Mentionsy

Drenda i Paśnik w Czwórce
Drenda i Paśnik w Czwórce
10.09.2025 07:43

Pop lat 90-tych

Tym razem rozmawiamy o tym, jak robiono pop i rock w latach 90-tych. Gościem jest Tomasz Lada  dziennikarz, redaktor, krytyk i pisarz, autor książki  „Wszystko jak leci. Polski pop 1990-2000”, w której Tomasz Lada przypomina najważniejsze osobowości, przeboje i wydarzenia polskiej sceny muzycznej lat 1990–2000. Rynek muzyczny lat dziewięćdziesiątych, muzycy, gwiazdy, założyciele firm fonograficznych, dziennikarze muzyczni, twórcy pierwszych komercyjnych stacji radiowych- to jest muzyczna podróż do przeszłości. Zapraszamy!

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 17 wyników dla "Ciechowski"

Zespół Human, który był wtedy bardzo popularny, na polece Andrzeja Pawła Wojciechowskiego nagrał dwie piosenki po polsku, z których jedna, czyli utwór polski, bo tytułem, bo nawet nie było czasu na wymyślenie tytułu, stał się jedynym hitem z tej płyty, bardzo dobry zresztą.

Nawet Wojciechowskim przyznaje ksiądz, że przecież on bardzo lubił i cenił Zywowskiego, że mówił, no Staszek, tak się teraz nie gra, nie?

I tutaj był wymieniony Janerka, Lipiński, Ciechowski i Waglewski.

Pierwszy, który poległ, to był Grzegorz Ciechowski, prawda?

Tak, w machinie pisali, że Justyna śpiewa jak Ludmiła Jakubczak, ale też tam słychać późniejszą fascynację Grzegorza Ciechowskiego, czyli world music.

Wiesz co, ja myślę, że Grzegorz Ciechowski... World Music wtedy było strasznie popularne.

Przecież tak naprawdę Ojda Dana Ciechowskiego to jest jak gdyby przetworzenie World Music z taneczną elektroniką po polsku.

Paru kolesi się wtedy zawierało w Warszawie za taką muzykę, ale Ciechowski potrafił to zrobić najlepiej.

Dlatego nie pisał tekstów Ciechowski, tylko tajemnicza Ewa Omernik.

A potem był po Kasi Kowalskiej ten zaskakujący strzał Andrzeja Pawła Wojciechowskiego.

Wojciechowski powiedział nie, uparł się, że ponieważ dziewczyna jest dobra, bo usłyszał jedną piosenkę, więc robimy całą płytę.

W Sonnej było o tyle szczęśliwie, że tam Wojciechowski i pani Maliszewska bardzo kontrolowali sytuację.

Ja już po napisaniu tej książki, jak dawałem książkę panu Wojciechowskiemu, on przypomniał sobie taką historyjkę, że siedzieliśmy tam u Kościka na Saskiej Kępie

Bał się, aż Wojciechowski go zbagatelizował wtedy.

Pan Wojciechowski i pani Maliszewska to byli ludzie w średnim wieku.

To Wojciechowski przypomniał mi, że jak byłem bardzo mały, to były te wszystkie takie wycieczki tych wszystkich bitowych zespołów, czy pseudorokowych.

Potem okazało się, że to, co było żartobliwą przymiarką Grzegorza Ciechowskiego, czyli Grzegorz Ciechowa, okazało się sporym hitem.

Ostatnie odcinki