Mentionsy
Jak w Polsce handluje się podpisami pod projektami architektonicznymi
Maria Korcz, autorka tekstu na Wyborcza.biz "Ujawniamy: tak się załatwia pozwolenia budowlane w Polsce. 'Pytał tylko, czy Tadziu jeszcze żyje'" (https://wyborcza.biz/biznes/7,147758,30748515,podpisywacze-to-tajemnica-poliszynela-w-architekturze-a-przez.html), opowiada Katarzynie Bieleckiej o bulwersującym procederze lewych pozwoleń budowlanych i o tym, jakie niebezpieczeństwa on generuje. Więcej podcastów na: https://wyborcza.pl/podcast. Piszcie do nas w każdej sprawie na: [email protected].
Szukaj w treści odcinka
Jak w Polsce handluje się podpisami pod projektami architektonicznymi.
Rozmawiamy dzisiaj o tym, jak się handluje podpisami architektów i pretekstem do tej rozmowy jest tekst, który napisałaś, Maria, na temat właśnie tego zjawiska.
na masie i tak było tym razem, bo pewnie pamiętasz, Kasia, jakiś czas temu gadałyśmy też tutaj w podcaście o praktykach studenckich w architekturze i właśnie od tego się zaczęło, że opisałam historię studentów, którzy pracują niemalże jak ich inni koledzy z biura z uprawnieniami, ale nie dostają wynagrodzenia za te prace, na której firmy, w których mają praktyki, zarabiają.
To uporządkujmy teraz trochę pojęcia, bo ja powiedziałam o handlowaniu podpisami, ty powiedziałaś o uprawnieniach.
czy to miasto chce postawić nową szkołę, czy jakiś inny samorząd, nie wiem, wybudować nową drogę, potrzebujemy projektanta, który przygotuje projekt i go podpisze.
I ty rozmawiałaś z osobami, które i sprzedają swoje podpisy, i też z osobami, które mają na przykład jakiś projekt już zrobiony przez kogoś tam, powiedzmy przez studentki architektury, czy studentów, czy przez jakieś inne osoby, no i po prostu szukają kogoś, kto im to, no powiedzmy, klepnie, tak?
To znaczy, chcesz mieć na coś recepty i po prostu szukasz osoby, która Ci coś takiego właśnie podpisze.
No i Ty byłaś na przykład na grupach facebookowych, na których to jest taka normalna rzecz, że szuka się kogoś, kto Ci podpisze.
Bo z tych moich obserwacji wynika, że to się trochę powoli zmienia i mam nadzieję, że jak zaczniemy o tym mówić i pisać, to to w ogóle będzie inaczej.
Takie mamy też historie w tekście, na przykład pani, która została mamą i już nigdy nie podeszła do egzaminu, ale projektuje, a ktoś inny to podpisuje.
No ale to są naprawdę bardzo różne przypadki, bardzo różne historie i cieszę się, bo mam wrażenie, że właśnie te wszystkie odcienie tego problemu udało się w tym tekście opisać.
piszą te projekty, te wnioski, no i ktoś potem, bardziej doświadczony, kto ma te uprawnienia, sprawdza, czy wszystko tam się zgadza i podpisuje się pod tym, że tak, on to sprawdził i jakby ręczy za ten projekt swoim nazwiskiem, ale jak rozumiem tutaj...
a czy istniałaby jakieś takie proste rozwiązanie, które by się tutaj mogło sprawdzić, no bo myślę cały czas tą analogią do recept, no i wiemy, że dużym problemem są te receptomaty, czyli takie strony, gdzie można po prostu zapłacić, nawet się nie widzi, nie konsultuje się z lekarzem i lekarz, lekarka po prostu podpisują ci te recepty, no ale to...
bo po pierwsze prawo budowlane często się zmienia i my mieliśmy taką zmianę na przykład dwa lata temu, która w sumie ten proceder jeszcze bardziej wzmocniła, no bo od dwóch lat, ponad dwóch lat jest tak, że przepraszam, już nawet trzech jest tak, że nie musisz już mieć na przykład podpisów konstruktorów czy instalatorów na etapie dostawania pozwolenia na budowę, więc właściwie no wszystko jest w tych rękach architekta i...
No więc tutaj by się musiały być może zmienić te przepisy w jakiś sposób.
Ty zwracałaś się do różnych instytucji z prośbą o odpowiedź na pytanie, czy nie wzbudziło niczyich podejrzeń, że jeden architekt jest w stanie podpisać
powiedzmy wyższych szczeblach tej hierarchii, której już sam podpis coś znaczy.
Chociaż to tutaj akurat jest trochę inaczej, dlatego że to nie jest znowu tak, że ci architekci, którzy podpisują, jakoś wiele cen na tym zarabiają.
Bo ja pokazuję też w tekście ten cennik architekta, który przeprowadza osobiście projekt od jakby samej koncepcji do momentu oddania budynku do użytku, kontra ile się zarabia za ten podpis.
jest no nieporównywalna, absolutnie nieporównywalna, więc wcale się na tych podpisach nie zarabia kokosów i to między innymi bulwersuje część architektów, bo to jakby dewaluuje zawód, dewaluuje ceny, że no można po prostu, nie chcę powiedzieć, że za grosze, bo to jest bardzo względna kwestia, ale że za nieduże pieniądze po prostu można dostać ten podpis i składać wniosek o pozwolenie na budowę.
Oczywiście architekci mają też swoje argumenty, no bo im nie zależy na tym, żeby ich praca była... No po prostu ci podpisywacze zbijają trochę ceny ich pracy, prawda?
Czyli jeżeli możesz sobie załatwić taki podpis za kilkaset złotych, no to po co płacić komuś po kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy za projekt?
W zasadzie dlaczego, skoro te podpisy wcale nie są jakąś niesamowicie intratnym źródłem pieniędzy, źródłem dochodu, dlaczego w zasadzie ktoś się na to godzi, żeby tak dewaluować ten swój podpis?
Bardzo dziękuję za rozmowę i polecam jeszcze raz tekst Marii Korcz na Wyborczej PiS.
Ostatnie odcinki
-
Co Fenicjanie mówią o współczesnym Libanie
23.02.2026 05:00
-
Szpieg w MON. Ppłk rez. Maciej Korowaj: Nie mam...
21.02.2026 05:00
-
Sławek Kamiński o kulisach pracy fotoreportera
20.02.2026 05:00
-
Montownia czy industrialny hub? Jak wygląda pol...
19.02.2026 05:00
-
Tak PiS i Karol Nawrocki igrają z naszym bezpie...
18.02.2026 05:00
-
Co dalej z NATO po konferencji w Monachium
17.02.2026 05:00
-
Benzodiazepiny. Uzależnienie zaczyna się u lekarza
16.02.2026 05:00
-
Rosyjscy sportowcy może i są przeciwko wojnie, ...
14.02.2026 05:00
-
Dlaczego uwaga to dziś towar deficytowy?
13.02.2026 05:00
-
„Przekształcamy rocznie kilka tysięcy umów”. Sz...
12.02.2026 05:00