Mentionsy
Jeden człowiek wiele pasji. Przemek Cichowlas i Zakręcony Włoski
Przemek Cichowlas - Zakręcony WłoskiCzłowiek, który odważnie idzie do celu i nie boi się wyzwań.• 260 000+ obserwujących (TikTok + Instagram)• 🏆 Zwycięzca Italian Ambassador Awards 2024• Pasjonat języków romańskich (włoski, francuski, teraz hiszpański)• Mieszka w Bari, gotuje z pasją Każde wyzwanie to energia do działania.Buduje społeczność. Tworzy z pomysłem. Żyje z pasją.
www.instagram.com/zakreconywloski
www.instagram.com/ciao_lombardia
www.instagram.com/podcast_polsko_wloski
www.ciaolombardia.life
Rozmowa składana w programie Riverside, który korzysta z technologii AI.
#ZakręconyWłoski #Włochy #Bari #ItalianAmbassadorAwards
Rozdziały (14)
Przemek Cichowlas przyjmuje zaproszenie do podcastu i przedstawia się.
Przemek opowiada o swoim przejściu z Szczecina do Apulii i jego doświadczeniach w różnych miejscach.
Przemek Cichowlas opowiada o swoim przejściu od niemieckiego do włoskiego i jego doświadczeniach w szkole.
Przemek Cichowlas opowiada o swojej pierwszej lekcji włoskiego w liceum i doświadczeniach z nauczycielką Romana.
Przemek Cichowlas opowiada o swojej wycieczce do Włochów z nauczycielką Romana i zmianie swojego podejścia do języka i kultury włoskiej.
Przemek Cichowlas opowiada o decyzji na maturę włoskiego i swoim doświadczeniach na kursie włoskiego w Włoszech.
Przemek Cichowlas opowiada o decyzji na maturę włoskiego, kursach w Barii i doświadczeniach z Erasmusem. Rzadkość odpowiedzi na maila i trudności z wynajęciem mieszkania podczas Erasmusa. Opisuje również swoją pasję do teatru i doświadczenia jako dyrektora żłobka przedszkola.
Przemek Cichowlas opowiada o swoich planach na kursy włoskie w Barii i ich znaczeniu dla Polaków.
Przemek opowiada o kursach włoskich dla dzieci i książce, którą napisał dla nich.
Przemek opowiada o swoim projekcie Zakręcony Włoski i jak zaczął korzystać z mediów społecznościowych, takich jak Instagram, aby utrzymać kontakt z uczniami podczas pandemii.
Przemek opowiada o początkach Zakręconego Włoskiego i jak zaczął korzystać z mediów społecznościowych podczas pandemii.
Przemek opisuje proces tworzenia materiałów nauczania, w tym używanie postaci w książkach do odpowiedzi na często zadawane pytania.
Przemek Cichowlas opowiada o rozwoju Zakręconego Włoskiego, nagrodach i nowych projektach.
zostałem ambasadorem marki Aquardance, z którą w tym roku, w drugiej części roku będziemy realizować kampanie reklamowe.
Sponsorzy odcinka (1)
"zostałem ambasadorem marki Aquardance, z którą w tym roku, w drugiej części roku będziemy realizować kampanie reklamowe."
Szukaj w treści odcinka
Buongiorno ragazzi, cześć, witaj, dziękuję za zaproszenie.
Nie, nie, przecież ja nauczam, nie mogę nagrać piosenek, to nie jest coś, co ja robię.
Ludzie mnie obserwują, bo chcą się uczyć włoskiego, tak jak to robię.
Guzik Prawda.
Ściągamy wielkie gwiazdy włoskiej sceny.
Ich piosenki też były taką moją inspiracją jako nauczyciela młodego.
Czy pojeździłeś pod Włoszech i szukałeś swojego miejsca?
Tak, tak, długo, przez wiele lat jeździłem po Włoszech i mieszkałem w wielu miastach, w wielu regionach, na północy, na południu.
Dzisiaj naszym i moim gościem jest Przemek Cichowlas.
Od ucieczki od niemieckiego do miłości życia.
Buongiorno ragazzi!
To ja dziękuję, że się zgodziłeś uczestniczyć w podcaście, bo wiesz, podcast jest młody i nowy i dopiero raczkujący, więc bardzo mi miło, że przyjąłeś zaproszenie.
Jest to cudowne doświadczenie, dlatego że ja urodziłem się na wsi pod Szczecinem i przeprowadziłem się do Szczecina tak naprawdę dopiero w liceum, dlatego że były tam większe możliwości rozwoju, a zawsze się bardzo lubiłem uczyć.
Więc przyzwyczaiłem się do podróży i uznałem, że te podróże mogą być częścią nieodłączną mojego życia.
I wcale nie muszą być tylko takimi podróżami wakacyjnymi, ale wydaje mi się, że mogę zmieniać miejsce zamieszkania, żeby z tych miejsc po prostu czerpać dla siebie całą energię i też zmieniać tę energię później w cudowne doświadczenia.
Więc naturalnie jest to coś kompletnie nowego.
Jeżeli chodzi o porównanie między Bari a Szczecinem, choć Bari wcale nie jest dużym miastem, co mnie cieszy, bo jest świetnie skomunikowane z lotniskiem, także bardzo często przy jakichkolwiek współpracach mogę pojawiać się w Polsce bez większego problemu.
Wcześniej, kiedy mieszkałem w Potency, to jest stolica regionu Basilicata, czyli województwa obok Apuli, tam był ten problem, że lotnisko miałem albo w Neapolu, albo właśnie w Bari,
To już były cztery godziny, a w tym zawodzie czasami tak jest, że po prostu staje się telefon i danego dnia albo następnego dnia rano trzeba być gdzieś w studiu i tam realizować rzeczy w Warszawie, w Krakowie, co było po prostu trudne, kiedy mieszkałem w Gdańsku.
Jeżeli chodzi o wszystkie kwartiery, dzielnice, moglibyśmy je nazwać dzielnicami, to oczywiście, że jest duże, tylko...
Wiesz jak to działa, dzielnice te, w których często mówimy o dzielnicach sypialnych, tam się po prostu nie jeździ, więc gdybyśmy mieli brać pod uwagę Barię i w ogóle też jakbyśmy mieli brać pod uwagę te wszystkie miejscowości, które przynależą do Barii, tak naprawdę się tylko wyjeżdża z Barii, od razu jest znak nowej miejscowości.
Można byłoby pomyśleć, że gdyby tego znaku nie było, to byśmy wciąż myśleli, że w Barii jesteśmy, to każde miasto tak ma.
Tutaj w Bali mamy Stare Miasto, mamy naszą główną ulicę deptakową i Lungomare.
I to jest takie miejsce, w którym zamykają się takie wyjścia ze znajomymi, więc nie jest to jakiś ogromny obszar.
Mówiłeś u siebie na Instagramie jakiś czas temu, że włoski to była twoja ucieczka od niemieckiego.
Wiesz, my jako Polacy uczyliśmy się najczęściej rosyjskiego, niemieckiego i angielskiego.
Dlaczego uciekałeś od niemieckiego?
Nawet chyba nie chciałbym jej teraz zobaczyć, bo ja mam ją przed oczami jako tę moją nauczycielkę i chyba nie chciałbym zobaczyć, jak z czasem gdzieś tam ona się zmienia.
Piękna kobieta z ogromnymi ustami, czarne włosy, mnóstwo, taka jak Magda Gessler, tylko ona miała czarne włosy, zawsze tak spięte, wyglądała pięknie.
Zawsze bardzo promieniała, dlatego dla mnie niemiecki od zawsze był pięknym językiem, bo kojarzył mi się z piękną postacią, z piękną kobietą, która miała piękną energię.
Włożyła nas do teatru do Niemiec, bo tak jak mówię, to było bardzo blisko, dlatego ja po niemiecku świetnie mówiłem, komunikowałem się już za dziecka i co się stało?
Później poszedłem do gimnazjum, ponieważ takowe jeszcze istniały i w tym gimnazjum z kolei pojawił się język angielski, tylko problem był taki, że to było takie gimnazjum,
W pięknej miejscowości, bo ja chodziłem do gimnazjum w Moryniu, gdzie znajduje się jedno z najbardziej znanych jezior w Polsce, Morzycko, więc miejsce było prześliczne, no ale to po prostu był taki kolaż dzieci z różnych wsi, no i szkoła musiała jakoś sobie z tym poradzić, więc nie mam do nich tego za złe absolutnie, ale po prostu dzieci takie jak ja,
Zostaliśmy wrzuceni do klasy z inną młodzieżą, która uczyła się w podstawówce angielskiego, tak jak my się uczyliśmy niemieckiego.
I my nagle w gimnazjum musieliśmy, w pierwszej klasie gimnazjum musieliśmy chodzić do tej samej klasy z dziećmi, które miały 6 lat angielski, a my nie mieliśmy nigdy angielskiego.
A z kolei niemiecki zaczął się od podstaw w tym gimnazjum.
I to było takie, że my w podstawówce z tą naszą panią, już teraz umiem to nazwać, kiedyś nie umiałem, ale robiliśmy nawet już gdzieś tam pierwsze okresy warunkowe, tak?
No i nagle wchodzisz do klasy, gdzie pani tłumaczy, co to jest derby, das.
Po prostu w pewnym momencie ja ani nie mówiłem po angielsku, ani po niemiecku, bo gdzieś tam ta kompetencja niemieckiego też zaczęła zanikać.
Nikt nie zobaczył dlaczego, ale no się słuchało po prostu innych ludzi.
Więc stwierdziłem, że jak chcę iść do liceum i to liceum ma mieć wysoki poziom, to nie mogę sobie pozwolić, kurde, znowu na powtórkę z rozrywki, bo w liceum niemieckim znowu byłby od podstaw.
Tak też zacząłem szukać liceum w kryteriach, gdzie nauczę się innego języka niż niemieckie jako drugi język, bo wiadomo, że angielski jest tym pierwszym zawsze.
No i wziąłem pod uwagę kilka możliwości, ale to liceum, w którym się zakochałem, gdzie później po kilku latach wróciłem zresztą jako nauczyciel i miałem tam nawet swoją klasę, byłem wychowawcą w pierwszym liceum ogólnokształcącym w Szczecinie, tam był język włoski i tak się zaczęła przygoda z włoskim, ja wtedy go poznałem.
Okej, no to super przygoda tak naprawdę.
Ty naprawdę uciekałeś trochę od niemieckiego, masz rację.
Tak, od niemieckiego, ale właśnie lubię to zawsze doprecyzować, że to nie chodziło o to, nie mam jakichś uprzedzeń właśnie do samego języka, choć czasami nawet na mediach społecznościowych robię sobie z niego żarty, no bo wszyscy sobie z niego robią żarty, ale ja uważam, że niemiecki ma ogromny potencjał i tak naprawdę
I ja na przykład niemiecki zrozumiałem bez większego problemu, bo miałem nauczycielkę, która dawała całe serce w to, także chciałbym na pewno kiedyś ten niemiecki odświeżyć.
A powiedz mi, pamiętasz swoją pierwszą lekcję włoskiego w tym liceum, jak trafiłeś do tej klasy?
Tak, doskonale ją pamiętam, dlatego że w ogóle wszystko było inne.
Nasza nauczycielka to była germanistka, która nauczyła się włoskiego, bo to były takie czasy, kiedy można było w liceum nauczać się języka obcego.
Mając jeden tytuł filologiczny, to znaczy będąc magistrem filologii jakiejkolwiek nowożytnej, a później, żeby uczyć tego drugiego języka obcego, można było zrobić certyfikat językowy.
Oczywiście ten taki międzynarodowy, na bodajże poziomie B1 wystarczyło go mieć.
I co było innego, że kiedy wszedłem do klasy, to pierwszy raz się z tym spotkałem, że krzesła nie były, ławki nie były jedna za drugą, tylko były w literkę U, czyli były tak jakby, że my siedzieliśmy obok siebie i naprzeciwko siebie.
I ona zaczęła nam mówić o języku włoskim, my w ogóle nie mieliśmy książek, bo jakikolwiek ona powiedziała, że przez pierwszy miesiąc w ogóle nie zobaczymy żadnej książki.
Nie powiedziała nam, w ogóle nie wprowadziła nas w ten język włoski.
Powiedziała jak się nazywa, żeby będzie nas uczyła włoskiego i zaczęła do nas mówić po włosku, ale w taki sposób, że zaczęła pokazywać różne obiekty w klasie i kazała nam powtarzać.
I tak wyglądała lekcja włoskiego, więc to było dziwne, bo my byliśmy w liceum, byliśmy w bardzo dobrym liceum.
Oczekiwaliśmy jakby trochę nawet strachu, bo wiesz, dobre licea, wyścig szczurów, jakieś takie rzeczy, nie?
A tu nagle podchodzi do Ciebie babeczka, która się uśmiecha do Ciebie, która Ci mówi questa è la porta i ona to robi na poważnie, mówi, że nie ma książki przez pierwszy miesiąc, że nie wystawi złej oceny i Ty nagle się otwierasz.
Więc tak, pamiętam te lekcje, nawet nie pierwszą, a w ogóle pierwsze, bo one były bardzo repetytywne.
Tak, tak to wyglądało.
Mówisz, że z panią od niemieckiego jeździliście do Niemiec do teatru, a z panią od włoskiego było podobnie?
Też lataliście do Włoch, mieliście możliwość poznania tego kraju organoleptycznie, nazwijmy to w ten sposób?
Ja miałem wtedy 18 lat, swoje osiemnastkę miałem we Włoszech właśnie, bo ja jestem z lipca i to było po drugiej klasie liceum.
Ja chodziłem do trzyletniego liceum i Romana powiedziała tak, że w trakcie roku szkolnego ona nie zorganizuje wycieczki,
Ale powiedziała, że jeżeli rodzice dadzą nam zgodę, to ona zorganizuje nam kurs języka włoskiego, który będzie trwał miesiąc w miejscowości Reggio Calabria.
Ona nas tam zostawi, pomoże nam wynająć mieszkanie, ogarnie nam te kursy, zostanie tam z nami na przykład trzy dni.
Ona sobie później jedzie na Sycylię, Sycylia to jest region pod Kalabrią, więc będzie obok, ale nasi rodzice musieli wyrazić takie zgody, że oni wiedzą, że ona nie będzie tam naszą opiekunką, że ona oczywiście bardzo nas lubi i zależy jej na nas, więc zajmie się tam nami, ale ona nie wierzy na siebie odpowiedzialności za nasze losy, które tam się potoczą, bo tam miesiąc mieliśmy być i byliśmy.
Więc tak, ona to zorganizowała i to był mój pierwszy raz we Włoszech.
Neapolu wtedy nie widziałem za bardzo, bo wsiedliśmy od razu do pociągu, żeby pojechać do Reggio Calabria.
I to był mój ten... Tak, to była zmiana mojego życia wtedy.
I nie mając w ogóle żadnych uprzedzeń, bo nigdy nie słuchałem tych uprzedzeń dotyczących Polaków, dla mnie zawsze były stereotypy, ja mam zawsze dobre wspomnienia z Polakami, ale po prostu zauważyłem,
Że pewne rzeczy, które mi czasami wytykano palcami, o których mi czasami mówiono, na przykład, ale ty masz ekspresję, ale to jest denerwujące, albo ty się cały czas uśmiechasz, do czego ty się tak cieszysz?
A kiedy pojechałem do Włoch, nikt mi nie zwrócił uwagi na moją ekspresję.
I krzyczeli, byli głośni, tak jak ja.
I w końcu ja stwierdziłem, że okej, może to ja muszę przestać w końcu siebie ograniczać.
Były takie momenty, że chciałem się wpasować w to, co w Polsce jest uznane za normę, ale ten wyjazd do Włoski pokazał mi, że w ogóle, że to nie ma czegoś takiego, że ja nie będę z siebie robił kogoś, kim nie jestem.
Ja wtedy się zdecydowałem na maturę z włoskiego.
To był taki klik w mojej głowie.
Po drugiej klasie liceum zdecydowałeś się, że to będzie matura włoskiego?
Tak, mieliśmy godzinę w tygodniu włoskiego, bo to był dodatkowy język obcy.
Jak ja powiedziałem im w szkole, jak ja powiedziałem Romanie w ogóle wtedy, jeszcze wtedy pani profesor Romanie, że ja, to była taka akcja, że ja się dostałem na A2 w tym Reggio Calabria.
Na podstawie tego wstępnego testu, a ja bardzo chciałem na B1.
Jak ja zadzwoniłem do Romany, że ja będę zdawał maturę, ona zadzwoniła do tego hotelu i oni mnie dali na B1.
Ja w ogóle pamiętam, że jak wróciłem, mogę o tym mówić publicznie, bo już też z Romaną to przegadaliśmy, Romana zresztą już jest na emeryturze, więc nikt jej nic nie zrobi, ale pamiętam ten moment, kiedy w szkole już poszedłem do Romany i powiedziałem, że słuchaj, pani profesor, będzie matura z włoskiego, to w ogóle było przełomowe, bo tego nikt wcześniej nie zrobił w tej szkole.
Ona mówi, dobrze, ale ja Ciebie nie przygotuję, bo ja nie umiem na tyle włoskiego, żeby Cię przygotować do matury, bo matura jakby była na jej poziomie B1.
I ona mówi, że ja po prostu Cię nie przygotuję, bo jakby ja sama mogę pisać maturę.
Ja lubię włoski, kocham, ale ja nie jestem gotowa, żeby przygotować do matury.
Oczywiście była bardzo krytyczna wobec siebie, bo mówiła świetnie i w ogóle bardzo mi pomogła.
Bez niej to by była tragedia, ale faktycznie miałem wtedy dwie godziny w tygodniu włoskiego z inną nauczycielką, godzinę w tygodniu z native speakerką i tak się szykowałem do maturosy, też nie zdałem na 100%.
Gratuluję.
I powiedz mi, jeżeli mogę spytać oczywiście, w ciągu tego miesiąca, jak byliście na tym kursie, jak wyglądał taki kurs we Włoszech?
Więc to jest w ogóle hit.
I zdecydowaliśmy się właśnie, kilka dni temu mieliśmy szkolenie, rzuciłem im pomysł i one go chwyciły, więc będę robił wszystko, żeby zrealizować takie kursy, na których ja brałem udział, tylko tutaj w barii, ale chciałbym to zrobić nie miesięczny, bo wiesz, jednak mam tę świadomość,
Były też osoby starsze, takie właśnie w wieku emerytalnym w tych grupach, ale ich było malutko.
Tak, wiesz, takie... To jest genialne.
Ale tydzień, bo pomyślałem, że to pozwoli wziąć udział w takim doświadczeniu osobom, które po prostu pracują i mają jakieś tam urlopy, czyli nawet nie dwa tygodnie, tylko tydzień, żeby to kogoś tam... Poza tym to będzie pierwszy taki projekt, na pewno będzie to w jakimś mniejszym zasięgu.
Zobaczymy, czy jest w ogóle zainteresowanie, jestem teraz na etapie podliczania kosztów takiego kursu.
Także zobaczymy, jak to będzie wyglądało i ja z wielką radością stworzę właśnie takie możliwości dla Polaków, którzy chcieliby coś takiego sobie tutaj przeżyć.
Wiesz, ja jestem we Włoszech średnio raz w miesiącu, ale bardzo chętnie ja na taki kurs bym pojechała, wiesz, wpaść w taki wir typowo włoski, bo jednak ja we Włoszech często w swoim towarzystwie mówię po angielsku.
Ale wiesz, nie mam tego kontaktu włoskiego takiego prawdziwego.
Wiesz doskonale, ja dużo mniej, ja jak gdyby nie interesuję się tym, a nie jest to w moim zakresie obowiązków zawodowych,
A ile wiem na ten temat, bo słucham ludzi, bo uwielbiam mieć kontakt z ludźmi i często przestrzegam właśnie na podstawie ich obserwacji i swoich doświadczeń, tych nowych osób, które nadjeżdżają, no bo jednak zderzenie kulturowe tutaj robi swoje i Włochy są przepiękne, ja każdego zachęcam do odkrywania ich, ale takiego w racjonalny sposób, znaczy takiego
Każda i jeden region Włoch jest zupełnie inny i to trzeba widzieć czego się chce, czy chcemy być bardziej bliżej korporacji typu Lombardia, czy chcemy być w Apulii, gdzie mamy dolce farniente, czyli te słodkie nic nierobienie.
A powiedz mi jeszcze, wrócę do twojej edukacji, ty studiowałeś koniec końców filologię romańską.
Czyli filologia romańska to nie jest tylko sam włoski, to jest też włoski, to jest francuski?
W ogóle nie jest włoski, wiesz, w ogóle.
Ja miałem to szczęście, że mój kierunek nazywał się filologia romańska z drugim językiem obcym do wyboru i ja wybrałem włoski, ale to znowu jest kwestia moich ambicji i jakiegoś takiego młodzieńczego szaleństwa, bo tak samo jak zrobiłem z tym niemieckim, że stwierdziłem dobra,
Pani profesor, ja bardzo bym chciał studiować włoski i tak, chciałem, żeby pani o tym wiedziała, no bo jest pani tutaj takim moim zaczepieniem ku temu, więc to na pewno miłe, a ona mówi nie, nie, nie, słuchaj nie, ja ci powiem dlaczego nie, bo ty świetnie mówisz już po włosku i ty jak pójdziesz na uczelnię, ja wiem Przemek, ty jesteś ambitny, ale uczelnie nie zawsze tak wyglądają, ty pójdziesz i to będzie, ona znała moją historię z niemieckim,
I ona powiedziała, i to będziesz miał znowu to samo, to będziesz tak jakbyś poszedł do gimnazjum.
Mówi, idź na jakiś inny język, a włoskiego się ucz we własnym zakresie i to będzie super.
A ona powiedziała, że w Szczecinie to na uczelni uczą się z tego podręcznika, z którego my się uczyliśmy w liceum.
Więc nie dość, żebym powtarzał te same rzeczy, dość, że na tych samych materiałach to już w ogóle nie siadłoby.
No i zacząłem słuchać hiszpańskiego i francuskiego.
Bardziej mi się spodobały zdania wypowiadane przez youtuberów francuskich, dlatego padło na filologię romańską.
Wykorzystałem to, że była właśnie z drugim językiem obcym do wyboru, więc wybrałem włoski, ale trafiłem na wykładowców tutaj Angelo Solano między innymi i pani doktor Edyta Bocian, którzy wykazali się, pani Anna Kowalik także, to taka trójka moich wykładowców z włoskiego.
I kiedy grupa coś robiła na lekcji, to ja miałem taki równoległy program i mogłem się rozwijać też z włoskim.
Oczywiście, kiedy tam były konwersacje, to ja dołączałem do grupy.
Oni mówili po swojemu, grupa też wiedziała, że ja znam włoski, więc jakby kiedy ja zaczynałem konwersować, to było normalne, już robiłem to na wyższym poziomie, ale oni się ani nie obrażali, ani tego nie widzieli źle, no dorośli ludzie to już prawda, więc wszyscy wiedzieli o co chodzi.
Ale chciałem tylko zaznaczyć fakt, że moje grono pedagogiczne było tutaj to uniwersyteckie, było niesamowite, więc pociągnęli, wiesz, nie zrobiło się to co z niemieckim, tylko pociągnęli mój włoski, jednocześnie poznałem francuski.
Więc tak, mój pierwszy magister,
To była filologia romańska, czyli ja jestem pierwszy magister to francuski, a tego włoskiego ja bym w ogóle nie robił magista, tylko że ja trafiłem do publicznej placówki, bo to było moje marzenie, żeby pracować w publicznej placówce i pani dyrektor się do mnie zgłosiła, czy ja mogę już uczyć w liceum włoskiego, a ja wtedy byłem na
I wtedy do liceów szły gimnazja i podstawówki, więc to był taki ogromny rocznik.
Ona wystosunkowała taki wniosek do kuratorium oświaty, że jest taki człowiek, za którego ona ręczy, że mogę pracować na takim warunkowym roku i ja jeszcze nie będąc magistrem,
W filologii romańskiej pracowałem jako nauczyciel już w liceum.
No i tam nauczyciele mają takie tabelki dla niewtajemniczonych i po prostu, no ja byłem na najniższej tabelce, bo nawet nie byłem magistrem,
Ale stwierdziłem, dobra, no jak już zostanę magistrem, to będę w tej środkowej tabelce.
Dlaczego w tej środkowej, a nie w tej najwyższej?
Bo żeby być w tej najwyższej, to muszę być magistrem, ale języka, którego uczę.
Zrobiłem studia magisterskie języka włoskiego i zrobiłem to w Poznaniu na UAM-ie, bo to najlepsza magisterka włoskiego w Polsce, a ja już dobrze mówiłem po włosku, więc chciałem się realizować bardzo mocno i to była jedna z najlepszych decyzji, którą podjąłem w życiu, bo to były niesamowite studia.
No i tak się stałem magistrem filologii włoskiej, więc trochę przez przypadek.
Takiego przymusu finansowego, bo po prostu, no bo ja nie musiałem nic nikomu udowadniać, znaczy właśnie musiałem.
Sobie, nie potrzebowałem tego, żeby jakieś swoje ego podrasować, ale jakby kuratorium na podstawie moich certyfikatów językowych nie dało mi podwyżki.
Musiałem zostać magistrem.
No przykre jest to, że jak już zostałem tym magistrem, to nie popracowałem długo w szkole, zostałem magistrem włoskiego, no bo już wtedy zaczął się Zakręcony Włoski i po prostu moje życie się inaczej ułożyło.
I zawsze do Włoch, czy w różne regiony?
Nie, bo to była filologia romańska, to były studia licencjackie, ja wtedy miałem jeden kierunek.
I pojechałem do Pizy, to było na drugim roku, bo na pierwszym nie można wyjechać z Erasmusa, więc na drugim roku wyjechałem do Pizy i tam studiowałem filologię romańską.
Więc to było w ogóle jako kodżam, bo jak to wspominam, to ma zawsze uciek do twarzy, bo ja mam prawie 30 lat teraz, jak o tym teraz rozmawiam, to to jest zabawne i nie wiem, czy podejmowałbym takie decyzje jak wtedy.
Zadzwoniłem do Romany i mówię, pani profesor, jest taka oczysta, że mogę mieć Erasmusa w PIS-ie, dostałem wszystko, wszystko, tylko tak się składa, że rok akademicki zaczyna się za miesiąc, a ja nie mam mieszkania, nikt do mnie nie odpisuje, a Romana, nie, to nie, nikt nie odpisze.
To nie, jedź tam, idź do tablicy ogłoszeń i coś znajdziesz.
Pakowałem się w walizkę podręczną, w walizkę 20-kilogramową, no bo wyjeżdżałem na Erasmusa kilka miesięcy studiów.
I z tymi dwiema walizkami wylądowałem sobie w Pizie, nie mając mieszkania, poszedłem na tablicę ogłoszeń, zerwałem wszystkie karteczki, które były, dzwoniłem i pukałem od drzwi do drzwi, czy ktoś mi wynajmie mieszkanie.
Tak wyglądało mieszkanie w Pizie, więc to w ogóle jest jakieś...
Ja po wszystkich moich doświadczeniach, bo ja później też robiłem Erasmusa w Bordeaux, we Francji i ja tam z kolei studiowałem filologię włoską i prawo.
Chciałbym się zgłosić i jeżeli, kiedy będą przyjeżdżać Francuzi, tudzież Włosi, bo chodziło o język też, że nie będę miał barier, to ja chętnie pomogę im znaleźć mieszkanie,
To pamiętam, że głównie Francuzi przyjeżdżali.
Więc robiłem coś takiego, co ja bym chciał, żeby ktoś zrobił, kiedy to ja jechałem, żeby tak uspokoić po prostu.
No ale robiłem to niedługo, bo później COVID i później jakoś to się skończyło.
Powiedz mi tak, twoją pierwszą miłością są Włochy, język włoski, ale drugą wielką miłością jest teatr.
Ogromną, ogromną.
Ja w ogóle tych miłości to mam tyle, że wydaje mi się, że jak już będą przeprowadzać jakąś po mnie badania na moim ciele później, to się okaże, że moje serce jest w niewiarygodnie wielkich rozmiarach.
Dlatego, że to w ogóle języki i nauczanie to jest taka pasja, która nie dość, że się narodziła dość późno, bo nie od dziecka, tylko właśnie od tego liceum gdzieś, to ona tak bardzo szybko wyewoluowała
I to, że napisałem książki do nauczania języka włoskiego właśnie z tej potrzeby podzielenia się swoim punktem widzenia o gramach, którą absolutnie kocham.
No i jest też francuski, jest hiszpański, którego się bardzo intensywnie uczę.
Jest teatr, z którego zawodowo musiałem zrezygnować, bo dużo tam wpłynęło na to.
Taką główną rzeczą było to, że jak jeszcze chodziłem do liceum,
Graliśmy na deskach teatru, bo ten teatr był wtedy wypożyczany dla nas.
To były biletowane spektakle, więc to było coś wspaniałego.
Pewnie zawodowo, mam nadzieję, że ktoś mnie kiedyś zatrudnił do jakiegoś filmu albo serialu, ale zawodowo w sensie takim, że nie przeszedłbym studiów PWST, Państwowej Wyświetlenia Teatralnej, gdyż mój aparat mowy mógłby nie wytrzymać ćwiczeń, które tam się odbywają.
No po prostu to nie mogę aż tak tego nadwyręczać.
To jest jedna rzecz, a druga rzecz jest taka, że zdawałem sobie sprawę, że teatr to uwiąże mnie z Polską.
To, co jest na miejscu i co jest świeże, więc teraz jest to kuchnia z południowych Włoch, ale nie powiem, tam czasami sobie kupię jakieś składniki, żeby pogotować coś innego.
Dlatego, że poszedłem na targ i te świeże krewetki do mnie zaczęły mówić i po prostu stwierdziłem, że tak to połączę.
Także się trochę bawię, ale tak gotuję i odkrywam to i to jest moja pasja od wielu, wielu, wielu lat i cieszę się, że mogę ją rozbudowywać amatorsko.
Inspiruję się też, bo jak widzę coś ciekawego, to chciałbym to odtworzyć.
Ale dużo rzeczy robię sam, a dużo... no bo ja jestem tym człowiekiem, który nic nigdy nie wyrzuci i to tego nauczyłem się.
Wrzucam wszystko i udaję, że to jest risotto na przykład, tylko staram się jednak coś stworzyć takiego, żeby to było ciekawsze.
Obserwuję różnych szefów kuchni i widzę jak na przykład robią... Ciekawe to jest, bo my po polsku nie mamy tego słowa.
Po włosku jest impiattamento, a po polsku to byłoby przygotowanie talerza, czyli podanie na talerzu.
Ja spędzam czas wolny w kuchni, dużo czasu wolnego w kuchni.
W ogóle, jak ja przeczytałam te informacje, myślałam sobie, że to niemożliwe, że pomyliłam osoby, że jeszcze raz zaczęłam szukać.
Opowiedz o tym, bo to jest niesamowicie ciekawe, jak połączyłeś włoską miłość, francuską miłość, filologię romańską i raptownie dyrektor żłobka.
Tak, wyobraź sobie teraz reakcję rodziców, którzy zobaczyli 22-letniego pana, który został dyrektorem żłobka
Stwierdziła, że po prostu nie da rady, a już miała córeczkę, to była jej druga ciąża, nie da rady tego poprowadzić.
No i my się znaliśmy bardzo długo i ona powiedziała, że potrzebuje nie osoby, która będzie miała nie wiadomo jakie doświadczenie, tylko potrzebuje osoby, która będzie miała chęci, która ma energię, ale która też ma umiejętności.
No i wtedy faktycznie na czas jej ciąży i tego wstępnego macierzyńskiego, czyli przez półtora roku, byłem dyrektorem żłobka i przedszkola.
No i to był jeden z najbarwniejszych okresów mojego życia.
Piękne jest to, że minęło, nie umiem powiedzieć ile, ale około 10 lat, nie wiem, może 8 lat z tego czasu.
Panie Przemku, pamięta mnie Pan, uczył nas Pan, bo ja też uczyłem, byłem dyrektorem, ale też uczyłem dzieckiego, francuskiego, te dzieci, śpiewaliśmy, bawiliśmy się.
To była niesamowita przygoda, ale do tej przygody już bym chyba nie powrócił, dlatego że faktycznie obowiązki, które na mnie spoczywały, były na tyle stresujące i były na tyle skomplikowane, że nie jest to coś, w czym realizowałbym się na dłuższą metę.
A czego nauczyły cię te małe istoty w przedszkolu i wychowku?
Bo na pewno czegoś cię nauczyły.
Przede wszystkim nauczyłem się zmieniać pieluchy, bo ja nie mam lepszego rodzeństwa, więc jestem w tym naprawdę dobry, robię to szybko i potrafię to robić maszynowo, w sensie robiłem to naprawdę bardzo maszynowo, niczego się już nie boję.
Nauczyły mnie tego, że są istotami, które można bardzo pięknie modelować, które biorą udział w tym modelowaniu siebie z ogromną otwartością, bez absolutnie żadnych założeń.
Czyli to jest ogromna odpowiedzialność w kreowaniu ich życia, którą na siebie trzeba wziąć i myślę, że wtedy się tak zmieniło moje myślenie dość mocno o dzieciach, bo myślałem, że to jest właśnie taki element naszego życia, w którym
Miałem te dzieci przez wiele, wiele godzin pod sobą, więc poczułem się jak rodzic wielu dzieci.
Nigdy nie zapomnę tego momentu, kiedy przyszedłem do grupy czterolatków
I coś im powiedziałem, że dzisiaj zabiorę w przygodę i pojedziemy do Włoch.
W ich głowie tego nie było.
No ale później napisałem książeczkę dla dzieci, zabarwieni, żeby zostawić po sobie ten ślad mojego przedszkola i pokazać, czego się tam nauczyłem.
Majzel Zachą, która zadedykowała tę książeczkę dla swojego synka, a ja zadedykowałem dla mojej chrześnicy, no i dla moich dzieci właśnie przedszkolnych.
I w tej książeczce myślę też widać, jak dużo się nauczyłem po prostu, bo widać tam ogromne doświadczenie osoby, która obcowała z dzieckiem, z dziećmi.
Ale jeszcze sobie pozwolę wrócić do twojego liceum, gdzie się uczyłeś w Szczecinie.
Ty, odbierając dyplom, odgroziłeś się, że tam jeszcze wrócisz.
Z bardzo młodymi ludźmi, którzy realizują projekt Zwolnieni z teorii i poprosili mnie, bo realizują ten projekt z ludźmi, którzy osiągnęli jakiś sukces, a są ze Szczecina.
I wtedy im powiedziałem coś, co bezpośrednio odnosi się do twojego pytania, że marzenie i realizacja tego marzenia to jest proces, ale kiedy już zrealizujemy to marzenie,
To wtedy na naszym horyzoncie pojawia się coś zupełnie nowego.
I czasami to może być bezpośrednio związane z tym pierwszym marzeniem, to znaczy jakiś taki upgrade, a czasami to może pójść w kompletnie innym kierunku.
U mnie to był upgrade, no bo po prostu z nauczyciela w liceum stworzyłem własną szkołę językową,
To jest w ogóle inna bajka.
Jak ktoś myśli, że moje umiejętności z uczelni, które dotyczą nauczania języka włoskiego, pozwoliły mi rozwinąć media społecznościowe, to nie jest tak do końca.
Ja czułem taką wielką, ogromną potrzebę.
Nie umiem nawet tego powiedzieć.
Mam, to była potrzeba, ale to była też taka misja, że ja muszę tam wrócić, bo ja wiem, że takich Przemków jak ja, do tego liceum przyjdzie jeszcze mnóstwo i ja też chcę spełnić tę rolę, to znaczy, żeby Przemkowie z przyszłości
I dlatego powiedziałem, że ja tam jeszcze wrócę.
To znaczy ja nawet, wiesz, ja nie umiem tego powiedzieć tak do końca, bo ja na początku zacząłem... Znaczy tak, na początku jako student to w ogóle spotykałem się ze znajomymi i oni mnie uczyli angielskiego i włoskiego, tak?
Później mój wspomniany wcześniej wykładowca akademicki, już na pierwszym roku to było studiów, chyba w drugim semestrze, a on przyszedł do mnie i mówi, słuchaj Przemek, taka szkoła językowa, z którą ja współpracuję, ale muszę skończyć współpracę, bo tam mam dużo swoich projektów, szuka lektora, chcesz?
Ja się wtedy zatrudniłem w tej szkole i to była moja pierwsza przygoda, która trwała wiele lat, więc tak naprawdę z nauczaniem mam dużo wspólnego, ale moja szkoła językowa powstała 6 lat temu.
W sensie, że założyłem działalność gospodarczą i nazwałem to szkołą językową, tylko ja przez wiele lat pracowałem sam w różnych konfiguracjach kursów.
Ale kiedy Instagram się bardzo mocno rozwinął i to było tak, że pisało do mnie bardzo dużo osób o kursy z włoskiego, a ja po prostu nie mogłem, no bo byłem tylko jeden.
I tak wysyłałem, tak, tu do jednych znajomych, tu do drugich znajomych, aż ci moi znajomi zaczęli pisać Przemek Basta, w sensie dzięki, mamy już zapewne kalendarze, nie odsyłaj nam więcej ludzi, bo my też musimy ich już odsyłać.
No i czas do mnie pisali, że chcą się uczyć tego włoskiego i ja wtedy
Mogłem odsyłać ich do znajomych, których znałem i za których mogłem... No i wtedy pojawiała się taka opcja, że może zatrudnię kogoś, ale to kosztowało mnie bardzo dużo.
Aż w mojej głowie dojrzała ta myśl, to znaczy od tej pierwszej myśli, żeby kogoś zatrudnić, do zatrudnienia minął rok na pewno, bo ja byłem Zosia Samosia.
Ja śpiewałem, że jak ja kogoś zatrudnię, ja bardzo dużo siły, energii, miłości, umiejętności włożyłem w moje książki, w moje materiały, w moje lekcje, w moje imię i teraz mówię, Boże, kogoś zatrudnię.
No to ci ludzie i tak się gdzieś przecież zapiszą na ten włoski.
To nie jest tak, że jak ich nie przyjmę, to stwierdzą, dobra, to ja włoskiego się będę uczył.
Zanim dopuściłem ją do pierwszego ucznia,
To Asia spędziła ze mną godziny szkoleń dydaktycznych, metodycznych, językowych, co w ogóle... Ona była już gotowa, ale ja musiałem... I powiem ci, że tak jest do tej pory, kiedy zatrudniam moje lektorki, nawet jeśli przychodzą do mnie dziewczyny, nawet jak Włoszka do mnie przychodzi,
Uważam, że szkoła językowa to jest nowa przygoda niesamowita, bo moje dziewczyny też mają ze mną szkolenia, spotykamy się raz na dwa miesiące.
Myślę się, że to mogę być ja, ale to na podjęcie tej mojej decyzji wpływa ich zdanie.
To jest piękne, to jest budowanie czegoś, na czym mi bardzo zależało.
Czy możesz powiedzieć, czym się różnią Twoje podręczniki od tych ogólnodostępnych?
Dużo ogólnodostępnych podręczników to są podręczniki stworzone przez Włochów, które są tłumaczone na inne... właściwie nie są tłumaczone, bo one są po prostu w danym języku, czyli po włosku.
I teraz problem jest taki, że ja kocham gramatykę, ale nie wszyscy to robią.
I mógłbym tutaj podawać mnóstwo przykładów, ale wystarczy, że powiem ci zajmek do pełnienia bliższego, zajmek do pełnienia dalszego, imię słów nawet zwykłe, tak?
To ludzie się tego boją.
Są, oczywiście one tłumaczą gramatykę, tłumaczą słownictwo, tylko one są napisane przez Włochów, przez grupę Włochów i trafiają na rynki w różnych krajach.
Kompletnie, nawet w stopniu minimalnym, nie odnosząc się do gramatyki danego kraju.
Czyli ludzie, którzy się zapisują na kurs językowy, nawet polskiego dobrze nie znają, nikogo teraz nie obrażam, po prostu tak naprawdę.
I ja jestem od tego, żeby to wytłumaczyć, ale mając odpowiednie materiały mogę to wytłumaczyć.
A jeżeli ktoś mi nie robi jakichś takich nawet odniesień do mojego języka ojczystego i moich uczniów, no to to jest jeszcze trudniejsze.
Plus te ich założenia, które mają, które robią, bo ktoś tak zdecydował kiedyś i stworzył jakiś program.
Dlatego, że jak ty się nauczysz dobrze mówić, to jest 11 zasad.
I jeszcze jest do tego filmik, że ty możesz sobie powtarzać i słyszysz to wszystko.
Jak czegoś nie umiesz przeczytać, wracasz do filmiku, wracasz do zasad i sobie to robisz.
Klasyczny podręcznik języka włoskiego, kto miał do czynienia, ten wie.
Zaczęła się od tego, że uczysz się narodowości.
O, to jest dla mnie w ogóle hit.
Znaczy, na pierwszej lekcji alfabetu ludzie przychodzą się nauczyć włoskiego.
Chcą powiedzieć buongiorno, un caffè e un cornetto per favore.
A z pierwszej lekcji, którą robisz na podręczniku, wyjdziesz z umiejętnością powiedzenia A, B, C, D, E, F, G, A, K. Kogo to w ogóle interesuje?
Kogo to interesuje?
Nikogo to nie interesuje.
U mnie na pierwszej lekcji jest Buongiorno, Buona sera, Ciao, Salve, un caffè per favore, un cornetto per favore.
Nazwaliśmy to przewodnikiem dlatego, że ta książka polega na tym, że idziesz ze strony na stronę i ja Ciebie prowadzę przez język.
Nie masz czegoś takiego jak spis treści i czas teraźniejszy i czas wolny.
Mam tego dosyć po prostu.
Work and travel albo coś takiego.
Nie lubię tego i dlatego przerekonstrukowałem całkowicie program nauczania.
Jestem magistrem filologii włoskiej, filologii romańskiej.
Mam ku temu stuprocentowe prawo, jestem absolutnie autorytetem, mam ogromne doświadczenie w nauczaniu, pozwoliłem sobie na to, poza tym wydałem te książki za własne pieniądze i stwierdziłem, że zrobię tak, jak będę chciał.
Dzisiaj moje książki, to było dla mnie ogromne wyróżnienie, kiedy moja uczennica, którą ja uczyłem w liceum, ja uczyłem w liceum,
Ona zapisała się na italianistykę na Uniwersytecie Warszawskim i nagle mówi Przemek jestem na zajęciach z metodyki i pan profesor właśnie robi slajdy z twojej książki.
Mówi, co tu się dzieje, mogę mu powiedzieć, że ja cię znam.
Łzy w oczach wtedy, tak, bo rozumiesz jakby to, że ludzie doceniają moje książki i uczą się i ja widzę, że mają efekty, moi uczniowie to już w ogóle.
Bo jeszcze moja energia dodatkowa na żywo.
Ale to, że ja nie robiąc, ja nie wysyłałem tych książek na uczelnię, nie pokazywałem ich tam systemowi, bo wiedziałem, że to jest niezgodne z podstawą programową.
I oni nagle dostali się do tych materiałów.
I do tego docenili i jeszcze je pokazują.
Gratuluję Tobie tego osiągnięcia.
Tak jak mówisz, to jest wielkie osiągnięcie.
Tak było na początku, ale to też przerystrukturyzowałem książki, materiały i dlatego też właśnie ten przewodnik, bo wiesz dlaczego?
Na początku nie chciałem, żeby te materiały były w sprzedaży, bo one inaczej wyglądały, zupełnie inaczej.
Może kiedyś na jakąś rocznicę wydania wam pokażę, jak one wyglądały dla moich uczniów.
Dlaczego?
Ponieważ ja stworzyłem tę książkę z myślą o tym, że jak ty chcesz się zacząć uczyć włoskiego, to chciałem ci dać jak największe szanse, żebyś mogła sama się faktycznie nauczyć tego włoskiego, zwłaszcza na poziomie A1, czyli tym podstawowym komunikacyjnym.
No i tak sobie myślę, kurde, no ale nie lubię takich sprzedawać obietnic, które nie mogą się zrealizować, więc co ja mogę zrobić, żebyś ty biorąc tę książkę, no faktycznie się mogła sama nauczyć.
Jakby ja wyprzedzam twoje pytanie jako uczennicy, które prawdopodobnie zadasz sobie w głowie i pod spodem na nie odpowiadam jako profesor.
To znaczy, że ja zacząłem się przebierać i tworzyć to, że jakby nie tylko nauczam zasad gramatycznych języka, ale też potrafię
Więc to jest już taki majstersztyk i z tym się cieszę i dlatego jak już tak zrobiłem, w sensie wymyśliłem jak to zrobić, żeby każdy mógł samodzielnie przez to przejść, to wtedy te książki trafiły do sprzedaży.
Obserwuję Cię od bardzo dawna na Instagramie, wydaje mi się.
Rozumiem, że szkoła włoskiego była pierwsza, a potem był Instagram, TikTok.
Na odwrót, dlatego że, to znaczy szkoła, ja nauczałem najpierw, dużo wcześniej nauczałem, ale szkoła językowa, jako moja szkoła językowa, to powstała już jak był Instagram.
No bo to wtedy się pisali tak licznie, żeby się uczyć włoskiego i to wtedy się pojawiły te moje zagwozdki, co ja mam z tym zrobić.
Mówię, tak, dla moich uczniów licealnych, bo zaczęła się pandemia, te dwa tygodnie najpierw dostaliśmy.
Te dwa tygodnie teoretycznie były wolne, no ale wiedzieliśmy, że później trzeba będzie jakoś z tego wybrnąć i ministerstwo nie dało nam żadnych narzędzi do pracy, mieliśmy sobie sami je znaleźć.
Na początku zacząłem tworzyć dla nich, żeby mieć z nimi jakiś tam kontakt, żeby z nimi tego nie stracić, co udało mi się stworzyć przed pandemią.
No tylko wiadomo, jak działa jakby Instagram, no ja to otworzyłem.
Pomógł mi z tym bardzo mocno mój partner.
Bo ja sam bym nie założył Instagrama.
Ja mam papier z technologią.
To w ogóle te wszystkie pierwsze filmiki, posty.
Ja tylko byłem głową, a on to składał, on to układał.
On już teraz ma swoje media społecznościowe, oto fota, jest fotografem tutaj w Apuli.
Oczywiście, że mi pomaga, nagrywa.
Ojejku, nie no, Szymon jest cały czas częścią Zakręconego Włoskiego, to w ogóle ta jego część.
Najważniejsze się pokazywać przed kamerą, ale już takie rzeczy jak składanie, nie wiem, to już nie zawracam o tym głowy, to ja to sobie robię.
No i wtedy się stał ten niesamowity dzień, w którym mieliśmy chyba 600 obserwujących, około 600 obserwujących, co nie jest jakąś super zjawiskową ilością, ale to już tak było bardzo dużo, biorąc pod uwagę konto, które naucza czegoś.
No i nagle odezwała się do mnie Milena z Sióstr ADHD i napisała do mnie wiadomość, w ogóle to była śmieszna sytuacja, bo Milena do mnie nagrała głosówkę,
No i ja sobie tam odpowiedziałem na tą jej głosówkę i w ogóle i w szczególe, nie będąc jakimś super zaawansowanym użytkownikiem Instagrama.
Ja sobie tak z tą Mileną rozmawiałem, konwersowałem gadka-szmatka, jak z każdą inną osobą, która do mnie pisała, bo wtedy tych wiadomości jeszcze nie miałem dużo, więc byłem w stanie na to wszystko odpowiadać na bieżąco.
I nagle Szymon, któregoś razu tam wziął telefon, to nie było dużo, no dwa dni później może wziął telefon, mówi Przemek,
Już wtedy ogromne konto.
Cały czas nazywamy je matkami chrzestnymi naszego konta.
Po prostu stało się tak, że my sobie pogadaliśmy, gadkarz matka to, no i one polubiły moją energię.
Najpierw Milena, dlatego że Milena wtedy się uczyła włoskiego.
Ja w 24 godziny z 600 osób miałem 6000 osób na Instagramie.
Taki zapalnik, który zrobił coś niesamowitego i ci ludzie zostali.
Wtedy się tworzy też z większą przyjemnością, bo jak się ma tego wybiorców.
Ale tak, początki były wspaniałe, bez żadnego światła, bez żadnych... Ja pamiętam, że nagrywaliśmy to statywami, były książki poukładane, jedna na drugiej, w kuchni, bo to była jedyna ściana bez koloru.
Tak, z jakimiś pierwotnymi mikrofonami, z kablami, które w ogóle pod koszulką szły.
To co tam się działo to jest niesamowite, ale energia była zawsze taka sama na 100%, to zostało i dlatego tak się rozwijamy myślę w tym kierunku, bo to cały czas już Instagram to jest 140 tysięcy osób, które nas obserwują i 140 tysięcy osób, które są bardzo aktywne, bo przecież właśnie zakręcone materiały czy zabarwienie książeczka dla dzieci.
To ja wydałem sam i ja to też sprzedaję swoimi źródłami, czyli cały marketing opiera się na Zakręconym Włoskim.
I to działa po prostu, ci ludzie tego pragną, chcą i to doceniają, więc bardzo się cieszę, że się mogę rozwijać w tej płaszczyźnie.
Bo to jest 140 tysięcy, jak sam powiedziałeś, na Instagramie.
Ten TikTok już skoczył też mocno, bo to są w ogóle platformy, które potrafią 110 tysięcy 700 osób.
Ja sprawdzałam 76 tysięcy, miałeś w zeszłym tygodniu chyba, czy dwa tygodnie temu, bo jak ja robiłam sobie właśnie konspekt pisałam, to już powiem Ci, że nie robiłam researchu teraz, przed naszym dzisiejszym nagraniem.
Media społecznościowe to jest kilka reali, a już na TikToku to w ogóle potrafi zmienić wszystko, więc tak, cyferki są piękne i to jest coś niesamowitego, ale to co powiedziałaś, ja doskonale wiem, że za tymi cyferkami kryją się ludzie.
Po układanie sobie w głowie, co ja powinienem robić, jak to powinienem robić, było mnóstwo momentów zwątpienia, mnóstwo momentów wątpliwości, ogromna presja i wielkie niepewne, co dalej, zmieniające się algorytmy, zmieniające się
Z niektórymi się zgadzałem, z innymi się nie zgadzałem, więc trochę czasami prowadziłem taką walkę sam z sobą.
W ogóle nie ma czegoś takiego jak strefa komfortu.
Ktoś chce się komfortowo czuć na mediach społecznościowych, to nie radziłbym mu tworzyć, bo co innego to być zgodnym z sobą,
Kiedy ja uczyłem włoskiego i robiłem posty językowe i reelsy językowe.
To gracia Simone, dzięki Szymonowi to się działo.
Taka magia.
I nagle był taki moment, że tych ludzi było więcej i więcej.
No i to właśnie tak jakby oczekiwania były też wyższe, żebym ja z tego nauczyciela poszedł gdzieś kawałek dalej.
Zanim ja nagrałem pierwszą piosenkę, nie, nie, przecież ja nauczam, nie mogę nagrać piosenek, to nie jest coś, co ja robię.
Ludzie mnie obserwują, bo chcą się uczyć włoskiego, tak jak to robię.
Guzik prawda.
Stanąłem przed kamerą, pokazałem swoją energię, zrobiłem coś super.
Ja, robiąc piosenki, zdobyłem naście tysięcy obserwujących w kilka tygodni.
To było coś niesamowitego.
Więc tak, to jest niesamowite, że mogę to tworzyć, ale jednocześnie dając mnóstwo energii czasami tworzę treści, które po prostu kocham, jak je tworzę, kocham jak je składam, a później jest mi przykro jak widzę rezultat, bo gdzieś tam algorytm albo to przepuści w inną bramkę, nie trafia to do ludzi,
No ale to my na to nie mamy wpływu i ja po prostu wiem, że ta społeczność, która jest, też mi jest na przykład trudno odpowiedzieć na wiadomości, które dostaję na Instagramie.
My o tym niejednokrotnie mówiliśmy, że to często tygodniowo
To jest 300 wiadomości tygodniowo.
Przy takim normalnym tygodniu.
Ja od początku tworzę organiczną społeczność.
Nie mogę, no nie jestem w stanie, no wystarczy to sobie przeliczyć na czas.
Gdyby to ludzie na przykład pytali zawsze o to samo, czy to jeszcze inaczej, ale ludzie czasami zadają takie pytania, co... Ja też potrzebuję czasu, tak?
No to ja się czuję mega odpowiedzialny, żeby to sprawdzić.
Ja jestem nauczycielem i znam gramatykę i znam słówka, no ale niektóre sekwencje są tłumaczone w różne sposoby, więc można zrozumieć, czy ktoś na przykład chce otworzyć jakąś włoską restaurację, czy włoską działalność z włoską nazwą i się mnie pyta o poradę językową.
No i to też ode mnie wymaga jakiejś takiej pracy kreatywnej, myślenia, no ale przez to nie mogę odpowiedzieć wszystkim.
Ale wolę jakoś mniejszych ilości osób, niż po prostu, nie wiem, odczytywać te wiadomości, dawać serduszko albo wynająć kogoś, kto by odpowiadał, bo to nie jest...
Wyobraźcie sobie, że jest na tyle kochany, że jak wróciliśmy jakiś filmik, w którym przewidywaliśmy, że hejt będzie wyższy niż w innych filmikach, to zanim ja siadałem do odpowiadania na komentarze, on je przeglądał i blokował komentarze, które wiedział, że mogą wywołać we mnie reakcję, bo ja miałem straszne reakcje na hejt na początku.
To był brak chęci tworzenia dalej, ale ja mówię o początkach, ale później zacząłem sobie układać to w głowie, zacząłem rozróżniać hejt od opinii, hejt od konstruktywnej krytyki, hejt od profesorów z Instagrama i TikToka,
Ludzi, którzy właśnie piszą takie komentarze, często ludzie, którzy sieją ten hejt, to mają sami z sobą jakiś problem, którego nie potrafią zwalczyć i szukają takiego punktu zaczepienia właśnie gdzieś w sferze mediów społecznościowych, żeby się wyżyć.
Więc dziś na hejt reaguję tak,
Linkuję w komentarzach książki, które polecam przeczytać osobom, które piszą mi takie komentarze i życzę im szybkiego powrotu do zdrowia, kontaktu z psychologiem i po prostu wiem, że jeżeli włożą w to pracę, bo tylko oni sobie mogą pomóc, wiem, że jeżeli przepracują to sami z sobą,
Nie oczekuję od nich podziękowania, ale na pewno staną się lepszą wersją siebie, kiedy zweryfikują źródło, dlaczego napisali taki komentarz, takie słowa rzucili na wiatr.
Podejrzewam, że 99% tych ludzi nie sięgnie do tych opracowań, no ale jeśli 1% sięgnie i uda mi się zmienić czyjeś życie, to będę szczęśliwy.
Organizujesz też lajfy na Instagramie.
Live'y zaczęły się na Instagramie wiele lat temu.
A propos tego, ja wtedy jeszcze nie miałem lektorek.
To był pierwszy pomysł na to, co zrobić z tymi wszystkimi ludźmi, którzy chcą się uczyć włoskiego.
Zaproponowałem im live'y i to wyglądało tak, że przez 60 minut ja tłumaczyłem na podstawie moich materiałów autorskich, które te osoby, które wykupiły live'y, miały do nich dostęp i później była godzina albo więcej, zwykle to trwało dłużej, konwersacji, gdzie oni się łączyli i indywidualnie ze mną rozmawiali.
Natomiast na podstawie nowej polityki Instagrama musiałem z tego zrezygnować i to ewoluowało.
Działa to dokładnie tak samo, są to duże grupy.
W tych grupach jest po 20, 30, 40, 50 osób różnie, zależy na jakim poziomie.
Przez godzinę ja wykładam, ale musiałem zmienić formę.
I w trakcie kiedy ja wykładam, robimy też ćwiczenia, osoby się zgłaszają poprzez podniesienie takiej wirtualnej rączki, czytają to, ja im daję wskazówki i później robimy 5 minut przerwy i później są konwersacje.
Od kiedy prowadzę to na Microsoft Teams z grupą, którą mam na przykład dzisiaj, to jest grupa podstawowa, jeszcze nigdy nie udało mi się zrobić konwersacji krótszych niż 2 godziny, a zwykle rozmawiamy 3 godziny.
Nie mogą się do mnie dostać na zajęcia, a koniecznie chcą mieć je ze mną na zajęcia indywidualne.
Jednocześnie to powstało też dzięki Milenie Krawczyńskiej, właśnie jednej z uczniów ADHD, bo Milenka mi powiedziała, że ona wtedy miała małego synka,
Że ona by chciała taki kurs, który ona może sobie odtworzyć niekoniecznie w godzinie trwania kursu, rozumiesz?
Niezależnie od tego, gdzie pracujesz, jak pracujesz, z kim, czy masz dzieci, czy nie masz dzieci, a właśnie to dla kobiet z dziećmi było tworzone na początku, bo na przykład mówiły mi, że... Zostawiam wiadomości, nie chcę cytować, bo czasami były niecenzuralne słowa, ale na chwyt tym, co to jest, mówię, jest druga nad ranem, właśnie karmię piersią dziecko i sobie ciebie oglądam.
Nawet nie wiesz, jakie to miłe, że jakby nie patrzę znowu w ścianę, tylko robię coś takiego, co chociaż mnie interesuje, więc cieszę się.
Ale to tutaj muszę przyznać, że tak, to była kobieca siła, która pomogła mi w tym, która powiedziała, w sensie kobieca siła nie ta, która tkwi we mnie, tylko ta z zewnątrz, która powiedziała, zrób to, to będzie fajne, no i jest.
Powiedz mi, czy do tych Twoich grup można w każdej chwili dołączyć?
Tak, tak, można w każdej chwili dołączyć, dlatego że nie ma tutaj takiej umowy, którą zawieramy z uczniami przy zajęciach indywidualnych czy w małych grupach, tylko jest to po prostu miesiąc dostępu do lekcji.
I polega to na tym, że mam lekcje na poziomie A1, A2 i B1, bo mam teraz trzy grupy.
I po prostu można dołączyć w danym zagadnieniu, które ciebie interesuje.
Zajęcia są zawsze tego samego dnia, o tej samej godzinie.
I w tych 340 zł są te wszystkie lekcje, czyli 3, 4 lub 5 lekcji z gramatyki plus te konwersacje, one są po każdej lekcji, więc to jest kilka godzin konwersacji, plus materiały.
Czy Ty jesteś w stanie tę konwersację z taką matką odbyć w innym terminie, czy tylko te 2-3 godziny po lekcjach?
Okej, ale to jest bardzo ciekawe, powiem ci, to jest bardzo fajne, bo cenowo to jest bardzo atrakcyjne, bo 140 to nie jest dużo, nawet za trzy, nawet w tym razie cztery poniedziałki w miesiącu, bo to są lekcje raz w tygodniu, tak?
Lekcja raz w tygodniu, tak.
Tak, dlatego że słuchając dużo się uczymy i ja zawsze zachęcam nawet tych, którzy nie chcą konwersacji, bo czasami nie mogą też, żeby koniecznie słuchali, bo my najczęściej popełniamy te same błędy w tym samym momencie, więc jeżeli ja kogoś poprawię i później jeszcze kogoś poprawię, to już ta trzecia osoba nie popełni tego samego błędu.
Na pewno w tym, na tych początkowych poziomach, tym A1, A2, na pewno są osoby, które są wstydliwe i one mają wtedy taką pewnie, nie wiem, nie powiem, że to jest trauma, ale jakiś wstyd, żeby mówić głośno, wiedząc, że 30 osób wokół obserwuje i może mieć różne zadania na twój temat.
Psychologia tłumu tu na pewno działa, dlatego że ci słuchacze właśnie dostają takie zjawisko.
Często mamy blokadę językową, dlatego że oczekujemy od siebie perfekcji.
I nagle ty się pojawiasz na takiej grupie.
W ogóle nie ma takiego obowiązku, więc jeśli ktoś się nie czuje, to też nie musi tego robić.
Też słychać tylko jego głos, ale oczywiście
I dlaczego mówię o psychologii tłumu?
Bo kiedy ty właśnie myślisz o jakiejś perfekcji i nagle słyszysz, że zgłasza się Ola, Kasia, Asia, Martyna i tak, ta popełni błąd, ta popełni błąd, ta powie coś, że wszyscy zaczynają się śmiać włącznie z nią i ze mną, bo nie wyśmiewać tylko po prostu jest coś zabawnego.
Nagle się okazuje, ty, oni też nie potrafią.
A tato w ogóle, ty, tato się zgłosiła, a nawet nie potrafi jeszcze dobrze wypowiadać słów, nie?
To ja też się zgłoszę.
I tak powolutku ci ludzie wchodzą, ale są tacy ludzie, którzy na przykład nigdy się nie zgłaszają na konwersacje.
I ja nie... Nie wyciągasz ich.
Ja tylko czekam na rączkę, pokazuję ludziom, jaki to robi progres.
Ale to jest ostatnia rzecz, żebym kogoś wyciągał, bo to nie na tym polega.
Poza tym ja doskonale wiem, bo do mnie ci ludzie później piszą, że to są na przykład ludzie, którzy wracają z pracy, czy tam w pociągu są czy coś i są na słuchawkach i słuchają swojej lekcji, słuchają konwersacji, ale nie czują się komfortowo, bo tu może internet przerwać czy coś, więc nie chcą się łączyć z konwersacją.
Albo zapisują się do mniejszych grup u nich.
Dla mnie to było coś fenomenalnego.
I w tym momencie masz te filmiki z Włoskiej Sprawy, które jak gdybyś daje kontynuację tego wszystkiego.
To jest genialne!
Tak, on powiedział, że musimy zrobić coś w takim stylu, bo musieliśmy znaleźć jakiś sposób, musieliśmy, bardzo chcieliśmy, bo zauważyliśmy, że kiedy mówimy o jakichś ciekawostkach, które są związane z różnicami kulturowymi, to one często są ciekawe dla małej ilości osób, to znaczy są przeklikiwane przez dużo osób, bo są zbyt szczegółowe.
Polakom w bardzo ciekawy sposób, ogromną różnicę kulturową i wtedy w opisie my też dla tych ciekawskich rozwijamy temat jakby o co chodzi, więc następny odcinek planujemy na Wielkanoc.
Mhm, już nie mogłam się doczekać.
Opowiedz, jak to wyglądało?
Tak, to znaczy tam trzeba się zgłosić.
Chcieliśmy cię zgłosić, ale trzeba samemu.
No i jechaliśmy ze Szczecina do Bari, no to stwierdziliśmy, dobra, to poczekamy do tego, bo to był ostatni weekend września i pojedziemy od razu do Bari.
Więc my tak naprawdę zaczęliśmy wtedy przygodę.
No i później ogłoszenie werdyktu, który był niesamowity, bo usłyszeć to, zostać docenionym, to było coś niesamowitego przez samego ambasadora.
No i jest to taki największy plebiscyt, który istnieje w Polsce, więc tak, to było coś niesamowitego.
Odebrałem ten dyplom i te wszystkie nagrody, które po prostu... To było niesamowite, bo niektóre z tych nagród naprawdę mnie zaskoczyły.
Bo właśnie ten hotel jakby wystawił nagrodę, że możemy się u nich zatrzymać na parę nocy.
Tak jak mówię, cały czas byłem sobą, więc widocznie bardzo mi odpowiedziała ta energia, ale ja tam wszedłem na scenę.
Zacząłem z nimi w ogóle tworzyć jakieś takie dziwne rzeczy, bo mnie też poniosły emocje i energia i zacząłem z nimi rozmawiać, jakiś taki stand-up robić.
I zszedłem ze sceny, a tam cały czas było napisane Przemek Cichowlas i Zakręcony Włoski i nagle patrzę, a oni po prostu masowo zaczynają mnie obserwować.
No i tak się stało, że my zaczęliśmy gdzieś tam ze sobą współdziałać
No i później w zeszłym roku zostałem zaproszony do Italy Ambassador Awards jako twórca włoski już w ogóle.
I znowu wygrałem ten plebiscyt.
Zostałem ambasadorem marki Aquardance, z którą w tym roku, w drugiej części roku będziemy realizować kampanie reklamowe.
Byłeś też w telewizjach, to jak gdyby oczywista oczywistość, prawda?
Wygrałeś Italia Ambassador Awards, potem zostałeś zaproszony do telewizji, Dzień Dobry TVN, Pasta e Basta.
Opowiedz coś o tym, jak się czujesz w telewizji, jak to wygląda, czy tobie to pasuje, czy jednak wolisz być w tym małym telewizorze typu telefon-komputer, czy jednak w telewizorze przed dużą publicznością telewizji też jesteś okej?
Ja bardzo lubię w ogóle, żeby dużo mnie było wszędzie.
To znaczy wiadomo, że dla samego siebie wyciągam lekcje, ale jeśli przeżywam coś, co daje mi doświadczenie,
I mogę komuś o czymś opowiedzieć i mu pomóc w podjęciu decyzji, ułatwić to podjęcie decyzji, to chciałbym to robić.
I uważam, że połączenie mediów społecznościowych z tymi mediami bardziej klasycznymi, radio, telewizja, to jest coś niesamowitego.
W ogóle Justyna Gotz, która prowadzi audycję Pizza Pasta e Basta, nie Pizza Pasta e Basta, przepraszam, La Pausa Italiana.
Justyna Gotz to jest La Pausa Italiana.
Układasz sobie to w głowie, co powiedzieć i czasami chcesz powiedzieć więcej, ale już nie możesz, dlatego prowadzący w pytaniach, w programach śniadaniowych mają tak ważną funkcję, bo jak trafią na takiego gadułę jak ja, to ja oczywiście staram się też uszanować ich pracę, więc staram się też nie powiedzieć dużo, ale czasami może się wydawać, dostawałem też takie wiadomości, co oni się tak wcinali, chcieliśmy więcej, cieszę się, że chcieliście więcej jako odbiorcy moi,
I nie mogliśmy tych 7 minut przekroczyć, bo po prostu był kolejny vlog w jakimś innym, więc oni są odpowiedzialni.
Ale tak, to jest mój świat, realizuję się w tym bardzo i... A mogę chyba już... No tak, mogę tylko powiedzieć, że to jeszcze nie koniec.
Tak, ale jeszcze więcej nie mogę, ale tylko mogę powiedzieć, że to nie koniec.
Na długo, na pewno.
Na pewno we Włoszech w ogóle Paris zostało przez trzeci rok z rzędu ogłoszone miastem z najlepszym klimatem we Włoszech.
Cieszę się, że mogę tutaj być.
Ja mieszkam naprzeciwko plaży, naprzeciwko morza i nie oddałbym tego za nic innego na ten moment.
Ale jednocześnie gdzieś tam zatracać to swoje szczęście takie pierwotne, czyli potrzeby wyjścia na plażę, zrobienia treningu nad morzem, coś co naprawdę daje mi satysfakcję.
Od razu wiedziałeś o tym, czy pojeździłeś po Włoszech i szukałeś swojego miejsca?
Tak, tak, długo, przez wiele lat jeździłem po Włoszech i mieszkałem w wielu miastach, w wielu regionach, na północy, na południu.
Więc Bari na ten moment wygrało, bo jeszcze nigdy nie mieszkałem tak długo w jednym miejscu za granicą, bo to już prawie dwa lata.
Oprócz tego, że wygrało Bari, tak jak sam powiedziałeś, wygrało Bari, żeby nie mieszkałaś nigdy tak długo, oprócz tego, że masz plażę, masz możliwość zrobienia treningu na średnim powietrzu, co jeszcze skłoniło Ciebie, żeby wybrać Bari, a nie, nie wiem, Rzym, Neapol, Mediolan, Pize?
W lewo i w prawo mam po prostu wszystko, czego potrzebuję, włącznie z supermarketem, z Chińczykiem, wszystko po prostu.
Jest wspaniałe jedzenie, jest niesamowita kultura tego jedzenia, to znaczy świętowanie tego jedzenia, czczenie go małymi czynami.
Na pewno lotnisko, które jest obok, które jest świetnie skomunikowane z Polską, daje mi możliwość, tak jak wcześniej wspominałem, szybkiego przetransportowania się do Polski, kiedy tego potrzebuję.
Ceny, które są tutaj dużo niższe niż w północnych Włoszech czy w innych centralnych miastach Włoch, nie mógłbym sobie raczej finansowo pozwolić na
Mój partner tutaj ma bardzo dużo pracy też, bo jest fotografem, a jest tutaj gdzie robić te sesje fotograficzne.
Piękne rejsy po morzu, w Polignano Amare, w Grotach.
Monopoli, Alberobello, Ostuni, Lecce, całe południe Apuli, całe to Wybrzeże Morzejońskie w okolicach Taranto, ale region też obok z Materą, jednym z najstarszych miast na świecie, Altamura, miasto chleba jeszcze w Apuli.
Więc jest to region, który spełnia mnie jakby na każdej płaszczyźnie.
Pięknie o tym regionie mówisz.
Mając swoje materiały, mając moją energię, mając moje lektorki, z którymi tworzymy też super scenariusze, te lekcje idą naprawdę super.
Zapytany o to, jakie mam najtrudniejsze takie działalności, to właśnie to ode mnie wymaga najwięcej energii.
Tak, że siadam sobie, mówię uczennica XYZ, analizuję sobie jej sytuację i myślę, kurde, co ja mogę zrobić, żeby ta motywacja szła dalej.
Ulubiona rada dla początkującego ucznia?
Żeby znalazł odpowiednie materiały i odpowiedniego człowieka, z którym chce się uczyć, bo pięknym w naszym świecie jest to, jak wiele możliwości otrzymujemy.
I możliwości polegają na tym, że
Ja na moich zajęciach mam energię, mam dużo ekspresji, jestem głośny, jest mnie dużo, bardzo dużo nauczam, dużo konwersuję, dużo pokazuję Włoch, dużo wprowadzam, ale to dla niektórych osób może być przytłaczające, więc może wolałyby nauczyciela, który będzie
Ja taki nie jestem, dlatego to jest moja porada.
Jak chcecie zacząć się uczyć języka włoskiego, dajcie też sobie taką przestrzeń.
Jeżeli ta energia Tobie odpowiada,
Jeżeli już energetycznie się sparujecie, to ja odpowiadam za moje lektorki, że włoskiego cię w super sposób nauczą.
Jak energetycznie to siądzie.
Ale właśnie, żeby znaleźć te swoje materiały i żeby znaleźć swojego lektora, który to pociągnie.
Bo jeżeli ktoś weźmie pierwszą lepszą książkę i zacznie ją realizować i powie, że nie, to nie jest dla mnie, no to niech się zastanowi, czy nie dla niego jest włoski, czy nie dla niego jest ta książka.
Bo to często jest problem książki, a nie włoskiego.
Bardzo, dlatego ja na włoski taką postawiłem, a nie na francuski, bo na francuski to dużo dłużej, a włoski to szybciutko.
Jak chodzi o zamówienie kawy, rogalika, przywitanie się, pożegnanie się, poproszenie, to po pierwszej lekcji.
Po drugiej lekcji powiesz skąd jesteś, gdzie mieszkasz, jak się nazywasz, ile masz lat i jakiego koloru jest pomidor i cytryna.
A po trzeciej lekcji ty już mi powiesz skąd jesteś, ile masz lat, jakiego koloru jest pomidor, czy lubisz tego pomidora.
Jesteś wysoka, szczupła, inteligentna i uśmiechnięta.
W takim półrocznym systemie nauczania indywidualnego już się dochodzi do czasu przeszłego, w którym już się tworzy pełne zdania w teraźniejszości i w przeszłości, jeżeli ktoś pracuje na takich naszych obrotach.
Przy zajęciach grupowych to jest około 9 miesięcy, żeby mówić już w dwóch czasach.
Także to nie jest bardzo długo.
Dlatego ja tak zachęcam przy takich rekrutacjach, które są właśnie teraz marcowe, że jak ktoś chce na wakacje te wrześniowe, październikowe sobie tak swobodnie porozmawiać, no to teraz się trzeba zapisać na te zajęcia.
Zmienimy trochę temat, bo idziemy już w kierunku końca, bo już rozmawiamy całkiem długo tak naprawdę.
Jest, teraz jestem współorganizatorem największego festiwalu muzyki włoskiej w Polsce, Festa Nuova i będzie to pierwsza edycja 18 kwietnia.
Ściągamy wielkie gwiazdy włoskiej sceny.
Ich piosenki też były taką moją inspiracją jako nauczyciela młodego i w tym się chciałbym realizować.
Będę realizował zawodowo w nauczaniu języka włoskiego.
Myślę, że efekty już na koniec tego roku zobaczymy.
O nim nie mogę jakoś super dużo powiedzieć, ale to będzie też polegało na tym, żeby jeszcze więcej osób miało dostęp do tych treści.
Bardzo mocno, no ale tutaj niestety powiedzieć nic nie mogę, natomiast będzie to, mam nadzieję, spektakularne.
Okej, to trzymam kciuki za twoje kolejne marzenia i pragnienia i realizację tych marzeń tak naprawdę.
Grazie mille od ucieczki.
Od ucieczki do niemieckiego do 120 tysięcy obserwujących.
Od cappuccino w Reggio Calabria do własnej szkoły.
Grazie mille!
Grazie!
Do szybkiego zobaczenia gdzieś na drodze.
Ostatnie odcinki
-
Cieśnina Ormuz zamknięta! Czy tej zimy zabrakni...
05.06.2026 16:00
-
Jerry Girolamo Di Gregorio: Od 14 lat promuję f...
22.05.2026 19:43
-
Sebastiano Giorgi: Polska jest jednym z najciek...
08.05.2026 16:00
-
Jeden człowiek wiele pasji. Przemek Cichowlas i...
24.04.2026 16:00
-
Ewa Bettini - Gromek - Polka ambasadorka Bolonii
10.04.2026 16:00
-
Kulinarny most między Polską a Italią - Emilian...
27.03.2026 17:00
-
Paula Gnidziejko - Byłam we włoskim obozie pracy
13.03.2026 17:00
-
Polka, która została włoszką, avv Anna Karsznia
27.02.2026 17:00
-
Dlaczego Italia? Skąd pomysł na e-book Ciao Lom...
13.02.2026 17:00
-
zapowiedz odcinka 0
12.02.2026 21:13