

Jeżeli wierzysz w siebie, tak jak ja miałem, miałem 5 lat, jak powiedziałam, że będę aktorem,

To spotkanie jest w ogóle owocem pewnego sukcesu, a my się przygotowaliśmy do niego trochę też na takiej kanwie, że będziemy się widzieć, zwłaszcza Damian, nie będę ci tego kradł, że jest to spotkanie z idolem i z osobą, którą podziwiamy i szanujemy, ale jakby w związku z tym, żeby zdjąć od razu... Idą też za mnie, wiesz.

Poszukam nowego, który tam jest.

Spuszczając trochę powietrza z tego też, chciałem zapytać, czy ty miałeś taką sytuację właśnie spotkania, albo w ogóle właśnie Bartek, spotkania z osobą taką uważaną za idola, albo może czyjegoś idola, czy z kimś się widzieliście.

I bo my tutaj w naszym tym Dwóch i pół standupera, podcast, spotkanie, RMF, rozmowa, YouTube, mamy zawsze taki właśnie jakiś taki temat, do którego docieramy.

Właśnie tutaj byśmy chcieli ten, spotkanie z idolem.

Bo ja bardzo się sportem interesowałem, jak byłem dzieckiem i ja miałem... Myślałem, że portem.

Arkady Fiedler przypominał sobie.

I była taka akcja, że ja byłem w Warszawie na WOŚP-ie i tam kiedyś, dawno temu, jak jeszcze nie weszła cyfryzacja, to ja pokazywałem takie numerki, jaka jest kwota zebrana, nie?

Powiedz, że chodziłeś po ringu między tymi rundami.

I nie wiem, nie wiem, mój ojciec miał jakieś wejścia, wtedy się odbierał TVU Pespol.

Najładniejszego wybrałeś po prostu.

Po warunkach dostał to.

I ja tam byłem w tym TVP Sport i był pan Włodek Szaranowicz, nie?

I ja wiesz, widziałem go w telewizorze i miałem taką ideę, że panie Włodku, bo ja tu poproszę napisać kartkę dla Bartka od Włodzimierza Szaranowicza.

Ja tam na niej spojrzałem i mówię, że możemy, ale ja akurat Darek Szpakowski jestem.

Ja mu powiedziałem, że... Może być od pana Dariusza.

Wziąłem to i mam to powieszone w ogóle.

Mam to powieszone i nie wiem, czy się tym chwalić, ale mam drugą kartkę z Maciejem Kurzajewskim.

W pokoju, no.

Z kim go pomyliłeś, powiedz po prostu.

A sportowiec to jest?

To jest dziennikarz sportowy też.

Już nie wiem, czy jest sportowy.

Ja mam aktorskie spotkanie.

Wybrałem specjalnie do tej anegdoty aktorską, bo ja bardzo marzyłem przez długi czas też, żeby być aktorem i też jeździłem i na jakieś konsultacje coś tam zdawałem, nieważne, ale byłem na wycieczce szkolnej w największym w ogóle epicentrum po prostu pożądania, aktorskiej kariery i w ogóle życia.

Mieliśmy spotkanie z panem Andrzejem Sewerynem.

Tak, super, w ogóle cały dzień próba, jakaś tam możliwość obcowania z tym, oglądania tej pracy i było potem właśnie też taka rozmowa i wiele ważnych, pięknych słów, różnych rad padło, wiadomo, i mogliśmy zadawać pytania i też nauczyciel, wiedząc, że marzę o tym, pragnę, więc jakby personalnie mnie wskazał, Mateusz, może ty zapytasz teraz pana Andrzeja Seweryna o coś i jakby miałem szansę dostąpić w ogóle

Powiedziałem, nie, jeszcze coś głupszego.

I tutaj czułem, jak mi po prostu się zawala świat domina, co Andrzej Seweryn spojrzał na wszystkich i z przejęciem powiedział, lubię, gdy pada deszcz.

I to była moja największa możliwość spotkania się, zasięgnięcia rady.

Ja bardzo często mówię mu, i to nie jest jakieś tam wiesz wydziwianie, tylko mówię mu, że bardzo go podziwiam jako aktora.

Jestem jakby z tych aktorów, którzy wychowali się jeszcze gdzie nie było internetu, czyli jeszcze były takie, te wartości były takie bardziej, ten kręgosłup nie był taki rozwiany, po prostu on jeszcze był.

I dla mnie Andrzej Seweryn jest jednym z najwybitniejszych polskich aktorów, jakich w ogóle Polska miała.

Zebrałem sobie prawie 30 polskich aktorów, takich najlepszych, z którymi uważam, z którymi pracowałem.

I to mi się takie spełnia moje największe marzenie, że pan Andrzej Seweryn, Andrzej Seweryn teraz, już mój, że tak powiem, kolega z branży, będzie jakby ze mną przy tak ważnym momencie w życiu moim i jego doświadczenie, jego wsparcie na pewno będzie bezcenne.

Pijałem tam strzykawkę w trumnę, bo wtedy wyglądałem zupełnie... W życiu byś mnie nie poznał.

Nawet jakbym wycofał i ponowił.

Znaczy on jadł, a ja patrzyłem jak je i to był nasz wspólny taki posiłek.

Poszedłem, to była godzina chyba dwunasta w nocy i siedziałem przy barze z herbatą.

I powiem ci, to była bardzo mądra lekcja, bo jak wiesz, że jesteś wyspany, to ci się lepiej gra.

To, co powiedział.

Wiesz co, nie potrzebuję, bo wiem o co chodzi.

Ja miałem wielu idoli cudzych, których nie chciałem poznać, a poznałem.

Gitarzysta jazzowy, ja też jestem instrumentalistą i załatwił mi kolega lekcję jedną u niego i też spotkanie z nim naówczas w jego studiu w Krakowie.

I ja się zawsze spóźniam na każdą możliwą okazję i wtedy byłem raz przed czasem, byłem kwadrans przed czasem i czekałem, była zima, ja czekałem pod klatką w jego kamienicy i on podjechał takim złotym rangerowerem.

Po czym wrócił?

My poszliśmy tam odbyć tę lekcję w jego studio.

Natomiast było to, posłusznie zrobiłem herbaty.

I to było całe spotkanie z Panem Jarkiem Świtaną.

Tak, że wiesz co, a wiele szkół, czy wiele, no są szkoły, gdzie masz tych profesorów takich, że do tej pory każdy mówił, a miałem zajęcia z tym, on tam, wiesz.

Wielu aktorów bardzo podziwiam.

Ale czy powiedziałbym, że to jest mój mistrz?

Tutaj się wetnę na zasadzie anegdoty, ponieważ... Poznałeś Lui Definesa.

I pomyliłem go z Kurzejewskim.

Ale mój kumpel go poznał.

To wam opowiem.

Ponieważ moja ścieżka tutaj zmierzająca ku poznaniu cię też otarła się o Rutka, o Rafała Rutkowskiego, z którym miałem parę razy okazję zagrać.

I powiedziałem mu o tym.

Mam takiego pecha w życiu, że w pewnym momencie spytałem już autentycznie mamy, czy jej cyganka nie przekleła, jak była ze mną w ciąży, ponieważ...

Dosłownie na kilka tygodni przed tym, jak mieliśmy pojechać do Wrocławia.

I wtedy mu się przypomniało, stary Mecek uwielbia Louis Define, mówił, że jest idolem i tyle.

Rzeczywiście ja pamiętam jako aktor, nawet sobie robiłem takie ćwiczenia, że puszczałem fragment jego filmu, gdzie on na przykład tam w ciągu dwóch sekund tam zagrał, że gorąco tam kogoś czeka, tam ktoś idzie, a coś go boli, coś mu w grotło, wiesz, to coś przypomniał.

Znaczy po prostu mówię szczerze, nie byłem w stanie, znaczy technicznie oczywiście tak, wiesz, minami, ale pomyśl sobie jedno, że u niego to było w głowie.

Ale nie powiedziałbym, że miałem jakichś tam mistrzów, czy idoli.

W ogóle jak popatrzył, nie?

A myślałem, że powiedzieliśmy słownie o dwóch gościach.

Pippen to jest też po niemiecku pewna część intymna.

Teraz się pochwalę, że dostałem się do Gorta Team i mam właśnie numer 33, bo powiedziałem Marcinowi, że jak mam już być, to muszę mieć numer Pippena.

Bo to są takie marzenia, które są ponad.

Aż zrobię ponad sto filmów w seriali, przez dwadzieścia pięć lat będę grał non stop, więc rzeczywiście to jest dla mnie coś ponad.

To też było ponad.

To jest duże wydarzenie, skoro potrafisz wyjąć wszystkie osoby.

Ja jak przywiozłem Playboya ze swoim wywiadem i położyłem go na kupce tych wszystkich Playboyów, które od 1992 roku zbierałem Tomkowi, moim przyjacielowi, zakosiłem pierwszego, znaczy zakosiłem i pożyczył mu nieoddałe.

Mówiłem po latach, że dalej mam tego Playboya, a on już machnął ręką.

Już teraz ma internet i portale od tego.

I ja jak położyłem tego playboya, to się wzruszyłem.

Ale rzeczywiście ten Playboy jak położyłem to się bardzo wzruszyłem, więc dostaję od życia więcej niż myślałem, że będę dostawał.

No, znaczy wiesz, ja dwa miesiące nie mogę siedzieć, bo to mam jeden projekt później w sierpniu, ale wydaje mi się, że damy radę, ale to dla mnie też jest pewien prezent i też jestem Marcinowi bardzo za to wdzięczny, a przede wszystkim Piotrusiowi Adamczykowi, bo to Piotrek zainicjował gdzieś, że może byśmy zagrali i Marcin rzeczywiście wyszedł z tą inicjatywą, że to jest świetny pomysł, więc Piotruś Adamczyk tak pomógł mi spełnić kolejne moje marzenie w życiu, że stanę na parkiecie i będę grał w kosza.

Przypomnę jeszcze tylko wszystkim, że to jest program Dwóch i pół standupera, nie licząc gości.

Nie, bigos to jest taka potrawa, że później czujesz ją nie tylko ty, nie?

Nie wiem, ile razy wcześniej o tym zdarzyło ci się mówić, że w ogóle... No właśnie, powiem ci tak, raz to powiedziałem i żałowałem.

Więc tak troszeczkę się z nimi napiłem i to spowodowało, że tak w ogóle wiesz, ja ci opowiem.

No i zacząłem tyle opowiadać, że powiedziałem za dużo, no bo gdzieś jakby jestem z tych aktorów, którzy wolą być bardziej wiarygodni na ekranie.

Żeby nie opowiadać o sobie prywatnie, no bo jeżeli opowiadasz o sobie za dużo prywatnie, że masz o taką dziewczynę, z nią masz psa, a z tą się rozstałeś, a teraz kupiłeś mieszkania, tu byłeś na wakacjach, to tak naprawdę ci aktorzy nie zdają sobie sprawy z tego, że widz widzi właśnie tych ludzi.

Nie widzi aktora, który robi postać, tylko widzi po prostu tych ludzi, którzy właśnie się rozwiedli.

I w tym wywiadzie właśnie powiedziałem, że zbieram jakieś niespodzianki, że mam ponad 1300 jajek w łazience, na półce, które tam trzy razy czy cztery razy w roku muszę sprzątnąć i zetrzeć kurze.

O pozytywnie szalonym ludziach z teleekspresu.

To było na pięćdziesięciolecie chyba, na jakieś lecie tych jajek, żeby pokazać moje jajka.

Ja powiedziałem Pani żartem, że moich jajek nie pokażę, że to jest trochę takie, uważam, że niestosowne takie prośby.

Więc gdzieś tak o tych jajkach powiedziałem.

Mam te jajka, bez czekolady oczywiście, poskładane gdzieś tam na strychu.

Ale badajcie się po trzydzieści, do urologa chodźcie jak najbardziej.

Mega jakby tematem jest dla chłopaków, a mamy akurat mniej więcej takie różnice powiedzmy dekadowe między sobą tutaj i jakby zbieractwo to jest taki, że każdy ma jakąś taką rzecz, co kolekcjonuje, kiedyś kolekcjonował.

Wiesz co, tak, mojego przyjaciela córka, właśnie mojego przyjaciela córka, powiedział do mnie, Mecek, co ty zbierasz?

Ja powiedziałam, wiesz co, właśnie nic.

I nagle mówię do niej, znaczy wiesz, tam jajka, kiedyś tam te jajka niespodzianki zbierałem, że mam Playboye, że bardzo kocham klocki Lego.

Więc kiedyś rzeczywiście jako człowiek, który nie pochodził z zamożnej rodziny,

Jak gdzieś byłem za granicą, to zawsze chciałem przywieźć kubek, koszulkę, jakieś magnesy tu, więc rzeczywiście otaczałem się wieloma rzeczami, które tak naprawdę z perspektywy lat dwugo nie były mi potrzebne.

Nie, że mam z nimi jakąś reklamę, po prostu kocham klocki LEGO, mówię to otwarcie i to zawsze o tym mówiłem, bo uważam, że to jest najlepsza zabawka dla dzieciaka, a nie danie komputera czy komórki, żeby w coś grało.

To jest mój mocny argument przy kupowaniu kolejnych rzeczy przed żoną.

Mówisz to jakby twoja rodzina to będzie słyszała, że mamy powiedzieć teraz tak Mateusz, kupuj winyle.

Właśnie nie na campingu, tylko ja widzę, że mam w sobie takie zbieracze pasje i one się po prostu gdzieś materializują w różnych tematach.

W wjeżdżeniu na kemping trochę chodzi o to, żeby być przyroda fajnie, ale też tak naprawdę chodzi o to, że całymi tygodniami przeklikuję jakieś rzeczy, które się mogą przydać, porównuję sobie, oglądam sobie poradniki, czy taka saperka, czy taki, taki brezencik, czy taki namiocik, czy takie... Masz bardzo dużo czasu w życiu.

Jestem po prostu bardzo skrupulatny w tym, co robię, bo zależy mi na wysokiej jakości rzeczy.

Ale kiedyś też, jak ja byłem mały, to zbierałem znaczki, ale szybko zrezygnowałem, bo byłam u takich kolegów, bo ja dopiero zaczynałem zbierać i po prostu takich ziomków, co mieli już tam klasery wielkie, jak to zobaczyłem, że oni mają takie znaczki, te z tego kraju, tamte złote, z papieżem, posrebrzane, sobie pomyślałem,

Ja pierdziele, nigdy nie dojdę do tego etapu i w ogóle się poddałem na samym początku.

Często się poddajesz?

Tak, kochani, tak, często się poddaję.

Mam wrócić do tych znaczków i pokazać, że zbiorę najpiękniejszą kolekcję w historii.

Nie, rób to, co ci sprawia przyjemność i nie patrz na to, że ktoś ma coś więcej, bo to cię nie powinno ograniczać.

Ale z drugiej strony poddajesz się, nie poddawaj, a jeżeli po prostu kończy się przyjemność, to może warto wtedy zakończyć.

Powietrze z piłki też schodzi, nie?

Ale też, czekajcie, bo troszeczkę tutaj, nie wiem, wprowadzamy pojęcia dwa różne.

No te rzeczy, TPSA jeszcze naówczas i faktycznie w dziwnych sytuacjach się znajdowałem, bo też niezamożna rodzina, więc nie mogłem sobie kupować kart na potęgę, przecież to trzeba było... Kradłeś.

Prawie, prawie, jak byliśmy takim gangiem małych, szkoda, że jeszcze z węgla nie byliśmy umorusani, podchodziliśmy do ludzi dzwoniących z budka, przepraszam, czy skończyła się panu karta?

I wtedy ludzie nam ewentualnie ofiarowali, ale jeden pan powiedział, no to nie wejdzie pewnie, spierdalajcie mi stąd bękarty.

Dla mnie kiedyś też tak pan powiedział, jak przychodziliśmy z kumplami do kiosku ruchu i mówiliśmy na przykład dzień dobry.

A propos rzeźni, to mi się już przypomniało teraz, że ja raz zrobiłem właśnie w drugą stronę i to było bardzo nieładne z mojej strony, bo zadzwonili do mnie, bo nasz numer domowy mylili z mięsnym.

Ja myślałem, że ty właśnie nie wiedziałeś, kiedy się wycofać z tego żartu, że już było za głupio, jak już się przyznałeś na początku, że tak, tak, tak.

I potem już nie ma jakby, kiedy od tego uciec.

Są i to są straszne momenty, bo to tak samo jak grasz czasami z partnerem i nagle widzisz, że już to idzie w takim kierunku, że tam już nic nie będzie i smażysz kupę i tak wiesz, że musisz to przerwać, ale tak ciągniesz i mnie nauczył to Tomek Kot, że czasami przyciągnięcie tego jeszcze dłużej powoduje, że to właśnie zaczyna stać się śmieszne.

Że brniesz w coś, jest już żenada, ale jak jeszcze będziesz brnął, jeszcze, to ludzie nagle się śmieją z tego, że to po prostu jest żenujące.

A później siedzi, masz takie, zaczynasz się śmiać, masz takie kurwa, że to jest tak żenujące, że po prostu zaczynasz się z tego śmiać.

I potem znowu mamy taki efekt, hej, to jest żenujące.

Ja pracuję też jako klaun czasem, ale chodzi o to, że właśnie wejście w kupę, w kłopot, to dopiero wtedy jest interesujące.

Najlepiej się śmiać samych siebie, a Koterski to pokazał Polakom tak naprawdę mocno, Dniem Świra czy innymi filmami, że naprawdę ludzie się śmiali z siebie, a później wychodzili z kina i byli przerażeni, że tak naprawdę się śmiali z siebie, choć w kinie im się wiadomo, że śmieją się z Miałczyńskiego.

Ja po 20 latach zobaczyłem tam dosłownie jak lustro oglądałem ten film.

Pamiętam, że z Markiem Koterskim kiedyś wracaliśmy z festiwalu w Gdyni i siedzieliśmy w pociągu,

Zacząłem mu się tak przyznawać, jak przy spowiedzi księdzu, jakie mam miauczyńskie przypadłości.

I na końcu mówię do niego, no i powiedz mi, jak z tym żyć?

Bo jeden kolega tam babcię kosił z renty i jeździliśmy do Wrocławia, stawiał nam w McDonaldzie burgery i kole, sobie kupował buty albo koszulki, nam czasami coś tam małego, jakąś frotkę kupił czy coś i wracaliśmy z Wrocławia do Kłodzka.

No i wyobraźcie sobie, że my wracaliśmy z tą kolą, która była już rozgazowana, tylko po to, żeby o 19.20 pójść na stadion

Wiesz, no z perspektywy czasu się śmiejesz ze swojej głupoty, ale to było coś wyjątkowego, stary.

Znaczy, wiesz, naprawdę ja jestem z tych czasów, gdzie naprawdę to było coś wyjątkowego pojechać do Wrocławia.

To było coś wyjątkowego, wiesz, mieć buty sportowe jakiegoś koszykarza.

No bo dziś to były, to były marzenia, znaczy ja rzeczywiście ten mój rocznik, znaczy wasze pewnie też, no każdy ma marzenia, tylko że nasze nie były na tyle osiągalne, więc my bardziej docenialiśmy, jeżeli później się pojawiały.

No i pokazuje mi takie żołnierzyki.

Więc gdzieś jakby jak wracam wspomnieniami, tak jak teraz z wami, to uważam, że to jest, że miałem wielkie szczęście w życiu.

Musiałem wypożyczyć książkę.

Ale też poza czasami i zasobnością portfela, jest jeszcze trzecie uwarunkowanie uważam, być może podzielisz tutaj.

Z jakiej miejscowości pochodzisz?

Teraz u mnie w głowie w ogóle Kędzierzyn już nabrał innego znaczenia, jak cię poznałem.

Postarasz się godnie reprezentować miasto, które ma jedną atrakcję turystyczną i ta atrakcja to... Może ci dworzec zrobią.

To ten, który powiedział Mecwaldowskiego, że jest Kędzierzyna.

Więc pochodzenie z Kędzierzyna.

Więc jak się pojawiłem w szkole Tatrań, to wszyscy się śmiali co ja tam robię, bo byłem z innego świata.

Później się śmiejesz teraz z tego, jakby wiadomo, jak teraz gdzieś latasz po świecie, no to widzisz, że to trochę jest taki pociąg, już nie jak kiedyś był samolot, tylko samolot trochę zdaje się pociągiem, no ale po prostu wsiadasz... A czym jest pociąg w tej sytuacji?

Ja chciałem zdradzić, że my mieliśmy pierwotnie taki plan, że może przy tym jajku uruchomimy temat dubbingu też, ale też tego komediowego... To był bardzo luźny pomysł, ale skąd on się wziął?

No właśnie zauważając te twoje umiejętności improwizacji komediowej i wszelakiej, pomyśleliśmy,

Teraz czuję zażenowanie, jak o tym mówię, o takim zadaniu, że odbywamy chwilę rozmowy na jakiś temat, ale ty odpowiadasz jako cokolwiek się tam znajduje.

Nie rozumiem, w sensie, przypuszczam, otwieram, jestem krową... Próbujemy zanimować w środku, tak, to co jest... Nie odpowiadasz jako... Ja odpowiadam jako krowa.

Ja już to nawet podpiszę Dawid, żeby się nie myliło.

Po prostu Kaczątko.

Mi to pingwina trochę przypomina.

Więc w zasadzie odbyliśmy trochę tę rozmowę już przed wciśnięciem nagrywania, czyli odpowiedzialiśmy.

Wróćmy do tego po prostu.

Właśnie, bo nie było tego na antenie, więc teraz na antenie jest... Ponawiam pytanie, na ile tam było właśnie improwizacji, a na ile było... Które rzeczy były ustalone z góry?

Znaczy wiesz co, żeby coś takiego w ogóle zrobić, musisz mieć kogoś, kto jest tak naprawdę człowiekiem, który ogarnia ponad wszystko.

I dał nam jakby pewne pole, które oczywiście jest pewnego rodzaju zarysem, tylko w sposób tak umiejętny, że my absolutnie wiedzieliśmy jakimi stylami w tej wodzie pływać.

Do czego by nas nie wrzucił, to wiedzieliśmy, że tam jest kraut, jest żabka, tu czekamy pod wodą.

On po prostu jakby dał nam, nawet nie wiem jak to powiedzieć, bo to są pewne rzeczy, które są niewytłumaczalne.

To trzeba mieć po prostu do tego talent.

Więc Jurek jakby dał nam pewne pole, a zarazem nadzorował to wszystko, więc my się czuliśmy jakby to było robione

No tak też myśleliśmy, ale warto potwierdzenie znać.

Iwonka i Tomek dla mnie to byli wymarzeni partnerzy, bo rzeczywiście Tomek ze wszystkich aktorów, z którymi pracowałem, to jest jedyny aktor, z którym rzeczywiście nas wystarczy po prostu postawić i my już mamy tak.

Nie wiem na czym to polega, to jest pewnego rodzaju chemia, to jest pewnego rodzaju też to, że się znamy.

Ale też pewne poczucie humoru, no bo do tego jest potrzebne poczucie humoru, które nie jest standardowe.

To nie jest coś, co tam opowiadasz kawał i później hohoho, tylko właśnie tak opowiadasz kawał, że to już nie jest kawał, już nie wiadomo co to jest.

Później sam się z tego śmiejesz, więc ktoś się zaczyna z ciebie śmiać i to nam się bardziej podoba, niż to, że miałbym coś powiedzieć, a ktoś ma zareagować.

Często zdarza się tak, że aktorzy odchodzą od napisanych dialogów i mają swoje propozycje.

Więc oczywiście jako aktor muszę się podporządkować reżyserowi, z którym pracuję, ale tak, mam coś takiego i chyba to jest pewnego rodzaju zaufanie, no bo jeżeli ktoś widzi, że przez te 25 lat to mi się udaje, no to chyba coś tam potrafię z tym zrobić, więc te teksty, które dostaję,

Filtruję przez siebie i proponuję.

Nigdy chyba nie zrobiłem filmu, gdzie miałem tylko tę kwestię i nie powiedziałem nic od siebie.

Z autorem jakbym miał porozmawiać, to bym nim nie porozmawiał.

Ponieważ jak ja zaczynam czytać książkę, to tak to widzę, że odpływam po prostu, co tam, jak to... Na przykład mam przyjaciela, przez Dolnego, Luke.

Nie wiem, czy kojarzycie, kompozytor, artysta, zrobił muzykę do chłopów.

To jest człowiek, którym jak opowiesz, wyobraź sobie stary, że w rynku we Wrocławiu wielki słoń wparował i rozbił cały sklep, zginęło sześć osób, a potem pobiegł na Plac Grunwaldzki, rozwalił trzy tramwaje i potem wrócił do zoo, to on zatrzymał się, że słoń wbiegł.

Ale a propos tego, czego to powiedziałem?

Tak, w dygresję poszliśmy.

Tak, a propos to, widzisz, właśnie to jest to, że nagle mi luk wpadł do głowy a propos tego, czekaj, bryki, streszczenia.

A, że jak zacząłem czytać, to ja właśnie mam tak, że jak zaczynam czytać, to po prostu tak odpływam, że nie jestem w stanie się skupić,

Tak, na wątek i nagle mi się po prostu wszystko jakby miesza, dlatego jakby może ze scenariuszami jest troszkę inaczej, bo scenariusz nie jest tak gruby jak książka i jest troszkę inaczej pisany jak książka, ale rzadko mi się zdarza, żeby tak jeden scenariusz przeszedł cały.

Po prostu widzę za dużo rzeczy i tak mam od zawsze.

Więc książkami mam ciężko po prostu.

Nie, że nie powiem, że nie czytajcie książek, ale rzeczywiście ja mam z książkami tak, że ciężko mi się nad nimi skupić.

Niby tacy mądrzy czytają te książki, a potem i tak dalej z nimi nie pogadasz.

O to chciałeś powiedzieć?

Ja chciałem powiedzieć, że mega się cieszymy, że mogliśmy spytać o te komediowe rzeczy i ten warsztat, bo mamy też wielu znajomych, którzy robią komedię i impro i stand-up i obserwujemy ich postępy i właśnie o to chodzi.

I się kolegujemy, a my chcielibyśmy kończyć to spotkanie w sposób... Damian, chciałbym ci oddać teraz ten... Już kończyć?

Podanie.

To możemy zrobić tak, że na przykład dwa mamy spotkania.

Możemy mówić kolejne spotkanie,

Spotkanie z jednym aktorem, gdzie nie skończyli, wzięli jeszcze raz i drugie spotkanie okazało się, że dalej nie skończyli i przyszedł trzeci raz.

I każdy program nie będziemy, a jeszcze tego nie powiedzieliśmy, to następnym razem i znowu przyjdę.

Nam bardzo potrzebni w tym programie są fajni goście, żeby właśnie dodać czegoś takiego ekstra.

Ponieważ niech tylko chciałbym wycofać tamto zapoznanie się, na szczęście nie pamiętasz.

Natomiast chciałem też złożyć pewne podanie.

Podanie?

Tak, do ciebie jako pewnej instytucji jest to podanie o zostanie kolegą.

A czy ja mogę to na spokojnie przeczytać później, czy ja muszę teraz ci odpowiedzieć?

To nie jest tego rodzaju spotkanie, gdzie my się gdzieś wciskamy do podpisania.

Widzę, że masz pewne osiągnięcia i odbyłeś kurs pierwszej pomocy.

Na przy PO.

Na przy PO.

Na przy PO.

Gdzie byłeś na przy PO?

Ale ja mam nadzieję, że pójdziesz na następny jakiś wywiad i tak jak nam opowiadasz o swoich przyjaciółach, to opowiesz, że mam takiego przyjaciela, Damianska.

Nie, 1990 się urodziłem, to trzeba policzyć.

Pomogłem koledze rozmontować, przewieźć i zmontować całą szafę drzwiową.

Tak, w Warszawie, Dominik, pozdrawiam.

Kurde, nie no, powiem, znaczy ja z przyjemnością to przeczytam naprawdę i odeślę jakby co.

RMF po prostu.

Tak, drogastacjo na adres RMF-u odeślę podanie o zostanie kolegą przez Damiana.

Słuchaj, pomyśl, no bo wiesz, ja takiego czegoś nigdy nie widziałem, więc to jest bardzo ciekawe, a ja lubię, jak mnie coś zaskakuje.

Ale to są takie sytuacje, że jesteś troszkę taki, nie wiesz, jak się zachować, bo tak, kurde, wiesz, nigdy nie dostałem podania o zostanie kolegą.

Wspólne aktywności, propozycje.

Potrafię rozpalić grilla.

Potrafię, ognisko też.

Ale nie, że tam podpałka i gra na gitarze.

Ja mam drugi egzemplarz, jakbyś zapomniał.

Chyba nawet potrzeba, jak chcesz pomieszkać w domu.

A jakbyśmy zrobili taki odcinek, najgorsze miasta w Polsce, to wziąłbyś udział?

Bo kocham Polskę i to nie teraz, że teraz ja tam, wiesz, coś będę teraz gadał, ale naprawdę kocham ten swój pokręcony kraj, lubię zwiedzać świat i gdzieś ciągnie mnie bardzo do tego, żeby gdzieś tam

Poznawać też siebie z innej strony, w innych miejscach świata, bo to też jest ciekawe dla człowieka, jak jesteś gdzie indziej i musisz się przystosować.

Nagle wtedy siebie poznajesz, jaki ty jesteś i czy umiesz się przystosować, czy nie.

Ale nie, ja bym nigdy Polski w jakikolwiek sposób nie obrażał, ani miast, bo po prostu za bardzo lubię te miasta, wsie i to wszystko.

Ale tak, Polska... Wiesz, ja pamiętam, a propos Andrzeja Seweryna, jak robiłem Kto Nigdy Nie Żył, dostałem taką rozpiskę, gdzie mamy zdjęcia.

I w ogóle byłem podjarany, że grałem z Żebrowskim i w ogóle.

Zapomniałem powiedzieć, bo to też może gdzieś tam kiedyś wyjdzie.

Jak nie dostałem się do Łodzi, do szkoły filmowej, powiedzieli mi, że nigdy nie będę aktorem, że się do tego nie nadaję, nie mam predyspozycji, żebym tu już nie przyjeżdżał.

No to pamiętam, że poszedłem na Piotrkowską, dotknąłem gwiazdę pazury i powiedziałem ze łzami w oczach, Czarek, ja tu jeszcze wrócę.

I też nie używałem, nie używam od jakiegoś czasu słowa w dupie to mam, bo ktoś pięknie kiedyś powiedział, że jak mówisz w dupie to mam, to dalej to masz w sobie.

I każdemu młodemu człowiekowi polecam.

A tak często patrzymy, co ktoś powie, co i jak.

I później dowiedziałem się, że Wenecja to jest miejscowość pod Poznaniem.

I a propos Polski, jak nie kochać Polski, jak masz Wenecję pod Poznaniem.

Można zrobić odcinek Najpiękniejsze Wenecje w Polsce.

Na przykład, bo podobno są dwie.

Tak, podobno są dwie Wenecje w Polsce.

Podoba mi się to.

Polska zaskakuje, słuchaj, ostatnio słyszałem, że ktoś powiedział, że mamy polskie słońce.

Naprawdę, powiem wam, jest dobrze.

Polskie słońce.

Nasze narodowe, Polsze.

Polskie słońce.

Megalomania, polski powietrze.

Stary, polski wiatr.

Ja rozumiem, że polska ziemia, ale polskie słońce.

Wiesz, tak się kiedyś słyszało, że jakiś tam z duchowych rzeczy, że ta jest Polką, ten jest Polakiem, już tam nie chcę jakby wnikać w szczegóły.

To właśnie bardzo mnie zaskoczyło to, że mamy polskie słońce.

W stacji chyba trzy różne się pojawiły.

Wiesz co, nie znam języków obcych dobrze, ale grałem w języku czeskim, grałem w języku niemieckim, grałem w języku jidysz, po angielsku, więc gdzieś jakby uczyłem się tego, a pamiętam taką sytuację w szkole teatralnej, że dowiedzieliśmy się, że tam pan kiedyś Wojciech Przoniak

Szkoła mnie wybrała jako jednego ze studentów najlepszego, jeżeli chodzi o reprezentowanie w spektaklu europejskim Polaków.

Tam byli Niemcy, Francuzi, Holendrzy i Polacy.

Wojtku, jest przygotowany spektakl europejski, z aktorami z całej Europy, no i nasza szkoła tam proponuje.

Przyjechał pan reżyser Fernando Scarpa, czyli Franek But, tłumacząc na polski, też ciekawie.

Rozmawialiśmy po angielsku, ale to po prostu uczyłem się, moja ówczesna ukochana mnie po prostu fonetycznie uczyła, jak to przeczytać, więc nauczyłem się po prostu tego tak, że wydłukałem.

No i tak zagraliśmy to jakby wszyscy i ja zagrałem, że zaproponowali mi w przyszłym roku Mikołaja Kopernika.

Ja powiedziałam panu prezesowi, że

Niestety nie znam niemieckiego, na co on powiedział, że jak, przecież to dobry żart.

Ja powiedziałem, że niestety taka jest prawda, że nie wiem, o czym ja mówiłem.

Do dziś nie wiem, o czym to mówiłem tam, ale jak się chce, to się może, tylko że czasami, wiesz co, ta pewność może spowodować, że...

No, dla mnie to jest jeden z najwybitniejszych aktorów, jakich poznałem, bo rzeczywiście rola Sargeriego jest jedną z najlepszych ról, jaką widziałem w kinie.

I pracując z nim, grałem po angielsku, no i dowiedziałem się dzień przed zdjęciami, że tak się coś tam spodobało produkcji, że nie będą ściągać jakiejś włoskiej aktorki i ja mam powiedzieć te wszystkie... Zagrać aktorkę jeszcze dodatkowo.

Mam jej kwestie powiedzieć.

To był taki monolog o pieczeniu bułki, chleba, rogali, więc język angielski, którego po prostu nie znam.

No i zaczęliśmy grać, no i podchodzę i nagle okazuje się, że nie pamiętam nic.

Po prostu no nagle w głowie stwierdziłem w ciągu ułamka jakiejś sekundy, że skoro kamera jest tu, druga jest u góry, no to po prostu muszę kopać paszczą, a później podłożą.

No i obróciłem się do Maryi Abrahama i powiedziałem... Nie powiedziałem ani jednego wyrazu, który istnieje w języku angielskim.

I nagle było... On miał odpowiedzieć i pamiętam, że tak patrzył na mnie i tak...

Well... Powiedział swoją kwestię, nagle stop, ja przepraszam, że sorry, I forgot my line, w ogóle przepraszam, oni, że spokojnie, Wojtek, że wszystko okej, że zdarza się.

No więc ja już po prostu dostałem naprawdę strasznej dygotki, no i wróciłem na swoje miejsce, znowu akcja, znowu idę, powtarzam, pamiętam, że początek był Our Baker's Hammer, coś tam a propos soli, coś tam, księżniczko Dutchess, coś...

I pamiętam, że idę, idę, idę i tak podchodzę i mam tak kurwa i chuj, nie?

Że do aktora oscarowego mówię wyrazy, których nie istnieją, że robię po prostu taki... I nagle było cut, no i Wojtuś, mam czasami tak, że jak się wkurzę, muszę coś przywalić, ale to rzeczywiście podłoga jest albo ściana, nie że w kogoś.

No i tak przywaliłem w tą podłogę i ona tak pękła.

I się okazało, że my z Maryjem staliśmy na scenografii, która była, a nie, to była podłoga.

Złapał mnie za szwmaty, oparł o ściany i powiedział You only human, not machine!

Ja mówię, że wiem, że ale zapomniałem tekstu, że zapomniałem tekstu.

I on mówi, że on w teatrze zapomniał tekstu i on się tak nie zachowywał.

A ja jako młody aktor po prostu byłem załamany, że nie pamiętałem tekstu.

Więc takie miałem spotkanie.

Powiedział później mi, że do końca życia będzie mnie pamiętał.

Nawet zaprosił mnie na obiad, a ja przez te nerwy i stres się tak wstydziłem, że nie będę mógł z nim pogadać po angielsku, że powiedziałem, że

Wczoraj miałem imprezę w Polsce i poszedłem spać.

Mogłeś postawić podanie o koleżeństwo.

Pamiętam, stałem w jakimś supermarkecie i dzwoniłem do mojej agentki wtedy, Hani, że... ówczesnej agentki, że po prostu...

Zapomniałem tekstu i nie powiedziałem nic, na co później dowiedziałem się, że i tak będziemy wszyscy dubbingowani przez włoskich aktorów, to stary, po co ten stres był, nie?

To się wszystko tak, przepraszam, włączy i plącze, o tej postaci, o której mówiłeś, że najpierw mówisz, potem szukasz, improwizacja, komedia, że naprawdę, oczywiście całą historię zapamiętałem, natomiast...

Więc oficjalnie podziękujemy Dwóch i pół standupera, nie licząc gości, Wojciech Mecwaldowski, Bartek Zajda, Damian Skóra, Mateusz Marek.

I to jest faktycznie cud świąt, że mieliśmy możliwość się tak spotkać i o tym wszystkim pogadać.

Pójdzie do kościoła potem.

Życzę wszystkim wesołych, spokojnych, smacznych świąt.

Tak, i jak pomyślę, że będę to jadł za parę dni, to się bardzo z tego powodu cieszę.