Mentionsy

Druga Wersja // podcast popularny
Druga Wersja // podcast popularny
11.09.2025 14:42

Ambrozja, rogal, bimba, bajka, fanklub i hejt, czyli jak Kociak wyrósł na tygrysa #216

O tym skąd wziął się nowy Kociak, na czym polega jego magia i jak na ludzi działają stare zaklęcia: Ambrozja, Delicja, Anula, Melba czy Brzdąc. O tym kto stoi za Adim i o walce tłumów fanów z garstką hejterów o miejsce w jego głowie. O dwumiesięcznym procesie wybierania śmietany i realizowaniu marzeń. O rogalu, który kojarzył się z kupą i wizytach we własnym lokalu pod osłoną nocy. O pokorze, Franku, psychologach, cennym skoroszycie, dobroczynności i o ludziach z branży.

// Adrian 'Adi' Mieszała // współwłaściciel poznańskich lokali "Kociak", "Rogal", "Bimba" i "Bajka"

--------

Wesprzyj nas. Pomożesz tworzyć podcast i zmienisz świat:

- abonament, czyli duża wdzięczność: www.patronite.pl/drugawersja

- kawka w podziękowaniu za odcinek: www.buycoffee.to/drugawersja

-------- My na www: www.drugawersja.pl  My na Spotify: https://spoti.fi/3MWjX9v My na fejsie: www.facebook.com/drugawersja My na YT: https://www.youtube.com/@podcast_poznanski My na insta: www.instagram.com/druga.wersja My na tiktoku: https://www.tiktok.com/@drugawersja

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 119 wyników dla "Ad"

Każdy rozmówca i z każdej rozmowy się cieszę i mam nadzieję, że każdą z nich udaje mi się prowadzić tak, żeby stworzyć przestrzeń dla tego rozmówcy do tego, żeby mógł powiedzieć...

Ale fanów i fanek jest ogrom, bo mówimy oczywiście o Adim z Kociaka.

Adi z Kociaka już funkcjonuje jak marka prawie.

Tak, tak, tak, zapytałam, jak chciałby być przedstawiony, mówi, że Adi z Kociaka jest okej.

60 lat istniał w momencie, w którym razem Adrian ze swoim tatą postanowili go odnowić i dać mu nowe życie, co się udało, bo był kociak absolutnie tętni życiem i nie jest to stary, leniwy kocur, tylko kot w sile wieku.

No w każdym razie nie wiedziałam na przykład tego, co usłyszycie, że tramwaj został odrestaurowany zgodnie z tym, jak wyglądał kiedyś.

Ale byłam wtedy młoda, więc radziłam sobie.

Adrian, pamiętasz ten moment, kiedy weszliście z tatą do Kociaka i poczuliście, ok, to jest to, bierzemy, robimy.

Tak, pamiętam dokładnie ten dzień.

Ale to jest tak, że wy jakby wiedzieliście wcześniej, że kociak się będzie zamykał, czy to było raczej taki impuls, że widzicie, że się zamyka i tata mówi, Adrian, jedziemy.

A kiedy pojawiły się te donosy medialne, tutaj próbowaliśmy z tatą zadziałać.

Zapoznaliśmy się ze stanem faktycznym, a to, co okazało się później, czyli to, jak my to ocenialiśmy, a do jakiego stopnia był doprowadzony ten lokal, chodzi o techniczne tematy.

Czasem mam wrażenie, że go nadużywa, ale Kociak nawet dla osób spoza Poznania jest miejscem absolutnie legendarnym.

2011, przyjechałam składać dokumenty na studia i już wszystko miałam dopięte, czekałam na pociąg i to była pierwsza kawiarnia, która mi się gdzieś napatoczyła po drodze.

Nawet wtedy nie miałam świadomości, co to jest za miejsce.

Ale pamiętam dokładnie stolik, przy którym siedziałam, pamiętam, że uzupełniałam kalendarz i stałam jakby na progu takiego dorosłego życia i jak się kociak otworzył, jak wróciłam i usiadłam w tym miejscu, to przyznam, że zalała mnie fala wzruszeń.

To znaczy zakładaliśmy sobie jakiś budżet.

No i ta inwestycja faktycznie przekroczyła 300% zakładane przez nas budżet na remont i rewitalizację tego lokalu.

To doprowadziło naszą firmę rodzinną praktycznie do bankructwa.

Ale pamiętajmy, że ten remont trwał ponad dwa lata.

No to na początku było to bardzo miłe, ale później jednak, kiedy ten kociak cały czas był zamknięty, ten remont trwał i jak wchodząc do mojego lokalnego mięsnego, pani mnie pyta, no i jak tam, panie Adrianie, kiedy tego kociaka otwieracie?

No, a ona mi odpowiada znów, no ale to ile można czekać, bo to już ile to trwa?

I też nadal mówimy o czasie pandemii, bo to już była kolejna fala.

jak damy radę to udźwignąć, a z drugiej strony widzieliśmy, jaka jest w ogóle atmosfera wokół restauratorów.

Byłem w tym naszym Kociaku już setki, ale nie tysiące godzin i cały czas nie mogę rozgryźć tego miejsca, skąd jest tak dobra aura i to, co tam się dzieje, to jest coś nie do opisania, jeśli chodzi o kwestie przypadkowości, o kwestii pewnego rodzaju emocji, ludzi, którzy tam są, przychodzą i wydarzeń, które się tam dzieją, więc coś niesamowitego.

Pamiętasz taki pierwszy moment, kiedy właśnie już po otwarciu, kiedy poczułeś, że w tym miejscu zdecydowanie chodzi o coś więcej niż tylko słodkości, desery, mówisz o tych niezwykłych przypadkach.

Kilkadziesiąt życzeń, że trzymają kciuki ludzie, że czekają za Kociakiem.

że chcieliby jeszcze w tym miejscu zjeść ambrozję czy anulę, że tutaj jedli najlepszy krem sułtański i kociak da radę.

To są niesamowite ścieżki, jakie prowadzą ludzi do Kaciaka i też myślę sobie, że może chodzi trochę o mieszankę sentymentu, może jakiejś tęsknoty za tym, co było i takiego przywoływania tych beztroskich czasów, tego właśnie jak było kiedyś.

Tak, dostaliśmy w spadku, to znaczy kierowniczka, którą teraz serdecznie pozdrawiam, pani Ela, która była kierowniczką przez kilkadziesiąt lat, przekazała nam chyba najważniejszą rzecz, którą mogła przekazać, czyli skoroszyt, w którym były obliczenia kalkulacyjne i receptury.

Możliwe, że to jest... Żeby za dużo nie zdradzać, ale wiesz, ale pokazać.

Staraliśmy się odzwierciedlić te desery i tutaj jeśli chodzi o kwestie składów, to jesteśmy bardzo blisko.

Pamiętajmy o tym, że jednak te smaki się zmieniły, nasze kubki smakowe, nawet w przypadku mojego taty, który jest cukiernikiem od ponad 30 lat, on już też czuje, że ilość asortymentu, którą nagle mamy do wyboru, ilość miejsc, które odwiedzamy w perspektywie nawet samych wakacji, powoduje, że jednak te kubki smakowe, dokonuje się pewnego rodzaju ewolucja.

No i sama praca nad deserami, czyli mamy desery o tym samym nazywnictwie, mamy deser Piękną Helenę, mamy deser Ambrozie, Anule, Delicje.

Tam nie było żadnego planu, to znaczy te zasięgi, które osiąga aktualnie nasze social media są kosmiczne.

Bo do Facebooka tylko i wyłącznie ja odpowiadam.

Tylko i wyłącznie ja wszystkie te posty piszę i to jest totalny przypadek.

A poza tym, no wszystko się dzieje na zasadzie telefonu, spotkania, rozmowy.

ponad 100 metrowy i tam tych mebli nie ma, a osoby, które są ciężko chore nie mają gdzie odpocząć na dworze, no to temat rozwiązuje się przy kawie i przy brzdącu.

to tutaj mamy jakąś taką... Ja w przypadki już nie wierzę, więc myślę, że jakąś taką specjalną magię, której nie jestem w stanie opisać.

Przyznam, że przez głowę nie przeszło mi raczej, że stoi za tym jakaś wielka agencja i że to jest skrupulatnie realizowana strategia, ale spotykam się z takimi komentarzami, że te akcje charytatywne, które są prowadzone, że to jest...

organizowane powodują, że na podstawie tych obserwatorów pewnie ktoś wpadnie do kociaka, wypije kawę i zjedese.

Po drugie, my do tych akcji po prostu też dokładamy.

I to też nie jest żadna tajemnica.

Tu możemy powiedzieć, że zbiórka nadal trwa, prawda?

Tam jeszcze brakuje w okolicach 300 ponad tysięcy, więc już jesteśmy blisko.

Zresztą podczas spotkania, podczas tej kawy wymieniał mi cały skład FC Barcelony.

Ja co prawda całego składu nie znam, ale przytknąłem, że tak jest.

I Mikołajek już aktualnie bukuje bilet FC Barcelona, Real Madryt i szykuje się do Barcelony.

No i teraz pytanie, z jednej strony tak, mamy z tego wymieniony zysk, ja mogę być oceniany jako osoba, która gdzieś się na tym chce wybić, ale ja na to patrzę z drugiej strony, czyli patrzę na sam efekt, jeśli możemy temu chłopakowi sprawić radość, jeśli mnóstwo ludzi czyta piękny post, takim moim zdaniem był ten post.

Myślę, że niektóre osoby wiedzą, ale tak z perspektywy publicznej, no to nie wiadomo, kim jest ta osoba, czy ta osoba, a prowadzą ogromne kanały informacyjne między innymi.

Pamiętam, że napisałem posta, że już chyba czas się wycofać i że nie dają rady, bo jeśli ktoś mnie obraże od pedała, od lancera, to to już był taki kaliber, którego ja już nie mogłem znieść.

No bo kiedy dodaję post o tym, że już nie daję rady i mam pięć tysięcy polubień, to ja wiem, że wszyscy się przyliczają na te polubienia, ale to jednak jest taki wymierny sposób na to, żeby ocenić jakby to, co ma na myśli.

Ja nie wykluczam żadnych opcji, ale granica jest już bardzo cienka.

Dzielenie się nie tylko wzlotami, ale też upadkami, trudnościami procesu, o których mówiłeś, że tych wyzwań było sporo.

I myślę, że nikt nie zakładał, że odnowienie takiego kultowego miejsca to była droga osłana różami, zwłaszcza w pandemii, zwłaszcza w trakcie remontu, który też trwał bardzo długo i wielu restauratorów pozbawił ich dorobku życiowego.

To nie tylko sama firma by upadła, ale również finansowo dla naszej rodziny, czyli dla mnie, dla mojego brata, dla mojej mamy, dla mojego taty.

bo to nie ma sensu po prostu, trzeba czasem po prostu uwierzyć, a mam wrażenie, że w internecie mało kto chce wierzyć, dlatego też fenomen Kołciaka jest taki, że podpisuje się z imienia i nazwiska, wszyscy wiedzą gdzie ja jestem, bo poruszam się po naszych lokalach, też tam pracuję, więc jestem łatwo namierzalny i podpisuje się tym imieniem i nazwiskiem, więc jeśli gdzieś będę opowiadał farmazonę, czy gdziekolwiek będę robił jakąś rzecz, która będzie

Ja też mam problemy z tym, jak osoby publiczne, na przykład z polityki lokalnej tutaj z Poznania, też są traktowane, jakie są memy robione, jakie są zdjęcia dodawane.

Wciągnięcia na pokład kogoś, kto był, kto zaczynał właściwie.

W Bimby była taka sytuacja, że kociak był bardzo już stabilny, czyli staliśmy już na czterech nogach, jak to koty zazwyczaj spadają zawsze na cztery łapy.

No i pojawił się post radnego Stare Miasto, pana Tomka Dworczyka, z informacją o tym, że stoi bimba, bimba zaniedbana, czyli tramwaj na Półwiejskiej, niedaleko Starego Browaru.

I w tej bimbie jest prowadzona gastronomia, ale to tak wszystko coraz gorzej wygląda.

No i ktoś się powinien tym zaopiekować, ktoś taki jak na przykład ludzie z Kociaka.

który już ma swoje lata, on tą bimbę wyremontował, on tą bimbę również prowadził w tej bimbie kawiarnię, wcześniej na ulicy Zielonej i również po przemieszczeniu tego tramwaju na ulicę Półwiejską tam również prowadził kawiarnię, no ale kiedy potłupał na zdrowiu, już nie ten wiek, zaczął wynajmować to miejsce.

No i te początki były takie dosyć dobre, ale im dalej w las i znów im więcej, że tak powiem wynajmujących, tym ten tramwaj poznański, zabytkowy tramwaj, który kursował na szynach poznańskich, faktycznie na torach poznańskich popadał w ruinę.

Czyli znowu mamy zwrot do tradycji.

Nawet naklejki, które mamy zostały umieszczone dokładnie w tej samej skali, w miejscu według skali na zdjęciu, w której wcześniej te naklejki się znajdowały, więc wszystko jeden do jednego.

Do tego, żeby to było coś prostego, prosta przekąska, tania przekąska i naturalna, bez żadnej ściemy.

I tutaj nie ma żadnej ściemy.

Pan Robert, który remontował Kociaka, znakomity fachowiec, znakomity też człowiek prywatnie, taki człowiek o wielkim sercu, ponad pół roku spędził w Gimbie, żeby każdy element, że tak powiem, wyremontować tego tramwaju, bo to nie była łatwa misja.

Właśnie ostatnio z Tobą rozmawiałem, jak można nazwać osoby, które prowadzą kawiarnię.

Trochę mnie zmęczył fałsz, trochę mnie zmęczyły ładne uśmiechy, trochę mnie zmęczyło uśmiechanie się, a później jak już wychodziło co do czego, to jednak te uśmiechy się przemieniały w zupełnie inne słowa.

Mi tej uczciwości bardzo brakuje, takiej, żebym miał przeświadczenie, że z kimś rozmawiam i ktoś mówi faktycznie to, co chce powiedzieć, a nie to, co będzie aktualnie w tej danej sytuacji dobrze wybrzmiewało, a później powie faktycznie to, co myśli.

I jakby z jednej strony znowu mamy tutaj powrót do tego, co tradycyjne dla Poznania.

No a niektóre były absolutnie takie obezwładniające.

To był absolutnie taki sufit, praktycznie nieosiągalny sufit z perspektywy naszej kawiarni małej w Luboniu, która dawała radę, ale to...

I czasem tak człowiek marzy, jak wchodzi do lokalu do mieszkania, czy do lokalu użytkowego, ja w moim przypadku, to ja od razu czuję, że to jest to miejsce, albo to nie jest to miejsce.

To był remont, który od początku do końca prowadziłem ja sam.

Miała być drewniana według naszej wersji i miała być ładnie rzeźbiona, miała być kolorystycznie pokolorowana, tak żeby wyglądał jeden do jednego jak rogal.

Widziałam tę lawinę i nawet jak przygotowywałam się do naszego spotkania, to zastanawiałam się nad takim wątkiem.

Z drugiej strony za każdym tym komentarzem stoi żywy człowiek, który adresuje te słowa do żywego człowieka, którego całej historii nie zna, no bo my widzimy efekt wyrywek, tak?

Jak wyrażać te swoje opinie w taki sposób, żeby móc faktycznie o nich pogadać, nie równając nikogo z ziemią, nie wsiadając na szczyt walca i po prostu nie jadąc tam równo.

Był już nagle taki Adis Kociaka, który był...

Do tego się przyczynił jeden bloger, który dosyć mocno i wręcz agresywnie, bo te kilka postów tylko na jeden temat, wrzucając mój wizerunek, wrzucając ksywę, bo ja na początku podpisywałem się jako Adrian.

A to jednak blogerzy prześmiewczo chcieli zrobić z tego Adi i ten Adi został.

I teraz już się cieszę, bo ten Adi tak jakoś myślę, że brzmi przyjemniej.

I ja pamiętam, że wchodziłem o 21 w kapturze, bo się bałem, że ktoś mnie albo o ten szyd zapyta, bo wiedziałem, że w ciągu tego dnia, akurat mamy takiego obok naszego lokalu, jest pan Leszek, człowiek, który sprzedaje przez kilkadziesiąt lat pamiątki.

I on mi informował o tym, że na przykład teraz jest lokalna telewizja, robią sondę.

Teraz jest radio, teraz jest ogromny portal

Ja wylądowałem też u psychologa, żeby sobie można było to jakoś wytłumaczyć i sobie poradzić z tym tematem.

To tak ścięło, że z tej radości pojawił się smutek, ale ja staram się zawsze patrzeć na ten pryzmat pozytywny i nie brakował klientów.

Bardzo mało osób wtedy pamiętam, że do mnie napisało jakąś taką wiadomość.

No i dodałem oświadczenie o tym, że ten rogal zostanie ściągnięty.

No i proszę sobie wyobrazić, że piszę oświadczenie i cały internet jest na nie.

I pisze oświadczenie i nagle dostaje 1800 polubień, reakcji pod postem i z kilkaset komentarzy tylko o jednym przekazie.

Moja notabene partnerka jeszcze była w zaawansowanej ciąży, więc tutaj wszystko się jakby zgromadziło.

Bo to naprawdę tak zadziałało.

To zadziałało jako lawina, przez dwa miesiące mieliśmy ogrom klientów i to ktoś mi chciał zaszkodzić, a finalnie się okazało, że przez chwilę zaszkodził, ale później w perspektywie długofalowej wszyscy wiedzą, gdzie są te rogale, wszyscy wiedzą, że tam coś wisiało.

I ja na przykład miałem takie wrażenie, że jednak spośród wielu osób, no, myślałem, że chociaż kilka gdzieś tam się wychyli.

A kiedyś jakoś tak bardzo walecznie chciałem wytłumaczyć, wyprostować, dać oświadczenie.

Ostatnia na pokład waszej drużyny dołączyła bajka.

Miejsce też na płycie Starego Rynku, też zupełny przypadek, jak ten lokal udało się wynająć.

W najgorszych chwilach, w czasie reaktywacji kociaka, później nawet z tym rogalem, ta sytuacja, gdzie ludzie naprawdę później, już kiedy te emocje trochę opadły, wspierali nas bardzo mocno, trzymali kciuki, przyszli do tego rogala, zjedli rogala i wypili kawę.

Ja po takich słowach, już bez kawy, bez żadnych tutaj elementów, nazwijmy to, pobudzających, jestem w stanie się po prostu rozpłakać, nogi mi się uginają i mówię chłopaku, no genialnie, że jesteś.

To znaczy cieszą się z życia, cieszą się z najprostszej rzeczy, takich, które dla nas są totalnie banalne, nawet posiadanie pracy i są w stu procentach zaangażowani.

To jest zaplanowane, że oni już mają misję, że jadą tramwajem, jakim tramwajem, jaki mają rozkład, kiedy muszą skończyć pracę, muszą mieć koszulkę, muszą mieć fartuch i tak dalej, i tak dalej.

A z kolei ja dostaję od nich coś, co jest nie do przekalkulowania na żadne pieniądze, to znaczy właśnie fan z posiadania takiego miejsca, z dania szansy i z takiej wspólnej radości, no bo kiedy chłopacy są po bardzo trudnym serwisie, dużo się dzieje, niedziela, jest co robić i kiedy przychodzi chłopak i mówi do całego zespołu brawo ekipa, daliśmy radę,

I u nas są też w bajce bardzo szybko sprawy rozwiązywane, nie ma żadnego podziemia.

sensu, a teraz w naszym życiu, a czy warto, czy wypada, a może jest zajęta?

No i prowadźmy tą swoją bajkę.

Czy my chcemy być bardziej medialni, czy może już medialnie wykorzystaliśmy ten potencjał, który był i może teraz warto było się skupić na tym, żeby tą swoją radość po prostu trzymać w sobie.

I tam ta kawiarnia doprowadziła nas do takiego totalnego bankructwa, że jak już jeździłem po hurtowniach w Luboniu, elektrycznych na przykład, to bałem się podawać NIP, bo wszędzie widnęliśmy na czerwono i byłem pytany o niezapłacone faktury.

że miałem wybór, albo lewo, albo prawo, albo lecieć do Walii i rodzice być może sobie nie dadzą rady i ta firma totalnie padnie z mojej rodzice z długami, albo

No więc wziąłem te pieniądze, które miałem uzbierane z konta, bilet przepadł, a ja kupiłem te krzesła i te stoły i żeśmy otworzyli tą kawiarnię i wężyk się potoczył.

Ale to bardziej określam na zasadzie tego, że to jest bardziej moja opinia taka wewnętrzna, ale nie lubię narzekania.

Ale warto mówić głośno o swoich marzeniach i tak wzorem na przykład Mikołajka, który marzył o meczu FC Barcelona.

Nie to czarne i nie to białe, chociaż wiadomo, że nas w Polsce najmocniej łączą wspólni przeciwnicy i wspólne sukcesy, to zawsze są nasze narodowe sukcesy, narodowe porażki.

Nie wiem, czy to jest do zrobienia w tych czasach, biorąc pod uwagę jedną, chyba tak mi się wydaje prostą zasadę, że my wszyscy jesteśmy szarzy, tylko ktoś próbuje z nas zrobić, wiesz, czarnych i białych, bo jak tak sobie usiądziesz przy grillu z człowiekiem, z którym się nie zgadzasz, a w tym się okazuje, że to wcale nie tak, że wy się do końca nie zgadzacie.