Mentionsy

8:10
8:10
31.07.2024 04:00

Czy Kamala Harris będzie prezydentką Stanów Zjednoczonych?

Roman Imielski, I zastępca redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej", rozmawia z Maciejem Czarneckim, dziennikarzem "Wyborczej" specjalizującym się w polityce amerykańskiej, o tym, czy Kamala Harris ma szansę na prezydenturę. Więcej podcastów na: https://wyborcza.pl/podcast. Piszcie do nas w każdej sprawie na: [email protected].

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 49 wyników dla "Trump"

Jeszcze w zasadzie 2-3 tygodnie temu Donald Trump był zdecydowanie na fali, miał wiatr w żagle.

Po serii bardzo korzystnych wyroków Sądu Najwyższego dla Donalda Trumpa, były prezydent absolutnie robił się, co tu dużo mówić, faworytem do wygrania tych wyborów.

Czyli może odziedziczyć te pieniądze, chociaż Trumpiści próbowali przekonywać, że nie może i składali tam różne protesty.

Biden dalej prowadził z Donaldem Trumpem, ale sondaże wskazywały, że ta różnica jest mniejsza niż w 2020 roku.

Przykładowo jeden z najnowszych sondaży, bodajże to Ipsosa, wskazuje na to, że Kamala w zasadzie odbudowała poziom jego poparcia, różnicę, przewagę nad Trumpem, jeśli chodzi o najmłodszych wyborców.

Dokładnie taką przewagę 20-punktową miał Joe Biden nad Donaldem Trumpem w tej grupie w 2020 roku.

Vance'a, kandydata u boku Trumpa na wiceprezydenta.

I w pasie słońca sondaże pokazują, że Trump prowadził z Bidenem dość wyraźnie.

Teraz te sondaże się zmieniły o tyle, że w zasadzie w pasierdzy jest remis pomiędzy Kamalą Harris a Donaldem Trumpem.

Ja byłem w Arizonie kilka miesięcy temu, rozmawiałem tam z wyborcami i Trumpa i Bidena.

A czy myślisz, że jednak republikanie ostatnio zdecydują się na kolejną debatę, tym razem z Kamalą Harris, bo ta debata była zaplanowana na wrzesień, ale oczywiście miała to być debata Donald Trump, Joe Biden i między innymi republikanie, o czym wspomniałeś, mieli grać, że zobaczcie, tu z jednej strony nasz kandydat, co prawda już troszkę w podeszłym wieku, ale ciągle z dużym wigorem, energią, a tutaj tak zwany Sleepy Joe, jak go określali.

I teraz sztab Trumpa mówi, okej, to miał być Joe Biden, sytuacja się trochę zmieniła, na razie jesteśmy trochę na nie, jeśli chodzi o tę debatę.

Tak, druga debata miała być zdaje się w ABC News, zobaczymy czy tak zostanie, ale nie mam wątpliwości, że jakaś debata czy debaty pomiędzy Donaldem Trumpem a Kamalą Harris się odbędą, bo gdyby republikanie to zablokowali, to strzeliliby sobie samobója, naraziliby się na zarzuty, zresztą uzasadnione zapewne.

że boją się Kamali Harris, że boją się takiego pojedynku, więc myślę, że Trump absolutnie nie ma wyboru i będzie musiał stawić czoła kandydatce demokratów.

Natomiast ja nie wiem, czy to akurat będzie najważniejsze, bo znaczna część elektoratu już jest z góry, jakby ma ustalone poglądy na ten temat, na procesy Donalda Trumpa.

Są oczywiście te dwie przeciwstawne narracje, że to jest pociąganie do odpowiedzialności byłego prezydenta albo polowanie na czarownicę, tak jak Trump to przekonuje i co tu dużo mówić, udało mu się przekonać dużą część republikańskiej bazy do tego,

to też jeszcze do niedawna mogliśmy się zastanawiać, przed tym, zanim Hillary Clinton przetarła szlaki, mimo że przegrała w 2016 roku z Donaldem Trumpem, mogliśmy się zastanawiać, czy Ameryka jest gotowa na prezydentkę.

Trump i po tej decyzji Sądu Najwyższego, kiedy dzisiaj mają przewagę nominaci, konserwatywni nominaci Donalda Trumpa z tej jego prezydentury, zdecydował, że właściwie tutaj powinien decydować Stany.

I tak też w tym kierunku idzie Donald Trump.

Co jednocześnie wykłada, że duża część tych skutek... To jest taka ucieczka od tematu troszeczkę Trumpa, bo on absolutnie z jednej strony mówi to w wywiadach, które są skierowane do trochę szerszej publiki, natomiast na wiecach się chwali tym, że to ja nominowałem troje sędziów do Sądu Najwyższego, który...

Donalda Trumpa i Republikanów na stanowisko wiceprezydenta.

To już pomijam to, że kilka lat temu mówił jak najgorsze rzeczy o samym Donaldzie Trumpie, wręcz pewnego do Hitlera i do kulturowej heroiny dla Amerykanów.

Czy taki człowiek dzisiaj nie zaczyna być obciążeniem dla Trumpa, jeśli mówimy o tym właśnie, że trzeba mobilizować też umiarkowanych wyborców?

Jeśli chodzi o mobilizację umiarkowanych wyborców, to pewnie jest jakimś obciążeniem, ale jednocześnie jest takim mobilizatorem bazy Donalda Trumpa, bo rzeczywiście mówiło się sporo na ten temat i spekulowano, że być może Donald Trump wybierze kogoś takiego jak na przykład umiarkowany gubernator Dakoty Północnej, Doug Burgum.

Ci ludzie poszerzyliby być może trochę bazę elektoratu Donalda Trumpa.

Natomiast Trump to jest Trump, on zawsze podejmuje swoje decyzje, ma jakieś intuicje polityczne, jak się okazało wiele razy też nie najgorsze, co by o nim nie mówić, i zdecydował się na kogoś takiego jak Vance.

Mam wrażenie, że też Trump wybrał go dlatego, że to jest człowiek, który absolutnie nie gryzie się w język.

Tak jak Donald Trump właśnie potrafi wyłożyć kawę na ławę, niektórych szokuje, ale Trumpowi najwyraźniej się to podobało.

God bless the USA Lee Greenwooda, przy którym Trump też czasami wychodził na wiece.

Natomiast pasuje to wszystko Trumpowi do układanki.

Już pomijając to oczywiście, co dla Trumpa mogło się okazać wręcz decydujące, że Vance jest mu na razie przynajmniej ślepo posłuszny i jest wręcz aż do granicy tego, że jest wręcz Lizusem, powiedzmy to otwarcie.

I Donaldowi Trumpowi bardzo to pasowało.

Widać, że szukał też kogoś, kto nie będzie za bardzo mu się sprzeciwiał, jak już Trump dostanie się do Białego Domu.

Ale akurat Vance powiedział, że gdyby on był wiceprezydentem w 2020 roku, kiedy Donald Trump przegrał wybory, to jako ten szef tej komisji liczącej głosy elektoralne, on by zatrzymał to liczenie.

A to też jest kolejna rzecz, która go łączy z Trumpem.

To też jest kolejna rzecz, która go łączy z Trumpem, czyli takie nieliberalne instynkty.

I to też wydaje się, że Donaldowi Trumpowi pasowało i jest taką dość groźną zapowiedzią, jeśli chodzi o jego rządy, bo gdyby Donald Trump chciał zapewnić wszystkich, że on będzie przestrzegał rządów prawa i szanował konstytucję, no to pewnie nie wybrałby kogoś takiego jak J.D.

No i kluczowego, ale mimo wszystko w obecnej sytuacji trochę mniej kluczowego, bo właśnie po pierwsze mniej elektorów, po drugie dość duża przewaga Trumpa, przynajmniej do tej pory.

Teraz się skupia ta uwaga na tym tandemie Donald Trump, Kamala Harris, ewentualnie wiceprezydenci, bo jednego już znamy, Jerry DeVance'a, drugiego nie znamy.

Także obawiano się tego i to był jeden z głównych argumentów, dla których były jednak naciski na Joe'ego Bidena, żeby zrezygnował, bo obawiano się tego, że nie tylko przegra wybory prezydenckie z Donaldem Trumpem, ale jeszcze pociągnie w dół partię, która straci kontrolę nad Senatem i nie udaje się odzyskać kontroli nad Izbą Reprezentantów, bo teraz to też powiedzmy słuchaczom, którzy może nie śledzą na co dzień amerykańskiej polityki, teraz mamy sytuację taką, że demokraci mają minimalną większość w Senacie,

Zobaczymy, czy Donald Trump na przykład powie, bo on już właściwie nie chce przyznawać, czy potwierdzić, że uzna wyniki wyborów.

Donald Trump będzie oceniał.

Donald Trump, tak.

My wszystko rozumiemy, instytucje amerykańskie również i tak dalej, ale widzieliśmy, co się stało 6 stycznia 2021 roku, kiedy Donald Trump wprost zachęcał do tego, żeby szturmować Capitol.

To było szokiem dla Ameryki, dla świata, a część wypowiedzi sympatyków Donald Trumpa mówi wręcz o tym, że jeśli dojdzie do takiej sytuacji jak w 2022, czyli ich zdaniem sfałszowania wyborów, to będzie wojna domowa.

I to widać było zresztą, jak Trump przyjeżdżał do sądu, dostawał zarzuty kolejne.

W Arizonie to było też przecież bardzo głośne, nie tylko jeśli chodzi o Donalda Trumpa, ale też Carrie Lake, kandydatkę na gubernatorkę, która po przegranych wyborach wzięła przykład ze swojego mentora i też ogłosiła, że wybory zostały skradzione i sfałszowane.

Więc to zagrożenie absolutnie jest, zwłaszcza jeżeli mamy jako właściciela takiej platformy jak X człowieka, który wprost coraz mocniej wspiera Donalda Trumpa.

Czyli w 2025 roku zobaczymy w Białym Domu albo Kamalę Harris, i chyba tu nie ukrywajmy, życzymy sobie, żeby to była Kamala Harris z punktu widzenia naszych nawet interesów, albo znowu Donalda Trumpa.