Mentionsy
#126 – Antyintelektualizm ery book mediów
Bookmediowe debaty na temat antyintelektualizmu w amatorskim recenzowaniu książek są wydarzeniem tak samo cyklicznym jak spory o audiobooki i to, czy naprawdę da się czytać więcej niż sto książek rocznie. Z okazji najnowszej odsłony tej dyskusji na anglojęzycznym Booktoku rozmawiamy sobie o tym, czym tak naprawdę jest antyintelektualizm w kontekście rozmowy o amatorskiej krytyce literackiej, jakie najczęściej padają tutaj argumenty i czy rzeczywiście jest się czym martwić. Życzymy miłego słuchania! Czytu Czytu prowadzą: Magdalena Adamus (Catus Geekus) i Katarzyna Czajka-Kominiarczuk (Zwierz Popkulturalny).
Szukaj w treści odcinka
I to jest taka dyskusja, która w tych zagranicznych booktokowych i bookmediowych sferach wraca cyklicznie.
Czyjąś wypowiedź tylko ze względu na ton, bo BookTok jest bardzo wrażliwy na ton, jakim ktoś do Ciebie mówi, więc tam od razu połowa od razu stwierdziła, że ja Cię nie słucham, bo Ty naruszasz tutaj moją strefę komfortu i bardzo mi się nie podoba, jakim językiem do niej mówisz, ale jak się obierze tę wypowiedź z tego języka, to...
Były tam elementy, z którymi ja na przykład się zgadzam, ale to był ten czynnik zapalny, który doprowadził do tego, że znowu mówimy o antyintelektualizmie na BookTok'u.
Ale też trzeba przyznać, że ten temat bardzo często wraca w związku z obecną sytuacją w Stanach, polityczną, ponieważ jednym z takich bardzo modnych hasełek, które na BookTok'u się pojawiają, to jest dlaczego książki są polityczne, dlaczego wpychacie politykę do moich książek.
Ja jestem pewna, że nawet jeżeli się wejdzie na polski BookTok albo na polski Bookstagram do komentarzy, to identyczne teksty też tam można spotkać.
Ja swego czasu przeczytałam książkę, chyba właśnie znalazłam ją na BookTok'u, w której nasza bohaterka miała romans z pięcioma facetami, a oni mieli romanse między sobą.
Bo jednym z wątków pojawiających się w dyskusji o antyintelektualizmie w anglojęzycznych książkowych book mediach jest to, że BookTok mnie oszukał, dlatego że wciąż poleca mi książki, które nie są dobre.
Ustalmy sobie w głowie jakiś taki archetyp tej książki, a z drugiej strony miała Hardstoppera, który jest ewidentnie napisany po to, żeby wywoływać cieplejsze emocje, jest napisany bardziej dla rozrywki i jej zarzut polega na tym, że mnóstwo książek na BookTok'u, właśnie takich w swoim zamyśle bardziej rozrywkowych, prostszych, które mają dostarczać nam głównie emocje,
Przez to, że wszystkie są oceniane na 5 gwiazdek i są przez twórców booktokowych uznawane za najlepsze książki w ich życiu i to są ludzie, którzy czytają tylko tego rodzaju książki i z wszystkim dają 5 gwiazdek, to tworzy się taką iluzję, że te książki są równe.
Książki z dwóch różnych porządków, które mają troszeczkę inną rzecz na celu i że też na tym polega ten antyintelektualizm booktoka.
Natomiast ja w ogóle, no to jest ten problem BookTok'a, że on tak naprawdę działa trochę jak wystawka nowości w Empiku.
I BookTok tak naprawdę odpowiada za refleksję nad bardzo wąską kategorią literatury.
Zwróć uwagę, że zasadniczo rzecz biorąc BookTok nie uznaje innej literatury niż amerykańska, ewentualnie kanadyjska, anglojęzyczna.
Natomiast moim zdaniem problemem jest to, co ty mówisz, że ludzie przez to, że jakby wchodzą w czytanie książek przez te książki booktokowe, no bo bardzo wiele osób weszło do czytania przez te książki booktokowe i zostają na tym booktoku, bardzo często od razu w roli recenzentów, to rzeczywiście nie mają tych punktów odniesienia, które są poza tą bańką tych książek, tak?
Znaczy, mam takie wrażenie, że w pewnym momencie zrobiło się tak, że jeśli przeczytałeś, nie wiem, Sarah J. Maas, jeśli właśnie przeczytałeś Colin Hoover, jeśli by się przeczytało tam pięć, sześć innych tytułów, które były takie mega popularne, to zasadniczo rzecz biorąc miało się wystarczająco dużo kompetencji, żeby zostać twórcą booktoka.
Ja bym dodała tylko w tym temacie to, że innym problemem związanym z BookTokiem jest tak niesamowita nadprodukcja książek, które powielają te same motywy, które oryginalnie właśnie wyszły od Sary J. Maas i tych wszystkich innych BookTokowych przebojów, że te osoby są w stanie zamknąć się w bańce tylko i wyłącznie tych książek, ponieważ ciągle dostają nowe, ale tak naprawdę one powielają to wszystko, co było w tych książkach już wcześniej.
I to, co jest moim zdaniem jednym z problemów booktoka, który jest na tym booktoku przez wielu komentatorów dobrze zdiagnozowany, no to jest ta taka nadprodukcja książek.
Które nie zachęcają wcale do tego, żeby próbować innych rzeczy, ponieważ jedną z diagnoz, jednym z zaleceń według różnych twórców internetowych, które miałyby właśnie z tym takim problemem intelektualnej miałkości booktoka sobie poradzić, jest rozszerzanie swoich horyzontów i próbowanie innych rzeczy.
Chcą zachęcić taką typową widzkę booktokowych recenzji do tego, żeby spróbowała czegoś innego i dają jej tipy, jak zacząć czytać bardziej zdywersyfikowaną literaturę.
Że jeżeli chcesz się poczuć lepiej sama ze sobą, to zacznij czytać inne książki niż tylko książki polecane przez booktoka.
Tymczasem ta amatorska krytyka internetowa wywodząca się z BookTok'a bardzo idzie w tą stronę toksycznej pozytywności, że nie wolno powiedzieć nic złego, ponieważ ktoś może to źle odebrać, może się poczuć urażony.
No i w tym momencie BookTok w dużym stopniu zarządza rynkiem treści.
Wiesz, jak ja sobie pomyślę, że taka książka jak Herkules Krew została przetłumaczona na polski, właśnie dlatego, że osiągnęła coś na booktoku, a jest to książka wybitnie źle napisana i w ogóle ignorancka, to mnie krew zalewa, tak?
Ja nie jestem zły, złe jest wydawnictwo, dlatego że w pogoni za pieniędzmi wydaję książkę, która jest ewidentnie słaba, ale też powiedziałabym, że no niestety z większymi zasięgami przychodzi coraz większa odpowiedzialność i warto zwracać uwagę na to, jakiego rodzaju książki się próbuje promować w internecie, jak się już ma tych kilkuset obserwujących na YouTubie czy na BookTok'u.
Cała ta dyskusja, całe to ubolewanie takie nad tym, że BookTok zniszczył nam rynek książki, że mamy ten antyintelektualizm, który dokonuje nam erozji kultury i erozji społeczeństwa w jakimś stopniu, bo wiadomo, że jest to takie przekonanie, że im ludzie będą więcej czytać książek i będą bardziej wykształceni, tym świat będzie lepszy i na pewno zapanuje tutaj utopia, co nie jest prawdą.
Ostatnie odcinki
-
#126 – Antyintelektualizm ery book mediów
05.03.2026 12:45
-
#125 – Będzie się działo! Książkowe zapowiedzi ...
31.01.2026 14:09
-
#124 – Książkowy przegląd 2025 roku: afery, dys...
23.12.2025 14:14
-
#123 – Zgubne skutki wydawania fanfików, czyli ...
26.11.2025 11:56
-
#122 – Patrzcie, jaki zrobiłam research, czyli ...
11.10.2025 09:32
-
#121 – „Błogosławieństwo niebios”, czyli wydawc...
16.07.2025 09:48
-
#120 – „Wschód słońca w dniu dożynek” Suzanne C...
16.05.2025 09:06
-
#119 – Dlaczego kochamy retellingi od Marissy M...
25.04.2025 08:36
-
#118 – Tokarczuk vs Mosfegh: Plagiat czy burza ...
09.03.2025 17:18
-
#117 – Totalna nostalgia: książki naszego dziec...
10.02.2025 15:04