Mentionsy

8:10
8:10
13.03.2026 05:21

Rafał Górski. Dziennikarstwo zza biurka jest nieuczciwe

Zagląda pod dywan. Ma zasadę, że z bohaterami swoich tekstów się nie spoufala. Gdy nazywają go panem redaktorem, włącza mu się czerwona lampka. O narodowości sprawców przestępstw, które opisuje, pisze wprost. Na krytykę tej praktyki odpowiada prostym kontrargumentem. 

 O swoim dziennikarstwie, wymagającym wchodzenia w ciemne uliczki, meliny i miejsca, które trochę na przekór logiki nazywamy nieciekawymi, opowiada Rafał Górski, reporter warszawskiego wydania „Gazety Wyborczej” Na podcast o dziennikarstwie zaprasza Aleksandra Sobczak. Nowe odcinki w każdy piątek!

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 9 wyników dla "Mieszka"

I tam jakby doszło do tego, że osoba, która jest w Cigana Czerwoną, to w Interpolu, mieszka w Polsce, jest białorusinem, który oszukał ludzi na abstrakcyjne kwoty, przyjeżdża do Polski, otworzył knajpę w Wilanowie.

W jej mieście, w którym mieszkała, bomby spadły w momencie, w którym ona stamtąd uciekała.

I dowiedziała się, że tak naprawdę to już jest koniec, że... A to jest starsza kobieta schorowana, która miała tej rentę, a jej wnuczka opłacała de facto mieszkanie ze swoich niskich zarobków, bo ona zarabiała najniższą krajową.

Miała trójkę dzieci, jedno z pierwszym mężem, które było niepełnosprawne i wynajęła temu dla tego dziecka mieszkanie w Ostrołęce i zamknęła tego chłopca w środku.

I pamiętam jak tam, jak pojechałem do Ostrołęki i zacząłem szukać tego mieszkania, to chodziłem po prostu po Ostrołęce i pytałem ludzi, czy słyszeli o czymś.

I siedziałem sobie w parku na ławce i zastanawiałem się nad tymi sanitariuszami i zacząłem myśleć o tym, czy ja kogoś znam, kto mieszka w Ostrołęce kiedykolwiek.

Mieszka.

Ale potem rozmawiając z taksówkarzami z Gruzji, przestało mnie to dziwić, ponieważ robiłem też taką serię tekstów dotyczącą hosteli pracowniczych tak zwanych, gdzie mieszkańcy słynnej Zatoki Czerwonych Świń, w której kiedyś PRL-owcy dygnitarzy mieszkali, do dzisiaj mieszkają w zasadzie.

Na styku Wilanowa i Mokotowa strasznie się burzyli, że w jednym z budynków został otwarty hostel dla ludzi ze wschodów, którzy w większości mieszkali w Gruzinie i Azerowie jeżdżący na taksówkach na aplikacje.