Mentionsy

Bit Happens Show
Bit Happens Show
10.10.2025 08:10

Co łączy programistę i fotel dentystyczny? Czyli o ergonomii w pracy.

W najnowszym odcinku BitHappens bierzemy na warsztat ergonomię pracy!

Zastanawiasz się, czy Twoje miejsce do pracy jest optymalne?

Adam i Radek dzielą się swoimi sprawdzonymi patentami na wygodne i wydajne stanowisko pracy.

Z odcinka dowiesz się jakie jest rozstrzygnięcie odwiecznego dylematu: praca zdalna czy biuro? Albo dlaczego chcesz mieć fotel dentystyczny w sowim salonie ;)

Do tego standardowo – dyskusje sprzętowo-softwareowe: laptop vs PC, Mac vs Windows oraz czy warto porzucić myszkę dla touchpada.

Nie zabraknie też trików, które ułatwią Ci życie.

Posłuchaj i zoptymalizuj swoje miejsce pracy!

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 564 wyników dla "T"

Zresztą Radek, tak się zastanawiałem ostatnio, że trochę łatwo nam idzie ten podcast i może podkręćmy sobie śrubę.

Ja wymyślę słowo dla Ciebie, Ty wymyśl słowo dla mnie i zadanie polega na tym, żeby jak najbardziej naturalnie przemycić to słowo w dzisiejszym odcinku.

Co Ty na to?

To nie, że cię przezywam, ale to jest słowo dla ciebie, więc zgadzam się, bardzo podoba mi się ten pomysł.

Bit Happens.

Podoba mi się to.

Dobre, zostawiamy.

Wiesz co, Radek, tak sobie pracuję już kilkanaście lat w różnych miejscach i jedna rzecz, która zawsze przykuwa mi uwagę, to to, w jaki sposób ludzie pracują w danym miejscu.

I niestety, z przykrością muszę stwierdzić, że w bardzo wielu miejscach bardzo wiele osób w ogóle nie zwraca uwagi na ergonomię swojej pracy.

Czy ty też się może z czymś takim spotkałeś?

O, to ciekawe.

Powiem szczerze, że raczej nie zwracam na takie rzeczy uwagi, ale może zanim rozwinę swoją myśl, czy możesz przypomnieć nam, co to jest ergonomia?

Ogólnie, tak najprościej mówiąc, ergonomia jest to taka nauka o optymalnym przystosowaniu stanowiska pracy, procesów czy środowiska pracy

Co ty na to, gdybyśmy nagrali cały odcinek o ergonomii z naszego doświadczenia?

Ale jak sobie przypomnę ten czas, który straciłem w korkach, żeby dojechać do biura, to osobiście jestem w tej chwili ogromnym przeciwnikiem pracy z biura.

Uważam, że wszędzie gdzie jest to możliwe, pracować należy zdalnie.

Ale to jest moja prywatna opinia.

Jestem zaskoczony, że jesteś radykalny w tej kwestii, ale rozumiem twój punkt widzenia.

Ja jestem zwolennikiem pracy takiej, jaka ci odpowiada.

I nawet jeżeli teraz jestem w stanie wykonywać swoją pracę zupełnie zdalnie, ponieważ pandemia, jak wszyscy wiemy,

Niejako zmusiła nas do zmiany pracy i udowodniliśmy jako pracownicy, jako firmy, że potrafimy sobie z tym wyzwaniem poradzić, to doceniam bonusy z home office'u i bardzo lubię pracować z domu, ponieważ przez 4-5 lat swojej kariery

Stworzyłem sobie środowisko do pracy i nauczyłem się pracować z domu.

Natomiast nie jestem przeciwnikiem dojazdów do biura, tylko muszą być spełnione dwa podstawowe elementy.

Po pierwsze muszę mieć powód i tym powodem może być mój zespół, który w całości pracuje w biurze albo spotkanie z klientem.

Albo przyjazd kogoś, kto jest ważny dla firmy, właścicieli, CEO, CTO, szefa regionalnego oddziału i wtedy się spotykam z ludźmi, bo jest okazja i celebrujemy coś.

Albo właśnie mamy powód, żeby się spotkać, bo coś celebrujemy.

To wtedy, jeżeli mam powód, to mogę pracować z biura.

I po drugie, bardzo ważne, to jak dwa koła u roweru.

To muszę mieć środowisko do pracy.

Czyli bez tych dwóch elementów dojazdy do pracy są dla mnie bezsensowne.

A jeżeli są te dwa elementy, nie mam nic przeciwko pracy z biura.

Czy to coś zmienia w tym, jak ty myślisz o pracy?

Czy ty dalej jesteś zwolennikiem pracy z domu?

Jak na dzień dzisiejszy, nie wiem, czy jest coś, co zmienia moje podejście do pracy z biuro versus zdalne.

Dalej jestem jak najbardziej za pracą zdalną, natomiast wiadomo, nie możemy traktować tego tak bardzo radykalnie.

Mam pewne takie wytyczne, które uważam, że są fajne do zastosowania, żeby podjąć decyzję, czy mogę pracować zdalnie, czy raczej powinienem pracować z biura, albo czy nie mogę pracować w biurze, a powinienem pracować zdalnie.

Do pracy jeździmy w konkretnym celu, żeby tam pracować.

No i najczęściej pracodawca wymaga, żebyśmy w tej pracy byli chociaż trochę wydajni, żebyśmy dawali ten przyrost, dzięki któremu pracodawca zarobi na nasze wynagrodzenia.

W związku z tym miejsce pracy powinno nam dawać możliwość wykonywania tej pracy w sposób a wygodny, b bezpieczny, c efektywny.

I teraz, jeżeli coś z tego nie jest spełnione, czy to w biurze, czy to zdalnie, to zaczyna się to robić problematyczne.

Dlatego, jeżeli ktoś na przykład mieszka, nie wiem, w małym mieszkanku z piątką dzieci, nie ma miejsca, gdzie postawić nawet laptopa, a co dopiero jakieś więcej urządzeń, nie ma miejsca, gdzie mogłyby mieć tą ciszę, spokój potrzebną do pracy, to raczej, chyba lepiej jechać do biura.

Ale z drugiej strony, jeżeli ktoś ma pracę wymagającą skupienia, uwagi i każe mu pracodawca siedzieć w wielkim open space ze setką innych osób, gdzie jest gwar, szum, ciężko się skupić, no to to będzie nieefektywna praca.

Dlatego wydaje mi się, że to zależy.

Czyli jeżeli mamy odpowiednie warunki w domu i nasza praca nie wymaga obecności w biurze, bo nie korzystamy z jakichś specyficznych narzędzi, które są tylko tam gdzieś w biurze dostępne.

Mamy to miejsce w domu takie, gdzie to jest faktycznie wydzielona przestrzeń do pracy, to ja jestem jak najbardziej za tym, żeby pracować zdalnie.

Czas, który pracownik zaoszczędzi na dojazdach

To jest tak naprawdę ogromny uzysk.

Pomijam już koszty dojazdu typu bilety, paliwo czy co tam jest potrzebne.

To też jest wbrew pozorom bardzo duży, nazwijmy to zastrzyk gotówki, kiedy raptem w miesiącu nie trzeba tam dojeżdżać.

Dlatego z definicji jestem za pracą zdalną.

Jeśli będzie ona możliwa do wykonania w sposób taki nie pogarszający jakości naszej pracy.

I z drugiej strony jestem przeciwnikiem pracy w biurze, jeżeli ona miałaby pogarszać jakość pracy.

To mam teraz pytanie, bo czytałem ostatnio artykuł i to jest taki trochę temat na czasie, że duże firmy

No niejako, nie tyle co proszę, ale wręcz zmuszałem swoich pracowników do powrotów do biura.

Jak myślisz w kontekście na przykład ergonomii, czy jest jakieś uzasadnienie, żeby pracownicy jednak pracowali z biura?

I tu znowu to zależy.

Ja wyznaję taką starą, dobrą zasadę, że z niewolnika nie ma pracownika.

Jeżeli pracownik nie czuje się dobrze w biurze, warunki, które biuro oferuje, nie są odpowiednie do pracy, którą ten pracownik wykonuje, to on nie będzie zadowolony z tej pracy.

Będzie się frustrował tym, że nie ma warunków, które pozwalają mu dobrze pracować, więc w pewnym momencie możemy doprowadzić jako pracodawcy do sytuacji, gdzie taki pracownik powie, wiecie co, ja już mam tego dość.

No i nie wiem, czy to jest dobra rzecz, czy źle.

Z drugiej strony, potrafię zrozumieć, że niektórzy pracodawcy tak jakby

Nie ufają swoim pracownikom, że oni będą faktycznie tam pracować zdalnie.

Albo że jeśli nie będziemy zebrani kolektywnie, to ta praca nie będzie taka zespołowa.

Teraz jest taka moda na pracę zespołową.

To jest ciekawa obserwacja.

Myślę, że tten czas, ten okres, gdzie pracowaliśmy zdalnie, bo musieliśmy, a później mogliśmy, też pokazał, że jednak te firmy nie poupadały.

Jestem ciekaw, nie mam dostępu do żadnych danych, ale jestem ciekaw jakie dane albo jakie oczekiwania są związane z tym, że gdzieś tam następuje teraz taki odwrót od pracy zdalnej w kierunku pracy hybrydowej na ten moment i ciekaw też jestem jak daleko to pójdzie.

Jedyne rozwiązanie, czy jedyną odpowiedź, jaką widzę, to wtedy, kiedy ma to sens w kontekście zespołów, gdzie rzeczywiście bycie razem w jednym pomieszczeniu wzmaga kreatywność, networking jest istotny w pracy i tak dalej.

Czy jako bardziej techniczny dział, czy grupa ludzi, którzy muszą się skupiać na zadaniu, mieć ten deep focus, ma więcej jednak benefitów z pracy zdalnej.

Oczywiście przy założeniu, co ty powiedziałeś, że to domowe biuro, jakkolwiek jest zorganizowane, ma rację bytu.

Czyli jeżeli ktoś rzeczywiście wynajmuje pokój na przykład,

Tutaj już bym zadał sobie pytanie i to jest przykład z mojego podwórka.

Wynajmowałem pokój, reszta mieszkania była współdzielona.

Czy to było OK?

Czy to było zdrowe dla mnie, że pracowałem z tego samego miejsca, w którym też spałem, w którym jadłem posiłki, w którym żyłem na co dzień?

Czy gdzie jest ta granica między

Pracą, a gdzie jest mój prywatny czas?

Gdzie jest moje miejsce pracy, a gdzie jest moje miejsce do życia?

Nie ukrywam, że kiedy miałem taki okres w swoim życiu, to to nie było łatwe.

Więc może na tamtym etapie łatwiej byłoby mi jeździć do biura.

Jest to indywidualna kwestia raz jeszcze, chociaż gdybym patrzył holistycznie na ten temat, to uważam, że engineering jako taki powinien mieć wybór pracy zupełnie z domu.

Jak już jesteśmy przy pracy z domu, to jak u Ciebie wygląda takie, wedle Twojego wyobrażenia, takie idealne miejsce pracy w domu?

Jakie elementy muszą być?

Jak to musi działać, żebyś stwierdził tak, to jest moje idealne miejsce pracy z domu?

To jest ciekawe pytanie do mnie skierowane akurat, ponieważ przeszedłem przez wiele etapów w swoim życiu, odkąd praca zdalna stała się elementem naszego życia i zacząłem od kompletnie nieposiadania takiego miejsca do pracy.

Organizuję sobie to miejsce tak jak chcę i może nie jest jeszcze perfekcyjne, ale absolutne minimum to jest posiadanie własnego biurka.

Biurka, które w mojej głowie po prostu jest związane z pracą.

Raczej przy tym biurku nie robię nic innego.

Jeżeli piszę jakiś dokument, jakiś list wysyłam i to jest w moim prywatnym czasie, to robię sobie to przy stole albo siedzę na sofie.

Więc to jest jedna rzecz.

Druga to wygodne krzesło.

Siedzę przy tym biurku przez kilka godzin, więc muszę mieć wygodne krzesło.

Trzecia rzecz to taka higiena rozdziału pracy, czyli staram się wykonywać swoje obowiązki służbowe w godzinach pracy i nie zostawiać nic na wieczór, chociaż mówię, to nie jest idealne rozwiązanie.

Do tego dołożyłbym jeszcze sprzęt.

W moim przypadku jest to jedynie laptop na ten moment, chociaż skłaniam się, to jest mój pierwszy krok do tego, żeby mieć swój pierwszy zewnętrzny monitor, który wiem, bo czasem pracuję z biura, wiem, że bardzo mi ułatwia tę pracę na dzisiaj.

A jak to jest u Ciebie z Twoją pracą z domu?

U mnie to jest bardzo ciekawy temat.

Ja poniekąd pracę zdalną zaczynałem jeszcze przed pandemią, kiedy to jeszcze w ogóle nawet nie było modne.

I już wtedy dowiedziałem się kilku bardzo ważnych rzeczy, czyli np.

Nie miałem dedykowanego miejsca do pracy, stworzyłem je sobie.

Natomiast problem polegał na tym, że moje godziny pracy pokrywały się w dużej mierze z godzinami przebywania domowników w domu.

To małe dzieci i praca w tym samym czasie.

To jest coś, co u mnie nie zadziałało.

To była mordęga po prostu.

W związku z tym rozwiązałem problem w ten sposób, że mam dedykowany lokal do pracy.

Więc moja praca zdalna to jest tak naprawdę praca zdalna, nazwijmy to z dedykowanego miejsca, nazwijmy biura.

Tak, ale to jest tylko biuro, w którym jestem tylko ja.

Nikogo więcej tutaj nie ma.

W związku z tym mam wydzielone, stricte miejsce, w którym mogę pracować.

Do tego wygodne biurko, tzw.

floating desk, czyli takie, które mogę sobie ustawić wysokość taką, jaką potrzebuję.

Nigdy w życiu mi nic bardziej nie denerwowało, jak zbyt niskie biurka.

Ja mam 1,86 m wzrostu, jestem dosyć postawny.

I teraz, jeżeli większość biurek jest robione na 80 parę centymetrów wysokości,

Od podłogi do krawędzi blatu.

To jest to dla mnie stanowczo za nisko.

W związku z tym Flying Desk było pierwszym moim wyborem takim, że to jest to co mi rozwiąże problem wygodnego pracowania.

Drugi temat.

I tutaj porada dla wszystkich.

Krzesła rzędu 300-400 złotych kupowane z hipermarketów czy nawet z salonów meblowych.

Natomiast to jest taki wydatek na zasadzie dzisiaj zaoszczędziłem parę złotych, jutro straciłem, bo musiałem kupić następne krzesło, bo było po prostu rozwalone.

W tej chwili używać się staram krzeseł takich dedykowanych a do pracy biurowej, b do pracy ciągłej i z odpowiednim zapasem wagowym, tak żeby one były

Jakby to nazwać brainstormingową, nie wiem czy jest polski odpowiednik, taką burzę myśli.

Tak, burzę mózgów, że tak naprawdę takim optimum dla człowieka, który zajmuje się gdzieś tam programowaniem, to jest około pięciu monitorów.

Na razie pracuję na trzech.

Planuję dodatkowo zwiększyć tą liczbę monitorów taką do codziennej pracy.

I to jest takie moje idealne biuro.

Mam wrażenie, że stworzyłeś taką trzecią, nie chcę powiedzieć drogę, ale taką trzecie rozwiązanie w kwestii pracy, ponieważ poza pracą z biura i pracą zdalną stworzyłeś system pracy zdalnej z biura, czyli złamałeś system.

Podoba mi się to.

Plus jeszcze, to nie jest tajemnica, bywam w Szczecinie i jak pracuję wtedy ze Szczecina, to mam okazję pracować z Twojego biura i wiem, że ilość monitorów w Twoim wykonaniu to jest takie centrum dowodzenia, więc zawsze podziwiam.

Tutaj nie wiem, czy to już wybrzmiało, ale ja jestem z obozu, pracuję z małego laptopa i tyle, a Ty z kolei Adam jesteś bardziej tym sprzętem otoczony

Ergonomia w Twoim wykonaniu to słowo, które ma olbrzymią moc, ponieważ udowodniasz swoim życiem i swoją pracą, że rzeczywiście potrafisz tak sobie zorganizować miejsce pracy, że Twoja praca przebiega płynnie i wspierasz siebie samego w tej pracy.

Ja troszkę czasem działam przeciwko sobie, jak pracuję z kuchni albo z sofy, ale to już jest może inna historia.

Ale powiem Ci tak, że spokojnie mi też zdarza się pracować faktycznie z domu z domu.

Na przykład jak się gorzej czuję czy coś, to potrafię pracować po prostu całkowicie z domu, nieraz nawet z łóżka nie wyjść po prostu, żeby tylko przebolać tą chorobę jakoś, a jednocześnie nie zawalić gdzieś tam obowiązków, kontraktów i tak dalej.

A jeszcze jeśli chodzi o Centrum Dowodzenia Światem, no to to, co Centrum Dowodzenia Światem faktycznie jest, ale to ze względu chociażby na nagrywany podcast, gdzie dodatkowe monitory są potrzebne.

To prawda, to prawda.

Podcast też rozbudował Twoje biuro, co cieszy oko i naszych słuchaczy, mam nadzieję.

Dosyć płynnie przeszliśmy od takiej pracy zdalnej czy z domu do tego, jak urządzamy sobie biuro w domu.

Wiem, Adam, raz jeszcze, że masz dużą wiedzę w kwestii ergonomii.

Twoimi przemyśleniami na temat tych wszystkich schematów, które można znaleźć w sieci, jak trzymać łokieć, gdzie są jakie kąty, jak się powinno siedzieć przy biurku, żeby to było dla nas bezpieczne.

Bardzo chętnie.

Natomiast zrobię to w formie takiej, co się sprawdziło dla mnie i skąd mam potwierdzenie, że to, co wymyśliłem jest

Nazwijmy to nieszkodliwe, a może i nawet zdrowe.

Więc zacznijmy od tego, w jaki sposób u mnie jest to wszystko poustawiane, a później powiem, jak to się różni w stosunku do tego, co chociażby na szkoleniach BHP Wam prezentują.

No więc jeśli chodzi o wysokość biurka, zazwyczaj jak spojrzycie sobie na te schematy,

To macie takiego człowieczka siedzącego na fotelu gdzie nogi są prostopadle do podłogi.

Siedzenie, siedzisko to na którym się opieramy jest dosłownie na wysokości tak jakbyśmy mieli zgięte nogi do kolana także ta wysokość jest idealnie taki kąt prosty.

Następnie ręce są położone na podłokietnikach dokładnie na takiej wysokości jak nam zwisają ramiona w dół i to wszystko jest gdzieś skierowane w stronę klawiatury.

Dla mnie jest to pozycja strasznie niewygodna, ponieważ gdybym miał tak mieć ustawioną klawiaturę, to to biurko, blat musiałoby być gdzieś na wysokości powiedzmy 60-70 cm nad poziomem ziemi.

Dla mnie jest to niewygodne.

Dodatkowo, jeśli zapewniamy, że siedzimy prosto z głową wyprostowaną, szyją wyprostowaną, taką pozycją wyprostowaną i monitor ma być na wysokości mniej więcej oczu, czyli tak powiedzmy środek monitora plus minus powinien wypadać na wysokości naszych oczu, to przy tak niskim blacie musiałby mieć strasznie wysoką podstawkę do monitora.

To wszystko się nie spina ze sobą.

Dodatkowo, w tych wszystkich diagramach nikt nie wziął pod uwagę, że ten sprzęt ma też jakieś swoje ograniczenia.

Czyli, że monitor ma tylko taką, a taką regulację.

Że na przykład laptop, który jest często podpięty do tego monitora, nie może być nie wiadomo jak ustawiony.

To, że nie wiem, krzesełko ma jakiś tylko konkretny zakres regulacji.

Dla mnie na przykład bardzo ważne jest, żeby krzesełko było bardzo głębokie.

Nie lubię krzesełek, które są płytkie.

Wtedy ja się osobiście męczę.

Więc znalezienie krzesełka, które niby by pozwalało ustawić wszystko tak, jak jest według tych schematów i mi się nie udało, plus to, że pozycja, która jest na tym schemacie, dla mnie ona jest osobiście bardzo niewygodna.

No i teraz, co mnie zainspirowało do tego, jak ja mam trochę poustawiane inaczej.

Wiem, że pewnie dla większości ludzi to co teraz powiem to będzie jakaś herezja.

Ale jeżeli udaliście się kiedykolwiek do gabinetu dentystycznego to ja uważam, że fotel dentystyczny jest jednym z najwygodniejszych foteli jaki kiedykolwiek używałem.

Do tego stopnia, że przez chwilę miałem ochotę znaleźć jakiś fotel dentystyczny i sobie go zamontować jako po prostu fotel do pracy.

Może dlatego, żeby był wygodny, żeby pacjenci nie uciekali?

Może tak.

To, co mnie odstraszyło, to cena, bo nawet używane egzemplarze to było grubo ponad 15 tysięcy złotych.

tak szalony nie jestem, żeby tyle wydać na fotel.

Natomiast zmieniło to trochę moje myślenie o tym, jaka pozycja jest wygodna.

I teraz tak, tak jak wspominałem wcześniej, mam biurko typu fly desk, które mam ustawione bardzo wysoko.

W tej chwili jest to prawie 93 centymetry od poziomu podłogi do końcówki blatu.

Ręce zamiast mieć oparte bezpośrednio na poręczach fotela, mam oparte na blacie.

Blat mam głęboki, w związku z tym komputer stoi bardzo daleko ode mnie oddalony.

Za komputerem stoją jeszcze monitory, tak po lewej, po prawej i tak dalej i na wprost.

I teraz jak ręce mam oparte, to mam na wysokości nieco poniżej barków.

Czyli tak jakbyście wyciągnęli ręce sobie do przodu, oparli je delikatnie o biurko.

W ten sposób mam oparte ręce.

Ta pozycja jest o tyle wygodna, że nie ma czegoś takiego jak cieśnienie nadgarstka, czy jak to się dokładnie nazywa.

Wszystko luźno sobie spoczywa.

Teraz tak.

Sam fotel dentystyczny zazwyczaj jesteśmy pochyleni.

W momencie kiedy ja swoje krzesełko mam, mam też je pochylone mocno do tyłu.

Nie taka pozycja stricte pionowa, tylko taka bardziej odchylona do tyłu.

Dzięki temu, że całymi plecami sobie odpieram się o oparcie, moje plecy odpoczywają w tym momencie.

Są podparte po całej długości.

Przez to, że mam taką pozycję jakby lekko leżącą,

Głowę mam też jakby odchyloną bardziej do tyłu.

W momencie, kiedy tą głowę mam bardziej odchyloną do tyłu, tak jakby prowadzi mi całą linię prostą z plecami i oczy patrzą troszkę do góry.

W związku z tym, że całe biurko mam do góry podniesione, monitory też są relatywnie wysoko, więc jakbym tak normalnie usiadł, to mój wzrok jest tak mniej więcej na wysokości dolnej krawędzi monitora, ale przez to, że siedzę lekko pochylony, głowa sama przez się idzie troszeczkę do góry.

I to mi pozwala na zajęcie wygodnej pozycji, gdzie wszystkie części ciała czuję, że mam dobrze podparte, nic mnie nie boli, nic nie drętwieję.

Mogę w ten sposób pracować wiele godzin.

A dodatkowo, jeśli chodzi o nogi.

To tu jest dla mnie bardzo ważne, że krzesełko musi być na takiej wysokości, żeby mieć niepodkurczone nogi.

Czyli muszą ani nie luźno zwisać z góry, ani nie być zadarte kolana, że są kolana wyżej niż pupa, tylko idealnie tak w miarę na wprost.

A przy moim wzroście nie jest to łatwe.

To wszystko spowodowało, że to biurko musiało pójść do góry.

No i dodatkowo, jak niektórzy używają podnóżków, tak żeby sobie te nogi oprzeć tam, to ja mam normalne zwykłe krzesło, na którym mogę sobie nogi wyprostować i wtedy siedzę sobie tak jakby prawie jak na takim fotelu dentystycznym.

Jak się zmęczę w tej pozycji, to w nogi wracając powrotem na podłogę.

I to jest taki setup, który dla mnie się dobrze sprawdza.

No i ostatnio miałem okazję chodzić na spotkania z fizjoterapeutą, z którym między innymi też dyskutowałem o prawidłowej pozycji pracy.

Mówię, że jak najbardziej to ma ręce i nogi to, co się u mnie dzieje.

Myślę, że nie wiem czy nasi słuchacze w trakcie jak słuchają naszego podcastu robili to co ja.

W momencie jak Adam opowiadał o tym wszystkim sprawdzałem czy moje krzesełko też potrafi takie rzeczy robić, takie czary.

Też potrafię się odchylić do tyłu, mogę mieć prosty kręgosłup, położyć głowę na

Na zagłówku, który mam w krześle i tak naprawdę jest to dosyć wygodna, bardzo wygodna pozycja.

Faktycznie to działa.

Nie mam takich możliwości z biurkiem u siebie, żeby podnieść się do góry i rzeczywiście w takiej pozycji pracować, ale na pewno Adam zainspirowałeś mnie do testów.

Ja może tylko dodam od siebie w tej kwestii, to co powiedziałeś na koniec dla mnie ma też bardzo duże znaczenie, to jest

Te schematy, one są bardzo statyczne.

I ważniejsze od tych wszystkich kątów i ustawień jest

Wygoda i słuchanie swojego ciała i zmiana tej pozycji.

Czyli mój dzień zwykle wygląda tak, że pracując przy biurku, spędzam trochę czasu przy nim, ale moje krzesło jest dosyć elastyczne.

Myślę, że gdybym miał biurko podnoszone, byłoby jeszcze łatwiej ten efekt uzyskać.

Natomiast jestem wielkim zwolennikiem zmiany pozycji.

Dlatego, że nasze ciała są elastyczne, są dynamiczne i te takie skostnienie wydaje mi się, że nie jest dobre, ale to jest tylko moja opinia.

Nawet to biurko stojące.

Był swego czasu trend na biurka stojące i wtedy ludzie zaczęli po prostu tylko używać tych biurek w takiej stojącej postaci.

Uważam, że one są świetne, ale dalej jestem zwolennikiem ruchu.

Zwłaszcza, że tego ruchu nie mamy, dlatego każda zmiana pozycji niejako jest dobra dla naszego zdrowia i moim zdaniem dobra dla naszej pracy też, tej ergonomii, o której dzisiaj opowiadamy.

To jeszcze na koniec może dodam jedną rzecz.

Jak mówiłeś o swoim przesełku, że je testowałeś, to takie pytanie.

Czy jak odchylasz oparcie do tyłu, to czy twoje siedzisko zostaje w tej samej pozycji, czyli jest na płasko, czy też się odchyla razem z oparciem?

Co łączy programistę i fotel dentystyczny?

Czyli o ergonomii w pracy.. Names mentioned, Adam, Radek, BitHappens.

Dlatego ważne jest, żeby znaleźć sobie ttakie krzesełko, które przy odchylaniu do tyłu zachowuje płaską... to siedzisko zachowuje się na płasko.

Nie pamiętam, ten mechanizm chyba się nazywa tilt, że właśnie tylko się odchyla oparcie, a siedzisko zostaje.

Czasami to jest tak, że to siedzisko się trochę odsuwa jeszcze, ale dalej w tej samej płaszczyźnie.

I większość tych porządnych foteli ma możliwość zablokowania tego, czyli można działać albo tak, że się całość odchyla, albo że tylko się oparcie odchyla.

To warto na to zwrócić uwagę, jeżeli komuś to przeszkadza.

Długo szukałem krzesełka, które właśnie nie miałyby tego mechanizmu, tak żeby mógł właśnie mieć tylko odchylić oparcie bez siedziska.

Co do jeszcze innych rzeczy związanych z siedzeniem, to znajomy używał kiedyś klęcznika i bardzo sobie polecał.

Też fajny pomysł.

Jeszcze nawiążę do tego, co powiedziałeś o odchylaniu się, bo jeszcze raz przetestowałem.

Odchyla się, ale nie tak jak oparcie.

Czyli oparcie mi się odchyla o 30 stopni, o 20 stopni, a siedzisko się podnosi leciutko, no nie wiem, o 2-3 stopnie.

Więc widzę ruch, ale to nie jest ten sam ruch, co oparcie.

Więc nie wiem, czy to ma znaczenie.

To tylko kwestia jak ktoś odbiera.

Ja na przykład po prostu nie lubię.

Lubię jak jest siedzisko tak jak było i tylko mi się odchyla oparcia.

Ale to mówię, to jest preferencja, to nie jest jakiś standard czy must have czy coś.

Myślę, że to co jeszcze powiedziałeś na koniec jest bardzo ciekawe, że ttestowałem różnego rodzaju siedzenie przy podłodze.

Są ludzie, którzy preferują siedzenie ze skrzyżowanymi nogami, z wyprostowanymi nogami zupełnie na podłodze.

Ja w wolnym czasie gdzieś staram się praktykować jogę i wiem jak rozciąganie, jak siedzenie na podłodze, jak właśnie ta dynamika ciała, jak ona wpływa pozytywnie na nasze zdrowie, na nasze samopoczucie i siedzenie tak sztywno przez 8 godzin, raz, że jest niemożliwe, a dwa, wydaje mi się, że niedobre dla naszych organizmów, więc...

Sądzę, że to jest duża część tego tematu, który dzisiaj poruszamy, właśnie to jak siedzimy, żeby nie zrobić sobie problemów tu i teraz, ale też na przyszłość.

No to co, czyli możemy podsumować to w ten sposób.

Każdy powinien dobrać sobie takie biurko i takie krzesełko, żeby było mu wygodnie, żeby jego ciało czuło się komfortowo.

Jeżeli możemy coś zmienić w jakimś słabym zakresie, bo nie mamy takiej dużej możliwości przemieszczania, przestawiania, zmieniania parametrów, zróbmy co możemy tym, co mamy.

Tak, żeby poprawić swój komfort pracy.

No i najważniejsze, róbmy sobie przerwy, w których będziemy mogli pochodzić, porozciągać się chwilę, dotlenić i ukrwić nasz organizm.

Ja już chyba się przyznałem, jakim jestem ignorantem w kwestii sprzętu.

Nie mam monitorów obecnie, mam laptopa, na którym pracuję i tu moja opowieść się kończy.

Jednak wiem, że dyskusje o tym, czy lepiej pracować na pececie, czy lepiej pracować na laptopie, czy używać myszki, czy zewnętrznej klawiatury, czy może jakiś trackbali, czy touchpada, to są takie gorące dyskusje.

Używam laptopa z touchpadem.

Adam, czy Ty masz jakieś preferencje albo opinie w tym temacie?

Nie zawsze taką, jakby ktoś inny chciał mieć.

No ale to może tak, jeśli chodzi o laptop czy PC.

Wiele lat temu, 10 i więcej, z 15 lat temu przesiadłem się na laptopa i tak na dobrą sprawę nie widzę sensu posiadania komputera typu PC, który jest duży, nieporęczny, czy nawet jak są te mini PC i tak dalej.

No to jest coś, co jest stacjonarne, jest przywiązane do miejsca.

Ja cenię sobie to, że właśnie pracując zdalnie, mogę pracować z każdego miejsca, w którym w danej chwili jestem.

I nie wiem, jak jadę na przykład do teściowej na tydzień czy na dwa, mogę sobie stamtąd pracować, nie muszę brać wolnego.

Chcę pojechać sobie w góry, biorę ze sobą laptopa, w każdej chwili mogę popracować, mogę poodpoczywać.

Czyli mam ten taki...

Work-life balance trochę zapewniony przez to, że nie jestem uwiązany do miejsca poprzez sprzęt.

Ok, może przez jakiś czas będzie mi się gorzej pracowało bez całego wyposażenia dodatkowego typu monitor i tak dalej.

Natomiast bardzo cenię sobie tą mobilność.

Dodatkowo przez długi czas pracowałem

Bardzo tak z ludźmi blisko mobilnie, robiłem różne serwisy komputerowe, pracowałem też w innych miejscach, gdzie byłem mobilny.

I tak się przyzwyczaiłem do tej mobilności, że tak jak mówię, nie wyobrażam sobie pracy na pececie.

Pecet tak naprawdę dla mnie nie zapewnia nic ponad to, co robi to laptop.

Ja nie gram, nie robię jakichś rzeczy, które wymagają nie wiadomo jakiej mocy obliczeniowej.

Na dobrą sprawę wszystko co potrzebuję w zupełności MacBook mi zapewnia w pełni mocy i jeszcze nawet trochę zapasu.

Więc to jeśli chodzi laptop czy PC.

Taka ciekawostka, kiedyś rozglądałem się za jakąś pracą i odrzuciłem ofertę ze względu na to, że nie proponowali laptopa, tylko stacjonarnej PC w biurze i dodatkowo w tym biurze mieli serwery, które po prostu były tak głośne, że jeżeli miałbym tam pracować, to bym chyba zwariował.

To faktycznie ciekawe, bo dochodzimy do punktu, gdzie jest wręcz nadmiar sprzętu i przykład sprzętu, który przeszkadza wręcz w pracy, czyli jeżeli gdzieś blisko są serwery.

Jestem tutaj z tobą w pełni, jeżeli chodzi o wybór między PC-tem a laptopem.

Tak powiedziałem bardzo szybko, że korzystam z laptopa bez wyjaśnienia, natomiast też sobie cenię to, że mogę pracować z każdego miejsca.

I nie jestem uwiązany do jednego punktu.

Mało tego, naprawdę to lata temu używałem peceta ostatni raz i zapomniałem już, a kto jest tak naprawdę pracować z peceta.

Chyba jedynie gdzie widziałbym sens w posiadaniu peceta to są gry, ponieważ można tak go rozbudować, że rzeczywiście ta gra jest dużo przyjemniejsza i wizualnie atrakcyjniejsza.

Natomiast do pracy to już nierozerwalnie zostaje laptop i nie widzę innego rozwiązania.

Natomiast czy masz doświadczenia z tymi wszystkimi gadżetami, które są dostępne do laptopa?

Czyli mamy myszki, myszki pionowe, trackbale, touchpady.

Bo ja jestem, raz jeszcze, ignorantem tych kwestii.

Może tak.

Jakieś pięć lat temu przesiadłem się na Maca.

I troszeczkę też się zmieniło sposób w jaki pracuję.

No i teraz tak, jak używałem laptopów Windowsowych, tu nie będę się ukrywał, głównie starałem się używać Deli, bo jakoś wyjątkowo ta firma mi podpasowała jeśli chodzi o jakość wykonania, cenę i to co ja oczekiwałem od laptopa, szczególnie te serie biznesowe, to było coś co lubiłem.

Bardzo mi się podobało to, że one w standardzie mogły mieć modem 3G wbudowany w siebie i nie musiałem się martwić, że nie mam gdzieś internetu jak mi był potrzebny i tak dalej.

Natomiast tak długo jak pracowałem na Windowsie, zawsze miałem myszkę.

Jeżeli gdzieś wyruszałem w drogę, zawsze ta myszka była w torbie i pracowałem z myszką.

Nie byłem w stanie pracować na touchpadzie, było to dla mnie coś okropnego.

Okej, w awaryjnych sytuacjach, no nie było tak, że nie, o Jezus, muszę wyjąć myszkę.

Nie, no używałem tego touchpada awaryjnie.

Natomiast nie sprawiał mi on żadnej przyjemności, walczyłem z nim.

Nie wiem, moje palce, chyba już w którymś odcinku kiedyś wspominałem, moje palce mają jakiś problem z tymi wszystkimi dotykowymi rzeczami.

Natomiast od momentu, kiedy przesiadłem się na sprzęt od firmy Apple, ten touchpad, który tam jest, w zupełności mi się sprawdza.

Do tego stopnia, że w tej chwili nie używam żadnej myszki, tylko i wyłącznie gładzik, touchpad, jak to się nazywa.

I jego rozdzielczość jest taka, że jest ok i czułość jest taka, że moje palce zawsze łapią i jestem zadowolony.

Natomiast w historii używania myszek testowałem różne myszki i jeśli ktoś jest w teamie myszka to polecam myszki pionowe.

Odkąd kupiłem sobie myszkę pionową skończyły się wszelkie problemy z nadgarstkami.

Po prostu jak ręką odjął, ręka była zrelaksowana, nie zmęczona, nie napięta, nadgarstki nie bolały.

Polecam gorąco wszystkim myszki pionowe.

To to jeśli chodzi o gadżety, takie typu myszka klawiatura.

A jeśli chodzi o klawiatury.

Jak pracowałem na Windowsie, to do stacji dokującej zawsze była podpięta zewnętrzna klawiatura i zewnętrzna myszka, tak że laptop po prostu wchodził w stację dokującą i gotowe.

W tej chwili korzystam z wbudowanej klawiatury w laptopa.

Przyzwyczaiłem się i jest OK.

To bardzo, bardzo interesujące, co powiedziałeś.

Ja sam kiedyś byłem w teamie myszka, ale nie miałem okazji przetestować pionowej myszki.

Myślę, że fajnie, że powstały jakieś alternatywy.

Sam ostatnio czytałem o klawiaturze.

Co łączy programistę i fotel dentystyczny?

Ona polega na nauczeniu się, żeby z niej skorzystać.

Wymagane jest pewnego rodzaju szkolenie i inwestycja czasu jest bardzo duża, żeby przejść z takiej zwykłej klawiatury.

Nie mówiąc już o tym, że akurat na Macu też używam Maca i też używam touchpada.

Ta bliskość klawiatury i touchpada

To już mam we krwi na ten moment, że jak pracuję z tą klawiaturą i z tym touchpadem, to nawet za bardzo nie myślę o tym, jak to działa.

Więc dlatego też pewnie nie jestem otwarty na te hardware'owe nowinki, jeżeli chodzi o jakieś usprawnienia w pracy.

Wiesz co, to może taki challenge'ik mały dla naszych słuchaczy, tych, którzy jeszcze używają takich zwykłych, fizycznych klawiatur nie wbudowanych w laptopa.

Ogólnie nasze mózgi, żeby długo pozostać sprawne, lubią mieć wyzwania.

No i takim wyzwaniem, które każdy z nas może sobie stworzyć, to jest zmiana układu klawiatury.

Na przykład zamiast klawiatury w układzie QWERTY, czyli że mamy te literki Q, W, E, R, T, Y na klawiaturze, możemy na przykład zrobić sobie klawiaturze w układzie DWORAK.

Gdzie literki są ułożone w ten sposób, że te najczęściej występujące w danym języku są na tym środkowym wierszu, tak żeby jak najmniej ruchów palców trzeba było wykonać, żeby dostać się do tego, co jest często.

I teraz każdy z Was, kto ma taką fizyczną klawiaturę, może tak naprawdę wydłubać sobie te przyciski i poprzekładać je zgodnie z układem klawiatury, na przykład dworak, zmienić sobie w ustawieniach systemowych, że to jest klawiatura typu dworak i na przykład spróbować popisać na takiej klawiaturze.

Wasze mózgi za 20-30 lat będą wdzięczne za taką próbę.

Podoba mi się ten pomysł.

Dajcie znać w komentarzach jak Wam poszło.

No dobra Radek, pogadaliśmy sobie o tym skąd warto pracować, czy z biura, czy zdalnie.

Pogadaliśmy sobie jak wygląda sprzęt, na którym warto pracować.

No i chyba czas poruszyć tą odwieczną wojnę, czyli Windows, Linux czy Mac.

Jak to jest u Ciebie?

Bardzo dobre pytanie.

I jestem człowiekiem, który przeszedł przez te wszystkie systemy, a nawet więcej, bo zacząłem od Amigi i Workbencha.

Natomiast skupmy się może rzeczywiście na tym, co jest dzisiaj dostępne.

I mamy Linuxa, mamy Windowsa, mamy Maca jako te najpopularniejsze opcje.

Pożegnałem się z Windowsem na etapie Windowsa Vista, więc przegapiłem te wszystkie piki popularności, kiedy to chyba siódemka, dziesiątka były bardzo popularne, nie wiem nawet co jest teraz obecnie.

Mam sentyment do systemu, ale nie mam sentymentu do używania go, reinstalacji, kiedy się coś psuło, instalowania sterowników.

Wymagała moja praca wówczas ode mnie tego, żeby mieć łatwy dostęp do powłoki, do łączenia się z serwerami.

Jednak Linux miał pewną przewagę nad tym, nad Windowsem.

I owszem, mam sentyment do tego systemu, natomiast nie tęsknię za nim, ponieważ nie wiem, jak jest obecnie, natomiast w czasach, kiedy ja korzystałem z Ubuntu, to mimo wszystko, że był to ten najbardziej user-friendly system, tak oceniany przez wielu, to dalej dostarczył mi wielu

No trudności i challenge takich, z których nie byłem zadowolony, jak problemy ze sterownikami, jak coś, co nagle przestawało działać po jakiejś aktualizacji i jako desktopowe rozwiązanie.

No i miałem sporo takich uwag, nie mówiąc już o tym, że nie każda aplikacja, która jest łatwo dostępna na Windowsa czy na Maca, była dostępna na Linuxa.

Ale to było 10 lat temu może.

Kiedy przesiadłem się na Maca i akurat ten laptop, jeszcze po małej rewolucji z procesorami M, kompletnie jest dostosowany do moich potrzeb w kwestii pracy programisty.

Jest tam wszystko, czego potrzebuję.

Edytor tekstu, możliwość połączenia się z serwerami, wszystko działa szybko.

Nie mam problemów z tym, żeby coś nie działało po aktualizacji.

Jest to dla mnie krytyczne, ponieważ jeżeli jestem w ciągu dnia albo zaczynam dzień pracy, widzę, że system musi się zaktualizować, planuję sobie tą aktualizację na popołudnie,

Chciałbym mieć wolne popołudnie i na drugi dzień móc pracować, a pamiętam, że z Linuxem czasem było inaczej.

Więc na dziś jestem w teamie macOS i na dziś też nie widzę za bardzo możliwości migracji w żadną ze stron.

Czy ty masz podobnie?

To może ja odpowiem tak troszeczkę standardowo, czyli to zależy.

Tak naprawdę czy Windows, czy Linux, czy Mac to zależy od tego co robimy.

takie gałęzie, w których po prostu nie da się ani na Linuxie, ani na Macu.

Chociażby programowanie niskopoziomowe sterowników.

Z tego co kojarzę mało jest rzeczy pod Linuxa, mało jest rzeczy pod Maca.

Więc jeżeli ktoś się takimi rzeczami zajmuje to chcąc nie chcąc będzie trochę skazany na Windowsa.

Z drugiej strony, jeżeli ktoś często pracuje z serwerami, często gdzieś tam tematy około Linuxowe musi zbierać, no to prawdopodobnie chcąc nie chcąc zostanie na Macu.

Moja osobista teoria jest taka, że ona trochę ewoluowała z czasem, ponieważ pierwotnie ja zacząłem z komputerami mieć przygody jeszcze za czasów DOSa.

Następnie był Windows 95, później 98, 2000, XP, 7, nawet chwilowo zahaczyłem o 10.

Takie wtrącenie może.

Jeśli dobrze pamiętam, 25 października kończy się wsparcie dla Windowsa 10, więc kto jeszcze na nim siedzi, to czas najwyższy jest zaktualizować się do 11, tak żeby dalej mieć te wszystkie łatki bezpieczeństwa itd.

I tu koniec wtrącenia.

Natomiast za każdym razem, kiedy potrzebna była mi maszyna serwerowa, tam bezapelacyjnie wchodził Linux.

I bardzo długo głosiłem teorię, że Windows jest najlepszy na workstationie, a Linux na serwery.

I nawet będąc częścią takiej organizacji, która się nazywała Sluke, czyli

Szczecińska grupa użytkowników Linuxa i UNIXa.

I tak i tak uważałem, że Linux jest świetny, ale tylko na serwerach i na workstacjach się nie da.

I próbowałem z różnymi dystrybucjami, bo i próbowałem Fedorę, i Debian'a, i Ubuntu.

Niestety na desktopa, no, nie zażarły, jak to się mówi.

Zawsze czegoś brakowało, to był problem właśnie ze sterownikami, z tym, z tamtym.

Nie było takiej prostoty i łatwości użycia jak z Windowsem, że po prostu instalowałem, dogrywałem sterowniki, które producent sprzętu dostarczał i problem z głowy.

Na Linuxie trzeba było sobie wymyślić, wyszukać, wynaleźć jak to zainstalować, jak zmusić żeby zadziałało, jak to wszystko ze sobą pogodzić itd.

Od momentu kiedy przesiadłem się na Maca to tak naprawdę i ta część z Linuxa i ta część z Windowsa, w ogóle sterowniki nie znam, nie słyszałem.

Laptopa na dobrą sprawę wyjmujemy z pudełka, klikamy kilka rzeczy typu wybierz język, wybierz to, wybierz tam, to działa, nie dotykam, nie ruszam, wszystko pięknie chodzi.

I to jest taki user experience, który mi się pod tym względem podoba.

Więc w tej chwili, w zależności co robimy, ja bym proponował albo Windows, albo Mac.

Przy czym każdy z tych systemów ma jakieś swoje wady i zalety.

Jeśli ktoś jest bliżej jakichś takich technicznych zawodów typu programista, typu jakiś administrator, coś związane takie bardziej z IT, to myślę, że raczej powinien pójść w stronę Maca.

Tak samo jeśli ktoś jest mocno w obróbkę grafiki, wideo i tego typu rzeczy, również raczej myślę, że pod kątem Maca.

Jeśli chodzi o pracę biurową, tutaj tak naprawdę czy Mac czy Windows nie będzie robiło dużej różnicy.

Obawiam się tylko, że więcej jakiegoś takiego specjalistycznego oprogramowania może być na Windowsa niż na Maca.

Szczególnie tu jeszcze w Polsce nie jest ten system jakoś taki wybitnie popularny, tak jak już chociażby w Stanach Mac jest bardziej popularny niż Windows chyba, jeśli się nie mylę.

Jeśli chodzi za to o moją przesiadkę na Maca, to tutaj taka ciekawostka.

Ja bardzo zwracam uwagę na optymalizację swojego środowiska w kontekście takiego łatwego używania tego środowiska.

I najbardziej mnie zabolała jedna rzecz w momencie, kiedy się przesiadłem z Windowsa, gdzie mogłem łatwo zarządzać okienkami przez skróty klawiaszowe, że mogłem np.

To jest coś, czego jak się przesiadłem na Macu nie było.

I myślałem, że to taki naprawdę prawdziwy łajdak musiał to wymyślić, żeby takie ważne skróty

Co łączy programistę i fotel dentystyczny?

To prawda.

To może jeszcze dodam od siebie, że jeżeli chodzi już o samą, sam software, czy może tak jak ja poprawiam sobie jakość pracy, czy ułatwiam sobie życie, to korzystam bardzo często z Hot Cornersów.

Polega to na tym, że przesuwam kursor w stronę rogu ekranu i wtedy dzieje się jakaś akcja.

I dwie takie, trzy akcje, które mam, z których często korzystam, to jeden róg wylogowuje mnie, włącza mi wygaszacz ekranu, czyli po prostu robię taki gest ręką i odchodzę od laptopa.

Dwa kolejne hot cornery, które bardzo często używam.

Jeden to jest hot corner, który pokazuje mi wszystkie okna aplikacji, które w danej chwili są otwarte.

Czyli jeżeli mam trzy okienka przeglądarki, bo robię trzy różne rzeczy jakoś powiązane ze sobą i chcę się przełączyć między nimi.

Ale mam tam mnóstwo innych aplikacji otwartych.

To jeżeli przesunę w górny lewy róg ekranu, to widzę tylko te trzy okienka, więc łatwo mi jest wybrać tam, gdzie chcę przejść.

No i lewy dolny róg ekranu to pokazuje wszystkie swoje otwarte okienka.

To najczęściej wtedy, kiedy nie mam ich dużo otwartych, chcę się szybko przełączyć między

Co łączy programistę i fotel dentystyczny?

Generalnie idea jest taka, aby kiedy kopiujemy i wklejamy coś między programami na przykład albo z jednego miejsca w Wordzie w inne miejsce w Wordzie i mamy tych operacji więcej kopiuj wklej albo kopiujemy i wklejamy różne rzeczy to czasem jest tak, że

Minutę temu coś skopiowaliśmy i musimy to skopiować jeszcze raz.

I żeby ułatwić sobie życie w takich scenariuszach, Clippy przychodzi z pomocą.

To jest taki menadżer schowka, który polega na tym, że on zapamiętuje x skopiowanych ostatnio wartości.

Czyli jeżeli z jakiegoś powodu muszę wkleić swój adres e-mail w kilka okien formularza, to mogę sobie go skopiować, Clippy to zapamięta i później w takim menu kontekstowym mam zdefiniowany skrót klawiszowy, Command-E, wyświetla mi się menu, z którego wybieram kilka ostatnich pozycji i z tych pozycji wybieram to, co kiedyś już kopiowałem.

Bardzo, bardzo przydatna funkcja i ułatwiająca życie.

Czy ty masz takie, w kwestii software'u, masz takie porady, sztuczki, które pomagają ci na co dzień?

Sporo takich mam.

Też używam Clipy, tylko u mnie Clipy jest Control Command V, żeby było blisko do tego skrótu standardowego wklejania.

Dla tych osób, które nie są na Macach, na Windowsie jest natywnie coś takiego jak multischowek.

Trzeba to tylko włączyć, jeśli dobrze pamiętam.

I warto z czegoś takiego skorzystać, bo to się przydaje.

Natomiast dla mnie największym tipem, jaki mogę komuś dać, to jest nauczenie się skrótów klawiszowych.

Różnych skrótów klawiszowych w różnych programach.

Żeby było śmieszniej, większość skrótów klawiszowych jest podobna, a jak nie taka sama w programach, bo między systemami operacyjnymi jest dużo skrótów klawiszowych, które są dokładnie takie same.

bardzo często

Obserwowałem, że dużo ludzi, żeby coś skopiować i wkleić, to zaznacza to, co chce skopiować, następnie wchodzi tam plik, edycja, w zależności jaki tam system, kopiuj, później w miejsce docelowe się przyklikują, edycja, wklej, a tak naprawdę...

Można to zrobić bardzo prostym skrótem klawiszowym, czyli na Windowsie Ctrl C to jest kopiuj, Ctrl V to jest wklej.

Na Linuxie Ctrl C tak jak na Windowsie i Ctrl V tak jak na Windowsie.

Znacząco umiejętność korzystania ze skrótów klawiszowych pomaga.

I tak na przykład, nie wiem, bardzo często Ctrl-S czy tam Command-S to jest zapisz.

Te skróty klawiszowe często nie są przypadkowe, tylko na przykład są wzięte od pierwszych literek słów po angielsku, które te operacje oznaczają.

Na przykład Command-S to jest od save.

Ctrl-O albo Command-O, czyli otwórz, od open.

I w ten sposób można sobie łatwo zapamiętać skróty klawiszowe, które są dosyć uniwersalne, a znacząco przyśpieszają pracę z programem.

Nie trzeba tyle klikać, nie trzeba odrywać rąk od klawiatury.

Można po prostu większość rzeczy zrobić z poziomu klawiatury.

Radek, jak już jesteśmy przy temacie software'u czy Windows czy Linux czy Mac, to ja chciałbym jeszcze poruszyć jeden temat, który uważam za dosyć ważny w aspekcie ergonomii pracy, ale w kontekście tego, co mamy na ekranie.

I to ttrochę wytłumaczy, dlaczego jestem takim zwolennikiem zewnętrznych monitorów i to w dużej ilości.

Chodzi mi o układ okien, o wirtualne pulpity itd.

Osobiście uważam, że najbardziej wydajnie pracujemy wtedy, kiedy cały kontekst naszej pracy mamy na wierzchu.

Wszystko, co jest nam w danej chwili potrzebne w pracy, mamy na wierzchu, mamy widoczne.

To jest trochę tak, jakbyś pracował normalnie na zwykłej kartce papieru.

Łatwiej robić na przykład notatki, jeżeli źródło, z którego robisz, to notatki masz obok, tak?

Nie wiem, powiedzmy jakąś książkę i sobie teraz robisz notatkę z tej książki.

W momencie kiedyś, nie wiem, musiałbyś za każdym razem, kiedy chcesz sobie zapisać coś, musiałbyś wyjść z tej biblioteki, pójść do, nie wiem, sklepu papierniczego, tam sobie coś zapisać w zeszycie, wrócić z powrotem do biblioteki, znowu wziąć tę książkę, przeczytać kawałek i tak cały czas chodzić w te i we w te, no to według mnie jest to bardzo nieefektywne.

Myślę, że możemy nawet uprosić ten przykład.

Wyobraź sobie, że robisz notatkę i kartkę, na której robisz notatkę, kładziesz na książkę, z której robisz notatkę.

I za każdym razem zakrywasz sobie coś, z czego korzystać, żeby tę notatkę zrobić.

Dużo łatwiej jest, wiemy jak działają biurka, położyć książkę obok, masz zeszyt i po prostu sobie notujesz.

Więc twoja analogia z wieloma monitorami to jest de facto

Odwzorowanie tego, jak działamy w świecie rzeczywistym, z biurkiem.

Mamy kilka książek, kilka notatek i sobie organizujemy naszą pracę na biurku.

Tak samo ty organizujesz swoją pracę w postaci wielu monitorów.

I do tego właśnie chciałem nawiązać, że to wynika właśnie z tego, że lubię mieć duży kontekst tego, co robię.

Może tak, żeby dla tych osób, które nie są związane z programowaniem.

Programowanie to nie jest tak, że mamy jeden plik, który jest otwarty i wszystko w jednym miejscu piszemy.

Zazwyczaj oprogramowanie jest podzielone na różne mniejsze pliczki.

Każdy z tych pliczków jest za coś odpowiedzialny.

I jak się coś programuje, to zazwyczaj kilka miejsc naraz musi ze sobą współgrać.

Czyli potrzebujemy mieć otwarte kilka plików, gdzie różne elementy naszego oprogramowania rozmieszczamy w różnych miejscach.

I teraz, gdybym miał pracować na jednym ekranie,

To jest to znacznie utrudnione.

Dodatkowo, tak jak wspominałem już wcześniej, jestem zwolennikiem pracy na laptopie.

Laptop, żeby był wygodnym laptopem nie może być znowuż zbyt duży.

Bo gdyby laptop miał 30 parę cali, to ciężko byłoby go ze sobą nosić.

Dlatego powiedzmy laptop dla mnie na przykład optymalny to jest taki w okolicach 14 cali, ale uwzględniam to, że ja zawsze pracuję przy zewnętrznych monitorach, w związku z tym to, że jest tam 14 calowy monitor niespecjalnie mi przeszkadza, a wbrew pozorom jest nawet zaletą.

No ale jak sobie poradzić w sytuacji, w której nie mamy dostępu do zewnętrznego monitora?

Tutaj przychodzą z pomocą rzeczy takie jak wirtualne pulpity, czyli tak jakbyśmy sobie wyobrazili, że mamy podstawowy ten pulpit, ale w każdej chwili możemy zmienić sobie na dowolnie inny pulpit, na którym mamy inny zestaw rzeczy, które są otwarte.

I tak na przykład możemy mieć na jednym wirtualnym pulpicie otworzoną przeglądarkę, na drugim wirtualnym pulpicie możemy mieć na przykład konsolę otwartą, a na trzecim na przykład aplikację do kodowania, jakieś nasze IDE.

I w ten sposób, zamiast przełączać się między okienkami, możemy prostym gestem przełączać się pomiędzy pulpitami, gdzie to okno zajmuje cały obszar jaki mamy na monitorze.

Jest nam łatwiej dzięki temu pracować.

A jak u Ciebie to wygląda?

Ja już zdradziłem swoją ignorancję w tym temacie.

Aktualnie pracuję tylko z jednym ekranem w postaci mojego laptopa, ekranu laptopa.

Natomiast jestem blisko zmian, ponieważ doceniam też właśnie to, co powiedziałeś, pracę w kontekście.

Czyli żeby więcej było widać na dzień dobry, jak piszę kolejną linię kodu albo rozwiązuję jakiś problem, jakiś troubleshooting, to wtedy

Mam więcej tych źródeł informacji, z których mogę korzystać bez konieczności ciągłego przełączania się między oknami, więc jak najbardziej to doceniam i małymi krokami, ale też wykonuję jakieś zmiany w swoim życiu.

O czym chciałbym wspomnieć, to to co ty powiedziałeś Adam o tym, że my jako programiści nie pracujemy na jednym pliku.

Tam jest mnóstwo plików, które musimy posprawdzać, w których w danej chwili nasz mózg jest zaangażowany.

To dla tych, którzy być może nie mieli okazji, gorąco zapraszam do odsłuchania odcinka sierpniowego naszego podcastu, w którym między innymi to zagadnienie wytłumaczyliśmy w temacie jawności intencji w kodzie, jak właśnie wiele plików mają różne role i dlaczego my pracujemy na wielu plikach.

To tylko taki może jeszcze wtt na koniec tego bloku tematycznego.

Radek, tak w sumie przez naszą rozmowę przewijało się kilka razy, że...

Używamy Maca, dlatego że pracujemy w terminalu, w ogóle używamy aplikacji terminalowych.

No i tak przypomniała mi się taka trochę odwieczna wojna środowiskowa z pytaniem, czy lepiej klikać, czy lepiej pisać.

Czyli czy lepiej klikać myszką gdzieś tam po GUI, czy lepiej umieć wszystko, te magiczne takie wiecie, komendy i tak dalej, że wszystko się dzieje od pisania.

Jak to jest u Ciebie?

Jak według Ciebie jest łatwiej, lepiej, wygodniej?

Dziękuję Ci za to pytanie, bo uważam, że jest bardzo ważne w naszej branży, ale też może chciałbym jednak słowo wstępu tutaj dodać.

To jest tak, brzmi enigmatycznie, nawiązując do poprzedniego odcinka.

Natomiast chodzi o to, że niektóre rzeczy można w naszej branży wykonać dwojako.

Albo poprzez interfejs graficzny, czyli to GUI,

Tak jak mamy np.

pulpit, widać ikony, możemy tworzyć nowe foldery, możemy w tych folderach tworzyć nowe pliki albo przenosić pliki z jednego folderu do innego.

Więc pulpit jest taką wizualizacją tego, co jest na dysku zapisane.

Programiści, administratorzy, ludzie z branży IT ogólnie mają też możliwość zarządzania tym poprzez czarne okienko, czyli terminal, w którym można wykonać jakieś komendy, które są te same co na pulpicie, ale zamiast wykonywać gesty myszką, piszemy komendy w tym terminalu.

Radek, ja bym tu dodał jedną rzecz, że nie tylko osoby z branży IT, nie tylko programiści czy administratorzy, tylko każdy ma możliwość skorzystania z tego magicznego czarnego okienka i tak naprawdę ja osobiście gorąco zalecam do tego, żeby się z tym okienkiem zapoznać i żeby je odczarować trochę, że nie jest takie magiczne i nie wiadomo o co chodzi.

Rzeczywiście nasze zawody bardziej z tego korzystają, ale każdy z tego może korzystać.

Jak najbardziej słuszna uwaga, dzięki za to.

I teraz, skoro już wiemy, że mamy dwie możliwości wykonywania swojej pracy, dwa sposoby na to, to może cię zaskoczę, ale według mnie to zależy.

Bo jest dobra, bo pasuje.

Jeżeli szukam przepisu na parzy brodę, no to raczej skorzystam z przeglądarki.

Wejdę sobie w Google czy w coś innego i tam sobie znajdę ten przepis.

Dla ludzi, którzy nie wiedzą, parzy broda to jest taka regionalna polska potrawa charakterystyczna dla Kielecczyzny.

Czemu miałbym korzystać z linksa?

Jest taka komenda w linii comment, links, która daje ci dostęp do przeglądarki w terminalu, czyli wszystko jest tekstowe.

Mógłbym, ale wygodniej jest skorzystać z przeglądarki.

Natomiast są pewne operacje, które wygodniej jest mi wykonać z poziomu linii comment albo po prostu nie mogę ich wykonać z poziomu przeglądarki, chociaż i tu zdarzają się wyjątki.

Może za chwilę opowiem o wyjątku.

Natomiast podsumowując.

To zależy.

Jestem wielkim fanem linii comment, ponieważ daje mi większe zrozumienie, jak coś działa.

I tutaj świetnym przykładem jest Git, którym można zarządzać z poziomu przeglądarki.

Nie wszystko da się wykonać z poziomu przeglądarki.

I teraz jeżeli pracuję z poziomu linii comment z Gitem,

Mam wrażenie, że buduję sobie większą wiedzę na temat tego narzędzia i w chwilach kryzysu albo jakichś nieprzewidzianych przez przeglądarkę scenariuszy, które muszę wykonać, jestem gotowy do pracy z tym gitem z linii comment.

Ten próg wejścia już jest niższy, nawet jeżeli robię coś nowego, bo mniej więcej wiem, jak to działa.

A ty w którym obozie jesteś Adam?

Już trochę zdradziłem, że ukradłeś mi odpowiedź, że to zależy.

Tak, zależy od programu w jakim pracuję.

muszę pracować w Excelu czy w Wordzie, to raczej chcąc nie chcąc jestem trochę skazany na klikanie.

Chociaż, chociażby w Excelu używam bardzo dużo różnych skrótów klawiaturowych, bo jest mi np.

szybciej i łatwiej niż przez klikanie.

Chociażby może komuś się przyda taka podpowiedź.

W Excelu, jeżeli chcecie wpisywać coś do komórki, to po prostu, w sensie chcielibyście edytować treść, która już jest tam wpisana, to po prostu możecie nacisnąć F2 i automatycznie jesteście w trybie edycji w tej komórce.

Czyli nie musicie kliknąć myszką gdzieś tam w to pole, w którym się normalnie wpisuje, żeby coś poedytować.

Możecie to zrobić szybciej, bez odrywania rąk od klawiatury.

Albo jeżeli chcecie szybko coś skopiować z komórki u góry do komórki na dole, Ctrl D czy Command D, w zależności od tego, na jakim systemie jesteście, też znacznie szybciej i łatwiej to zrobić, niż tam kopiuj, wklej, przesuń się i tak dalej.

Więc wszystko zależy od tego, czego używacie.

Ttak jak Radek uważam, że konsola jest świetna i wręcz czasami niezastąpiona do różnych rzeczy.

I tutaj nawet nawiążę też do Gita.

Mimo tego, że jest dużo klientów gita dostępnych, to tylko terminalowa wersja to jest coś co rozumiem i umiem użyć.

Tych wszystkich GUI wersji, gubię się w tym, nie rozumiem co tam się dzieje, nie jestem pewien i przez to się tego boję.

To mam jakby dwie rzeczy jeszcze do dodania w tym temacie.

Pierwsza to, co powiedziałeś o skrótach klawiszowych.

Skoro jesteśmy w temacie terminali, nie wiem czy tak jest wszędzie, ale iTerm2, taki popularny dosyć na Macu terminal, ma bardzo fajny skrót klawiszowy Command-Shift-E, który pozwala Ci na synchronizację komend między tymi samymi zakładkami w tym samym oknie.

Czyli jeżeli mam okno terminala i potwieram 10 zakładek, albo podzielę ekran terminala na 10 części, bo ttak można zrobić, to po wciśnięciu Command-Shift-I każda litera, którą wprowadzę na klawiaturę, czy wszystko co wkleję przez Ctrl-V zostanie wykonane na wszystkich 10 zakładkach, albo 10 podziałkach okna.

To jest bardzo pomocne, bo automatyzuje manualną pracę wtedy, kiedy na przykład łączymy się do 10 serwerów i chcemy na tych 10 serwerach wykonać tę samą operację.

Albo chcemy przeglądać logi z tych 10 serwerów jednocześnie.

Możemy to zrobić właśnie w taki sposób.

To jest może taka ciekawostka w kwestii skrótów klawiszowych.

I jeszcze jedna ciekawostka a propos GIT-a.

Ostatnio miałem przykład, gdzie GIT w GUI uratował mnie, a terminal nie mógł.

Miałem problem z wykonaniem patcha, backportu patcha do jakiejś wersji oprogramowania i kiedy robiłem to w terminalu, miałem problem ze znakami końca linii.

Prawdopodobnie, nie zbadałem tematu do końca, ale repozytorium, czy może plik, który został wysłany do repozytorium, może był napisany na Windowsie, u mnie na Macu.

Za każdym razem, jak zmieniałem tylko dwie linie w tym pliku, Git traktował to jako zmianę w całym pliku, ponieważ znaki końca linii się nie zgadzały.

I próbowałem różnych możliwości z konwersją, z ignorowaniem tych znaków końca linii, różnych ustawień, niestety poległem.

Spędziłem 10 minut na to, żeby znaleźć rozwiązanie na ten problem, przy czym zmiana, którą robiłem była tak trywialna, że 10 minut poświęcone na tą zmianę to już był zmarnowany czas.

Więc tutaj pomogło mi GUI.

Pomyślałem, jak mogę to rozwiązać inaczej, nie angażując się za bardzo w rozwiązanie problemu znaków końca linii.

Bo absolutnie nie był to mój cel.

Moim celem była po prostu zmiana dwóch linii w pliku, który już istniał w repozytorium.

Wszedłem w GUI przez stronę Githuba.

No to podsumujmy może to co się dzisiaj dowiedzieliśmy z naszego odcinka.

Czyli to zależy czy lepiej pracować z biura czy zdalnie.

To zależy czy lepiej mieć peceta czy laptopa.

To zależy od tego co robimy czy będziemy robić to na Windowsie, Linuxie czy Macu.

No ale to co nie zależy tylko każdy warto żeby w to zainwestował to poznanie skrótów klawiszowych.

Bardzo fajne podsumowanie i myślę, że to był jeden z Twoich ulubionych odcinków, bo na wszystko odpowiedzią była Twoja ulubiona odpowiedź, mam wrażenie.

To zależy.

Ok, to jeszcze chciałbym tylko dodać, że tak jak uprzedzaliśmy na początku, zarówno ja, jak i Adam mieliśmy bardzo trudne zadanie w tym odcinku.

W sposób jak najbardziej naturalny.

Jeżeli sądzicie, że Adam wykonał to zadanie lepiej, wyślijcie smsa na numer oczywiścieżartuje.

Skomentujcie nasz odcinek na YouTubie i dajcie nam znać, który sposób wplecenia słowa wydawał wam się bardziej oryginalny albo bardziej naturalny.

Czekamy na wasze komentarze i do usłyszenia w następnym odcinku.

W historii używania myszek testowałem różne myszki i jeśli ktoś jest w teamie myszka to polecam myszki pionowe.

To wszystko bardzo interesujące, co mówisz.

Ja sam kiedyś byłem w teamie Myszka.

Nie, jest ok.

To bardzo, bardzo interesujące co powiedziałeś.

Ja sam kiedyś byłem w teamie Myszka.